piątek, 20 kwietnia 2018

Odpoczywamy !

     Ciepłe powietrze już do nas dotarło, więc na balkonie posadziłam kwiatuszki. Z zielenią na drzewach bardzo ładnie komponuje się kolor, od razu jest weselej. W słoneczny dzień przyleciały pszczółki, bączek, osy.

Pszczółka przysiadła na niebieskim bratku po prawej stronie. Jeśli ktoś nie zauważy, to może uwierzy mi na słowo. Zdaje się, że pszczółki są już rzadkością zwłaszcza w centrum Warszawy. Ale do mnie przyleciała :-)
 Bączki codziennie do mnie przylatują. One to się niczego nie boją, :-)
 Kupiłam sadzonkę na bazarze, ale zapomniałam jak się nazywa, w każdym razie kwiat pięknie się rozrasta i jest śliczny.

A to sasanka :-)


Udało mi się spędzić niedzielę z rodziną na działce. Pierwszy raz zabraliśmy małego kiciusia. Ostrzegałam, że mam wysokie drzewa i jak kot wejdzie to będzie kłopot, ale młodzi sobie żartowali, że jak wejdzie to zejdzie, bo to dzielny kotek.
Najpierw kotek chodził na smyczy, ale rzeczywiście szybko poczuł się jak u siebie, wiec go puściliśmy wolno.

 Kotek się zdziwił, hehe


 Jednak skusił się na wspinaczkę na drzewa. Najpierw był zainteresowany ptaszkami, motylkami, owadami, ale w końcu postanowił zejść na ziemię i okazało się, że nie potrafi. Po wielu próbach rozległ sie żałosny "miau", no jego pańcia się zlitowała i weszła a drzewo go zdjąć, uff


 Skończyło się swobodne hasanie, hehe


I całe szczęście, bo przyszedł zaprzyjaźniony kot i doszło do spięcia, więc ze strachu nasz kiciuś na pewno uciekłby  na drzewo.




Na szczęście gość okazał  się kulturalny a może staruszek, posiedział, dał się pogłaskać, pojadł smakołyków i nie ruszył do walki.



Dzień udał nam się nadzwyczaj dobrze. Wracając do domu nawet kiciuś odpoczywał.


Bardzo się cieszę, że już zbliża się nowy pogodny weekend

Życzę wszystkim wspaniałego odpoczynku :-)

Dla rozweselania na początek przytoczę słowa Witolda Gombrowicza. Pisarza bardzo kontrowersyjnego ale niezaprzeczalnie odważnego.

W "Pisarzu i pieniądzach, tekście podyktowanym dwa dni przed śmiercią, Gombrowicz mówił :
"Dlatego właśnie system biurokratyczny panujący w Europie Wschodniej, gdzie pisarz ma być czymś w rodzaju przewodnika, mistrza czy rzecznika, jest najlepszym sposobem zabijania wyrazu. Powtarzam, literatura jest sprawą wściekle indywidualną. Pisarz nigdy nie może zagwarantować, że nie okaże się głupi..Nie jest on istotą wyższą, jest tylko istotą, która pragnie być wyższą, jest kandydatem do wyższości"

Hehehe, spuścił powietrze .........
Mimo to uważam,że Terry Pratchett jest istotą wyższą :-D

Gombrowicza czytałam sporo, ale nie pamiętam nic, hehe, pewnie dlatego, że niewiele rozumiałam Pamiętam tylko, że po przeczytaniu "Dzienników" zaczęłam go cenić, podziwiać.

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

"Złodziej czasu"

    Okazuje się, że obejrzane ostatnio filmy,  dodały mi otuchy przed podjęciem poważnych wyzwań. Co jakiś czas każdy musi stanąć do boju, coś tam trzeba zrobić,  podjąć jakąś decyzję.
Kilka lat temu zrobiłam coś co okazało się podjęciem walki o wolność, hehe
Nie spodziewałam się, że moje działanie przyniesie, aż tak poważne skutki.
Spodziewałam się, że polegnę od razu. Los jednak chciał inaczej.
Krok po kroku, poznawałam siebie, poznawałam świat dookoła mnie od innej strony niż do tej pory i teraz, jak to ktoś serdeczny powiedział, jestem rycerzem :-)
     Dziś już mogę powiedzieć, ze wywalczyłam wolność i nie pozwolę krzywdzić innych.
W obliczu trudności, pomyślałam sobie, że i tak warto było. Mimo, że brak teraz wygodnego życia materialnego, zdana jestem czasem na łaskę ludzi niekoniecznie dobrych, więc budzi trwogę, to nie zamieniłabym tego na tamto życie.

Może jest prawdziwe  powiedzenie Churchilla:

NARÓD, KTÓRY WALCZY I PRZEGRA TO SIĘ PODNIESIE, TEN CO SIĘ PODDA NIE PODNIESIE SIĘ NIGDY 


Podniosłam się !!
A kiedy ciągle się poddawałam  i czekałam na zmiłowanie, przynosiło to tylko żal.


Nie mam jakiś spektakularnych sukcesów, jak kiedyś. Cieszę się, że kartkę zrobiłam albo kurczaczka. Czy dotarłam na ćwiczenia albo jakimś cudem znalazłam  dokument, który mi się zapodział nie wiedzieć dlaczego. Nadal zdarzają mi się luki w pamięci a co za tym idzie oblatuje mnie strach. 
  Ale nie mam też definitywnych porażek. Może dlatego, że tak podchodzę do wszystkiego co mnie spotyka? 
Jeśli porażki jednak nadejdą, to i tak będę mogła cieszyć się sukcesem, bo

SUKCES POLEGA NA PRZECHODZENIU OD PORAŻKI DO PORAŻKI BEZ UTRATY ENTUZJAZMU 

cyt.

a entuzjazm to ja mam dość wyjątkowy, hehe


 Właśnie trafiłam na książkę mojego ulubionego pisarza, która bardzo gładko odarła z powagi życie.
I kiedy już poważnie zmieniłam swój los, mogę sobie teraz pożartować i dostrzec jak zabawna jest czasem ta powaga.




  ........" Jakie pierwsze słowa czytają szukający oświecenia w tajemniczych, rozbrzmiewających gongami, nawiedzanych przez yeti dolinach niedaleko osi świata? Te, które widzą, kiedy zaglądają w " Życie Wiena Wiecznie Zaskoczonego".
Pierwsze pytanie, jakie zadają, brzmi:
- Dlaczego on był wiecznie zaskoczony?:
I słyszą w odpowiedzi:
- Wien rozważał naturę czasu i zrozumiał, że wszechświat jest, chwila za chwilą, odtwarzany na nowo. Zrozumiał więc, że w rzeczywistości przeszłość nie istnieje, jedynie wspomnienie przeszłości. Mrugnijcie oczami, a świat, który zobaczycie nie istniał, kiedy zamykaliście powieki. Zatem, jak stwierdził, jedynym właściwym stanem umysłu jest zaskoczenie. Jedynym właściwym stanem serca jest radość. Niebo, które widzicie, nie było jeszcze nigdy przez was oglądane. Moment absolutnej perfekcji jest teraz. Cieszcie się nim. ......."
  Terry Pratchett


Po tych moich przejściach, rzeczywiście, jestem zaskoczona.
A ponieważ wszystko co mi się przytrafia jest często zupełnie niespodziewane, jest szansa, że będę wiecznie zaskoczona. Zapewnia mi to medytacja, otwarcie umysłu, kiedy potrafię nie myśleć o niczym, a tym samym pozwalam, żeby się sprawy same rozwiązały i żeby odpłynęło to co boli.

Czego wszystkim z całego serca życzę :-))))
   



czwartek, 12 kwietnia 2018

"Czas mroku"

     Niespodziewanie obejrzałam wczoraj film "Czas mroku".
Idealnie uzupełnia rozważania o odwadze i honorze. Taki przypadek?! :-)
Jeśli ktoś jeszcze nie widział to bardzo polecam obejrzenie tego filmu. Główny bohater już jest wybitną postacią, a przedstawiony obraz jeszcze bardziej podkreśla osobowość Winstona Churchilla.
Jest tylko trochę fikcji, ale najważniejsza się zgadza. Winston Churchill cyt. "Zawrócił świat znad krawędzi".

W rolę Churchilla wcielił się Gary Oldman. Po "Piątym elemencie" spodziewałam się zobaczyć go w roli Hitlera, więc tym bardziej byłam ciekawa.
Nic dziwnego, że dostali min.Oscara za charakteryzację.



Najbardziej się cieszę, że usłyszałam złote myśli Winston Churchilla. I naprawdę szczerze polecam poczytanie jego wypowiedzi, bo potrafił bardzo celnie ująć sens swoich działań.
Zresztą dostał w 1953 roku Literacką Nagrodę Nobla.

Zapamiętałam kilka, a potem sprawdziłam w internecie, ale jest tego mnóstwo

Sukces nigdy nie jest ostateczny. Porażka nigdy nie jest totalna. Liczy się tylko odwaga


Naród, który walczy i przegra to się podniesie, ten co się podda nie podniesie się nigdy 


Wojny nie wygrywa się ewakuacjami


Sukces polega na przechodzeniu od porażki do porażki bez utraty entuzjazmu.


Itd. itd.

......, a człowiek tylko chciałby spokojnie pożyć......
.Niestety, czy się chce, czy nie chce, wojna co jakiś czas nadchodzi, można się przygotowywać :-)
Bo czy poddanie się gwarantuje spokój?
Czy można się poddać z innego powodu niż tchórzostwo?
(Jak zawsze, podstawą jest wiedzieć co się naprawdę robi i dlaczego?)

Strach ludzka rzecz, szczęściem jest znaleźć się w pobliżu kogoś, kto mimo wszystko doda odwagi.
Sam Churchill mówił, że bardzo się boi, kiedy przystąpił do wojny, ale znaleźli się ludzie, którzy go poparli.


Podobno Churchill był też dowcipny!? Tak powiedział o swoim ojcu:

"Mój ojciec był jak Bóg, nigdy go nie było, kiedy był potrzebny"

:-)

    A na dworze już wiosna radosna. Wypatrzyłam i zaopiekowałam się takim kwiatuszkiem. Ciekawe co to?
 Skalniak już jest piękny

Reszta taka jak u wszystkich, tylko żonkile i bratki zginęły. Może jeszcze wyjdą?


poniedziałek, 9 kwietnia 2018

"Wielki Mike"

    Udało mi się w końcu dotrzeć na działkę. Kiedy tylko wyszłam z kolejki, już łzy wzruszenia by popłynęły gdyby mogły, Skończyło się na wykrzywianiu ust, hehe
Cudnie jest na świecie. Ptaszki śpiewają i wesoło skaczą z gałązki na gałązkę. W górze krąży siedem bocianów. Kwiatuszki kolorowe rozweselają jeszcze lichą zieleń traw. Powietrze cieplutkie, lekki wiaterek nas owiewa.
   

Na działce największą sensację wzbudziła żaba, która paradowała środkiem niczym się nie przejmując. W sumie, jak bym była taka śliczna, też bym się niczym nie przejmowała :-)



Słyszałam, że znów powtarzają w telewizji film "Wielki Mike"
Polecam obejrzenie tego filmu. Był nominowany Oscara za na najlepszy film, a Sandra Bullock dostała Oscara.

Bardzo lubię tą aktorkę, ale pierwszy raz zobaczyłam inną Sandrę. 
Wykreowana postać utwierdziła mnie w przekonaniu, że to jest bardzo dobra aktorka.

Od pierwszych scen wzruszać może do łez, ostrzegam :-)

Mi po głowie "chodzi" napisane przez Mike, który został gwiazdą futbolu, zdanie

Trzeba mieć odwagę, żeby mieć honor.

Kiedyś zarzucano mi, że się za bardzo przywiązuję i dlatego tak cierpię, bo łatwo mnie zranić. Przecież wszystko przemija.

Uświadomiłam sobie, że wcale się łatwo nie przywiązuję, po prostu wierzę ludziom, i to nie jest potrzebne. Nawet byłam odważna, parę razy to udowodniłam w krytycznych sytuacjach..

Kiedy usłyszałam słowa Mika uświadomiłam sobie, że nie miałam honoru.

Honor myliłam z dumą i dlatego wydawał mi się niewskazany.
Tymczasem honor, jak dla mnie, to jest efekt odnalezienia schronienia w sobie.
Tak jak szacunek  dla siebie, wiara we własne siły i zaufanie do siebie.

Nie robiłabym tego co robiłam gdybym miała honor.
 Ale to co robiłam okazało się moją ścieżką rozwoju.

Czy to przypadek?
Czy to przeznaczenie, musiałam przejść swoją drogę, żeby zrozumieć co jest najważniejsze i co chcę tak naprawdę osiągnąć?


A Wy jak?

Wspaniałego tygodnia życzę:-D

ps. i jeszcze mi się przypomniało, że Mike dodał jeszcze,i módlmy się, żeby Ci co nas uczą mieli jedno i drugie

Takie szczęście miałam tylko przez pierwszych siedem lat. I tak miałam Wielkie Szczęście  :-)))

czwartek, 5 kwietnia 2018

Chińska Wyrocznia

     W Księdze Przemian można poszukać odpowiedzi w sytuacjach, których nie wiemy jak będzie lepiej postąpić.
Zaciekawiło mnie jak interpretowane są symbole, zrozumienie których, pomoże podjąć decyzję.
Kiedy zaczęłam czytać przykładowe pytania i odpowiedzi zdałam sobie sprawę, że wielokrotnie zagłębiając się w medytację, otwierając umysł przyszła myśl, olśniewająca, niepozostawiająca wątpliwości, odpowiedź rozwiązująca problem.
Poczytałam sobie trochę bardziej z ciekawości niż w poszukiwaniu.
Oszołomiona nową perspektywą nie zrozumiałam za wiele, więc założyłam zakładkę i postanowiłam jeszcze do tego wrócić.



Może kogoś zainteresuje jak jest skonstruowana I Cing :

" Każda sytuacja jest unikatowa i nie można jej powtórzyć. Jedynym kryterium wartości I Cing jest opinia pytającego, że tekst heksagramu posiada prawdziwe odniesienie do jego stanu psychicznego. Prawdziwości twierdzeń co do naszej przyszłości nie sposób dowieść eksperymentalnie, ani potwierdzić wywodem opartym na związkach przyczynowo - skutkowych.
Tekst I Cing jest wyrocznią sięgającą w przyszłość, ale w niezbyt odległym czasie. Taką, w której rozwiną się i dojrzeją zalążki przyszłych wydarzeń, obecne w sytuacji dzisiejszej. Dzieje się tak dlatego, że drugim fundamentem wszechświata, jest wieczna przemiana"


To sobie dziś wyczytałam:

"I Cing tak maluje symboliczny OBRAZ tego heksagramu:
     
     "Niebo i Ziemia złączone: obraz Pokoju. Władca dzieli i doskonali bieg Nieba i Ziemi, otacza opieką i porządkuje dary Nieba i Ziemi wspomagając tą drogą lud"

" Znów mamy obraz radosnej, twórczej pracy dla powszechnego dobra. jest to dzieło tego samego człowieka, który w poprzednim tekście określony został jako "źródło żywej wody"

A oto OSĄD:
   "Małe odchodzi, wielkie nadchodzi Szczęście. Sukces.."

  "Szczęście" czyli wybrałeś słusznie, osiągniesz zamierzony cel. Czas niesie bardzo korzystne zmiany, jeśli znajdziesz w sobie dość wewnętrznej siły, by nie dać się uwikłać w bagno intryg w nowym miejscu"


    To, że podjęłam dobrą decyzję znajdując się w nowej sytuacji, to wiedziałam od początku, ale tak pięknie bym o tym nie powiedziała.
:-)

Wróciłam do lektury I Cing po powrocie z zajęć tai chi. Pierwszy raz od dłuższego czasu pojawiłam się na zajęciach rano. Przywitały mnie radosne okrzyki i usłyszałam od dwóch osób, że ściągnęły mnie myślami. Poproszono mnie, żebym poprowadziła zajęcia bo rozchorowali się instruktorzy. Koleżanka, która przyprowadziła swoją znajomą powiedziała, że  bardzo chciała, żebym to ja poprowadziła pierwsze zajęcia tej koleżanki, bo wiedziała, że ja to ją na pewno zachęcę.
I rzeczywiście Jola była zachwycona i spokojna
Udało się :-)
Jak tu nie uwierzyć w sens przepowiedni?

Po swoich przejściach nic sobie nie planuję, nie mam typowych marzeń. Będzie co ma być, ale nie wierzę też, że wszystko jest dziełem przypadku.

Bo czy jest możliwe, żeby wszystko co mnie spotkało dobrego i złego, miało przypadkiem wielki sens ???

Z drugiej strony może dobra karma gwarantuje, ze w każdej przypadkowej sytuacji zauważę cud, dar i sens?

Wy też już u siebie to zauważacie ?

No to do roboty, do roboty, królu złoty.....!!
 :-)))))




środa, 4 kwietnia 2018

Bardzo dziękuję :-)

      Dziękuję z całego serca za pamięć i życzenia!! :-)

Dziś już piękna wiosna w Warszawie mam nadzieję, że w całej Polsce. Słoneczko rozświetla i ogrzewa wszystko i zaraz będzie zielono czyli wesoło :-)

Bardzo dziękuje za nadesłane upominki i kartki. Wielka radość z domu Gucia, wierzcie mi  !!

 Uściski serdeczne dla Agatki z AgatekMix 

Kurka jest przeurocza :-D

 Od Tereski z Graciarni Szarej Sowy dostałam serdeczny list.

A Janeczka z Janeczkowa zrobiła dla mnie świąteczną kartkę i cudowną frywolitkową zakładkę :-)


Zakładka pasuje idealnie do nowej książki, którą wynalazłam po zakończeniu kurczaczkowej produkcji.do Księgi Przemian.
Już tyle zmieniłam u siebie, ze zaczęło mi się to bardzo podobać. Pomyślałam sobie, ze może tu znajdę coś co pomoże rozkwitnąć we mnie jakimś wspaniałym wartościom. 

  Pomyślałam, że istotne jest poznanie jak widzi świat Chińczyk a jak człowiek na zachodzie.

cyt. "Umysł  chiński to co dostrzega w momencie obserwacji jest dziełem przypadku. Podczas gdy umysł zachodni starannie przesiewa, waży, selekcjonuje, klasyfikuje i osądza. Zasada przyczyny i skutku.
Umysł chiński chwyta całościowy obraz chwili, aż do nonsensownie drobnych detali."

Pewnie dlatego na wschodzie są różne filozofie, a na zachodzie różne wiary?

Owocnego rozmyślania !
:-)



sobota, 31 marca 2018

Chwila relaksu :-)


Bardzo rozczulił mnie ten widok. 
Tak było wczoraj. Dziś cały dzień lało, ale za to było ciepło, więc sobie pospacerowałam. Nawet nie wiem, czy jest smog, ale od zapachów z kuchni w głowie się kręciło. Musiałam zmienić  klimat, mimo wszystko.


 Ostatni post nastroił do rozmyślań nad uczeniem się przez całe życie. Pewnie stąd jest ogólnie przyjęta zasada, że na starość ludzie są spokojniejsi, cierpliwsi, zrównoważeni czyli mądrzejsi. Wydawałoby się, że tego człowiek uczy się, czy chce, czy nie.
Jak sięgnę pamięcią do moich dziadków, to rzeczywiście, zyskali tak zwaną mądrość życiową.
U babci wynikało to z powierzenia Bogu swojego losu, przyjmowania z pokorą tego co się dzieje.
Dziadek, dla odmiany, cale życie miał swoje zdanie i nie bał się tego, więc nie musiał nikogo przekonywać ani ulegać. Dwa wyroki śmierci w wojnę, jeszcze Go w tym utwierdziły.
Tylko przy mnie w końcu zmiękł, hehe

Swojej przemiany nie zaliczam do wypracowanego rozwoju. Niektórzy od zawsze usilnie namawiali do zmian i  potępiali, że nie umiem tego zrobić. Tymczasem, okazało się, że absolutnie nie była mi potrzebna taka jakiej oni chcieli.

Po odzyskaniu przytomności byłam załamana, że żyję. Sądziłam, że to kara, że to przekleństwo.
A tymczasem powolutku zaczęłam odkrywać inną rzeczywistość.
Dostałam świadomość, która pozwoliła mi na wolność, odwagę, nadzieję, która wielokrotnie odsłania cuda tego świata.

    Ostatnio na ćwiczeniach zapytała mnie koleżanka, co to za wypadek miałam. Nie ma o czym opowiadać, ale śmieje się, że wszystko wskazywało na to, że umrę. A ona na to, że tak się cieszy, że żyję, bo ma kogo naśladować. Ucieszyłam się ogromnie, zwłaszcza, że to kolejna osoba, która na mnie patrzy.
 A dodatkowo poprawiła się moja forma,  choć nie jestem zbyt sprawna, już widać pracę wewnętrzna. Pani dietetyk aż fiuknęła z podziwu, bo masy mięśniowej przybyło mi przez miesiąc 60 dkg.
To dowód na to, że coraz precyzyjniej wykonuję ćwiczenia. To samo się nie zrobi, niestety, trzeba wiedzieć jaką mamy intencję, co chcemy osiągnąć. Wtedy są efekty.

I to jest wstęp do tego, żeby osiągnąć ....... Trzeba wiedzieć co się naprawdę robi i dlaczego

Jeśli komuś pomaga coś innego, to super.

Zauważyłam tylko, że  ludzie, którym się wiedzie, myślą, że mają receptę na życie, na szczęście. Ci którzy wyszli z jakiś opresji też mają swoją receptę.
Ja wiem już jedno, w każdej chwili może spaść na człowieka grom, dobrze mieć receptę jak sobie radzić w niejednej trudnej sytuacji. Jest mnóstwo ludzi, którzy mimo dobrobytu, powodzenia na wielu polach nie są szczęśliwi. Nie dlatego, że są malkontentami, tylko coś ich tam w duszy rani. Czują się samotni, boją się. Nie trzeba tego potępiać ale współczuć. Takie rzeczy się zdarzają. A ponieważ to wstyd i ogólnie jest potępiane, to się do tego ludzie nie przyznają, co jeszcze bardziej pogłębia te uczucia.
Wystarczy się do tego przyznać przed sobą, a powoli zacznie się rozpuszczać


Ja mam taką i już wielokrotnie wypróbowałam lekarstwo.

:-D



czwartek, 29 marca 2018

Chwila refleksji :-)

      Na jakiejś uroczystości rozmowa potoczyła się na tematy wpływu otarcia się o śmierć na zmianę życia takiej osoby.
Nagminne jest uwierzenie w Boga, w cud jaki sprawił darując życie, z tego powodu przeobrażenie się egoisty, a nawet podłego człowieka w dobroczyńce.

     U mnie też nastąpiła wielka zmiana, ale całkiem inna. O takich się nie pisze, ja w każdym razie nie słyszałam.

Z takiego cielątka, pokornego, wyrozumiałego, w miarę cierpliwego, przeistoczyłam się w osobę, pewną siebie i odważną.

Może nie będzie to zbyt mile widziane co powiem, z racji nadchodzących świąt, ale tego typu krzyż, człowiek  może zdjąć sam. Nie trzeba żyć w cierpieniu. Nie trzeba się na wszystko godzić, nie z egoizmu ale z mądrości.
Jezus uczył miłości i współczucie, a pamięta się głównie cierpienie.

Może ja tego nie rozumiem.
Może to nie mój poziom rozwoju  duchowego.

W innej religii, dla odmiany, każą się cieszyć ze wszystkiego co nam się przytrafia, nawet jeśli to jest tragedia, bo Ktoś już ten krzyż za nas poniósł.

Też nie rozumiem skąd taki pomysł.

Za to po wypadku bardzo mi się spodobało, że mogę myśleć i w dużym stopniu decydować jak będę żyła  i jaką karmę sobie nazbieram. Znalazłam wskazówki jak przemienić rozpacz w spokój, bezsilność w odwagę.

No nie jest to takie łatwe, ale za to proste.

Polecam :-)))




hehe, ja to się raczej zastanawiałam i nadziwić nie mogłam, że ktoś mnie nie lubi???
No rzeczywiście, zdarzyło się to tylko kilka razy w życiu, a mimo to nie byłam za szczęśliwa.
Teraz nie lubi mnie wiele osób, ale za to ja już jestem szczęśliwa.
Nie krzywdzę nikogo, nie jestem egoistą, ale też nikt już nie dowartościuje się moim kosztem.


Widocznie musiałam się tak porządnie uderzyć w głowę, żeby do mnie dotarło, że nie muszę być cielaczkiem.
 Jak widać nazbierałam sobie dużo dobrej karmy i dlatego dostałam nowe życie dużo weselsze.

Tego wszystkim życzę.
 A przy okazji przypominam, że 1 % z podatku można oddać potrzebującym. Jeśli ktoś jeszcze nie zdecydował, polecam Samotne matki albo schronisko w Korabiewicach.

 Drodzy Państwo, jak co roku jest możliwość przekazania na 1% podatku na funkcjonowanie Domu Samotnej Matki.
Jedyne czego państwo potrzebują to numer KRS stowarzyszenia widoczny na zdjęciu (Udostępniamy go również poniżej gotowy do prze-klejenia).
Nie będziemy ukrywać że liczymy na Państwa wsparcie.
Pozdrawiamy serdecznie

KRS: 0000218573

 
Ja przekazuję procent na ZHP dla zastępu, który prowadzi moja córka "Orlęta"
Robią świetne rzeczy i uczą dzieci, młodzież wspaniałych wartości.
Na organizowanej Marzannie było 250 dzieciaków. Były gry z lesie, koncert, zabawy w szkole.

O ile schronisko czy matki można wspomóc materialnie, o tyle zastęp musi mieć pieniądze, żeby np. kupić kredki, papiery, farby, materiały itp.

Może w waszej okolicy też jest młodzież, która prężnie działa i wsparcie finansowe bardzo by im się przydało.

wtorek, 27 marca 2018

Lenny

    Mój syn obchodził urodziny w weekend. Bardzo się przejmowałam, bo rodzina miała się spotkać u mnie. Młodzi oczywiście wszystko przygotowali, ale mnie niepokoiło spotkanie z osobami, których nie widziałam sto lat i od kiedy pamiętam, nie byli mi specjalnie przychylni.
Nawet zastanawiałam się, czy pamiętają, że mnie nie lubią?
     Wygląda na to, że mój widok ich zaskoczył i pękły wszystkie  tamy. Pamiętali mnie ledwie żywą z bólu i nieszczęścia. A tu proszę, Marzena stoi i śmieje się.
Zrobiło się wesoło. Wspominaliśmy małego Mateusza.  Okazało się, że mnóstwo zabawnych, wzruszających historii pamiętamy. Mateusz też się wzruszył. Nie przypuszczał, że tyle o nim wiemy, hehe. Sam pamiętał najlepiej poważniejsze wypadki. Jedno nawet mamy uwiecznione na zdjęciu. Na Komunię siostry Matusz miał sine oczy i filety pod oczami, po upadku na twarz z roweru.
Wiele razy dech nam odbierało. Najbardziej kiedy postanowił uprawiać parkur. Oboje z mężem zaklinaliśmy go, żeby nie tego robił i słabliśmy, kiedy wychodził z domu na deskę. A on jeszcze podziwiał tych co skaczą po dachach.. uch

Niedługo pewnie sam założy rodzinę, to zobaczy jak to jest :-)

Był bardzo żywiołowy,  przysiadał tylko, żeby kotka pogłaskać, hehe a potem zaczął rysować.
Szkoda, ze już nie chce. Na pamiątkę mamy portret Lennego Kravitza.
Narysował go kiedy miał kilka lat, może 5, może 6




Jako nastolatek rysował komiksy.

A teraz mówi, ze nie umie.

Mojego portretu już nie narysuje :-(

Za to robi wiele innych rzeczy, z których mogę być dumna. Myślę, ze dożyję jego 30, albo i 40 urodzin to poopowiadamy historie z dnia dzisiejszego, hehe

Dla gości zrobiłam jeszcze kaczuszkę, kurczaczki i kartki. Będą mieli co wspominać, jakby mnie w końcu zabrakło ;-)




Tak sobie własnie przypomniałam, że na stypie u dziadka wszyscy zaczęli opowiadać historie z Jego udziałem i zrobiła się bardzo wesoła impreza.  

:-)

środa, 21 marca 2018

Wiosna :-)

   Pierwszy dzień wiosny jest słoneczny i tyle. Mnie to bardzo cieszy, bo od słonka jest cieplej i łatwiej z domu wyjść.
Korzystając z okazji, zaniosłam kurczaczka panu, dzięki któremu robię kartki. W ulubionym sklepie Paper Concept wyżaliłam się, że nie umiem prosto wycinać z dużych kart i pan przyniósł mi ręczną gilotynkę za nieduże pieniądze. Urządzenie to, jednocześnie, można ustawić na zaginanie kartek.
Obecnie moim ulubionym zajęciem jest robienie świątecznych kart i kurczaczków. Zwłaszcza, że kupiłam jeszcze tasiemkę z zajączkami, kurczaczkami, barankami.
O większym sprzątaniu, to teraz dopiero pomyślałam, łoj.
Może ktoś pomoże? hehe





Cztery kartki już zaniosłam  na aukcję dla schroniska. Może komuś przypadną do gustu?
Jeśli nie, to nic nie szkodzi, mam tyle osób, które mi pomogły, pomagają, że na pewno im się spodoba.
Wiecie jak to jest.
Na pewno się ucieszą :-).

Wykreujemy radość  ?
Na pewno też już coś szykujecie :-)


piątek, 16 marca 2018

Benefis

     Niespodziewanie zadzwoniła koleżanka dzięki, której zaczęłam chodzić  do Teatru Wielkiego i do Filharmonii. Byłam też  z Nią na Nocy Muzeum, kiedy jeszcze ledwie się ciągnęłam, hehe. Straciłyśmy kontakt już jakiś czas temu, przestała przychodzić na zajęcia. Tymczasem zadzwoniła z pytaniem, czy nie mam chęci iść do teatru bo kupiła tani bilet z myślą o mnie.
Zatkało mnie ze szczęścia. Pewnie, że pójdę!!
14.03 światowej sławy śpiewaczka Krystyna Szostek-Radkowa obchodziła 85- lecie urodzin i 60 lat pracy. Urządzono benefis na jej cześć.

Nigdy jeszcze nie byłam na benefisie, więc byłam ciekawa co to za atrakcja. Oczywiście widziałam  w telewizji, ale na żywo nigdy dotąd.
No i rzeczywiście bardzo to wzruszająca i interesująca forma uczczenia wybitnej osoby.
Przede wszystkim prowadzili córka śpiewaczki i jednocześnie uczennica oraz Piotr Polk zapewniając jednocześnie rodzinną atmosferę, serdeczną i dowcipną.
Wszyscy pochodzą ze Śląska
Pan Piotr uczył się w szkole muzycznej :-)
       Pani Krystyna przyjmowała życzenia, kwiaty i prezentacje jej ulubionych arii wykonanych przez wybitnych śpiewaków, wystąpił nawet Zespół Śląsk. Okraszone to było opowieściami ze sceny i z życia prywatnego.
Ciekawe, czy opowieści w takiej chwili pokrywają się z dniem codziennym? Czy dobra, życzliwa, z poczuciem humoru, genialna śpiewaczka i profesor  była tylko taka?
Myślę, że tak. Po sposobie mówienia o sobie, po głosie, po uśmiechu takie miałam wrażenie :-)
I jak o Niej mówiono: urodziła się by śpiewać, i dlatego potrafiła z radością i z łatwością pogodzić pracę, karierę, dom, przyjaciół.
Miała szczęście, że robiła to co kochała i kochała to co robi. A przy okazji miała wielki talent.

   Opowiadała, że uwielbia śpiewać kolędy, więc w kościele chętnie się udziela muzycznie. Oczywiście nie śpiewa wyuczonym głosem, operowym, tylko swoim. Kilka lat temu, słysząc ją, podeszła pani, nie szczędząc zachwytów a na koniec powiedziała: ........trzeba się uczyć.
:-DDD

     Od momentu kiedy zaśpiewała,  pokochałam tą panią. Oczywiście nie dlatego, ze głos ma jakiś niezwykły, bo wiadomo, że wiek to uniemożliwia, ale za odwagę.
I tak sobie pomyślałam, ze ta pani jest szczera i prawdziwa, nie udaje bo się nie boi.
  Najwyżej by się nie zgodziła na takie świętowanie.

 Śpiewamy 100 lat a za szanowną jubilatką stoi Zespół Śląsk :-)


Koleżanka zrobiła mi ogromną przyjemność, że mnie zabrała do Teatru Wielkiego. Uściskałam ją  wiele razy, a na samym początku, kiedy rozbrzmiały dźwięki Carmen, rozbeczałabym się, gdybym miała łzy. (Ta dysfunkcja się jednak przydaje z moim usposobieniem. Teraz to sobie mogę rzęsy pomalować, hehe)
Takie tanie bilety są dostępne na balkonach z nie najlepszym  widokiem. Na początku usiadłyśmy jak nam wyznaczono.

Mogłam się napatrzeć jaki wielki jest Teatr Wielki :-)




W przerwie przeniosłyśmy się na wypatrzone wolne miejsca na dole.
Pierwszy raz siedziałam na parterze
O dziwo słychać inaczej niż na górze :-)

.
Co za piękny wieczór :-)

Dziś spadł śnieg, wyrwałam ząbka i zaczyna właśnie boleć dziąsło, łoj
Ale cieszę się, że zdążyłam napisać.
 Może ktoś słyszał panią Teresę?

A u Was wiosna czy zima?
:-)

wtorek, 13 marca 2018

Naprawdę warto

       Na koniec zajęć weekendowych, instruktor opowiadała o Mistrzu Moy założycielu Stowarzyszenia Taoistycznego Tai Chi. Bardzo lubię te opowieści. Zawsze na warsztatach instruktorzy, których uczył sam Mistrz opowiadają historie z życia. Robią to też pozostali instruktorzy, przy okazji większych imprez. Od tylu lat słucham o Mistrzu i nigdy nie było powtórzenia. No może powtarza się wspomnienie, że to był bardzo skromny człowiek, miał kilka osobistych rzeczy i kasetę z "Przeminęło z wiatrem". Pieniądze z zajęć przeznaczył na ośrodek dla wszystkich potrzebujących.
Tym razem wspomniano czasy kiedy Mistrz Moy poprowadził zajęcia  w Montrealu. Pierwszą salę udostępniono Mu w kościele katolickim. Ta sala jest wynajmowana do tej pory z szacunku, pomimo, że w Montrealu jest już wielki ośrodek Stowarzyszenia.

   Tak sobie pomyślałam, że moi nauczyciele bardzo pięknie pokazują jak dbanie o to, żeby sobie nie szkodzić, żeby było nam wygodnie, czyli zająć się sobą. pomyśleć co mi jest, jak ja żyję, jak się czuję, co tak naprawdę robię i dlaczego, gwarantuje  dobre życie z pożytkiem dla innych.

      Kiedyś wskazówki co do zmiany zachowania, odbierałam jako dezaprobatę, czyli naganę i nakłanianie do poprawy. I od kiedy wyszłam spod skrzydeł dziadków, to na pewno tak było.
      Potem szukałam ratunku dla swojej zrozpaczonej duszy i tu na szczęście trafiłam na nauki Bon.
      A teraz jestem już na etapie wielkiej radości z  poznawania swoich możliwości, zdobywania wiedzy i doskonaleniu się psychicznie i fizycznie.

A kto powiedział, że nie będziemy mistrzami????

Intencja jest najważniejsza, jeśli chcemy być czyści i doskonali, to prędzej czy później będziemy.
To już zależy od naszej karmy. Ale zbierać dobrą karmę przecież możemy, tak samo jak być szczęśliwi, bo inni są szczęśliwi.

Dzięki Mistrzowi Moy, który wspierał i uczył, powstały ośrodki w 26 państwach. Główny ośrodek jest od 47 lat w Kanadzie i tam zapoczątkowano warsztaty pod nazwą "Powrotu do zdrowia". Przyjeżdżają tam ludzie np. na wózkach, po udarach i zaczynają chodzić, :-)
To są cuda, które ludzie sami robią, dzięki swojej ciężkiej pracy. Dostają wskazówki, są nakierowani jak, a potem muszą ćwiczyć.
Tak było ze mną.
Przyjechała instruktorka z Kanady na jedne zajęcia do Warszawy w drodze na Ukrainę. Lokalni instruktorzy namawiali, żebym się nie wstydziła. i przyszła. Przemogłam się i dotarłam, przyprowadzili mnie, :-) . Powiedziano jej jaki problem i doradziła co zrobić. Na zajęciach raz mi się udało, instruktor pochwalił i powiedział, no to już wiesz jak masz ćwiczyć?
No i wyćwiczyłam :-)) Syn dawał odpocząć ale nie za długo, ufff
Teraz jestem żywą reklamą tai chi !
Jak już kiedyś pisałam, szkoła Mistrza Moy pomoże wyleczyć wiele dolegliwości fizycznych i psychicznych.

Najwspanialszym  nauczycielem dla mnie jest Tenzin Wangyal Rinpocze.
Pierwsza wskazówka od Niego jaka do mnie dotarła to "bycie swoim najlepszym przyjacielem" pomogła mi otworzyć się.

Przytoczę kilka zdań z jego biografii, żeby upewnić wszystkich, że to nie jest fascynacja chorej osoby, Jego mądrość docenił świat :

 Jego Świątobliwość XIV Dalajlama wyznaczył Rinpocze jako przedstawiciela tradycji Bon w Tybetańskim Zgromadzeniu Ludowym działającym przy rządzie emigracyjnym.
W roku 1991 Tenzin Rinpoche otrzymał grant z Fundacji Rockefelera na Uniwersytecie Rice w Houston w stanie Texas. Prowadził tam badania nad dawnymi bóstwami tantrycznymi Bonu i ich związkami ze wczesnobuddyjską tradycją w Tybecie. W roku 1993 otrzymał ponownie stypendium Rockefelera, co pozwoliło mu uczyć na Uniwersytecie Rice w semestrze wiosennym. Dokonał wówczas wyboru pozostania na Zachodzie, by uczyć starożytnej tradycji Bon swoich zachodnich uczniów. W marcu 1992 roku Rinpocze założył w Charlottesville w stanie Virginia Instytut Ligmincza, który jest organizacją typu non-profit stawiającą sobie za cel zachowanie dla przyszłych pokoleń pochodzących z Zhang Zhung i Tybetu starożytnych nauk, sztuki, języka, wiedzy naukowej i literatury. 


Jestem też żywą reklamą nauki Tenzina Wangyala Rinpocze.

Jestem przekonana, że Ci którzy kierują się współczuciem osiągną sukces, znajdą drogę, żeby zostać mistrzami.
W naszej tradycji Papież Jan Paweł II i Franciszek też tego uczą i prawie wszyscy ich kachają za to.


Wygląda na to, że najpierw trzeba zająć się sobą, zobaczyć co tam w duszy gra, żeby móc się doskonalić w życzliwości., zostać mistrzem.

Czego nam z całego serca życzę!!!










  

sobota, 10 marca 2018

Dobra sobota

    Bardzo się cieszę, że podobały Wam się moje prace :-)
  Dostałam informacje, że wszystkie gadżety dla schroniska zostały sprzedane. Ogromnie się cieszę, zwłaszcza, że pierwszy raz wystawiałam swoje kartki i kurczaczki. Na szczęście w ostatniej chwili zmobilizowałam się i zdążyłam zrobić jeszcze dwie kartki i 2 kurczaczki.


 I pierwszy raz zostałam poproszona o zrobienie kartki dla młodej pary. Poprosiła mnie o to córka, ale właśnie dlatego bardzo mnie uradowała ta prośba. Myślę, że to bardzo wysoka ocena moich prac. Przecież mogła kupić i nawet mi nie wspominać o takiej potrzebie.
Widocznie dla niej też kwiatuszki, motylki, ptaszki są najbardziej potrzebne na drodze życia :-)


 A dzisiaj brałam udział w weekendowym kursie tai chi dla początkujących. Stali bywalcy ośmielają nowych chętnych i ułatwiają ćwiczenie, bo można się z każdej strony na kimś wzorować.
Dodatkowo lubię prostą formę bo zawsze odkrywam coś nowego mimo, że robię to samo od lat.


Kiedy dziś sobie ćwiczyłam i próbowałam poczuć w każdym ruchu pracę mięśni, ścięgien, nerwów, przypomniałam sobie jak wielokrotnie słyszałam: teraz jest czas, zeby zająć się sobą.
Trochę mnie to sformułowanie irytowało. Nigdy nie umiałam zajmować się sobą i po paru osobach z otoczenia sądząc, był to egoizm krzywdzący innych, więc absolutnie mi nieodpowiadający.

Dziś zrozumiałam, ze zająć się sobą to nauczyć się nie myśleć, nie układać w głowie schematu tylko pozwolić sobie na prostą formę, czystą i doskonałą, czyli zaufać sobie. 

Kiedyś Mistrz Moy powiedział: prosta forma jest najtrudniejsza. 
Powiedział też, że trzeba być dobrym dla siebie.

I właśnie trzeba mieć czas, żeby nauczyć się zająć się sobą, żeby dobrze przeżyć swoje życie
wtedy na pewno spontanicznie bez trudu będzie się żyć z pożytkiem dla innych.

 :-)

wtorek, 6 marca 2018

Nigdy nie wiadomo co się przyda

      Mimo wszystko nie zraziłam się do psów. Wręcz pilnowano mnie, żebym nie zaczepiała zwierząt na ulicy. Kiedyś pełno był wałęsających się bezpańskich psów, a ja się do wszystkich pchałam z łapami, żeby pogłaskać. Babcia, która najczęściej była ze mną, ostrzegała groźnie, że kiedyś się doigram i pies mi tyłek wygryzie i za łapę odciągał na bok.
      No rzeczywiście, raz taki mały kundel mnie ugryzł w nogę. Od tamtej pory jestem zdania, że małe to wredne ;-) One po prostu bardziej się boją i dlatego gryzą w obronie. Stąd potwierdza się teoria, że agresja jest efektem strachu. U ludzi też często się to zauważa.
     Teraz wciągnęłam się w pomaganie schronisku. Przygotowuję kartki na festyn świąteczny, gdzie zbierane będą pieniądze dla zwierząt. Mam nadzieję, że się spodobają i będą chętni do zakupu.
 Wczoraj świeciło słonko !



:-D
     
Jak się spodziewałam, nastąpiła ogromna zmiana w postrzeganiu świata. Nie dziwię się już, że współczucie daje szczęście przede wszystkim współczującemu.
    Ostatnio bardzo bliska mi osoba, nieśmiało wspomniała, że może wyjedzie na święta. W pierwszej chwili, ścisnęło mnie w środku, ale po chwili ogarnęło ciepło i radość. Przecież spędzi te dni z kochaną osobą, odpocznie sobie. Szczęśliwa będzie też ta druga osoba,
Jeśli dla nich to będzie lepsze, to ja się tylko cieszę, że nie jestem przeszkodą. Cieszę się, że na Boże Narodzenie mnie nie zostawili, hehe
    Wreszcie mogłam popatrzeć na stare zdjęcia, kiedy byliśmy wszyscy razem.
Mogłam popatrzeć na zdjęcia z innego świata, gdzie już mnie nie ma. I ogromnie się cieszę, że już mogę popatrzeć na dobre chwile innych, bez zawiści, bez zazdrości bez żalu.

Do tej pory uważałam, że wybaczenie jest punktem zwrotnym w powrocie do zdrowia. Ale od kilku dni sądzę, że współczucie odmienia życie.
Oczywiście uważałam, że współczucie jest największą wartością, ale tak naprawdę zrozumiałam  to dopiero teraz. I dopiero teraz wiem jaki mam skarb.

Szczęście innych zazwyczaj bardzo uszczęśliwiało, ale wtedy, kiedy się pokrywało z moim szczęściem. Pewnie dlatego, że nie miałam jakiś wygórowanych oczekiwań, to łatwo znalazło się coś co mi też pasowało.
Natomiast kiedy szczęście innych, kolidowało całkowicie z moim szczęściem, już nie mogłam na to pozwolić, już byłam nieszczęśliwa.
Teraz już stać mnie na to, żeby pozwolić żyć każdemu jak chce.
Nie znaczy to,że zawsze będę blisko, bo po co być ogonem, będę szczęśliwa, że ktoś może być zwyczajnie wolny.

Ile to rzezy człowiekowi jest do szczęścia potrzebnych?
 szacunek do siebie? odwaga? wybaczenie? czy może właśnie współczucie?
Każdą z tych rzeczy musiałam dopiero odkryć, uch. Sądzę, że jedno prowadziło do drugiego.
Ciekawe co jeszcze odkryję?
A może już błyszczy miłość do wszystkich stworzeń.

Aż trudno uwierzyć, że trafiłam do Mistrza Moy Lin Shin, że trafiłam do Tenzina Wangyala Rinpoche.


hehe Przypomniało mi się, ze kiedyś ciotka wszystkim opowiadała jak to się jakimś Chińczykom spodobałam, że mnie pokazywali palcami. Podobno dlatego, że miałam skośne oczy jako mała dziewczynka.