środa, 12 marca 2025

Wojna dotrze do Polski ?




Francuski Senator idealnie podsumowuje obecną sytuację.

https://www.facebook.com/share/r/1FDeLUbCbd/

Tego co zrobił Tramp nikt się nie spodziewał.

Wieści dotarły i do mnie.

Trudno udawać, że my blogerzy piszący głównie o zdrowiu, kwiatkach, urodzie  jesteśmy apolityczni.

Opinie są podzielone, zwłaszcza, że poprzednia władza bardzo się szczyciła poparciem USA i teraz spotykam aplauz na wieść o upadku Ukrainy.

O tyle to jest dziwne, że dopóki Ukraińcy przyjeżdżali jako siła tania robocza, była mile widziana.

Po wybuchu wojny Polski rząd zaoferował pomoc i przyjął uchodźców. Tym razem przyjechali też bogaci ludzie, nie tylko matki z dziećmi. I to oburza społeczeństwo.

Jak powiedział Forrest Gump: wojna to jest największe gówno. Są tacy co nie chcą wojny, lub też popierają Putina. Tak było i u nas. Po II Wojnie Światowej ile osób zostało komunistami. Dla wygody, dla lepszego bytu.....

Z drugiej strony Winston Churchill powiedział: naród który przegra wojnę z czasem się podniesie. Ten co się podda nie podniesie się nigdy.

Dyskusja nie jest teraz taka istotna, co fakt, że upadek Ukrainy, będzie oznaczał, że wojna niebawem może ogarnąć Polskę i Europę w ogóle.

 Piotr Wilkin Doktor filozofii, magister informatyki, specjalizujący się naukowo w kognitywistyce i filozofii języka, aktualnie pracujący jako projektant systemów informatycznych :

Historia dzieje się na naszych oczach. I to nie jest dobra informacja. Obserwujemy, jak USA z kraju, który przynajmniej nominalnie chciał pretendować do roli "przywódcy wolnego świata" osuwa się w sojusz światowych autorytaryzmów.
Geopolitycy zaczną wam tutaj opowiadać różne historyjki o uwarunkowaniach geopolitycznych. Tymczasem tu nie żadna geopolityka rozstrzygnęła. Wręcz przeciwnie, jedyną opowieścią, która sensownie tłumaczy to, co się właśnie stało w Białym Domu, jest opowieść o wartościach.
Aby zrozumieć, co się stało, musimy cofnąć się do czasów tuż po II WŚ. Wtedy kraje Europy oraz USA poszły ścieżką demokratycznej gospodarki rynkowej. W kontraście do sowieckiego ładu zwącego się komunizmem (a będącego już wtedy de facto radzieckim nacjonalizmem z centralnym planowaniem) uznały, że wartości takie, jak prawa człowieka, wolność osobista, wolność prasy, równość obywateli wobec prawa i tym podobne są tym lepszym wyborem cywilizacyjnym.
I wydawało się, że historia przyznała im rację - tak przynajmniej myślano po roku 1989. Ale coś się już wtedy zmieniało. Już wtedy wiadomo było, że kapitalizm niekoniecznie musi się wiązać z wolnością - a mając wybór między kapitalizmem a wolnością, USA wybierały kapitalizm, wspierając rozmaitych watażków np. w Ameryce Południowej. Od 1989 zmiany znacznie przyspieszyły. Najbogatsi w USA - ale także w niektórych krajach Zachodu - nie mieli już ochoty dzielić się bogactwem. Zobaczyli bowiem, że nie muszą - że mogą wytworzyć taki system władzy, w którym społeczeństwo będzie utrzymywane na relatywnie wysokim poziomie dobrobytu, a sami będą pobierać właściwie wszystkie owoce wzrostu gospodarczego.
No, ale zostały te paskudne reguły demokracji. To, że nawet multimiliarderzy musieli się liczyć z opinią publiczną, z mediami, wreszcie - z trendami cywilizacyjnymi dotyczącymi wartości, które otwarta debata w demokratycznym społeczeństwie nieuchronnie kreowała. Że nawet będąc multimiliarderem nie dostajesz carte blanche na gwałcenie asystentek po pijaku czy traktowanie swoich pracowników jak niewolników, z którymi możesz robić cokolwiek.
I to się właśnie kończy. To nie przypadek, że bogaci republikańscy miliarderzy z USA zawarli światopoglądowy pakt z oligarchami z Rosji - i to nie teraz, tylko już przed laty. To nie przypadek, że od lat trwa solidarne - z jednej strony ze strony Rosji, z drugiej strony ze strony amerykańskiej alt-prawicy - podważanie wartości euroatlantyckiej cywilizacji, sugerowanie, że jest ona całkowicie zgniła i że powinna wrócić do swoich rzekomych korzeni - opartych na hierarchiach, sile i podporządkowaniu autorytetom, podlanych sosem religii pełniącej w tej układance tę rolę, którą tak znienawidzony u nas Marks jej przypisywał - czyli właśnie opium dla ludu.
Pisałem od lat, że zwrot naszej prawicy prędzej czy później wygeneruje w Polsce tendencje prorosyjskie. Moi prawicowi interlokutorzy pukali się w głowę. Tendencje prorosyjskie? W kraju, gdzie 90% ludzi nienawidzi Rosji? Ale oczywiście to niczemu nie przeszkadza, bo "ruski mir" to nie jest coś, co jest przyczepione do kraju "Rosja", tylko określa pewien porządek moralny (czy też powinienem powiedzieć: amoralny). No i oto mamy ten zwrot prorosyjski już otwarcie. Oczywiście, nadal nie jest on explicite hołdem dla Putina - ale jest hołdem dla Putina zapośredniczonego przez kraje, wobec których nie ma tak mocnej nienawiści symbolicznej. Przez jakiś czas takim krajem były Węgry Orbana, ale Węgry słabo się nadają do pozytywnej roli mitotwórczej. Teraz natomiast, od dzisiejszego spotkania w Białym Domu, taką rolę mogą pełnić USA.
To nie jest przypadek, że na prawicy tego nie widzą. Byli poddawani regularnego praniu mózgu przynajmniej przez ostatnich 10 lat. Powoli odrywano prawicowy system wartości od wartości europejskich, robiąc z prawa antyaborcyjnego oraz stosunku do mniejszości seksualnych fundamentalną różnicę, która miała to uzasadnić. Z drugiej strony wykreowano Trumpa jako tego, który właśnie przywróci Ameryce "tradycyjne wartości", w kontrze do rzekomego zagrożenia straszliwym "terrorem woke". I tak oto macherzy propagandy za olbrzymie pieniądze skutecznie zamieszali ludziom w głowach, przekonali ich, że białe jest czarne, a czarne jest białe. Że coraz bardziej jawne zło, które uprawia Trump w USA to ewentualnie drobne potknięcia, które są niczym przy prawie zezwalającym na aborcję do 12 tygodnia. Że brak koedukacyjnych toalet wart jest zamiany kraju w oligarchiczne piekło, gdzie kaprysy wiecznie naćpanego miliardera mogą zniszczyć ludziom życie z dnia na dzień i z godziny na godzinę.
I teraz oczywiście nie będzie żadnego masowego obudzenia. Bo to tak nie działa. Tak nie działa psychologia. Jeśli zastanawiacie się, dlaczego w nazistowskich Niemczech nikt nie obalił Hitlera, to właśnie macie odpowiedź. Bo ludzie są świetni w racjonalizowaniu sobie własnego zaangażowania światopoglądowego. Bo będą woleli pójść w zaparte, niż przyznać się do czegoś, co nazywa się "błędem utopionych kosztów" - tym, że latami dali się kierować w stronę czegoś, co okazało się obrzydliwym, jawnym złem. Czy któryś [EDIT: republikański] senator w USA odciął się od paskudnego spektaklu Trumpa i Vance'a (notabene, trudno jest nie dostrzec analogii pomiędzy sugestią Trumpa, że Zelenski ich "nie darzy odpowiednim szacunkiem" a słynną sceną z "Ojca Chrzestnego" ("Przychodzisz do mnie do domu w dniu ślubu mojej córki...")? Wręcz przeciwnie, słychać entuzjastyczne okrzyki, jak to Trump wreszcie pokazał, że "America first". Bo ci ludzie zrobili już tyle świństw, spalili tyle mostów, zainwestowali tyle w Trumpa, że teraz już muszą za nim stać. I co najwyżej, jeśli ktoś z nich jeszcze wierzy w Boga, to wizja rychłego spotkania z Nim może ich doprowadzić - jak najwyraźniej doprowadziła Mitcha McConnella - do pewnego otrzeźwienia.
Tymczasem to naprawdę jest czas wyboru między dobrem a złem. Nie, to nie jest książka fantasy, więc dobro nie jest krystalicznie czyste i nieskażone, a zło nie jest jawnie paskudne i groteskowe (chociaż coraz bardziej idzie w tym kierunku). Ale jednak Trump i Vance dzisiejszym traktowaniem Zelenskiego jasno pokazali - USA zmienia się w państwo mafijne. Tak, jeszcze są tam niby jakieś sądy, ale raz, że Sąd Najwyższy został obsadzony lojalistami, a dwa, że wyroki sądowe już i tak zaczynają być powoli ignorowane. USA zamienione w oligarchiczne, autokratyczne piekło to będzie po prostu ruski mir - tylko znacznie bogatszy, mogący przepalić więcej pieniędzy, ale istotowo nie różniący się wiele.
Wartości tłumaczą też, dlaczego Trump potrzebował pretekstu, żeby odciąć pomoc Ukrainie i zwrócić się ku Rosji. Nie mógł tej pomocy przerwać tak po prostu - nadal sporo osób w USA popierało Ukrainę, mimo zmasowanej kampanii antyukraińskiej w republikańskich mediach. Dlatego potrzebna była ta szopka. Natomiast co do zasady sprawa jest prosta - dla USA - państwa opartego przynajmniej nominalnie na wartościach i światowego hegemona - sojusz z Ukrainą był wartością. Dla USA - państwa mafijnego, którego jedynym celem jest maksymalne bogacenie się oligarchiczno-nomenklaturowego układu u władzy - jest wyłącznie zbędnym balastem. Vance i Trump mają gdzieś, czy Putin wymorduje miliony Ukraińców - za to boli ich, że sankcje na Rosję i ogólna "wroga atmosfera" utrudniają robienie biznesów z krajem, który ma ogromne połacie ziemi i bogactwa mineralne. Gdyby Zelenski jeszcze zgodził się na uczynienie Ukrainy dosłownie amerykańską kolonią - to może by się zgodzili. Ale ponieważ się nie zgodził, postawił jakiekolwiek warunki, to usłyszał to, co usłyszał - że jest niewdzięczny i że powinien znać swoje miejsce w szeregu, bo zaraz jego kraj zostanie pozostawiony na pastwę Rosji. A cała wieloletnia kampania propagandowa spowodowała, że nawet w miarę sensowni ludzie na serio teraz piszą, że może i Trump z Vancem zachowali się jak buce, ale Zelensky mógł przecież założyć ten garnitur i być milszy. Nie, nie mógł. Tutaj kłania się słynny cytat z Churchilla - mógł wybrać wojnę albo hańbę, ale wojnę i tak by miał. Żadne wizerunkowe bzdury nie miały tu znaczenia - Zelenski musiałby dosłownie sprzedać Ukrainę Trumpowi.
Tak, ja wiem, że wśród Waszych znajomych, rodzin, przyjaciół też są ludzie z wypranymi mózgami. Od których zaraz usłyszycie, że to nic takiego, ze Zelenski jest "skorumpowanym komikiem", a Trump i Vance to mężowie stanu. Że Ukraina to w ogóle jest bezczelna, ciągle czegoś chce, a Ukraińcy w Polsce to też przeginają. Że Polska powinna postawić na strategiczny sojusz z USA zamiast zdradzać go z naszym odwiecznym wrogiem Niemcami, jak to dziś już nam ogłosił Przemysław Czarnek. I to jest ten moment, żeby powiedzieć stanowcze "nie". Nie chodzi mi oczywiście o potępianie czy moralizowanie. Ale czas na niuansowanie minął. Teraz trzeba asertywnie stać przy swoim. Zdecydować - czy wolimy cywilizację, która, przy wszystkich swoich wadach, potknięciach i ślepych uliczkach dąży jednak do poszanowania ludzkiej godności i wolności, czy wolimy antycywilizację, która opakowuje mafijne rządy pięści i pieniądza w pseudowartości podlane jeszcze obłudnie religijnym sosem.

!!!!!!



poniedziałek, 10 marca 2025

Keanu Reeves

                                                            


 Hello, już wróciłam. 😀

Pomarańczowy Gabinet Piotr Przybylski:

Ten mężczyzna to Keanu Reeves.



Większość tego co zarobił na filmach oddał na cele charytatywne albo szpitalom, nie posiada willi i prowadzi skromne życie, poruszając się po mieście nowojorskim metrem.
Porzucony przez ojca w wieku 3 lat; wychowany z 3 różnymi ojczymami; dyslektyk; jego marzenie o zostaniu hokeistą złamane przez ciężki wypadek; córka zmarła podczas porodu; jego żona zginęła w wypadku samochodowym; osoba, na której najbardziej mu zależy, jego siostra, choruje na białaczkę; jego najlepszy przyjaciel, River Phoenix (brat Joaquin, z którym działał w Belli i Damned ), zmarł z powodu przedawkowania...

Po tym wszystkim, co przeszedł, Keanu Reeves nie traci okazji, aby pomóc potrzebującym osobom. Kiedy kręcono film '' Domek nad jeziorem '' przypadkowo usłyszał dyskusję dwóch szatniarek; jedna płakała, bo straci dom, jeśli nie zapłaci 20.000 $ i tego samego dnia Keanu wpłacił tą kwotę pieniędzy na konto bankowe kobiety; przekazał też stratosferyczne sumy szpitalom.
W 2010 r. niektóre jego zdjęcia poszły na cały świat.

Na urodziny Keanu wszedł do piekarni i kupił sobie brioche z jedną świeczką, jedząc ją tuż przed piekarnią i proponując kawę osobom, które zatrzymały się, aby z nim porozmawiać.
Po zdobyciu astronomicznych kwot na trylogię Matrix aktor przekazał ponad 50 milionów funtów (tak, dobrze czytasz) pracownikom, którzy dbali o kostiumy i efekty specjalne: prawdziwym bohaterom trylogii, jak sam ich zdefiniował. Podarował też Harleya-Davidsona każdemu z kaskaderów.

Ponad 75 milionów funtów wydatków ogólnych. Do wielu udanych filmów (Adwokat Diabła z Al Pacino i Rezerwat z Genem Hackmanem) godził się na obniżenie swojego honorarium nawet o 90%, aby produkcja mogła zatrudnić kolejną gwiazdę kina, z którą pozwoliła mu zagrać.
W 1997 roku niektórzy paparazzi przyłapali go nawet, jak spędzał poranek z menelem w Los Angeles, słuchając go i dzieląc się życiem przez kilka godzin.
Większość gwiazd, gdy zdobywa się na dobroczynny gest, mówi o nim do wszystkich mass mediów.

Keanu Reeves nigdy nie zgłosił się do akcji charytatywnej tylko ze względu na zasady moralne i nie żeby wyglądać lepiej w oczach fanów. Ten człowiek mógłby kupić wszystko, ale zamiast tego każdego dnia wstaje i wybiera coś, czego nie można kupić: pokorę

                                      

 
                        

sobota, 8 lutego 2025

Oglądałam materiały z uroczystości obchodów 100 lat urodzin Jego Świątobliwości Yongdzina Rinpocze, jak również otwarcia Klasztoru Triten Norbutse w Nepalu.

Byłam wzruszona, jak ogromne projekty udało się zrealizować dzięki J.Ś. Yongdzina Rinpocze. O tym przeczytać można  na przykład na stronie Klasztor Triten Norbutse – stajenna siedziba Klejnotowego Szczytu 

Fragmenty

W lutym 2025 roku będziemy radośnie świętować doniosłą okazję, jaką są 100. urodziny Jego Eminencji Jongdzina Lopona Tenzina Namdaka Rinpocze, duchowego filaru Jungdrung Bon. Głęboko przepojony mądrością i współczuciem, Jongdzin Rinpocze poświęcił swoje życie zachowaniu, praktykowaniu i propagowaniu świętych nauk, a także dobru wszystkich czujących istot. Wyrzekając się ziemskich dążeń, ucieleśnił cnoty prostoty, zadowolenia i altruizmu, poświęcając się całkowicie pożytkowi innych i utrwalaniu Dharmy.

Przez całe swoje niezwykłe życie Jongdzin Rinpocze był przykładem Trzech Ćwiczeń – dyscypliny moralnej, medytacyjnej koncentracji i mądrości – z niesłabnącym oddaniem i niezachwianym postanowieniem służenia wszystkim istotom. Jego głęboka wiedza i bezgraniczne współczucie prowadziły niezliczonych uczniów, zasiewając w nich ziarna wyzwolenia. W okresie, gdy Yungdrung Bön stanął w obliczu ryzyka upadku, Jongdzin Rinpocze podjął nadzwyczajne trudności, aby ochronić, ożywić i przekazać jego święte nauki o studiach, praktyce i medytacji.

Dzięki swojemu niezrównanemu mistrzostwu w wiedzy, miłości i współczującej energii, Jongdzin Rinpocze przekazał uczniom na całym świecie kompletne inicjacje, ustne przekazy i kwintesencję instrukcji Sutr, Tantry i Dzogczen. Jego niestrudzone wysiłki inspirowały i prowadziły praktykujących na ścieżce do dojrzałości i wyzwolenia, czyniąc go jaśniejącym światłem zarówno dla Wschodu, jak i Zachodu.

W tę doniosłą setną rocznicę społeczność klasztoru Triten Norbutse uhonoruje Jego Eminencję Jongdzina Lopona Tenzina Namdaka Rinpoche wielką ceremonią, obejmującą Rytuał Modlitwy o Długie Życie i Ofiarę Mandali, jako głęboki wyraz wdzięczności za jego niezwykły wkład w tradycję Yungdrung Bon. Ta święta okazja jest również okazją do modlitwy o jego dalsze zdrowie, długowieczność i pełne współczucia przewodnictwo dla dobra wszystkich istot.

Dodając do radości z tej doniosłej uroczystości, mamy zaszczyt ogłosić poświęcenie i inaugurację nowo wybudowanej Świątyni Triten Norbutse. To monumentalne osiągnięcie jest jednym z wielu trwałych dziedzictw oświeconych działań Jongdzina Rinpocze, poświęconych przynoszeniu pożytku przyszłym pokoleniom. Do tych historycznych wydarzeń należeć będzie również Szósta Międzynarodowa Konferencja Studiów Bon oraz Ceremonia Wręczenia Dyplomów Gesze, która będzie stanowić żywe spotkanie dla globalnej społeczności Yungdrung Bon.

Koniec cytatu

           H.E. Yongdzin Tenzin Namdak Rinpoche prosi, aby się modlić za Niego

Mantra długiego życia - SO DRUM A KAR MU LA TING NAM Ö DU MU YE TSE NI DZA


https://www.bing.com/videos/riverview/relatedvideo?q=yongdzin+rinpoche+po%c5%9bwi%c4%99cenie+klasztoru+tritten+youtube&mid=B64392C8CAF46D138570B64392C8CAF46D138570&FORM=VIRE

kolejny cytat o wszechstronnej działalności, nauce i nauczaniu

Yongdzin Lopön Tenzin Namdak Rinpoche – Klasztor Triten Norbutse


J.E. Jongdzin Lopön Tenzin Namdak Rinpoche jest najstarszym nauczycielem tradycji Bön i jest uważany za najwybitniejszego na świecie eksperta w dziedzinie Bon.

Jongdzin Rinpocze urodził się w 1926 roku. W wieku 7 lat przeniósł się do klasztoru Tengchen, gdzie jego wujek służył jako lider śpiewu. Tam zaczął uczyć się czytać i pisać.

W 1940 roku, w wieku 15 lat, chłopiec pojechał ze swoim kuzynem do Yungdrung Ling, czołowego klasztoru Bon w środkowym Tybecie. Przebywając tam od 1940 do 1942 roku, większość czasu spędzał pomagając przy malowaniu ścian, wykorzystując swoje wykształcenie, które od 11 roku życia zdobywał jako artysta i malarz. Pod koniec 1942 r. udał się na pielgrzymkę do Nepalu i zachodniego Tybetu, a w połowie 1943 r. powrócił do Yungdrung Ling, by rozpocząć studia filozoficzne.

Od 1944 r. do końca 1948 r. Jongdzin Rinpocze mieszkał i studiował ze swoim nauczycielem i mistrzem Gangru Tshultrim Gjaltshen Rinpocze, który przeszedł na emeryturę po 14 latach służby jako Lopön, główny nauczyciel Yungdrung Linga. Większość tego okresu spędził w odosobnieniu w odległej jaskini medytacyjnej nad jeziorem Juru Tso w Namtsokha, w północnym Tybecie, gdzie Gangru Ponlob Rinpoche uczył go gramatyki, poetyki, dyscypliny monastycznej, kosmologii i etapów ścieżki do oświecenia zgodnie z naukami sutr, tantry i dzogczen.

W tym czasie, równolegle ze swoim napiętym harmonogramem badań naukowych nad różnymi głębokimi tematami filozofii i ogólnych nauk tybetańskich, udało mu się ukończyć 900 000 nagromadzonych praktyk Ngöndro i praktyk dzogczen w Trekchöd i Thögal z głębokim osiągnięciem.

Pod koniec tego okresu, pod koniec 1948 roku, udał się do klasztoru Menri w prowincji Tsang w środkowym Tybecie, aby dokończyć studia przygotowujące go do uzyskania stopnia gesze (tybetański odpowiednik doktoratu z filozofii). Jego głównym nauczycielem w Menri był Lopön Sangje Tenzin Rinpocze. W 1952 roku, w wieku 27 lat, otrzymał stopień naukowy i w tym samym roku został wybrany na następcę swojego mistrza na stanowisku Lopöna, głównego nauczyciela klasztoru.

W 1957 roku w środkowym Tybecie nasilał się konflikt między rodowitymi Tybetańczykami a wkraczającymi do niego chińskimi komunistami, w wyniku czego Jongdzin Lopön Tenzin Namdak Rinpoche wycofał się z działalności jako Lopön. Udał się do klasztoru Se-zhig nad jeziorem Dang-ra w północnym Tybecie i pozostał tam w odosobnieniu do 1960 roku, tuż po powstaniu w Lhasie przeciwko chińskim okupantom.

W czasie przemocy i okupacji wielu sławnych żyjących tybetańskich mistrzów tamtych czasów zostało zmuszonych do ucieczki ze swojej ojczyzny, wśród nich Jego Świątobliwość Dalajlama i J.Ś. Gjalwa Karmapa. Jongdzin Lopön Tenzin Namdak Rinpoche próbował uciec pieszo wraz z grupą lamów i mnichów Menri, w tym 32. opatem Menri, swoim pierwszym uczniem, zabierając ze sobą ważne teksty i relikwie Bonu. Jednak w drodze na południe w kierunku Indii został postrzelony przez chińskich żołnierzy. Sądząc, że nie żyje, żołnierze zostawili wielkiego mistrza leżącego w ziemi. Jeden z mnichów, który mu towarzyszył, pomógł mu dotrzeć do pobliskiej rodziny, która zabrała go w ukrycie.

Podczas ucieczki Jongdzin Rinpocze był w stanie ukryć słynną stupę Nyame Sherab Gyaltsen wraz z posągami, cennymi relikwiami i innymi świętymi przedmiotami w jaskini w Lug-do Drag w rejonie Tsochen w Tybecie. Kiedy doszedł do siebie na tyle, że mógł wznowić podróże, zabrał ze sobą tomy tekstów, aby zapewnić ich zachowanie. Te święte obiekty są obecnie bezpiecznie odrestaurowane w klasztorze Menri w Tybecie.

Przez około 22 dni grupa uciekinierów podróżowała nocą i ukrywała się w ciągu dnia, dopóki nie dotarła do bezpiecznej przystani w Nepalu, przywożąc ze sobą wiele tomów ważnych tekstów Bon. W Nepalu przebywał przez pewien czas w klasztorze Najyin w Katmandu.

W 1961 roku poznał znanego angielskiego tybetaloga, dr Davida Snellgrove'a z Uniwersytetu Londyńskiego, który zaprosił go do Londynu wraz z Gesze Sangje Tenzinem (nieżyjącym już J.Ś. Menri Trizinem) i Gesze Samtenem Karmayem. W ramach stypendium Fundacji Rockefellera w ramach programu visiting scholar, Jongdzin Lopön Tenzin Namdak Rinpoche mieszkał w Anglii, najpierw na Uniwersytecie Londyńskim, a następnie na Uniwersytecie Cambridge. Następnie odbył rekolekcje w klasztorze benedyktynów na wyspie Wight.

Jego trzyletni pobyt w Anglii w latach 1961-1964 oraz współpraca z dr Snellgrove'em zakończyły się publikacją w 1967 roku w języku angielskim książki "The Nine Ways of Bön" (Oxford University Press), która była pierwszym naukowym studium tradycji Bon opublikowanym na Zachodzie. W 1964 roku powrócił do Indii, gdzie ponownie opublikował cenne teksty tybetańskie. Podjął się również kluczowego zadania zebrania funduszy na założenie osady i klasztoru Bönpo w północnych Indiach.

Od 1964 do 1967 roku Jongdzin Lopön Tenzin Namdak Rinpoche desperacko pracował nad utrzymaniem przy życiu ludu Bönpo i jego kultury na wygnaniu. W 1967 roku, dzięki pomocy finansowej Katolickiej Służby Pomocy, kupił kawałek ziemi w Dolanji, niedaleko Solan w Himachal Pradesh w północno-zachodnich Indiach i założył tam tybetańską osadę, szkołę i klasztor.

Po śmierci w 1963 r. Kundun Sherab Lodroe (32. opata Menri), tymczasowym przywódcą duchowym wspólnoty Bönpo na uchodźstwie został opat Yungdrung Ling, J.Ś. Sherab Tenpai Gyaltsen. Pod przewodnictwem J.Ś. Szeraba Tenpai Gjaltsena i z inspiracji Lopöna Sangje Tenzina oraz wielu innych lamów, Jongdzin Rinpocze wziął na siebie odpowiedzialność za znalezienie następcy zmarłego opata.

W marcu 1968 roku Sangje Tenzin Jongdong (J.Ś. Lungtok Tenpai Nyima Rinpoche) został wybrany w tradycyjny sposób Bon na 33. Menri Trizin, dzierżyciela tronu klasztoru Menri; i w ten sposób stał się duchowym przywódcą Bonu. Jongdzin Rinpocze i J.Ś. Menri Trizin pracowali razem nad budową wspólnoty monastycznej w Dolanji, która w tamtym czasie była jedynym klasztorem Bon w Indiach.

In mid-1968, Yongdzin Rinpoche made a second visit to Europe and served as visiting scholar at the University of Munich. From 1969 to 1978, he continued his work at Dolanji, including writing, publishing, practicing, transmitting initiations, and teaching the lamas and monks.

Po śmierci Lopöna Sangje Tenzina w 1977 r. po długotrwałej chorobie, powierzono mu pełną odpowiedzialność za nauczanie młodego pokolenia mnichów. W 1978 r. powstała i zorganizowana pod jego kierunkiem Szkoła Dialektyczna. W 1986 roku pierwszy rocznik mnichów ukończył Szkołę Dialektyczną, uzyskując stopnie gesze.

W tym samym roku Jongdzin Rinpocze udał się do Tybetu; a po powrocie przez Katmandu w Nepalu, mając pieniądze i kilka pożyczek, nabył mały kawałek ziemi, na którym miał zbudować przyszły klasztor Triten Norbutse. Klasztor został formalnie założony w 1987 roku na swoim miejscu u podnóża wzgórza Nagardżun, na zachód od słynnego wzgórza Swayambhu na drugim końcu Doliny Katmandu.

Triten Norbutse stał się obecnie jednym z dwóch głównych klasztorów Bon poza Tybetem, zapewniającym obszerne i rygorystyczne studia nad szerokim spektrum nauk i tradycji Bon. Obecnie studiuje i praktykuje tam 216 rezydujących tam mnichów. Jongdzin Lopön Tenzin Namdak Rinpoche prowadził tam regularne nauczanie, odbywając jednocześnie liczne wycieczki, aby nauczać ważnych tekstów Bon na Zachodzie.

W 1993 roku "Krople serca dharmakaji", jego komentarz do książki Shardza Tashi Gyaltsen Rinpoche o praktyce dzogczen, został opublikowany w języku angielskim przez Snow Lion Publications. Od 1995 roku Jongdzin Rinpocze regularnie odwiedza Europę, aby udzielać nauk, a także często odwiedza Stany Zjednoczone na zaproszenie swoich byłych uczniów.

Regularnie prowadził odosobnienia we Francji, gdzie jego zachodni studenci założyli Stowarzyszenie Yungdrung Bön, aby ułatwić mu pracę na Zachodzie, a w szczególności w Europie. W 2005 roku w Blou we Francji założono Shenten Dargye Ling, zgromadzenie prawnie uznane przez rząd francuski, którego celem jest zachowanie, badania, nauczanie i praktykowanie Yungdrung Bön.

Informacje zawarte w tym opisie pochodzą w dużej mierze z "Nauk Bönpo Dzogczen według Lopön Tenzin Namdak", przepisanych i zredagowanych przez Johna Myrdhin Reynoldsa. Katmandu, Nepal: Vajra Publications, 2006; Został on następnie poprawiony pod kątem dokładności przez Khenpo Tempa Yungdrung Rinpoche, opata klasztoru Triten Norbutse.



Pozdrawiam serdecznie

niedziela, 2 lutego 2025

100 rocznica urodzin

         Dzień dobry wszystkim 😊

Miło mi umieszczać ciekawostki ze świata. 

Nie piszę już o swoich cierpieniach, może dlatego, że już nie cierpię na duszy, a do bólu kości się przyzwyczaiłam i nie ma ratunku. Człowiek nie oczekuje poprawy to nie jest zawiedziony. Jeden powód do smutku mniej. Super, że chodzę i rozum funkcjonuje. Mogłam być rośliną.

Nie piszę już o swoich postępach w rozwoju duchowym. Teraz to jest moja osobista sprawa. 

Chciałam zachęcić do poznania możliwości umysłu opowiadając o moich początkach i tyle.

Dość intymne sytuacje ujawniłam, ale rozpacz ze mnie tryskała i nie mogłam jej powstrzymać. Jak się potem okazało się, że to było zbawienne.

Teraz zajmuję się potrzebami innych w miarę możliwości

ps. pamiętam, że kiedyś zachęcano mnie do zajęcia się sobą. Bo jak człowiek jest szczęśliwy, to widzi troski innych. Najwidoczniej nadszedł ten czas. Zawsze lubiłam pomagać, a teraz lubię jeszcze bardziej.

Zajmując się sobą stałam się mało empatyczna Skłonna byłam do pouczeń bardziej, uniż do współczucia.

 Na szczęście  nie stałam się egoistką , hehe, pouczania miały dać efekt poprawy ludzkiego życia.

Taki cytat mi towarzyszy: "Żyjemy dzięki temu, co dajemy" Winston Churchill. 

Polecam biografię i film Czas Mroku. Wybitny pisarz , historyk, mówca, polityk.

         Bardzo się cieszę na transmisję z uroczystości w Nepalu

Może kogoś to zainteresuje. Choćby tylko po to by zgłębić swoją wiedzę o świecie. Z ciekawości :-) Nie trzeba zmieniać wiary, tylko zobaczyć jak wygląda świat w innych kulturach. Może zrozumieć, że wizja jest umysłem.

Obchody 100 urodzin
J.E. Yongdzina Tenzina Namdaka Rinpoche
6 lutego 2025, w godzinach 17:00 - 18:00

6 lutego odbędą się obchody 100 urodzin
J.E. Yongdzina Tenzina Namdaka Rinpoche.

W tym szczególnym wydarzeniu w klasztorze Triten Norbutse w Nepalu weźmie udział wiele osób z całego świata.

Chaphur Rinpoche będzie obecny na uroczystościach w imieniu Instytutu Gyalshen i Sanghi Gyalshen. 6 lutego o godzinie 17:00 (CET) Rinpoche przedstawi znaczenie tej szczególnej uroczystości oraz udzieli nauk na temat inwokacji J.E. Yongdzina Rinpocze. Wspólnie będziemy modlić się o długie życie J.E. Yongdzina Rinpoche.

Dostępne będzie tłumaczenie na język polski.
Sugerowana darowizna to 40 PLN.
Osoby pragnące wziąć udział w spotkaniu, prosimy o dokonanie wpłaty na konto fundacji oraz przesłanie swojego maila, który ma zostać zarejestrowany wraz z potwierdzeniem przelewu na adres: kontakt@chaphurfoundation.com

Wpłaty prosimy kierować na konto:
Fundacja klasztoru Nangzhig
ul. Malmeda 5
15-440 Białystok
53 2530 0008 2012 1076 4679 0001
Link do zoom będzie wysłany na krótko przed rozpoczęciem nauk.
Informacje i zapisy:
kontakt@chaphurfoundation.com

Serdecznie zapraszamy!

sobota, 11 stycznia 2025

Kim (nie) byli trzej Królowie

 Sebastian Adamkiewicz

Czytaj więcej: https://histmag.org/Kim-nie-byli-trzej-krolowie-8918?

Mogli być zaratusztriańskimi kapłanami, albo też astrologami wnikliwie obserwującymi niebo. Niektórzy twierdzą, że byli bogaczami z różnych zakątków świata. Mogli też w ogóle nie istnieć, a opowieść o nich jest jedynie symboliczną legendą biblijną. Kim byli Trzej Królowie i dlaczego ich święto było jednym z najważniejszych w Kościele?

Jak to zazwyczaj bywa w historii, o trzech królach wiemy znacznie więcej niż znaleźć możemy na ich temat w źródłach. Tradycja dopisała wspaniałą opowieść o bogatych monarchach z różnych stron świata– Kacprze, Melchiorze i Baltazarze – którzy za wskazaniem gwiazdy przybyli do betlejemskiej stajenki, aby oddać hołd nowonarodzonemu Chrystusowi i wręczyć mu wspaniałe dary. W takiej formie wyobrażenie o niezwykłych przybyszach utrwaliło się w kulturze chrześcijańskiej i narracji o narodzinach Jezusa. Zwyczajowo świętem Trzech Króli nazywane jest też obchodzone 6 stycznia święto Epifanii, czyli Objawienia Pańskiego. W tych dniach ani żadne jasełka, ani rozliczne atrapy groty bożonarodzeniowej nie mogą obyć się bez tajemniczych wędrowców w bogato zdobionych szatach. O śpiesznie dążących do Betlejem monarchach mówi też tekst znanej polskiej kolędy. Problem w tym, że najbardziej pierwotny ze znanych nam przekazów dotyczących ich wizyty nie mówi ani o królach, ani o imionach, ani – co więcej – nie określa żadnej liczby.


Pierwszą – i jedyną w Nowym Testamencie – wzmiankę opisującą to wydarzenie znajdujemy w Ewangelii według św. Mateusza. Ewangelista pisze o nim tak:

Gdy zaś Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: «Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać mu pokłon». Skoro to usłyszał król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima. Zebrał więc wszystkich arcykapłanów i uczonych ludu i wypytywał ich, gdzie ma się narodzić Mesjasz. Ci mu odpowiedzieli: «W Betlejem judzkim, bo tak napisał Prorok: A ty, Betlejem, ziemio Judy, nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy, albowiem z ciebie wyjdzie władca, który będzie pasterzem ludu mego, Izraela». Wtedy Herod przywołał potajemnie Mędrców i wypytał ich dokładnie o czas ukazania się gwiazdy. A kierując ich do Betlejem, rzekł: «Udajcie się tam i wypytujcie starannie o Dziecię, a gdy Je znajdziecie, donieście mi, abym i ja mógł pójść i oddać Mu pokłon». Oni zaś wysłuchawszy króla, ruszyli w drogę. A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, szła przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię. Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali. Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę. A otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda, inną drogą udali się do swojej ojczyzny.


 W polskim tłumaczeniu Biblii Tysiąclecia, skąd pochodzi powyższy fragment, przybysze nazywani są nie królami – jak nakazywałaby tradycja – lecz mędrcami. Nie jest to w polskich tłumaczeniach pojęcie nowe. Podobnie nazywał ich chociażby Jakub Wujek. Jeśli bowiem sięgniemy do Wulgaty, albo – być może pierwotnej – greckiej wersji ewangelii, to tam również nie znajdziemy słowa o monarchach, lecz o ludziach określanych „magi ab oriente” lub Septuagincie „magoi apo anatolu” czyli – w dosłownym tłumaczeniu – magowie ze wschodu. Co więcej, o królach nie wspomina także większość apokryficznych ewangelii dzieciństwa, a w tak zwanej Łacińskiej Ewangelii Dzieciństwa przeczytać możemy wprost, że tajemniczy wędrowcy byli wróżbitami. Tak bowiem uważano u zarania chrześcijaństwa. Greckie „magoi” lub łacińskie „magi” w biblijnych komentarzach Ojców Kościoła rozumiane było przede wszystkim jako nazwa osób zajmujących się astrologią, naukami tajemnymi, czy przepowiadaniem przyszłości. Nie była to do końca interpretacja błędna. W przytoczonym fragmencie ewangelii przeczytać wszak możemy, że byli to ludzie dysponujący dużą wiedzą, a także obserwujący niebo, w szczególności pod kątem odczytywania znaków, które – według starożytnych – zapisane były w gwiazdach.

Istnieje jednak jeszcze jedna możliwość przetłumaczenia słowa „magoi”. Współcześni interpretatorzy Biblii, twierdzą, że św. Mateusz pisze nie o astrologach lecz o perskich kapłanach, którzy określani byli tym pojęciem. Co zaś robili perscy magowie w Betlejem i dlaczego poszukiwali Chrystusa? Być może wiązało się to z zaratusztriańską wiarą w przyjście Mesjasza, który stoczyć miał ostateczną walkę z siłami zła. Zresztą religioznawcy doszukują się źródeł samego żydowskiego mesjanizmu we wpływach zaratusztrianizmu na judaizm. Czy więc w grocie narodzenia Jezusa mogło dojść do niezwykłego spotkania, wykraczającego poza ramy religijnych podziałów? Choć wnioski te mogą być zbyt daleko idące, to ich ślad mocno tkwi w istocie święta Objawienia, które we wczesnym chrześcijaństwie uważane było za dzień w sposób szczególny poświęcony narodom pogańskim, które przyjęły wiarę w Zbawiciela. Bóg stawał się w ten sposób istotą, której łaska nie ograniczała się już do jednego narodu wybranego, lecz otrzymać ją miała cała wspólnota ludzka zamieszkująca Ziemię. Mędrców uważano więc za przybyszów z terenów funkcjonujących poza obszarem wpływów religii judaistycznej, być może nie znających nawet proroctw związanych z przyjściem Mesjasza. Na obrazach przedstawiano ich w szatach, które miały świadczyć o cudzoziemskości, a z czasem przypisywać również odmienne cechy fizyczne.

Skąd się wzięli trzej królowie?

Z pewnością możemy więc powiedzieć, że żaden z „trzech króli” monarchą nie był, a ich monarchiczność wyrosła dopiero na gruncie późniejszej tradycji. Pierwsi chrześcijanie, znający ten fragment historii narodzin, widzieli w nich z pewnością osoby wykształcone, potrafiące odczytywać znaki na niebie, niezwiązane z narodem i kulturą żydowską. W żadnym jednak wypadku nie uznawano ich za królów. Skąd więc wzięła się ich królewskość? O takiej możliwości wspomina Tertullian, powołując się na zapis Psalmu 72: królowie z Szeby i Samarii złożą Mu daninę I oddadzą mu pokłon wszyscy królowie; wszystkie narody będą mu służyły. O tym, że mędrcy byli monarchami, mogłoby też świadczyć proroctwo Izajasza, który przepowiadał iż: pójdą narody do swego światła, królowie do blasku swojego wschodu [...].Wszyscy oni przybędą z Saby, zaofiarują złoto i kadzidło. W szczególności na ten fragment będą powoływać się później ci, którzy w magach będą widzieć królów. Wizyta w dużej mierze wypełniała przecież zapowiedzi tego proroctwa. Otwarcie przybyszów królami nazywa apokryficzna Ormiańska Ewangelia Dzieciństwa. Podążając za rodząca się tradycją, jak i wspomnianymi zapisami Starego Testamentu, opisuje ona przybycie do Betlejem trzech braci – królów Persji, Indii i Arabii. Choć później wątek pokrewieństwa został porzucony, monarchiczność wędrowców mocno zakotwiczyła się w tradycji.

Dlaczego? Przynajmniej z trzech powodów. Po pierwsze zadecydowały o tym względy dogmatyczne. Jeśli słowo „magoi” oznaczać miałoby osoby zajmujące się magią czy astrologią, to wysnuć można z tego wniosek, że jednymi z pierwszych, którzy odwiedzili małego Chrystusa byli ludzie, którzy uprawiali sztukę przez Pismo zakazaną i przedstawianą zazwyczaj w negatywnym świetle. Dodatkowo, fakt, że o narodzinach Zbawiciela dowiedzieli się z ruchu gwiazd, mogłoby uświęcać ten sposób przepowiadania przyszłości, co stałoby w sprzeczności z nauką Kościoła. Chrześcijaństwo wolało więc widzieć w osobach mędrców nie astrologów, ale bardziej neutralnych królów, którzy zresztą doskonale wpisywali się w znaczenie święta Objawienia. Ponieważ króla utożsamiano z narodem mieli być oni przedstawicielami rodzaju ludzkiego, stąd też najpewniej późniejsze podkreślanie ich różnorodności, z kolorem skóry włącznie. Wreszcie trzeci powód pojawił się wraz z rozwojem stosunków feudalnych. W scenie hołdu składanego w betlejemskiej stajence przez królów i pasterzy widziano bowiem już nie tylko uniwersalizm ponadnarodowy, ale także społeczny. Grota narodzenia stawała się miejscem, w którym każdy, niezależnie od swojego statusu, był wobec Boga równy i tak samo włączony do jego chwały. W ten sposób w kulturze utrwaliła się wizja zasadniczo sprzeczna z zapisem ewangelicznym. Magów-astrologów, zastąpili królowie, których najzwyczajniej w Piśmie nie ma.

W Ewangelii według św. Mateusza nie ma także liczby przybyszów. To, że było ich trzech to również wpływ późniejszych legend, dopisków i interpretacji. Najprawdopodobniej liczbę tą ustalono na podstawie wręczonych darów – kadzidła, mirry i złota. W „trójce” widziano także symbol pojawiający się w Piśmie Świętym. Między innymi trzech mężczyzn odwiedziło Abrahama, obwieszczając mu, że Sara – pomimo podeszłego wieku - urodzi mu syna, trzy dni natomiast spędził Jonasz w brzuchu ryby. Trzy dni miało też spoczywać ciało Chrystusa w grobie przed zmartwychwstaniem. Liczba trzy była bowiem uważana za cyfrę idealną, oddającą wielowymiarowość życia człowieka i jego różnorodną naturę. Stąd najpewniej trzy dary, z których każdy miał określone znaczenie, składane przez trzech ludzi. Tradycja nakazuje nam też wierzyć, że do spotkania doszło wkrótce po narodzeniu Jezusa. Nie jest to wcale jednak takie pewne. Zapis ewangeliczny nie określa wszak dokładniej daty przybycia magów. Napisane jest jednak, że król Herod, poinformowany przez przybyszów o możliwości narodzin nowego władcy Izraela, nakazał zamordować wszystkie dzieci płci męskiej poniżej 2 roku życia. Jeśli odwiedziny nastąpić miałyby tuż po rozwiązaniu, to czy Herod wyznaczyłby tak wygórowaną liczbę lat? Zastanawiali się nad tym z pewnością twórcy apokryfów. W jednym z nich przeczytamy wręcz, że mędrcy przybyli, gdy Chrystus miał 2 lata, a odwiedzili go nie w stajence, ani grocie, lecz w normalnym domu.

Niezależnie od powyższych dociekań, problem „trzech króli” nie dotyczy jedynie tego, czy w istocie byli monarchami czy nie i czy było ich trzech czy może dwunastu, oraz czy zobaczyli Jezusa tuż po narodzeniu czy może gdy był już 2-latkiem. O wiele poważniejszą sprawą jest to czy w ogóle istnieli. Zastanawiające jest to, że św. Mateusz jako jedyny z ewangelistów wspomina to wydarzenie. Nie piszą o nim inni synoptycy – Marek i Łukasz. W szczególności brak tego przekazu u Łukasza – który, jak twierdzi tradycja, o okolicznościach narodzin Jezusa dowiedzieć miał się bezpośrednio od Maryi – budzić może wątpliwości, czy taki fakt miał miejsce.

Bibliści kwestionujący prawdziwość tego wydarzenia twierdzą, że jest to jedynie midrasz żydowski – opowiadanie mające charakter komentarza poszerzającego zawartość Biblii. Celem midraszu było wzbogacenie głębi teologicznej przekazu biblijnego, a nie przedstawienie faktów. Można wręcz powiedzieć, że midrasz to nic innego jak pewien rodzaj przypowieści, legendy, której zadaniem była prezentacja takich okoliczności jakiegoś wydarzenia, które pozwalałyby na poszerzenie jego znaczenia i możliwości interpretacyjnych. Wątek mędrców do złudzenia przypomina taką formę komentarzy biblijnych, w szczególności nawiązując do midraszy mojżeszowych. Skąd taka formuła w ewangelii św. Mateusza? Na pytanie to można odpowiedzieć zastanawiając się nad tym do kogo ewangelista kierował swój tekst. Ilość nawiązań do tradycji żydowskiej czy wstawek zawierających fragmenty Starego Testamentu, które w kontekście nowotestamentowym nabierały charakteru profetycznego, może świadczyć o tym, że miał on trafić przede wszystkim do Żydów. Narodziny i życie Chrystusa miało być więc przedstawione jako naturalna konsekwencja dawnych przepowiedni i proroctw.

reklama

Opowieść o mędrcach ze wschodu kumuluje w sobie szereg tego typu wątków. Po pierwsze wyraźne są związki z opowieściami o Mojżeszu, co może świadczyć o tym, że Mateusz chciał przedstawić Jezusa jako nowego Mojżesza, co oczywiście jest fundamentem wiary w odnowione przymierze z Bogiem. Po drugie Mateusz wspomina w tym fragmencie o gwieździe, która prowadzić miała magów. Symbol gwiazdy, która miała zwiastować nadejście Mesjasza pojawia się już w księdze Liczb, w przepowiedni proroka Balaama. Otwarcie natomiast cytowane jest proroctwo Micheasza, które wskazywać miało Betlejem jako miejsce narodzenia Chrystusa. Oczywiste są też związki z cytowanym wcześniej proroctwem Izajasza i fragmentem Psalmu.

Formuła midraszu widoczna jest też w przytoczeniu darów złożonych u stóp dzieciątka, czy opowieści o rzezi niewiniątek. W pismach Ojców Kościoła prezenty jakie zostały wręczone przez magów traktuje się jako zapowiedź późniejszych losów Chrystusa, albo też niezwykle symboliczny wykład na temat jego natury. Złoto oznaczać miało królewską godność, mirra cierpienie i śmierć, kadzidło zaś boskość. W innej interpretacji złoto mogło być symbolem doczesności, mirra momentu śmierci, kadzidło natomiast zmartwychwstania i życia wiecznego. Dary mogły oznaczać także trzy osoby Trójcy świętej – złoto Boga ojca, mirra Syna, kadzidło zaś Ducha świętego. Zachowanie Heroda (zwłaszcza wobec braku historycznego poświadczenia rzezi) również traktowane może być jako legenda oznaczająca, że już od początku Chrystus skazany był na cierpienie, oraz zapowiadająca, że czeka go głównie odrzucenie. Podobnie traktować można późniejszą ucieczkę Świętej Rodziny do Egiptu i powrót do Kanaanu, co łączy się ze wspomnianą opowieścią o Mojżeszu.

Opowiadanie o przybyszach ze wschodu może więc być de facto swoistą ewangelią w pigułce, relacjonującą czym dla ludzkości było narodzenie Jezusa i jakie było jego prawdziwe znaczenie. Z jednej strony Mateusz wyraźnie umieszcza Syna Bożego w tradycji żydowskiej, z drugiej jednak hołd oddany przez wędrowców z nieznanej krainy, można interpretować jako swoiste orędzie dla pogan i ludzi spoza kręgu kultury judaistycznej.


Czytaj więcej: https://histmag.org/Kim-nie-byli-trzej-krolowie-8918?fbclid=IwY2xjawHuqf1leHRuA2FlbQIxMQABHWsRKm4RALYwdaIDPEzBbQdglyh68BK1Wn95TajqBu42RVhTY_FYgJEBMA_aem_TkSKZnzaQAuNyUKSEmg1VA

Polecam stronę

Znajdziecie tam wiele ciekawych publikacji

I co sądzicie?

Pozdrawiam serdecznie



poniedziałek, 23 grudnia 2024

Morgan Freeman

 Morgan Freeman,

💥Mocna lekcja💥
"Mam 78 lat i myślę, że nie zostało mi zbyt wiele czasu. Mam miliony dolarów w banku, ale nie mogę za nie kupić zdrowia, uratować życia. Mam rodzinę i miliony fanów na całym świecie, ale teraz jestem zupełnie sam. Żyłem w niewłaściwy sposób i chcę, cię przed tym uchronić. Posłuchaj mnie, jeśli chcesz zmienić swoją przyszłość.
Chciałbym, by ktoś powiedział mi to, gdy byłem młody.
Stało się inaczej.
Pieniądze same w sobie nie są złe. To tylko papier o szacunkowej wartości, który pozwala nam dotrzeć do innych rzeczy, które uważamy za wartościowe. Jeśli pieniądze nie są złe, czym jest zło? Zło jest w braku świadomości, obsesji i niemoralnej pasji.
Zło to bezduszne, natrętne poszukiwanie skrzyni pełnej złota, która nie istnieje. Najgorsze jest to, że serce i dusza, pokazuje nam znaki, że zastępujemy je w zamian za sukces finansowy. Zło jest, gdy próbujemy kupić szczęście ale nie wiemy, że to co kupiliśmy to, tylko złudzenie, które pewnego dnia zniknie.
Wyobraź sobie, że masz wszystko, a potem wszystko tracisz. Wyobraź sobie, że jesteś zniszczony, nie masz ani grosza. Jedynym rozwiązaniem dla ciebie jest zdobycie pieniędzy.
Nie masz niczego, co przynosi fałszywe szczęście.
Kim teraz jesteś?
Gdzie są ci ludzie, których uważałeś za przyjaciół, kiedy miałeś pieniądze?
Ci, którzy nie są z tobą za pieniądze, już dawno cię opuścili, myśląc, że jesteś egocentrycznym osłem.
Możesz to zmienić dziś, jeśli przedefiniujesz swoją spojrzenie na sukces.
Możesz naprawić swoje zniszczone uczucia, związki i zarabiać pieniądze. Możesz wybaczyć sobie i tym, którzy cię skrzywdzili.
Możesz zostać przywódcą, który pomoże innym.
Możesz ustawić priorytety w życiu. Możesz wyleczyć swoje małżeństwo i otworzyć się na silną miłość bardziej niż myślałeś, że to możliwe.
Możesz stać się najlepszym rodzicem świata, ale nie czekaj, aż twoje dzieci dorosną.
Zawsze możesz zarobić więcej pieniędzy, ale nigdy nie będziesz w stanie zwrócić czasu.
Wszyscy umrzemy pewnego dnia.
Chcesz by o tobie pamiętano?
Co możesz zrobić, co zrobiłbyś, aby świat stał się pięknym miejscem? Jaki jest twój cel w życiu?
Wszyscy umieramy, ale tylko niewielu z nas żyje. Możesz wyjść z cienia do światła. Twórz wielkie rzeczy!"
Morgan Freeman
rok 2015

środa, 27 listopada 2024

Kochać siebie to wcale nie znaczy być egoistą, raczej przeciwnie

      Kiedyś bardzo często słyszałam od ludzi "musisz pokochać siebie". (uśmiechnięta psycholog powiedziała, że wystarczy, aby siebie lubić)

Nie mogłam tego zrozumieć. Co to znaczy kochać siebie? Mam myśleć tylko o sobie? Nie robić nic dla innych wbrew swoim potrzebom?

Ale ja już miałam potrzebę, nie być samotna, to przecież tak mało. A teraz słyszę, że nie kocham siebie dlatego cierpię.

Wylałam w końcu całe swoje cierpienie na blogu (niestety) i w końcu popatrzyłam co tak naprawdę robię i dlaczego.

Zachcianek mi od tego nie przybyło, za to dotarło do mnie co to znaczy kochać siebie.

I powolutku zaczęłam dbać o zdrowie psychiczne i fizyczne, o dietę, o swoje zwyczaje. To sprawiło, że zaczęłam być zadowolona z siebie. A dzięki temu mam otwarty umysł na cierpienie innych i ich radość.

Mistrz Moy ucząc Tai Chi powtarzał zawsze: najważniejsza jest intencja. Jeśli wiesz co chcesz osiągnąć postępuj zgodnie z tą zasadą.

 Żeby zrozumieć, co chcemy osiągnąć, też nie jest prosto. Powolutku, po troszeczku, w miarę naszego rozwoju zmienia się cel od jakiego się zaczyna. Tak jak w tai chi zaczynamy od prawidłowej  postawy.

Tak naprawdę zauważyłam to dopiero, gdy poszłam z haluksem do specjalisty. Zamówiłam wkładki, ale pani poradziła ćwiczyć. Pokazała mi jaki ma być efekt. Powiedziałam, że nie dam rady. Stopa nie wzruszona tkwi w jednej pozycji. Pani zapewniła, że teraz tak, ale proszę robić to ciągle myśląc jaka jest intencja tego ćwiczenia. W końcu ścięgna w stopie się rozluźnią. Gdy tylko siadłam na krześle wyprostowana zaczynałam ćwiczyć parę razy w ciągu dnia.

I po jakimś czasie, patrzę, mój umysł uruchomił mięśnie w stopie. Wzruszyłam się ogromnie.

I jak tu nie uwierzyć, że umysł jest pusty, czysty w swej istocie, tylko my sami wkładamy w niego co chcemy, co wymusiło otoczenie ,co nam się wydaje itp. jak uczy BON.

Te nauki są przeznaczone do ludzi z różnego rodzaju wiary, czy charakteru człowieka.

Zrozumienie niestety zależy od przyzwyczajeń!! 

I w tym tkwi największa trudność.

Wracając do głównego wątku. Od kiedy zaczęłam naukę dzogczen, zaczęłam czuć się lepiej. Nauki te pozwoliły mi pozbyć się traum, lęku, niedowartościowania, zaczęłam wierzyć w siebie i rzeczywiście polubiłam siebie. Dobry ze mnie człowiek, silny, mimo niepełnosprawności i współczucia mam ogrom, więcej niż kiedyś, bo rozumiem skąd cierpienie się bierze i jak nie pomagają nauki, to na pewno pomoże modlitwa.

Amen. Niech tak się stanie, jak mnie uczyli na lekcji religii

Dziś mam wolniejszy dzień. To napisałam posta i zrobiłam pycha deser, bardzo zdrowy.

Zobaczcie ile cudownych wartości ma marchewka. Coś tam zawsze wiedziałam ale nie aż tyle.

Czytanie rozwija, jak pisała profesor Janion wychowawczyni Olgi Tokarczuk, trzeba czytać, by nauczyć się myśleć. 

Ja czytam o BON :-)

Ale jest wiele dobrych książek, jasna sprawa

Deser

Bez miodu i pomarańczy

do poczytania 

Teraz Gotuje 

Pozdrawiam serdecznie :-)

sobota, 23 listopada 2024

Nasi bracia mniejsi

      Dzień dobry :-)

Jak miło znów siąść i popisać lub poczytać posty na blogu. 

Zimno coraz bardziej i coraz częściej słyszę o opiekowaniu się bezdomnymi zwierzętami. Ja wiem, że dobrzy ludzie robią co mogą, ale nie da się ocalić wszystkich. 

Może tylko przypomnę, że Fundacja Viva, która przybędzie na ratunek zwierzętom źle traktowanym, głodzonym, czy też wyrzuconym na ulicę. Trzeba podać miejsca.

W tym roku zapadł pierwszy wyrok Sądu za znęcaniem się nad psem. Praca opiekunów nie idzie na marne. Korabiewice to moje ulubione schronisko, bo znam wielu wolontariuszy z tego miejsca.

Ostatnio trafiłam na zbiórkę pieniędzy dla Fundacji Psy Ulicy.


Szłam sobie na kawkę do przyjaciół zobaczyłam stoisko pod małym schroniskiem dla kotków.
Można czasem zobaczyć jak śpią, czy bawią się, ale na ogół okna są przysłonięte, żeby nikt ich nie straszył 
. Nie raz widziałam jak ktoś zostawia karmę pod drzwiami. Myślałam, że tak to działa.
Od razu podeszłam, znając zasady w Korabkach, żeby coś kupić, zasilić schronisko i dowiedzieć się coś więcej. 
Na zdjęciu pani właśnie podaje mi ciacha do kawki, pycha były.

Wzięłam ulotkę, gdyby ktoś mógł pomóc.
Na ich stronie jest też informacja o kiermaszach, czy licytacji świątecznej na przykład.





To nasi bracia mniejsi jak nazwał Święty Franciszek z Asyżu. Czy można patrzeć jak im się dzieje krzywda?

Dla czytających do końca nagroda, wyjątkowa tęcza na szczęście.





środa, 13 listopada 2024

Domy Kultury w Warszawie

        Zakończenie obchodów jubileuszy Janusza Gajosa w Kinie Kultura w Warszawie, pełne wzruszeń.



        A 23 września w dzień urodzin Telewizja Polska emitowała spektakl Teatru Telewizji z udziałem aktora. 

Trzeba przyznać, że to były świetne obchody rocznicowe :-)

           Przy tej okazji chciałam wspomnieć o dwóch Domach Kultury w stolicy, które mnie ogromnie  zainteresowały. Gdyby ktoś miał okazje być w Warszawie, może chętnie zajrzy do tych miejsc.

W Domu Kultury Kadr byłam już kilka razy. Tam jest wiele ciekawych zajęć, ale dla mnie najciekawsze są sztuki w wykonaniu artystów amatorów. Co najważniejsze, można je obejrzeć otrzymując  darmowe wejściówki.

Nie jest to repertuar klasyczny. Współczesne problemy, spojrzenie na nie, rozwiązywanie ich.

Pierwszą sztuką była o zakażonych HIV.  Powody, cierpienie i pogodzenie się z takim losem, prawdziwa tragedia. 



Innym razem byłam na sztuce "Dojrzałość Kobiety". Balet, ani jednego słowa, muzyka.

No cóż, nie zrozumiałam nic a nic. Za to przyjaciółka, która ma nastoletnią córkę od razu zauważyła bunt. 

Krysia moja ekspertka w  dziedzinie teatru amatorskiego (i nie tylko), prorokuje, że tak będzie wyglądał teatr przyszłości. Sam sobie człowiek wymyśli co widzi. Bez libretta. Tytuł wskazuje temat rozmyślań

. Chyba o to chodzi? a Wy jak uważacie?

        Świetny jest też Dom Kultury na Ursynowie. Obejrzałam tam" Kolację na cztery ręce". Wykonanie amatorów bardzo udane. Zapewne wiecie, że do kolacji siadają dwaj kompozytorzy Jerzego Fryderyka Händla i Jana Sebastiana Bacha w 1747 roku w Hotelu Turyńskim w Lipsku. Rozmawiają o swojej twórczości, o swoim życiu. Okazuje się, że jeden drugiemu zazdrości. Bach geniusz, wolny człowiek, ale biedny. Haindl pisze na zlecenie, więc nie ma wolności, ani niestety talentu, za to jest bogaty.

Wikipedia przypomina:

Kolacja na cztery ręce – sztuka autorstwa niemieckiego pisarza i muzykologa Paula Barza. Jej akcja opiera się na fikcyjnym spotkaniu kompozytorów 

 W Domu Kultury Ursynów obejrzałam też sztukę o Aleksandrze Fredro. Artyści nie pokazywali, żadnej Jego sztuki, ale wyobrażali sobie, z jakiego powodu hrabia Aleksander Fredro miał takie poczucie humoru. Całkiem udany scenariusz.

            Teatry amatorskie moim zdaniem bardzo udany projekt. Zachęcam.

 Nie bywam na blogu zbyt często. Niestety dożo obowiązków. Teraz jeżdżę z wujkiem na rehabilitację. Trzeba mu pomóc. Na szczęście cztery zabiegi z pięciu możliwych jest na drętwiejące ręce, oby pomogły. Trzymajcie kciuki.

Jeszcze zdążyliśmy zobaczyć wiosnę na ogródku.

U Was też wiosna była na jesieni?

Październik a kwitnie bez



Jedną stokrotkę znalazłam



 A na 1 listopada kwitła nagietka na balkonie

Pozdrawiam serdecznie i do przeczytania :-)))
Może widzieliście coś fajnego w Domach Kultury lub w takich ośrodkach twórczych.?