niedziela, 24 września 2017

Festiwal Zup Świata

      Na Festiwalu zostało zaprezentowanych ponad 100 rodzajów zup z różnych zakątków świata.
http://polskiemedia.org/festiwal-zup-swiata-gotujcie-sie-najsmaczniejszy-event/

Festiwal będzie trwał do 1.10. Stowarzyszenie Tai chi zostało  zaproszone do prezentacji, jako jedna z form zdrowego trybu życia :-) 
Chociaż rano padało, postanowiłam się tam wybrać z samej ciekawości. Kiedy dotarłam na miejsce, wychodząc z metra, zobaczyłam, że rozpogodziło się. W ciągu godziny zaświeciło radosne słońce i dołączyłam do ćwiczących. 
Potem poszliśmy na zupę :-)
 Kilka stoisk.....


 Co za kolor :-) W smaku też fantastyczna zupa.


 . Muszę się nauczyć taką gotować.

 Ta zupa ma piękny zielony kolor i już jest moją ulubioną


 Pani nalewa kimczi, jak sami widzicie kapusta pekińska i kawałki tofu :-) ostra, dobra na zimę, gorąco się po niej robi.

I już do końca dnia świeciło słoneczko.
To ten sam kwiatek tylko z drugiej strony ;-)
 Słoneczko zachodzi powoli
 Na koniec dnia taki śliczny kolor miało niebo :-)



Dzisiaj leje od rana. Miałam szczęście, że trafiłam wczoraj na rozpogodzenie. A jeszcze większym szczęściem było spotkanie kolegi, z którym jakieś 10 lat temu byliśmy pomocnikami na ćwiczeniach i po wypadku bardzo mi kibicował, pomagał ćwiczyć.

Tak sobie pomyślałam, że typowych przyjaciół to ja już nie mam, mam za to najlepszych przyjaciół, bo  mnie inspirują, nawet tu na blogu, często otwierają mi się oczy czytając o tym czy tamtym, a jeszcze szerzej mi się otwierają jak pisząc o czymś dopiero zdaję sobie sprawę, uświadamiam sobie coś jeszcze. 

I jak pisał mój ulubiony nauczyciel Bon, przyjaciel : trzeba wiedzieć co się tak naprawdę robi i dlaczego. 
Sprawdziłam na własnej skórze, dzięki temu można zmienić powoli wszystko.

I tak mi się przypomniało, ze 
Zawsze żyłam z pożytkiem dla innych
i teraz przyciągam właśnie takich, hehe

Warto było!!

Czego wszystkim serdecznie życzę:-)



piątek, 22 września 2017

Moja Warszawa Wola

     Dziś  spokojniejszy dzień i w dodatku dość pogodny. Korzystając z okazji, przypomniałam sobie, że kiedy miałam awarię w domu, rozejrzałam się po okolicy, żeby zobaczyć, jakie jeszcze stare kamienice tu pozostały. Wzruszyłam się przy okazji, bo okazuje się, że wśród nowoczesnej architektury pozostały "perełki" z czasów przedwojennych.
Zabytki są teraz nie do wyburzenia, więc może kiedyś będą z nich nie lada okaz. Na razie, może czekają na inwestora albo odnaleźli się spadkobiercy i trwają sprawy w sądzie.
   Kamienica przy ul Pańskiej 112 nie istnieje od 2013. Ostatni lokatorzy mieszkali tam do 2004, bo przeznaczono ją do rozbiórki. W tym domu mieszkałam ja.
Dom był nieznacznie uszkodzony w czasie II wojny światowej, po niewielkich renowacjach przeznaczono do zamieszkania.
Ja mogłam zamieszkać tam kiedy założyłam rodzinę. I chociaż mieszkałam na 3 piętrze, (w nowym budownictwie 6) bez windy, więc wózek wnosiłam i znosiłam po schodach, z wygód była zimna woda i wc, ogrzewanie prądem w wysokim mieszkaniu ale na 24 m2 kosztowało sporo, byłam najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, bo miałam kochanego męża, kochanego syna i mieszkaliśmy sami.
Kiedy nas wysiedlono, przechodziłam koło tego domu bardzo często idąc do tramwaju do Ronda Daszyńskiego, nawet pomyślałam, że on tu już zawsze będzie stał. Aż tu nagle pojawiło się ogrodzenie, pojawiły się maszyny i znikały mury. A w tym roku, zaczęły się budować fundamenty pod nowy wieżowiec.
 Ciekawe informacje znajdziecie na stronie http://warszawa.wikia.com/wiki/Dom_przy_Pa%C5%84skiej_112
Ulica Pańska jest historyczną ulica, więc polecam z dumą, bo na niej mieszkałam  do poznania tego miejsca https://pl.wikipedia.org/wiki/Ulica_Pa%C5%84ska_w_Warszawie

I tak buduje się drugi wieżowiec przy Rondzie Daszyńskiego. Ciekawe czy zasłoni mój ulubiony jak do tej pory z "Kocham Warszawę"?





Ta kamienica była moim domem. Moje okienko nie wychodziło na zewnątrz, ale, że było wysoko mieliśmy trochę słońca :-)


Przy Rondzie Daszyńskiego jest ba razie jeden wieżowiec, ale już wiadomo, że będą kolejne
.Stary budynek zupełnie nie pasuje. Z tego co słyszałam, nieco dalej na rogu ul Towarowej i Srebrnej powstanie najwyższy wieżowiec w Warszawie. Mówią, że ten rejon będzie Warszawskim Manhattanem. Może znowu nas przeniosą? Może i dobrze, bo nieba może nie być widać. A ja potrzebuję nieba do życia :-))

Na razie jest trochę starego i trochę nowoczesnego w architekturze. Już jest dość ciekawie i uroczo.

 Między nowoczesnym kompleksem na Placu Europejski pozostała stara kamienica, na której namalowano fantastyczny mural.
Widać skalę nowego i starego :-) Mural jest ledwie widoczny na wysokości czerwonego światła.


Obok stojącego wieżowca trwa budowa..... To jest naprzeciwko mojej kamienicy.
 
 To pod wieżowcem Axa stoi taki zabytek.

 Niedaleko drugiego wieżowca

Zabytkowa kamienica na Pańskiej wygląda trochę straszy między nowoczesnymi budynkami, między innymi rozświetlonej redakcji Rzeczpospolitej po prawej
.
 Tu jest pusto, więc spokojnie się buduje na po jednej stronie tego samego ronda
 To też przy Rondzie Daszyńskiego naprzeciwko mojej kamienicy. Tu była moja firma, a teraz stanie może Centrum Handlowe i zasłoni Marriott i wieżowiec przy Rondzie ONZ

Cieszę się, że to sobie uporządkowałam i zarchiwizowałam. Za parę lat, myślę, że to będzie wyjątkowa pamiątka  i niejedna osoba się zdziwi, że jeszcze niedawno tak wyglądała ta okolica.

Może niektórzy z Was też to zobaczą u mnie.
Czego sobie i Wam serdecznie życzę :-)

poniedziałek, 18 września 2017

Ptaszki już czekają...

     Od dwóch dni jest przeraźliwie zimno w Warszawie i ptaszki już przylatują do karmika z nadzieją, że będzie obiad. Nie wiem, czy już można dokarmiać ptaki ale patrząc na te śliczne dzióbki nie mogłam się oprzeć i posypałam trochę ziarenek.


Zdjęcia są niewyraźne bo robione przez okno. Prosiłam już syna, żeby mi umył, ale On nie ma czasu, oj. Nie przypuszczałam, ze już we wrześniu nie będzie się patrzeć na świat przez  otwarte okna.
A może to tylko chwilowe ochłodzenie.






Niezły pazurek. Aż strach zadzierać ;-)






No wreszcie złapałam ptaszka w karmiku, hehe

Myślałam sobie o tej wskazówce, żeby nie wierzyć we wszystko co się usłyszy. Rzeczywiście byłam osobą, która bardzo sobie brała do głowy porady, wskazówki, opinie innych, generalnie to co mówią dookoła.
Nawet moja psycholog żartowała, że ja przychodzę po receptę co robić, jak żyć, żeby nie cierpieć, hehe A tu trzeba wymyślać samemu  i jeszcze podejmować często ryzyko: powodzenie, czy niepowodzenie, bez gwarancji na sukces. Strasznie mnie to zasmucało, bo najważniejsza sprawa całkowicie źle mi wychodziła.
Ponieważ byłam w ciężkim stanie to szukałam wszędzie ratunku i próbowałam naprawdę wielu rzeczy, hehe.
Ooo, naprawdę tylu przepisów na życie, to ja się nigdy do tej pory nie nasłuchałam. Każdy dawał receptę na sposób, który jemu pomógł w związku z czym uważał  za najlepszy, a wiele rad było zupełnie przeciwnych do siebie a przynoszących satysfakcję, postęp i rozwój.


Nadal bardzo szybko można zdobyć moje zaufanie. Już nie tak jak kiedyś, bo wtedy wszyscy byli lepsi ode mnie, ale jeśli ktoś okazywał serdeczność to wierzę mu bez granic prawie.

No i wcale się nie mylę, tylko okazywanie tej serdeczności wcale nie musi być takie oczywiste i takie bezpośrednie. Zbytnie spoufalanie bywa krępujące i może nie być wskazane do wyciągnięcia najlepszych korzyści, jak się okazało.

Przytrafiło mi się, że osoba, którą bardzo polubiłam bo odebrałam jej sugestie serio, serio i wszystkie wyszły mi na dobre, nagle zażartowała, że ja wszystko biorę tak poważnie i że w jakiś sprawach to były tylko żarty i nie trzeba się tak przejmować.
????!!!!!
Zrobiło mi się okropnie przykro. Już mi tak ktoś mówił.... Poczułam się znów bardzo samotna, bo nikomu jednak na mnie nie zależy, nie znam się na ludziach, znowu źle zrozumiałam... itd, itp.

Smutek mnie ogarnął.

Ale tak naprawdę to w czym problem?

Przecież wszystko, co od niego wypłynęło, ogromnie mi się przydało.
Zmieniłam wiele spraw, a dzięki temu, że musiałam pomyśleć na tematy, które mnie zaniepokoiły,  upewniłam  się, że mogę "zaufać sobie" (cyt. z mojej ulubionej piosenki, hehe) bo podejmuje dobre decyzje, rozpoznaję komu warto zaufać.
Już wiem, że nie mam psychicznych blokad, żeby wyzdrowieć. Jestem otwartym człowiekiem, który zrobił co tylko można, dużo naprawił wspaniały człowiek, a to co zostało  uszkodzone to znaczy, że tak musi być.
A teraz czekam na mistrza do towarzystwa, jestem spokojna, bo robię dużo pożytecznych rzeczy i mogę poczekać, hehe Bo bycie samemu okazuje się być bardzo przydatne czasem, więc doceniam ten stan.
I jak to niektórzy lubią mówić: "od Ciebie zależy co masz", teraz mogę się z tym zgodzić.
Widocznie podświadomie chciałam sięgnąć nieba i sięgam.
Droga do tego była strasznie trudna i smutna. Ale może inaczej się nie dało. Tak czy siak, warto było to wszystko przeżyć.
Boli to czy tamto, nie mogę zrobić tego czy tamtego, czasem coś się przypomni, że dech zapiera z przerażenia .
Ale za to wiele osiągnęłam psychicznie, doświadczyłam wielu cudów :-)

Teraz już rozumiem ....


To w czym problem?
Okazuje się, że nie ma żadnych problemów.
Mogę śmiało powiedzieć, że ten człowiek czy chce czy nie, podoba mu się czy nie, jest moim przyjacielem, hehe
Każdemu życzę, aby spotkał na drodze takiego przyjaciela, który pomoże wyjść z trudnej sytuacji :-))))

piątek, 15 września 2017

Żyć spokojniej :-)

    Wszyscy do tego dążą, więc oto jedna z wielu rada, aby to osiągnąć.
   
No cóż, tak sobie myślę, że osoba, która dzięki temu żyje spokojniej, po prostu,  lekceważy innych ludzi. Oczywiście nie ma co mówić wszystkiego co się wie, bo nie ma gwarancji, że ktoś to zrozumie, jeśli akceptacja innych jest komuś bardzo potrzebna Nie ma co wierzyć we wszystko, ale warto pomyśleć nad tym co się słyszy. Nie wszystko jest tak samo wartościowe, ale nawet głupstwo może nakierować na epokowe odkrycie w naszym umyśle.
Kiedyś uczono mnie, że uśmiech to oznaka otwartego serca i chciałabym żyć w takim świecie, w którym jest to prawda. Nie zgadzam się, żeby uśmiech ironiczny dawał spokój. To jest niemożliwe, chyba.
Może tak naprawdę pod uśmieszkiem skrywany jest zwykły strach i co jakiś czas podnosi głowę i np. ciemno się robi w sercu ze smutku.
A może tylko tak mi się zdaje, bo ja spokoju w taki spokój osiągnąć nie umiem?

Taki spokój, jaki proponuje autor, osiąga się w więzieniu, moim zdaniem,hehe



Po południu wyszło słońce zza chmur, ale zimno już jest. Mimo wszystko dzień miałam bardzo udany. Najpierw dowiedziałam się o niefortunnym wydarzeniu, które wydawało się nieodwracalne i doprowadziło bliską mi osobę do łez. Okropnie mnie to zasmuciło. Zadzwoniłam jeszcze i powiedziałam co mi leżało na sercu w jedno miejsce.
A za dwie godziny dostałam telefon, że jakimś cudem, naprawiła się szkoda.
hehe




Słonko zaszło.
 Pomedytujmy, radość sama zagości w sercu, nie trzeba o niej myśleć :-D

środa, 13 września 2017

Na grzyby...

      Pogoda w weekend dopisała, więc wybraliśmy się na grzyby. Po naszej stronie Warszawy dużych zbiorów nie było ale na dodatek do ziemniaków starczyło. Obiad zjedliśmy przepyszny. Ja, niestety, zbieraczem dobrym nigdy nie byłam a teraz to już zupełnie kiepskim, ale dwa grzyby wypatrzyłam i tylko raz się wywaliłam. Można powiedzieć, że odniosłam sukces.
Zbiory swoje oddała mi kochana teściowa. :-) Za to zrobiłam kilka zdjęć na pamiątkę. Zimową porą miło będzie popatrzeć na ciepły, jesienny dzień.

Taki grzybek wyrósł na działce.
 Ten też i czekał aż przyjadę i zrobię zdjęcie :-)
 Lewkonie są mizerne ale ze trzy krzaczki kwitną pieknie.
 Muchomorek przywitał grzybiarzy



 Tego wypatrzyłam osobiście
 I tego też :-)


 Dwie różyczki utrzymały się w ogrodzie

 Nie wiem co to za kwiatek ale śliczny ma kolor.



 Dzisiaj miałam ciężki dzień ale za to bardzo szczęśliwy. Byłam na ćwiczeniach, trafiliśmy z tatą do księgarni podróżniczej z trudem, ale się udało, kupiłam zaproszenia na wystawę dla niewidomych. Ciekawe !! Na koniec, wieczorem, zajrzała córka odebrać kilka rzeczy, więc pokazałam jej zdjęcie, które odnalazł mój tata. Marcia przyłożyła do siebie i w lustrze zobaczyłyśmy  jakie jesteśmy do siebie podobne mając 23 lata.

No nie powiem, ścisnęło mnie w dołu.
Ciekawe kiedy okaże się podobna do mnie z charakteru?
hehehe
Już ma serduszko .....
Miło kiedy dzieci robią się podobne do nas, prawda?