piątek, 7 maja 2021

Podsumowując wspomnę o Konstytucji 3-go Maja

      Kilka razy pisałam o współczesnych autorach i choć wydawało mi się całkiem niewinnie, bo nie nastawiałam do  odbioru ich znanych i docenionych na świecie utworów, spotkałam się z ostrą krytyką, że promuję ludzi, którzy działają na niekorzyść polskości. Nie rozumiałam tego, bo przecież była to fikcja literacka umiejscowiona w realiach historycznych.

Jestem Polakiem i jestem z tego dumna, szczycę się z bohaterstwa zaczerpniętego z okresu oświecenia i romantyzmu. Pewnie dzięki temu co jakiś czas staję do walki mimo strachu i okazuje się, że jestem odważna. :-))

Ale zdaję sobie sprawę z tego co się dzieje i nie pochwalam, że wspaniałą wiarę wykorzystuje się do nienawiści, manipulacji, kupując słabych ludzi, wmawiając konieczność zupełnie  niemiłosiernych posunięć dla dobra. 

   Przestraszyłam się, że może źle pamiętam co to znaczy patriotyzm, honor, bohater.

Znalazłam moim zdanie prawdziwe wiadomości i podzielę się tym, co dla mnie najważniejsze. Może przyda się przypomnienie o co walczyli nasi przodkowie. Rzeczywiście warto pamiętać historię Polski, aby się wzorować na bohaterach, którzy Matce Boskiej polecali się w opiekę przed walką o wolność narodu. 

Nie ulegać hipokrytom i egoistom, których też mieliśmy w historii Polski. 

Konstytucję 3-Maja 1791 - uchwalona przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego była krokiem milowych regulującym ustrój prawny Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Pierwsza  konstytucja w Europie. Ale to nie wszystkim Polakom się podobało. Byli tacy co zdradzili Polskę dla własnego dobrobytu. Takich przodków też mamy .

 Konstytucja 3-maja ewidentnie nie była w smak wszystkim Polakom, nie była w smak szlachcie, magnatom, bo ograniczała ich prawa. Zniesiono Liberum Veto, uchwały Targowicy.

Takie słowa padały od niezadowolonych:
 cyt.
Anonimowy autor Zastanowienia się nad Konstytucją polską pisał: Polsko już nie jesteś Polską, bo nie jesteś wolną.
Seweryn Rzewuski pisał do króla: kajdany nasze są zawsze kajdanami, a włożone ręką obcą lub domową równie ciężą. Zarzucano, że Sejm Czteroletni dokonał zdrady, sprzeniewierzając się aktowi konfederacji z 1788 roku, który gwarantował zachowanie najświątobliwsze rządu wolnego republikanckiego .
 Poseł Ignacy Chomińskiostrzegał: widzisz już, że sejm stał się panem twojej woli, a ty narodzie, nadawczą moc reprezentantom mając dotychczas, już ją utraciłeś."

Co to znaczy wolność narodu?
Ewidentnie widać, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Bardzo mi to przypomina dzisiejsze czasy. Jak można mówić o szczęściu i dobrobycie, kiedy się odbiera prawo do równouprawnienia?

Targowiczanie utrzymywali, że „Intencjami wprowadzenia armii Jej Wysokości Cesarzowej Rosji Katarzyny Wielkiej, sojuszniczki Rzeczypospolitej, są i zawsze były przywrócenie wolności Polakom i Rzeczypospolitej, a w szczególności zapewnienie wszystkim obywatelom bezpieczeństwa i szczęścia.”

18 maja 1792 roku poseł rosyjski Jakow Bułhakow wręczył ministrowi spraw zagranicznych Joachimowi Litaworowi Chreptowiczowideklarację dworu petersburskiego, w której oskarżano Polskę o prześladowania prawosławnych i knowania z Portą osmańską. Tego samego dnia ponad 20 tysięcy konfederatów wkroczyło do Polski wraz z zaprawioną w bojach rosyjską piechotą w sile 97 tysięcy.


Bohaterami byli tacy jak Józef Poniatowski, Tadeusz Kościuszko, nie wszyscy Polacy. 

Może teraz to i król Stanisław August Poniatowski też byłby na czarnej liście, bo zabrał wolność magnatom, a zaopiekował się chłopami ?

Konstytucja 3 Maja ujęta była w 11 artykułach. Wprowadzała prawo powszechnej niepodległości (dla szlachty i mieszczaństwa) oraz trójpodział władzy na ustawodawczą (dwuizbowy parlament), wykonawczą (król) i sądowniczą.

Konstytucja ograniczała nadmierne immunitety prawne i polityczne przywileje szlachty zagrodowej. Ograniczała również demokrację, pozbawiając część społeczeństwa (szlachtę gołotę, tzn. nieposiadającą dóbr ziemskich) praw politycznych. We wcześniejszym (18 kwietnia1791) akcie prawnym „Miasta Nasze Królewskie wolne w państwach Rzeczypospolitej” prawa te nadano mieszczaństwu. W jego artykule III zastrzeżono, że będzie on integralną częścią Konstytucji. Akt ten nadawał mieszczaństwu prawo do bezpieczeństwa osobistego (neminem captivabimus nisi iure victum), prawo do posiadania majątków ziemskich, prawo zajmowania stanowisk oficerskich i stanowisk w administracji państwowej, prawo nabywania szlachectwa. W akcie tym obejmowano pospólstwo opieką „prawa i administracji rządowej”. Był to pierwszy krok w kierunku zniesienia poddaństwa chłopów i nadania praw wyborczych tej największej, a zarazem najbardziej wyzyskiwanej klasie społecznej. 

Na szczęście większością głosów przyjęto Konstytucję

  7 maja marszałkowie sejmowi wydali uniwersał, ogłaszający uchwalenie konstytucji. Głosił on m.in.: Ojczyzna nasza już jest ocalona. Swobody nasze zabezpieczone. Jesteśmy odtąd narodem wolnym i niepodległym. Opadły pęta niewoli i nierządu


:-)))

cyt. „Jakim być powinien prawdziwy patriota? Prawdziwy patriota o dobro powszechne jedynie dbały, wszystkie prywatne interesu względy temu zamiarowi poświęca, w nim korzyść, w nim chwałę, w nim ukontentowanie swoje mieści i na dokup powszechnego uszczęśliwienia ani życia, ani majątku, ani trudów nie żałuje.

A jakim fałszywy patriota? Bez żadnej z tych cnót, w którym powierzchowność okazywać się usiłuje dla pewniejszego ludzi zwodzenia; pod tym ujmującym pozorem ukrywa ambicje, miłość własną, własny interes. Tym jest zdradliwszą zasłoną hipokryzji, obłudy, nieszczerości, albo udawania cnót, im trudniejszą jest do przeniknienia”


Moim zdaniem to bardzo ważne, aby nie dać sobie oczu mydlić jakimiś obowiązkami religii.

cyt. Patriotyzm jest często przeciwstawiany szowinizmowi[20]. Patriotyzm odróżnia się od szowinizmu otwartością na inne narody, uznaniem ich prawa do suwerenności i niepodległości, a naród definiuje jako wspólnotę kulturową i obywatelską (jak w Konstytucji RP), a nie etniczno-rasową. Według Episkopatu Polski, chrześcijański patriotyzm jest przeciwstawny nacjonalizmowi[21]. Przedmiotem patriotyzmu jest przywiązanie i troska o ojczyznę, na którą składa się wiele elementów ukształtowanych historycznie, takich jak: państwowość, język, naródkultura i tradycja, a także dziedzictwo wnoszone przez poszczególne regiony danego kraju, z ich lokalną specyfiką (poczucie patriotyzmu lokalnego i regionalnego jest traktowane jako uzupełnienie patriotyzmu ogólnokrajowego). Natomiast według nacjonalistów najwyższym dobrem jest sam naród. Nacjonalizm jest więc przeciwieństwem patriotyzmu

Podejście marksistów do patriotyzmu jest zróżnicowane. Karol Marks napisał w Manifeście partii komunistycznej, że „robotnicy nie mają ojczyzny”, jak również że panowanie proletariatu spotęguje zanikanie „odgraniczeń i przeciwieństw narodowych”[18]. W podobnym duchu, współcześni trockiści, tacy jak Alan Woods, również opowiadają się za zniesieniem granic i stworzeniem ogólnoświatowej socjalistycznej wspólnoty[19]. Z drugiej strony staliniści i maoiści głosili często patriotyzm socjalistyczny, niejednokrotnie ocierający się o nacjonalizm (odpowiednio rosyjski i chiński).



Na koniec o wierze w Konstytucji 3 maja 1791

Religią narodową panującą jest i będzie wiara święta rzymska katolicka ze wszystkiemi jej prawami. Przejście od wiary panującej do jakiegokolwiek wyznania jest zabronione pod karami apostazji 1). Że zaś ta sama wiara święta przykazuje nam kochać bliźnich naszych, przeto wszystkim ludziom, jakiegokolwiek bądź wyznania, pokój w wierze i opiekę rządową winniśmy i dlatego wszelkich obrządków i religij wolność w krajach polskich, podług ustaw krajowych, warujemy  


I skąd taka nienawiść, podsycana przez władze i naszych purpuratów, którzy swoim dobrobytem, niemoralnymi uczynkami hańbią imię takiego wspaniałego bohatera jak Kardynał Stefan Wyszyński i  wiarę, która ma jednoczyć, pomagać, być wsparciem w ciężkich chwilach i miłością, pokorą przekonywać do siebie ? 

To jest chrześcijańskie miłosierdzie, to jest szacunek dla całego narodu?


Moim zdaniem właśnie oni działająą na szkodę Polski, na szkodę religii. Nie ci co to zauważyli.

Ja tam się czuję patriotą, bohaterem, że o tym napisałam. 

Pewnie  mnie nie zamkną, nic nie ryzykuję, no może, że nikt już do mnie nie zajrzy.

Właśnie sobie uświadomiłam, że ja już napisałam wszystko, co chciałam napisać. Opowiedziałam o swojej walce z niepełnosprawnością, o mojej walce o życie z honorem, o przebaczeniu, o radości, o mojej praktyce dzogczen w drodze do oświecenia.

Mam nadzieję, że jakiś tam przyniosłam pożytek czującym osobom

:-) w każdym razie intencja się liczy :-)))


Dobrego weekendu kochani. Nie dajmy się zwariować, wszystko się zmienia, my się zmieniamy,trzeba się dostosowywać, ważne, aby znaleźć w tym co nas spotyka nie przekleństwo, ale dar i to wykorzystać do wzmocnienia zalet.

Tak radzi Dalajlama XIV , arcybiskup TUTU, mój ulubiony Terry Pratchett w książce Nacja, którą przeczytałam jakimś cudem po wypadku, kiedy żyć nie chciałam.


Najwyraźniej nazbierałam dużo zasług na dobrą karmę,to wszystko raczej nie było zbiegiem okoliczności.

Naprawdę opłaca się być dobrym człowiekiem :-))



Rośnie jak szalona :-))

wtorek, 27 kwietnia 2021

Zatoczyłam krąg

     Od dłuższego czasu dzielę się moimi przeżyciami związanymi z dzogczen, z kontrolą umysłu, bo dzięki temu odmienia się moje życie. Celem takiej praktyki jest wzbudzenie spontanicznego współczucia. To postawa, która nie oczekuje poklasku, nie powoduje przywiązania, dlatego jest tak cenna. 

     Wspomniana wcześniej książka bardzo mnie poruszyła. Wywołała ogromne wzburzenie i uczucie nienawiści, jakiego jeszcze nigdy nie czułam. Autorzy, natomiast, kilkakrotnie wspominają, że pisząc tą książkę zostawiają świat lepszym niż zastali. Długo nie mogłam zrozumieć jakim to trzeba być człowiekiem, żeby wywołując nienawiść, uważać to za lepszy stan umysłu.

W końcu zrozumiałam, że rzeczywiście, ta książka może spowodować, ze świat będzie lepszy. Jeśli zauważy się jaki mechanizm uruchamia w ludzkiej w głowie, wywołując uczucie, które przesłania rzeczywistość. 

    Nienawiść to jest produkt ego, więc nie jest dobrym uczuciem. Jezus Chrystus uczył miłosierdzia, nie gniewu i nienawiści. 

Na tablicy w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach są wyryte słowa, które zapewniają, że  prośby człowieka o czystym sercu i intencjach będą spełnione. Dla takiego człowieka cuda obiecuje też tantra w tradycji Bon.

 Moim zdaniem nienawiść nie jest czystym uczuciem i ktoś powodowany takim uczuciem nie zrobi nic dobrego. Rodzi się ze ono strachu, nie z odwagi.

Wspominając Wielkanoc, przeczytałam: 

co oznacza słowo "Alleluja"?

kto do kogo powiedział : "Alleluja i do przodu"?

Na łamach bloga pisałam o między innymi o komunizmie, o faszyzmie, nazizmie, post chrześcijaństwie. Tego  wszystkiego doświadczamy w Polsce. 

Systemy te opierają swoją popularność na poparciu społeczeństwa, któremu obiecuje się poprawę warunków, jeśli się usunie wroga. 

Przypomniały mi się słowa młodego człowieka studiującego nauki polityczne, który przed wyborami powiedział, że jednoczy się naród przez obarczanie winą za problemy ekonomiczne jakiejś grupy społecznej. Piętnuje się postawy uznane za złe, więc mają zgubny wpływ i poprawa nastąpi przez wyeliminowanie ich. Wszystko po to, by odciągnąć uwagę od prawdziwego sensu prowadzonych działań. Wzbudza się nienawiść do poprzedniego systemu politycznego, do emigrantów, do mniejszości narodowych, do LGBT  itp.

      Ta książka idealnie pokazuje jak to się robi. Dałam ponieść się fali, nie zważając na logikę, na wiedzę jaką mam, zatrzęsłam się z gniewu. 

Już się otrząsnęłam z tego stanu i pomyślałam jak cenna jest nauka o kontroli umysłu. Dobrze jest wiedzieć, co się tak naprawdę dzieje, co się tak naprawdę robi i dlaczego. Wówczas człowiek nie da się zmanipulować, wykorzystać.

      Moim zdaniem to jest największy cud, który pozwala przeżyć życie z honorem, z godnością (nie mylić z dumą) dla pożytku wszystkich czujących istot, nie krzywdząc nikogo. 

I tego wszystkim nam życzę. 

 W końcu się uda, najważniejsza jest intencja.

:-)

     Znowu kałuża na drodze. To chyba dobry znak ;-)



wtorek, 20 kwietnia 2021

A jednak

       Po nocy przychodzi dzień.

Ciężki czas minął, już się rozjaśnia :-) 

Dawno miałam pokazać kilka uroczych zdjęć, żeby ocieplić nastroje, ale nie byłam w stanie. Wreszcie to zrobię.:-) Miałam wielki dylemat, ale już zrozumiałam co się dzieje i ulżyło mi.

 

W piękny dzień upolowałam cudownego motylka na miejskim kwiatku :-)
Przylatują znowu ptaszki na kaszę jaglaną. Są wróbelki, nie ma sikorek. Ciekawe czemu?

Nieoczekiwanie któregoś dnia zrobiła się śnieżyca. U Was też był taki dzień ? 


Na szczęście w domu ciepło i humor dopisuje :-)



W weekend spacery w wiosennym klimacie.


10000 kroków zrobione, dochodzę do mety, czeka na mnie tłum kibiców. Też miło :-)


W domu czeka kawka i towarzystwo. Oby tak zawsze się udało :-) 


  Przeczytałam niesamowitą książkę. W pierwszej chwili pomyślałam, że ją polecę, to na pewno odmieni pogląd na historię. Potem uznałam, że taka wiedza może przynieść więcej szkody, bo wzbudzi strach i nienawiść, więc nie powinnam.

Kilka dni męczyły mnie myśli na ten temat i w końcu zdecydowałam napisać co o tym sądzę.

Zastanawiam się po co ktoś napisał taką książkę? Oczywiście, żeby powiedzieć prawdę jakiej się dowiedział, jak interpretuje, jak czuje. Ale co tak naprawdę wywoła tak podana prawda? Jedni uwierzą, inni nie, jak zawsze. Bez względu na to w głowie zalęgnie się myśl, która wzbudzi uczucie, a ono spowoduje emocje. 

Moim zdaniem  nic pożytecznego. 

We mnie, choć jestem łagodnym człowiekiem, na ogół usprawiedliwiającym innych, momentalnie wzbudziło strach i nienawiść, bo zobaczyłam fałsz i intrygę szkodzącą mojej ojczyźnie.

       Długo nie mogłam przeboleć.

W końcu przypomniał mi się Tybet, któremu Chiny odbierają wolność nawet do życia. 

Chiny są potęgą i tak naprawdę podbijają świat zalewając swoimi produktami, bez których nie ma np.przemysłu. Przeciw temu nikt się nie burzy. Na prośbę, żeby bojkotować chińskie produkty, rozkłada się ręce.

Ponieważ są daleko nie wydaje się być szkodliwe dla nas.

Fakt jest jednak taki, że żadne państwo nie jest teraz niezależne. Każdy podlega układowi sił.

Czy aż tak jest istotne, czy ktoś obłudny, fałszywy, oczernia i podstępem się bogaci, czy siłą bierze co chce?

To sprawa honorowa. 

Ale i Polacy są coraz bardziej obywatelami świata, dość słabymi obywatelami, ale na granicy, więc jesteśmy istotni.

  Przypomniało mi się powiedzenie z Tybetu: jeśli da się coś zrobić, to trzeba zrobić, jeśli się nie da nic zrobić, też nie ma się co martwić. Po polsku mówi się: będzie co ma być :-)

Nie można nic zrobić w warunkach jakich jesteśmy, więc wzbudzenie nienawiści  nie przyniesie dobrego rozwiązania.  W pewnych kręgach współczucia się nie wzbudzi, trzeba liczyć na dobry obrót sprawy, czyli na cud:-) 

       Takie jest moje zdanie. Może czegoś nie zrozumiałam?  Nie zauważyłam jakiegoś ważnego sensu tej książki? dam kilku starszym osobom do przeczytania, zobaczymy co powiedzą. Jeśli coś innego niż ja, podam tytuł.

A może przeczytaliście coś co wydaje wam się  szkodliwe i nie polecacie?

ps. własnie usłyszałam o przygotowaniach Wielkiej Brytanii do walki z Rosją w obronie Ukrainy. Putin nic sobie nie robi z oburzenia Zachodu. Jak to określono jest bandytą doskonałym i dba o poparcie swego ludu tak jak Lenin, Stalin, Breżniew.  

Ktoś zawsze będzie na nas czyhał. :-((( 


 

piątek, 9 kwietnia 2021

"Czas Mroku" film

     Ten film pierwszy raz był wyświetlany na małym ekranie. Bardzo mnie to ucieszyło, bo pamiętam, ze  Churchill grany przez Gary Oldmana zrobił na mnie ogromne wrażenie. Co do postaci historycznej premiera nie będę rozprawiać, to można przeczytać w opracowaniach, dla mnie sam charakter postaci w filmie zrobił bardzo dobre wrażenie. Widzimy premiera, który podejmuje walkę z nazizmem, toczy bitwę o Anglię i jest ona pełna uznania, geniuszu strategicznego. Ten film nie jest jednak dokumentem, jest wizją twórcy opartą na pewnych faktach.

    W kwietniu 2018 roku zostałam zaproszona na projekcję tego filmu przez koleżankę, która miała wejściówki z Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Napisałam do niej z podziękowaniem, zwłaszcza, że dzięki niej byłam w Operze, Filharmonii, w teatrach po wypadku. Byłam jej instruktorem początkującym na tai chi i tak mnie polubiła, że choć ledwie chodziłam i właściwie zajęcia tai chi były jedynym moim fizycznym wysiłkiem, zabierała mnie do takich miejsc, kiedy dowiedziała się, ze jestem sympatykiem sztuki od lat. 

Napisałam posta 12 kwietnia 2018 po obejrzeniu filmu i teraz chętnie go przeczytałam, żeby zobaczyć jakie wrażenia miałam wówczas, kiedy byłam sama w stanie wojny, można powiedzieć i nabranie hartu ducha było mi potrzebne :-) Po kilku latach mam już inne spojrzenie na te sprawy. Przede wszystkim wynika to z tego, że już nie walczę o życie. Teraz walczę o to, żeby moje życie miało sens. Ta perspektywa zmienia diametralnie moje sposoby walki. Pewne zachowania są zrozumiałe w walce o przetrwanie Te same mogą stać na przeszkodzie  zwycięstwu w walce o sens życia.

Porównałam cytaty na jakie zwróciłam uwagę wtedy, a jakie teraz :-)

Moim zdaniem ten jest najlepszy i jak sądzę zgadza się też z nauką bon:

Zwycięstwo nigdy nie jest ostateczne

Porażka nigdy nie jest totalna

Liczy się tylko odwaga

 Dopiero teraz to rozumiem. Wszystko się zmienia, więc to co doświadczany jest wyzwaniem. Można to potraktować jako egzamin. Dziś doceniam, że zrobiłam coś czego się bałam, niezależnie od efektu, ale to pozwoliło mi poczuć szacunek do siebie.  I tak się zaczęło. Spodobało mi się to, że mam wpływ na to co się dzieje ze mną, choć nie w taki oczywisty sposób. Jak to dziś powiedział Wojtek Malajkat w TVN Fabuła: najgorsza jest dosłowność, trzeba pozostawić coś do interpretacji. Olga Tokarczuk nazwała dosłowność wręcz zabójstwem dla sztuki.

Jeśli ktoś mnie zaatakuje, zechce skrzywdzić, wiem gdzie szukać pomocy, zastępy dobrych ludzi, moich aniołów, będzie ratować. Ale dziś już stać mnie na to żeby spojrzeć szerzej na aspekt pokonania wroga. Dziś już rozumiem co to godność, co to współczucie, co jest dla mnie najważniejsze i dlaczego. 

 Dziś już nie myślę o poddaniu się i kapitulacji jak o porażce. Odpuszczenie komuś może być sukcesem. Jak nie chce czegoś robić z dobrego serca, to nie. Na pewno znajdzie się jakaś pomoc, jakieś wyjście z sytuacji. 

Odpuszczenie czy wywalczenie "sprawiedliwości" nie jest decyzją już zaplanowaną. To wszystko zależy od okoliczności. Jedno w tym wszystkim jest najważniejsze, uświadomienie sobie, co mną będzie kierowało. Czy poczuję współczucie odpuszczając, czy współczuciem będzie walka, która zmusi kogoś do przemyślenia co robi i wybicie z rutyny?

 Ufam, medytuję, modlę się, staram się być dobrym człowiekiem i wiem, że  wybiorę dobrą drogę, tak jak udawało mi się do tej pory. Już wiem, że sukcesem będzie, gdy pojawiające się uczucia zazdrości, pokrzywdzenia, zawiści, gniewu będę umiała rozpuścić i nie pozostawią śladu zbierając złą karmę

I takich zwycięstw wszystkim życzę :-))

Z bieżących wojen  potrzebna jest mi walka z lenistwem, aby zdrowo się odżywiać, ruszać się, ćwiczyć tai chi, medytować, żeby umysł był dotleniony, oczyszczony, dożywiony. To jest dla mnie trudne, bo słaba jestem fizycznie, ale małymi krokami robię co mogę. Dzięki temu jestem coraz bardziej otwarta na świat i widzę dobre, pożyteczne rzeczy, aby zbierać zasługi, zbierać dobrą karmę. Łatwiej sobie uświadamiam czym mogę szkodzić innym. Doceniam na przykład, że łagodnością prędzej się łagodność uzyska, a nawet dobroć. 

Takie są moje doświadczenia.

Co jakiś czas wydarza się coś takiego, co spędza sen z powiek. W pierwszej chwili ogarnia mnie strach, potem chcę się użyć siły, potem litości, a na końcu modlę się ufając, że wszystko się dobrze skończy, taki cud już wiele razy się zdarzył :-)

 cyt Churchilla 

" Gdy młodość przeminie musi starczyć mądrość "

Premier miał wielu przeciwników, dobre decyzje w filmie kwitowano stwierdzeniem że " nawet zepsuty zegar dwa razy na dobę się nie myli"

:-)

Filmowy premier otoczony dziennikarzami pokazał znak V czyli zwycięstwo, jednak palce skierował do siebie co okazało się, ze w slangu znaczy to "odwalcie się" o czym nie wiedział.

:-))))

Piszę o moich przeżyciach, żeby wszyscy odnieśli zwycięstwo nad swoimi utrapieniami, ale jeśli u was to się nie sprawdzi, to nie moja wina :-) Bez obrazy :-)

ps. Wracając do Winstona Churchilla zbrojnie walczył z protestującymi tak samo w kraju jak w koloniach. Pierwszy użył broni i gazu na cywilów. Stworzył obozy podobne do nazistowskich w Kenii, nie zgadzał się na prawo do wyborów dla kobiet. Nie wiem na jakiej podstawie ktoś mógł napisać, ze krzewił najwyższe wartości ludzkie? 

Odwaga może być wykorzystana do krzywdzenia innych, trzeba być czujnym, jak zawsze :-)



Taki komentarz dostałam do "Niewidzialnych kobiet...."

ps. Kobieta, która bardzo polubi się, doceni i dopomina się szacunku,  choć nikogo nie krzywdzi, czasem spotyka się z dezaprobatą opinii publicznej. Wydaje mi się, że też przede wszystkim kobiet 

🙁 bo  nie mieści się w normach.  

Jak myślicie?

Robi się cieplutko, słonko świeci, idzie dobry czas na spacery. Mnie ze szczęścia hiacynt też się rozrósł ponad normę, muszę kwiaty podtrzymywać :-)

Szczęśliwego weekendu życzę :-)


piątek, 2 kwietnia 2021

Wesołego Alleluja :-)

      I wesołego śmigusa dyngusa  serdecznie życzę.


Bardzo dziękuję Janeczko za tak radosną kartę świąteczną :-)))


Pucują mój symbol, żeby słoneczko pięknie się odbijało :-))
Człowiek w trudnej sytuacji pokazuje na co go stać. Można się zdziwić. Doznać wręcz szoku, jak się okaże, że nie wierzy w co wierzy 🙂



Piękne niebo prawda :-))) 

Wiosna, święta sprzyjają rozpoczęciu jakiś nowych przedsięzięć

 Urosły kiełki w moim naczyniu i robię sałatki z roszponką, piję koktajle ze szpinaku. Oczywiście dodaję dużo zalecanych różności, żeby było smacznie.

Jestem z siebie dumna, bo nauczyłam się dbać o to, żeby zawsze dodawać siemię lniane albo nasiona chia, płatki owsiane, zmielone jagody goi, komosę ryżową wymiennie. Dzięki temu jest to pełnowartościowy posiłek i jem taki na drugie śniadanie czy na kolację.   Nigdy bym nie przypuszczała, że będę szczęśliwa, bo mi się chce to robić.

      Ostatnio bardzo mnie zainteresował program Szkoła Filmowa na TVN Fabuła.  Gośćmi programu byli np. Jerzy Stuhr, Tomasz Kot, Magda Cielecka, Iza Kuna, Magdalena Boczarska. Zaproszeni opowiadają mnóstwo ciekawych historii, przeżyć z pracy w teatrze, w filmie.  Odcinki zostały nagrane w 2018 roku, teraz są często powtarzane. Zachęcam serdecznie.

Najbardziej utkwił mi w pamięci wywiad z Agnieszką Holland. Już kiedyś o tym wspominałam, ale za każdym razem  dociera do mnie coraz to inne spostrzeżenie. 

Teraz zapadło mi w pamięć stwierdzenie, że kobieta po czterdziestce robi się niewidzialna dla mężczyzn, dla społeczeństwa. Zaskoczyło mnie to, ale rzeczywiście bardzo często tak jest, że kobieta nie wiedzieć kiedy realizując się jako matka i żona w pewnym momencie staje się wystrojem wnętrza. A jak mąż odejdzie, to już całkiem tragedia. 

To przekleństwo może stać się błogosławieństwem. Kobieta jest zmuszona odnaleźć szczęście w samorealizacji, w zaopiekowaniu się sobą, w radości, że zrobiła coś co ją samą zwyczajnie zadowoliło. Nikt nie zauważa, nikt nie podziwia, bo często to są drobiazgi. Szczęście polega na tym, że same zauważą jakie są, docenią zalety i tyle rzeczy ich cieszy.

A wy co myślicie?

Ja dopiero teraz doszukałam się tej radości. Szczęśliwa jestem, że odnalazłam tyle radości, nawet w szukaniu wiadomości o tym co się dzieje na świecie, w ojczyźnie. I pomyśleć, że ja tylko chciałam, żeby mąż mnie kochał. Z powodu takich ograniczeń, kobieta sobie sama odbiera szczęście. Los poskąpił jednego, ale dał dużo innych możliwości.

 Szkoda, ze nie pomyślałam tak dziesięć lat temu. No cóż, lepiej późno niż wcale, stare przysłowie pszczół mówi :-)

  W jednym z odcinków usłyszałam niezły dowcip: człowiek jest tylko człowiekiem, a i to rzadko

Super, że nie okazałam się świnią ;-))) 

:-))))

Wesołych świąt kochani :-)))  

 


niedziela, 28 marca 2021

Jednak myślenie ma kolosalną przyszłość :-))

        Bardzo często czytany jest mój post "Myślenie ma kolosalną przyszłość"  pomyślałam sobie, że po pół  roku "myślenia' mogę sprawdzić jakie zmiany zaszły w moim postrzeganiu świata.

W tamtym czasie moim przewodnikiem była książka Dzogczen, a teraz czytam "Wielką Księgę Radości". Dopiero teraz zrozumiałam w pełni słowa Buddy " Umysł tworzy rzeczywistość".

Dalajlama opowiada o ucieczce z Tybetu 17 marca 1959 jak o nowych możliwościach Jego rozwoju. Zauważył, że bardzo dużo korzystnych zmian nastąpiło dzięki zamieszkaniu w Indiach. Musiał otworzyć się na świat, nauczyć funkcjonować w nowych realiach, znaleźć możliwości ratunku dla nauki bon, dla mnichów, dzięki czemu o Tybecie dowiedział się cały świat. Dalajlama dostał Pokojową Nagrodę Nobla.

Wypędzenie z kraju nie było wytworem umysłu, dopiero przyjęcie tego faktu zależało od niego.

Dalajlama radzi 

- Na każdą sytuację, czy problem musimy spojrzeć z przynajmniej sześciu stron: z przodu, z tyłu, z góry i z dołu oraz z obu boków. To pozwoli nam na pełniejszy i bardziej całościowy wgląd w rzeczywistość, a dzięki temu nasza reakcja będzie o wiele bardziej konstruktywna"

Największy wpływ na szczęście : umiejętność zmiany perspektywy, spoglądanie na sytuację pod bardziej pozytywnym kątem. Następnie zdolność do wyrażania wdzięczności i wybór ścieżki dobra oraz hojność wobec innych. 

Zdrowa perspektywa jest w istocie fundamentem radości i szczęścia, bo to jak patrzymy na świat, określa sposób w jaki go przeżywamy. Zmiana kąta patrzenia na rzeczywistość pociąga za sobą transformację odczuć i działań, które znowu modelują świat.   -cyt z Wielkiej Księgi Radości

             Uważam, że udała mi się zmian perspektywy. Nauka przez ostatnie kilka lat nie poszła na marne :-)

Zawsze byłam dobrym człowiekiem, hojnym, serdecznym, troskliwym, na pewno byłam pozytywnie nastawiona do świata, brakowało mi tylko tej perspektywy.

Pragnęłam jednej rzeczy w życiu, żeby być kochaną. Pragnienie było spowodowane przeżyciami z dzieciństwa, które wpłynęły na rodzaj tej miłości. Strach przed samotnością determinował wszystkie uczucia, a jeszcze wychowanie w tradycji romantycznej miłości narzucała pewne wymagania. 

Dwa razy miałam złamane serce. Za każdym razem nie pomyliłam się wyciągając wnioski, z tego co widziałam. Za pierwszym razem buntowałam się, protestowałam, cierpiałam strasznie.

Za drugim razem nie chciałam przechodzić tego samego. Ale w końcu cierpiałam tak samo.

O ile w pierwszym przypadku, nie trzeba było się upierać, odpuścić i dać wolność, zamiast się mordować na własną prośbę, bo to takie romantyczne;-)). O tyle za drugim razem mogłam docenić co było, bo to i tak było dużo, nie zakładać najgorszego. Gdybym umiała spojrzeć na to z innej perspektywy, stworzyłabym inną rzeczywistość.

No ale stało się jak się stało, przeżyłam piekło, ale gdyby nie to, nigdy bym nie zrozumiała co to znaczy, że umysł tworzy rzeczywistość. Nie zrozumiałabym jaką trucizną jest przywiązanie.

       Od jakiegoś czasu bardzo samotna osoba, nieco się do mnie otworzyła. Bardzo mnie chwali i mówi, ze podziwia. Znam ją kilka lat, więc wzruszyłam się, ze tak się zwierzyła z problemów i miałam śmiałość kilka osobistych słów powiedzieć. To nas zbliżyło.

Z drugiej strony polubiłam samotność i wcale nie mam potrzeby częstych kontaktów, więc zastanowiłam się, jak pomóc, żeby jednak czuła wsparcie.

Pamiętam jak mi było mi przykro, ze nikt się nie odzywa. 

A teraz zrozumiałam, ze opieka drugiego człowieka tylko trochę pomoże, może wskazać drogę, ale trzeba samemu zaopiekować się sobą.

I do tego potrzebne są odpowiednie warunki. Samotność, przestrzeń, w której sam musi się odnaleźć, wzmocnić, uniezależnić, żeby prawdziwie pokochać, żeby się nie bać i w każdej sytuacji odnaleźć dobro.

Przypomniało mi się jak zaczynałam leczenie z depresji. Każdego dnia stawiałam sobie jakiś cel, choćby wyjść na dwór, kupić kwiatuszka do domu, cokolwiek co było jakimś wysiłkiem, żeby na koniec dnia móc pomyśleć, że coś mi się udało. To nie przynosiło żadnej radości. Chyba po roku zobaczyłam ile ja już rzeczy robię. Jak na zdrową osobę mało, ale jak dla mnie dużo i dlatego zaczęłam być szczęśliwa. 

Teraz kiedy miałam coś doradzić, powiedziałabym fajnie jest jak ktoś się opiekuje, ale jestem szczęśliwa, bo tyle umiem robić sama. A to koktajl warzywny, a to ćwiczenia tai chi, a to rzeżuchę posiałam itd. hehe. Radości z takiego spojrzenia na świat w ogóle nie spodziewałam się. Robiłam bardzo dużo rzeczy będąc zdrowa, ale nie ceniły tego osoby dla mnie najważniejsze, a tym samym i ja.

Ludzie  robią takie rzeczy i mnóstwo innych i nie robią z tego hecy, ja wiem, ale ja doceniam, ze w ogóle coś mi się chce robić, że dzięki tej radości mogę spokojnie czekać na obrót losu, a nie smucić się niespełnieniem marzeń. Bo ja już nie mam marzeń. po co się ograniczać :-) Na przykład teraz obejrzałam film dokumentalny na TV Kultura o Beethovenie i usłyszałam jego Ode do Radości,teraz  to hymn Unii Europejskiej : 

O, radości, iskro bogów,

 Kwiecie Elizejskich pól, 

Święta, na twym świętym progu 

Staje nasz natchniony chór

Jasność twoja wszystko zaćmi, 

Złączy, co rozdzielił los,

 Wszyscy ludzie będą braćmi

Tam, gdzie twój przemówi głos...


Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,hymn_ue,oda_do_radosci.html

O braterstwie ludzi bez podziałów mówi też arcybiskup: wszyscy jesteśmy dziećmi Bożymi przecież.  Dalajlama wspomniał, że Gandhi na pytanie czy jest wyznawcą hinduizmu, odpowiedział:

"- Tak jestem, Jestem także chrześcijaninem, muzułmaninem, buddystą i żydem.

Szukając prawdy wspólnej wszystkim ludziom, powinno się czerpać ze studni mądrości niezależnie od tego, które źródło je zasila."

    Zauważenie takich zależności, uważam za bardzo dobrą passę, a nawet szczęśliwe przeznaczenie. To o czym tu jeszcze marzyć? Przecież nie o przemijających wartościach.

cyt. "Surowy nakaz Santidewy: Jeśli jest sposób na wyjście z sytuacji, wtedy zamiast poddawać się fali smutku, strachu, czy złości, ze wszystkich sił postaraj się wpłynąć na okoliczności. jeśli natomiast żadnego wyjścia nie ma, wtedy strach, smutek czy złość nie mają najmniejszego sensu.

Wówczas powiedziałem sobie, że cokolwiek się ze mną nie stanie, będzie dobrze. Trzeba stawić czoło faktom, rzeczywistości"

      Robię różne rzeczy, żeby życie miało sens. Ale ten sens jest zupełnie inny niż kiedyś i to na pewno kreuje lepszą rzeczywistość niż kiedyś :-)

         cyt. Wielka Księga Radości:... wyróżniliśmy osiem filarów radości. Cztery należą do sfery umysłu: perspektywa, pokora, poczucie humoru (o super:-))), akceptacja. Pozostałe zaś związane są z domeną serca: wybaczanie, wdzięczność, współczucie i szczodrość.

        No to ja te filary zbudowałam, pewnie dlatego mam tyle radości mimo wszystko, mimo tego, ze nie jestem sprawna fizycznie, że boli tyle części ciała i nie mam siły, żeby z łóżka wstać, nawet to okazuje się być dobrym zrządzeniem losu, mam czas na przemyślenia, na przewartościowanie priorytetów  :-))


       Idą święta. Zakwitła cebula, którą posadziłam w lutym. Kurczaczek już spogląda wesoło. Rzeżucha  rośnie jak szalona. :-)


Okna myją na moim ulubionym wieżowcu :-) Szkoda, ze nie u mnie, ech


Niedawno obejrzałam film i przypomniała mi się bardzo fajna piosenka,  takiego chłopaka mogłabym mieć :-) i takiego na pewno uszczęśliwię :-)))

Takiego Chłopaka 


cyt."Panie losie daj mi kogoś, kto nie zmąci wody w mym stawie
Kogoś, kto nie pryśnie jak zły sen gdy ryb w mym stawie zabraknie
Gdzie znajdę takiego
Pięknie dobrego?........."

czwartek, 25 marca 2021

Wartości odżywcze zielonych liści

 Medycyna tybetańska przekonuje do zapobiegania uszkodzeń narządów wewnętrznych takich jak wątroba, czy trzustka, które powodują wiele chorób. 

Ucząc się racjonalnego odżywiania, poznałam niezbędne jego zasady, między innymi jedzenie warzyw, ograniczenie cukru, tłuszczu zwierzęcego.

Mam nadzieję, że was zachęcę do takiego systemu :-)

   Zielone warzywa liściaste charakteryzują się najwyższą zawartością składników odżywczych w 100 kcal. W stworzonym przez dr Fuhrmana rankingu gęstości odżywczej pokarmów, to właśnie zielone liście są na pierwszym miejscu i nie mają sobie równych.

    cyt. Dlaczego warto jeść zielone liście 

    Głównie cenione są za zawartość:

    • karotenoidów (prekursora witaminy A) – które odpowiadają za zdrowie naszych oczu (zwłaszcza beta-karoten i luteina), wygląd skóry (w tym piękną opaleniznę), neutralizują wolne rodniki i opóźniają starzenie, chronią również przed chorobami nowotworowymi,
    • witaminy K – regulującej procesy krzepnięcia krwi i gojenie się ran oraz odpowiadającej za zdrowie kości,
    • wapnia – wśród wszystkich warzyw to właśnie zielone liście zawierają najwięcej wapnia. Dzięki temu wpływają korzystnie na zdrowie kości i zębów (szczególnie, że zawierają również witaminę K). Wapń odpowiada także za prawidłową pracę mięśni i przewodzenie impulsów nerwowych,
    • witaminy C – wzmacniającej układ odpornościowy, neutralizującej wolne rodniki, odpowiedzialnej za tworzenie się kolagenu i gojenie ran,
    • fitozwiązków – innych aktywnych związków, które działają przeciwzapalnie i chronią nas przed chorobami nowotworowymi. Jednym z fitozwiązków jest nadający liściom zielony kolor chlorofil.
    • żelaza – transportującego tlen w organizmie, podnoszącego poziom energii i ogólną odporność.                                                                                                     cd.....Polecam ta stronę ze względu na dużo ciekawych informacji.                        Mam już naprawiony blender i z radością zabrałam się do robienia past warzywnych i koktajli. Kiedyś bardzo sobie ceniłam wyciskarkę do soków, ale na szczęście mam już więcej fantazji i powolutku przygotowuję proste pasty do chleba i koktajle.                      pierwszy raz zrobiłam koktajl z owocami goi. Dodałam je do roszponki, pomarańczy, selera naciowego
    • koktajl z natki pietruszki, pomarańczy, selera naciowego, banana, siemię lniane
      sałatka ze szpinakiem, jajkiem, pomidorkami, orzechami
      Moja ulubiona pasta kanapkowa to humus z cieciorki, pycha.                                          Polecam na pełnowartościowy posiłek koktajle i sałatki z zielonych liści, do których można dodawać np. czarnuszkę,  ziarna chia, siemię lniane, amarantus, orzechy, płatki owsiane, suszone owoce itp. Naprawdę da się polubić takie danie. Dużo ciekawych przepisów można znaleźć w internecie, warto spróbować.   Pani dietetyk mnie też zachęcała do robienia koktajli, ucieszyłaby się, że się przekonałam do takich dań.                                                                                                                            Teraz koleżanka zainteresowała uprawą kiełków w domowych warunkach. Kiełki to bomba witaminowa, ale dość kosztowna, więc sobie pozwalałam jako dodatek do kanapek. Jeśli nauczę się hodować kiełki to będę bardzo zadowolona. W ogóle uważam, ze osoby z własną działką są szczęściarzami :-) Na razie mam w doniczce bazylię, miętę i  rzeżuchę  na talerzu. Też super :-))))                                                  *********************************************************************************************************Kilka wejść było na posta Załatwione, gdzie napisałam kilka słów  o Cmentarzu na Bródnie. Byłam tam na Boże Narodzenie zapalić lampkę na grobie babci i wyobraźcie sobie w tym zabytkowym miejscu budują ściany na urny. 
    • Tego w życiu bym się nie spodziewała. Jak to możliwe? 
    • Natomiast otwarto ptaszarnie z egzotycznymi  gatunkami ptaków. I to bardzo mnie ucieszyło.  




    • Przypomniało mi się, że przy okazji Dnia Zmarłych ludzie bywają oburzeni, że stoją stragany przy cmentarzu, że ludzie zakładają lepsze kreacje lepsze, żeby się pokazać i że zaprzecza to nastrojowi zadumy, tęsknoty za bliskimi, refleksji nad ulotnością życia. Panuje gwar, radość i beztroska.
    • Z dzieciństwa pamiętam jedno. Często przyjeżdżałam na cmentarz z babcią. Zawsze mi kupowała pańską skórkę albo obwarzanki i wtedy to była dla mnie atrakcja, dlatego zawsze chętnie jechałam. Dzięki temu ona mi pokazała jak dba o grób, opowiadała przy tej okazji o pradziadkach, których nie znałam, uczyła szacunku do takiego miejsca i zawsze modliła się za zmarłych w drewnianym kościółku.                                   Kiedy ja zabierałam małą Miki na takie wyjazdy też kupowałam jej jakąś drobnostkę i potem co rusz pytała, kiedy pojedziemy na cmentarz. Myślę, że zaczyna od wzbudzenia chęci, a potem człowiek sam odnajduje w tym sens.                              A  jaki odnajdzie, to już indywidualna sprawa.                                                                                                                                                                                                                Pewien tybetański mistrz powiedział: cyt. "Prawdziwą miarą duchowego rozwoju jest to, jak człowiek podchodzi do własnej śmiertelności. Najlepiej jest, gdy potrafimy myśleć o śmierci z radością, dobrze jest także, gdy nasza refleksja jest wolna od lęku albo przynajmniej niczego nie żałujemy"                                                                         My jesteśmy  inaczej wychowywani, skupiamy się na czym innym. A  mistrzowie z Tybetu radzą po prostu cyt. abyśmy żyli mądrze i sprawili, aby świat stał się lepszym miejscem dla wszystkich i nie bali.                                                                                                              Mnie to najbardziej przeraża obłuda. Jest takie powiedzenie : modli się pod figurą, a diabła ma za skórą. Wesołość w Dzień Zmarłych nie wyrządzi krzywdy, ale diabeł na pewno to zrobi. 

    niedziela, 21 marca 2021

    A jednak współczucie i serce jest najcenniejsze, cd. książki

        cyt. z Wielkiej Księgi Radości

    Dalajlama opowiedział o zesłaniu do chińskiego gułagu swojego przyjaciela. "Kiedy wychodził z łagru był jednym z dwudziestu osób osób, które przeżyły. Zwierzył mi się, że w ciągu osiemnastu lat zdarzyło mu się stanąć twarzą twarz z prawdziwym niebezpieczeństwem. Założyłem, że mówił o zagrożeniu życia. Powiedział jednak, że najbardziej bał się utracić współczucie, które żywił dla chińskich strażników.

    Po tym nieoczekiwanym wyjaśnieniu, że największym niebezpieczeństwem dla człowieka jest utrata współczucia, serca, człowieczeństwa, w pomieszczeniu zapadła cisza, zakłócana tylko naszymi oddechami.

          Ktoś zwrócił uwagę na post, który napisałam 18.03.2020 roku Jego świątobliwość XIV Dalajlama - dla mnie. Zaciekawiona co napisałam przeczytałam i ja. Przez rok zrozumiałam jak wiele pożytku przynosi medytacja, bo dzięki niej doceniłam zdrowe odżywianie, które zapobiega chorobom, a przede wszystkim zrozumiałam w czym Tybetańczycy odnajdują sens, nad czym wtedy się zastanawiałam.

       " - Wielu Tybetańczyków- ciągnął Dalajlama - spędziło długie latach w chińskich gułagach, obozach pracy, gdzie byli torturowani i zmuszani do nieludzkiego wysiłku. Wielu później wyznało, że był to dla nich prawdziwy sprawdzian charakteru i wewnętrznej siły. Niektórzy stracili nadzieję, inni się nie poddali. Wśród tych, którzy przeżyli, nie miało znaczenia, jakie odebrali wykształcenie. W ostatecznym rachunku okazało się, że  kluczowe były wewnętrzna siła i współczujące serce.

    .......

    Arcybiskup - pragnęliśmy, aby czytelnicy dowiedzieli się, jak się cieszyć w najtrudniejszych momentach ..... - mówimy, że choć to zaskakujące, poczujesz radość w chwili, gdy przestaniesz być egoistą. Oczywiście musimy być odrobinę samolubni, bo jak powiedział mój Pan Bóg - cytuję Pismo - "Będziesz miłował bliźniego swego jak ...."

    - .... siebie samego - Dalajlama dokończył znane przykazanie. - 

     - Tak, tak - Dalajlama kiwał głową na znak aprobaty....................   

    Dalajlama opowiadał o losach Tybetańczyków, a na koniec powiedział: Spadło na nas wiele problemów, wiele trudności, ale kiedy pracujesz, dokładasz starań , choć napotykasz kolejne przeszkody, to widząc efekty swoich działań, czujesz wielką radość.

    - Widzisz, gdy człowiek nie napotyka przeszkód i cały czas jest odprężony, wtedy więcej narzeka - podsumował Dalajlama , śmiejąc się, bo paradoksalnie  jego radość okazała się większa na skutek nieszczęść, niż gdyby życie upływało mu w spokoju i błogości.

    ****

        ode mnie: Nadszedł czas na podziękowanie tym którzy mi cierpienie zafundowali.  Moje doświadczenie nie było takie straszne, niemniej jednak pociecha nie opiera się na tym, że inni mają gorzej. Każde cierpienie jest bolesne, ale dobrze wiedzieć, że nie najstraszniejsze.

     Dzięki temu przez co przeszłam zrozumiałam po co to wszystko, jaka jest moja intencja i co jest dla człowieka najważniejsze. Mogę się cieszyć, że nie straciłam współczucia, serca, człowieczeństwa. Byłam blisko, ale jednak ....pomyślnie przeszłam swoją próbę. 

    Dobre słowa pod adresem trudnych ludzi przynosiły kolejne przykrości, więc może i teraz tak będzie, ale już się tak bardzo nie boję. Przekonałam się, że umiem zbierać dobrą karmę, to dodaje otuchy. 

    Agnieszka Holland opowiadała, ze bała się więzienia. W końcu w 1966 wylądowała w więzieniu i już przestała się bać. Powiedziała, że była ciekawa jak to jest. Nic dziwnego, że jest dobrym reżyserem.:-)

    W sumie to też już jestem ciekawa, tyle, że ja na wolności:-))

    Szkoda tylko, ze oni nie skorzystali z naszej znajomości tak jak ja. A może skorzystali? Trzeba czasu.....

    Rzeczywiście odczuwam radość, bo powolutku zdrowieje psychicznie, a to był największy ból. 

    ***......

    Kilka słów arcybiskupa z RPA

         Arcybiskup opowiadał: " Zwiedzaliśmy więzienie z jednym z towarzyszy Nelsona Mandeli. W stołówce pokazał nam różnice w racjach żywieniowych, w zależności od rasy więźnia  - było to niczym codzienne przypominanie obsesyjnego faszystowskiego rasizmu, z którym walczyli "sto siedemdziesiąt gramów mięsa dla kolorowych/Azjatów i sto pięćdziesiąt dla buntu (czarnych), dwadzieścia osiem gramów dżemu lub syropu klonowego dla kolorowych/Azjatów i nic dla buntu.

    "- Musiało go to frustrować do granic wytrzymałości. Jego gniew narastał.  Bóg jednak w swej dobroci powiedział : Spędzisz tam dwadzieścia siedem lat. Po tym czasie wyszedł i stanął pośród nas niesamowicie wielkoduszny człowiek, bo w niezwykły sposób cierpienie pomogło mu dojrzeć. Choć myśleli, że mnie złamie, to mu pomogło. Dzięki temu potrafił przyjąć punkt widzenia wroga. Po dwudziestu siedmiu latach stał się uprzejmy, troskliwy i gotowy zaufać dawnym nieprzyjaciołom. "

       ode mnie - Kiedy udało mi się popatrzeć oczami mojego wroga na otaczającą rzeczywistość, naprawdę zrobiło mi się ich bardzo szkoda. Zrozumiałam co mogło spowodować taką niechęć, jak musi cierpieć człowiek, który też szuka szczęścia, ale nie potrafi znaleźć.

     Nie znalazłabym i ja, gdybym jakimś cudem nie uwolniła się od błędnych przekonań. Mówili mi, że to ja się pogubiłam, bo cierpię, a tymczasem okazało się, że pogubili się ci co krzywdę mi wyrządzali.  Zaczęłam się zastanawiać jakie tragedie, jakie cierpienie musi odczuć człowiek, żeby potem tak traktować innych? I jeszcze to wychowanie: twardym trzeba być nie miękkim, w ogóle nie dopuszcza do rozpoznania przyczyny choroby. A przecież, gdy się zrozumie  co się tak naprawdę robi i dlaczego, to ból się rozpuszcza i już nie chce się ranić innych.

    ***

           "Arcybiskup wyjaśnił mi kiedyś, że cierpienie albo nas uszlachetni, albo wpędzi w gorycz,  cała różnica leży w tym, czy będziemy potrafili odnaleźć w nim sens. Bez tego, gdy ból wyda nam się absurdalny, z łatwością ulegniemy zgorzknieniu. Jeśli jednak ujrzymy choć cień znaczenia czy odkupienia w cierpieniu, wtedy ból nas wyniesie na wyżyny ......  

    - Taka nauka płynie z moich obserwacji - ciągnął - Aby duch ludzki wzrastał w szczodrobliwości, człowiek musi w taki czy inny sposób zmierzyć się z frustracją czy upokorzeniem.  Nie zawsze jesteśmy tego świadomi. Rzadko tak bywa, że ludzkie życie biegnie spokojnie od narodzin do śmierci. Potrzeba nam oczyszczenia, uszlachetnienia "

    ****

         I tak oto Jego świątobliwość XIV Dalajlama jest coraz bardziej w moim życiu.  Czytając nauki ogarnia mnie radość, wszystko co mnie spotkało nabiera sensu, nie byle jakiego sensu :-) 


    Będzie lało, ale widok piękny :-)

    ps Dalajlama rozmawiając z arcybiskupem, powiedział, ze woli iść do piekła niż do nieba, bo w piekle będzie mógł komuś pomóc. I właśnie mi pomógł :-)

     Pamiętam, że swego czasu była moda na terapię, żeby nie martwić się za bardzo o innych. No cóż, pewnie tak lepiej, jeśli pomagający z tego powodu cierpi. 

    Na szczęście wiele osób jest uradowanych, bo umie to robić.  :-) 

    Wiele radości życzę !!!

    środa, 17 marca 2021

    W Szwecji samotność to jeden ze sposobów życia

               Polacy często są samotni, a przez to nieszczęśliwi. A nie musi tak być.

     Byłam zrozpaczona, że los mnie tak doświadczył. Nie mogłam w to uwierzyć, że tak potoczyło się moje życie. Chyba rzeczywiście najbardziej bolało to, że czułam się ukarana, a przez to jeszcze gorsza. Ale musiałam żyć i tak krok po kroku, dzięki życzliwości obcych ludzi, więc nie związanych ze mną i nie mogłam mieć żadnych oczekiwań, nauczyłam się doceniać samotność.

       Sprawdziły się słowa z Wielkiej księgi radości:

    "Arcybiskup wyjaśnił mi kiedyś, że cierpienie albo nas uszlachetni, albo wpędzi w rozpacz, cała różnica leży w tym, czy będziemy potrafili odnaleźć w nim sens. Bez tego, gdy ból wyda nam się absurdalny, z łatwością ulegniemy zgorzknienia. Jeśli jednak ujrzymy choć cień znaczenia czy odkupienia w cierpieniu, wtedy ból nas wyniesie na wyżyny....

    - Taka nauka płynie z moich obserwacji- ciągnął - Aby duch ludzki wzrastał w szczodrobliwości, człowiek musi w taki czy inny sposób zmierzyć się z upokorzeniem czy frustracją. Nie jesteśmy zawsze tego świadomi. Rzadko tak bywa, że życie biegnie spokojnie od narodzin do śmierci. Potrzeba nam oczyszczenia, uszlachetnienia. "    

    cyt "W Polsce samotność utożsamiana jest z życiową porażką, w Szwecji jest to jeden ze sposobów życia.

    W Szwecji istnieje wyobrażenie czystej miłości, zbudowanej nie na wzajemnym uzależnieniu, ale na autonomii jednostek i woli bycia razem. Tylko taka rodzina i takie małżeństwo, gdzie wszyscy są niezależni, jest wolne od fałszu, manipulacji i pozwala na prawdziwą miłość - z Katarzyną Tubylewicz rozmawiamy o jej książce "Samotny jak Szwed? O ludziach Północy, którzy lubią bywać sami".

    • Co czwarty Szwed umiera samotnie, ale to nie oznacza, że te osoby zostają odnalezione kilka miesięcy po śmierci, choć takie przypadki też się zdarzają
    • W Szwecji nikt nie oczekuje tu, że rodzice stale będą wspierać dzieci finansowo, a babcia będzie wychowywać wnuki
    • Szwedzi kochają samotne przebywanie na łonie natury, to dla nich forma duchowości
    • Słyną z wyrównywania szans i akceptacji, ale oni także potrafią bezczelnie i okrutnie pokazać nietolerancję, każde społeczeństwo ma jakieś jej pokład

    Można powiedzieć, że Szwedzi afirmują samotność.

    Tak, bo jest tu świadomość tego, że ludzie czasem potrzebują pobyć sami ze sobą i że samotność w pewnych sytuacjach może nieść radość i ulgę. Szwedzi kochają samotne przebywanie na łonie natury, to dla nich forma duchowości, sposób zbliżenia się do czegoś większego niż my sami

    *****

    "Czy Szwed jest człowiekiem?". Stawiają oni tezę, że w Szwecji istnieje wyobrażenie czystej miłości, zbudowanej nie na wzajemnym uzależnieniu, ale na autonomii jednostek i woli bycia razem. Tylko taka rodzina i takie małżeństwo, gdzie wszyscy są niezależni, jest wolne od fałszu, manipulacji i pozwala na prawdziwą miłość.

        ****

    Polecam ten artykuł i książkę Samotny jak Szwed?

    Odosobnienie jest też podstawą w praktyce buddyzmu :-)

    Byłam do tego zmuszona. To nie był mój świadomy wybór. Ludzie z boku zwrócili uwagę na moje postępy, bo ja nie widziałam nic szczególnego, ot kaleka powoli, nieudolnie coś robi, i dzięki nim zaczęłam zauważać jak się zmieniam, jakie mam możliwości, jaką siłę.

    Dzięki odosobnieniu zrozumiałam co to znaczy przywiązanie i jaka to trucizna.


    Mam trochę więcej czasu, skończyłam rehabilitację i popatrzyłam jak świat wygląda :-)

     

           W Hali Gwardii trenowali boks mój tata i mój syn. Tata pamiętał trenera Feliksa Stamma i kiedy wnuk postanowił zostać bokserem często słyszeliśmy opowieści pełne zachwytu i uwielbienia dla "Papy". Miło, że teraz mnie zainteresowała taka osobowość :-) Mistrz w takich czasach był niepolityczny :-)

    "Feliks Stamm zmarł 2 kwietnia 1976 roku. We wtorek na placu Mirowskim w Warszawie, tuż przy hali Gwardii, gdzie w 1953 roku odbyły się pamiętne mistrzostwa Europy zakończone niespotykanym wcześniej sukcesem polskiego boksu, zostanie odsłonięty jego pomnik. Od lat walczyła o to prawnuczka trenera Paula Stamm i założona przez nią fundacja.

    Podopieczni Stamma zdobyli w Warszawie pięć złotych medali, kibice wynieśli trenera na rękach z hali Gwardii, a radość publiczności była tym większa, że wśród pokonanych przez Polaków w finałach było trzech bokserów z ZSRR.

    Najlepszy trener w historii polskiego boksu nie pozostawił po sobie mądrych ksiąg, które mogłyby służyć jako recepta na sukces. Udało się go tylko namówić na film szkoleniowy nakręcony przez Jerzego Skolimowskiego. „Boks", wspaniała etiuda z błyskotliwą puentą, został wyróżniony nagrodą w Wiedniu, ale w Polsce o nim zapomniano"

    Polecam ten artykuł o Feliksie Stammie http://www.zw.com.pl/artykul/672911.html Niezwykła postać :-)

    https://www.rp.pl/artykul/1008145-Wielki-brat-znokautowany-w-Warszawie.html


    Już widać wiosnę na mojej drodze spacerowej.






    Tu jest drugi ptaszek,  pokazał ładny ogonek, ale nie wiem co to za gatunek.  


    Zabytki czekają na remont, a na razie tworzą swojski klimat między nowoczesnymi budynkami.




    Najwyższy budynek UE na końcu ulicy. Niezapomniany widok :-)



    Szczepan Twardoch z szansą na ważną europejską nagrodę literacką! Jego "Król" w tłumaczeniu Seana Bye'a znalazł się wśród 10 tytułów nominowanych do nagrody Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju