czwartek, 20 lipca 2017

To ma sens :-)

      Tak, mam wielkie szczęście, że mogę ćwiczyć Taoistyczne Tai Chi w Stowarzyszeniu. Pan Andrzej Krawczyk, wspomniany wcześniej terapeuta, bardzo mnie usprawnił  i teraz to już mogę brać udział w zajęciach z wielką radością a nie tylko ze strachem. Również poprawki jakie dostałam od instruktora prowadzącego i z mojej grupy, uszczęśliwiły mnie ogromnie. Przypomnieli mi, że celem jest osiągnięcie spokoju i równowagi a nie pokonanie za wszelką cenę niemożliwości.
Bariery same się rozpuszczą, tylko trzeba czasu czyli cierpliwości i zaufania sobie hehe
Już ktoś mnie tego uczył !
Oczywiście wiem kto. Ci co mnie czytają też pewnie wiedzą :-)
 Potwierdza się zasada, że dróg jest wiele. Każdy ma swoją do osiągnięcia zrozumienia i każda może się przydać, bo nie wiadomo co i kiedy trafi do człowieka.
A wracając do warsztatu.
Morduję się z jednym ruchem okrutnie, bo stać na jednej nodze jest dla mnie niebagatelnym wyczynem, aż instruktor zauważywszy, że to jest za każdym razem dla mnie trudność, polecił, żebym robiła inaczej. Pokazał jak i zaczęliśmy powtarzać razem. Zmieniła się zupełnie forma wykonywania tego układu. Dla mnie super, bo już się nie trzęsłam jak osika., Jednak sądziłam, że trzeba ćwiczyć i z czasem wyćwiczy się taką umiejętność, a tak to nigdy mi się nie uda.
A tu usłyszałam coś, czego nigdy nie rozumiałam:
Teraz to ja już mogę pracować nad rozwojem wewnętrznym (tak zrozumiałam, hehe).
Ćwicząc nad forma zewnętrzną, osiągnę to, że będzie lepiej wyglądało ale kosztem wewnętrznej równowagi.
To będzie tylko takie robienie czegoś na pokaz.
Zatkało mnie. Nie wiedziałam co mam z tym zrobić? Ja nic w środku nie czuję po wypadku. Tak jakby wszystko mocno się spięło. Nie pamiętam, żebym w ogóle kiedyś rozumiała co to równowaga wewnętrzna bo przecież byłam ciągle targana emocjami.
 Co ten człowiek chciał przez to powiedzieć, przecież robi się ćwiczenia w taki a nie inny sposób i to ma przynieść korzyść??
Tymczasem, usłyszałam po raz kolejny, ale pierwszy raz zrozumiałam, że nie ma sensu robić czegoś na siłę, powinnam się skupić na tym, żeby przenosić ciężar ciała i dzięki temu wypracować równowagę, spokój i to dopiero przyniesie mi wielką korzyść. !!!!!

Te słowa mnie oszołomiły.

W nocy śniło mi się, że zjeżdżam (chyba na jakiejś desce) ze stromych schodów. Obudziłam się, ale o dziwo, nie z przerażenia tylko ze śmiechu :-)

       No i proszę, czy mądrość wykonywania ćwiczeń nie jest taka sama jak przeżycie swojego życia z korzyścią, a nie bez sensu???

Na drugi dzień ćwiczyłam już spokojnie. Wskazówki, które dostałam, zastosowałam w wielu ruchach.
Instruktorzy bardzo się ucieszyli, że tak skorzystałam z  poprawek.
No nie powiem, wyściskaliśmy się serdecznie, hehe

Zawsze się zastanawiałam po co mi takie doświadczenie, żeby zostać kaleką?
No i właśnie się dowiedziałam.
Żyjąc tak jak żyłam, pozornie sprawna, nigdy bym się nie dowiedziała, nie zrozumiała co nadaje, życiu wartość



   
                                                    KORZYŚCI
      Jakiś czas temu ukazał się artykuł w Gazecie Wyborczej o zaletach ćwiczenia Taoistycznego Tai Chi.

lhttp://wyborcza.pl/TylkoZdrowie/1,137474,20129833,chinski-sekret-dlugowiecznosci-co-daje-tai-chi.html

Na stronie http://www.taichi.pl/page.tresc.pl.20.html też można się zapoznać z taką wiedzą..

Pokrótce przytoczę najważniejszy dla ludzi aspekt ćwiczenia

Z czasem Taoistyczne Tai Chi staje się sztuką wewnętrzną działającą głębiej niż tylko na poziomie mięśni - wpływa korzystnie na całą fizjologię naszego ciała
Taoistyczne Tai Chi w każdym ruchu zawiera rozciąganie i obrót,co wpływa na poprawę zdrowia. Wraz z regularną praktyką ten rodzaj ruchu wpływa głęboko na całe nasze ciało redukuje napięcia, poprawia krążenie oraz wpływa na wzrost siły i elastyczności. Poprzez przywrócenie właściwego krążenia i uwolnienie od napięć w mięśniach, więzadłach i ścięgnach, Taoistyczne Tai Chi pomaga optymalizować funkcjonowanie całego ciała, wszystkich, jego układów, organów i tkanek.

Z czasem Taoistyczne Tai Chi staje się sztuką wewnętrzną działającą głębiej niż tylko na poziomie mięśni - wpływa korzystnie na całą fizjologię naszego ciała

 Jestem w jasnych spodniach :-)

poniedziałek, 17 lipca 2017

Tai chi pod Wawelem :-)

    W środę o czwartej rano wyjechaliśmy do Krakowa na pięciodniowy warsztat tai chi :-))

Spotkałam wiele osób poznanych trzy i dwa lata temu. Ludzie też mnie poznali i mruczeli z podziwem. Dostałam wiele pochwał i zachwytów, bo takie wrażenie zrobiły moje postępy. Nie trzeba było już tak bardzo mi pomagać jak wcześniej.
 Zajęcia rozpoczęły się o 10.  Po pierwszym ciągu aplauz wzrósł, kiedy okazało się, że bardzo poprawiła się moja zdolność wykonywania ćwiczeń.
I tak już zostało do końca, hehe
Na koniec, po pięciu dniach zrobiłam koło setki podstawowego ćwiczenia. Dodam nieskromnie, że nie każdy dał radę :-)
Od początku zwróciła na mnie uwagę  prowadząca instruktorka z Kanady. Osoba ta często prowadzi zajęcia dla niepełnosprawnych "Powrotu do zdrowia". Uczyła się od Mistrza Moy i ma czterdziestoletnie doświadczenie więc ma najlepsze referencje :-)
Pierwsze poprawki jakie dostałam: to robić łagodnie, delikatnie do lekkiego bólu, nie za mocno. Zaskoczyło mnie to bardzo, myślałam, że nie mogę się pieścić i tym szybciej rozruszam bolące miejsca. A tymczasem przez "porządne" ćwiczenie pogłębiałam  tylko uszkodzenie.
No ciekawe, kiedy ręka przestanie boleć i będę mogła ja wygiąć jak zdrowy człowiek?
Zaufam instruktorce, w końcu gorzej już boleć nie będzie, a to najważniejsze ;-)
Pomógł mi bardzo też instruktor małej grupki, do której trafiłam. O tym i o serdecznych koleżankach z tej grupy jeszcze napiszę.

Mieliśmy tez pokaz na powietrzu pod Wawelem. Blisko 200 osób w czerwonych koszulkach, ćwiczących w jednym tempie robiło wrażenie. Ludzie przystawali, robili zdjęcia, rozmawiali. Nawet takie małe dziecko krzyknęło: o, tai chi, hehe
Generalnie obcokrajowcy częściej wiedzieli  co robimy, co to jest.
Polacy, rzadko, ale za to słuchali i brali ulotki :-)

Pozdrawiam wszystkich serdecznie i zapraszam na pokaz :-)




 Gdzieś tu jestem :-)

Warsztat minął mi bardzo szybko. O dziwo, miałam coraz więcej energii i entuzjazmu . Pewnie dlatego, ze pogoda świetnie dopisała. Nie było upałów, ani burz.
Co najcenniejsze, dostałam ogromnie dużo serdeczności od koleżanek, cennych wskazówek od instruktorów, które umiałam od razu niemalże  zastosować.
Wracałam uszczęśliwiona nieziemsko :-)))
No tak, myślałam, że tak będzie...


Dzisiaj okazało się, że chmury zapowiadały deszcz..

poniedziałek, 10 lipca 2017

Motyle....

    No wreszcie w niedzielę zaświeciło słonko nad Warszawą.
 Popędziliśmy całą rodziną, czym prędzej, na działkę, zobaczyć jak się mają roślinki po ulewach, burzach i zimnych nawałnicach.
O dziwo, moim oczom ukazał się wspaniały widok bujnej zieleni. Roślinność wystrzeliła w górę, radośnie machając soczystą zielenią liści :-)
Mnóstwo motyli latało, osy i dwie sójki wpadły nie lękając się gwaru. Kot sąsiad się przymilał. Najwyraźniej wszyscy byliśmy uszczęśliwieni w tym dniu.








I najpiękniejszy dla mnie widok cieni i światła jak z obrazu Gierymskiego :-D
Takie spostrzeżenia mam, po wizycie z Ewą, w Muzeum Narodowym. Zdjęcie zrobiłam z myślą o Niej. I rzeczywiście, też była zachwycona, podobnie jak na wystawie, hehe

Dziś był upalny dzień. Na koniec zakończony burzą. Ale widoki,w sumie, piękne :-)

No i lunęło ...


Pogoda taka, bardzo źle na mnie działa. Spałam pół dnia.
Ale decyzję już podjęłam. jadę na warsztat. Jak zacznę to już pójdzie. Znalazłam wczoraj zdjęcia z pierwszego warsztatu długiego w 2014. Nie wiem jak ja to zrobiłam, ale zrobiłam.
Po prostu tam na Górze mnie lubią i nabywam nadludzkich sił w tym czasie, hehe.
 Fizycznie to już się wzmocniłam sama, ale psychicznie nadal potrzebuję wsparcia. I na pewno takie dostanę :-)
Myślę, że wiele osób się ucieszy na mój widok. W zeszłym roku nie mogłam pojechać, teraz będzie bardziej widoczny postęp jaki poczyniłam.
Ogromnie też się cieszę, że zobaczę znajome twarze. Mam nadzieję, że spotkam instruktorkę z Ukrainy i ją wyściskam.
Łezka w... sercu się zakręciła.......

czwartek, 6 lipca 2017

Ludzie Wolności

    Ostatnie wydarzenia związane z sytuacją kultury w naszym kraju, bardzo mną poruszyły.
Oczywiście zdaje sobie sprawę, że wiele osób korzystało z dotacji  nie przynosząc zbyt dużo korzyści rozwojowi kultury w naszym państwie. Niemniej jednak dotację obcięto świetnym instytucjom, które dzięki pieniądzom mogły rozwijać wrażliwość, kształtować świadomość, hierarchię wartości.
Najbardziej ubolewam nad ograniczeniem dotacji dla Teatru Polonia, którego twórcą jest Krystyna Janda.
Pani Janda z filmu, kojarzyła mi się raczej z awanturnicą. Widziałam ją w paru filmach przedstawiających dramatyczne losy ludzi, więc nie byłam w stanie ich oglądać a tym bardziej podziwiać aktorki. Takiego okrutnego świata, z jej filmów, z filmów Andrzeja Wajdy nie znałam osobiście i nie chciałam poznać.
Kiedyś trafiłam do Teatru Studio w PKiN na monodram aktorki. Przedstawiła dziecko autystyczne.
Wykreowana przez nią postać poruszyła mnie do łez. Od tamtej pory doceniłam kunszt aktorski Pani Jandy. I kiedy założyła teatr, byłam wiernym jego fanem. Szybko rozeszła się wieść o tym jaki to świetny teatr i waliły tłumy. Sztuki choć komercyjne, czyli nie jakaś klasyka, pod beztroską, zabawną fabułą skrywały mądre, wartościowe przesłania.
Do Teatru Polonia bilety rozchodziły się w jednej chwili. Dostanie się na przedstawienie  na normalny bilet, graniczyło z cudem. Szybko, z przyjaciółmi, nastawiliśmy się na wejściówki. Doszło do tego, że trzeba było stanąć w kolejce nieraz i trzy godziny wcześniej.
Teraz też tak jest, np na Boską .



Na Kontrabasistę z Jerzym Stuhrem wejściówki były rano. Ludzie stali pod teatrem, dużo przed otwarciem. (Mi kupiła koleżanka, której w zamian, wysiedziałam bilety do Filharmonii )
Pani Janda dostała grosze w porównaniu z tym o co się starała w zeszłym roku, dla swojej Fundacji dla rozwoju kultury.
Efekt jest taki, że skończyły się w zeszłym roku plenerowe przedstawienia, które były za darmo w związku z czym dla każdego. Dla dzieci też był bogaty repertuar.
koniec-plenerowych-spektakli-teatru-polonia-i-och-teatru

Poza działalnością w teatrze, Pani Janda, nie boi się mówić co myśli o zmianach w naszym kraju.
Przeżyła tyle, ze jest świadoma wielu rzeczy, które się dzieją. Zaprzecza to co słyszy i widzi, wolności o którą walczyła.
A ciekawe co by powiedział Andrzej Wajda?
Serce by mu chyba pękło....
Ludzie Wolności


Za to największą dotację dostała Świątynia Opatrzności Bożej :-)

Taka polityka...... uch



wtorek, 4 lipca 2017

Taras widokowy

       O dziwo rozpogodziło się w Warszawie w sobotę. Podejrzewam, że to Ewa ma jakieś chody w Niebie i załatwiła sobie pogodę sprzyjającą widokom z tarasu PKiN. 
Ja sama się ucieszyłam, że zobaczę Warszawę z góry, bo nigdy tam nie byłam. W ogóle, dzięki  oprowadzaniu turystki, zobaczyłam miejsca, których nigdy nie widziałam, albo odwiedziłam znajome ale zupełnie odmienione.



  Warszawa jak Warszawa, mnie zachwyciły chmury na niebie

 Wygląda tak jakby padał deszcz w jednym miejscu? !



 Po Rotundzie jest już pusty plac. Dobrze, że mamy zdjęcie z Rotundą, zrobione w KFC, mające na celu upamiętnić co innego. A teraz się okazuje, że jest niepowtarzalne z powodu samego miejsca.
  Przy okazji wspomnę jak rozbierano rotundę
 Zrobiłam zdjęcia w zimę kiedy wracałyśmy z mamą z teatru i urzekł mnie ten widok. Może nastrój z teatru dodał piękna temu miejscu :-)

Nic nie wskazywało, że wieczorem będzie ulewa i następny dzień będzie zimny i deszczowy.

 " Jezus w Kafarnaum" obraz w Muzeum Narodowym zobaczyłyśmy w niedzielę :-)

Wczoraj odleżałam te spacery ale dziś już jestem na chodzie. Pogoda co prawda  nie sprzyja dobremu nastrojowi, ale poćwiczę, to się na pewno rozweselę.
Wszystkim życzę odnalezienia powodów do radości. Na pogodę nie ma co liczyć ;-)

sobota, 1 lipca 2017

... a po burzy spokój...

     Na szczęście nie odchorowałam przemoczenia, ale wczoraj już tylko poszłam do mojego ulubionego lekarza z Tybetu i siedziałam w domu. Bolące miejsca od pogody muszę polubić i wykorzystać czas leżenia w łóżku na ćwiczenie słuchania ciszy, hehe.
I całe szczęście, że nie zwiodła mnie pogodna aura rano, bo po południu zrobiło się ciemno i rozszalała się ulewa. Z ulgą, że mnie tam nie ma, popatrzyłam sobie na to przez okno.
 Widać powalone drzewo

Kropelki na szybie bardzo ładna rzecz :-)
Po ulewie rozpogodziło się i pokazało się błękitne niebo :-)

 Udało się zobaczyć księżyc
 i kota w domu, hehe
 Zrobiło się tak pogodnie, że gwiazdkę obok księżyca można było dojrzeć
 I tak do teraz jest uroczo
 Ale już zbierają się chmury, uch
Przyjechała koleżanka z Cieplic. Zaproponowała, żebyśmy wjechały na taras widokowy PKiN.
No ciekawe,czy coś ciekawego będzie widać :-)
dam znać :-D

piątek, 30 czerwca 2017

Widok z okna :-)

           Pogoda szaleje, ale takie kropelki rekompensują niewygody. W przerwie między jednym lunięciem a drugim wyjrzało słonko, to wyskoczyłam zobaczyć jak się mają kwiatuszki :-)


 Wyglądają przepięknie :-)

 Tu spokojniejsze kropelki, ale też "do twarzy" bratkowi z nimi :-)
 Zdjęcia robiłam starym telefonem Samsung, hehe, niezły aparat zamontowali.
Mam już pierwszą warszawiankę na balkonie.

Rozpoczęłam już codzienne ćwiczenia tai chi, żeby się przygotować do warsztatu. Wczoraj, mimo kapryśnej pogody też pojechałam. Akurat przed wyjściem przestało padać, wyszło słonko, Burzę czuję w kościach, ale muszę ćwiczyć, więc poczłapałam.
Kiedy wracaliśmy, nadciągnęły czarne chmury. Zdążę, pomyślałam. Nagle zerwała się wichura, zaczął lać deszcz, pioruny trzaskały dookoła. W jednej sekundzie byłam mokra, torba z dokumentami też. Wiatr nie pozwalał iść, więc stałam zmarznięta pod filarami jakiegoś bloku.
Gdy tylko osłabł wiatr, poszliśmy dalej.
Ledwie dotarłam do domu i się przebrałam, wyjrzało słońce, hehe


Minęło z pół godziny, nadciągały nowe burzowe chmury.

 Nie zdążyłam wypić herbaty i lunęło ponownie
Jaką miałam radochę, że jestem w domu, hehe
 Po burzy zobaczyliśmy błękitne niebo i słońce radosne :-)

 Minęła może godzinka i znów nadciągnęły chmury

 Zrobiło się ciemno

 lunęło porządnie.

 Wieczorem chmury się jeszcze raz rozeszły i łysy popatrzył jak się ludzie mają Ile zalanych domów, ulic, przewalonych drzew, zniszczonych samochodów? U nas też padły dwa wielkie drzewa. Słońce razi po południu.
Straty są ogromne, podobno.

Ale w nocy lunęło jeszcze raz. Widocznie łysy uznał, że jeszcze za mało ;-)

Dziś jest chłodniej, wieje i znowu wiszą chmury...., łoj