poniedziałek, 16 października 2017

Na poprawę nastroju

Dzisiaj było gorąco w Warszawie :-)


 W Warszawie, zaświeciło słońce, jest ciepło i ..... chce się coś robić w końcu. Jak jest pochmurno i wilgotno to najchętniej bym nie wychodziła spod koca, ale wiem, że trzeba się ruszać, żeby na wiosnę móc wyjść z domu. Przecież nie mogę zaprzepaścić takiego skarbu jak chodzenie, hehe
Jesienne liście na drzewach w takiej ilości zrobiły się w ciągu mniej więcej 2 dni. Pewnie ocieplenie tak podziałało :-)

Czas dyniowy się zaczął. Dynia jest bardzo zdrowa. Trzeba jeść jak najwięcej. Ponieważ już wciągnęłam się w racjonalne odżywianie postanowiłam zrobić dynię pieczoną. (Nie piszę dieta, bo to się źle kojarzy. Dieta jest często rozumiana jako odmawianie sobie jedzenia, zażywanie jakiś suplementów diety, czy też odżywek (często wręcz szkodliwych na inne organy) a nawet leków, W dodatku za takie diety, firmy biorą ciężkie pieniądze.
Moja pani dietetyk wyznacza oczywiście co mogę jeść i w jakiej ilości, ale jest to racjonalna ocena co przyniesie korzyść dla zdrowia kobiety w moim wieku, z niewielkim wysiłkiem fizycznym.
Mogę czasem zjeść pizzę, ciasto, które babcia upiecze (z prawdziwym cukrem, z prawdziwymi jajami a nie chemicznymi dodatkami)
Co prawda ostatnio skusiłam się na boczek i to pani odradziła zupełnie.

Najlepsze dla mnie, ale i dla wszystkim jest spożywanie warzyw w dużej ilości. Poszukałam przepisów w internecie i zrobiłam jak umiałam, dodałam zioła i odrobinę oliwy z oliwek. Przepis Okrasy.

 Upieczona dynia nie wyglądała tak apetycznie jak na zdjęciach, ale pachniało w całym domu pięknie.
Domownicy się jakoś szczególnie nie zachwycili, mówili po prostu, że dobre, zjedli po kawałeczku. Za to ja, zawartość naczynia pożarłam na dwa razy, tak mi smakowało :-) Na obiad i kolację.
 Ale najwięcej wartości ma podobno świeży sok z dyni :-)

Zakwitła nareszcie pelargonia różowa. przypomniała mi, że mimo wszystko miałam udany tydzień. 
 Jednak w weekend wydarzyło się coś bardzo przykrego.
Na szczęście wyjęczałam się dzieciom, siostrze i dobrej znajomej. Nauczona już, że najlepsze rozwiązania sama znajduję w głowę, mimo wszystko nagadałam  ludziom co mi się przytrafiło. Nie ulżyło mi, ale każda osoba powiedziała, co zrobić, a ja z tego wyciągnęłam pomysły dla siebie. I już wiem, że najpierw zrobię to, potem tamto, aż się naprawi a jak nie to będzie znaczyło, że tak ma być i trzeba czekać na pożytek z tego płynący.

Na pewno już zyskałam duże wsparcie. I jutro przez cały dzień będzie ze mną serdeczna osoba i pójdziemy na spacer. Super,:-D

Przypomniało mi się, jak kiedyś, parę razy usłyszałam, że nie mogę się użalać nad sobą. Zakwalifikowanie mojego cierpienia do użalania się nad sobą, wzmagało moje cierpienie i utwierdzało w naukach nauczyciela BON, że trzeba być dla siebie najlepszym przyjacielem, sobie pozwolić na żal, na strach, a innych ludzi tym nie obarczać, to może ich przytłaczać, bo mają swoje problemy albo zniesmaczać bo nie umieją współczuć.
Ale już jestem w takim stanie, że trochę zrozumiałam, co to znaczy użalać się nad sobą.
Jedna taka osoba z upodobaniem chce się być chora ( wszystkich uprzedza o chorobie) bo dzięki temu może wykorzystywać innych. Pozwalać sobie na pobłażanie dla swoich uzależnień, przyzwyczajeń. Byłam świadkiem jak ktoś ukrywał dobre wyniki badań. Wydało się to zupełnie przypadkiem. Ktoś niechcący się wygadał. Oczywiście nie wprost, ale to co powiedział właśnie o tym świadczyło, hehe

W moim przypadku, jak to teraz oceniam, przyczyną rozklejenia zupełnego, była bezsilność. Nie miałam siły, byłam zdana na innych i to mnie jeszcze bardziej dołowało. Wszystko wskazywało na to, że tak już zostanie. Dzieci dla których jestem ważna, pójdą w świat i co ja zrobię z samotnością.

Nie nazwałabym tego użalaniem się nad sobą.
Straszne, nie widzieć sensu i nie próbować zmienić tego co jest krzywdzące dla nas. A jeszcze gorzej nie móc już nic zmienić i pogodzić się  tym.
Na ogół ludzie w ogóle nie biorą tego pod uwagę.
W obu przypadkach myślę, że szkoda takiego człowieka i można życzyć, żeby znalazł iskierkę, bo będzie wówczas szczęśliwy. Po co krytykować, to nie pomaga.

 Bardzo celnie ujął ludzkie zachowania mój ulubiony Terry Pratchett w Kosiarzu:

" Zadziwiające, ilu przyjaciół może zyskać człowiek, kiedy sobie z czymś nie radzi. Pod warunkiem, że nie radzi sobie tak bardzo, żeby było to śmieszne"

Wygląda na to, że za pierwszym razem, było weselej, bo moja depresja przyciągała przyjaznych ludzi. Za drugim razem, już było tak strasznie, że zrobiło się pusto dookoła.

Teraz już wiem, że musiałam mieć przestrzeń, żeby dotarły do mnie wartościowe rzeczy.
Musiałam przeżyć bezradność, żeby kroczek po kroczku odkrywać cuda i nauczyć się otwierać serce i umysł .

Jak to nigdy nie wiadomo co się może przydać, hehe

Ciekawe jaki będzie pożytek z ostatnich przeciwności? Na razie nie jest mi do śmiechu, oj

środa, 11 października 2017

Widoki


Często patrzę w niebo i zachwycam się kolorami chmur w świetle zachodzącego słońca. Nigdy wcześniej nie miałam na to czasu ale też nastroju.
W efekcie cieszę się, że jestem nieumarłym, dzięki temu widzę piękne rzeczy :-)




 Wczoraj na koniec dnia zaświeciło słońce, myślałam, że dziś będzie pogodnie.


Niestety padało całą noc. Rano było mokro i ponuro. Wszystko mnie bolało i nie czułam się na siłach iść na ćwiczenia. Wypiłam kawkę i przekonywałam się w duchu, żeby jednak wyjść z domu. W końcu się wyszykowałam.
Kiedy dotarłam na miejsce przywitało mnie kolorowe drzewo. Oczywiście mijałam je nieraz, ale dziś w szarudze żółto-czerwone liście zrobiły na mnie ogromne wrażenie.

 Uświadomiłam sobie jakie to wielkie szczęście, że mogę chodzić!!!

 Wszystkie troski dnia codziennego, niepokój, czy uda się coś załatwić tak, czy inaczej, zniknęły.
To wszystko przestało mieć znaczenie.

Dostałam największy prezent.

A może największym prezentem jest, że to zauważyłam.

Dzięki temu, mogę się odprężyć, nie muszę się nakręcać do osiągnięcia jakiś celów.
Człowiek, który jakimś cudem przeżył już wie, że nie zbadane są wyroki Boskie.
Trzeba tylko wiedzieć co się robi i dlaczego, bo to jest gwarancją, że się będzie dobrym człowiekiem co jest biletem do odniesienia sukcesów. Co prawda niekoniecznie typowych.

Oczywiście, jak wszyscy, chciałam, żeby mi się wiodło, żeby udał się mąż, dzieci, praca itd. ale po tym wszystkim co przeszłam już wiem, że nie byłabym takim człowiekiem, nie rozwinęłabym psychiki, gdybym nie przeszła takiej szkoły.

Niestety dopiero cierpienie, trudność, ból, zwracają uwagę na wspaniałe rzeczy dookoła, wspaniałych ludzi, wspaniałe osiągnięcia.

Gdyby nie deszcz, złe samopoczucie, nie zwróciłabym uwagi jaki to dar, że mogę, mimo wszystko, chodzić i zobaczyć piękny świat.
Dodatkowo, na zajęciach, spotkałam koleżankę, która kiedyś wyciągała mnie do różnych, ciekawych miejsc i obiecała, że znów mnie gdzieś zabierze :-)



Jakimś cudem życie nie jest dla mnie cierpieniem jak kiedyś. Wszystko boli, oprócz głowy i serca.

6 lat po wypadku już tak mam. :-)



czwartek, 5 października 2017

Placuszki z cukinii

   Niespodziewanie bardzo udany był  dzisiejszy dzień :-)
Co prawda leje od rana i momentami potężnie wieje, to mimo wszystko spotkało mnie dziś dużo radości.
Zostałam zaproszona na kameralny koncert znajomego, którego nie widziałam i nie słyszałam kilka lat. Kiedy zobaczyłam zaproszenie, przypomniało mi się, że bardzo przypadła mi do gustu piosenka francuska w jego wykonaniu ze skomponowaną przez niego muzyką. Postanowiłam posłuchać jej jeszcze raz.
O tym koncercie i miejscu gdzie gdzie to było napiszę następnym razem, bo może ktoś lubi takie klimaty i chętnie się tam wybierze.
Na zachętę trochę pokażę.

Nieoczekiwanie na koniec pozwolono zaśpiewać dziewczynie, która ze mną przyjechała. Od dawna bardzo ją polubiłam, ale od dziś jestem zachwycona, bo ma taki piękny głos, bo jest taka odważna.
Rozochocona serdeczną atmosferą, podeszła do właścicielki i zapytała, czy może zaśpiewać. Co prawda dawno nie śpiewała i ma tremę, ale nabrała wielkiej ochoty słysząc wykonawców i bardzo by chciała.
Pozwolono jej.
Okazało się, że nie dość, że ma talent, to jeszcze doświadczenie z programów typu "Mam talent"
Popłakałabym ze wzruszenia :-)))


Mój ulubiony wykonawca :-)

Świetny klimat do słuchania muzyki tworzy galeria obrazów :-)


Tak mnie wesoło nastroił wieczór, że zamiast spać postanowiłam napisać o niedawnym moim sukcesie kulinarnym, a mianowicie placuszkach z cukinii.
Dostałam wielka cukinię od serdecznej osoby z zachętą do zrobienia placków. W pierwszej chwili miałam chęć ją zrobić zwyczajnie na parze, ale przekonywana, ze odpowiednio przyprawione są przepyszne, postanowiłam trochę się wysilić i zobaczyć w internecie jak to się robi.
Znalazłam przepis Ewy Wachowicz http://www.tysiagotuje.pl/2014/09/placuszki-z-cukinii-ewy-wachowicz.html
Ponieważ mam słabe ręce i nie mogę zetrzeć cukinii (wystarczy, że ćwiczyłam rękę przez cały dzień przy obieraniu, uff), wykorzystałam wyciskarkę soków.
Tym sposobem najadłam się, napiłam i to w dodatku maksymalnie zdrowo ;-)

 Cebula i czosnek
 Koperek dodany został do ciasta.
 Sok
 Placuszki z koperkiem. Najpierw usmażyłam na oleju, ale już tak się przyzwyczaiłam do smażenia bez tłuszczu, że trochę mnie mdliło, więc kolejne były już smażone na sucho.
 Placuszki ze szczypiorkiem. Smażone bez tłuszczu.

 Cieszę się niezmiernie, że dałam się namówić na placuszki. Naprawdę pycha. Jedzenia miałam na 3 dni i jeszcze się z dziećmi podzieliłam. Ale to już chyba zasługa samej ogromnej cukinii. :-)

Zachęcam, polecam i życzę smacznego :-)))

poniedziałek, 2 października 2017

Szalone Dni Muzyki w Teatrze Wielkim

       Zostałam zaproszona na Festiwal Muzyki w Teatrze Wielkim.
 Do Teatru Wielkiego zawsze chętnie chodziłam, między innymi dlatego, ze wiedziałam co tam zastanę, więc i tym razem nie dopytywałam co to za wydarzenie. Tymczasem postawiłam oczy w słup, kiedy zobaczyłam wesołą młodzież z plecakami i w adidasach.
Moje wyobrażenie o Teatrze Wielkim nie sięgało aż takich przemian.
Teatr Wielki, do tej pory, był światem wykwintnym, ponadprzeciętnym, niemalże idealnym, gdzie ocieraliśmy się z najwyższej jakości kulturą, wręcz genialną, niezwykłą, więc przyjmowaną z wielkim szacunkiem.
Kiedy odzyskałam głos, uśmiałam się serdecznie.
Spowodowane, zapewne,  finansowymi warunkami, teatr musiał stać się samowystarczalny, więc musiał przyciągnąć ludzi.
I przyciągnął :-)
Niestety, z wrażenia, nie pamiętam jakiej muzyki słuchaliśmy. Na pewno nie były to znane utwory.
Na szczęście nauczyłam się już trochę słuchać więc bardzo mi się podobało to co usłyszałam.






 Muzycy

W programie Festiwalu byli jeszcze tacy wykonawcy.


Koncert trwał nieco przeszło godzinę. Bardzo spodobała mi się taka forma zapoznawania z muzyką.
Jednak mam takie nieodparte wrażenie, że Teatr Wielki spowszednieje i już nie będzie wyjątkowym miejscem.
Czy ludziom są potrzebne wyjątkowe miejsca?
Czy dzięki temu inaczej się odbiera np.taką muzykę, która była tworzona dla króla?
A może takie miejsca powodują, że słuchacze czują się lepszymi?

No  cóż, czułam się wyjątkowa, ale tylko tam, hehe i to nie przeszkadzało w posiadaniu kompleksów.

A nie, przypomniało mi się, kompleksów to się nabawiłam później :-)

czwartek, 28 września 2017

Powiew lata

       Ozdobiłam tacę motywem safari. Kleiłam ją w lato, więc lamparty były na czasie, ale teraz bardzo udziela się upalny klimat, robi się cieplejsza atmosfera. Obdarowana osoba, zapiszczała z radości na jej widok :-) Koty mniejsze i większe są jej ulubieńcami,

 Cały czas kwitnie wesoło fuksja.
 Od nowa wschodzi kosmos.
 Powiało latem. Zrobiło się wesoło w sercu, aż tu nagle zobaczyłam, że zaczął już kwitnąć grudzień. Tak wcześnie to jeszcze nigdy mi nie kwitł.
Czyżby to potwierdzenie zapowiedzi, że zima przyjdzie wcześnie i będzie mroźna?



 Nawet kot się zadumał .....
     

niedziela, 24 września 2017

Festiwal Zup Świata

      Na Festiwalu zostało zaprezentowanych ponad 100 rodzajów zup z różnych zakątków świata.
http://polskiemedia.org/festiwal-zup-swiata-gotujcie-sie-najsmaczniejszy-event/

Festiwal będzie trwał do 1.10. Stowarzyszenie Tai chi zostało  zaproszone do prezentacji, jako jedna z form zdrowego trybu życia :-) 
Chociaż rano padało, postanowiłam się tam wybrać z samej ciekawości. Kiedy dotarłam na miejsce, wychodząc z metra, zobaczyłam, że rozpogodziło się. W ciągu godziny zaświeciło radosne słońce i dołączyłam do ćwiczących. 
Potem poszliśmy na zupę :-)
 Kilka stoisk.....


 Co za kolor :-) W smaku też fantastyczna zupa.


 . Muszę się nauczyć taką gotować.

 Ta zupa ma piękny zielony kolor i już jest moją ulubioną


 Pani nalewa kimczi, jak sami widzicie kapusta pekińska i kawałki tofu :-) ostra, dobra na zimę, gorąco się po niej robi.

I już do końca dnia świeciło słoneczko.
To ten sam kwiatek tylko z drugiej strony ;-)
 Słoneczko zachodzi powoli
 Na koniec dnia taki śliczny kolor miało niebo :-)



Dzisiaj leje od rana. Miałam szczęście, że trafiłam wczoraj na rozpogodzenie. A jeszcze większym szczęściem było spotkanie kolegi, z którym jakieś 10 lat temu byliśmy pomocnikami na ćwiczeniach i po wypadku bardzo mi kibicował, pomagał ćwiczyć.

Tak sobie pomyślałam, że typowych przyjaciół to ja już nie mam, mam za to najlepszych przyjaciół, bo  mnie inspirują, nawet tu na blogu, często otwierają mi się oczy czytając o tym czy tamtym, a jeszcze szerzej mi się otwierają jak pisząc o czymś dopiero zdaję sobie sprawę, uświadamiam sobie coś jeszcze. 

I jak pisał mój ulubiony nauczyciel Bon, przyjaciel : trzeba wiedzieć co się tak naprawdę robi i dlaczego. 
Sprawdziłam na własnej skórze, dzięki temu można zmienić powoli wszystko.

I tak mi się przypomniało, ze 
Zawsze żyłam z pożytkiem dla innych
i teraz przyciągam właśnie takich, hehe

Warto było!!

Czego wszystkim serdecznie życzę:-)