wtorek, 14 sierpnia 2018

Tai Chi w Łazienkach Królewskich

       Trzeci rok z rzędu Stowarzyszenie Taoistycznego Tai Chi ma miejsce w Łazienkach Królewskich. Bardzo lubimy ćwiczyć na świeżym powietrzu, a dodatkowo jest nam bardzo miło propagować Tai Chi, które opracował Mistrz Moy dla zdrowia wszystkich ludzi. Prosił o  to sam Mistrz. INasze ćwiczenia budzą spore zainteresowanie. Co jakiś czas przychodzi ktoś na zajęcia w ośrodku, zachęcony naszym pokazem.
Niedziela 13.30 to pora kiedy kończy się koncert pod Pomnikiem Chopina i tłum ludzi schodzi do Łazienek.











Chętnie korzystam z uroków miasta czyli uwielbiam chodzić do teatru, na wystawy, czasem do kina., kawiarni Cieszę się ,że znalazłam sobie miejsce w tym świecie, w którym się znalazłam.

Rozumiem, że czasem każdy chciałby tego zakosztować, no ale tak to już jest, podobno nie można mieć wszystkiego, hehe albo przyrodę, spokój, albo gwar, ludzi.

Ćwiczenie Tai Chi jest dla mnie nie do zastąpienia i tego, rzeczywiście nie można nauczyć się samemu, ani z książki, ani z filmu. Z tym to mam szczęście :-)

Zaraz rozpocznie się świetny film"Frida".
Na szczęście, obejrzeć go może każdy. Mnie poleciła go blogowa koleżanka, więc spodziewam się niezwykłego przeżycia. Film jest o wyjątkowej osobie i dostał dwa Oscary, więc na pewno jest wart obejrzenia.
Polecam i życzę miłego odbioru.



sobota, 11 sierpnia 2018

Maria Callas w teatrze !

     Robienie karmika bardzo mnie zaabsorbowało. Oczywiście dlatego, że co chwila miałam jakiś genialny pomysł, hehe. Co prawda liczę się z tym, że dzieci poprawią porządnie, czyli przybija porządny daszek, ale póki ich nie ma, tworzę po swojemu. Pomyślałam sobie, że  Basia będzie ze mnie dumna :-) To od Niej zaraziłam się radością tworzenia ze skorupek, siatek, papierków itp
Ponieważ daszek z plastykowej podkładki okazał się przepuszczalny, postanowiłam, że przykleję kwiaty z torebek, hehe

 Pewnie tylko ja wiem, że to są kwiaty.


Dziś padał deszcz, więc sprawdziłam, czy folia chroni ziarenka przed zamoczeniem.
No trochę chroni, więc może to jest zachęta, żeby przykleić więcej kwiatów, hehe
No niestety widok karmika po deszczu jest dość nędzny, choć zapewne zależy to od wyobraźni ;-)


Ulewa wielka była, aż w rynience woda po brzegi stała.


Złote liście i w taką pogodę  wyglądają przepięknie :-) prawda :-)


Udało mi się w końcu  obejrzeć sztukę Maria Callas.


Starym zwyczajem stanęliśmy po wejściówki. Zakupienie wejściówek jest możliwe jeśli się przyjdzie odpowiednio wcześnie, półtorej godziny przed spektaklem już się robił tłok.

 Czekanie jest przyjemne. Siedzi się w wygodnych fotelach, można zamówić sobie kawę i takie tam. Zachęcam do skorzystania z takiej oferty, tym bardziej jeśli ktoś nie jest zbyt zamożny.

Udało się wejść.
Nie zawsze wystarczy wejściówek, bo chętnych na dobre przedstawienia jest dużo, oj dużo, a Maria Callas do takich należy.


Nie pomyliłam się sztuka jest świetna i bardzo polecam jej obejrzenie. Postać Marii Callas jest w ogóle nieprzeciętna, a zaprezentowana w teatrze budzi wzruszenie.
Pewnie wiele osób czytało lubo oglądało filmy o wielkiej śpiewaczce, więc nie będę się powtarzać. Wiadomo, muzyka jest  najważniejsza
Mnie poruszyły słowa skierowane do ludzi: twórzcie bo to sprawia, że świat jest piękniejszy, jest lepszy....
Bo chociaż śpiewała skomponowane przez innych partie, to sposób w jaki je śpiewała był niepowtarzalny, wyjątkowy, jedyny. Stąd budził zachwyt.

Twórzcie, ale tak prawdziwie, bo powstałe uczucia dają odwagę, dają wolność.

Wygląda na to, ze kiedy jest się prawdziwym, już jest się twórcą, wystarczy żyć :-)


No cóż, zdaje się, że być prawdziwym w życiu, to wiedzieć co się tak naprawdę robi i dlaczego.

A to nie jest taka znowu prosta sprawa, hehe

Poruszyła mnie tez miłość Marii do Onasisa. Cierpiała, chciała, żeby ją pokochał, a tymczasem ich romans był tylko skandalem.
Podobno Onasis twierdził, że każdego można kupić.
Może dlatego został w końcu mężem wdowy po Johnie Kennedym

     Kobiety potrzebują adoracji, bezpieczeństwa, miłości. Bogactwo bardzo ułatwia zapewnienie dwóch tych potrzeb. Nic dziwnego, że można się poczuć cudownie, gdy ktoś wielkim nakładem finansowym je zaspokaja. Kobieta może się poczuć kochana, nie ma dziwne.

Maria nie czuła się kochana, bo jej o tym mówił. Powiedział, za to, że może pokochać ich dzieci. Ale tego nie chciała .

Umarła na zawał serca.

Pracowała tak wiele,  myślę, że do końca muzyka była to największym szczęściem. Niemniej osoba z taką wrażliwością, przeżywała wszystko po dwakroć, nieszczęścia też.

To może jednak nie życzę być zbyt wrażliwym.
Ale jeśli się już przytrafi, to polecam nauczyć się medytacji, wtedy na pewno obróci się to w cuda, nie w tragedię.

Uściski serdeczne  :-)



Świeci już gorące słońce. Super.
 Ja tak się cieszę, że jest gorąco, bo wreszcie moje zmrożone wewnętrznie ciało jest dogrzane.
I nie ma komarów, hurra, hurra, hurra :-)

środa, 8 sierpnia 2018

Znowu ćwiczę Tai Chi

    Od powrotu z sanatorium zawisły nade mną czarne chmury. Niespodziewanie okazało się, że muszę się zająć sprawami nie dość, ze trudnymi, to jeszcze nieprzyjemnymi.
Niestety nikt nie mógł mnie wyręczyć. Oczywiście znaleźli się serdeczni ludzie, którzy mnie wspierali, ale sama musiałam nad tym zapanować.
I o dziwo zapanowałam, hehe
     Pierwszą oznaką ozdrowienia z bezradności, było znów pojawienie się na zajęciach.
Ćwiczenie tai chi pomaga na stresy, na spięte mięśnie, więc najlepiej ćwiczyć, kiedy to człowieka dopada, ale niestety nie mogłam sobie na to pozwolić z braku czasu, braku siły, upału.
Pojawiłam się na zajęciach w końcu. Mimo upału, który powoduje nawet zawroty głowy, zrobiłam prostą formę 108 ruchów, których nauczył Mistrz Moy.
Nie wywaliłam się :-)
Ale przede wszystkim wróciła myśl, że jestem silnym człowiekiem.
Raczej nikt by się tego nie spodziewał, hehe.
 Ja owszem, ale od niedawna, to prawda :-)

I wreszcie znowu spojrzałam w niebo. Dla mnie to jest dobra oznaka, a dla  Was?


Cieszę się już z odwiedzin niespodziewanych gości :-)





Ten kiciuś już miał kiedyś u mnie zamieszkać, ale właścicielka nie mogła się z nim rozstać. Teraz kot już jest wielkich rozmiarów, już nie mieści w małym mieszkanku z dwoma psami więc postanowili dać mu trochę przestrzeni.
Ja zawsze chciałam mieć czarnego kota. A on w dodatku jest bardzo grzeczny, nawet nie prycha.
Przyjęłam go serdecznie :-)


     Wybierałam cytat Dalajlamy pasujący do moich ostatnich przeżyć i ten wydał mię najcelniejszy:

Oceniaj swój sukces na podstawie tego, z czego musiałeś zrezygnować 

Tak się składa, że ostatnie siedem lat, jest wielką rewolucją w moim życiu. Zmieniło się wszystko. No może otwarte serce się nie zmieniło. Zrezygnowałam z najważniejszej rzeczy, w którą wierzyłam, której pragnęłam.
Ale na to miejsce pojawiły inne rzeczy bardzo ważne, bardzo cenne. Może nawet podobne do tamtych, ale dużo mądrzejsze :-)
Taki skarb, dzięki któremu, nie będzie łatwo mnie wykończyć.
To jest dopiero sukces!!

Sukcesów wszystkim życzę :-)))

czwartek, 2 sierpnia 2018

Zdziwisz się...

       ile możesz zobaczyć jeśli masz oczy otwarte"
cyt, z książki mojego ulubionego pisarza :-)


No ciekawe, co zobaczyliście?,
hehe
Mnie dziś mało samochód nie potrącił.
Wysiadłam z tramwaju na ulicę ale w miejscu znajomym przy światłach. Zawsze samochody się zatrzymują za tramwajem, żeby ludzie spokojnie przeszli na chodnik. idę sobie, aż tu nagle przed nosem przejeżdża samochód. Zamarłam z przerażenia. Jeden krok i potrąciłby mnie. Oczy szeroko otworzyłam, hehe,
Strachy zniknęły w mgnieniu oka. Bo czego tu się bać? Można nie zdążyć, hehe
A ja, jak jeżdżę tamtędy naście lat, nigdy czegoś takiego nie widziałam.
Ponieważ kierowca nie jechał bardzo szybko zobaczyłam, że to starszy pan.
Już się nie dziwię, że w pewnym wieku zdolności do kierowania samochodem się traci i trzeba się starć o pozwolenie.

I z tym optymistycznym akcentem nacieszmy się upałem, zimną wodą w kranie, spokojem -)


Przykleiłam już matę na daszek. Może ktoś by zrobił lepiej ale i tak jestem z siebie dumna, znalazłam, wymyśliłam i przykleiłam sama, hehe


 Pomaluję jeszcze to drewno co widać , ale na razie nie wiem na jaki kolor? Może na zielono?
E, to takie banalne, hehe



Bardzo pięknie rozkwitła mi jedna pelargonia. Tak jej się u mnie podoba??!! :-)





Rozważania o strachu w wakacje psują pewnie nastrój, ale z drugiej strony, wydaje mi się, jest to czas najbardziej odpowiedni. Przemyślenie takich przykrych spraw, kiedy człowiek jest jak najlepiej nastawiony do życia, spowoduje, że się od nich uwolnimy.
Bo jak nie teraz, to kiedy?
Kiedy jesteśmy zagonieni, kiedy mamy dużo obowiązków, kiedy jest zimno, dzień krótki, albo naprawdę przytrafi nam się coś złego?
Oczywiście, panuje tendencja, żeby w ogóle nie myśleć o takich przykrych sprawach, ale nauczyłam się, żeby nie odpychać takich tematów,  tylko je rozpuścić, czyli zostawić jakimi są :-)

Akurat przeczytałam w "Złodzieju czasu" fragment o strachu :

"Czego jeszcze obawiali się pierwsi ludzie? Nocy... możliwe. Chłodu. Niedźwiedzi. Zimy. Gwiazd. Nieskończonego nieba. Pająków. Węży. Siebie nawzajem. Ludzie bali się tak wielu rzeczy....

  Co to jest strach?
Strach to jest religia!"

No proszę. Pierwszy raz ktoś tak powiedział, ale z drugiej strony, moim zdaniem, jest to bardzo trafne określenie.

W każdej mi znanej religii, podstawą  do osiągnięcia cudów jest praktyka. A strach ma chyba największą rzeszę praktykujących. Można nie mieć czasu na modlitwę, można nie mieć czasu na medytację, ale na banie się zawsze znajdzie się czas.
I rzeczywiście strach powoduje cuda, tylko w tym przypadku, one się nie nazywają cudami.

Pewnie stąd się mówi, że trzeba myśleć pozytywnie,  Raczej nie chodzi tu  o nadzieję, albo wmawianie sobie, że będzie dobrze, tylko o pozbycie się strachu, bo ten paraliżuje i odbiera radość życia. A przecież będzie co ma być.
Nie jest łatwo, ale jak raz się uda rozpuścić strach, to w końcu on przestanie wracać.

Czego wszystkim z całego serca życzę :-)

wtorek, 31 lipca 2018

Ulewa

 Żar z nieba, ale i burze grzmią nad Warszawą.

Nade mną leje deszcz,a z boku świeci słońce i rozświetla drzewa. Piękny widok, uch :-)


 A zaczęło się tak.....

 Nadciąga


  I lunęło.....



Całkowicie rozmoczył się daszek w karmniku. Trzeba zrobić nowy, a nie ma kto na razie, więc szukam w domu czegoś przydatnego

 i wpadła mi w ręce taka podkładka pod talerze. Nikt tego nie używa, to może będzie akurat na daszek. Jak myślicie?

Wczoraj byliśmy w urzędzie. Brzuch mnie boli do tej pory. W sumie ulżyło mi, bo załatwiliśmy co trzeba było, ale stres był.
Niby się wie, że normalna kolej rzeczy, ale zawsze mam niepokój, że może nie ma jakiegoś dokumentu, albo, że coś tam uniemożliwia pozytywne załatwienie sprawy, bo są nowe przepisy, albo potrzebne jest coś czego nigdy nie było. Na wszystko trzeba czasu i cierpliwości, a z drugiej strony czas nagli.(przydałaby się umiejętność krojenia czasu, jak radził Pratchett, hehe) No i oczywiście w dzisiejszych czasach nigdy nie można być pewnym, czy się da pozytywnie załatwić, jeśli już to na 99%, uch

Przypomniał mi się post o strachu.
Urzędy to miejsce, że rzeczywiście można sobie próbować radzić lepiej albo gorzej, ale gdzieś tam w środku strach się czai, bo bardzo dużo zależy od powodzenia w takim miejscu jak urząd.
 Można się zmusić do polubienia urzędów?
I tak teraz częściej się spotyka przychylność ze strony urzędników na pierwszym szczeblu. To nic nie znaczy, ale przynajmniej nie przeraża na początku.

Przypomniały mi się słowa Dalajlamy XIV

"Jeśli problem jest do rozwiązania i możesz to zrobić, nie ma potrzeby by się martwić.
  Jeśli nie jest możliwy do rozwiązania, martwienie się nie pomoże"

     No nie pomoże, ale weź się i nie martw? Samo się to robi.


Trzeba praktykować, w końcu się uda, hehe, jestem pewna.

Z całego serca, wszystkim, tego życzę!

czwartek, 26 lipca 2018

Prezenty

     Wczoraj dostałam przesyłkę od Janeczki z Janeczkowa, Ku mojej radości przysłała mi niezwykłą kartkę oraz mnóstwo ozdób do robienia kartek.
Bardzo, ale to bardzo dziękuję Janeczko, że pomyślałaś jak bardzo mi się to przyda.
Już zacznę robić kartki na jesienne imprezy charytatywne dla schroniska w Korabiewicach.

Wielkie dzięki !!!!

Mam nadzieję, że szybko się wdrożę i będę miała co pokazać, hehe





Jeszcze raz ogromnie dziękuję i mocno ściskam Janeczko :-)))


niedziela, 22 lipca 2018

Skąd się bierze strach?

      Ludzie boją się różnych rzeczy. Jedni tego, a inni zupełnie czegoś innego. Moim zdaniem, to świadczy o tym, że nie jest to uczucie jednoznaczne i obowiązkowe, a więc nie niezbędne do życia.
Może u dzieci tak, bo ze strachu nie wejdą do klatki z lwem. Dorosły nie zrobi tego z rozsądku po prostu.
Strach jest odruchem, zwierzęcym instynktem i świadczy raczej o braku logicznego myślenia, czego nie mają również dzieci. (gdzieś to wyczytałam, hehe)
Dorośli, dla odmiany, myślą i wymyślają, co to na logikę może się źle skończyć.

    Kiedy zaczęłam zwracać uwagę na to co tak naprawdę robię i dlaczego, bardzo zmieniłam stosunek do tego co się ze mną dzieje. Strach, podobnie jak gniew, złość, zazdrość,. przeszkadzają w szczęśliwym życiu. Pokonywanie ich, nieustanna walka, to nie jest bohaterstwo, tylko wielki trud. Moim zdaniem najlepiej je w ogóle wyeliminować.

Przypomniało mi się jak koleżanka, z którą zjeżdżałam na sankach, śmiała się ze mnie nieco przerażona: ty to nie masz wyobraźni i dlatego się nie boisz.
Zdziwiłam się, co ma do tego wyobraźnia?
A to z tego często się bierze strach!
Osoby myślące już kombinują co by było gdyby, już boją się na zaś i choć bardzo popularne jest pozytywne myślenie, rzadko kto to potrafi.
Oczywiście, łatwo jest patrząc z boku, mówić komuś nie martw się, wszystko będzie dobrze, ale jak nam coś dokucza to już się nie widzi różowo.
W umyśle, dzięki logicznemu myśleniu , pojawiają się obrazy niepowodzenia, porażki i boimy się, bo będzie bolało.
Zaczyna pracować nasza bujna wyobraźnia.

A wizje urojone w naszej głowie, się nie sprawdzają, w każdym razie, nie aż tak boleśnie.
Często okazuje się nawet, że niepowodzenie przeradza się w wielkie powodzenie. Nie stało się to co chcieliśmy, ale dzięki temu stało się coś o wiele korzystniejszego.

Pamiętam, ze kiedy zaczęłam uczyć się zmieniać moje życie na szczęśliwsze z pożytkiem dla wszystkich czujących istot, podstawowym osiągnięciem było stać się wolnym człowiekiem i mieć szacunek dla siebie.

Dlatego, nie jest już sukcesem pokonywanie słabości, ale życie bez nich.

Czy to jest możliwe?

Ja wierzę, że jest,  przywołując dobrą energię, jak to ludzie lubią mówić, Energię  Miłości i Mądrości  jak uczą nauczyciele bon. A dzięki ich nauce umiem, ją przywołać i zatrzymać.

Niech każdy wykorzysta swoją Moc, żeby być wolnym, szczęśliwym człowiekiem, żyjąc dla pożytku wszystkich czujących istot.


No to pojechałam , hehe, to chyba od tego upału wspaniałego



 Amarantusy w całej okazałości dla Uli.



Odwiedza mnie czasem czarny sąsiad. Jest ogromny, ale taki milusi :-)
Zawsze chciałam mieć czarnego kota, a ten naprawdę nie ma żadnej białej plamki! niesamowite!




    Człowiek o  " Mądrości wielkiej jak ocean" powiedział "świątynią jest nasz umysł i nasze serce, filozofią dobroć"

I tak sobie myślę, że każdy zdecyduje jaką zbuduje świątynię :-))

Moja jest ciągle w remoncie.., uch





piątek, 20 lipca 2018

Upały:-)

Mam znowu rehabilitację. Tym razem same masaże. Strasznie boli czasem, ale to pomaga najbardziej, więc drę się trochę, ale nie uciekam :-)

Odpisałam na komentarze pod poprzednim postem i pomyślałam sobie, że odpowiedź do Agnieszki Krawczyk jest spostrzeżeniem, które może się wszystkim przydać :-)

. No właśnie, z jednej strony nie chcemy problemów, a z drugiej, nic tak nie wzmacnia jak radzenie sobie z nimi. Pewnie dlatego tak myślę, ze strach mnie już opuścił i znowu jestem dzielna, hehe Ale myślę, że każdy kiedy pokona słabość, może wierzyć, że udało się raz, to uda się i drugi. Już myślałam, że nie boję się niczego, a jednak, hehe, teraz znów tak myślę. Pewnie zdarzy się taka powtórka emocji nie raz, aż nadejdzie taka chwila, kiedy uwierzę, że zawsze sobie poradzę. I rzeczywiście tak będzie, przestanę się bać. Czego nam wszystkim z całego serca życzę :-)




O takiego kociego stanu tylko pozazdrościć, hehe

W weekend się uda !!!!




 Fuksja się rozrosła cudnie :-))

poniedziałek, 16 lipca 2018

Nie stracić to dopiero szczęście :-)

      Udało mi się zrobić trzy nowe kartki. Po powrocie z sanatorium zupełnie wyleciało mi z głowy jak to się robi. Nie wiedziałam od czego zacząć. Gapiłam się na kolorowe kartki, cekiny, taśmy i nie umiałam sobie wyobrazić jak to można połączyć.
 I w końcu mnie olśniło :-)




Jestem bardzo zadowolona ze swoich dzieł. Już widać w nich trochę duszy. A Wy widzicie? A może mi się tylko wydaje ?:-) ale na pewno widać intencję radości!!

Wreszcie leje porządnie i roślinki odżyją. Takie były biedne w ten skwar, zwłaszcza, że nie podlewamy zbyt obficie bo noszenie konewki i wiader jest bardzo męczące.





W końcu ten maluch nam zginął. Mało mi serce nie stanęło z rozpaczy. Na szczęście, na wołanie swojej pani, rozległ się taki przeraźliwy miuk,  w końcu.
Ulga jaką sprawiło mi odnalezienie się kota, przypomniało jak wiele radości może sprawić sam fakt, że nieoczekiwanie można było coś utracić i cudem się nie straciło.


        Ostatnie dni dostarczyły wielu mrożących krew w żyłach wydarzeń. W jednej chwili okazało się, że mogę stracić dużo pieniędzy. Na szczęście udało mi się od tego wywinąć, ale za nim to nastąpiło, miałam wizję spłacania przez wiele lat i życia w biedzie.
        I kiedy już ochłonęłam, pomyślałam sobie, że jakoś by trzeba było żyć, więc można pomóc komuś kto ma szansę  zrobić z tego  pożytek. Bo jak się nie uda, nie będzie aż tak bardzo żal. W końcu mogłam je już raz stracić i w dodatku bez sensu.

I tak w całym nieszczęściu jest szczęście, zrozumiałam że nie warto kurczowo się trzymać posiadanych dóbr, trzeba się dzielić Pierwszy raz chyba przekonałam się, że stracić można bardzo dużo w jednej chwili, chociaż się tak zabiega, dba, pielęgnuje.
Rzeczywiście lepiej żyć tu i teraz, będzie coś na potem, super. Nie, to też dobrze.
Póki życia, póki nadzieja, jak mówiła moja kochana babcia

Problem mam poważny z odnalezieniem współczucia dla osoby, przez którą by się to stało.

Wszystko skończyło się dobrze, każde nieszczęście właściwie prowadzi do odnalezienia cennej cechy.
Wiedząc to, nie powinnam się bać, tylko wierzyć w swoje szczęście.

Mnie jednak ogarnia strach, co to jeszcze mnie spotka.

 Na szczęście koi ten ból mówienie mantr :-)

Powodzenia w nowym tygodniu wakacji nam życzę :-)

ooo, strach przepędziło też napisanie posta, hehe