piątek, 5 sierpnia 2016

Akceptacja..... cd.

    Ledwo żyję w taką pogodę.  Wyszłam nawet na ćwiczenia ale wróciłam, nie mam siły buuu. Smutno mi a przecież cieszyć się trzeba, że ciepło, że lato ... Tzn ja się cieszę tylko szkoda mi, że w domu siedzę.
Tyle dobrego, że mam roślinki na balkonie, koty łażą, a ja sobie siedzę i patrzę. Jak to dziś koleżanka blogerka napisała: "dobrze popatrzeć". Bo mały bo mały ale ładny ten świat i dobrze zdawać sobie z tego sprawę a nie szukać ładniejszego hehe
     Przede wszystkim bardzo się cieszę, że kobea rozrosła się i kwitnie coraz bardziej.


Donice z kwiatkiem uwielbiają koty

Luzik też się do niej ładuje, choć ledwo, ledwo.


O właśnie zaczęło lać z chmury nad blokiem a dalej widać słoneczko.
Już wiem czemu mnie tak boli i leżeć się chce :-(

Przypomniało mi się jak znajoma mi ostatnio tłumaczyła, że nie można się poddawać, że trzeba chodzić, ćwiczyć. Z grubsza mówię,że niestety nie jest to sprawa wyćwiczenia, że taką mam dolegliwość. Ona na to, że młoda jestem to na pewno da się, tylko nie mogę się lenić, folgować sobie.
Ona ma już  swoje lata i proszę jak się wyćwiczyła  i kobitki koło osiemdziesiątki ćwiczą z nią i chwalą wszyscy jaka jest bardzo sprawna.
Pozazdrościć tylko, i tak sobie myślę,że głównie po to ona to mówiła. Dumna jest z siebie i miło jej jak jest podziwiana. O mnie to raczej za bardzo nie myślała.
A jeśli już, to miała jeszcze jedną satysfakcję, ja jestem leniwa i już.
Już mi to nie przeszkadza, że ktoś dobrze o mnie nie myśli hehe i jak to określiła koleżanka blogerka mam dystans do takich spraw.
Jeśli nie jestem zbyt silną osobowością to trudno.
Będzie miło jak ktoś okaże współczucie. Do tego trzeba mieć serce i to bardzo dobrze świadczy o osobie, która jest do tego zdolna. Koniec końców to i jej się zrobi ciepło na sercu.
W każdym razie nie zamierzam skakać i biegać, żeby choć trochę wzbudzić czyjeś uznanie.

Jakiś czas temu koty obgryzły mi dwie pelargonie nowej odmiany. Zanim się zorientowałam zostały szczątki. Przestawiłam je wysoko z nadzieją, że odbiją ale pewności nie było i proszę, jednak udało im się. Najbardziej oskubana różowo już ma pączusia.
 Biała pelargonia już jest całkiem bujna, ma kilka kwiatuszków ale listki nie rosną obficie.

Zakwitły tez pięknie, różowe tradycyjne pelargonie


Na wiosnę do skrzynki wsadziłam fasolę dla .... ozdoby. Niestety ptaki szybko ją wydziobały. O dziwo, jedna została i powolutku sobie rosła aż zrobił się porządny krzaczek ku mojej radości wielkiej.


W skrzynce notorycznie kiciuś przesiaduje, więc i tak nic by się nie uchowało, ale z drugiej strony z nasionka urosło drzewko. Daliśmy taki kwiatek mojemu tacie na urodziny. Zasadzi i będzie miał pamiątkę na zawsze. To wielkie drzewo będzie ale raczej nikt z nas tego nie doczeka i to już nie będzie nasze zmartwienie;-)

Mój zachwyt wzbudza kwitnące oregano. Jeszcze nigdy nie widziałam takiego okazu. Pewnie dlatego,że się zjada szybko a mi szkoda, w dodatku nie jestem pasjonatką gotowania. To nakarmię oczy :-)) (tak to się chyba mówi?)
 To jest takie maleństwo, że próbowała ze sto razy zanim udało mi się zrobić w miarę wyraźne zdjęcie :-)
A parę dni temu wpadł do mnie konik polny !!


         Dałam już sobie pozwolenie na akceptację siebie. Ludzie wszystko mogą zrozumieć w dwojaki sposób i uczynić z wzniosłej idei wielką podłość, ale nie jest to typowe tylko może się zdarzyć. Każdy jest na innym poziomie rozwoju ducha i zrozumienie jest różne.
U mnie się ogromnie odmieniło, chyba idzie ku dobremu....
Tfu, tfu, żeby nie zapeszyć, hehe
      Zrozumiałam wreszcie,że nie miałam problemu z akceptacją siebie, kiedy robiłam pozytywne rzeczy, dobre dla ludzi,odnosiłam sukcesy w pracy i prywatnie, ale cudza dezaprobata motywowała mnie do większych starań ze strachu, że zostanę odtrącona.
Czyli to co było dla bliskich dla mnie ludzi, zresztą dla wszystkich, ważne, bardzo nieszczęśliwa bo nic nie umiałam na to poradzić.
Już nie będę sobie przypominać  wszystkich głupot, które inni albo i ja sama chciałam zmienić.
Najlepiej sedno sprawy określa powiedzenie mojej serdeczne kumpeli: jak ktoś długo ci będzie powtarzał, że coś tam jest niedobre to w końcu i ty przestaniesz to lubić.
 Powtarzano mi albo pokazywano, ze coś tam robię nie tak jak chcą, więc uznałam, że źle robię, źle myślę, źle czuję.

Od takich co dołują tylko, trzeba się trzymać z daleka.
Szkoda energii na udowadnianie, że jest się ok, albo znoszenie nieprzychylnych, niekorzystnych dla nas osób.

Jednak z przyzwyczajenia, jeśli się coś nie podobało komuś, wpadałam w popłoch i już planowałam zmiany, bo na pewno wie lepiej.

Nareszcie nie przeszkadza mi, że ktoś ma o mnie takie czy inne zdanie. Robię co mogę, co uważam za dobre a jeśli czasem nie mogę lepiej, muszę się polenić, muszę odpocząć albo wręcz nie mogę zrobić o co ktoś mnie prosi bo nie, myślę i czuję po swojemu to trudno jeśli się komuś to nie podoba.

To co ja chcę to jest najważniejsze, to nic, że może niezbyt mądre, nie najsprytniejsze, Oczywiście podejmę konsekwencję tego.

Zmienić musiałabym siebie gdybym zaczęła krzywdzić innych w pogoni za swoim sukcesem i zapomniała o współczuciu!

Jak na razie wszystko u mnie jest super, hehehe Serce mam wielkie :-)

    Taka śmieszna historia mi się przypomniała a propos akceptacji siebie, dowartościowania itp.
Kiedyś z koleżanką rozmawiamy o czymś trudnym i mówię jej,że coś źle powiedziała. Ona na to, że to ja źle zrozumiałam.
Chwila napięcia a potem ryknęłyśmy śmiechem.

To już się nadaje na temat akceptacji drugiego człowieka.

Na dobry weekend... :-))))
A mój tata tak ma :-))


7 komentarzy:

  1. Ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć, jak najbardziej, w każdym wieku i w każdej dysfunkcji, ćwiczyć i ćwiczyć. Koleżanka jak najbardziej ma rację :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ćwiczę, ale żeby nie było gorzej i tyle ile mogę. ale zbyt dużo nie mogę i już hehe

      Usuń
  2. Serce Marzenko to Ty masz nie tylko od morza do morza ale wręcz od oceanu do oceanu :) i czasem mam wrażenie, że w pomaganiu innym potrafisz zapomnieć o sobie.
    Ćwiczyć trzeba i nie ma co przekonywać Cię o tym, bo Ty doskonale o tym wiesz :) ale znasz również swoje możliwości i wiesz co i ile możesz, więc nie ma co słuchać innych w tym względzie, a ta pani to faktycznie chyba myślała tylko o sobie :/
    Tata ma bardzo piękne widoki i tylko pozazdrościć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. łoj jak miło, dziękuję Ci bardzo, kochana :-)))

      Usuń
  3. ruch nie tylko mięśnie naciąga - przypomina nam, że jednak mamy
    ciało - ilekroć dłużej poleguję jak te kicie na balkonie - tyle
    razy bezruch boli - gdy jak teraz - jestem w domu i absolutnie
    nic nie muszę - wiem, że choć te 20minut kółkowania się dobrze
    mi zrobi, gdy nawet na spacer ciężko mnie wygonić :)

    mnie sprawne i zadbane Osoby bardzo imponują - bo wiem, ile
    trzeba trudu, by rozruch na każdy dzień sobie zapewnić - stąd
    i Ciebie szczerze podziwiam, Marzenko, jak nie dajesz się -
    mając w pamięci, co się z Tobą działo - a raczej, co się nie
    działo, choć ciało tak bardzo chciało -

    działaj dalej w swej determinacji a samoakceptacji!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. fizycznie ćwiczę systematycznie od przeszło dziesięciu lat taoistyczne tai chi, więc taki wysiłek polubiłam ale samoakceptacja to jest zupełnie nowy trening i tu to się dopiero muszę pilnować i nie zaniechać !! daję radę, coraz lepiej mi idzie hehe ale trzymaj kciuki puki co bo to jest dopiero trudne dla mnie ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kciuki trzymam od pierwszego
      przeczytanego posta u Ciebie!!!

      Usuń