czwartek, 22 lutego 2018

Kurczaczki na aukcję

     Wreszcie w Warszawie zrobiła się zima. Oczywiście wszyscy czekamy na wiosnę, a tu mróz, spadł śnieg i dziś słonko świeci. Mi jest trochę lepiej żyć. Boli bez zmian ale w głowie jest weselej.
Odebrałam wyniki rezonansu mózgu.  Niestety jest dużo blizn, które powodują mikro urazy, a one sprawiają, że nerwy inaczej są połączone. Dlatego czuję ból w tylu miejscach i mogę czuć do śmierci. Ale ćwiczyć trzeba i pozwolić, aby fizjoterapeuta rozluźnił co się da, może się nerwy ustawią prawidłowo.  Ortopeda, który mnie ostatnio badał stwierdził, że odbudowały się mięśnie, wypracowałam co się dało, ale uszkodzeń centralnego układu nerwowego nie jest prosto wyleczyć. Samo to, że chodzę to już jest  ogromnie dużo.
     W głowie usłyszałam radosny głos mojej babci: WIĘCEJ SZCZĘŚCIA JAK ROZUMU.

Wygląda na to, że jeszcze nie raz pojęczę, że mnie boli, ujjj.

       Nadspodziewanie, mimo, że  uległo zniszczeniu moje ciało, to odrodził się umysł, a właściwie urodził się nowy, inny niż ten który pamiętam. I teraz bardzo się cieszę czytając słowa Papieża Franciszka i Dalajlamy XIV, bo umysł stał się i moją świątynią, w której już rodzą się pomysły pożyteczne dla innych.

   Absolutnie nie zachęcam do zmiany religi, ważna jest ta, która do tej pory towarzyszyła i pomagała żyć ! !!
Ale ponieważ mam dużo czasu, zaczęłam się zastanawiać o co  w tym chodzi.
Odłamów samego chrześcijaństwa powstało kilka. Jedni wierzą w to, a nie wierzą w tamto, a wszystkim wiara daje nadzieję, moc.
Wczoraj w programie "Historia" był reportaż jak judaiści modlą się pod wielką ścianą. Ich modły też zostają wysłuchane.
Faraon Ramzes (nie pamiętam który)  dożył 92 lat i jako pierwszy zaprowadził pokój w Egipcie. Jak na tamte czasy to naprawdę cud.
Za mój powrót do zdrowia modlili się mnisi w klasztorze w Indiach. (ale modlili się też w kościele, więc może dlatego była aż tak wielka moc tych życzeń, że chodzę, myślę i robię nadal miłe rzeczy.

   Trudno oprzeć się wrażeniu, że naprawdę człowiek sam może robić cuda. Przede wszystkim sam w  umyśle tworzy niebo albo piekło.
Oczywiście jest trudne, żeby zapanować nad taką umiejętnością, ale do wykonania.
Dziś na zajęciach tai chi, koleżanka mówi, ze czegoś tam nie może zrobić, nie wie jak. Instruktorka prosi, żeby pokazała. Usłyszałam poprawkę jaką słyszałam tysiąc razy. I pierwszy raz, jak ćwiczę tyle lat, zobaczyłam u tej koleżanki jaka jest różnica między pchaniem stopami a pchaniem biodrami.
Robiłam dobrze, sama nie wiedząc skąd się to bierze. Od dziś poznam u innych, czy robią poprawnie, bo to dla zdrowia bardzo istotne.
Od dziś kiedy usłyszę pchaj stopami, w różnych ćwiczeniach, od razu będę wiedziała co mam zrobić i to zrobię. Po raz kolejny przekonuję się, że najważniejsza jest świadomość i intencja..
Prędzej czy  później uda się to każdemu, ale trzeba ćwiczyć w sprzyjających warunkach. Bardzo dobre efekty dają wspierający ludzie, hehe
Ja ćwiczę, ciało i umysł, to moja pasja. I żadna religia w tym nie przeszkadza. No chyba, że ktoś wierzy, że jemu przeszkadza.
Chociaż teraz jak tak pomyślałam, to najlepsze warunki do mojego rozwoju stworzył człowiek, dzięki któremu w moim umyśle wytworzyło się piekło. Dzięki temu, że sama wypracowałam sobie niebo, już wiem jak to się robi, uwierzyłam w siebie i będę zawsze już wolnym człowiekiem.
Nie sądziłam, że to kiedyś powiem, ale wychodzi na to, że wychodząc za mąż 26 lat temu, podjęłam najlepszą decyzję w życiu, hehe
Ciekawe, czy mąż (już były) też myśli, że to dla niego była najlepsza decyzja. Pewnie jeszcze nie, ale w końcu pomyśli, ;-)
W zwykłym życiu, nie dokonałabym takich zmian.
Z lenistwa i wygody zwyczajnie. Przecież nie jest tak źle, nie ma co narzekać,wstyd przecież. Ale jak już zrobi się bardzo źle, wtedy człowiek szuka ratunku i znajduje, to co dla niego najlepsze.

Wymyśliłam kolejne ozdoby na zbiórkę pieniędzy dla schroniska w Korabiewicach .



Tym optymistycznym akcentem pozdrawiam wszystkich i
oby do wiosny :-))




To mój ulubiony kolor, na niebie pierwszy raz w tym roku.

sobota, 17 lutego 2018

Intencja





     Mam nadzieję, że Papież Franciszek będzie naszym przywódcą duchowym i odmieni nasz świat !

Miałam ciężki tydzień, ale udało mi się dotrzeć cztery razy na zajęcia tai chi. Ciężko mi się przebierać bo tyle ciuchów muszę wkładać, więc nie mam sił z tym się zmagać codziennie. W tym tygodniu jestem dumna z siebie, bo dałam radę.
Ponieważ jest zimno, tym bardziej trudno mi się wyprostować, rozluźnić. Mimo wszystko na polecenie, żeby spróbować głową przebić sufit, poczułam jak kręgosłup po kawałku się rozciąga, prostuje. I od tego momentu czułam wiele, co poleciła poczuć instruktorka.
Tak mi się zrobiło już jakiś czas temu. Nie zaniedbałam tej umiejętności a wręcz udoskonaliłam.
Dzięki temu mogę np. poczuć jak wpływa złote światło kanałem głównym wzdłuż kręgosłupa. Robi mi się ciepło i bezpiecznie.
Intencja jest najważniejsza, pozwoli wyćwiczyć potrzebną umiejętność.
Pozytywne myślenie bardzo przydatna umiejętność. Tylko nie w takim znaczeniu, jakim się często tego używa.

Przeczytałam kiedyś :

"Lęk wynika z naszej nieobecności w tu i teraz, fantazjujemy na temat przyszłości, widząc ją w „czarnych” barwach. Najczęściej próbujemy radzić sobie z lękiem uciekając. Warto jednak mieć świadomość, że usilne unikanie niepokoju prowadzi prostą drogą do niego. Zamykając się na nieprzyjemne uczucia automatycznie zamykamy się na pozytywne, taki proces prowadzi do apatii i stanów depresyjnych, przestajemy odczuwać życie i rzucamy się w pogoń za silnymi emocjami lub zamykamy się w domu."
Z profilu FB: Nowa Psychologia

  Ja to przeżyłam, udało mi się i już nie  wpadam w psychiczne doły. Łatwo nie było, bo nie mamy tego w zwyczaju, żeby nie wyjść na mięczaka co się użala nad sobą.
Spróbujecie teraz tak, może i Wam przyniesie ulgę

Ciekawe, czy już bym się nie dała zranić? Przecież zawsze się czegoś oczekuje od drugiej osoby. Może po prostu ktoś taki nie da rady skrzywdzić, bo poznając jaki jest, nie będę się z nim zadawać, licząc, ze się zmieni dla mnie i nagle pokocha prawdziwie.
No rzeczywiście nie ma się czego bać, hehe

I tym optymistycznym akcentem.... uściski serdeczne ;-)

wtorek, 13 lutego 2018

To rzeka...


Czytałam dziś o wybitnej meksykańskiej malarce, żyjącej na początku poprzedniego stulecia. Frida Kahlo  uległa wypadkowi komunikacyjnemu skutkiem czego miała poważne liczne obrażenia. Została unieruchomiona, ale okazało się, że dzięki temu poświęciła się malarstwu i została wybitnym twórcą. Cierpienie i ból przelała na płótno, w sposób szokujący odbiorców.
Pierwszy raz słyszałam o tej osobie. Nie jestem znawcą sztuki. Biografia przyciągnęła moją uwagę.
Pomyślałam sobie, że dzięki temu,że mogła wyrazić swój ból fizyczny jak również psychiczny, spowodowany trudnym, raniącym związkiem, nie była nieszczęśliwa, nie była w depresji.

Kreatywność to rzeka, spontaniczna i wolna od wysiłku.

Od razu przypomniało mi się, że moja ulubiona chusta, to przeniesiona na jedwab, kopia słynnego artysty niemieckiego. Mniejsza o malarza, ale złoty jedwab to wspaniały prezent, który wykreował moją wielką radość, niezmiennie trwającą za każdym razem kiedy na nią spojrzę.
Osoba, która mi ją podarowała nawet nie wie, że jest kreatorem... szczęścia, hehe
Już widzę zdziwienie na twarzy, ale i uśmiech.....
Fajnie by było okazać się podobnym kreatorem ... :-)

I tak w każdej dziedzinie.
Ciekawe, czy wiele osób tak podchodzi do życia? Może gdyby tak na nie spojrzeć byłoby łatwiej, radośniej. Zycie byłoby spontaniczne i wolne od wysiłku.

Kiedy byłam ostatnio na ćwiczeniach tai chi, instruktor zaproponował, żeby poczuć, połączyć koniuszki palców z kręgosłupem. Kiedy obracaliśmy dłoń, instruktor zapytał, czy czujemy jak pracują ścięgna, jak dochodzi krew do najmniejszych szczelin w kręgosłupie?. Uspokoił, na koniec, że jak się tego nie poczuło to i tak się to stało, hehe, to bardzo zdrowe ćwiczenie, czy ktoś chce czy nie.
Dzięki temu, że wyobraziłam sobie światłowody, od razu to zobaczyłam i poczułam :-)

Teraz już tak często żyję. Dzięki temu, ze nie muszę się ciągle napinać, planować, pilnować, pozwalam sobie na spontaniczność. I mimo wszystko wpadają do głowy pomysły nie tylko przyjemne ale bardzo konstruktywne. Właśnie się okazało, ze coś na co wpadłam kilka miesięcy temu, zaowocuje :-)
Otworzyć się na przestrzeń...

Może warto spróbować?



niedziela, 11 lutego 2018

Kreatywność

     Tak  się cieszę, że dziś niedziela.
 Nie mam zbyt zajęć w ogóle, ale jest zimno,  trzeba się ubierać ciepło, a to nadal dla mnie nie jest łatwe. Muszę zdążyć to tu to tam na czas, nie zapomnieć powiedzieć o tym, załatwić tamto, więc denerwuję się. A dziś mogę popatrzeć za okno, pogłaskać kota, wypić kawkę spokojnie.
I dzięki temu uświadomiłam sobie,że wczoraj odwiedzili mnie bliscy z małym kiciusiem. Już widziałam tego szkraba, ale u mnie był pierwszy raz. Troszkę speszony na początku, ale bardzo szybko odważył zaglądał do mojego kota. Było wesoło.

Duży kot na półce siedzi i wcale się nie kwapi do zabawy. 







A tak naprawdę ucieszyłam się najbardziej z obecności bliskich ludzi, radosnych, szczęśliwych, spokojnych. Po wielu burzach udało się im odnaleźć sens w swoich dążeniach.
Przecież najważniejszym jest, żeby rodzina się wspierała, nie krzywdziła egoistycznymi pragnieniami.  Nawet jeśli w swoich domach rodzinnych się tego nie nauczyli, mają okazję stworzyć swój wspaniały dom. Wystarczy wiedzieć co się robi i chcieć zmiany, jeśli takowej potrzeba.
Czego im serdecznie życzę. Bo wtedy na pewno im się uda.
Bardzo obiecujący jest fakt, że jeśli jest problem to obie strony doszukują się błędu w swoim postępowaniu. Nie wskazywanie tylko co druga osoba ma zmienić.
Oczywiście u obcych widzi się bez problemu, ze wina jest po obu stronach, ale w swoim związku już niekoniecznie.
Ja tam często słyszałam, co to ja mam zmienić.
A teraz okazuje się, że mylili się ci co mnie pouczali. Ja miałam jedną rzecz do zmiany, nie dać się niszczyć i już to zrobiłam hehe


No i dzięki temu mam wenę do robienia kartek:-)




O kreatywności, pięknie napisał nauczyciel Bon.

To jest wolne tłumaczenie, ale nie śmiałam poprawiać po polsku. Każdy zrozumie co ma zrozumieć. Ile by nie było będzie szczęśliwie 
Ja trochę zrozumiałam, hehe

kreatywność można jako stan naturalnej rzeki zobaczyć, spontanicznie i wolne od wysiłku objawia się nie tylko formy, ale wszystkie doświadczenia z ciała i ducha, energii, powoduje powstanie. Ten przepływ ma swoje źródło w otwartości i powstaje tylko poza nadziei i lęku. To jest oczywiście bezpośrednio swych, łagodni, współczujący, pełni i silne."

" jeśli chcesz tych otwartych, twórczego wykorzystania rzeki, wiesz którego gatunki mogą się w każdej dziedzinie Twojego życia poszły na marne. Możesz po mistrzowsku malować. Twoja muzyka może powiązaniach. Twój list może być prawdziwe i ważne. Będziesz miał problemy w swojej pracy i rozwiązywać konflikty z Twoimi kochać można rozpuścić lub nawet twój sposób myślenia poprzez naturalne spontaniczność zmienić."
[TENZIN WANGYAL RINPOCZE

Bądź ze mną i skorzystać z okazji, kreatywnych przeszkód, Twoją zdolność do rozpuszczenia, Cię w freudvoller sposób wyrażania siebie, rozwijać i pozytywne zmiany w Twoim życiu.

Ten rekolekcje jest dla każdego, kto pragnie odkryć, jak inspiracji w swoim własnym życiu i wyrażenie odbędzie się w formie - czy to poprzez kreatywne rozwiązywanie problemów w pracy, w konfliktami w relacjach osobistych lub o własny stosunek do formy sztuki na nową warstwę przynieść .

Duchowe tradycji tybetu mówią nam, że w przypadku zwolnienia w naszej dynamicznej energii twórczej, chodzi źródło kreatywności, która jest w nas samych jest już dostępny, rozpoznać i. Tenzin rinpoche będzie proste medytacyjnej dla ciała i ducha, głos wyjaśnić i kierowaa, które mogą przyczynić się do:

- Fizycznego, psychicznego, energiczny i przeszkód, które blokują twojego kreatywnych rzeki, rozpoznać i oczyścić
- Cie z Twoim wnętrzu twórczy potencjał połączyć i zaufać
- wewnętrzną siłę i pewność siebie, aby odkryć twoją inspiracją do pełni.

Wykład i seminarium z angielskiego są przetłumaczone na język polski

środa, 7 lutego 2018

Już zdrowa :-)

      Ja już jestem zdrowa od wczoraj.
Pomogło: smarowanie szyi maścią rozgrzewającą i zawijanie szalikiem, gorące herbaty z miodem, cytryną i imbirem.soki wyciskane z zielonych warzyw, które oczyszczają organizm, aspiryna na noc, rutinoscorbin. Leżenie plackiem przez 3 dni w cieple.
Niestety nie piłam mleka z miodem, czosnkiem, masłem, bo nie ma babci a tylko Ona by mnie zmusiła do wypicia. Nie wiem jak Ona to robiła, ale chyba miłością mnie przekonywała, której wierzyłam bezgranicznie.
Uch, rozczuliłam się.
Wczoraj musiałam wstać bo kilka spraw się nazbierało. Jak zawsze nabazgrałam zadań, żeby o niczym nie zapomnieć. Najpierw pojechałam do szpitala bo miałam wizytę u neurologa. Po wizycie u lekarza, weszłam na chwilę do parku, który wyglądał inaczej niż miasto. Śnieg leżał sobie spokojnie na ziemi i przypominał, że jest zima.




Za czasów mojej młodości na widniejącej daleko górce był zrobiony wyciąg. Na narty zjeżdżała cała Warszawa. Bo 35 lat temu tu był jedyny wyciąg w Warszawie, hehe.


A na jeziorku była przystań i można było wypożyczyć kajak. Tu jest bardzo głęboko, jest zakaz wchodzenia na lód zimą. Niestety ......

Kiedy tak spacerowałam, zapomniałam o wszystkim. Wieczorem okazało się, że z zaplanowanych spraw, załatwiłam dwie. Reszta przeszła na dziś i o dziwo, dziś nie zrobiłam tylko dwóch, hehe.
Jestem zadowolona z dzisiejszych wyczynów. Przede wszystkim byłam na tai chi :-)
Słonko dziś radośnie świeciło, więc przypomniałam sobie jak cudownie jest o niczym nie myśleć.
Przy kolejnych próbach, zdałam sobie sprawę jaka szkoda, że wyszłam z wprawy, że zaniedbałam tą praktykę.
Znowu zaczynam wpadać w kierat. To trzeba, tamto trzeba, a to już koniecznie, itd.
Z jednej strony super, to znaczy, że jestem coraz bardziej ogarnięta, coraz więcej spraw ode mnie zależy, już nie jestem taka bezradna. Znowu zaczynam być żywa.
Ale przez to, tracę spojrzenie możliwe tylko nieumarłym.
No nic, skoro to zauważyłam to może znaczy, że wyćwiczę taką umiejętność. Nie chciałabym stracić tej wrażliwości, refleksji.

Tak sobie pomyślałam o akceptacji siebie takiego jakim się jest.

To chyba nie jest do końca recepta na szczęście wieczne, może doraźne tak, ale w ogóle, czy to jest możliwe?

Taki np. Hitler, to zdaje się akceptował siebie od początku do końca. Chociaż nie do końca, bo się jednak zabił.

To nie jest takie proste i jednoznaczne. Ludzie są różni i z różnych powodów siebie nie akceptują. Teraz jesteśmy na etapie wychowywania bezstresowo, konsumpcjonizmu, co prowadzi do myśleniu przede wszystkim o nowych butach.
Czy to ma być sens życia?

Założę się, że jednak wiele osób, nie pochwala takiego priorytetu!

To też jest brak akceptacji, inni podważyli takie potrzeby, dążenia.
Ustalone są normy społeczne. Tego nie wolno robić, a to tak.

I jak się do tego ma "akceptacja siebie takim jakim się jest"?

Jednak trzeba wiedzieć co się tak naprawdę robi i dlaczego

Dla mnie najbardziej miarodajny jest szacunek dla siebie.

Chociaż może są tacy, co mają szacunek dla siebie jak komuś dokopią?

Ciekawe, czy szacunek wyklucza bycie podłym człowiekiem?

A Wy co myślcie?

Takie tematy poruszyłam, to może ja jeszcze nie do końca wyzdrowiałam?, hehe

niedziela, 4 lutego 2018

Tak, tak, macie rację :-)

     Dopadła i mnie wstrętna choroba, angina :-( No cóż, przynajmniej nie przychodzą mi do głowy skomplikowane myśli. Teraz zastanawiam się najczęściej, jak się ułożyć, żeby nie bolała lewa strona i co jeszcze wziąć na gardło. Wstałam trochę, żeby się rozruszać. Zmęczyłam się, to przysiadłam na chwilę przed komputerem, hehe Rozruszam paluszki.....
Wczoraj wyjrzało słonko zza chmur, więc i ptaszki radośnie przyleciały do karmika. Miło popatrzeć :-)



 Przypuszczam, że wiele osób po ostatnim poście jest zniesmaczona, sądząc, że moja deklaracja uwierzenia w siebie, powoduje rezygnację ze szczęścia we dwoje.
Absolutnie nie taki był mój zamiar.
Przytoczę tu słowa, które napisałam wcześniej w odpowiedzi na komentarz, myślę, że najtrafniej oddaje moją intencję:

Po przejściach stwierdzam, że nie trzeba w ogóle żyć w strachu, bo dzięki temu, że człowiek ma wsparcie w sobie, poradzi sobie z przykrościami jakie go spotykają. Ja się nie już boję, żeby się związać z kimś, tylko uważam, że dzięki temu, że mam w sobie wsparcie, będę mogła tworzyć lepszy związek. Nie dam się skrzywdzić i nie skrzywdzę drugiego, dopatrując się fałszywości. 

 Kiedyś zostałam bardzo zraniona. Jakimś cudem znaleźli się ludzie, którzy postawili mnie na nogi.
Bardzo dowartościowali. Odżyłam. Nie miałam urazy do nikogo z dawnych lat. Byłam ufna.
Niestety postanowiłam spróbować jeszcze raz z osobą, która uczyła, że zmiany trzeba dokonać w sobie i wtedy wszystko się ułoży szczęśliwie.
Okazało się, że rzeczywiście nie należy zmieniać drugiego człowieka tylko należy zmienić drugiego człowieka...... na innego, hehe
Zanim się obejrzałam znowu byłam biednym, samotnym człowiekiem, który na każdym kroku widział, że inni są ważniejsi, i słuchał,  że to wielki egoizm z mojej strony tak absorbować zainteresowanie tylko dla siebie.
Trud wielu ludzi, ratujących mnie, poszedł na marne.

Za drugim razem, byłam już sama ze swoim nieszczęściem.  Modliłam się żarliwie o miłość drugiego człowieka. łkałam z rozpaczy. Pomyślałam, że to przekleństwo, że przeżyłam, że Tam na Górze jednak mnie nie lubią. Chora, samotna, nieszczęśliwa.....

Ale krok po kroku, zaczęłam stawać na nogi. Pojawiła się jedna osoba, potem druga, i tak cały tabun wspierających. Ale to ja musiałam zdecydować, w którym kierunku będę podążać.

I tak podążyłam za nauką Nauczyciela Bon.
Dzięki temu stałam się swoim najlepszym przyjacielem.
Zawsze znajduję schronienie w sobie.
Kiedy nie wiem co robić, ufam temu co się samo robi. Człowiek nie wie co jest najlepsze dla niego, a ja już umiem rozpuścić ból i nie boję się.  Wiem, że zawsze dostanę, to co mi najbardziej potrzebne.

Skoro wyszłam z takiego doła, to najlepszy dowód, że "Tam na Górze" się mną opiekują. Nie można bardziej upewnić się, że potrzebna jestem na ziemi.

Teraz kiedy patrzę na moich przyjaciół po przejściach. Widzę najlepiej jakie to ważne co osiągnęłam. Bardzo trudno jest przebaczyć, zapomnieć komuś kto skrzywdził. Osoba niepewna siebie we wszystkim dopatrzy się złych oznak, zadręczy siebie i drugą osobę.

Mi się udało odciąć przeszłość, dopóki nie zaczęły pojawiać się podobne oznaki, jak kiedyś.
Czy to była nadwrażliwość, czy po prostu głupota, żeby zadawać się z kimś takim po raz drugi w ogóle,tego nie wiem?
Może teraz zrobiłabym to samo, ale na pewno reakcja byłaby inna.
Ale widocznie musiało się tak stać. Okazało się, że to był dar, nie przekleństwo. Zyskałam moc, która przyda mi się na zawsze, na wieki, hehe

Lekarz dobrze przewidział mówiąc, że Tam na Górze mnie lubią, hehe

Wracając do sedna, najlepiej odda moją gotowość, piosenka wykonana przez mojego ulubieńca Zbigniewa Zamachowskiego pt. Zielińka



...ma każdy pomnik imię swoje
i każdy człowiek, każdy szczeniak
i tylko ty kochanie moje
wciąż nie masz, i nie masz imienia....


Mam nadzieję, że Zbigniew Zamachowski już wam przypadł do gustu, hehe
za dobrych czasów młodości zaśpiewałabym razem ze Zbysiem
4piwka na stół, hehe


A skoro już jesteśmy w dobrym nastroju zapraszam wszystkich na Big Zbig Show. Sto lat temu byłam w Teatrze Rampa i nacieszyć się nie mogę słysząc to teraz.
    


No proszę, paluszki rozruszane, głowa też, 
Cała reszta boli, ale jest weselej na duszy :-)

Mam nadzieję, że wszystkim weselej, w każdym razie tego życzę z całego serca !!! 

środa, 31 stycznia 2018

Styczeń

   Ten miesiąc był bardzo wyczerpujący dla mnie. Miało miejsce wiele radosnych i mrożących krew w żyłach  zdarzeń. Mam wrażenie jakby zaczęło się porządkowanie kilku istotnych spraw. Niestety może to potrwać cały rok albo przynajmniej kilka miesięcy.
Na samą myśl mi słabo. I od wczoraj smutek mnie ogarnia. Czy ja to wszystko wytrzymam? Sprawy w urzędach nie zawsze są pozytywnie rozpatrywane. Nie raz trzeba stoczyć porządny bój.
Tak sobie nawet pomyślałam jakby to dobrze było wesprzeć się na kimś.
Zaczęłam się zastanawiać, co ja bym mogła komuś powierzyć?
No i się okazało, że tak naprawdę to nic, hehe
No to pomyślałam sobie starym zwyczajem, że dobrze by było po prostu wiedzieć, że ktoś w razie czego uściska serdecznie.
hehe, no tak, to chyba kobieca natura się odezwała.
A tak naprawdę, zawsze znajdzie się ktoś, kto w danej chwili jest najlepszym wsparciem.
Od kiedy wiele ode mnie samej zależy, okazuje się, że naprawdę mam niesamowite szczęście, siłę, odwagę. A doświadczenie ostatnich lat wskazuje, że sama się sobą najlepiej opiekuję.
To wszystko dlatego, przypuszczam, że odnalazłam esencję elementu Ziemi, której przez całe życie mi brakowało, pewności siebie.

Cud, że na to wpadłam i że mogę cieszyć się, że żyję!
Ale to już nie ode mnie zależało, hehe

Absolutnie nie neguję posiadania bliskiej osoby. Ale co innego, jak człowiek jest silny, a co innego jak słaby. W tym przypadku to jeszcze bardziej osłabia, a strach przed samotnością wręcz zabija.

Pierwszy raz w tym roku zobaczyłam kolorowe niebo o zachodzie słońca :-)
A wam się udało wypatrzeć coś pięknego na niebie?
Tu w Warszawie, to na ogół, było pochmurno .



Przedstawienie w teatrze Capitol, wspomniane wcześniej, zakończyło się imprezą. Grała kapela i częstowali szampanem. Chyba po szampanie poruszałam się i ja trochę. I to nawet z gracją, nie jak zawsze, jakbym kij połknęła hehe
Zaskoczyło mnie takie zakończenie wieczoru. Oczywiście, teatry organizują od lat Sylwestra. Ale tak po przedstawieniu, to od przeszło 30 lat jak chodzę do teatru, pierwszy raz mi się zdarzyło.
No no, świat się zmienia, ciekawe, czy ta forma promocji się przyjmie?


Okazało się, że pierwsze kartki zostały ciepło przyjęte, więc zrobiłam kolejne i zostały wystawione na aukcji.
No ciekawe, czy doda im uroku to, że są zrobione z sercem? Jak stwierdziła kochana blogowiczka Ela :)))
Na razie szału nie ma, łoj ;-)



O i bardzo dobrze, że usiadłam jeszcze i napisałam posta.
Już mi lepiej, ba nawet weselej.
Tak sobie jeszcze przypomniałam, że przykro mi, jak widzę, że się moi najbliżsi bardzo miotają.. Ja wiem, co im pomoże, ale nie zrobię tego za nich.
No niestety, nie można uszczęśliwić kogoś na siłę.
 Każdy musi sam odkryć lekarstwo dla siebie. Dobre rady są zbyteczne.
Zwłaszcza kiedy się patrzy jak inni cierpią, to tak ich szkoda, serce się kroi.

Nie ustaję w przesyłaniu dobrej energii, którą dostaję min. od wspomnianej wcześniej Eli, hehe

A jak tam wam minął styczeń?

W każdym razie zaczynamy luty. Moja babcia mówiła: idzie luty, podkuj buty.

To były czasy, hehe


poniedziałek, 29 stycznia 2018

Zdobyć, utrzymać, porzucić w teatrze Cpaitol

      Miałam przyjemność wybrać się do teatru Capitol z przyjaciółmi na przedstawienie "Zdobyć, utrzymać, porzucić" Chcieli się rozerwać, pośmiać, zrelaksować po trudach tygodnia, więc sztuka wydawała się odpowiednia. Kilka lat temu na pewno bym nie uznała takiego widowiska za  odpowiednią rozrywkę. teraz już się mogę z takich tematów pośmiać.


Widownia była pełna. 
Najlepszy dowód, że ludzie potrzebują pośmiać się z rzeczy, które na ogół wcale śmieszne nie są. 

Mnie najbardziej ucieszyło stwierdzenie mojego towarzysza, że już widzieliśmy lepsze sztuki w tym temacie. Serce mi podskoczyło z radości, że połknął bakcyla i zaczyna być koneserem. Obiecaliśmy zabrać naszą towarzyszkę na prawdziwy teatr. 

Super, nie mogę się doczekać !!!

No niestety, nawet wejściówki trochę kosztują, więc pewnie poczekamy do wypłaty. 
Kiedyś,w latach 80-tych mogłam chodzić codziennie, hehe  

Nagle, w salwach śmiechu i ogólnej radości, zaśpiewano piosenkę.
 Piosenkę, która jak zawsze wyciskała łzy i zaciskała gardło.

Piosenka jest bardzo piękna. Może ktoś ją zna? Ale dla mnie, przede wszystkim, była bardzo osobista.
"Nie opuszczaj mnie" w wykonaniu Michała Bajora.
To nie jest mój ulubiony wykonawca, ale ten utwór zaśpiewał genialnie. 
Polecam posłuchać. 
Piękne :-)

Najpierw, oczywiście, ogarnęło mnie ogromne wzruszenie. W życiu bym się nie spodziewała, że usłyszę J.Brela w takim miejscu. Zaczęłam wsłuchiwać się słowa dawno nie słyszane i nagle zrozumiałam, ze to nie jest o mnie. 
To jest efekt zdania sobie sprawy, co się tak naprawdę robi i dlaczego, hehe.
No może jedno się zgadza "byłam cieniem jego psa",..... do czasu do czasu ujadającego ;-)
Ale to nie jego wina, przecież, że nie podzielał tej fascynacji wobec mnie. 
Może pozwalał być cieniem, bo liczył na to " że  największy żar, ciska wulkan ten co już dawno zgasł" i wreszcie go ruszy.


hehe, a chyba nie, poetą to  on nie był ....

Wyjście do teatru dostarczyło, o dziwo,  dużo wrażeń, pewnie jeszcze o nich wspomnę.....

piątek, 26 stycznia 2018

Kartki na Walentynki

    Ciężki był ten tydzień dla mnie, za to uwieńczony sukcesem.
Wczoraj dotarłam wreszcie na zajęcia tai chi. Uszkodzona ręka już macha dziarsko, hehe
Bardzo mi się nie chciało wyjść na ćwiczenia. Usprawiedliwiałam się sama przed sobą, że zrobię jakieś pożyteczne rzeczy w domu i że nic się nie stanie jak pójdę jutro.....
Ale na szczęście przemogłam swoją niechęć. Radość była tym większa, kiedy okazało się, że dotarły cztery osoby, a ja bardzo lubię ćwiczyć w małej grupie.
Nie wstydzę się ludzi, z resztą umiem już prawie wszystko zrobić na podstawowym poziomie, ale spinam się trochę, żeby dobrze wypaść, hehe. W małej grupie zdecydowanie mniej. Jest to bardziej korzystne w tym przypadku.
Generalnie dobrze, że ludzie motywują, ale te ćwiczenia, najbardziej pożyteczne są, kiedy człowiek sam wie co robi i chce zrobić jak najlepiej dla siebie, dla swojego zdrowia. Bo to są przecież dobre ćwiczenia.
Bardzo dobrze jeśli ten nawyk zastosuje się w życiu. I jak się okazuje korzystają z tego wszyscy. Motywuje sam efekt ćwiczeń.
To tak jak z wybaczaniem :-)

 Dostałam kartkę z Budapesztu, zachęcającą do odwiedzenia tego miasta.

Jestem bardzo ciekawa tego nieba. Rzeczywiście chciałabym je zobaczyć  na własne oczy.

 
Udało mi się zrobić już pierwszą kartkę na Walentynki. Będą one wystawione na aukcji dla schroniska. Chciałabym, żeby cieszyły się zainteresowaniem takie jakie są, bo niestety nie umiem zrobić inaczej. Wiem, że są one trochę szalone, ale może nie odstraszą i będzie parę groszy dla schroniska.



Nie ukrywam, dla mnie to jest świetna zabawa :-)

Powieść skończyła się nadejściem ŚMIERCI.
Kilku głównym bohaterom przyniosła ulgę, spokój, odeszły troski, ból nóg.....

Jest to fikcja literacka, ale ..... nie ma się czego bać :-)

Zwłaszcza jak się zbiera dobrą karmę!

Czego wszystkim serdecznie życzę :-))


poniedziałek, 22 stycznia 2018

zima....

      Jak co roku kot wygrzewa się na kaloryferze. Mrozek to dopiero dziś ścisnął, ale śnieg raz przez kilkanaście minut sypał wielkimi płatami. Miło było popatrzeć. Teraz na ulicach jest błotna ślizgawka. Lepiej z domu nie wychodzić.
Kot poleca jak spędzać czas o tej porze roku :-) na piecu (w bloku na kaloryferze, hehe)





Jeszcze tego samego dnia zaświeciło słonko




Drugim ulubionym zajęciem kiciusia jest obserwacja ptaszków przy karmiku. W lato wskakiwała na barierkę balkonu i ptaszki uciekały, ale w tym roku już może nie dać rady. Zrobiła się duża.
 Ptaszki będą miały radochę ;-)




Odpoczęłam sobie w weekend, wygrzałam pod kołderką i dziś znowu ruszyłam na rehabilitację. Lepiej się już czuję. Przede wszystkim weselej mi, bo wróciłam do lektury powieści mojego ulubionego pisarza Terry Pratchetta 
I dziś, kiedy czekałam na lekarza, przypomniało mi się określenie przez niego sformułowane. Na mnie nikt takiego wrażenia nie zrobił, ale może komuś się zdarzyło..

        "Miły facet, naturalnie,wszyscy o nim mówili, tyle, że po paru minutach w jego towarzystwie, człowiek zaczynał odczuwać dreszcze, jakby ktoś przespacerował się po jego grobie, chociaż ten grób nie został jeszcze wykopany"



Jestem za to zupełnie innego zdania na temat wiedzy o umieraniu. Chociaż patrząc z boku, może taka być prawda. 

"Gdyby ludzie wiedzieli, kiedy umrą, prawdopodobnie wcale by nie żyli"

No ciekawe????

I tym optymistycznym akcentem zaczynamy nowy tydzień. Powodzenia :-)))

wtorek, 16 stycznia 2018

O! spadł śnieg! :-)

Pierwszy raz tej zimy spadł śnieg w Warszawie.
 Dzięki temu jest pięknie na dworze.
 Poprawił mi się humor.
Co prawda jestem trochę rozbita przez rozmowę z nowym ortopedą. Przygotowałam sobie przemowę, żeby o niczym nie zapomnieć powiedzieć, no i miałam badania potwierdzające uszkodzenia, a tymczasem, pan się o nic nie pytał, powykręcał ręce i szyję i oznajmił, że to wszystko. O biodrach i nogach, które bolą najbardziej, nie wspomniał nawet.
W głowie mi się kręciło, to posiedziałam trochę, ale przede wszystkim byłam oszołomiona jego badaniem. Nie wiedziałam, czy mam coś powiedzieć, czy o coś spytać. Tyle się mówi o służbie zdrowia nie pochlebnych rzeczy, że trzeba walczyć o swoje itd. a ja powiedziałam: do widzenia i wyszłam.
Do tej pory spotykałam bardzo życzliwych lekarzy, więc przyjęłam jego zachowanie za przyjazne. Pewnie uznał, że to co mnie boli jest udokumentowane, sprawdził to co nie jest i jak będzie mógł to pomoże.
Zobaczymy. 
Co ma być to będzie. 

Ni z gruchy ni z pietruchy pomyślałam sobie, że nasza prawdziwa natura jest czysta i doskonała, więc nie upoważnia nas to do robienia czegokolwiek co przyjdzie do głowy. Dzięki temu, pewnych rzeczy nie musimy  robić.
Oczywiście wychodzi różnie, czasem lepiej, czasem gorzej, ale najważniejsza jest intencja. Jeśli ktoś chce poruszyć swoje serce, swój umysł, żeby się rozpromienił, to po prostu ćwiczy. 
W końcu się uda, :-))

No i właśnie ulżyło mi. Zrobiłam jak umiałam, nie ma co się dręczyć. Efekt będzie taki jaki ma być.
A ja wtedy pokażę na co mnie stać, hehe. Gdyby tym razem lekarz okazał się niezbyt przyjazny i tak na pewno znajdę w tym zdarzeniu jakieś korzyści. Może zmusi mnie to znalezienia wreszcie genialnego ortopedy ? :-)
Ale i tak najważniejsze,że mam już genialnego fizjoterapeutę !!!! :-)))

Na razie popatrzmy na śniegowy puszek :-)

A wczoraj rano .....


 Wieczorem udało mi się uchwycić między blokami zachodzące słońce, uch, w ostatniej chwili :-)

Bardzo dziękuję za słowa uznania dla kartek przeze mnie robionych.
Mam jeszcze dwie zimowe kartki.
Odpocznę, ręka przestanie boleć po badaniu i zacznę kleić w innym klimacie. Tak się cieszę, że się tym zajęłam :-)


Teraz widzę, że ta powinna być bardziej przestrzenna.
To chyba jest postęp, że takie rzeczy zauważam? !

:-)

piątek, 12 stycznia 2018

Dla schroniska

    Zainteresowanie kartami jest !! :-D
Ogromnie mnie to cieszy :-) Tworzenie kartek sprawia mi to wielką satysfakcję i daje wiele radości.
Przygotowałam kolejne kartki. Na razie wpadłam w pewna rutynę, ale motyw domu i lasu bardzo kojarzy mi się z dziadkiem i babcią, więc tworzą bardzo ciepły i serdeczny klimat.




W Warszawie trochę śniegu  spadło, jest niestety wilgotno i zimno. Ledwie żyję, a powinnam pojechać tu i tam, ale nie mam siły :-(
Postanowiłam na początek zając się czymś miłym, upamiętniłam kartki zanim je oddam na aukcję :-)
Rzeczywiście troszkę lepiej. pewnie jak się ruszę plan zajęć sam się poukłada.

Niedawno dostałam taki prezent :

Koleżanka na tai chi przyniosła mi przez siebie zrobione mleko roślinne. Strasznie dużo przy tym roboty, więc ja tego nie zrobię, ale polecam, całkiem smaczne i zdrowe.
Za to sama na pewno zrobię humus. Nie wiem czemu się do tej pory tak wzbraniałam przed jedzeniem tego. Naprawdę pycha. Polecam.
Tak się cieszę, że przestawiłam się na jedzenie roślin. Kolejne przyzwyczajenie opanowane, hehe
Moja przyjaciółka  powiedziała kiedyś : jak Ty papierosy rzuciłaś to już wszystko rzucisz, nawet męża, hehe. No tak, wykrakała :-))
Inna przyjaciółka, po przeczytaniu mojego bloga, powiedziała: to czego ty nie potrafisz zrobić? Ty wszystko potrafisz, hehe
No cóż, coś w tym jest :-)
Człowiek często nawet nie wie, ile może. Dopiero jak go przyciśnie, jak świat go zmusi do działania, okazuje się, że potrafi góry przenosić.

To już wiem, dlaczego tyle straszności mi się wydarzyło. Musiałam sama, w końcu, sobie uświadomić, ze mam wiele talentów i dobre serducho i jaki to skarb, nie mam się czego bać.

Bardzo dziękuję za serdeczne życzenia !! :-)))


Już wiem co załatwię teraz..... przecież mam rehabilitację, hehe

niedziela, 7 stycznia 2018

Kartki na Dzień Babci? :-)

     Bardzo mnie ucieszyło zainteresowanie ozdabianymi przeze mnie bombkami. Nawet 11 bombek zostało sprzedanych na aukcji dla schroniska. I tak sobie pomyślałam, że zrobię coś jeszcze, co może przynieść korzyść biednym zwierzakom. Ponieważ już się przymierzałam do robienia kartek, postanowiłam, że spróbuję działać w tym kierunku. Niestety nie mam absolutnie wyobrażenia co i jak mam na nich umieścić, żeby było rewelacyjnie. Podziwiam talent i technikę wykonywania kartek prze innych. Ale muszę zrobić tak jak umiem, mimo trzęsącej się ręki.
 W tym przekonaniu utwierdziła mnie wypowiedź trenera na temat swojego zawodnika :-)
Ciekawe, czy będzie jakieś zainteresowanie kartkami?
 Jak to mówią: jak się nie wywrócisz to się nie nauczysz. Jak się tak zastanowić, jest wiele takich dyscyplin, hehe
Ponieważ nie określam na jaką okoliczność jest kartka, pomyślałam sobie, ze niebawem będzie Dzień Babci, może jakiś wnuk uzna, że babcia dostanie takie życzenia.

Kartki na pewno są radosne, więc się nadają dla babci i dziadka :-D

Wczoraj oglądałam Galę Mistrzów Sportu. Chciałam choć przez chwilę popatrzeć na mojego ulubionego lekkoatletę. Zanim tak się stało, obejrzałam kilku nominowanych sportowców. Nominowany był Piotr Żyła, nasz skoczek.W zeszłym roku zdobył dwa medale. Działacz odbierający statuetkę, przypomniał jak to było. Trener powiedział, że udało się odnieść sukces, bo Piotr "zostawił głowę" . Zamiast roztrząsać intelektualnie co trzeba zrobić, pozwolił swoim mięśniom, świetnie przygotowanym, wykonać zadanie, hehe Do tego, podobno, przygotowuje psycholog wszystkich sportowców.
Rozbawiona wypowiedzią, wzruszyłam się bardzo. W sumie moje ostatnie wyczyny potwierdzają tą tezę. Można powiedzieć, że do wypadku zjeżdżałam szybko w dół. Wypadek to takie odbicie z progu.
A ponieważ głowy nie miałam, to leciałam. Zrobiłam to czego wcześniej się bałam, powstrzymywała mając nadzieję, że wszystko się ułoży, że będę kochana, ceniona. I z tego powodu czułam się bezradna, jak taka biedna szara myszka, która tylko przeszkadza.
I w końcu pozwoliłam spełnić się temu co było najlepsze dla mnie. Sama nie wiedziałam co będzie najlepsze. zadecydowała moja prawdziwa natura, czysta i doskonała, hehe, nieprzesłonięta przez wyobrażenia, plany, pobożne życzenia.
Po prostu, szybka reakcja na otaczający mnie świat.
Nie można powiedzieć, że niecierpliwa jestem, dałam wszystkim czas na pomyślenie co robią i dlaczego. I teraz to jest również efekt ich starań.
Wszyscy szczęśliwi?, i ok. Ja wreszcie też, hehe
Niektórzy chyba w szoku. Ja też :-))))

Kiedy widziałam się z moim ulubionym sportowcem, opowiadałam ile zmieniłam dzięki jego pomocy i ze to niesamowite, że na niego trafiłam. Uśmiechnął się szeroko i powiedział: no , miała pani szczęście. A potem kiedy zaczęłam opowiadać bardziej szczegółowo co mi wspaniały  fizjoterapeuta od niego, usprawnił, ucieszył się jeszcze bardziej (chyba nawet nie wiedział jak straszny był mój stan) i gorąco powiedział : naprawdę ma pani szczęście.
Zatkało mnie, ja to oczywiście wiem, ale jeśli obcy człowiek, który i tak wie tylko troszkę i już tak uważa, to świadczy, że mam Wielkie Szczęście, hehe

I tak sobie myślę, że naprawdę opłaca się być ciepłym, współczującym człowiekiem. Wszystko do mnie wróciło i to z procentem.

:-))))

czwartek, 4 stycznia 2018

Ten rok będzie dobry :-)

    Oczywiście przyjmiemy wszystko co przyniesie los, ale nie zaszkodzi ufać przewidywaniom zapisanym w gwiazdach.
Od kiedy uwolniłam się od rozpaczy, od strachu i bezsilności, która jak dla mnie, osoby samotnej była czymś strasznym, wszystko wygląda bardzo dobrze. A że to stało się już w zeszłym roku, zaczynam ten rok z uśmiecham.
Tuż przed świętami miałam wizytę u lekarza od rehabilitacji i pan, który zna mnie od 6 lat, przejął się moim złym samopoczuciem (pogoda deszczowa i zimno dokuczało) dał  cztery tygodnie i okazało się, ze zaczynam zaraz po Nowym Roku. Taki prezent dostałam pod choinkę:-)))
Dostałam min. gorące kompresy na ramiona i na kręgosłup lędźwiowy. Jak wychodzę z zabiegu jestem przeszczęśliwa.
Dotarły też wspaniałe kartki świąteczne.
 Bardzo mocno dziękuję za pamięć Teresce Szarej Sowie

Jak również życzę radosnego czasu do osiągnięcia wolego od pracy, hehe, i ukojenia w tęsknocie za Prezesem
a poza tym wielu sukcesów i spokoju ducha!!!

Bardzo, bardzo dziękuję Janeczce z Janeczkowa i życzę tak świetnych pomysłów, talentu, pracowitości godnej podziwu jak do tej pory.



Jak też uściski serdeczne dla wszystkich, którzy chcą być uściskani :-)))

I jakby na potwierdzenie dobrej passy, wczoraj zadzwoniła serdeczne osoba i powiedziała coś takiego mądrego i dobrego, czego bym się nie spodziewała po ostatnich szaleństwach. Po prostu cud.

A dzisiaj dla odmiany ostro  się postawiłam. Tak sobie pomyślałam, ze to musi być szok dla niektórych, zwłaszcza tych, którzy nieźle jechali na mojej łagodności i korzystali.

Zobaczymy co z tego wyjdzie, ale już jestem szczęśliwa, chyba dlatego, że zawalczyłam i dzięki temu mam szacunek dla siebie.

Rzeczywiście, to jest najważniejsze, nie tylko medal jak powiedział nasz mistrz olimpijski.

Pieniądze to nie wszystko, hehe

Wszystkim serdecznie życzę, aby udało się cokolwiek się zdarzy, zachować szacunek dla siebie w Nowym Roku

 

poniedziałek, 1 stycznia 2018

Szczęśliwego Nowego Roku z pazurem !

      Nowy rok sprzyja postanowieniom. Nie robiłam tego, bo wszelkie zabranianie sobie czegoś kończyło się na tym, że chciało się tego jeszcze bardziej. Ponosiłam klęskę niemalże natychmiast z przeświadczeniem, że jestem do niczego, bo nie umiem się zawziąć. Z wiekiem przekonałam się, że tak kończy wiele osób, więc  nie mam się czym tak przejmować. Zrobiło mi się raźniej :-)
Ale w tym roku jestem już na innym poziomie. Wreszcie mogę sobie pozwolić na luksus zrobienia postanowienia poprawiającego komfort życia, a nie wymaga wysiłku tylko systematyczności.
Od lat już "przyjmuje trzy drogocenne pigułki" o czym uczy Nauczyciel Bon. Dzięki stosowaniu tej praktyki diametralnie odmieniło się moje życie co uwiecznione zostało na blogu.
A dziś zostałam zaproszona do bliskich osób na pyszny obiad i zapoznanie się z kiciusiem, nowym członkiem ich rodziny.



Byłam zachwycona, uszczęśliwiona widokiem takiej kruszynki i radością domowników. Nagle od słowa do słowa poruszone zostały przykre tematy jakiś problemów z dogadywaniem się. Bardzo mnie to zasmuciło, bo rozwiązanie nie było proste, jednoznaczne, więc nie wiadomo co robić. I nagle mnie olśniło.
Ponieważ oni wiedzieli o mojej praktyce i widzą jak mi pomogła, nawet coś tam próbowali robić, zwróciłam im uwagę, że oni też mogą to zastosować, nauczyć się i praktykować odzyskiwanie duszy w tradycji Bon.
Jak to na ogół bywa, każdy uważa, że ma inaczej i nie musi się udać. No cóż, to prawda. Tzn. każdemu się uda, tylko nie wiadomo jak szybko.
 Cierpieć, krzywdzić się, rozpaczać zawsze można, ale żal nie spróbować się uleczyć.
No i wyglądało, że ich  przekonałam.

Rozemocjonowana tymi wydarzeniami przypominałam sobie o swoich początkach. Oooo, łatwo nie było. Przede wszystkim na początku sprawiało ogromny ból.
Kiedy odważyłam się wreszcie wyłączać telewizor, radio, komputer i posiedzieć w ciszy, wszystkie rany na psychice zaczynały krwawić.
Nie pamiętam ile to trwało, ale tym razem świadomie na to pozwoliłam. Wbrew ogólnej opinii, że nie trzeba myśleć o złych rzeczach, zaliczając to do użalania się nad sobą itd.
Ale ja zaufałam Tenzinowi Wangyal Rinpoche.
Nauczył, że trzeba wiedzieć co się w nas dzieje, ale nie rozpatrywać tego intelektualnie, tylko pozwolić bólowi się ujawnić, żeby dzięki temu się rozpuścił. Wyjaśni to najlepiej Nauczyciel Bon. 
I udało się !!
Wiedząc już o wielkim dobrodziejstwie płynącym z tej praktyki, przypomniałam sobie webcast, w którym Tenzin namawiał do częstej praktyki, bo człowiek w dzisiejszym świecie jest ciągle narażony na stres, na nieszczęścia.
I tak oto postanowiłam sobie w Nowym Roku, 5 razy dziennie odzyskiwać równowagę pięciu życiodajnych energii.
Dzięki temu,  przecież, będę doświadczać więcej cudów. A to jest ogromnie przyjemne :-)

Czego wszystkim serdecznie życzę :-)




Hehe, przypomniało mi się jak pewna znajoma zażartowała: myślisz, że ci fajny facet z nieba spadnie? Też się uśmiałam, ale potem powiedziałam: no szczerze mówiąc tak właśnie myślę.
Skoro spadał mi z nieba pan Piotr Małachowski, nasz mistrz, dzięki któremu o niebo lepiej funkcjonuję to i fajny facet mi spadnie, hehe.
Zresztą parę razy mi spadł., uch.
Widocznie nie osiągnęłabym tyle gdyby mi było za sielsko.
No  cóż, warto było zaryzykować:-)
 Więc i tym razem przyjmę to co dostanę. Nad tym co wolę i co bym chciała nie ma się co zastanawiać.

A za pana Piotra już zaciskam palce, aby odniósł sukces na Mistrzostwach Europy w Berlinie.

I proszę o to samo, wszystkich, którzy mnie lubią :-)))