poniedziałek, 30 stycznia 2017

Dołącz do globalnego ruchu oporu

 Avaaz.org zbiera podpisy pod listem oporu przeciwko rządom Donalda Ttrampa.


https://secure.avaaz.org/campaign/en/trump_muslim_ban_letter_1/?tOstDkb&v=500280824&cl=11752117809&_checksum=037396b35067800a4ce6d3b275652988ce537f26588aa093e708b663eee02fc1

Świat odrzuca swój strach, nienawiść, sianie i bigoterii. Odrzucamy swoje poparcie dla tortur, swoje apele o mordowanie cywilów i swoją ogólną zachętę do przemocy. Odrzucamy swoją oczernianie kobiet, muzułmanów, Meksykanów, a miliony innych, którzy nie wyglądają jak ty, mówić jak ty, czy modlą się do tego samego Boga co ty.
cyt.


Ten świat należy przecież i do nas,  
Jako obywatele świata, stoimy zjednoczeni przeciwko podziałom. 

sobota, 28 stycznia 2017

Dostanę kociej mordki ? !

Pędzę właśnie na rehabilitację. Jest piątek. Świeci słoneczko. Mój dobry humor potęguje piosenka Marleny Drozdowskiej pt. "Radość o poranku". Pewnie znana wielu osobom więc nie tylko mnie ucieszy przypomnienie hasła..:

Jak dobrze wstać
Skoro świt
Jutrzenki blask
Duszkiem pić
Nim w górze tam
Skowronek zacznie tryl
Jak dobrze wcześnie wstać
Dla tych chwil
Gdy nie ma wad
Wspaniały, piękny świat
Jak dobrze wcześnie rano wstać
Wiosną lat

Otrząsa się
Z rosy bez
Chcę w taki dzień
Znaleźć cię
Obiecał mi
Poranek szczęście dziś
I szczęście dziś
Musi przyjść
Nie zmąci mej
Radości żaden cień
Wschodzące słońce
Śmieje się
Co za dzień

...itd. 
Coś tam jest o ślubie ale do zwykłego życia też pasuje takie nastawienie, hehe

Może trochę mniej tego szczęścia mnie dosięgnęło ale i tak bardzo mi się zrobiło wesoło.
Najpierw byłam na kontroli u lekarza i pani pokazała, że ma cały czas żabkę ode mnie. Miło oczywiście ale przede wszystkim wzruszyło mnie, że po takim czasie pamiętała, że to ode mnie!!
Potem miałam zajęcia u logopedy. Głównie czytam trudne wyrazy. Łamię sobie język, oddechu brakuje, ciężko mi to idzie a tu jeszcze pani nie zrozumiała zdania, które przeczytałam. Kazała podać kartkę, patrzy w tekst i okazuje się, że dobrze przeczytałam tylko źle zaakcentowałam. Pani poucza, że muszę czytać ze zrozumieniem więc istotne jak ja to przeczytam a nie tylko wyrazy.
Ja tam zrozumiałam. Pewnie dlatego, że widziałam tekst :-)
Czytam dalej, przyłożyłam się więc zauważyłam nielogiczność w kolejnym zdaniu. Pani sprawdza i okazuje się, że dwóch wyrazów to Ona w ogóle nie rozumie. I uspokaja, że nie muszę się dopatrywać sensu tylko skupić się na wymowie. Uśmiałam się serdecznie i mówię, że przed chwilą sama kazała nie czytać bezmyślnie. Łoj,
A już zupełnie rżałam ze śmiechu jak się okazało, że pani pomyliła awers z awersją. Ale już jej tego nie powiedziałam. Polubiłam ją, choć nie lubię pouczania takiego bezmyślnego. Oczywiście nie wszyscy wszystko wiedzą ale irytuje mnie jak ktoś poucza jakby wszystko wiedział, a takie odniosłam wrażenie.
Pomyślałam nawet, że zaraz usłyszę, żebym się nie mądrzyła bo nie urosnę.
Teraz to się mówi: nie mądrzyj się bo kociej mordki dostaniesz.

Przy tej okazji przypomniało mi się jak w autobusie dojeżdżającym do Ronda Daszyńskiego, starszy pan zagadał, czy wiem kto to był Daszyński. Nie wiedziałam. Pan przypomniał, że to nasz pierwszy premier 1918 r. Rządu Tymczasowego. Na koniec pan polecił uczyć się historii. Uch, no tak, historię mamy bogatą więc jest się czego uczyć ale spamiętać wszystko jest trudno.
Co prawda wiem, że młodzi to już w ogóle się nie zajmują tymi sprawami. Pewnie patriotyzm im się z taką wiedzą w ogóle nie kojarzy.
W szkole ktoś pytał dzieci: po której stronie stały Stany Zjednoczone w bitwie pod Grunwaldem?
O dziwo, nikt nie wiedział.
Uśmiałam się serdecznie. Ale w sumie to nie jest śmieszne :-(
Potem rozmowa zeszła na Dmowskiego. Tutaj to ja akurat trochę wiem i panu się coś pomyliło.
Nie omieszkałam odwdzięczyć się złośliwością: trzeba uczyć się historii!!
Pan na to, że każdy się może pomylić. No ja wiem ale pouczać to każdy się rwie.
Wyszłam z autobusu dumna z siebie, że przygadałam dziadkowi. Dopiero potem przyszła mi refleksja, że to starszy człowiek, że przeżył tyle różnych zamieci i pamięć ma prawo mu szwankować. Pewnie też nie chciał mnie bardzo urazić, tylko przejęty jest bardzo, że historii ludzie nie znają.
Uch, a ja tu się często mądrze na temat współczucia .....

w końcu naprawdę kociej mordki dostanę


to dobranoc :-)


już zza bloku widać zachodzące słoneczko :-)


wtorek, 24 stycznia 2017

To do roboty, do roboty... na drutach :-)

     Nie jestem beksą jak się spodziewałam. Może jeszcze będę?! Pożyjemy zobaczymy. Sukcesem jest, że cały czas mam wilgotne oczy, czego nie czułam od wielu lat. Tak sobie pomyślała, że jeśli umiałam zrobić tyle to potrafię wszystko co jest w ludzkiej, w mojej mocy, a to wcale niemało hehe.
Wszystko zależy od motywacji czyli osiągnięcia celu albo jak niektórzy wolą od spełnienia marzenia.
I wiem, że potrzebne jest mieć czysty i otwarty umysł, Podobno to proste. Już mogę powiedzieć, że jest, tylko przyzwyczaić się do tego nie jest takie proste :-)
Pofilozofowałam sobie, że uch, teraz to dopiero mi wesoło :-)
A stąd tyle radości bo odwiedziny u mamy udały się rewelacyjnie. Mama naprawdę zrobi mi sweterek biały. Wspominała, że ma taki plan już dawno ale w niedzielę obiecała wynaleźć ładny wzór i się tym zająć w najbliższym czasie.
Pokazałam też nową wełnę, którą kupiłam za grosze bo resztki zostały i chciałam też dać do zrobienia swetra i tu szok. Moja mam powiedziała, ze włóczka nadaje się na zrobienie gładkim ściegiem i dam radę sama zrobić!!!
I zrobię!!!Bo to na grubych drutach :-)
Tym bardziej jestem spokojna, że mi się uda bo ostatnio koleżanka Zurineczka poprosiła mnie o zrobienie ocieplaczy na rękawiczki. Nie zrażały jej moje wymysły, a nawet mówiła, że ją zachęciły :-) No i zrobiłam...

 Kolory tutaj są najbardziej prawdziwe :-)

Tak sobie pomyślałam, że skoro zamierza w nich chodzić, to do kompletu zrobię "komin" na głowę robiący za czapkę. Widziałam taki u koleżanki i jestem pod wrażeniem. Powinien wyglądać i nosić się super.

Pokażę jak się prezentuje wykończony.
Obawiam się, że to może potrwać bo nie mam siły po rehabilitacji. Namacham się tam rękami aż nie zdziwiłabym się gdyby mi się mieśnie zrobiły pod pachami :-)
Ale mróz dopiero ma być. Stare przysłowie mówi: luty, podkuj buty

Tym optymistycznym akcentem..... :-)

niedziela, 22 stycznia 2017

Udało się uronić łezkę

    Czas bardzo sprzyja popłakaniu sobie więc udało się i mi uronić łezkę.
Za namową blogerki Tereski próbowałam się popłakać ze śmiechu. Poczucie humoru mam duże więc łatwo mnie rozbawić ale żeby do łez to raczej mi się nie zdarzało nigdy.
Piątek był wesołym dniem na rehabilitacji. Lekarz przedłużył mi zabiegi na kolejne dwa tygodnie. Co prawda dołożył mi krioterapię czego nie cierpię ale tylko na tydzień. Moim ulubionym zabiegiem jest odciążenie szyi i bioder .I właśnie czekając w kolejce na miejsce słyszę jak ktoś woła do terapeuty: Oluś powiesisz panią numer 5?
Zawrzało śmiechem w poczekalni, a ja pomyślałam sobie, że prędzej się posikam niż poryczę ze śmiechu.
Wieczorem musiałam odebrać kolczyki z naprawy, moje ulubione i prezent od kochanej córy więc chociaż to delikatna konstrukcja chciałam je przywrócić do użytku. Z ciężkim sercem poszłam do zakładu, pełna niepokoju czy się w ogóle  uda. Naprawili mi i to za darmo, tylko pani  radziła wielką ostrożność bo to delikatna robota. Przeszczęśliwa, rozglądam się bo dużo pięknych rzeczy w gablotach wystawiono a ja taka sroczka jestem, z nadzieją, że sobie coś kupię jak będę bogata, hehe. Niezmiernie urzekły mnie kolczyki z dużym, bordowym, a'la rubinowym oczkiem. Zapytałam o cenę, pani mówi tyle a tyle ale jest promocja to za pół ceny można kupić.
 Akurat tyle miałam w portfelu..
 i kupiłam je.
I tu po raz pierwszy zawilgotniały mi oczy....

Tereska będzie ze mnie dumna :-)) chyba?
I tak to się zaczęło
     Te dni są wyjątkowo wzruszające jak dla mnie. Dzień Babci i Dziadka to już wielkie szczęście,że takich miałam, ale urodziny mamy to szczęście z nutą wielkiego cierpienia. Tu niestety, mimo lat, usta wykrzywiały w podkówkę na wspomnienia  okrutnych wydarzeń. Ale to okazuje się bardzo dobrze, że pozwalam sobie na tą słabość. W końcu poleciała łezka z prawego oka.
Bo jedynie zaakceptowanie żalu spowoduje jego uwolnienie. A przyzwyczajeni jesteśmy robić zupełnie odwrotnie, od razu sobie tłumaczymy, że tak nie należy.
 W końcu takie wspomnienia nie będą sprawiać ogromnego bólu tylko po prostu nie będą miłe. Reakcja ego jest rzeczą normalną, nie jest zła. Ego po prostu jest.
 Egoizm to jest rzecz nabyta i nienajlepsza.
 Jak sobie człowiek uświadomi co nim kieruje to może to zmienić. Jeśli oczywiście zechce. To jest zwyczajna praca nad sobą nie trzeba czekać na olśnienie. Moje ego jest coraz bardziej współczujące. Może coś poplątałam, ale tak mi się wydaje, hehe, słowa to tylko słowa nie zawsze potrafimy określić co w duszy gra.
Coraz lepiej sobie radzę!
W każdym razie potwierdzają się słowa Nauczyciela BON: świadomość jest najważniejsza
:-))


O, jedziemy na obiad do mamy to zawiozę nową włóczkę i wzory, będzie o czym gadać i pośmiać się. Może zrobi mi sweterek? Mama ma do tego talent, a ja najbardziej umiem to docenić, dlatego kiedyś lubiła dla mnie dziergać. Może to jej się przypomni. :-)

środa, 18 stycznia 2017

Mój ulubiony kolor :-)

W grudniu obiecałam Karolinie zdjęcie złotego nieba, właśnie zajrzałam, żeby link do Niej poddać i na taki super post natrafiłam 

Bardzo mi się podobają postępy osoby, która natrafia często na przeszkody. :-)






Mam nadzieję,że wszystkim się podoba :-)

Coraz lepiej radzę sobie na rehabilitacji. Tzn. boli to co bolało ale szybciej czas mi płynie i sprawniej się przemieszczam, przekładam, przebieram więc humor od razu mi się polepszył. Miałam też dziś szczęście do zabiegów w pokojach nasłonecznionych dzięki czemu świat wyglądał pięknie.
Od poniedziałku staram się popłakać. Już wiadomo, że jest to jakaś blokada psychiczna i może się okazać, że paradoksalnie uwolnienie łez, spowoduje dopiero pełnię szczęścia.
Ale jeśli bardziej się nie da być szczęśliwym to na pewno ze względów zdrowotnych jest to niezbędne.
Zaczęłam sobie przypominać na siłę przykre sytuację ostatnich lat. Okazało się, że to co było takie bolesne wzbudza teraz kiwanie głową z niedowierzaniem i lekki śmiech. Pewnie jest to efekt mojego generalnie radosnego postrzegania świata.
W dodatku pan, który się mną opiekuje, usunął spięcie lewej części twarzy i teraz uśmiecham się równo i w dodatku robi mi się dołeczek w poliku. Urocze, napatrzeć się nie mogę ;-))
Jest szansa, że lada moment ryknę zdrowo bo mojemu synowi przytrafiła się przykra sprawa. Trudności mnie nie wzruszają za bardzo ale zobaczyłam jego zatroskaną twarz. To spojrzenie przypomniało dzieciaka, który z tyloma rzeczami sobie poradził, mimo, że nikt się tego nie spodziewał. Jego było stać na słabość i pewnie dlatego wygrał, jak to ładnie ujął Pratchett  w Nacji.
Przed oczami stanęły mi smutne oczy dziecka, z którego śmiali się rówieśnicy, że nie dosłyszy, nie rozumie, nie umie powtórzyć, a on jednak szedł do tej szkoły....
No prawie już beczę.....

W dodatku został bokserem. Pokonał strach....

Eee, nie jeszcze, może później hehe



sobota, 14 stycznia 2017

Gorąco mi się robi

    Rozpoczęłam kolejną rehabilitację. Czekałam w kolejce dziesięć miesięcy i w końcu się doczekałam. Codziennie rano mijam ulubione skrzyżowanie z wieżowcem, na którym wyświetla się o zmroku napis "KOCHAM WARSZAWĘ"  Rondo to jest o tyle "niezwykłe", ze na każdym rogu trwają budowy. Dla osoby, która ledwo żyje tak rano bo np nie mogła spać w nocy, wpływa to bardzo ożywczo. Na zachętę, pierwszego dnia, witało mnie piękne, błękitne niebo.
Przyniosło mi szczęście. Okazało się, że moim lekarzem prowadzącym jest ten sam lekarz co trzy lata temu. Pani poznała mnie, ogromnie się ucieszyła, że tak poprawiła się moja kondycja, że chodzę lepiej, że jestem silniejsza. Bardzo się rozczulała i podziwiała jakie poczyniłam postępy. Można wręcz powiedzieć, że zdziwiona była mocno. Mi było ogromnie przyjemnie tego słuchać. Uznanie osób, które dawno mnie nie widziały jest najlepszym dowodem poprawy. Rzeczy, o których mówiłam, że dokuczają, to już niewiele w porównaniu z tą  biedą co była, na to wyszło. hehe. No i super!!
Poznała mnie też pani w rejestracji. ?! Wyściskała mnie serdecznie. Dostałam chyba sto buziaków, pani rozpłakała się na mój widok.
Muszę przyznać, ze ścisnęło mnie w gardle, chociaż żadnej z tych pań nie pamiętam ale ludzka serdeczność zawsze robiła na mnie wielkie wrażenie. 

Również rozpoznała mnie jedna pani na ćwiczeniach. Pokiwała głową, roześmiała się szeroko i powiedziała, że... ładnie wyglądam. To dopiero przyniosło mi radość nieziemską. Dla kobiety to chyba liczy się najbardziej, hehe

Dziś kiedy trochę odpoczęłam i miałam siłę pomyśleć o ostatnich wydarzeniach, uświadomiłam sobie, ze tak naprawdę, sprawniejsze chodzenie, większą równowagę, mniejsze zawroty głowy a tym samym większą swobodę bo bez lęku zawdzięczam jednemu człowiekowi, który od niedawna się mną opiekuje. 
I to jest dopiero dowód, ze Tam na Górze to nie tylko mnie lubią ale wręcz bardzo lubią! :-))

Każdemu się zdarzają cuda ale ja się tego nie spodziewałam. Mówią, że to znak, że mam tu jeszcze coś do zrobienia. Pożyjemy, zobaczymy co takiego.
Teraz to ja już mogę spokojnie poczekać, nigdzie mi się nie spieszy i wreszcie nigdzie nie pędzę w amoku, za jakimiś bzdurami. 
Nawet tak sobie pomyślałam, że to dar, że po prostu nie mogę bo wszystko boli. Mogę sobie tylko, albo aż, pomyśleć.... 
I kiedy, jakimś cudem , wrócę do życia między ludźmi, nigdy nie zapomnę co jest najważniejsze, jak dbać o spokój i otwartość. Bo dobrym człowiekiem to ja od zawsze jestem i na szczęście  teraz pewnie jeszcze lepszym niż kiedyś :-)


 Pani doktor dała mi zabiegów na przeszło trzy godziny, więc nie mam na nic więcej sił ale bardzo się cieszę bo wierzę, że wszystko się przyda i prędzej czy później będą pozytywne efekty. Dzisiaj lewa strona jest co chwila gorąca w środku, a do tej pory czułam bardzo nieprzyjemny lód. Nawet lewy policzek oblewa rumieniec, aż szkoda, że na zewnątrz nie widać :-)

Budzi się dzień nieśmiało czas wstawać, łoj
 Będzie zimowo.

 Niedaleko szpitala,, do którego przychodzę, jest park.
Tutaj przynajmniej można się nacieszyć zimą.W Warszawie tylko  w takich miejscach leży dużo śniegu i jest biało. Gdzie indziej jest szaro, blee

W Wiśle, widziałam relacje ze skoków narciarskich, pada rewelacyjny śnieg.

Kotu tam wszystko jedno co za oknem, byle w futro grzało :-)

Wam też cieplutko? Tego serdecznie życzę :-)

niedziela, 8 stycznia 2017

Stephen i zajączek

     Ostatnio natknęłam się na film  o Stephenie Hawkingsie niepełnosprawnym geniuszu. 
 Więcej informacji o tym człowieku znajdziecie np. na stronie
 http://www.computerworld.pl/news/294245/Niepelnosprawny.geniusz.html
Oczywiście słyszałam już o tym fenomenie ale film przybliżył mi ludzkie oblicze tego człowieka.
Nie jest On dowodem na to, że wszystko można zrobić jak się chce. Ja w każdym razie tego tak nie odbieram. Ten człowiek, moim zdaniem, udowodnił, że w każdej sytuacji można znaleźć pasję czyli chęć do życia. Ułomność fizyczna może rozwinąć nieprzeciętne zdolności w sferze psychicznej i duchowej. (tego mi był trzeba :-))
Ten człowiek był uzdolnionym fizykiem jako zdrowy człowiek i w nauce o kosmosie odnalazł wiele rozwiązań interesujących go problemów. Ludzie mają na ogół problemy o mniejszej skali ale rozwiązania ich, może, nie przyniosą publicznego uznania ale za to na pewno jest to osobisty sukces, a on jest najważniejszy.
Bardzo spodobały mi się słowa Stephena, które powiedział do swojego syna: nie bój się szukać rozwiązań. 
To bardzo odpowiada mojej obecnej filozofii i jest bardzo optymistyczne jak dla mnie.
Potwierdza otwartość umysłu, chroni przed przyzwyczajeniem, pozwala odnaleźć sens życia i bycie pożytecznym dla siebie i innych. O, rzeczywiście, wiara w to, a nauczył mnie  min. Nauczyciel  BON, czyni cuda :-))
Dzięki temu filmowi wyjaśniły mi się pewne sprawy. Zrozumiałam dlaczego jedni ludzie teraz są raczej zdziwieni na odległość, a inni, dla odmiany są zauroczeni, hehe, Trochę żartuję, ale niewiele, z bidulki stałam się herosem, można powiedzieć, to duża różnica.
Przypomniało mi się jak koleżanka, z którą spierałam się o poprawność wykonywanych przeze mnie ćwiczeń, powiedziała bezsilna: nie łatwo Cię przekonać. Kazała się zapytać osoby, której wierzę.
I to otworzyło mi oczy na moje stosunki z ludźmi.
Co i rusz szukam odpowiedzi na interesujące mnie zagadnienia. I nie wystarczy mnie pocieszyć albo zbyć odpowiedzią typu; tak jest przyjęte, albo amerykańskie OK jest dobre na wszystko i trzeba w to uwierzyć.
Oczywiście nie trzeba się zastanawiać nad wszystkim co mi przyjdzie do głowy, ale jak już chcemy kogoś do czegoś przekonać albo pocieszyć, dobrze samemu w tym widzieć sens. A tu akurat, często się zdarza, że teorie są z palca wyssane.
Sugestia to częsta rzecz i ulegamy jej nie raz. Fajnie jak trafia do nas sugestia, która wspiera do rozwoju dobrego, ale nie zawsze tak jest.
Na mnie teraz działają sugestie ludzi, których teorie już się sprawdziły, więc im wierzę.
A takie amerykańskie "I'm fine" to nie jest żadne myślenie pozytywne tylko postawa, która jest powierzchownym szczęściem. Z tego co się słyszy, prawie każdy Amerykanin ma psychoanalityka a co jakiś czas słyszy się o masakrze np. w szkole. To ze szczęścia???
I jest to bardzo wygodne, nie trzeba się przejmować cudzymi problemami i pewnie dlatego tak się przyjmuje.

Już wiem dlaczego ktoś zachęcał do przeczytania książki o podświadomości. Autor mówi min. o samouzdrawianiu. Nabyte dolegliwości, zdaniem autora, są efektem psychicznego niedomagania czasem z lat dziecięcych, więc samemu można im zaradzić. W tym też upatruje mojego ozdrowienia mój "osobisty cudotwórca", który już dużo naprawił bo wiedział jak. Bardzo dużo uzdrowiłam też dzięki leczeniu umysłu i ducha, jak uczył Tenzin, ale zostały jeszcze fizyczne uszkodzenia. Na to to już trzeba .... cudu z Nieba.
Ale kto wie, kto wie, hehe

Z pożytkiem dla siebie i innych to robię już zające, Zostały mi styropianowe bombki to zające i kurczaczki będą wyglądały z trawy.





czwartek, 5 stycznia 2017

Zdarzyło się raz, to zdarzy się i drugi

Od wczoraj leży śnieg w Warszawie. Miło było popatrzeć przez okno jak pada :-)
Dziś zaświeciło słońce, mróz złapał ale wiatr popsuł dobre wrażenia. I tak poleciałam po żółtą, złotą, zielona wełnę z zamiarem robienia kurczaczków i zajączków. Tak mnie natchnęła koleżanka mojej koleżanki, z którą zobaczyłyśmy się po raz pierwszy. Zachwyciła się moimi ozdobami na choinkę. Zachwalała  pomysłowość, to wyobraziłam sobie kurczaczki też niezwykłe. Będzie zabawa dla mnie a dodatkowo rękę usprawnię i myślenie abstrakcyjne. Ponownie otworzę drzwi do cudownego świata fantazji :-) 

Kilka ze śnieżynek dałam na aukcję zbierania pieniędzy dla schroniska. Rozeszły się jak świeże bułeczki, mówiła właścicielka, która rozprowadza też kalendarze na 2017 rok. 


Nazbierała sporo pieniędzy na prowiant na zimę dla zwierzaków :-)


Kot upodobał sobie siedzenie na kaloryferze przy stole. Przyjmuje różne pozy i mam niezły ubaw. Może i was rozweseli ta mordka. :-)

 Gość zaczął już wyłazić zza łóżka ale zabrano go do domu. Chyba dobrze, bo chociaż już się nie bał, to na zachwyconego towarzystwem nie wygląda. Podobno koty przyzwyczajają się do miejsca, więc może tęsknił za swoim domem. Na panią to był porządnie obrażony :-)
Z końcem roku wiele osób robi bilans co się udało i  robi plany na Nowy Rok. Mądrzy ludzie radzą żyć dniem dzisiejszym a nie wspomnieniami i planami, i ja już umiem tak żyć. Niemniej jednak nie mogłam sobie podarować satysfakcji, dumy z sukcesu jaki przyniósł mi miniony rok.
Pierwszy raz, jak żyję, mam poczucie, że dokonałam cudu. A właściwie sam się dokonał.

Niespodziewanie stałam się wolnym człowiekiem.

To co się na to złożyło jest na stronach bloga, nie będę tego roztrząsać, ale dziś kiedy byłam u mojej serdecznej kumpeli usłyszałam, że wszystko co sobie powolutku postanawiałam to robiłam.
Dostałam od Niej wiele komplementów. Ona pamięta kiedy było ze mną bardzo źle, kiedy jęczałam ciągle zrozpaczona z bólu serca i innych części ciała a teraz jestem słoneczkiem.

Bardzo było miło to usłyszeć ale zdałam sobie sprawę, że zrobiłam tylko jedną rzecz, która tak diametralnie odmieniła moje życie.
Od czasu kiedy pierwszy raz zobaczyłam coś pozytywnego, zaczęłam wypatrywać kolejnych. Bardzo zachęciły mnie słowa pani psycholog: zdarzyło się raz, zdarzy się i drugi.
Oczywiście najpierw mnie zmroziło, bo pomyślałam, że zdarzyło się raz coś strasznego to zdarzy się i drugi. Pani mnie uspokoiła, że bardzo dużo się nauczyłam, bardzo dużo zrozumiałam i nie myślę jak kiedyś. Dlatego prędko zobaczę prawdę, co jest dla mnie krzywdzące a co pożyteczne i prawidłowo zareaguję.

Czego wszystkim serdecznie życzę!

Nieoczekiwanie słowa mojej ulubionej piosenki "pokaż na co cię stać i to nie jeden raz' stały się świetną zabawą.
A kiedyś brzmiały złowróżbnie: ja wam jeszcze pokażę

Jestem nadal dobrym, serdecznym człowiekiem ale nie należy mnie bagatelizować :-))

niedziela, 1 stycznia 2017

Rozświetlona Warszawa

      Nowy Rok rozpoczęłam wspaniałym spacerem po ulicach udekorowanej świątecznie Warszawy. Zrobiliśmy 20000 kroków, więc pewnie jutro się nie ruszę ale dziś jestem przeszczęśliwa, że zobaczyłam na własne oczy tyle pięknych miejsc. Zdjęcia nie oddają uroczego klimatu jaki panuje wieczorem na ulicach ale może przekonają do przyjazdu do stolicy.
 Nowy Świat :-)

 Przepiękny paw.
 "Ogórki" takie autobusy jeździły kiedyś po Warszawie :-)

 Girlandy ozdabiają całe zejście z wzdłuż Łazienek Królewskich.



 Bazylika archikatedralna św. Jana Chrzciciela


To jest tylko namiastka rozświetlonej Warszawy. Zachęcam do przyjazdu.  Jest na co popatrzeć.
Bardzo dużo ludzi spotkałam na spacerze, Widocznie to się podoba, więc nie przesadzam z zachwytem. Może i Wam przypadnie do gustu.
:-)