sobota, 26 marca 2016

Wesołych Świąt

     Szczęśliwe,wesołe Święta będą miały ludzie w Stowarzyszeniu "Wspólnymi  siłami" czyli "samotne matki".
Tak się cieszę, że tyle dobrych ludzi się znalazło do pomocy dla tego ośrodka. Wiadomo,że potrzebujących jest bardzo dużo i trzeba dzielić wsparcie.
Wiem też, że na pewno dotarły ze znajomej firmy, środki chemiczne.
Po świętach też ma być wysłana kolejna partia z innej firmy.
Koleżanka, która remont robi już umówiła się, że przywiezie meble itp.np widelce hehe
Mam nadzieję, że potraktują życzliwość wielu osób (wiem,że jest ich więcej niż te o których wspomniałam) jako opiekę z Nieba. Bo to zawsze raźniej wiedzieć, że Ktoś Tam nad nami czuwa i troszczy się :-D
    Życzę wszystkim, żeby też w to wierzyli, zwłaszcza w ciężkich chwilach !




Ludzka serdeczność to wielka sprawa!

Tak mi się przypomniało, że łatwiej pomagać kiedy wiadomo, że ktoś to doceni choć trochę.
Ale ja znam i takich co pomagają ludziom, którzy bywają nawet okrutni dla ofiarodawców. Mimo wszystko pomoc dają, bo rozumieją, że są tacy bo "los" ich skrzywdził.

Podziwiam ogromnie i uważam to coś naprawdę wielkiego.
Dla mnie nie do osiągnięcia...

Ale i tak się cieszę,że mieszczę się w średniej hehe

My tutaj lokalnie szykujemy mały ale za to drugi, transport ciuszków ,zabawek i jedzenia :-D

środa, 23 marca 2016

Wystawa stroików

   W Wilanowie
Może zainspiruje świąteczne przygotowania? :-)















     Zrobiłam i ja sobie wyjątkowy stroik świąteczny hehe.
Wracając ze szpitala, weszłam do cukierni po pączka bo wiedziałam, że tam robią przepyszne, to nic, że nie zdrowe ;-). Czekając w kolejce, zobaczyłam na ścianie kilka dyplomów za pomoc ludziom. Byłam tam wiele razy, ale nigdy nie zwróciłam na to uwagi, a tym razem mnie olśniło. Poprosiłam o słodycze dla "samotnych matek". Właścicieli nie było, ale pani obsługująca, powiedziała, żebym wysłała nawet mailem taką prośbę do szefostwa, i dała mi wizytówkę z danymi.
Skleciłam parę zdań, nie wiem, czy dobrze, ale najważniejsze, że zapytałam, że wysłałam maila.
Od dłuższego czasu już przymierzałam się do zdobywania pomocy w ten sposób. Kolega mi wiele wskazówek podał, ale jakoś nie miałam odwagi, wstydziłam się. Dopiero koleżanka z którą pojechałyśmy do Wilanowa, uśmiała się z moich obaw i mówi: jak to? ty nie dasz rady? hehe dała mi do myślenia
Po napisaniu ostatniego posta przyszło mi z łatwością powiedzenie o Stowarzyszeniu "Wspólnymi siłami", gdzie potrzebują jedzenia, wszystkiego zresztą bo to organizacja pozarządowa.
Nie wiadomo, czy pomogą temu ośrodkowi, może już limit na dobroczynność mają wyczerpany. Jest ogromna ilość potrzebujących ludzi, nie sposób pomóc wszystkim.
Wiem o tym, i nie zrazi mnie porażka, koleżanka obiecała fachowo mnie pokierować jak będzie trzeba. Przede wszystkim, radzi próbować, coś się uda.
W jednej chwili stała mi się bardzo bliska. hehe

Mając w sercu radość, idę sobie w pierwszy dzień wiosny zanieść jakieś papiery do znajomej firmy. Tam zagadałam w sekretariacie czy nadwyżki środków higienicznych mogą przekazać do ośrodka.
Pani powiedziała, że zapyta szefa, ale robią tak, żebym podała adres to jak będą mogli to wyślą.
!!!!

Iiiii, no nie powiem, mało się nie posikałam ze szczęścia.

Z radości wybrałam się do Filharmonii z inna koleżanką, namówiła mnie na wejściówki. Z resztą inaczej bym nie poszła wcale, bo bilety bardzo drogie, więc nawet gdybym była wielkim fanem tego rodzaju muzyki, raz na rok bym się wybrała .
Ale o tym potem.
I tak się nie dostałyśmy, przyszło tyle narodu, min Prezydent

Robię kolejne jajeczne ozdoby ...




Radości dużo wszystkim życzę.
Na pewno coś się znajdzie,żeby się było z czego cieszyć hehe

niedziela, 20 marca 2016

Świątecznie

   Jak tak zaczęłam się zastanawiać nad komentarzami do poprzedniego posta i ile ja do tej pory przeżyłam, ile się nauczyłam dzięki temu, to muszę napisać komu i czemu  to zawdzięczam.
Na wstępie muszę przyznać,że cenną szkołę dał mi przede wszystkim mąż, ale to, że dożyłam do tego, żeby to docenić i czerpać korzyści z tej wiedzy, to zasługa dobrych ludzi ! i tego..........................., że TAM NA GÓRZE MNIE LUBIĄ.

Jak to się ma do "kochania siebie", wiary w siebie, radzeniu sobie samemu bo nie można na nikogo liczyć w 100%, bo wszyscy się zmieniamy itd to moja historia zaprzecza stereotypowym poglądom, że sukces sobie przede wszystkim zawdzięczamy, dobremu, tzn pozytywnemu podejściu do życia.
I tak wspomnę o moich początkach "kariery" zawodowej.
Pracę w banku załatwiła mi w nowo otwieranym banku matka. Z maturą jedynie liczyłam na stanowisko hostessy. I tak super, ważne,że w prestiżowej firmie. Kadrowa zapytała o coś tam ale ja nie miałam przecież o czym opowiadać, żadnego doświadczenia, popatrzyła na mnie, pokiwała głową i zaproponowała stanowisko... kasjera walutowego, bo ja taka spokojna jestem, nadaje się a liczenia i rozpoznawania fałszywych pieniędzy mnie nauczą, hehehe
No i zaufałam kobiecie. Chociaż bałam bo za pomyłkę w liczeniu albo przyjęcie fałszywych pieniędzy trzeba było oddać ze swoich.
Ale młoda byłam, głupiutka to się odważyłam.
Potem nie raz ścisnęło mnie w żołądku z nerwów. Zaletą tej pracy było to, że na koniec sprawdzali kasę i wychodziło się z pracy szczęśliwym i lekkim (w miarę) w każdym razie w porównaniu z dniem pracy.
Zdobyłam doświadczenie i postarałam się o pracę w wielkim banku ale państwowym więc o tyle lepiej,że pewne socjalne przywileje były zagwarantowane.
Zaczęły się czasy fałszywych złotówek i nastąpiła plaga fałszywych dolarów, kiedyś nie miały żadnych zabezpieczeń, tylko papier nieraz był jedynym miernikiem. Z czasem, pokazały się dolary fałszywe na skradzionym,  autentycznym papierze.
Słabo się robiło nieraz  a nawet często.
Żeby tego było mało, nastąpił czas boomu na giełdzie.
Do kasy kolejka stała. Ludzie przynosili grube miliomy w siatkach np. :-)
Dyrektor doceniając ciężką pracę kasjerów, wprowadził procent o obrotów. Moja koleżanka się za chytrzyła i przyjmowała ludzi jak najszybciej się dało, żeby zarobić jak najwięcej ( doświadczona, pracowała w Pewexie więc to dla niej pestka. Dogadała się też z dyspozytorką i ludzi z dużą wpłatą/wypłatą kierowano do niej.
No i któregoś dnia, z pośpiechu, z pazerności nie zauważyła, że jest inna kwota słownie a inna cyframi wpisana. Jedno zero robiło kolosalną różnicę.
Wypłaciła dużo pieniędzy, tyle ile było cyframi.
A liczy się to co napisane, tego było dużo, dużo mniej. A po odejściu od kasy nie ma reklamacji. Jak udowodnić, że kasjer wypłacił dobrze, tylko kasę sobie przywłaszczył a teraz kłamie.
Pewnie gdyby to na mnie trafiło, też bym się pomyliła !!
Jej pazerność uratowała mnie, ja i tak biedna byłam, a po tym to już w ogóle ....

Jednak tak mnie przeraziła ta historia,że wycofałam się z branży.
Teściowa przynosiła dobre jedzenie i zabawki, ubrania dla dzieci często. Kochana !

Żeby było weselej, wypracowałam sobie taką renomę, takim się zrobiłam fachowcem, że prosili czasem, żebym usiadła w kasie.
 hehe , no tak i dałam radę.., sama się zaczęłam podziwiać hehe.
Na tyle lat,przyjęłam tylko dwa fałszywe banknoty po 1 0000 000. Hehe pamięta ktoś jeszcze takie pieniądze?, ja mam, na pamiątkę, uch

Ps od tego jest właśnie pisanie bloga, pisząc o czymś przypominają się dawno nie wspominane historie a okazuje się, że to takie ważne było dla naszego rozwoju.


Cześć drugą poświęcę wspaniałym ludziom z następnej pracy  hehe.
Po urlopie wychowawczym, załapałam się po znajomości hehe do pracy w wydawnictwie w sekretariacie. Tak się tam zaaklimatyzowałam wśród ludzi, polubiłam pracę w dziale prenumeraty gdzie  pomagałam w wolnych chwilach, że szef awansował koleżankę a mnie dał ten dział do obsługi.
Przez długi czas prowadziłam ten dział.
Okazało się, nawet, że takiego człowieka było trzeba, żeby się troszczył o czytelników.
W związku z tym nie miałam szans na awans ;-) (tak zrozumiałam potem, najpierw myślałam, że za kiepska jestem po prostu)
No tak, od innych wymagano, żeby potrafili, w razie czego, ostro zawalczyć o korzyści dla firmy.
A ode mnie, wymagano,żebym dbała o ludzi, żeby byli zadowoleni a najlepiej zapomnieli,że mieli jakiekolwiek pretensje, hehe.
I to była dla mnie idealna fucha.

Z czasem zaprzyjaźniłam się z ludźmi z pracy. Nawet bardzo zaprzyjaźniłam i wypłakiwałam się kiedy mi ciężko było.
Kiedy okazało się, że mąż ma inną i zostałam sama, w rozpaczy. Kiedy musiałam się dziećmi zająć choć nie umiałam się sobą zająć. Przyszli mi z pomocą

 Najpierw taka koleżanka, Grażynka, zapoznała mnie ze swoimi przyjaciółmi, to już mi było raźniej. Ale Ona jeździła ze mną czasem do psychologa. Czekała ze mną,żeby mi było raźniej gdy nie miałam się gdzie podziać i łaziłam po ulicy, bo mąż do dzieci przyszedł.
Przechodząc koło mojego pokoju, zaglądała czasem i żartowała: pracujemy, nie myślimy !
Ciekawe, czy pamięta? :-D
Ale ja pamiętam i zawsze będzie w moim sercu :-D
Inne koleżanki zaprosiły mnie nie raz, żeby zanocować, żebym nie była sama, kiedy dzieci wyjechały.
Kolega namówił mnie do medytacji. Zupełnie nie miałam do tego głowy, więc pytam:po co mi to. "Bo to dobre jest" odpowiedział.
Niestety dopiero po blisko 10 latach potwierdzam.
Ucieszyłby się na te wieści na pewno :-D
Ponieważ miałam wyznaczone dni wolne, wtedy się tata dziećmi zajmował (o, na tym to skorzystałam, bo tak to ja się ciągle dziećmi zajmowałam, pomagałam w lekcjach, latałam do szkoły itp) to chodziłam między innymi po teatrach. Okazało się,że taką też pasję podziela inny kolega i chodziliśmy często razem. Po przedstawieniach zawsze się wyżaliłam na to, że mąż mnie nie kocha. A On,biedny, wysłuchiwał tego wszystkiego i nie narzekał hehe
I tak to ludzie mi pomogli utulić wielki żal.(Jedna osoba to chyba by nie dała rady :-)).

Zaczęłam powoli się uśmiechać, być radosnym człowiekiem.

No i zgodziłam się, żeby mąż wrócił.
Ba, dopiero szczęście mnie roznosiło, że przemyślał sprawę, że jednak kocha.

Wszyscy ludzie, nawet moje przyjaciółki z lat szkolnych, czyli dużo widziały, nie wierzyli w aż taką przemianę. Popukali się w głowę. Wiele osób nie podtrzymywało znajomości, bo uznali, że ja wolę inne towarzystwo.
Kumpel, od teatru, na takie wieści, powiedział tylko:
Szkoda


Hehe, nawet nie wie, jaka to wielka szkoda.
To jest doskonały przykład na to jak sobie samemu, na własną prośbę zniszczyć życie (chwilowo na szczęście) Czasem się podejmuje złe decyzje i nie dlatego,że miłość zaślepia bo jest taka wielka tylko nie wie się podstawowych mechanizmów ludzkich zachowań czyli nie ma się świadomości.
Mając taką wiedzę, można podjąć taką samą decyzję albo inną, jest ryzyko, ale efekt może mniej boleć, bo co zrobiliśmy zależało tylko od nas a nie, bo świat jest zły.
 Ale tego to nie wiem, tylko tak słyszałam.


Okazało się poszłam drogą samotności,
I to kto?
 ja!
 Osoba lubiana i lubiąca ludzi, ba nawet potrzebująca ludzi, bo lubię patrzeć na wesołe, ciepłe ludzkie oczy..

A tu okazało się,że nie jestem samotna, że wiele osób przejmuje mój los.

I Ci ludzie wspaniałomyślnie, po kilku latach niepracowania razem, zebrali pieniądze, żebym miała na rehabilitację, żebym miała na leczenie.

Modle się za ich pomyślność! Mam nadzieje,że skutecznie :-D

       Poprosiłam kogoś o przeczytanie posta czy sensownie napisałam. Powiedziano mi, że to jest dowód na to,że gdybym się bardziej ceniła, bardziej kochała to bym się zadawała tylko z tymi co dla mnie są wspaniali, a nie marnowała czas na takich co o mnie nie dbają. I gdybym zawsze taka była to żyłabym szczęśliwie i bezpiecznie.

hehe z tego wszystkiego już nie wiem jaką miałam intencję zaczynając pisać posta.
Ale na pewno, jedną z nich, było PODZIĘKOWANIE :-D


Wczoraj udało mi się zrobić dwa świąteczne jajka. Dość nietypowe pisanki ale fajne.
I syn mi okna umył.
Święta to piękny czas hehe




O i jeszcze mi powiedziano, że właśnie gdybym się nie zatroszczyła sama o siebie to nie dałabym sobie pomóc.
I jeszcze zrozumiałam bardzo nielubiane powiedzenie: nie można kogoś uszczęśliwić na siłę.
No tak, nikt za nas nie zmądrzeje, nie nauczy się miłości, współczucia.
Dostąpić tego to jest dopiero szczęście,  efekty tego będziemy odczuwać zawsze.




piątek, 18 marca 2016

Niebo

   "Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią" Ewangelia św.Mateusza. Papież Franciszek ogłosił 2016 Rokiem Miłosierdzia Bożego.

     A mnie ostatnio przytrafiło się mnóstwo dyskusji na temat "kochać siebie"
Nie ukrywam, postawiło parę znajomych diagnozę, że "nie kocham siebie" bo zasmuciło, zmartwiło mnie parę sytuacji, które się wydarzyły.
Jedna z popularniejszych opinii głosiła, że nie ma się co przejmować co mówią inni i nie trzeba zabiegać o sympatię, akceptację innych. Niepotrzebnie się przejmuję takimi rzeczami a to znaczy,że krzywdzę siebie, czyli nie kocham siebie. A jak będzie mi to obojętne, to będzie sukces, do tego trzeba dążyć.
Zrozumiałam, że to jest doskonałość, najwyższy stopień rozwoju.
Wtedy wszystko zacznie się samo świetnie układać i znajdą się przy mnie ludzie serdeczni, życzliwi, przyjaźni.
Hehe, no cóż, rozumiem, że moje zachowanie zaniepokoiło ludzi, którym się zresztą sama wypłakałam, i takie zmiany we mnie zaproponowali, żeby mi pomóc, żeby ulżyć.
Prawdę mówiąc takie porady to dopiero mnie wkurzyły. Ale dzięki temu, zmusiły mnie do zastanowienia się nad tym i poradzenia ludzi, którzy znają się na psychice.
Oczywiście to, że coś tam mnie zraniło, zabolało to jest efekt wychowania i doświadczeń.
Podłe były dla mnie dwie najbliższe osoby przez wiele lat, więc nic dziwnego, że w ciężkich chwilach boję się, że tym bardziej obcy ludzie mogą mnie olewać, a to przypomina smutek, wręcz rozpacz z dawnych czasów. To nie ma nic wspólnego z teraźniejszą sytuacją, po prostu reakcja jest automatyczna. Oczywiście mocno niedoskonała, ale dość normalna, częsta, typowa.
Na szczęście byłam w stanie pomyśleć co dokładnie się dzieje. Otóż wiele osób okazało mi życzliwość, wsparcie jak to kalece, a ja pomyślałam,że mnie po prostu lubią, a teraz kiedy już nie jestem tak zupełnie niesprawna, pomagać mi nie trzeba.
Kiedy to odkryłam, zrobiło mi się przykro.
Ale kiedy odkryłam dlaczego tak się stało, już mi przykro nie jest.
Jestem wdzięczna za całą pomoc, którą dostałam i cieszę się, że już sobie lepiej radzę, w miarę samodzielnie.
Pani psycholog zwróciła mi uwagę, że jestem teraz w trudnym momencie, więc dodatkowo wrażliwa na punkcie akceptacji.
Ale najważniejsze co usłyszałam to to, że nie wszyscy ludzie są tacy otwarci jak ja i muszę się na to przygotować, a nawet dalej być takim otwartym na ludzi ale nauczyć się liczyć z ryzykiem, z porażką.
hehehe
No i proszę, nie ma to nic wspólnego z nie kochaniem siebie.
Kiedyś to rzeczywiście nie kochałam siebie.
Zabiegałam o miłość tych, co kochać nie umieją, krzywdząc siebie, bo poświęcając temu całą moją energię, umiejętności, ciężko pracując by zasłużyć na uznanie tych co mają mnie w .....nosie.
Ale już jakiś czas temu koleżanka zauważyła u mnie potężne zmiany i na dowód, że kocham siebie, dała  mi fragment biografii Charlie Chaplina, gdzie opisane jest zachowanie zgodne z moim. :-D

  A'propos rozmyślań nad moimi problemami, poruszyło mnie parę trochę mylnych opinii. Wiem to stąd, że biorę nauki od wybitnych ludzi, podzielam te opinię bo bardzo odpowiadają mojemu charakterowi ale też wierzę w to co mówią. Czyli przede wszystkim nie należy krzywdzić nikogo, Podstawą życia ma być współczucie, miłosierdzie, przekonywują do tego, żeby żyć z korzyścią dla innych.
Tak sobie myślę, że nie można nie liczyć się ze zdaniem innych. W każdym razie, trzeba pomyśleć, czy robi się zgodnie ze sobą ale nie krzywdząc nikogo. Czyli, czy się postępuję uczciwie, mądrze.
Zgodnie z własnym sumieniem, ale to to nie wiem, bo podobno nie każdy ma sumienie.
Nie każdy jest świadomy tego co robi. Ale to nie znaczy, że ma nas to nic nie obchodzić.
Na pewno nie trzeba się czuć skrzywdzonym, że ktoś postępuje nie fair ale jeśli się nie powie, że takie zachowanie rani, to ta druga osoba, może na to nie wpaść i robić dalej głupio. A jak już wie,to może podjąć decyzję, że tak nie chce robić.

Bardzo pobieżnie,ogólnie są wypowiadane sentencje, że trzeba robić co się chce, spełniać swoje marzenia, nie przejmować się co sądzą o nas inni itp. To wcale nie jest miarą miłości do siebie, to jest miarą egoizmu.
Pamiętam,kiedyś ktoś mnie pouczał, że ja za dużo robię dla innych,nie dbam o siebie, nie kocham siebie. Ale tak jak postępował ten człowiek było bardzo okrutne, krzywdzące innych. Takim być to ja nie chciałam, absolutnie nie zamierzałam brać przykładu z takiej miłości do siebie. Ten człowiek nigdy nie pomagał rodzinie, bo był zajęty realizowaniem swoich marzeń. O przepraszam, pieniądze czasem dał ludziom, można powiedzieć bezinteresownie, bo nie wiedział, że się odwdzięczą. hehe
Nie ma tu współczucia, miłosierdzia..... na pewno nie ma., czy to jest miłość do siebie. Przecież co dajemy to dostaniemy z powrotem.

Teraz jest moda na bycie asertywnym,to też nie jest asertywność. Ta nauka opiera się na realizacji siebie ale nie kosztem innych, bez krzywdzenia innych.

Bardzo mi się podoba asertywność.
Ale bardziej mi się podoba nauka Papieża Franciszka, czy Mistrza Moy, czy mojego ulubionego nauczyciela BON Tenzina.
Ale to już indywidualna sprawa, tylko najważniejsze to nie robić krzywdy.

Jeszcze wspomnę świetną wycieczkę do Wilanowa.
Przede wszystkim, koleżanka okazała się świetną towarzyszką, bardzo mądrą, dobrą i pojedzie ze mną do ośrodka "samotnych matek", a dodatkowo pogoda dopisała i miałyśmy tyle radości.
Do Wilanowa zapraszam  wszystkich, koleżanka Inka też się dołącza do zaproszenia :-D










Niebo dało pokaz kolorów, super.
Na różowo się żegnamy, papa
Jeszcze mam świąteczne stroiki z wystawy w Wilanowie :-D






 


środa, 16 marca 2016

Wilanów i nie tylko

       W poszukiwaniu ciekawych blogów natknęłam się na segritta.pl. Autorka pisze o dzieciach, zabawkach, wychowaniu, kulturze, modzie, blogerach, stylu, wykończeniu wnętrz i o związkach męsko-damskich.
Zwłaszcza z tego działu artykuły mnie żywo zainteresowały. Bardzo pożyteczny i bardzo celny jest artykuł, którego fragmenty postanowiłam przytoczyć.
 Zapraszam na stronę segritta.pl, na pewno coś ciekawego do przeczytania się znajdzie dla każdego
:-D
DLACZEGO MĘŻCzyźni nie CHODZĄ OD ŻONY DO KOCHANKI?
On nie musi się rozwodzić. Jemu jest wygodnie w takiej sytuacji. Ma żonę w domu, która daje mu stabilizację, jest matką jego dzieci, kocha go, zna i akceptuje. I ma kochankę, która nie musi oglądać jego brudnych skarpet na podłodze i patrzeć na jego wyciąg z konta. Układ idealny. Żadnej tak naprawdę, z głębi serca nie kocha, ale umówmy się – nie każdy umie kochać, nie każdy miał dobre wzorce w dzieciństwie, nie każdy daje sobie szansę na miłość............................................................


Jeśli jesteś kochanką żonatego faceta i się zakochałaś, ale niestety to się nie wydarzyło wczoraj, tylko już dawno, a on od dawna planuje się rozwieść, ale tego nie robi, to masz tylko taki wybór: gnić w tym dalej, marnując swoje życie, butwiejąc w toksycznym związku – albo jednak zebrać w sobie siły i to przerwać.
 Bo się, kobieto, nie szanujesz. A on od żony nie odejdzie. Bo jest uberchujem

hehe, no tak
Świadomość to cenna rzecz, ale niełatwa.
Mądrzy ludzie mówią, że najważniejsza.


A wracając do wycieczki do Wilanowa.
Ostatniego dnia iluminacji miałam okazję zrobić zdjęcia takim dziełom sztuki. 
Mam nadzieje, że to zachęci to do przyjechania do tego miejsca jak nie w lato to w zimę.
Osoby zainteresowane pójściem do teatru, na koncert poezji śpiewanej i tp i na spacer po Warszawie, proszę o kontakt. Chętnie coś  zorganizuje, zaplanuję, kupię bilety bo będzie to dla mnie wielka przyjemność. 
W Wilanowie mam jeszcze muzeum do zwiedzenia, może ktoś ma ochotę też tam się wybrać?












      

niedziela, 13 marca 2016

Tulipany

  Celem praktyk jest osiągnięcie oświecenia, wyzwolenia.
A teraz, żeby być szczęśliwym w życiu
być bardziej czystym w życiu
być bez wątpliwości
być bardziej pozytywnym w swoim życiu,
mieć dobre samopoczucie.
 Psychologiczny i duchowy dobrostan

Byłam na kursie asertywności, i trochę się nauczyłam hehe
Ale robię różne inne fajne rzeczy i mam się rzeczywiście coraz lepiej,
 Tylko zaufać i nie mieć wątpliwości, że wszystko zniosę bo wszystko co się wydarzy jest na moją korzyść to jeszcze tak do końca nie umiem.
Wierzę jednak,że intencja jest najważniejsza i to co robię w końcu przyniesie oczekiwany efekt
:-D

Dzisiaj byłam w Wilanowie z koleżanką i choć znałyśmy się mało okazało się to strzałem w dziesiątkę. Raz, że koleżanka okazała się wspaniałą osobą, a po drugie pięknie świeciło słońce.
Po wczorajszym zachmurzeniu to naprawdę prezent z Nieba hehe
W dodatku zobaczyłyśmy iluminacje w ostatnim momencie.
.Dziś ostatni dzień prezentacji.
Trafiłyśmy też na wystawę tulipanów!

Nie wiem od czego zacząć pokaz zdjęć..???
hm,hm

o, już  wiem :-D























Piękne prawda ? !
:-D