piątek, 15 stycznia 2016

Styczeń


Styczeń to od kilku lat wyjątkowy miesiąc dla mnie. W tym roku zaskoczył mnie dobrą nowiną. Budzę się wczoraj rześka (pewnie dlatego, że była 12 ;-)), z nieodpartą chęcią umówienia rehabilitacji. Skierowanie dostałam przed świętami i z tej racji zaniedbałam zapisu. Nie wiedziałam gdzie to skierowanie wetknęłam i chęci za bardzo nie miałam, bo potocznie określone to było jako odrywanie mięsa od kości. Jakoś nie rwałam się na taki zabieg.
Coś mnie wykopało z łóżka, sięgnęłam do papierów i od razu wyciągnęłam skierowanie. Nie było już wykrętu, zadzwoniłam, żeby się umówić. Dostałam tylko trzy adresy przychodni od pana doktora bo tylko tam dobrze to robią. Dodzwoniłam się wreszcie i pani potwierdziła, że przyjmą mnie w... czerwcu.
No nic, dobre i to.
W ostatniej chwili coś mnie tknęło i powiedziałam datę z jaką wystawiono skierowanie.
Na co, usłyszałam, że dziś jest ostatni dzień, żeby się zapisać, tylko do dziś jest ono ważne.
No zatkało mnie.
Poleciałam na jakieś zadupie ale gorąco dziękując Bogu, że mnie tak olśniło.
Gdybym to przegapiła pewnie bym sobie darowała w ogóle bo dostać się znowu do lekarzy to długa droga.
Tak myślę, że mam jednak przeznaczone nie cierpieć za bardzo ;-) Pan doktor, przepisując mi takie zabiegi, wyraził wielką nadzieję, że to złagodzi ból a nawet znacznie ulży bez operacji.

Tak się zaczął wspaniały dzień.

Potem pojechałam do mamy bo mnie zaprosiła. Pierwszy raz od świąt się spotkałyśmy.
I o dziwo, rozmawiałyśmy jakoś po ludzku, a nawet serdecznie i jakoś tak... normalnie.
Dostałam elektryczny koc na stopy. I w dodatku, mama powiedziała, że jak go zobaczyła od razu o mnie pomyślała. No, no. Oczywiście w paru sprawach miałyśmy odmienne zdania, ale wyjątkowo, pośmiałyśmy się z tego.
Oby tak już zostało!!

Wracając do domu wstąpiłam do koleżanki, która też bardzo się zaangażowała w pomoc Stowarzyszeniu "wspólnymi siłami", żeby jej się zwierzyć, że znajomy z samochodem niestety nie może zawieść rzeczy. A tu oprócz poratowania transportem poznaję jeszcze kolejną serdeczną i pomocną osobę. Łza mi się zakręciła w oku jak usłyszałam ilu osób wspomogła. Da też środki chemiczne dla naszego stowarzyszenia.
Cudownie!!!
Tyle życzliwych, serdecznych ludzi jest wokół mnie, :-D

Kiedyś dowiedziałam się przy okazji, że koleżanka, z którą się teraz tak zżyłam dzięki 'samotnym matkom' chodziłam do tej samej szkoły, do PSIAKa hehe, (nomen omen, my kociary jesteśmy).
Już chyba nie ma tej szkoły ale są Ci co do niej chodzili.
Niesamowite, że to już druga osoba, z którą łączy mnie ... szkoła a poznajemy się teraz.

Reasumując, tak sobie myślę, że za rok w ten niezwykły miesiąc może wyjadę do..... Nowej Zelandii.
:-D

2 komentarze: