wtorek, 16 stycznia 2018

O! spadł śnieg! :-)

Pierwszy raz tej zimy spadł śnieg w Warszawie.
 Dzięki temu jest pięknie na dworze.
 Poprawił mi się humor.
Co prawda jestem trochę rozbita przez rozmowę z nowym ortopedą. Przygotowałam sobie przemowę, żeby o niczym nie zapomnieć powiedzieć, no i miałam badania potwierdzające uszkodzenia, a tymczasem, pan się o nic nie pytał, powykręcał ręce i szyję i oznajmił, że to wszystko. O biodrach i nogach, które bolą najbardziej, nie wspomniał nawet.
W głowie mi się kręciło, to posiedziałam trochę, ale przede wszystkim byłam oszołomiona jego badaniem. Nie wiedziałam, czy mam coś powiedzieć, czy o coś spytać. Tyle się mówi o służbie zdrowia nie pochlebnych rzeczy, że trzeba walczyć o swoje itd. a ja powiedziałam: do widzenia i wyszłam.
Do tej pory spotykałam bardzo życzliwych lekarzy, więc przyjęłam jego zachowanie za przyjazne. Pewnie uznał, że to co mnie boli jest udokumentowane, sprawdził to co nie jest i jak będzie mógł to pomoże.
Zobaczymy. 
Co ma być to będzie. 

Ni z gruchy ni z pietruchy pomyślałam sobie, że nasza prawdziwa natura jest czysta i doskonała, więc nie upoważnia nas to do robienia czegokolwiek co przyjdzie do głowy. Dzięki temu, pewnych rzeczy nie musimy  robić.
Oczywiście wychodzi różnie, czasem lepiej, czasem gorzej, ale najważniejsza jest intencja. Jeśli ktoś chce poruszyć swoje serce, swój umysł, żeby się rozpromienił, to po prostu ćwiczy. 
W końcu się uda, :-))

No i właśnie ulżyło mi. Zrobiłam jak umiałam, nie ma co się dręczyć. Efekt będzie taki jaki ma być.
A ja wtedy pokażę na co mnie stać, hehe. Gdyby tym razem lekarz okazał się niezbyt przyjazny i tak na pewno znajdę w tym zdarzeniu jakieś korzyści. Może zmusi mnie to znalezienia wreszcie genialnego ortopedy ? :-)
Ale i tak najważniejsze,że mam już genialnego fizjoterapeutę !!!! :-)))

Na razie popatrzmy na śniegowy puszek :-)

A wczoraj rano .....


 Wieczorem udało mi się uchwycić między blokami zachodzące słońce, uch, w ostatniej chwili :-)

Bardzo dziękuję za słowa uznania dla kartek przeze mnie robionych.
Mam jeszcze dwie zimowe kartki.
Odpocznę, ręka przestanie boleć po badaniu i zacznę kleić w innym klimacie. Tak się cieszę, że się tym zajęłam :-)


Teraz widzę, że ta powinna być bardziej przestrzenna.
To chyba jest postęp, że takie rzeczy zauważam? !

:-)

piątek, 12 stycznia 2018

Dla schroniska

    Zainteresowanie kartami jest !! :-D
Ogromnie mnie to cieszy :-) Tworzenie kartek sprawia mi to wielką satysfakcję i daje wiele radości.
Przygotowałam kolejne kartki. Na razie wpadłam w pewna rutynę, ale motyw domu i lasu bardzo kojarzy mi się z dziadkiem i babcią, więc tworzą bardzo ciepły i serdeczny klimat.




W Warszawie trochę śniegu  spadło, jest niestety wilgotno i zimno. Ledwie żyję, a powinnam pojechać tu i tam, ale nie mam siły :-(
Postanowiłam na początek zając się czymś miłym, upamiętniłam kartki zanim je oddam na aukcję :-)
Rzeczywiście troszkę lepiej. pewnie jak się ruszę plan zajęć sam się poukłada.

Niedawno dostałam taki prezent :

Koleżanka na tai chi przyniosła mi przez siebie zrobione mleko roślinne. Strasznie dużo przy tym roboty, więc ja tego nie zrobię, ale polecam, całkiem smaczne i zdrowe.
Za to sama na pewno zrobię humus. Nie wiem czemu się do tej pory tak wzbraniałam przed jedzeniem tego. Naprawdę pycha. Polecam.
Tak się cieszę, że przestawiłam się na jedzenie roślin. Kolejne przyzwyczajenie opanowane, hehe
Moja przyjaciółka  powiedziała kiedyś : jak Ty papierosy rzuciłaś to już wszystko rzucisz, nawet męża, hehe. No tak, wykrakała :-))
Inna przyjaciółka, po przeczytaniu mojego bloga, powiedziała: to czego ty nie potrafisz zrobić? Ty wszystko potrafisz, hehe
No cóż, coś w tym jest :-)
Człowiek często nawet nie wie, ile może. Dopiero jak go przyciśnie, jak świat go zmusi do działania, okazuje się, że potrafi góry przenosić.

To już wiem, dlaczego tyle straszności mi się wydarzyło. Musiałam sama, w końcu, sobie uświadomić, ze mam wiele talentów i dobre serducho i jaki to skarb, nie mam się czego bać.

Bardzo dziękuję za serdeczne życzenia !! :-)))


Już wiem co załatwię teraz..... przecież mam rehabilitację, hehe

niedziela, 7 stycznia 2018

Kartki na Dzień Babci? :-)

     Bardzo mnie ucieszyło zainteresowanie ozdabianymi przeze mnie bombkami. Nawet 11 bombek zostało sprzedanych na aukcji dla schroniska. I tak sobie pomyślałam, że zrobię coś jeszcze, co może przynieść korzyść biednym zwierzakom. Ponieważ już się przymierzałam do robienia kartek, postanowiłam, że spróbuję działać w tym kierunku. Niestety nie mam absolutnie wyobrażenia co i jak mam na nich umieścić, żeby było rewelacyjnie. Podziwiam talent i technikę wykonywania kartek prze innych. Ale muszę zrobić tak jak umiem, mimo trzęsącej się ręki.
 W tym przekonaniu utwierdziła mnie wypowiedź trenera na temat swojego zawodnika :-)
Ciekawe, czy będzie jakieś zainteresowanie kartkami?
 Jak to mówią: jak się nie wywrócisz to się nie nauczysz. Jak się tak zastanowić, jest wiele takich dyscyplin, hehe
Ponieważ nie określam na jaką okoliczność jest kartka, pomyślałam sobie, ze niebawem będzie Dzień Babci, może jakiś wnuk uzna, że babcia dostanie takie życzenia.

Kartki na pewno są radosne, więc się nadają dla babci i dziadka :-D

Wczoraj oglądałam Galę Mistrzów Sportu. Chciałam choć przez chwilę popatrzeć na mojego ulubionego lekkoatletę. Zanim tak się stało, obejrzałam kilku nominowanych sportowców. Nominowany był Piotr Żyła, nasz skoczek.W zeszłym roku zdobył dwa medale. Działacz odbierający statuetkę, przypomniał jak to było. Trener powiedział, że udało się odnieść sukces, bo Piotr "zostawił głowę" . Zamiast roztrząsać intelektualnie co trzeba zrobić, pozwolił swoim mięśniom, świetnie przygotowanym, wykonać zadanie, hehe Do tego, podobno, przygotowuje psycholog wszystkich sportowców.
Rozbawiona wypowiedzią, wzruszyłam się bardzo. W sumie moje ostatnie wyczyny potwierdzają tą tezę. Można powiedzieć, że do wypadku zjeżdżałam szybko w dół. Wypadek to takie odbicie z progu.
A ponieważ głowy nie miałam, to leciałam. Zrobiłam to czego wcześniej się bałam, powstrzymywała mając nadzieję, że wszystko się ułoży, że będę kochana, ceniona. I z tego powodu czułam się bezradna, jak taka biedna szara myszka, która tylko przeszkadza.
I w końcu pozwoliłam spełnić się temu co było najlepsze dla mnie. Sama nie wiedziałam co będzie najlepsze. zadecydowała moja prawdziwa natura, czysta i doskonała, hehe, nieprzesłonięta przez wyobrażenia, plany, pobożne życzenia.
Po prostu, szybka reakcja na otaczający mnie świat.
Nie można powiedzieć, że niecierpliwa jestem, dałam wszystkim czas na pomyślenie co robią i dlaczego. I teraz to jest również efekt ich starań.
Wszyscy szczęśliwi?, i ok. Ja wreszcie też, hehe
Niektórzy chyba w szoku. Ja też :-))))

Kiedy widziałam się z moim ulubionym sportowcem, opowiadałam ile zmieniłam dzięki jego pomocy i ze to niesamowite, że na niego trafiłam. Uśmiechnął się szeroko i powiedział: no , miała pani szczęście. A potem kiedy zaczęłam opowiadać bardziej szczegółowo co mi wspaniały  fizjoterapeuta od niego, usprawnił, ucieszył się jeszcze bardziej (chyba nawet nie wiedział jak straszny był mój stan) i gorąco powiedział : naprawdę ma pani szczęście.
Zatkało mnie, ja to oczywiście wiem, ale jeśli obcy człowiek, który i tak wie tylko troszkę i już tak uważa, to świadczy, że mam Wielkie Szczęście, hehe

I tak sobie myślę, że naprawdę opłaca się być ciepłym, współczującym człowiekiem. Wszystko do mnie wróciło i to z procentem.

:-))))

czwartek, 4 stycznia 2018

Ten rok będzie dobry :-)

    Oczywiście przyjmiemy wszystko co przyniesie los, ale nie zaszkodzi ufać przewidywaniom zapisanym w gwiazdach.
Od kiedy uwolniłam się od rozpaczy, od strachu i bezsilności, która jak dla mnie, osoby samotnej była czymś strasznym, wszystko wygląda bardzo dobrze. A że to stało się już w zeszłym roku, zaczynam ten rok z uśmiecham.
Tuż przed świętami miałam wizytę u lekarza od rehabilitacji i pan, który zna mnie od 6 lat, przejął się moim złym samopoczuciem (pogoda deszczowa i zimno dokuczało) dał  cztery tygodnie i okazało się, ze zaczynam zaraz po Nowym Roku. Taki prezent dostałam pod choinkę:-)))
Dostałam min. gorące kompresy na ramiona i na kręgosłup lędźwiowy. Jak wychodzę z zabiegu jestem przeszczęśliwa.
Dotarły też wspaniałe kartki świąteczne.
 Bardzo mocno dziękuję za pamięć Teresce Szarej Sowie

Jak również życzę radosnego czasu do osiągnięcia wolego od pracy, hehe, i ukojenia w tęsknocie za Prezesem
a poza tym wielu sukcesów i spokoju ducha!!!

Bardzo, bardzo dziękuję Janeczce z Janeczkowa i życzę tak świetnych pomysłów, talentu, pracowitości godnej podziwu jak do tej pory.



Jak też uściski serdeczne dla wszystkich, którzy chcą być uściskani :-)))

I jakby na potwierdzenie dobrej passy, wczoraj zadzwoniła serdeczne osoba i powiedziała coś takiego mądrego i dobrego, czego bym się nie spodziewała po ostatnich szaleństwach. Po prostu cud.

A dzisiaj dla odmiany ostro  się postawiłam. Tak sobie pomyślałam, ze to musi być szok dla niektórych, zwłaszcza tych, którzy nieźle jechali na mojej łagodności i korzystali.

Zobaczymy co z tego wyjdzie, ale już jestem szczęśliwa, chyba dlatego, że zawalczyłam i dzięki temu mam szacunek dla siebie.

Rzeczywiście, to jest najważniejsze, nie tylko medal jak powiedział nasz mistrz olimpijski.

Pieniądze to nie wszystko, hehe

Wszystkim serdecznie życzę, aby udało się cokolwiek się zdarzy, zachować szacunek dla siebie w Nowym Roku

 

poniedziałek, 1 stycznia 2018

Szczęśliwego Nowego Roku z pazurem !

      Nowy rok sprzyja postanowieniom. Nie robiłam tego, bo wszelkie zabranianie sobie czegoś kończyło się na tym, że chciało się tego jeszcze bardziej. Ponosiłam klęskę niemalże natychmiast z przeświadczeniem, że jestem do niczego, bo nie umiem się zawziąć. Z wiekiem przekonałam się, że tak kończy wiele osób, więc  nie mam się czym tak przejmować. Zrobiło mi się raźniej :-)
Ale w tym roku jestem już na innym poziomie. Wreszcie mogę sobie pozwolić na luksus zrobienia postanowienia poprawiającego komfort życia, a nie wymaga wysiłku tylko systematyczności.
Od lat już "przyjmuje trzy drogocenne pigułki" o czym uczy Nauczyciel Bon. Dzięki stosowaniu tej praktyki diametralnie odmieniło się moje życie co uwiecznione zostało na blogu.
A dziś zostałam zaproszona do bliskich osób na pyszny obiad i zapoznanie się z kiciusiem, nowym członkiem ich rodziny.



Byłam zachwycona, uszczęśliwiona widokiem takiej kruszynki i radością domowników. Nagle od słowa do słowa poruszone zostały przykre tematy jakiś problemów z dogadywaniem się. Bardzo mnie to zasmuciło, bo rozwiązanie nie było proste, jednoznaczne, więc nie wiadomo co robić. I nagle mnie olśniło.
Ponieważ oni wiedzieli o mojej praktyce i widzą jak mi pomogła, nawet coś tam próbowali robić, zwróciłam im uwagę, że oni też mogą to zastosować, nauczyć się i praktykować odzyskiwanie duszy w tradycji Bon.
Jak to na ogół bywa, każdy uważa, że ma inaczej i nie musi się udać. No cóż, to prawda. Tzn. każdemu się uda, tylko nie wiadomo jak szybko.
 Cierpieć, krzywdzić się, rozpaczać zawsze można, ale żal nie spróbować się uleczyć.
No i wyglądało, że ich  przekonałam.

Rozemocjonowana tymi wydarzeniami przypominałam sobie o swoich początkach. Oooo, łatwo nie było. Przede wszystkim na początku sprawiało ogromny ból.
Kiedy odważyłam się wreszcie wyłączać telewizor, radio, komputer i posiedzieć w ciszy, wszystkie rany na psychice zaczynały krwawić.
Nie pamiętam ile to trwało, ale tym razem świadomie na to pozwoliłam. Wbrew ogólnej opinii, że nie trzeba myśleć o złych rzeczach, zaliczając to do użalania się nad sobą itd.
Ale ja zaufałam Tenzinowi Wangyal Rinpoche.
Nauczył, że trzeba wiedzieć co się w nas dzieje, ale nie rozpatrywać tego intelektualnie, tylko pozwolić bólowi się ujawnić, żeby dzięki temu się rozpuścił. Wyjaśni to najlepiej Nauczyciel Bon. 
I udało się !!
Wiedząc już o wielkim dobrodziejstwie płynącym z tej praktyki, przypomniałam sobie webcast, w którym Tenzin namawiał do częstej praktyki, bo człowiek w dzisiejszym świecie jest ciągle narażony na stres, na nieszczęścia.
I tak oto postanowiłam sobie w Nowym Roku, 5 razy dziennie odzyskiwać równowagę pięciu życiodajnych energii.
Dzięki temu,  przecież, będę doświadczać więcej cudów. A to jest ogromnie przyjemne :-)

Czego wszystkim serdecznie życzę :-)




Hehe, przypomniało mi się jak pewna znajoma zażartowała: myślisz, że ci fajny facet z nieba spadnie? Też się uśmiałam, ale potem powiedziałam: no szczerze mówiąc tak właśnie myślę.
Skoro spadał mi z nieba pan Piotr Małachowski, nasz mistrz, dzięki któremu o niebo lepiej funkcjonuję to i fajny facet mi spadnie, hehe.
Zresztą parę razy mi spadł., uch.
Widocznie nie osiągnęłabym tyle gdyby mi było za sielsko.
No  cóż, warto było zaryzykować:-)
 Więc i tym razem przyjmę to co dostanę. Nad tym co wolę i co bym chciała nie ma się co zastanawiać.

A za pana Piotra już zaciskam palce, aby odniósł sukces na Mistrzostwach Europy w Berlinie.

I proszę o to samo, wszystkich, którzy mnie lubią :-)))

sobota, 30 grudnia 2017

Jak to nigdy nie wiadomo co się wydarzy :-)

      Koniec roku nastraja do refleksji co się wydarzyło w czasie ostatnich 365 dni czyli w czasie, w którym Ziemia okrąża Słońce. Oczywiście chciałam się podzielić radością z ogromnych postępów w rozwoju fizycznym i psychicznym, największych w życiu. A tymczasem ....
Wczoraj cały dzień lało, więc przeleżałam ledwie żywa pod kocem. A dziś zaświeciło słońce, więc postanowiłam przejść się i nacieszyć oczy a tym samym serce widokiem przestrzeni.
Odwiedziłam znajomą, dawno się nie widziałyśmy a była okazja pożyczyć sobie Szczęśliwego Nowego Roku. Poopowiadałyśmy sobie o tym i o tamtym i nagle słyszę, że nie powinnam tak się odnosić do syna. Szczerze mówiąc zatkało mnie najpierw.  Pomimo naszych odmiennych (radykalnie) poglądów na kilka tematów całe życie Go wspieram i On o tym wie. Nie zawsze od razu, ale po jakimś czasie przyznaje mi rację. Kochamy się bardzo, chwalę kiedy mogę, ale też nie ukrywam i mówię od razu  kiedy jest egoistą i bezdusznym człowiekiem.
 Zaczęłam się dopytywać co konkretnie takiego złego powiedziałam.
Okazało się, że ta znajoma ma inne zdanie na temat mówienia przy ludziach tego czy tamtego, i w związku z tym, nigdy by nie zrobiła tego co ja w takiej sytuacji. Powiedziała to w dodatku z taką wyższością, naganą dla mnie i dezaprobatą. Po prostu powiedziała co ja powinnam robić, a czego nie, przytaczając jeszcze za wzór osoby, które postępowały zgodnie z jej wartościami.
No nie powiem, zatrzęsłam się w posadach. A ponieważ teraz nie mam żadnych oporów, nie omieszkałam spytać, jak ona śmie mnie pouczać? Zapytałam jaką to ona była dobrą matką, jak to wspierała swoje dzieci? Jakie to wspaniałe życie zafundowała swoim dzieciom przez takie świetne wychowanie? Nie omieszkałam zapytać, jakie to cudowne dzieci mają osoby, stawiane mi za przykład i jakie to one mają doskonałe relacje z dziećmi?

Chętnie skorzystam z mądrości innych, ale do tego trzeba samemu być przykładem, swoją osoba pokazać słuszność jakiejś teorii.

Ja tam nie żałuje niczego co zrobiłam w ostatnim czasie. Nawet mam takie odczucie, że właśnie dzięki emocjom powiedziałam, czy zrobiłam coś co przyniosło dużo korzyści. Może dlatego, że nigdy nikogo nie skrzywdziłam, więc mogę zaufać sobie.

Dzisiaj blogowa koleżanka zwróciła uwagę na robienie czegoś na pokaz.

I właśnie ta znajoma całe życie tak spędziła. I tak jest teraz, mówimy o tym, czym można się pochwalić.
No super, pasuje to komuś, dodaje skrzydeł, sił do życia, ok, co zrobić, taka karma.
Ja tam nie widzę w takim postępowaniu żadnej wartości, wręcz umęczy się taka osoba, żeby się nie wydało, że coś nie jest takie super.
Z tego co zrozumiałam to był koniec naszej znajomości, hehe


Może, po raz kolejny, wysłuchana została moja modlitwa : usuń wszystkie przeszkody, niesprzyjające sytuacje, rozpuszczając je w rozległej przestrzeni nieba


Zrobię ile umiem, żeby mój syn był uczciwym, odważnym człowiekiem, a nie wygodnym egoistą, który podświadomie żyje w strachu, że się wyda, albo wyszukuje teorii, które go usprawiedliwiają.

 Dzięki temu zawsze będzie wolny, a to ostatnio dla mnie największa wartość.

I tego też wszystkim życzę z całego serca ! :-)


No proszę, okazało się, ze miałam wspaniały dzień, hehe

środa, 27 grudnia 2017

Smok, śnieżynki, mikołaj

      Do ubierania choinki wyjęłam ozdoby, które robiłam w zeszłym roku. Ku mojemu zachwytowi zobaczyłam jakie miałam świetne pomysły. Zupełnie zapomniałam o moich wyrobach. Myślałam, że dopiero w tym roku moje ręce są takie sprawne. A tymczasem...

Najbardziej ucieszył mnie smok. Smok ma przynosić szczęście (to chyba z chińskiej tradycji). Nie wiem zupełnie jak mi się udało go zrobić? Filcowanie na sucho to nie jest prosta sprawa, w dodatku niebezpieczna jeśli się nie panuje nad dłońmi. Można się porządnie ukłuć wielką igłą. Ale jakoś mi się udało nie pokaleczyć. nawet przypominam sobie, że bardzo lubię filcowanie. Nawet nazbierałam różnego koloru wełen, więc na pewno niebawem coś mi wpadnie do głowy :-)

Smok jest dodatkowo uroczy bo zrobiłam mu, przez przypadek, kaczy dziób. Dopiero po jakimś czasie uświadomiłam sobie co mi nie pasuje;-)

Mikołaje robiłam wielokrotnie. Ten może nie jest najładniejszy ale ma swój urok. jak to mikołaj :-)


  Nagminnie robiłam też śnieżynki. Wiele z nich rozdałam teraz, odwiedzającym, bo tak się spodobały.
 Oczy, noski, buźki musiała przykleić koleżanka, bo nie mogłam trafić równo. 
 Kwiatuszek jakby się ktoś zastanawiał, hehe prawda, że śliczny !?

  Teraz w taki sposób ozdabiałam bombki. Uważam, że postęp widać. Umiem już ubrać bombkę we wdzianko na szydełku. A i naklejanie cekinów jest bardziej precyzyjne.


 Z rozpędu ubrałam jeszcze pięć bombek. Wyrobiłam włóczkę do końca. Ozdoby zostawię na przyszły rok.
     Wigilia to był bardzo miły wieczór. Przede wszystkim dlatego,że przyjechały dzieci. To już dorośli ludzie i na szczęście teraz oni dbają, żebym była szczęśliwa..
I jestem szczęśliwa, że je mam !!
Dostałam też życzenia przez telefon bardzo serdeczne.
A może tak mi się tylko wydawało?
Nie, na pewno nie wydawało mi się. Ufam sobie i fałsz od razu bym wyczuła.

Były to serdeczne życzenia. Ten człowiek zawsze potrafił, co jakiś czas, zrobić coś wyjątkowo dobrego, hehe,widocznie to był kolejny raz. Może niebawem to będzie nawyk?
A wiadomo, intencja jest najważniejsza hehe
Co prawda, usłyszałam to od instruktora, który uczył wykonywania dobrze konkretnego ćwiczenia, ale myślę, że śmiało można to zastosować w życiu :-)

sobota, 23 grudnia 2017

Wesołych Świąt :-)

     Pada deszcz, niestety. Trochę szkoda, że nie ma śniegu. Na szczęście u mnie też nastrój jest świąteczny. Pachnie w całym domu od kapusty z grzybami, barszczu czerwonego, zupy grzybowej. Udało mi się ugotować smakołyki przyrządzane tylko na Boże Narodzenie według wskazań kochanej  teściowej.
Radosne nastawienie do świąt sprawiło również ozdabianie bombek. Szydełkowe wdzianka i przyczepianie do nich gwiazdek, motylków, kwiatuszków, koralików pochłonęło mnie bez reszty. Obdarowałam nimi wiele osób w podziękowaniu za pomoc. Wyglądali na zachwyconych moimi wyrobami i wzruszeni pamięcią o nich.  A to, dodatkowo, uszczęśliwiło mnie samą:-)

   Między innymi odwiedziłam mojego lekarza z Tybetu. Weszłam między jednym pacjentem a drugim, więc tylko na chwilkę, ale lekarz zdążył spytać jak się mam, czy wszystko dobrze. W telegraficznym skrócie opowiedziałam trochę o moich poczynaniach. Na drugi dzień usłyszałam od córki jak to się doktor zachwycał moim mówieniem. Powiedział, że nie spodziewał się takich postępów, hehe
    A kilka dni temu na zajęciach tai chi, koleżanka mnie nie poznała. Wykonuję ćwiczenie podstawowe zanim jeszcze zaczęły się wspólne ćwiczenia. Koleżanka patrzy jak ćwiczę, żeby ewentualnie poprawić, żebym sobie krzywdy nie zrobiła. Poprawiać nie trzeba było, więc koleżanka pomyślała, że to nie jakaś nowa osoba, pewnie mnie już spotkała i podchodziła, żeby zobaczyć kto to. Będąc już blisko, widzę jak się radośnie roześmiała, właśnie mnie poznała. Opowiada mi to wszystko i uwierzyć nie może, że tak się zmieniłam. Zwłaszcza, że widzimy się co tydzień, co dwa od kilku lat.

     No cóż....., Tam na Górze mnie lubią, hehe, taka karma.
Wspaniali ludzie stanęli na mojej drodze, żeby mi pomagać w uzdrowieniu psychicznym i fizycznym.

I to co wydawało się moim przekleństwem okazało się darem.

Ze szczęścia opiekałam cebulkę do zupy grzybowej. Buraki, cebulkę, grzybki i inne składniki pokroił tata, ale cebulkę opiekłam ja. A to jest wyczyn, widać, że ręce już się tak nie trzęsą.






Na schronisko w Korabiewicach 12 bombek zostało sprzedanych:-)



         Wszystkim Życzę Wesołych Świąt !!!!!

niedziela, 17 grudnia 2017

No i zrobiło się ...ciepło

    Najnowsze moje osiągnięcie w ozdabianiu bombek przeszło moje oczekiwania :-) Użyłam super kleju, którego niteczka wystarczy, żeby związać. Klej nazywa się Magic. Na razie potrząsana bombka nie zgubiła wiszących gwiazdeczek. Zobaczymy jak będzie za kilka dni?



Przez chwilę zaświeciło słonko w moje okno :-)


Udało mi się zrobić dwie karty.
Jedną zawiozę pani psycholog. W podziękowaniu za pomoc napisze jej co osiągnęłam. Spełniło się to co obiecywała: sama pani wymyśli rozwiązania problemów.
No i rzeczywiście wymyśliłam, właściwie samo mi się wymyśliło. Przypuszczam, ale mogę się mylić, bo byłam w ciężkim stanie, ze od momentu kiedy stałam się swoim najlepszym przyjacielem.
Tu potwierdziło się przesłanie z mojej ulubionej piosenki:
"zaufaj sobie jeszcze raz"

Dzięki temu spełniło się życzenie Wielkiego Człowieka: wartościowi ludzie powinni być pewni siebie.

 I tego życzę z całego serca !!!!!

Zrobiłam też kartę dla serdecznej Irenki :-)


A w domu takie kwiatki kwitną w środku grudnia, hehe



Wracając do Dnia Zmarłych, przypomniałam sobie, że to żywi wypracowują więzi.
Mnie babcia i dziadek obdarowali wielką miłością i nauczyli jak to cenić. Dzięki temu będziemy zawsze razem :-)
Myślałam, że już nie zdążę zająć się swoimi wnukami, a jednak zdążę :-) 
Też będę uczyła miłości i współczucia ile sama umiem, a to nie jest mało, hehe.
Jest szansa, że często będą o mnie ciepło myśleć  :-)
Klej Magic każdy może stworzyć.

Wspaniałej niedzieli wszystkim życzę :-)

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Tak było w listopadzie

Dzisiaj się przejaśniło w głowie i zaświeciło słonko, na dworze też. Mogłam już od czwartku być zadowolona z siebie, bo udało mi się załatwić kilka spraw, ale smuciła mnie okropnie jedna rzecz. Niby już zapowiadało się obiecująco, ale ku mojej rozpaczy, padło całkiem. 
Medytowałam cały weekend i dziś kiedy opowiadałam koleżance o tym co mi się przytrafiło, uświadomiłam sobie, że wcale źle się nie stało. Nic nie zaprzepaściłam, upewniłam się, że drugi raz zrobiłabym tak samo. Zmieni się tylko płaszczyzna porozumienia, a ono, prędzej czy później, nastąpi.
Jestem pewna, że przyniesie to wszystkim wielkie korzyści. 
W każdym razie ja te korzyści odnajdę. 
Już tak mam, hehe

Dla odprężenia oglądałam  zdjęcia i przypomniałam sobie, że nie pokazywałam jeszcze mojego ukochanego Cmentarza na Bródnie w listopadowej aurze.To już jest naprawdę zabytek, piękne miejsce.
Opowiadałam synowi (setny raz pewnie, hehe) jak przychodziłam tu, jako dziecko, ze swoją babcią, której teraz zapalamy znicze. Poprosiłam, żeby syn nauczył swoje dzieci, pamiętać o zapalaniu lampki  na moim grobie. Syn mnie uściskał, zapewnił, że oczywiście, a na końcu dodał:

postawię im konsolę do gier, to będą przybiegały codziennie

Roześmieliśmy się, ja trochę smutno, ale czasy się zmieniają, wartości się zmieniają, kto wie...... hehe

Dobrze, ze nie ma czym się martwić, nie będzie tak źle, uświadamiane będą jeszcze cenniejsze wartości.
Ja tam w to wierzę :-))


Korzystając z pięknej pogody jak na listopad pojechaliśmy na ognisko.

 Odwiedził nas kotek :-)
  Zakwitł drugi grudzień. Ciekawe, czy wypuści jeszcze kwiaty w grudniu?

Jak na razie, jeden dzień leżał śnieg w Warszawie. Nie jestem pewna, czy cały dzień....


Chyba naprawdę przyzwyczaiłam się do bólu, bo powolutku ozdabiam bombki i to sprawia, że ciesze się, że idą święta, hehe


Pokazałam komuś moje wyroby i słyszę, że super, że mam taką radość z tego. Jemu się nic nie układa i nic nie cieszy.
Też tak kiedyś miałam, więc poradziłam coś co mi pomogło.

Poleciłam, żeby odzyskał duszę, hehe 



Bardzo się cieszę, że karty się spodobały. Będę rozwijała tę umiejętność. Już z koleżanką wymyśliłyśmy, ze będą one przekazane na aukcję dla schroniska

Na razie poszło kilkanaście bombek :-)



 Dostałam za to kalendarz z konikami :-))


 W Korabiewcach  mają oprócz psów i kotów, konie i chyba świnki, hehe. w każdym razie wszystko nadające się do jedzenia się przyda.
Można im przekazać :-)

wtorek, 5 grudnia 2017

Już robię kartki :-)

     Pogoda w Warszawie jest okropna, plucha i zimno,więc wszystko mnie boli jeszcze bardziej niż zwykle. Mimo wszystko musiałam dziś załatwić parę spraw co doprowadziło mnie do totalnego rozgoryczenia. Na szczęście bardzo niepokojąca sprawa, właśnie okazała się bardzo obiecująca. Natchniona dobrymi wieściami, przypomniało mi się kilka bardzo miłych wydarzeń.
Wczoraj będąc na ćwiczeniach pojawiła się osoba, której nie widziałam od kilku lat.
Na jej widok, serce mi zadrżało, przypomniało mi się, że po wypadku, kiedy zjawiłam się na zajęciach tai chi, dostałam od niej słonika i kartę, z bardzo miłą dedykacją, min. życzenia powrotu uśmiechu, który był zaraźliwy, hehe.
Uściskawszy się serdecznie, przedstawiłam Irenkę innej koleżance, mówiąc, że ona mnie pamięta jak ledwie na nogach stałam. A Irenka  sprostowała, że znamy się sprzed wypadku i że ogromnie się cieszy, że wrócił mi ten sam uśmiech co kiedyś :-D
No niesamowite !!!
Ten uśmiech zawdzięczam cudownemu człowiekowi, który się mną opiekuje.  I właśnie dla Niego zrobiłam kartę, a drugą dla wspaniałego człowieka, dzięki któremu mam taką możliwość.

 Karty powstały z inspiracji koleżanki, bo ja w ogóle nie mam fantazji do tego. Ale uspakaja mnie, że to na początku tak jest, potem się wciągnę. Namorduję się też równym przyklejaniem, pomagam sobie linijką itp. ale najważniejsze, że mi się udaje.
Teraz planuję zrobić kartę dla Irenki, tylko napis krótki wykleję, bo napisać to jeszcze nie potrafię :-)
Ale chyba najważniejsze, że ten uśmiech mi powrócił.
Uśmiech to otwarte serce i już na to mnie stać, hehe

Czego wszystkim życzę !!!