niedziela, 31 maja 2020

To wszyscy lubią

   Skąd ja to znam?
Często słyszałam, że to co mi się przytrafia to moja wina, sama sobie to wymyśliłam.
Sama odpowiadam, że  odbieram to co  widzę w sposób krzywdzący dla mnie.

I proszę, znalazłam cytat w książce Dalajlamy XIV potwierdzający tą teorię w jakimś stopniu.

 '.... To sam umysł  niezliczoną ilość bytów w świecie. jak i sam zawierający je świat.
Nie istnieje  żaden inny czynnik stwórczy poza samym umysłem..."

"    Budda uważał, że wszystkie istoty wywodzą się z karmy, a zatem, gdyby nie było umysłu, nie byłoby karmy "


U nas się mówi: jak czegoś bardzo chcesz to ci się spełni.

 :-))

Doprowadzało mnie to powiedzenie do szału, zwłaszcza, że nic czego chciałam mi się nie sprawdziło, tak dosłownie.
Za to niewiarygodnie cudowne spotkałam osoby i wydarzyły się niewiarygodne korzystne sytuacje.

Myślę, że to jest zasługa nazbieranej dobrej karmy, czyli umysł, który jest współczujący, tworzy współczujące wizje, które się przejawiają w życiu.

Człowiek jest w swej istocie czysty i doskonały, czyli zdolny do takich wizji, ale nie koniecznie to przejawiając. Dlatego każdy żyje w takiej wizji jaką sobie stworzył. Ale nie dlatego, że tak sobie zapragnął, tylko dlatego, że taką sobie wypracował. 

Różnica jest taka, że każdy chce, żeby mu się powodziło, żeby był kochany, żeby był zdrowy, ale nie każdy sam potrafi na to  wpłynąć, nie ma takiej mocy, nie ma takiej karmy.

    Po wypadku, na skraju wyczerpania, koleżanka wysłała mnie do specjalisty od ezosfery. Pan za pomocą różdżki, wahadełek itp. sprzętów, zdejmował z mojej psychiki blokady.
Uczył też afirmacji. Prosił, żebym sobie wyobraziła czego pragnę, jak sobie wyobrażam upragnioną  sytuację, i powtarzała to sobie kilka razy dziennie, z wielką wiarą, jakby już się to działo.
Często pytał mnie co ja bym chciała, a ja za każdym razem, chciałam żeby mnie mąż kochał. Za którymś razem, pan się uśmiał i mówi, co pani znowu z tym mężem... No dobrze, niech pani to afirmuje.
Ale widział zdjęcie męża i chyba wiedział, ze to się nie uda, stąd jego powściągliwość w zachętach.

W sklepie ezoterycznym jest dużo przyrządów,które mają odstraszać złe moce, złe energie. I choć pan o tym nie mówił, ale myślę, ze stosuje się dużo środków, żeby nie robić nikomu krzywdy, żeby wzbudzać spontaniczne współczucie i dzięki temu nazbierać jak najwięcej dobrej karmy.

Przyszedł moment, w którym pan powiedział, ze już puściły blokady, zrobił co mógł, teraz już wszystko zależy ode mnie. Trochę byłam przerażona, ze znów sama zostanę, ale powiedział, żebym się nie martwiła, wygląda na to,że jestem na drodze mistrzowskiej.

Trochę się uśmiechnęłam, bo to było całkowite przeciwieństwo tego co słyszałam  Ja wiecznie musiałam nad czymś pracować, coś opanować i w ogóle, w ogóle słabiutko.
A teraz myślę,ze może coś w tym jest :-))))

Stała się rzecz niezwykła. Przeszłam wielką rozpacz, ogromny ból,okazało się, że wszystko po to, żeby zrobić najcenniejsze odkrycie.
\ Dopóki się to nie wydarzyło, nie wiedziałam co będzie dla mnie najlepsze. Chciałam miłości, a tymczasem dostałam wolność od tego pragnienia.
Okazało się, że nie miłość innego człowieka jest mi potrzebna do szczęścia, tylko wolność od strachu przed samotnością.

Nigdy bym na nie wpadła, ze tego mi trzeba, nigdy bym nie wymyśliła takiej afirmacji,

Moje otwarte serce, otworzyło umysł, który stworzył najkorzystniejszą dla mnie wizję.

 Od tamtej pory tak mi się zdarza, że niespodziewanie pomyślnie potoczą się jakieś sprawy.

Ale nigdy nie chciałam nowych butów i nie chcę  się skupiać na takich potrzebach.
Zarzucano mi kiedyś, że nie jestem ambitna.

I to wielkie szczęście!!
Nie cierpię że mam mniej, gorzej niż inni, co w obecnej sytuacji mogłoby mnie zupełnie zniszczyć.

I tak okazuje się, że jak na taką osobę, dużo mi spada z nieba :-)

Wszystko wskazuje na to, że najważniejsze jest zrozumieć, czego tak naprawdę nam potrzeba.
Psychologowie mówią, że np. ambicja bierze się z kompleksów, agresja z samotności,, gniew ze strachu.
Moim zdaniem znalezienie przyczyny naszego nieszczęścia, uwolni nas od niego, nie samo myślenie co to ja bym chciała, żeby się stało.

Pan od ezosfery nie jest buddystą. Chociaż wierzy w umysł, uczy o karmie, uczy o medytacji i bardzo poleca, to widzi inne zastosowanie takich umiejętności.

Bardzo mi się podoba stwierdzenie Pani Olgi Tokarczuk: prawda to jest taki ogród, w którym, każdy widzi co innego.


    Moje pragnienie miłości nabrało zupełnie innego wymiaru. I jak sobie wspomnę pragnienia miłości sprzed 5 lat to były bardzo nieszczęśliwe od samego początku. Rzeczywiście, bardzo skrzywdzona osoba łatwo zauważa krzywdzące symptomy.
Jest nieszczęśliwa spodziewając się nieszczęścia. Oczywiście ktoś mógłby sprawić, aby życie było przyjemne. Ale przyjemność to nie jest szczęście. Taka subtelna różnica, ale bardzo istotna w osiągnięciu oświecenia. To jest cenna wizja umysłu.

Krzywdzące symptomy nie wróżą nic dobrego. Jeśli nie stać człowieka, żeby się przekonać, lepiej zostawić to, najpierw uleczyć swój umysł, swoje serce..

Samotność jest potrzebna aby zrozumieć

co się robi i dlaczego.

aby otworzyć serce, otworzyć umysł, aby zobaczyć  pojawiające się cuda :-)))

I można się zdziwić, że uszczęśliwia nas to, o czym w życiu byśmy nie pomyśleli.

Zaufaj  sobie


O słonko wyszło :-)))


Widzicie kiciusia?

:-))


Wczoraj przeczytałam, że Tramp chce uznania przez Chiny  wolnego Tybetu.Państwa ościenne mają bojkotować Chiny, aż uszanują niezależność Tybetu. Indie zostały zaproszone do grupy najbogatszych państw G7.

 " Jednym z najważniejszych motywów w życiu Dalajlamy jest krzewienie szacunku i porozumienia między wszystkimi religiami świata."

z wykładów 1982-1989
   " Dla wielu ludzi na całym świecie Jego świątobliwość jest żyjącym uosobieniem wszystkiego tego co dla nich prawdziwe i święte. - To w nim historia Tybetu i losy świata boleśnie splatają się w jedną całość"


Coraz bardziej widać jak się splatają, jak cenna jest nauka pokoju, przebaczenia i unikania przemocy.

niedziela, 24 maja 2020

To dobry znak :-)

     Jak już wspomniałam, oglądany wielokrotnie film 7 lat w Tybecie, uświadamia mi coraz to nowe wartości naszej natury. Z dnia nadzień zauważam przydatność tych spostrzeżeń.
Przede wszystkim pokochałam Jego świątobliwość XIV Dalajlamę i kiedy udało mi się wreszcie kupić książkę Dzogczen Esencja serca Wielkiej Doskonałości,wszędzie mówiono, że nakład  jest wyczerpany. potraktowałam to jako bardzo dobry znak.

Książka, kiedy jej nie czytam stoi na półce, aby Dalajlama XIV patrzył na mnie. Jego uśmiechnięta serdeczna twarz dodaje mi odwago.
Na filmie główni bohaterzy, Niemcy, alpiniści, uciekali do Tybetu z obozu. Wybuchła II Wojna światowa. Do Tybetu nie wpuszczano obcokrajowców, nakazano im iść do Indii. Odprowadzający ich do granicy, strażnik dał zdjęcie młodego Dalajlamy, błogosławieństwo .na szczęście. Alpinista nie chciał wziąć, mówi, że nie wierzy, że nie potrzebuje. Natrętny strażnik wciskał mu zdjęcie i ten dla świętego spokoju wziął.
Potem inna straż chciała zabić intruzów i kiedy zobaczyli zdjęcie, puścili alpinistów wolno.

Pewnie i ja wierzę w błogosławieństwo Dalajlamy :-)

Książkę czytam bardzo powoli, nie tylko dlatego, ze nie jest prosta, ale jest mnóstwo terminologii. Kidy zaczynam wnikać co określenie, słowo w sanskrycie znaczy, zapominam o czym była mowa.
Znam ludzi, którzy doskonale pamiętają terminologię, podziwiam, ale ja jestem prostym człowiekiem, więc skupię się na rozumieniu choć trochę  tego co czytam.
Oczywiście, zdaję sobie sprawę, ze nie bez powodu zostały użyte te słowa i że mogę stracić pomijając ich znaczenie. Myślę sobie jednak, ze to i tak cud, że w ogóle coś rozumiem.
Już kilka razy zauważyłam, ze książka choć napisana inaczej, potwierdza wiedzę, którą zdobyłam czytając Namkhai Norbu Mistrza Dzogczen.
Teraz mam nadzieję zrozumieć jeszcze więcej :-)

Do tej pory nie było okazji, skupiona na własnych przeżyciach, nie napisałam najważniejszego, moim zdaniem,   o  co chodzi w buddyzmie.?
Nie dawno napisałam komuś, co ja o tym myślę i wczoraj z radością przeczytałam, że Dalajlama na samym początku o tym podobnie napisał. (Tylko, ze ja tak prosto, napisałam ale sens taki sam)

cyt "Dzogczen Esencja serca Wielkiej Doskonałości"
  ...nasz umysł, jest z nami od niepamiętnych czasów, a zatem jego natura jest z konieczności dość subtelna. Na nieprzerwanej ciągłości tej subtelnej natury zasadza się potencjał osiągnięcia oświecenia, potencjał, który nazywamy nasieniem stanu buddy, pierwotną naturą. Każdy z nas ją posiada. I tak na przykład przepiękny posąg Buddy, przed którym właśnie siedzimy jest wizerunkiem stworzonym na cześć kogoś kto osiągnął oświecenie, kto przebudził się, ponieważ jego prawdziwą naturą była, jest i zawsze będzie natura buddy. Podobnie jest w naszym przypadku, i tak jak Budda osiągnął kiedyś oświecenie, my również możemy w przyszłości zostać buddami..."

wykład w Paryżu.


Wiedząc o tym już rozumiemy po co zbiera się dobrą karme, czemu chce się odkupić złe uczynki, dlaczego tak ważne jest obudzenie w sobie spontanicznego współczucia.


Cytat Buddy zamieszczony w moim poprzednim poście, poruszył serca. Zauważyłam jak różnie zareagowaliśmy. Działanie z pożytkiem dla czujących istot nie jest takie jednoznaczne i światopogląd wynikający z religii ma tu niemałe znaczenie.
Ja ucieszyłam się, ze taki przykład znalazłam, bo ktoś kto mi o nim mówił, chyba nie usłyszał, nie zrozumiał do końca, czemu taka była decyzja, to chciałam wytłumaczyć.
Teraz już rozumiem, że  wspomniano mi o takim przypadku, usprawiedliwiając siebie, pocieszając, ze może  ludzie myślą, ze zrobili złe uczynki ,a tak naprawdę nic złego nie zrobili.

Zapomniał ,chyba tylko o tym, że musiałoby to co zrobił przysporzyć dużo pożytku.

I kurcze, przysporzyło !!! :-))))).

   I chociaż sprawiony ból, prowokuje do złego myślenia o kimś kto ten ból sprawił, przypominają mi się słowa Buddy, które przytoczył Dalajlama w filmie:

      Chcesz być zbawiony?
      Nie patrz na mnie.
      Zapracuj na zbawienie..

A w książce jest cytat :Buddy, który powiedział:

   Podobnie jak złotnik,
   Który testuje swój kruszec,
   Opalając go, trąc i pocierając,
  Tak i wy musicie sprawdzić moje słowa
   I nie przyjmować ich jedynie z szacunku,
   Którym mnie darzycie"

No i wypróbowałam, próbuję cały czas.

Zrozumiałam z tego, ze nie potrzeba się ograniczać, tresować, ale żyć i reagować na to co się dzieje.
Wiedza o wartości naszego życia, o karmie, o sposobach pokonywania  naszych błędnych działań, ma nam pomóc je przekształcić w stan oświecony, ma nam pomóc to zrobić.
Dzogczen uczy, ze trzeba być obecnym, świadomym tego co się dzieje.i dlaczego.
A bardzo często przydaje mi się, aby nie być zazdrosnym, zawistnym, rada :Trzeba przyjąć to takie jakie jest! Każdy sam zapracuje na swoją karme, nie trzeba nikomu źle życzyć. Jak to mówiła moja babcia : jak sobie pościelesz tak się wyśpisz.
Tylko, że jak sobie pościelesz teraz, tak będziesz się wyspiać przez długi, długi czas.

 O intencji naszego postępowania pamiętajmy
I z moich doświadczeń wynika, że w końcu nie trzeba się pilnować, spontanicznie mamy czyste reakcje.


Przypomniał mi się jeszcze fragment z filmu, w którym tłumaczy się, że ludzie w Tybecie chodzą na pielgrzymkę do świętych miejsc. Im droga trudniejsza tym lepiej. Mają nadzieję, że ten wysiłek zmyje ich złe uczynki.

   


Pozdrawiam serdecznie :-))


 

wtorek, 19 maja 2020

To się na pewno przyda

     cyt.

"..... W końcu nie widział innego wyjścia jak zabić przyszłego rabusia, mimo iż wcześniej złożył przed Buddą ślubowanie, że nie będzie odbierał życia innym istotom. Bardzo zawstydzony tym, co uczynił, po powrocie z wyprawy, udał się do Buddy i wyznał mu swój zły czyn. Budda jednak powiedział mu, że nie uczynił nic złego, gdyż jego intencją nie było zabieranie, lecz ratowanie życia. Co więcej, ponieważ, faktycznie  ocalił on życie setkom ludzi oraz ocalił złodzieja od bardzo negatywnej karmy,  zamordowania wielu ludzi i od nieuchronnej konsekwencji takiego złego czynu, Budda wyjaśnił, że to co zrobił kupiec, było w istocie działaniem pozytywnym. Ponieważ intencje leżące u podstaw działania, uważane są za tak istotne, ponieważ wszelka praktyka w mahajanie podejmowana jest dla dobra innych..."

Namkhai Norbu "Kryształ i ścieżka światła"

Kiedyś ktoś zapewniał, ze można zostać oświeconym jak się kogoś zabije. No i znalazłam cytat potwierdzający tą tezę. Z naszej rozmowy nie wynikało, żeby ten ktoś zrozumiał dlaczego. Co prawda, nie dałam mu dokończyć wypowiedzi, więc może wie. Tak czy siak, albo się dowiedział teraz, albo ja się dowiedziałam. Tylko się cieszyć.

Praktyka podejmowana dla dobra innych.........! - tak uczył Budda

    Oglądam wielokrotnie film "Siedem lat w Tybecie" i za każdym razem zapamiętuję nowe cenne  wypowiedzi, Buddy, Dalajlamy, Tybetańczyków, świadomości dla nas ludzi zachodu odmiennej.

Ostatnio utkwiła mi teza, że wrogowie są po to byśmy  ćwiczyli się w tolerancji i współczuciu.

Niedawno okazało się, że od wielu lat mam jednego i jedynego wroga. O, to dopiero był niezwykły związek, hehe, a ja myślałam, ze to takie romantyczne. :-))
Rzeczywiście współczucie jeszcze bardziej mi się rozwinęło, nie jem mięsa. Po prostu, mój organizm na samą myśl się buntuje. Co prawda zaczęło się od racjonalnego odżywiania, ale wtedy nie zabrania się, tylko ogranicza takiego białka.. Ale poszło dalej.
Tolerancja - może to zrozumienie dla mamy, którego nigdy wcześniej nie było.

W każdym razie, zmiana jest jedna, ale ogromna w moim odczuciu. Ja wszystko zrozumiem, ja wszystko przyjmę takie jakie jest, ale podoba mi się to co pełne miłości, uczciwości, szacunku czyli mądrości, reszta mi się nie musi podobać. A zwłaszcza nie będę stać obojętnie jak inni są krzywdzeni. Uczulona jestem zwłaszcza na pouczanie przez tych, co nie rozumieją o czym mówią i pokazują swoim zachowaniem, na swoim przykładzie, ze są dalekie od istoty czystej i doskonałej.
Chociaż uważają, że blisko.
I to właśnie trzeba przyjąć takie jakie jest, ale być świadomym co tak naprawdę się dzieje i dlaczego.

Nieoczekiwanie stałam się wojownikiem, hehe



Miałam jeszcze wiele cytatów, ale mi wyleciały z głowy. Znak, że koniec na dziś.. :-))

U nas zimno, pada, ale ruszyli ludzie z domów.
Tak sobie myślę,ze dobrze, ze nie jest gorąco, bo byśmy się ugotowali w maseczkach. I dzieci leciały by na place zabaw. A tak siedzimy w domu jak trzeba.

A co u was słychać?


Spacer nad Wisłą :-))

wtorek, 12 maja 2020

Dzień Zwycięstwa

    8 maja imieniny Stanisława, przede wszystkim wielkie święto, kiedy żył mój najukochańszy dziadek Stanisław. Imieniny mojej mamy, która dostała imię po swoim ojcu. I mój siostrzeniec dostał tak na imię na moją prośbę. Ponieważ jest Włochem to drugie imię ma po dziadku z Włoch i tam używa włoskiego imienia.
Okazało się, że urodził się w dniu swoich imienin w listopadzie. Nikt z nas nie wiedział, że takie imieniny są dwa razy w roku. Ale ponieważ tylko my używamy imienia Stanisław, to my decydujemy, ze imieniny obchodzi jak wszyscy z naszej rodziny, czyli w maju.
Jak był mały mówiliśmy Stasiu królu złoty.
I rzeczywiście robi się podobny z charakteru do króla: uczciwy, szczery, odważny, uparty.
Ponieważ w święta bardzo doceniłam swoją mamę, jestem zdania, że może być do babci podobny :-))
Rzeczywiście na króla by się nadaje !!!
Mam nadzieję, że nikt nie zabije w nim takich cech.

Kiedyś honor kojarzył mi się z ambicją, ale honor to przecież uczciwość.
.
     9 maja były urodziny cioci.

     Przede wszystkim 9 maja obchodzimy zwycięstwo nad faszyzmem, pokonanie III Rzeszy.


Dla Polaków 10 maja może okazać się zatrzymaniem faszystowskich metod, czy tez komunistycznych, jak oceniają niektórzy, dzięki niedopuszczeniu do przeprowadzenia Wyborów.
Faszyzm i komunizm dwa totalitaryzmy przeciwne demokracji.

W ostatniej chwili Wybory zostały odwołane. Jesteśmy na ustach całego świata.
Wiele osób twierdzi, że przeprowadzenie wyborów korespondencyjnych zaprzecza konstytucyjnym prawem do głosowania, ale ja uważam, ze samo ugięcie się władzy przed opinią publiczną, to już jest wielki sukces.
Im dłuższy czas do Wyborów tym większa szansa, że zobaczymy wszyscy jak traktowani są ludzie, jakie znaczenie ma demokracja i jakie są konsekwencje kupowania opinii. Ten rząd co dawał, będzie musiał sam zabrać.
Już widać, że tak naprawdę nie chodzi o pomoc ludziom chodzi, co manipulację, żeby osiągnąć cel, władzę.
Kryzys ekonomiczny i tak się na coś zwali.
Innych się zastrasza.

Trzeba mówić, trzeba słuchać, to jest patriotyzm.
Oczywiście może tak być, że ktoś ceni totalitaryzm, oby tylko wiedział co to tak naprawdę znaczy, co to tak naprawdę jest i czy to jest wolność?

Totalitaryzm (dawniej też: totalizmłac. totalis – cały, całkowity) – system rządów (reżim polityczny) oparty na obowiązującej wszystkich ideologii, w którym państwo w pełni kontroluje społeczeństwo i stara się nadzorować wszystkie aspekty życia publicznego i prywatnego na tyle, na ile jest to możliwe[1][2].


Ktoś powiedział, ze nie każdy jest gotowy być wolnym.

A czy Polacy są?


niedziela, 10 maja 2020

"Dzogczen. Esencja serca Wielkiej Doskonałości" XIV Dalajlama Tenzin Gjatso

cyt. z portalu Rogaty Budda

To najobszerniejsza, a zarazem najbardziej szczegółowa praca ze wszystkich dostępnych publikacji poświęconych tematyce dzogczen. Nauki te dotyczą Wielkiej Doskonałości, esencji serca pradawnej tradycji njingma buddyzmu tybetańskiego. Podejmując ten ezoteryczny temat – po raz pierwszy w formie drukowanej – Jego Świątobliwość ukazuje czytelnikom tajniki jednego z najgłębszych i najdonioślejszych systemów buddyjskiej medytacji. Omawia przy tym filozoficzne podwaliny tego systemu oraz obecne na jego gruncie praktyki, uwzględniając podejścia różnych szkół i różnych nauczycieli.
W swojej pracy Jego Świątobliwość składa hołd wyjątkowości dzogczen i umieszcza te nauki w szerszym kontekście ogólnie pojętego buddyzmu tybetańskiego. Prezentuje również esencję praktyki dzogczen i udziela odpowiedzi na takie pytania jak to, dlaczego Wielka Doskonałość nazywana jest zwieńczeniem wszystkich pojazdów, jakie są jej szczególne właściwości i z jakimi podstawowymi zasadami innych ścieżek powinni być zaznajomieni adepci dzogczen.
Jego Świątobliwość XIV Dalajlama uważany jest za czołowego buddyjskiego przywódcę naszych czasów. Jako przebywający na uchodźstwie duchowy zwierzchnik narodu tybetańskiego jest zarazem wyjątkowym nauczycielem, uczonym, laureatem pokojowej nagrody Nobla i autorem ponad stu książek.
Recenzja z Publishers Weekly:
Jak wszystkie tradycje mądrości, buddyzm korzysta z przekazu swych licznych doktryn i metod z pokolenia na pokolenie. W swej tybetańskiej odmianie przywiązuje również wielką wagę do tego, aby linia nauk pozostawała żywym, ludzkim doświadczeniem. Dzogczen, dosłownie ‘wielka doskonałość’, to kluczowe nauki szkoły njingma buddyzmu tybetańskiego, sprowadzone do Tybetu w VIII wieku przez Padmasambhawę, uważanego do dziś za drugiego Buddę. Jego imponujący dar przekazany zostaje w postaci niniejszego zbioru publicznych wykładów, udzielonych przez Jego Świątobliwość XIV Dalajlamę w latach 1982-1989. Jak ujął to Sodzial Rinpocze (autor Tybetańskiej księgi życia i umierania) w swojej przedmowie, „Otrzymanie tego rodzaju nauk od Jego Świątobliwości jest czymś niezwykłym”.
To rzeczywiście szczególny dar dla doświadczonych adeptów buddyzmu tybetańskiego, dar który nie tylko jawi się jako wyjątkowy akt szczodrości największego żyjącego mistrza tej tradycji, ale również pobrzmiewa pełnym współczucia autorytetem nieskalanej czystości, która zdołała zachować się przez ponad dwa tysiące lat tybetańskich dziejów. Dla początkujących, ten złożony system będzie prawdziwym wyzwaniem – o ile nie okaże się ponad ich siły – jednak większość czytelników z radością przeczyta dwa krótkie wykłady zamieszczone w apendyksie, i z pewnością odnajdzie w nich wiele mądrości. Njoszul Khenpo Dziamjang Dordże oraz Dalajlama przemawiają tam łagodnie, acz w pełen mocy sposób, do ludzi żyjących w tym krzykliwym, chaotycznym, rozpędzonym świecie – jeśli tylko zatrzymają się oni na chwilę, by posłuchać.

Książka Dzogczen Esencja serca Wielkiej Doskonałości - Dalajlama XIV - zdjęcie 1

poniedziałek, 4 maja 2020

To jest dopiero "Love story"

      Mam  trzeciego kota. Straszna łobuzica. Prycha, warczy, drapie, ale myślę, że nas polubi. Mieszkała tu jak była malutka i czuje się tutaj dość swobodnie. Wszyscy muszą uważać, żeby się nie rzuciła. Chyba jest odważna, łapie muchy, włazi w kąty.
 Przywieźli mi na majówkę pięć kotów, ale ten tylko przychodził, reszta się schowała. Wyszły dopiero jak usłyszały głos swojej pani. Wtedy dopiero pobiegły do miski i do kuwety :-)
Domownicy, dwa koty, utknęły na szafie i to dwa na raz, tak jeszcze nigdy nie było.




Tak się złożyło, że po moim ostatnim wpisie, ktoś przypomniał post z lipca 2015 roku "Love story"

No i przypomniałam sobie od czego się zaczęła, moja rozpacz z niespełnionej miłości.
Po tylu latach wreszcie się uwolniłam od smutku z tego powodu. Doceniłam wszystko co dzięki temu zrozumiałam. Dlatego też wiem, że musiałam poczuć to co poczułam. Moim zdaniem nie jest tak, ze trzeba się wyzbywać tych uczuć, takich przeżyć, jako coś niewłaściwego.I pewnie dlatego, że mi odbierano prawo do tego, zrozumienie trwało tak długo i boleśnie.
Mijanie miłości zdarza się i raczej nie to mnie zdołowało, tym bardziej, że byli chętni, żeby to zrekompensować.
Czułam się gorsza i ciągle chciałam sprostać oczekiwaniom, kogoś  lepszego.
Taki błędny wizerunek drugiej osoby, można powiedzieć, moja wina, sama sobie taki tworzyłam.
Ale, ale....
Jeśli ktoś miłości nie czuje, to czemu nie odchodzi, tylko korzysta ze swojej boskość w mich oczach, i oczekując dostosowania się do warunków jakie wyznacza ?
Robienie, od czasu do czasu, wyjątkowo hojnych przedsięwzięć, z perspektywy czasu, okazuje się, poprawianiem sobie nastroju, nie mi. Pewnie ego od tego lepiej się czuło:taki dobry jestem, a ona niech korzysta, cieszy się życiem.
No ciekawe jakim życiem tak naprawdę?
Pamiętam, ze kiedyś po mojej dość burzliwej reakcji na "nielojalność" pojechaliśmy do Rzymu. Kiedy pokazywałam zdjęcia koleżankom, stwierdziły, ze wyjazd był bardzo udany. Starałam się doceniać i cieszyć widokami, ale serce pękało niestety.
Teraz widzę, ze moje uczucia wcale się nie liczyły.A ja łudziłam się, że jest jakiś tajemniczy związek między nami, taka miłość romantyczna. hehe.

Nie chodziło o miłość.
Ja musiałam to wszystko przeżyć, mieć taki związek, żeby zrozumieć dzogczen, żeby zrozumieć przywiązanie. I to jest dopiero sukces!!

Przyjmij to takie jakie jest.
Ale najważniejsza jest jednak świadomość, co się tak naprawdę robi i dlaczego.

Cyt z ulubionej piosenki "pokaż na co cię stać i to nie jeden raz", okazało się, że na to mnie stać :-)))


Takie czasy
    Okazuje się, że łamanie Konstytucji to jest symbol obecnego rządu. Ludzie się boją, a brak kontaktów osobistych z powodu kwarantanny, ogranicza konsultacje, rozmowy na temat jak się przeciwstawiać dyktaturze.
Teraz możemy sami się poczuć powstańcem. Ile to wymaga odwagi. Jaka to musi być wola bycia wolnym człowiekiem w wolnym państwie.
Powstańcy szli na śmierć, ale stanęli do walki. Teraz śmierć nam nie grozi, będziemy patrzeć jak zabierają nam godność, wiarę w siebie.

Powstańcy staruszkowie 1 sierpnia, przypomnieli, że są przeciwni faszyzmowi.

Już wszyscy wiedzą, ze wybory będą sfałszowane. Moim zdaniem, jeśli ktoś nie chce nikogo poprzeć, bo nikomu nie ufa, to niech skreśli ze trzy osoby, żeby głos był nieważny. Nie głosowanie ułatwi postawienie krzyżyka tam gdzie będzie komuś odpowiadało. Słyszałam, ze oddanie pustej karty, oznacza, ze się zgadza z teraźniejszą władzą.

Też się boję, co to będzie, ale jestem starej daty, pamiętam przeciwstawianie komunizmowi, Polacy zawsze cenili demokrację. Mam nadzieję, ze chwilowa wygoda, nie stępi realnej oceny tego co się dzieje.
Kryzys ekonomiczny, wirus, susza nas dręczy, to choć wolność niech zostanie

piątek, 1 maja 2020

o Tai Chi w Dzień Dobry TVN

   Czas pandemii  to dobry moment na to, żeby zacząć ćwiczyć Tai Chi.

W wywiadzie w TVN przedstawiono zalety ćwiczenia Tai Chi.
 Na moim przykładzie widać jak bardzo są prawdziwe. Uszkodzenie mózgu spowodowane krwiakiem, nie wróżyło dobrze. Radzę sobie i to jest najważniejsze, to jest cud, na który sama miałam wpływ.

 Nie jest to recepta dla każdego. Urazy mózgu zabliźniają się indywidualnie. Niektórzy zostają rośliną, nie wiedzą co się dzieje i nie dowiedzą się nigdy, albo nowe komórki bardzo powoli tworzą.
Ja po prostu miałam ogromne szczęście. Dodatkowo trafiłam na niezmiernie pomocne osoby, fachowców, ale każdy bardzo się cieszył, że ćwiczę Tai Chi i bardzo zachęcał! Leki biorę, ale dopiero teraz widać, że trochę działają.
To jest recepta dla wszystkich innych!

Warsztaty w 2015 roku w Krakowie, po wypadku. Ledwie chodziłam, ręce mi się trzęsły,wszyscy mi pomagali. To było szaleństwo, ze pojechałam. Od razu widać, że byłam niespełna rozumu i rozsądku. Ale  w tym przypadku, to akurat było zbawienne :-))







cyt,

 "Odprężenie, relaks, większa sprawność fizyczna, poprawa równowagi, poprawa koncentracji i funkcjonowania mózgu.

Tai Chi jest chińską sztuką medytacji w ruchu. Jest system ćwiczeń ruchowo-oddechowych wywodzących się z chińskich sztuk walki, mających dobroczynny wpływ na ciało i umysł.


Największe korzyści, jakie płyną z Tai Chi:
- odprężenie
-relaks
- wyciszenie
- większa sprawność fizyczna i lepsza koordynacja ruchowa
- poprawa równowagi
- pogłębianie świadomości ciałą
- poprawa koncentracji i funkcjonowania mózgu
- wzmacnianie mięśni, ścięgien, stawów
- poprawianie funkcjonowania układu krążenia i oddechowego


Obchody światowego  Dnia Tai Chi zapoczątkowane zostały w USA w 1999 roku. W Polsce święto jest obchodzone od 2003 roku. Tego dnia "fala Tai Chi" przetacza się przez cały glob. Podstawą formą obchodów stały się otwarte plenerowe spotkania."


Taoistyczne Tai Chi jest ćwiczone w 25 krajach.

Jestem członkiem Stowarzyszenia Taoistycznego Tai Chi od 16 lat i dziś myślę, ze to było przeznaczenie, ale żeby się o tym przekonać trzeba było spróbować.
Mój nieletni syn, chciał chodzić na tai chi,  bo myślał, ze uczą sztuki walki. Instruktor się zgodził,, żeby przychodził, ale z opiekunem. Siedziałam w kącie patrząc jak ćwiczą. Mój syn kiedy się zorientowała, że nie uczą walki, zrezygnował, zaczęłam ćwiczyć ja :-)))
Ze sztuki walki na pewno jest wypracowanie mięśni bez użycia przyrządów. Dzięki temu, niektórzy wstają z wózka, bo nogi robią się silne.

A to jest mój Mistrz Moy Lin Shin założyciel Stowarzyszenia Taoistycznego Tai Chi, które w tym roku obchodzi 50 lat. :-)))
Mistrz Moy  był chory, ale całe życie nauczał i praktykował sztuki taoistyczne. Można o nim przeczytać np. tu.

Mistrz Moy miał wiele współczucia i chciał pomóc wszystkim ludziom:
cyt.
Wizja mistrza Moy pomagania ludziom  wyrażała głęboką znajomość sztuk taoistycznych zarówno fizycznych jak i duchowych.
 Zachęcał swoich uczniów aby  zdrowie traktowali całościowo. 
W taoizmie harmonijne współdziałanie ciała, umysłu i ducha jest środkiem do osiągnięcia dobrego zdrowia. 
Kiedy uczniowie stają się wewnętrznie harmonijni  mogą wzbudzać harmonię w innych i w otaczającym ich świecie.
 Osobisty przykład mistrza Moy bezinteresowności dawania i współczucia pomógł wielu osobom, 
a głębia jego rozumienia sztuk taoistycznych pomogła odzyskać wiele utraconej mądrości starożytnych mędrców taoistycznych

https://www.youtube.com/watch?v=f9BFWJsrmSY


Taoistyczne tai Chi nie jest jedynym miejscem uczenia, ale Stowarzyszenie nie jest nastawione na zysk, płaci się tylko składkę na utrzymanie lokalu, wody, środków czystości itp., bo takie zasady wprowadził Mistrz Moy, po to, to, aby ćwiczenie było dostępne dla wszystkich ludzi. Instruktorzy są wolontariuszami.

Serdecznie polecam :-) Nigdy nie wiadomo kiedy się może przydać, Najlepiej zacząć, kiedy jest się zdrowym,  to często chroni przed zachorowaniem.

sobota, 25 kwietnia 2020

Kwarantanna przydaje się ?!


       Pewnie teraz już wszyscy rozumieją  jaka jest różnica: nie robić czegoś, bo się nie chce, a nie robić, bo nie można. :-) Przyznacie, że to zmienia postać rzeczy. Okazuje się, że nie jest tak prosto z tego korzystać.Małe wydarzenia, które kiedyś wydawały się nieistotne, teraz mają wielkie znaczenie. Albo, koniecznie trzeba trzeba wyjść :-)
Ja jestem na odosobnieniu od długiego czasu i wydawało mi się, że bardzo je polubiłam bo odkryłam wielką moc w sobie, hehe. A tymczasem to jeszcze nie było to. Wspólne ćwiczenia tai chi, wspólne nauki, spacery, teatr itd, powodowało, że taka znowu samotna to ja nie byłam.
Koronawirus dopiero spowodował, że muszę sama zapanować nad tym co mi potrzebne, aby nie stracić tego co już osiągnęłam.
Najważniejszy jest dla mnie ruch, aby nie stracić możliwości chodzenia.  Robienie długich spacerów stało się niemożliwe, więc musiałam pilnować się do robienia ćwiczeń tai chi.
Najpierw to był ogromny przymus. Musiałam się nauczyć i wprowadzić taki nawyk. Robiłam po trochu, bo mi się dłużyło, ale co i rusz. Dziś, kiedy wspólnie z grupą, o jednej godzinie, stajemy do ćwiczeń przez pół godziny, mając jedynie świadomość, ze wszyscy znajomi to robią, bo się nie widzimy, nikt nie prowadzi, zrobiłam ciurkiem ćwiczenia podstawowe. Przekonałam się po raz kolejny, ze grupa ciągnie :-)
Teraz już można wychodzić do lasu, itd. ale był czas, ze wychodziłam tylko po zakupy. Ćwicząc w domu, przypominałam sobie, co mówili instruktorzy na warsztatach, czy na zajęciach. 
Zachęcali do codziennych ćwiczeń , tak uczył Mistrz Moy. Wydawało mi się, że ćwiczę dużo, że wystarczy. I mocno się zdziwiłam, kiedy nagle  poczułam siłę w rękach, kiedy poczułam podnoszenie się i otwieranie  klatki piersiowej, opadanie kręgosłupa lędźwiowego. No niesamowite. Słyszałam o takich umiejętnościach  od lat, Trzeba czekać, myślałam. A kiedy syn mnie przekonywał do włożenia siły w dłonie, myśląc, że  coś np. przesuwam, stukałam się w głowę, gdybym doskoczyła , stuknęłabym jego.
A tymczasem kwarantanna w koronawirusie przyśpieszyła to osiągnięcie.

Niestety ćwiczenia nie wystarczają, biorę lekarstwa, trudno, robię co mogę, żeby się ratować.

.     Powolutku czyszczę te miejsca, gdzie nie zaglądałam, chyba nigdy. A to jakaś półka jest uprzątnięta wreszcie, a to jakieś drzwiczki przetarte od środka, a to wyrzucone jakieś rzeczy 'przydasie". Wyrzuciłam wreszcie kalanchoe, które zgubiło listki i nie odbiło. 
Kupiłam w zamian kocimiętkę i takie coś białe. Kocimiętka ma zapach odstraszający komary i muchy, a  pszczoły ją lubią, więc chyba dokupię sobie jeszcze kilka. Mają ładne fioletowe kwiatuszki. Wczoraj przyleciał bąk, może widać? i osa olbrzymka.oj




Te kwiatuszki są jeszcze w odcieniach fioletu i kwitną przez całe lato, umiarkowanie   podlewane.


Chodzenie w maseczce jest uciążliwe. Po spacerze, zakupach, mniej więcej tak się czuję :-)
Pewnie nauczę się jak już nie trzeba będzie zakładać




 Musze  pilnować  odżywiania. Nie mam ciągotów do słodkiego, ale za to, co chwila bym coś skubała. To jest bardzo zdradliwe. Ćwiczę silną wolę cały czas, uch.
Ale nie powiem, mam sukcesy :-) W porównaniu z tym co mi się chce, tylko czasem sobie odpuszczam. Tylko myślę często.
Za to gapię się w tv często. Obejrzałam film Seksmisja, bo zawsze mnie bardzo bawił humor Juliusza Machulskiego. Dodatkowo chodzenie w maseczkach bardzo przypomina tamten klimat.
I zdziwiłam się bardzo, kiedy zobaczyłam, że wszystko się zgadza z naszymi czasami.Nie tylko maski. Ciekawe, czy pan Juliusz podejrzewał 40 lat temu, ze takie czasy nadejdą, że znajdzie się ktoś, kto zmanipuluje świat dla swojej wygody.
Naprawdę warto  zobaczyć jak się tworzy ideologię wykorzystując słabość, lęki ludzi. Ideologia, która jest wymysłem, a nie prawdą. I kto na tym tak naprawdę korzysta? 

    Dziś obejrzałam mój ulubiony film "7 lat w Tybecie" gra Brad Pitt. Pewnie już setny raz. I pierwszy raz dotarły do mnie słowa Brada Pitta" kiedy to zrobiłeś życzyłem ci śmierci, ale teraz, życzę ci, żebyś żył ze świadomością tego co zrobiłeś, jak najdłużej"

Te słowa zamknęły kolejny rozdział w moim życiu. pewnie jeszcze trochę potrwa zanim się całkiem przestawią moje myśli, ale to długo nie potrwa.

Pamiętam takie powiedzenie: na jedną miłość, najlepsza druga miłość.

Z moich doświadczeń, wynika, że druga miłość jest dobra o tyle, ze dowartościowuje osobę odrzuconą. Mnie bardzo dowartościowała. To było coś niesamowitego.
Ale ostatnio nie zostałam odrzucona, tylko miałam polubić życie w takich warunkach jakie mi się trafiły.
Takie życie odrzuciłam ja.
Zdziwiło to tych, którzy myśleli, ze medytacja mnie uspokoi i ułagodzi. Tymczasem, medytacja sprawiła, że znalazłam szacunek dla siebie, odwagę, szczerość. Nikt się nie spodziewał, ze taka sirota ma taką karme !
Sama się dowartościowałam, uwierzyłam w siebie, zaufałam sobie..
Skorzystałam z nauk, Bon, z nauk Mistrza Dzogczen, z nauk Taoistycznego Tai Chi, fizjoterapeuty, psychologa, dietetyka, i życzliwych ludzi.
Udało się i to jest osiągnięcie na zawsze:-).

Taka to moja historia. Wszystko musiało się wydarzyć, krok, po kroku. Już teraz jestem pewna, ze gdyby człowiek nie poczuł się źle, to nic by nie zmienił. Je na pewno nie zmieniłabym, bo tak wychowywana byłam w jednym domu, potem w drugim. Musiałam sama zrozumieć, a nie słuchać.
Warto było poczuć taką rozpacz, taki ból :-)

To jest różnica myśleć optymistycznie, bo trzeba, bo tak radzą, a myśleć optymistycznie, bo tak przychodzi do głowy.

Dziękuję wszystkim, za prowadzenie bardzo optymistycznych, serdecznych blogów, z obrazami pięknego świata , za dużo ciepłych komentarzy i prezentów.

Wszystkiego dobrego kochani :-))))

niedziela, 19 kwietnia 2020

Kryształ i Ścieżka Światła - książka

         Jestem pod wrażeniem nauki dzogczen i dlatego o tym piszę.Moim zdaniem przyswojenie choć jednej praktyki sprawi, ze życie będzie lepsze, szczęśliwsze, spokojniejsze dla nas i otoczenia.
Opowiadam to co zrozumiałam, czego doświadczyłam i co sprawiło, że widzę sens mojego życia.
 W książce Kryształ i ścieżka światła jest ogrom wiadomości. To o czym wspominam, to tylko namiastka. . Ale serdecznie polecam tą lekturą.  Jeśli ktoś wybrał praktykę, to nie przeszkadza wiedzieć o innych praktykach.

       Praktyka dzogczen  prowadzi. do wydobycia z nas spontanicznego współczucia, uwolnienie od ego ,dzięki większemu zrozumieniu świata.
.Uważam, że bardzo trafnie  nasza noblistka napisała: prawda to jest taki ogród, w którym każdy zobaczyć może co  innego

Dzogczen nie opiera się na Bogu, ale na umyśle, na ciele, na energii.
Cierpienie bierze się z nagromadzonej karmy, z dualizmu odbierania tego co nas spotyka.

Dopóki jest ego, jest dobro i zło. Człowiek to tworzy
cyt. z blogu Przebudzenie.bez nas nie byłoby dobra i zła, takie zachowania nie istnieją w naturze.
W naturze wszystko działa tak jak powinno, trawa jest zielona a niebo błękitne.Oświecony stan jest naturalny w nim wszystko jest takie jakie jest.Nie znaczy to, ze  robi się podłe rzeczy i poczucie krzywdy zwala się na niedoskonałość innych. Tak po chłopsku mówiąc, w oświeconym stanie nie ma oceny na dobro i zło, po prostu nie dzieje się krzywda. Człowiek w swej istocie jest czysty i doskonały, ale dopóki nie jest w stanie naturalnym, ta doskonałość się nie ujawnia  . Noworodek jest w stanie naturalnym :-) a potem jesteśmy uwarunkowani przez środowisko. Kombinujemy :-)
Tak to zrozumiałam, tak sobie to wyobrażam.
Nie dla każdego, kto się o tym uczył, jest to oczywiste.
 
     
Bez względu co się ze mną działo, byłam wyczulona na ludzkie troski. Po 15 latach mój serdeczny przyjaciel powiedział, że był zdumiony, ile  ludziom pomagam, choć mi ciężko. Ja tego nie  pamiętam, ale może coś w tym jest, skoro on pamięta aż do teraz.
Nie spodziewał się, że tak się potoczy mój los. Ja też nie, uch
Drastycznie zmieniło się wszystko w okół, ale zrozumiałam, ze  teraz moje  życie jest dobre. Myślę, że dostałam je, bo była we mnie ta najcenniejsza umiejętność: współczucie. I Papież Franciszek powiedział, ze współczucie jest najważniejsze !
 Okazało się, że to wszystko co robiłam było właściwe i przeszłam do następnego etapu rozwoju.

Nasze zachowanie, nasza karma zapewniają nam jaki los nas będzie spotykać. Im więcej zasług, tym lepsza karma i mniej cierpienia. Karma to jest zrozumienie.
Namkhai Norbu uczy, zeby być uważnym, odpowiedzialnym, obecnym tu i teraz,


Można nabrać takich nawyków, można spróbować :-) Myślę, że warto


       My lubimy stawiać sobie cel, zwyciężać za wszelką cenę, ewentualnie bohatersko przyjmować porażkę, ale z poczuciem, że jak nie teraz, to następnym razem.
To czemu nie postawić sobie takiego celu? Z czasem zmieni się nasze podejście, aby tylko zacząć.
Cel jest irracjonalny, a my jesteśmy przyzwyczajeni do satysfakcji naszego ego, ale za to zaskakująco zadowalający. :-)
Zamienimy zadowolenie na szczęście.
Przejęta moim postem blogowa przyjaciółka, napisała

Nigdy nie myślałam o przywiązaniu w kategoriach zawiści, zazdrości, żalu czy poczucia krzywdy. Przywiązanie zawsze kojarzyło mi się z miłością, poczuciem bezpieczeństwa, odpowiedzialnością, stałością, trwaniem. Jestem chyba człowiekiem z rodzaju "drzewo", silnie zakorzenione w rodzinie, tradycji, to daje mi silę w trudnych chwilach, jak to mówią "trzyma przy życiu". Ale każdy człowiek jest inny, nie ma uniwersalnej recepty na szczęście. :

Dla mnie też tak było wiele lat. Bardzo pragnęłam mieć szczęśliwą, pełną miłości rodzinę, aby móc czerpać z niej siłę do życia.. I pewnie, gdyby się udało, miałabym takie samo spostrzeżenie na temat przywiązania, to samo dobro.  No ale potoczyło się inaczej.
Wiara w siłę rodziny stworzyła przywiązanie, które niespełnione, o m ało nie przypłaciłam życiem.


I moje dzieci postanowiły radzić sobie samemu. Szanuję to, choć na początku serce pękało. Bo ich samodzielność powodowała, ze czułam się niepotrzebna. i jeszcze bardziej samotna.
Jestem ich przyjacielem, ale przede wszystkim oni sami muszą być dla siebie najlepszymi przyjaciółmi
Ja nie byłam pewna siebie i musiałam liczyć na łaskę. Często bardzo dobrzy ludzie mnie lubili, ale dwa razy tak się nie stało i to była tragedia. I dlatego nie chcę, żeby byli zdani na kogoś, chyba, ze podejmą taką decyzję. Chcę, żeby wierzyli w siebie, a potem w dobrych ludzi.
Dobrze, że . polubiłam samotność i jestem swoim najlepszym przyjacielem.
Na szczęście otrzymuję  wsparcie w najmniej oczekiwanym miejscu, w dodatku od obcych ludzi. Uważam, że to nie jest mała rzecz,  to wielkiej rzecz.

Praktykuję tantrę  dla dzieci. Praktykuję też wyrzeczenia. To jest największa pomoc, jaką mogę dać.  Będzie co ma być, chciałabym tylko, żeby odnaleźli naukę w tym co się zdarzy. Tym bardziej, kiedy im się  powiedzie, bo zadowolenie, czasem, stępia spostrzegawczość.

Uwolnienie do przywiązania, to jest uwolnienie od oczekiwań, od pragnień
Gdybym nie oczekiwała wiele, niewiele bym cierpiała.

Ale nie jest tak, że nie trzeba robić nic. Trzeba żyć z pożytkiem dla wszystkich czujących istot.
Trzeba się odnaleźć w takiej rzeczywistości w jakiej się znajdujemy. Tu ukazuje się nasza karma, tu na  karmę pracujemy.
Jesteśmy ludźmi, więc musimy dbać o nasze środowisko, żyć z pożytkiem. Zwracać uwagę na cudze cierpienie, nie być obojętnym

Teraz ważne są wybory, aby uwolnić naród od manipulacji, od nienawiści, abyśmy żyli w demokratycznym kraju.

      W moim tybetańskim sklepie Desis, wisi mniej więcej taki napis, życzymy wszelkiej pomyślności, aby można było się nią dzielić :-)

Wielokrotnie korzystałam z  pomyślności innych, i to niemałej.
Właściwie tylko raz ktoś był do tego zmuszony. No ale cóż, widocznie taka karma. Może się to jeszcze odmieni i poczuje taką potrzebę :-)


Z wielką radością przeczytałam :

Cyt.
W rzeczywistości ten pozornie zewnętrzny świat  jest przejawieniem naszej własnej energii.

Jakakolwiek myśl lub wydarzenie się pojawi, to jednak natura umysłu nie zostanie przez to uwarunkowana i nie rozpocznie osądzania - będzie po prostu odbijać wszystko, co się pojawi, jak czyni to zwierciadło, zgodnie z własną naturą.


Wielokrotnie słyszałam te słowa, wypowiadane z naganą dla mnie. Miałam zrozumieć, że to co widzę to moja błędna interpretacja.
A tymczasem okazuje się, że ktoś po prostu chciał się usprawiedliwić, że robi krzywdę..Wygodniej zrzucić winę na czyjeś odczucia, i dzięki temu nie mieć poczucia winy.

Wreszcie zobaczyłam to co odbija się w lustrze,. Bo nie o to chodzi, żeby nie widzieć złego. Tylko reakcja na to co się odbiło było przejawem mojej energii, byłam zrozpaczona. I całe szczęście, bo zaczęłam szukać lekarstwa na te reakcje.

Wyleczyć chorobę można tylko wtedy, kiedy wiadomo czym jest spowodowana. Tybetańscy lekarze każde schorzenie leczą indywidualnie, nie leczą objawów tylko przyczynę.


Jesteśmy wychowywani w pokorze, w negowaniu zachowań,, bo to wstyd czasem, nie należy być malkontentem. I to jest reakcja naszego ego, która czasem prowadzi do jeszcze większej frustracji..
W dzogczen dzięki temu, ze  pozwalamy na uświadomienie sobie co się tak naprawdę robi, czuje i dlaczego pozwala się od tego uwolnić. Czasem świadomość ta prowadzi do bólu, ale nie trzeba się tego bać, on się rozpuszcza.

I do tego  nakłania nasza psychologia. Po to są sesje terapeutyczne dla ludzi, którzy przechodzą kryzys.
Pamiętam, ze mnie też jedna pani psycholog bardzo pomogła, w tym samym czasie uczyłam się o Bon. Pani po jakimś czasie powiedziała, że szybko się regeneruję. W końcu zakomunikowała, ze cel został osiągnięty i koniec terapii/ Przestraszyłam się, bo gubiłam się w tym co ja tak naprawdę czuję, nie byłam pewna co robić, żeby się obronić. Pani powiedziała, że dam radę, że  sama wymyślę..
Potem zajmował się mną fizjoterapeuta pan Andrzej Krawczyk (polecam) i kiedy od niego wychodziłam często wiedziałam co mam zrobić Jak o tym teraz myślę, to to była taka medytacja dzogczen. Pan Andrzej nastawiał moje uszkodzone kości, organy, co bolało do szaleństwa,  więc zachęcał do mówienia. I tak gadałam co mi przychodziło do głowy i nagle przychodziły oświecone myśli, rozwiązanie problemu.


Taki cud, bo miałam duże  kłopoty z pamięcią i koncentracją :-)

Postaram się  nie oczekiwać za wiele, zobaczę co się stanie i postaram się zrozumieć z tego jak najwięcej i wykorzystać to jak najlepiej. Oby to nie były jakieś tragedie, bo bardzo silna to ja jeszcze nie jestem.
Trochę boję się kryzysu spowodowanego koronawirusem i polityką, a najbardziej obawiam się katastrofy ekologicznej
Ale będzie co ma być, nie inaczej, nie ma co się martwić na zapas.

Tego wszystkim serdecznie życzę.

środa, 15 kwietnia 2020

Wolność od przywiązania.

    " Medytacja nad nietrwałością wszystkich zjawisk powinna doprowadzić do radosnej wolności od przywiązania, a nie do chorobliwego pesymizmu " cyt, :Kryształ i ścieżka światła.


Kiedyś gdy słyszałam, ze cierpię bo jestem przywiązana do męża, ogromnie mnie irytowało takie stwierdzenia. Pewnie dlatego, że powodowało moje poczucie winy, mój błąd, moją negację. Czemu to przywiązanie tej drugiej osoby do błędnych przekonań, a co za tym idzie okrutnych zachowań krzywdzących  mnie, nie było wystarczającym powodem mojego cierpienia?
I po tylu latach, w kwarantannie, czytając Kryształ i ścieżkę światła i obserwując ludzi zmuszonych do odosobnienia, zobaczyłam czym to przywiązanie jest.
Zobaczyłam jak ludzie cierpią nie mogąc spędzić świąt tak jak zawsze w gronie bliskich, w  kościele.
Uświadomiłam sobie, że to właśnie jest to przywiązanie. Nie spełnia się to co dla nas ma znaczenie i zadaje nam to ogromny ból.
I naprawdę człowiek szczęśliwy jest gdy jest wolny od przywiązania.
Miłość romantyczna jest nam od dziecka stawiana za wzór do naśladowania. A tak naprawdę przygotowuje to człowieka do cierpienia. To cierpienie jest wręcz niezbędne, żeby miłość przeżyć. Ludzie czasem się świetnie dopasują i żyją wiele lat razem i super, tak po prostu są odpowiedzialni, uczciwi, szczerzy.
Mnie to się ciągle wydawało, że jest między nami jakaś więź tajemna, która nas przyciąga wbrew niepowodzeniom. Nawet myślałam, ze mamy wspólną drogę do oświecenia, :-)
Ale już tak nie myślę.
Niczego nie żałuję, wszystko co nas spotyka nas kształtuje i daje szanse na rozwój.
Najwyraźniej musiałam doznać takiego szoku, takiego bólu, żebym była zmuszona zrozumieć co to jest to przywiązanie, żeby się uwolnić od cierpienia raz na zawsze.
A już ostatecznie upewniłam się w tym, kiedy pewna koleżanka opowiedziała mi, że też miała wyjątkowy związek, nie taki oczywisty. Zrozumiałam, ze poczucie wyjątkowości czasem usprawiedliwia krzywdzenie innej osoby przy tej okazji, bo wygodnie pomyśleć, że to jej sprawa, ze cierpi

Przypomniało mi się, że oświecenie osiągają często ludzie prości. Pewnie dlatego między innymi, że nazywają rzeczy po imieniu: zdrada to jest zdrada, a nie wyjątkowy związek, hehe. Nauczyciele Bon uczą, że świadomość tego co się tak naprawdę robi jest niezbędna do oświecenia.



Kiedy już rozpacz niespełnionej miłości w dużym stopniu się rozpuścił, zaczęłam inaczej patrzeć na świat.
 Po wypadku, z racji tego, ze na niewiele rzeczy miałam, wpływ, nabrałam takiego nawyku, że we wszystkim co mi przytrafiało, widziałam pozytywy Każda sytuacja, która na pierwszy rzut oka była straszna, okazywała się przynosić dużo dobrego.
Teraz widzę, że to dlatego, że rozpuściło się to moje przywiązanie. Niczego nie oczekuję, niczego konkretnego się nie spodziewam, nie mam zamiaru spędzać czas na usilne pragnienie czegoś, żeby mi się spełniło, jak to niektórzy wierzą. Kiedyś, pamiętam, chciałam poznać kogoś dla kogo będę ta jedyna, wyjątkowa. Na szczęście uwolniłam się od takiej potrzeby. Jeśli już, to potrzebny mi partner, przyjaciel, dla którego też będę przyjacielem i nie będę go więzić, ale też nie dam uwięzić siebie.
Na szczęście  mówię co wiem, co wydaje mi się, ze to potrzebne, nie chcę nikogo krzywdzić, ale nie boję się braku akceptacji. Bo ocena się zmienia, dziś myślimy tak, a jutro inaczej.
Kłopot jest taki, ale dla mnie wielkie szczęście, że jakimś cudem, w miarę szybko rozumiem co ktoś tak naprawdę robi i dlaczego. Rzeczywiście nadszedł czas, że teraz nie jest łatwo mnie skrzywdzić, najprędzej zrobiłabym to sobie sama. pewnie stąd żyję w strachu o dzieci. Ja wiem, ze są już dorosłe, muszą swoje doświadczyć, ale boję się o nich


 Rzeżucha to tradycyjne warzywo na Wielkanoc. Znalazłam nasionka z zeszłego roku i posiałam. To bardzo wartościowa roślinka. Już zjadłam :-))

Sąsiadka pokazała mi tulipanka i żonkila pod blokiem w trawie, to latam podlewać po schodach codziennie. Pilnuję jedzenia, ćwiczeń i staram się nie zwariować od koronawirusa i wyborów
 Teraz dopiero ogromnie doceniam to, że chodzę, że myślę. To by  było dopiero nieszczęście.
Fajnie, ze jestem wolna od zawiści, od zazdrości, od żalu, poczucia krzywdy, czyli właśnie od przywiązania.
Jestem wolnym człowiekiem.
Kto by pomyślał
Przypomniało mi się,ze na jakiś naukach usłyszałam, żeby nie oceniać. Nie rozumiałam o co chodzi, bo przecież jak nie oceniać, skoro trzeba wiedzieć,ze coś jest zasługą, czyli jest dobre, a coś nie.
Okazało się, że wcześniej tak uczyli mnie ci ,co im takie przekonanie było na rękę, żeby ranić.
A nauczyciel uczył, żeby nie oceniać, bo to powoduje, ze czegoś nie lubimy, albo coś lubimy, więc jak się nie stanie jak chcemy to cierpimy,
Przywiązanie
.Nie przyjmujemy wszystkiego takie jakie jest.
Ale to już  jest mądrość dzogczen.

Mam potrzebę życia w wolnej Polsce i zrobię co w mojej mocy,żeby tak było

I co o tym myślicie?

:-)))

wtorek, 7 kwietnia 2020

Kolejna książka Namkhai Norbu

          " wszystkie niezliczone istoty, jakie tylko istnieją,
            jako swoją zasadniczą, właściwą sobie kondycję
            posiadają doskonale czysty stan oświeconej istoty......"
Ze " Strof o bodhiczitcie" Longczenpa 1308-1364

     Zaczęłam czytać kolejną książkę Mistrza Dzogczen. Namkhai Notbu co to w języku tybetańskim znaczy Klejnot Przestrzeni /Nieba. Kiedy poznaję  jego nauki, nie  mogę się oprzeć odczuciu spokoju, radości, otwiera się moje serce, otwiera się mój umysł., pięknie napisałam :-)))

 Tłumacz nie raz powtarza jak wiele osób pracowało nad spisaniem na bieżąco nauk, wykładów prowadzonych prze nauczyciela przez 7 lat. Podkreśla też ile czasu sam nauczyciel spędzał by , tłumaczyć, objaśniać współpracownikom, tłumaczom by nauki były czytelne, jak najbardziej zrozumiałe.  I tak książka "Kryształ i ścieżka światła" miała powstać w rok, ale zajęło to cztery lata.
       Dopiero zaczynam lekturę, opowieścią o urodzeniu Namkhai Norbu i myślę  sobie, że to wielkie szczęście, ze zainteresowałam się tymi naukami. Może to dobry znak? :-) ja to lubię wierzyć, ze moje przeżycie ma takie znaczenie :-)

Ciepło się zrobiło, słoneczko zagląda do mieszkania, żeby raźniej było sprzątać, gotować, ćwiczyć.
Ja niestety utknęłam przy biurku. Wypracowany tryb dnia codziennego nie jest możliwy, wszystkie obowiązki mi się porozłaziły. Zrobiłam na szczęście pewne odkrycia w ćwiczeniach tai chi, ale o tym kiedyindziej. W każdym razie mam wrażenie, ze wszyscy teraz muszą uruchomić swoje wnętrze, bardziej niż zewnętrzną formę działań.
Warsztat tai chi w Krakowie jak znalazł :-)


 koty zawsze ?:-)


Pod kaloryferem leży w słoneczny dzień:-)




      Pierwszy raz uzmysłowiłam sobie, jak długa jest droga od zrozumienia do ZROZUMIENIA.
Niedawno miałam okazję rozmawiać z osobą, która interesuje się dzogczen, buddyzmem tybetańskim od dawna i wydawałoby się, ze z racji większej ilości czasu poświęconemu na naukę, powinna wiedzieć więcej, rozumieć więcej. Okazało się, że to jest taka nauka, w której wiedza nie jest jednoznaczna z tym co się rozumie.
Przy tej okazji przypomniałam sobie jak nie raz napisałam coś co dziś mogę uznać za trochę infantylne. Dziś już wydarzenia z tamtych czasów, mogłabym inaczej zinterpretować.
Nie wstydzę się .tego i na pewno nie jest to kwestia gadania głupot,
To jest moja droga rozwijania świadomości. I na pewno nie jestem wyjątkiem.

Natomiast kiepsko jest jeśli ktoś myśląc, ze rozumie to czego się uczył krzywdzi innych.
Słowa, ze każdy jest w swojej istocie doskonały, czysty, znaczą tyle, że każdy ma Naturę Buddy, nawet kot, ale to nie znaczy, ze już Buddą jest i wszystko co zrobi jest dobrze.i rozumie to co robi

Może mylę się i ja, ale zauważyłam, że to takie wygodne powiedzieć komuś:,  rozumiem, ze byłaś w ciężkiej sytuacji, zamiast przyznać, ze to ja się przyczyniłam do tego,ze byłaś w ciężkiej sytuacji.
No może to asertywność, może akceptacja siebie, może wiara w siebie.?
Może gdybyśmy się lepiej znały byłaby szczera i powiedziałaby wprost, ze okazała się świnią?
No cóż domysłów sto, ale najważniejsze, żeby zdała sobie sprawę z tego co się zrobiła i dlaczego.

Mistrz Dzogczen uczył, że jeśli się coś źle zrobiło, nie trzeba tego roztrząsać, ale uświadomić to sobie i nie robić tego więcej. To jest podstawa, żeby rozwijać tą doskonałą naturę.

To pewnie dla wszystkich oczywiste, ale ja zetknęłam się z tym, że od takiej świadomości  się ucieka. A to też pewnie dlatego, że wiemy o akceptacji siebie, asertywności itd. Ale to naprawdę nie jest potrzebne.
Fakt, ze mamy tendencję do nadmiernej samokrytyki, zwłaszcza  jeśli, ktoś dba, żebyśmy tej wiary w siebie nie mieli, bo sam się tym dowartościowuje. Ale nie trzeba popadać ze skrajności w skrajność i już wszystko co się zrobi uznawać za dobre.

To są takie subtelne różnice, że trzeba się mocno zastanowić czasem.
Zresztą jak zwykle punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
Co prawda modne jest mieć empatię, ale nie wszystko można sobie wyobrazić jak ktoś się czuje.
Może przesadza? a może sam sobie winny?


 To nie jest takie trudne. Trzeba otworzyć serce,otworzyć umysł i żyć z pożytkiem dla wszystkich czujących istot, nie tylko dla siebie, ewentualnie dla dwóch osób, hehe

Czas kwarantanny sprzyja rozmyślaniom. Podsuwam temat. Tak dla rozrywki. Może ktoś ma jakieś wesołe doświadczenia w tym temacie?

Pozdrawiam serdecznie :-D

piątek, 3 kwietnia 2020

Przewartościowanie

   Przeczytałam artykuł Olgi Tokarczuk o skutkach koronowurusa. Bardzo mi się spodobało, że pani Olgazaobserwowała tyle zmian, które mogą mieć bardzo pozytywne skutki.


Zachęcam do przeczytania tego felietonu zamieszczonego w  niemieckim dzienniku, a którego fragmenty są cytowane u nas, i to takie, które zupełnie zmieniają sens całej wypowiedzi.
A przede wszystkim pisarka podkreśla, że nastąpi przewartościowanie postrzegania świata, czyli nas samych.
https://m.facebook.com/story.php?story_fbid=2716151888513431&id=590476237747684

     Mimo nadszarpniętego zdrowia psychicznego i fizycznego i ja odkryłam u siebie wiele zaskakującyc cech :-)
Czas odosobnienia przechodzę od kilku lat, więc nie przeraża mnie. Ale ruch i kontakty z ludźmi są dla mnie obowiązkowy żeby znów nie wpaść w depresję i nie stracić możliwości chodzenia, więc obawiałam się, że źle zniosę aż taką izolację.
 

A jednak te większe ograniczenia, zmusiły mnie do wypracowania nowych zasad funkcjonowania. Okazało się, że mam  niesamowite efekty.
Przede wszystkim więcej medytuję i to niezwykle wpłynęło na radzenie sobie z problemami, tymi prawdziwymi, tworzonymi mi przez innych, jak i tymi tworzonymi przeze mnie w głowie.

Generalnie ludzie mają zwyczaj zdobywania, czyli jeśli chcą coś osiągnąć, to wiedzą, że muszą to wypracować, nieraz ciężko. Tak też są odbierane moje osiągnięcia, jako ciężko wypracowane.
Zaobserwowałam całkowitą tego sprzeczność.
Od kiedy jestem niepełnosprawna, po prostu jestem zmuszona do wykonywania minimum wysiłku fizycznego, za to mam czas na medytację. Nauczyłam się pozwalać myślom płynąć bez usilnego wpływania na nie, czyli wymyślania jak bym chciała to rozwiązać, co osiągnąć. Do głowy wpadają różne myśli, czasem bolesne przeżycia, czasem, o wakacjach w Bieszczadach 20 lat temu.
A nagle wpada oświecona myśl, wiem co mam dziś zrobić, wiem co się stało dobrego, dzięki temu co było pozornie strasznie przykre,  spotkam kogoś kto dobrze doradzi. Nauczyłam się odnajdywać wskazówki we wszystkim czego doświadczam, co widzę co słyszę, pozornie bez znaczenia, Rzeczywiście jestem czasem taka trochę nawiedzona.
To jest normalne, ale inne jest to, że nie robię tego co pozornie wydawałoby się konieczne. Okazuje się, że  dzieje się coś samo z siebie, jakby cud, bo okazuje się, że to najlepsza rzecz jaka mogła się wydarzyć w danej sytuacji. Sama nie wpadłabym na pomysł, żeby tak zrobić. Zresztą, mam wrażenie, ze udało się tylko dlatego, że było spontaniczne, a dzięki temu uczciwe, nie zagrane i tak też zostało odebrane i docenione.

Tak już było wcześniej, taką medytację poleca Mistrz Dzogczen, ale teraz kiedy jestem całkowicie uziemiona w domu, częściej dopadają mnie przykre myśli, strach przed strasznymi konsekwencjami koronawirusa dla całej rodziny. Na szczęście medytacja przynosi ulgę, pojawiają się optymistyczne perspektywy.
Pomyślałam sobie np, ze w tym roku każdy doceni słowa Dalajlamy XIV, że świątynią jest nasz umysł. W tym roku trzeba będzie przeżyć Drogę Krzyżową, Zmartwychwstanie w duszy, w umyśle. Formy zewnętrzne w kościele z innymi wiernymi zostaną zastąpione uczuciami. Każdy się przekona jak bardzo żyje tym w co wierzy. Myślę, że przeżycie to pozwoli na rozwój .

Przypomniało mi się, jak kiedyś poznanemu człowiekowi opowiadam coś BON, o Tybecie. on też opowiadał co wie i to wcale nie mało, a w środę Popielcową mówi, ze idzie dziś posypać głowę popiołem. Zrobiło mi się głupio, bo pomyślałam, że mogłam urazić go, mówiąc o fenomenie dzogczen, skoro on jest katolikiem. To że katolik to wiedziałam, ale w moich stronach typowe jest bycie wierzącym, ale nie praktykującym. Takiego nie można urazić, ale praktykującego można. Przyniosłam kwiatuszka na przeprosiny, śmiał się, zapewniał, ze nic się nie stało, on  tyle wie, bo się interesuje, był w Indiach.
Spełniły się słowa Papieża Franciszka:  współczucie jest ważniejsze niż ideologia.
A on ma wiele współczucia, łagodności, mądrości.
I bardzo zachwala swoją żonę, od lat tą samą, ,hehe. Mój idol :-))))


Pisze o tym dlatego, że jest czas, sprzyjają okoliczności, aby spróbować takiej praktyki. Może okaże się bardzo cenna nie tylko dla mnie? Może też odnajdziecie sposób na relaks, odejdzie napięcie, usłyszycie ciszę i wiele spraw okaże się prostych, a na pewno nie takich strasznych.

Jak już kiedyś wspominałam, taka medytacja nie jest uzależniona od żadnej wiary.
Tak jak pisał Mistrz Dzogczen, potrzebne jest bycie obecnym tu i teraz, niczego nie blokować, żadnych myśli, ale też nie podążać za nimi, nie wdawać się w dyskusję ze sobą. Przyjąć to takie jakie jest.
Gniew to gniew, złość, słabość, strach, wstyd, to czego nie lubimy czuć, zaboli brzuch i trzeba to przytrzymać przyjąć, żeby pozwolić rozpuścić się temu bólowi.  Różnica jest taka, że nie odpychamy sami trudnych myśli, czekamy, aż same się rozpuszczą. To wszystko może trwać, to nie jest  chwila. Ale za to w końcu nie będzie miało co wrócić. Mówią buddyści, że wszystko jest pustką, nie trzeba się przyzwyczajać, i nie będzie bolało
Ja tak zrozumiałam te nauki i już dużo mi się zmieniło, czyli działa. Przypomina mi się jedna z pierwszych rad instruktorki tai chi, uczennicy Mistrza Moy : najważniejsza jest intencja i w końcu się uda.
 Każdy jest inny, każdy ma swój bagaż i musi dopasować receptę dla siebie. Pamiętam, że Tenzin Wangyal Rinpocze polecał pobrać trzy pigułki, sam umysł je zapewnia, trzeba tylko wiedzieć co często mamy otworzyć i będziemy wyleczeni.

ps. Ja też mówię mantry i to jest modlitwa. Ale niedawno się nauczyłam. To jest mój wybór, nie obowiązek. :-)

sobota, 28 marca 2020

"Księgi Jakubowe" - Prawda

       Długo odwlekałam pisanie o "Księgach Jakubowych" Olgi Tokarczuk. Jestem pod wielkim wrażeniem tej powieści i miałam wrażenie, że za bardzo osobiście ją odbieram.
Jest w niej mnóstwo genialnych spostrzeżeń ludzkich zachowań, mechanizmów, którym człowiek ulega, prawd o istnieniu świata.  Bardzo polecam, aby ją przeczytać. Nie chodzi mi o to, aby się zgadzać, ale żeby o tym pomyśleć, aby to wiedzieć.
 
Dziś, kiedy usłyszałam o głosowaniu nad zmianami w Ustawie Wyborczej, wróciły do mnie "Księgi Jakubowe"


Każdy patriota, każdy Polak może ją przeczytać i uczyć młodzież, aby kształtowały się wolne, otwarte umysły, zdolne do obrony przed frankizmem.

Tak jak napisała pani Olga "Historia Jakuba Franka jest tak zdumiewająca, że trudno uwierzyć, iż naprawdę się zdarzyła"

Rozumiem dlaczego pani Olga napisała też: cyt.
 " Każdy żywot w innej postaci dawałby nam więcej możliwości do doskonalenia. A odkupienie grzechów wieczną karą w piekle rzadko bywa zadośćuczynieniem za całe zło, jakie się wyrządziło"

Moim zdaniem Jakub Frank się odrodził.

Pani Olga dodała, i to może przekonać chrześcijan, "Skazanie na piekło nie jest miłosierne "

  Mój ulubiony cytat pośród setki genialnych:

 :PRAWDA - to jest takie coś, co można wyrażać wieloma opowieściami, bo jest jak ten ogród, do którego weszli mędrcy i każdy widział co innego.

      Ja zobaczyłam taką prawdę:
Bardzo łatwo jest manipulować biednym, udręczonym człowiekiem, obiecując mu zbawienie,  pozwalając na małe zadowolenie, aby chwilowo lepiej się poczuł. miał taką namiastkę raju. A tak naprawdę tylko po to, żeby spokojnie zgadzał  się i pomagał w zrealizowani czyichś chorych ambicji, czyichś wizji.
Takich mesjaszy spotyka się czasem na swojej drodze.
I nie jest wcale tak, że wierzy się w to czego człowiek potrzebuje (to jest bardzo zmyślne spychanie winy, żeby czuł się gorszy), jest bardzo sprytnie do tego przekonywany, po troszeczku odbierana jest mu pewność siebie, wiara w siebie. Przedstawia się sytuację w taki sposób, aby nigdy nie miał racji, aby potulnie słuchał się.
 Czasem nadziwić się nie mogę, że można aż tak obrócić znaczenie, skierować uwagę na coś innego, co zupełnie zmienia sens.

Jedno jest pewne, człowiek musi sam wzmacniać świadomość tego co się tak naprawdę dzieje i dlaczego.
To nie jest takie oczywiste, ale jedno jest pewne na sto procent i każdy to pozna: Mesjasz i zbawiciel co wyrządza krzywdę innym, nie jest Mesjaszem i Zbawicielem.

Taka świadomość daje odwagę.

      "A brak lęku to niczym aureola - można się w niej ogrzać, Można zapewnić trochę ciepła małej, zziębniętej, wystraszonej duszy"

Mam nadzieję, ze ostatecznie zachęciłam do lektury.
Dodam tylko, że szokuje czasem, przeraża, jak pomyśli się, ze tak to bywa z ludźmi. Ostatecznie wszystko się dobrze kończy. "śmierć nie jest zła"cyt.

Po przeczytaniu 900 stron, przeżywając ludzkie losy, olśniło mnie. Przypomniało mi się, ze w czasach PRL i cenzury, o czym by nie było i tak wszyscy wiedzieli o kogo chodzi.
Nie dziwię się,że nasze władze bez entuzjazmu odniosły się Nagrody Nobla dla pisarki :-P

środa, 18 marca 2020

Jego Świątobliwość XIV Dalajlama – dla mnie

Jego Świątobliwość XIV Dalajlama – życie na wygnaniu

Postaci XIV Dalajlamy poświęciła audycję Marzanna de Latour. Do programu z cyklu"Ludzie i idee" autorka zaprosiła: profesora Stanisława Godzińskiego, specjalistę w dziedzinie mongolistyki i tybetologii, doktora Krzysztofa Dębnickiego, doktora Marka Mejora oraz Marka Sawickiego, ówczesnego przewodniczącego Stowarzyszenia Buddyjskiego Karma Kagyu w Polsce. Audycja powstała po przyznaniu Dalajlamie Pokojowej Nagrody Nobla.  cyt

   Byłam pod ogromnym wrażeniem prelekcji o Tybecie. Kiedy napisałam posta o terrorze jakiemu podawanie są Tybetańczycy, sama się przestraszyłam. Ewa mnie uspokoiła, że u mnie jest niewiele i delikatnie przestawione warunki w Tybecie. Podała mi stronę o Wolnym Tybecie. Dopiero jak to przeczytałam żołądek mi się ścisnął. Nie zdawałam sobie sprawy co tam się tak naprawdę dzieje. Chińczycy już mordują Tybetańczyków systematycznie, niszczą klasztory miejsca święte, zabytki kultury, nie pozwalają na wolność religijną,  przedstawiają światu swoją wersję zajść. Wygnano 500 000 mniszek i mnichów z klasztorów. Wielu z nich było torturowanych, zgwałconych, spalonych.
Tybetańczycy poddawani są torturom, obozom pracy, sterylizacji, usuwane są ciąże i zabijane noworodki, które nie dostały pozwolenia na urodzenie.

    Rządy państw nie chcą ingerować, bo Chińczycy są potęgą, są członkiem NATO i gospodarka światowa jest zależna od Chin.  Społeczeństwo wzburzone informacjami, które docierają, wywierają presję na rządy, ale  w znikomym stopniu.

Zginęło milion dwieście tysięcy  Tybetańczyków!!!!!! Jedna piąta społeczeństwa, porównywalna z Okupacją Hitlera w II Wojną światową.


  Dalajlama XIV przywódca duchowy Tybetu, 1959 był zmuszony do ucieczki, wyemigrowała do Indii.

cyt, Prawa Człowieka/Wolny Tybet
Tuż po dotarciu do Indii, Dalajlama powołał rząd emigracyjny. Głównymi zadaniami było organizowanie pomocy dla uchodźców i zabieganie o wsparcie społeczności międzynarodowej. Sam Dalajlama stanowczo sprzeciwia się stosowaniu przemocy w walce o wolność, prawa i godność swojego narodu. Z swoją pokojową postawę, została przyznana mu w 1989 roku pokojowa Nagroda Nobla. Jednakże, świat chrześcijański słabo protestuje albo milczy, bo jakoś inkwizycyjna natura chrześcijaństwa woli jak innowierców, buddystów wymordują ateistyczni maoiści z Chińskiej Republiki Ludowej. Przypomina się Polska pod zaborami trzech chrześcijańskich, krzyżowych mocarstw, przypomina się zbrodniczy zakon krzyżacki Marii Panny...


     Dzięki staraniom Jego Świątobliwość XIV Dalajlamy wieści o warunkach w Tybecie, o cierpieniu, o krzywdzie docierają do świata i prośby o pomoc.
Dzięki niemu rozpowszechniła się medycyna tybetańska, kultura, sztuka Tybetu. We wspomnianym już Instytucie Norbulinka wytwarzane są wyroby artystyczne, lekarstwa powstałe  z leczniczych ziół, które są wysłane do szpitali, aby wspomagały leczenie nowoczesnymi metodami. Podejście lekarzy jest niepowtarzalne  i przynoszące wielkie korzyści w leczeniu.

O tym przeczytacie, jeśli macie chęć np. na tych stronach.

Medycyna tybetańska jest ceniona na całym świecie.

https://studybuddhism.com/pl/studia-zaawansowane/historia-i-kultura/medycyna-tybetanska/medycyna-tybetanska-podstawowe-zasady

     Opowiem trochę o swoich wrażeniach, odczuciach, spostrzeżeniach, może mało precyzyjnie,  fachowo, ale w moim odczuciu celnie.

      Dalajlama to min.znaczy mądrość wielka jak ocean i w moim odczuciu Dalajlama XIV jest tego odzwierciedleniem.
W tak tragicznych warunkach zadbał aby Tybetańczycy w Indiach uczyli się o Tybecie, języka tybetańskiego, uczyli się języka angielskiego, wystarał się o sponsorowanie chętnych do nauki na  wyższych uczelniach, do praktyki, nauki zawodu na zachodzie .
Tak właśnie przyjechał do Polski i zdobył wykształcenie mój lekarz Losar.
Z całego świata przychodzą zamówienia na dzieła sztuki, ziołowe lekarstwa, co zapewnia utrzymanie klasztorów i uczniów w nich mieszkających.

    Usłyszałam na wykładzie, że psychologia tybetańska jest na dużo wyższym poziomie, niż zachodnia.

I tu sama jestem najlepszym tego przykładem.
Z nauk Tenzia Wangya Rinpoche, udało mi się wyjść z depresji. Już opisywałam to nie raz, więc teraz chciałam tylko podkreślić, że to jest wielka mądrość. Oczywiście moja pani psycholog, wszystkich chyba było trzy, rozpoczęły uwalnianie się od ukrytych traumatycznych przeżyć. I to jest niezbędne. Uświadomienie cierpienia jest potrzebne, aby ból  mógł się  rozpuścić., Ponieważ chodziłam na terapię i w tym czasie słuchałam wykładów i dzięki medytacji, okazywało się, że ten ból nie jest powodowany przez jedno wydarzenie. Duża intensywność zagłębiana się w siebie, spowodowała, jak to określiła pani psycholog wyjątkowo szybkie zdrowienie :-)
A to dzięki temu, ze Tenzin wielokrotnie przypominał: zrozum co tak naprawdę robisz? i dlaczego?.
Pani psycholog bardzo mi pomogła nazwać to co ja czułam, co przeżywałam.
Ona pierwsza zwróciła mi uwagę na samotność, która mi doskwierłaa od dziecka.
To mnie zaskoczyło, a okazało się, że to kluczowy problem, i to miało  największy wpływ na wybory, decyzje w życiu.
Kiedy wreszcie zrozumiałam co tak naprawdę robię i dlaczego, otrząsnęłam się i zaczęłam zdrowieć. Stosowałam polecane przez Nauczyciela Bon, 9 oczyszczających oddechów, trochę tsa lungi (ale wybrałam ćwiczenia zdrowotnego tai chi), medytację, która jest relaksem, czyli , pozwolenie myślom płynąć swobodnie bez napięć,  leczyło mnie psychicznie i fizycznie.

Ile czasu to trwało to wiecie, będzie 5 lat prowadzenia bloga :-)

A już największym moim osiągnięciem do tej pory jest zrozumienie dzogczen.
Pamiętam moje zdziwienie kiedy usłyszałam: przyjmij to takie jakim jest.
Zaczęło się od tego, że musiałam przyjąć gniew, rozpacz, zazdrość itp. do czego w ogóle się nie przyznaje przed sobą, tak wychowani jesteśmy
Ale okazało się, że przyjęcie takich emocji to nie wszystko, nie należy ich roztrząsać, dywagować, przeżywać, trzeba pozwolić im przepłynąć dalej.
Możliwe to jest dzięki temu,że staniemy się swoim najlepszym przyjacielem, przed którym jest się otwartym, nie wstydzi się, nie kłamie.

Przypomina mi się słynny cytat naszego Kardynała Wyszyńskiego: "wybaczenie jest kluczem do drzwi naszego więzienia" Ten klucz znalazłam dzięki nauczycielowi Bon !!
A potem jeszcze kilka kluczy do innych drzwi więzienia znalazłam. Znajduję do dziś.

Szczegóły i rozmyślania nad tym przekazuje Nauczyciel Bon, i Mistrz Dzogczen, ja tylko mogę powiedzieć nieudolnie co sama przeżyłam.

Dodam tylko, że ta praca przyniosła rewelacyjne efekty jak dla mnie. Przypominam, ze lekarze przewidywali, że będę rośliną

Ja wiem, jest teoria, że wiara czyni cuda. I ok, życzę każdemu takiej wiary, która uczyni cuda, tak jak mnie.

Ujęło mnie bardzo stwierdzenie Tenzina Wangyala Rinpocze na jakimś webcaście; Ja proponuję taką metodę, ktoś ma lepszą, nie ma problemu, niech robi po swojemu.
Jak się okazało dla mnie zaproponowana metoda była najlepsza i nadziwić się nie mogę, że reset był mi aż tak potrzebny i tak się stało.
Niektórzy mówią przeznaczenie, hehe, ja myślę, ze taka karma .

      Wracając do Jego Świątobliwości XIV Dalajlamy, najbardziej jest zdumiewająca jego postawa, aby nie stosować przemocy. Dzięki temu oczy świata są zwrócone na Tybet.

Moim zdaniem jako Przywódca Duchowy Tybetańczyków, buddysta, nauczyciel dzogczen nie może inaczej postąpić. Nie może polecić, aby zabijać, niszczyć, krzywdzić ktoś kto wierzy w reinkarnację, w karmę w oświecenie, ktoś kto uczy: przyjmij to takie jakie jest.

Mam nadzieję, że wielu ludzi znajdzie światełko w tej ciemności, zbliży się, albo osiągnie oświecenie. Może świat się przekona, że wielka mądrość płynie z dachu świata.

Księżyc w pełni :-)
 Dalajlama w buddyzmie tybetańskim, to tulku,,istota, która manifestuje się w postaci ludzkiej przez wiele kolejnych inkarnacji,