środa, 28 lipca 2021

Kardynał Wyszyński

     Przyjechała do mnie koleżanka, więc była okazja znowu pozwiedzać Warszawę. Całe dni spacerowałyśmy po stolicy. Okazało się, że tydzień to bardzo krótko. Udało się zobaczyć tylko kilka miejsc, znanych, niejednokrotnie historycznych.

    W drodze do Teatru Kamienica mijałyśmy Plac Bankowy. Za czasów mojego dzieciństwa nazywał się Plac Dzierżyńskiego. I nie mogłam sobie przypomnieć czyj pomnik stoi teraz na tym placu :-). Pamiętam jak Pomnik Dzierżyńskiego zabrany został helikopterem, taki był wielki.

Plac Bankowy został tak nazwany w 1919 roku, jak nazwa wskazuje mieściły się tu banki i przywrócono historyczną nazwę. Teraz mieści się tu Błękitny Wieżowiec, Pałac Ministrów Skarbu i Pomnik Słowackiego.


Za pomnikiem widać wystawę myśli Prymasa Tysiąclecia Stefana Wyszyńskiego jakimi się kierował w posłudze duszpasterskiej. Pamiętam, że cała rodzina darzyła go wielkim szacunkiem. Stan wojenny to był bardzo ciężki czas i narodowi była potrzeba wiara, która natchnie odwagą i wesprze nadzieją. Stefan Wyszyński zadbał o swój naród.

Ten rok jest ustanowiony przez Sejm rokiem Kardynała Wyszyńskiego. 12 września odbędzie się beatyfikacja kardynała w świątyni Opatrzności Bożej. Tam też jest w Muzeum Jana Pawła II i wystawa kardynała Wyszyńskiego.

Kilka myśli zapisałam, bo niesamowite jest przesłanie miłości, nie nienawiści, mimo doświadczanej przemocy, okrucieństwa, ignorancji ze strony władzy komunistycznej.


Miłość przede wszystkim daje wolność, bo jest wolnością. 


Ludziom uzbrojonym trudno uwierzyć w skuteczność miłości i dlatego idą na dno nienawiści.


Nie zmuszą mnie niczym do tego bym ich nienawidził


Same uczucia wdzięczności. Do nikogo najmniejszego żalu.
Na nikim - najmniejszego zawodu. Wszystkim pozostawiam moje serce, które nie zabiera z sobą żadnego zastrzeżenia.




Na zawsze 
Szanuj każdego człowieka
Mów zawsze życzliwie o drugich
Rozmawiaj z każdym językiem miłości
Przebaczaj wszystko wszystkim
Działaj zawsze na korzyść bliźniego
Czynnie współczuj w cierpieniu
Pracuj rzetelnie
Włącz się w społeczną pomoc bliźnim
Módl się za wszystkich.




Jest wiele innych  tablic na Placu Bankowym, zachęcam do wycieczki po stolicy.




Ciemno się zrobiło, pożegnał nas..



Kwintesencją tego dnia była wielka pełnia księżyca :-) 


Kardynał Wyszyński uczy tak jak dziś Dalajlama IVX i Papież Franciszek. 

Sądzę, że  można im zaufać!!!

Wspomnienie Stefana Wyszyńskiego przypomniało mi o moim proboszczu Janie Sikorskim. W stanie wojennym prowadził msze za ojczyznę. Dzieckiem byłam, ale pamiętam nasz wielki kościół na Kole wypełniony po brzegi. Kiedy na zakończenie mszy zaśpiewaliśmy Boże coś Polskę, potężna świątynia zatrzęsła się w posadach. Wtedy wiara dodawała ludziom odwagi, żeby mieć nadzieję.

I choć tak łatwo było znienawidzieć komunistycznych oprawców, nikt o tym wtedy nie myślał. Cała energia skupiała się na tym, żeby się nie dać.

Ech, nikt wtedy nie pomyślałby, że za 20 lat w Polsce tak będzie się działo, że nie będzie komu głosić miłosierne Słowo Boże.

środa, 14 lipca 2021

Król Patagonii

    W programie Co dalej? była mowa o sekularyzacji we Francji od 1905 roku.

 Sekularyzacja, zeświecczenie – zespół działań zmierzający do znacznego ograniczenia lub wręcz całkowitego wyeliminowania roli religii w społeczeństwie. cyt. 

Rozdział religii od państwa zapewnił spokój w narodzie wielokulturowym, wielowyznaniowym. 

Nie wpłynęło to negatywnie na wzorce chrześcijaństwa. Ludzie modlili się na ulicy, gdy płonęła Katedra Notre-Dame, modlili się na ulicy w czasie pandemii, kiedy zamknięto kościoły.  Spadek katolicyzmu nie jest efektem sekularyzacji. 

A na drugi dzień w TV Kultura uznany pisarz, historyk z Francji, bardzo wiekowy pan, ze 100 lat, tak na oko, mówił jak jednoczy naród religia i monarchia. Jego zdaniem król, wiara mobilizuje ludzi do walki, do obrony wartości.

Pisarz ten (nie znam nazwiska) wspomniał jak to Królowa Anglii nie opuściła narodu i dlatego wygrali wojnę.

Akurat jestem pod wrażeniem filmu Czas Mroku, w którym to Churchill podjął się obrony przed nazistami. Owszem królowa go poparła, ale gdyby nie Churchill na pewno by się poddali, bo taka była tendencja w Senacie. I choć partia konserwatystów jest religijna, sam Churchill w swoich autobiografiach pisze tak : "...religia jest wspaniałym narkotykiem, a ludzie nie powinni sobie zanadto zawracać głowy tym co będzie z nimi po śmierci...

Jak to było z religijnością Churchilla.

Utarło się wyobrażenie, że Winston Churchill był religijnie mało aktywny, a jeśli już, to pragmatycznie. To nie mieści się w głowie ludziom konserwatywnym, którzy bez Boga żyć nie mogą, więc krążą od lat opowieści, że jednak Churchill się modlił, gdy miewał depresje, gdy musiał dowodzić i gdy podejmował ważkie decyzje polityczne i państwowe. Autobiograficzne książki samego sir Winstona, a także liczne jego biografie nie eksponują żadnych wątków religijnych...  cyt. Polityka

Potem pan opowiedział historię o wysłanym z Europy (nie pamiętam skąd dokładnie) generale na ziemie Patagonii i ten człowiek ogłosił się królem, aby zjednoczyć naród do wojny z Chile. Zapewnił, że już płyną statki z pomocą. To nie była prawda. Oczywiście przegrali i został osadzony w więzieniu, ale zdaniem pana to była właśnie moc jaką daje uznanie ludzi dla monarchii. I to jest potrzebne państwu,  by zachować suwerenność. 

Podobno do dziś spływają wnioski o udzielenie obywatelstwa tego państwa.

???!!!!

      Jak dla mnie to ten pan genialnie, choć raczej niechcący, wyjaśnił na czym oparta jest władza nad ludzkim umysłem i jakie potrafi zdziałać cuda. Tak działa religia, tak działa ideologia.

Czytam teraz poleconą przez bardzo młodego człowieka powieść "Demian" 

"....   Dlatego każdy z nas musi sam dla siebie dochodzić, co dozwolone, a  co zabronione - dla niego zabronione. Można nigdy nie uczynić nic zabronionego i być przy tym arcyłotrem. I odwrotnie także. Właściwie to kwestia wygody! Kto za wygodny, żeby sam myśleć i sam sobie być sędzią, poddaje się po prostu zakazom takim, jakie istnieją, i łatwo mu żyć. Lecz inni ludzie czują w sobie przykazania i dla nich zabronione są rzeczy, które każdy człowiek honoru czyni codziennie, natomiast dozwolone są dla nich rzeczy na ogół potępiane. Każdy musi odpowiadać za siebie"

Moim zdaniem opiera się to o intencje, o ego, aby nie rozwijać ambicji. Z nauk dzogczen zrozumiałam, że podstawą jest życie z pożytkiem dla wszystkich czujących istot, a więc nie swojego zadowolenia. 

            Upał straszny, nie wychodzę z domu, bo w głowie mi się kręci. Tego posta pisałam od kilku dni i tak mnie naszło, żeby to puścić go w ruch. Może komuś się akurat przyda.

Tak gruchnęło nagle, aż kot spadł z łóżka, a ja poleciałam robić zdjęcie o 5 rano :-)))

Widać w oknach, ze z drugiej strony słonko wstaje radośnie :-)

Zjadłam pyszną czekoladkę od Janeczki z Janeczkowa. Naprawdę wyjątkowy smak :-) Bardzo dziękuję Janeczko :-)
Pomidorki już czerwone, ale takie piękne, że żal będzie zjeść :-)

Wszystkiego dobrego życzę :-))



niedziela, 4 lipca 2021

Pseudonim Litwos o Żydach

           Sienkiewicz i żydzi. Rekonesans

 Irlandczycy i Niemcy mają wpływ [na życie społeczne i polityczne Ameryki] podobny, Polacy nie! [...] Ale położenie rzeczy zmieniłoby się niezawodnie, gdyby w ogólny ustrój, mający wprowadzić jedność wewnętrzną między Polakami, weszli i żydzi. Nie mówię tu o poznańskich i galicyjskich, ci bowiem trzymają z Niemcami, ale o żydach z Królestwa, których w całych Stanach przynajmniej na sto tysięcy można rachować, a którzy przedstawiają nie tylko taką ilość głosów, ale i kapitał. Są to bowiem po największej części ludzie zamożni. Nędzne i zasługujące na wszelką pogardę przesądy rasowe, odgrywające tak wielką rolę w Europie, tu nie istnieją; nic by więc nie przeszkadzało przyłączeniu się żydów do rozlicznych towarzystw polskich, gdyby nie to, że towarzystwa te noszą charakter kościelno-religijny, uwzględniający tylko Polaków wyznania katolickiego. Samym żydom nie brakłoby ochoty. Słyszałem to z ust wielu z nich. Nie potrzebuję zaś dodawać, że przyniosłoby to nieobliczone korzyści. Wszystkie zamiary organizacyjne rozbijają się tu wiecznie o brak funduszów. Otóż żydzi mają fundusze. [...] Polacy mogliby to mieć wszystko [tj. szkoły, biblioteki, instytucje pomocowe, jak właśnie Niemcy czy Irlandczycy], gdyby byli liczniejsi i bogatsi, a byliby liczniejsi i bogatsi po połączeniu się z żydami polskiego pochodzenia, które to połączenie nie nastąpiło i nigdy nie nastąpi ze względu na przeszkody, jakie stawiać mu będą duchowni. [42, 277278] P

 1905 

W rękopisach Ossolineum (sygn. 12.443/II, s. 165167) zachował się fragment, którego brak w drukowanej w październiku wersji artykułu Sienkiewicza Przed wyborami do Izby Państwowej 19. W brulionowej, przekreślonej partii tekstu, chyba mającego się zaczynać od słów: „Dzielić nas mogą różnice..., znajduje się passus dotąd nigdzie nie drukowany: Ponieważ prawa ograniczające waszą [tj. żydów] obywatelską wolność nie godzą się z mądrością polityczną, z poczuciem sprawiedliwości i obrażają godność ludzką, postanowiliśmy walczyć niezachwianie w izbie państwowej o ich zniesienie. Będziemy to czynili nawet i w takim razie, jeśli do koncentracji, to jest do zjednoczenia nie przystąpicie, albowiem tak nam nakazuje nasza tradycja dziejowa i tak nam nakazuje współczesny postęp. Naród nasz wie lepiej [te cztery słowa zostały przekreślone, nadpisano:] Wiemy lepiej od innych, jak boli wszelka niesprawiedliwość, więc pragniemy być sprawiedliwi dla wszystkich. Pragniemy, by pod osłoną ludzkich praw naszej ojczyzny działo się jednako dobrze tak nam, jak i wam, którzy także jesteście jej dziećmi, albowiem spożywaliście wspólnie z nami jej chleb i znosiliście wspólnie z nami jej cierpienie. Niechże z tego chleba, z tych cierpień, z tych wspólnych wspomnień doli i niedoli wykwitnie miłość, zgoda i jedność, albowiem bezsilnymi będą najliberalniejsze prawa, jeśli zatruje je waśń i nienawiść. Z waśni i nienawiści rodzą się tylko szkody i straty. Rozumieli to dobrze w 63 roku wasi zacni rabini, którzy głosili miłość i zgodę. Wspomnijcie na Majzelsów i Kramsztyków [znak korektorski i nadpisane na górze stronicy:], z których ust płynęła dla przyszłych pokoleń mądrość i nauka, abyście żyjąc w polskim kraju kochali go na równi z innymi jego dziećmi. Słuchajcie głosu tych prawdziwych nauczycieli, nie zaś głosu przybyszów, którzy choć jednej z wami krwi, ale odmienni sercem i duszą, chcą was wprowadzić na błędne drogi odosobnienia i nienawiści. (żydzi rosyjscy i niemieccy) 

Pamiętajcie, że nienawiść jest jako płomień, który pożreć może wasz spokój, owoce waszej pracy teraźniejszej i szczęśliwą przyszłość waszych dzieci. etc. "


 Okazywał wiele współczucia biedocie żydowskiej, różne „geszefty zauważał i wykpiwał, ale widział też przywary i błędy społeczności polskiej. Miał wielu znajomych wśród żydów, zarówno w kręgach elit intelektualnych i finansowych, jak i wœród warstw rzemieślniczych (np. słynny krawiec Szapsio). Często podkreślał zasługi (na ogół zasymilowanych) żydów dla rozwoju polskiej kultury i gospodarki. O powstaniu warszawskiego Muzeum Przemysłu pisał w „Niwie (1875, nr z 15 IX), że „Julian hr. £ubieński dał głowę [tj. pomysł], żydowski bankier warszawski, Matias Bersohn, dał pieniądze i „bez hałasu, bez szumnych artykułów, bez liryczno-ekonomicznych uniesień placówka zaczęła działać ale upadła, gdy ojcowie założyciele przekazali ją... miastu! Hipolit Wawelberg, warszawski biznesmen i filantrop wierny judaizmowi, wybitny przedstawiciel świata finansowego, człowiek wykształcony, nieprzyjaciel zdawkowej jałmużny, był dzięki fundacjom jednym z najbardziej zasłużonych ludzi dla naszej oświaty w XIX wieku. Także dla Sienkiewicza: w 1896 r. wydał za 30 tys. rubli tanią edycję Sienkiewiczowskiej Trylogii (egzemplarz kosztował 2 ruble, a w oprawie 3, podczas gdy wydanie Gebethnera i Wolffa odpowiednio 13 lub 15 rubli); po odliczeniu z dochodów ze sprzedaży kosztów druku dla Wawelberga została kwota (niemała!) i matryce stały się własnością Sienkiewicza. Miał to być podarek jubileuszowy dla pisarza (jednorazowy dzięki temu cenzura zgodziła się na druk!), ale z matryc tych, przejętych potem przez wydawnictwo Gebethnera i Wolffa, odbijano Trylogię aż do śmierci jej autora. Był to zatem podarunek dochodowy! W 1898 roku Biuro Komitetu Budowy Pomnika Adama Mickiewicza miało siedzibę w pałacu żyda Kronenberga, w Warszawie. Bogatych żydów prosił Sienkiewicz o pomoc finansową ale dyskretną dla polskich artystów. Np. jesienią 1899, gdy pieniądze z Fundacji im. Marii Sienkiewiczowej zostały już rozdysponowane, pisał list do Kazimierza Natansona w sprawie Stanisława Wyspiańskiego: Pomyślał:

Sienkiewicz był daleki od wszelkiego antysemityzmu; cenił inteligencję i pracowitość swych żydowskich znajomych, dostrzegał te zalety w całym środowisku semickim, choć widział i opisywał także cechy przez niego nie lubiane, szczególnie skłonność do „geszeftów. Miał wyraźną choć może nie całkiem zwerbalizowaną pretensję, że żydzi polscy woleli uczyć się niemieckiego niż polskiego. Zdawał sobie jednak sprawę z tego, że wśród tłumaczy jego utworów są właśnie ci polscy żydzi. A życiem i twórczością autora Quo vadis? zajmowało się wielu dziennikarzy i historyków literatury żydowskiego pochodzenia. 


Chciałabym, żeby taką postawę Polacy uważali za godną szacunku, uczciwą i miłosierną, i tym charakteryzowała się polskość. Taki Polak brzmi dumnie.

    

  Zachęcam do przeczytania tego opracowania pani Dobrosławy świerczyńskiej. Myślę, ze wypowiedzi osoby uznanej o warunkach w Polsce tamtego wieku są wiarygodne, nie są  zmanipulowane jak to teraz często bywa. Mowa jest też o tym jak się rodzi taka nienawiść, zawsze znajdzie się ktoś, kto jest niezadowolony, dopatruje się podstępu i wrogości i będzie tym zarażał. Znamy z historii nacjonalistyczne postawy, a właściwie to doświadczamy tego cały czas.

Putin chcąc skłócić i osłabić Unię wysyła swoich wyszkolonych jątrzycieli zarówno w ugrupowania prawicowe jak i lewicowe. Tak aby wzbudzić nienawiść, która poszczuje jednych na drugich.

U nas się oskarża ludzi o niepatriotyczne postawy, że są przeciw Polsce, kiedy tylko podważają słuszność takiego systemu.

Czytam książkę Hermanna Hesse 1877-1962, poeta i prozaik, jeden z najwybitniejszych przedstawicieli literatury niemieckiej XX wieku, laureat Nagrody Nobla 1946

.... "jeszcze w latach 1914-1915 łudził się, że nawet z przemocy może wyniknąć coś dobrego, teraz stracił te nadzieję, stając się celem uwłaczających obelg nacjonalistycznych pism określających go "łotrem, który zmienia poglądy" i oskarżających o " miganie się od obrony ojczyzny" z posłowia Volkera Michelsa

    Bardzo mi to przypomina współczesne opinie nacjonalistycznych partii.

Pamiętacie mój post Nienawiść Władca Pierścieni? Ogromnie się cieszę, że tak uważał Henryk Sienkiewicz:

cyt. Pamiętajcie, że nienawiść jest jako płomień, który pożreć może wasz spokój, owoce waszej pracy teraźniejszej i szczęśliwą przyszłość waszych dzieci. etc.

    Moje zainteresowanie tym tematem nie słabnie już od kilku tygodni, a obejrzany program publicystyczny na TV Kultura zmobilizował mnie do szukania informacji. Słyszałam, że żydzi nienawidzą Polaków, że rośnie antysemityzm na świecie, że Holokaust jest jakby dewizą współczesnego żydowskiego biznesu.
Redaktor i jego gość z Holandii i Ameryki wyjaśniali skąd to się bierze. żydzi winią Polaków za Holokaust i ludobójstwo, bo tutaj się to wszystko działo, Mówią dużo o swoim cierpieniu choć dzieją się masakry, ludobójstwa w innych rejonach świata i nie są tak rozpatrywane, ale nie dzieją się w Europie, więc nie są tak bliskie. No i najważniejszym powodem antysemityzmu jest strach przed mniejszościami arabskimi. 
Po ataku na WTC ataki terrorystyczne są już normą.
Poczytałam o tym zjawisku. Okazało się, że muzułmanie mieli sojusz z Hitlerem przeciw Wielkiej Brytanii. Hitler gościł dygnitarzy arabskich i na pewno miał możliwość przejęcia obsesji wymordowania żydów, którzy chcieli wracać do swego kraju. O tej komitywie Hitlera i muzułmanów przeczytałam na stronie Rzeczpospolita https://www.rp.pl/Swiat/311039887-Czy-wielki-mufti-Jerozolimy-namowil-Hitlera-do-eksterminacji-Zydow.html

Konflikt na Bliskim Wschodzie ma cały czas wpływy na stosunek do żydów w Europie, w Stanach. 
Charakter, prawa rządzące wśród społeczności żydów, zaczerpnięte z Biblii, tak naprawdę nie są powodem nienawiści. To co się nie podoba w zachowaniu nie jest tylko ich domeną, to są ludzkie cechy. Mają smykałkę do robienia pieniędzy, pewnie to wypracowany instynkt zachowawczy. Nie są mordercami z założenia, to wielka zaleta moim zdaniem. 
Czy donosili na rodaków w komunizmie? No tak. Ale Polacy też byli komunistami, czy faszystami. Historia kształtuje przekonania, wartości, świadomość. Dziś też słyszymy kto jest człowiekiem, a kto nie ma prawa do tego. Co jakiś czas znajdzie się taki mesjasz, co wie jak wyzwolić ludzi.
Niektórzy duchowni w Polsce, tzw. purpuraci, bardzo wpływowi nie głoszą miłosierdzia tylko podsycają nienawiść. Watykan już się tym zainteresował i wreszcie ujawniono co to za ludzie. Bogacą się kosztem biednych, przestraszonych ludzi i dbają o to, aby utrzymywać taki stan, żeby nikt nie widział co się tak naprawdę dzieje. 

    Tak mi się nazbierało, bo wychowałam się Warszawie gdzie jest mnóstwo żydowskiej historii, gdzie Krzysztof Kamil Baczyński zginą w Powstaniu Warszawski, gdzie pisał Lem, Tyrmand i wielu innych, którzy kształtowali moją wrażliwość, mojego ducha. Bardzo się ucieszyłam, że Sienkiewicz tyle dobrego napisał o tym narodzie.



To może kwiatuszka na dobry dzień. Pszczółka niestety zwiała, ale i tak jest piękny :-) 

Pozdrawiam serdecznie

wtorek, 29 czerwca 2021

Po co rozwijamy współczucie?

            Od dziesięciu lat uczę się życia od nowa. Nigdy nie sądziłam, że takie będę miała widoki. Przede wszystkim nadziwić się nie mogę, że zrozumiem wszystko co mnie spotyka. A zaczęło się od tego, że będąc w totalnej rozpaczy nauczyłam się być sama dla siebie najlepszym przyjacielem, a co za tym idzie mogłam sama przed sobą bez wstydu wyznać największy żal. Kiedy już czułam się lepiej zaczęłam pisać bloga, aby podzielić się doświadczeniami, które pomagały wyjść z opresji, ćwiczenia tai chi, medytacja, psycholog, spacery, próby czytania, rękodzieło itp. Niebawem  okazało się, że pisanie takiego jakby pamiętnika miało dla mnie znaczenie terapeutyczne. Coraz więcej rzeczy z przeszłości przypominałam sobie i dzięki temu, że pisząc musiałam je dokładnie określić, ból serca rozpuszczał się. Będąc coraz bardziej otwarta zaczęłam dostrzegać cuda, sytuacje tak nieprawdopodobne, że aż nieziemskie, które malowały zupełnie inne obrazy od  tych oglądanych do tej pory.

I nie trzeba sobie wmawiać, że do tej pory wszystko dookoła było ok, tylko nam się zdawało, że źle. Wszystko było źle, żeby móc dostrzec różnicę i zacząć kreować swój świat z sensem.  

Ulubiona wymówka ludzi, którzy krzywdzą innych, że nic złego nie robią, to nieszczęśliwej osobie tak się zdaje, sama tak tylko myśli.

Teraz już wiem, jak sobie poradzić w tej sytuacji, ale akceptacja i wiara w siebie wcale nie oznacza zgody na czyjeś złe uczynki, jak to się niektórym wydaje. Fakt, ze człowiek czasem nie wie co tak naprawdę robi i dlaczego, stąd krzywdzące nieporozumienie. Taka jego karma. Trzeba mu o tym mówić, może zrozumie.

Mam wrażenie, że to co mnie dotknęło, było po to, aby zrozumieć co to jest wyzwolenie i pomagać cierpiącym ludziom :-)

       Przede wszystkim jestem pewna, że nazbierałam dużo zasług i to do mnie wraca. 

O dobrych ludziach, których pomoc jest dla mnie  bezcenna pisałam wielokrotnie.

Dziś napiszę o jeszcze jednej osobie, którą dziś uważam, że spadł mi z nieba, bo to jest niezwykłe, że się spotkaliśmy. 

Chodziłam na lody do pobliskiej kawiarenki, a że nie mogę jeść i chodzić to sobie przysiadałam przy stoliku. Czasem przysiadał do mnie sprzedawca, A że ja samotna gaduła jestem to sobie opowiadaliśmy. Raz miałam książkę Dzogczen XIV Dalajlamy i zainteresował się. Tak od słowa do słowa przypomniałam sobie, ze moje zetknięcie z buddyzmem wzięło się chyba od przeczytania książki Siddhartha. On rozpromienił się i mówi, że też czytał tę książkę. Ponieważ nie za bardzo ją pamiętam od razu sprostowałam, że to było jak miałam 20 lat. Roześmiał się jeszcze bardziej i powiedział, że też ma 20 lat. Polecił przeczytać Wielką Księgę Radości I Demiana Hermanna Hesse, niemieckiego noblistę, którego Siddhartha jest największym dziełem.

I tak o to okazało się, że Wielka Księga Radości Dalajlamy i arcybiskupa odpowiada na wszystkie moje wątpliwości, uspokaja i uczy radości, której się trochę bałam. W myśl zasady, że wyżej wejdziesz z większym hukiem spadniesz.

Już się nie boję, nie ma takiej możliwości, bo radość jest oparta na współczuciu dla siebie i innych.

Kiedy po roku spotkałam tego chłopaka, oczywiście opowiedziałam mu o wszystkich moich przeżyciach, przemyśleniach, uściskałam go, że taką książkę mi polecił. Bardzo się ucieszył i pytał kręcąc głową z niedowierzaniem: naprawdę pani tak zrobiła?, naprawdę tak pani powiedziała?  

Na koniec stwierdził, że musi przeczytać tą książkę jeszcze raz. 

Powiedziałam, że najważniejsza jest medytacja dzogczen i wtedy wszystko będzie dobrze 

Po to się spotkaliśmy :-)))

A ja podam jeszcze kilka dla mnie cennych cytatów. Może się przyda.

Choć cala książka jest genialna. Dwóch świętych ludzi i tłumacz napisali ją dla pożytku wszystkich czujących istot :-)) 

Nie zawiedziecie się


cyt Wielka Księga Radości:

Jś Dalajlama:

.. " Człowiek jest zwierzęciem społecznym. Zatem jeśli pragniemy szczęścia i chcemy mieć mniej problemów, trzeba w sobie rozwinąć większą troskę o innych.... Niesamowite jest, że pragnienie złagodzenia cierpienia u innych nam samym przynosi ulgę. To prawdziwy sekret szczęścia. To niezwykle pragmatyczne. Wynika ze zdrowego rozsądku."

" Naprawdę zostaliśmy zaprogramowani, aby dbać o innych. Kiedy zaś działamy wbrew podstawowemu prawu naszego jestestwa,czy nam się to podoba, czy nie, ma to na nas zgubny wpływ..... Zadane bliźniemu  pytanie: Jak mogę ci pomóc? w trakcie własnej udręki, niesie w sobie ogromną moc uśmierzania bólu"

"Skupianie myśli wyłącznie na sobie: ja,ja, ja, budzi lęk, poczucie niepewności i nieufności. W takim stanie nie da się być szczęśliwym."

" istnieje wreszcie lęk przed okazaniem współczucia samemu sobie, bo większość z nas postrzega to jako oznakę słabości, niedostatecznych starań, a wręcz narażenie się na zalew smutku i żalu.

Psycholog Paul Gilbert tłumaczy:

- Przypływ współczucia będzie naturalny, gdy tylko uświadomimy sobie nasze lęki, blokady i wewnętrzne opory i zaczniemy pracować nad nimi. Współczucie jest jednym z najtrudniejszych motywatorów, bo wymaga najwięcej odwagi, ale przy okazji przynosi uzdrowienie i zapewnia duchowy wzrost.

  Współczesna kultura utrudnia okazywanie współczucia sobie. Przez większość życia pniemy się po drabinie osiągnięć, cały czas poddawani sądom i i ocenom,często też słyszymy, że nie spełniamy oczekiwań. Przyswajamy komentarze rodziców, nauczycieli, społeczeństwa.... Mamy  skłonność do depresji czy niepokoju, bo uważamy, że powinniśmy mieć więcej, być bardziej, sięgać dalej.

         ***************************************************

U nas upał. Zaniosłam kwiatuszki w doniczce do babci Jasi i teraz jeżdżę podlewać. Na Cmentarz Bródnowski z babcią jeździłam od dziecka. Zdążyłam go pokochać. teraz jeżdżę do babci.

Ale tam jest pięknie :-)




 Jan Himilsbach żydowskie dziecko ukrywał się w wojnę na cmentarzu.

środa, 16 czerwca 2021

Startujemy ;-)

       Udało mi się uchwycić kamerą wróbelka jak startował do lotu z karmnika. Nie lada sukces, jak dla mnie. Do tej pory trudno mi było w ogóle zdążyć zrobić zdjęcie ptaszkom w malutkiej budce, a tu proszę, jakie piękne ujęcie. 




 Pomyślałam sobie, że dobrze jest nauczyć się takiego spojrzenia na świat. Dookoła nie jest idealnie, obdrapane poręcze, czy rozlatujący się daszek, dziury w jezdni, mogą zawstydzać, odrażać, ale odnaleźć między tym coś pięknego daje radość, nadzieję, sens. 

Wróbelek jest extra :-))


Pogoda dopisuje, więc chodzę na spacery do parku. Znalazłam takie miejsce gdzie jest mnóstwo pszczółek. Zakłady Miejskie dbają o pszczółki, dużo jest kwiatuszków na trawnikach. Nawet między ulicą a tramwajami jest mnóstwo kocimiętki. Ale tam jeszcze pszczółki nie spotkałam. Hałas, ruch, spaliny chyba definitywnie odstraszają owady. Dobrze jednak, że ulice się zmieniają.



Pszczółkę widzicie ? :-)


Fruwały jak szalone, chyba ze szczęścia :-)

 Dla każdego przychodzi taki czas. Myślałam, że zawsze już będzie jakaś zadra w sercu, a okazuje się, że nie. Wiele rad zawartych w Wielkiej Księdze Radości zastosowałam i w końcu poczułam radość, ze robię co mogę dla innych, myślę o sobie, jak o jednej z wielu, które borykają się z cierpieniem i już mój ból nie jest taki duży. Wymyślam różne wzory, różne rękodzieło, zapełniam czas tak jak lubię, medytuję, żeby znalazło się miejsce na nowe drogocenne myśli, rozwiązania, ukojenie emocji.

Radzę sobie i choć nie jest to idylla, w jakiś cudowny sposób jest doskonałe. Ale to już taka poezja , hehe, żeby nie powiedzieć, ze zwyczajnie zupę ugotowałam jakiej jeszcze nigdy nie jadłam.

Jednak lekka bieda jest zdrowa i na nagi i na głowę.

Z całego serca polecam zupę brokułową z ciecierzycą. Jest bogata w żelazo, kwas foliowy, witaminę C.

Przepis 


     Oglądałam ostatnio wywiad z reżyserem Krzysztofem Zanussim. Kończył wtedy 80 lat i wspominał ciężkie czasy komuny, cenzurę, strach. Zapamiętałam bardzo cenną wypowiedź: człowiek żyjący w trudnych czasach jest zmuszony do podejmowania decyzji, do określenia siebie, dowiaduje się wtedy  jaki jest, dobry, zły i może coś z tym zrobić, może pracować nad swoim charakterem. Człowiek, który żyje w czasach bez kantów, jak to nazywał, w budyniu, nie wie jaki jest. Nie musi ryzykować, podejmować prób, bo to taka wygoda, więc po co?

    Bardzo modne teraz wychowywanie bezstresowe chyba temu sprzyja. Uczy się dzieci, żeby były asertywne, empatyczne owszem, ale nie współczujące. A taka jest różnica, ze człowiek empatyczny położy się obok tego przyciśniętego walcem, a współczujący pomoże ten walec usunąć, żeby ulżyć. (cyt. nie pamiętam kogo, ale bardzo trafny. Też miałam kilka razy odczuć czyjąś empatię. Usłyszałam, ze to mój problem, mojej głowy. Nieźle co. Ale pewnie nie wiedział co robić, a może jednak nie chciał oddać nic od siebie)

Pan Zanussi wspomniał też, że ludzie którzy już wiedzą jak dzieciństwo ich ukształtowało zwalają wszystkie swoje kłopoty na ten czas, tym samym nie biorąc na siebie odpowiedzialności i nie zmieniają charakteru, bo tacy są i już.

Rzeczywiście kiedyś nie było w zwyczaju na kogoś zwalać, hehe

    Oczywiście, to bardzo pożyteczna sprawa zrozumieć jacy jesteśmy, co naprawdę robimy i dlaczego, ale to po to żeby ta świadomość nas uwolniła od negatywnych cech, nie po to, by je zachować, ale czuć się niewinnym.

   Ludzie po jakiś strasznych przeżyciach na ogół są agresywni, ale przecież możliwe jest, aby stać się łagodnym.

Opowiem następnym razem, czego się nauczyłam z Wielkiej Księgi Radości. Nie wiem jak wy, ale dla mnie zwrócenie uwagi na rzeczywistość pod odpowiednim kątem, bardzo zmienia widoki :-)

Polecam całego serca: Wielka Księga Radości, 

życzę pogody ducha :-)


niedziela, 6 czerwca 2021

Wreszcie odpoczynek :-)

    Tyle świąt, tyle spraw do załatwienia osłabiło mnie nieco. Cztery dni spokoju bardzo dobrze mi zrobiło. Przypomniałam sobie, że mogę pokazać kilka nowych przedsięwzięć. Oprócz obowiązkowych widzeń u lekarzy i w urzędach, zajmowałam się też bardzo przyjemnymi pracami. Nie zaniedbywałam ćwiczeń, spacerowania i zdrowego żywienia. Szkoda, że tak szybko się męczę i na wiele nie starcza siły, ech. Ale pewnie jak bym miała siłę, zajęłabym się innymi rzeczami niż dbanie o zdrowie. Tak to już jest. Jak w tym powiedzeniu: najpierw człowiek traci zdrowie, aby zdobyć pieniądze. A potem wydaje te pieniądze, aby odzyskać zdrowie.

            Moje Stowarzyszenie Taoistycznego Tai Chi wspiera nas członków, aby ćwiczyć regularnie i samemu odkrywać coraz lepsze i coraz to inne postępy w powtarzaniu zapoznanych ruchów. Tak uczył Mistrz Moy, tak uczą nauczyciele buddyzmu o rozwoju umysłu. Tylko praktyka może coś w nas zmienić, nie tylko słuchanie, czy patrzenie. 

Jak już wspominałam, dużo możliwości ciała dostrzegłam ćwicząc same ćwiczenia podstawowe. Na ten rok jest wyznaczony cel, 365 razy w roku ;-) 

No cóż ..., na szczęście nie ważne przez ile czasu, więc samo wstanie z krzesła do ćwiczenia już jest sukcesem. 

Nie jest tak, że zawsze jest chęć, jest siła, ale już się nauczyłam, robiąc brzuszki, że najtrudniej jest zejść z krzesła. Jak już się zacznie, to siła przychodzi i zrobi się więcej niż minimum, które było w planie.

Nie ukrywam, że najpierw musiałam się do wszystkiego zmuszać, nawet żeby wyjść z domu. I teraz choć boli, czasem strasznie i muszę brać proszki, to lekarze zapewniają, że gdyby nie moja praca, byłoby dużo gorzej i teraz trzeba dbać, aby tego nie stracić. A przecież chcę pożyć, bo tak generalnie już mi się podoba na świecie. Widzę dużo możliwości, min. żeby się przygotować do śmierci, czyli żyć z sensem. Zawsze lubiłam zbieranie zasług, a teraz wiem jak to robić lepiej.

Ludzie mają różne zainteresowania :-)).

Właśnie sobie przypomniałam, że ja lubię też pofilozofować :-)) 

Wczoraj słyszałam taki żart : refleksja sprzyja, żeby bimbru się napić, hehehe Ech, pamiętam takie czasy :-)))

      Pogoda  zrobiła się piękna, więc wychodzimy na spacery nawet z kotami. Wierne jak psy, ale wcale się nie łaszą do ludzi, więc nikt ich nie zabierze. Tylko wielkie wrony jakby na nie polują, aż strach. I zobaczyłam jedną sikorkę. Myślałam, ze takie dobre dla nich miejsce i będą następne, ale nie było :-(


Myślałam, że to krowa:-))

Lubię te klimaty. Przypomniał mi się program o Grzesiuku i tam często były stare zdjęcia na których nowe osiedla budowane były obok chałup z ogródkiem i praniem między drzewami. Urocze :-)))
Takie ptaszki często widać. Niestety zapomniałam jak się nazywają.


Polubiłam koktajle warzywne i owocowe też, tylko rzadziej je robię ze względu na cukier. Super, ze zaczyna się czas na arbuza. Chociaż arbuz ma wysoki indeks glikemiczny, to mały ładunek glikemiczny i dzięki temu nie tuczy.

Teraz też doceniłam pasty warzywne do kanapek Zasmakowała mi pasta z czerwonej fasoli z suszonymi pomidorami (przepis  odpowiadający gustom znajdziecie)

 Do kanapek wszelkich dodaję kiełki, pycha i w dodatku bardzo zdrowe.


W po wizycie na stoisku dla Korabek zachorowałam na lampiony. Dopytywałam Zurineczki mojego mentora artystycznego jak zrobić tak jak Manufaktura dla Korabek. Ona jednak poradziła zrób po swojemu. Pierwsza praca w plaster miodu tak mnie wciągnęła, ze Zurineczka przypomniała, że umiem kwiatuszki robić i że będzie jeszcze ciekawiej.

Taka była pierwsza próba. Uj ;-(((
A tak to się skończyło :-)


 
Narobiłam się, mało mi ręka nie odpadła, ale jestem zadowolona. Koleżanka zapewnia, że będę robiła coraz łatwiej, bo dojdę do wprawy. Trzymam za słowo, bo zaraziłam się taką robotą. Wszyscy zbierają odpowiednie słoiki, mama dała torbę wełny, super. Tylko nie mogę długo siedzieć. Nogi drętwieją, aż spać nie mogłam. Ech, widocznie tak ma być :-) 

    Właśnie, żeby często wstawać zrobiłam mały ogródek na balkonie. Zakwitła mi mała lilia, frezje wypuściły kwiatuszki, a już myślałam, że nic z tego, kupiłam sobie pomidorka koktajlowego i ....mam warszawianki tak jak na działce. Kosmos :-)) One rosną same, więc za rok będzie wszędzie różowo - biało. Lubię sobie wychodzić i popatrzeć na te śliczności. Ja wiem, ze to trochę nędzne uprawy, ale za to moje :-)) Tak się cieszę,ze wpadłam na to, zwłaszcza, że mam w końcu czas na podlewanie, a to podstawa. Skromnie, ale radośnie :-)))






A takie drzewo wyrosło z kalanchoe! Pozostałe zdechły. Ciekawe, czy zakwitnie?

Wieczorem ulewa ze słońcem :-)
Zapowiedź słonecznego dnia :-)

Wszystkiego dobrego :-)))


 

       

środa, 26 maja 2021

Prezenty :-)

        Janeczka z Janeczkowa zrobiła mi prezent. 

Bardzo, ale to bardzo Ci dziękuję Janeczko. Wszystkie Twoje prace podziwiam od kilku lat, ale nie spodziewałam się, że będę aż tak obdarowana.

Narzutka jak w sam raz na lato, delikatna i w moich kolorach :-) A pudełkowa karta bardzo mnie rozbawiła. Piękne prezenty.




Przesyłka była do odebrania na poczcie obok Dworca Głównego. Przeżyłam niemałe zaskoczenie, kiedy zobaczyłam, że dworzec funkcjonuje. Dworzec Główny to   stacja Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej powstała 1874. Historia tego miejsca jest bardzo ciekawa, zapraszam do poczytania o niej. Dworzec funkcjonował do 1972 roku. 
Dziś patrzę z niedowierzaniem pasażerowie wsiadają do pociągów. 
Przez tyle lat od ulicy Towarowej odgradzał blaszany mur oblepiony plakatami.

I ta niespodzianka też dzięki Janeczce. Chyba Cię kocham Janeczko :-)))

Po prawej stronie jest Muzeum Kolejnictwa. Nigdy tam nie byłam, a to na pewno jest bardzo ciekawe miejsce, pełne zabytków sprzed prawie trzystu lat.

Tu widać stację Dworzec Główny jeszcze nie odrestaurowany i kawałek muru zabytkowego.

Mnie oczywiście bardzo zainteresowało, jak bardzo popularne było to miejsce dla Warszawiaków.

Przeczytałam o tym na stronie stacjamuzeum   Kameralną pamiętacie, o Tyrmandzie pisałam :-)))

cyt."Dworzec przy Towarowej zaprojektowany był jako dworzec tymczasowy, mimo to pełnił rolę Dworca Głównego przez ponad 40 lat i na zawsze zapadł w pamięć mieszkańcom Warszawy. Stał się rozpoznawalnym jej symbolem z charakterystycznym neonem górującym nad miastem - WARSZAWA GŁÓWNA. Olbrzymią rolę w życiu ówczesnej Warszawy odgrywał bufet dworcowy.Olbrzymią rolę w życiu ówczesnej Warszawy odgrywał bufet dworcowy. Był to jedyny lokal gastronomiczny – obok „Zieleniaka” - czynny całą dobę wtedy, gdy jedyną nocną restauracją stolicy była „Kameralna”. Istniało coś w rodzaju transportu wahadłowego między obu tymi ośrodkami towarzyskimi. Gdy zamykano „Kameralną” i wychodzili ostatni goście, dorożkarze i nieliczni wówczas taksówkarze odwozili ich prosto na Dworzec Główny – do bufetu na piwo. Około 5 rano można tu było spotkać niejedną ze sław ówczesnego świata artystycznego

Pytany o wspomnienia związane z Dworcem Głównym mieszkaniec Warszawy tak go zapamiętał: Barek na Głównym był legendarny. Pracował całą dobę! Bywało tak, że różne imprezy na swój koniec lądowały właśnie tutaj, na dworcu. Ci spragnieni, zamawiali piwo, inni głodni - schaboszczaka. Tutaj także, przeczekiwali maruderzy, których różne powody sprawiły, że nie zdążyli na ostatnie pociągi. Wtedy, w dworcowym barze przy pomidorowej zupce i mielonym odliczali czas do pierwszego rannego pociągu do swojej miejscowości ... Można tu było spotkać znane twarze..., ale też i zakazane gęby.

 

O Dworcu Głównym pisali Tyrmand, Konwicki, Nowakowski. Śpiewano o nim piosenki:

...Oto, najlepszy jest relaks - Niedziela na Głównym, na Głównym niedziela!
Na wszystkie smutki - Niedziela na Głównym!
Na oddech krótki - niedziela na Głównym!
Na sypkość uczuć i brak przyjaciela
- niedziela na Głównym! Na Głównym niedziela!
 (słowa: W. Młynarski)



Autor: Beata Zofia Młynarska

wtorek, 18 maja 2021

Nienawiść - Władca Pierścieni

    cyt. J.R.R Tolkiena 

"Jeden, by wszystkimi rządzić, Jeden, by wszystkie odnaleźć,

Jeden, by wszystkie zgromadzić i w ciemności związać'

        Zawsze uwielbiałam czytać i oglądać trylogię Tolkiena. Myślałam, że to taka piękna, wzruszająca historia walki ze złem. Teraz dopiero zrozumiałam, że Nienawiść jest tym pierścieniem, który wszystkimi włada,  którego zniszczyć można tylko w Górze Przeznaczenia, czyli ludzkim umyśle.
Bardzo ceniłam wyobraźnię pisarza, a teraz uważam, że napisał bardzo mądrą powieść. Zniszczymy nienawiść w swojej głowie, to zazdrość, pożądanie, strach, gniew i inne takie emocje łatwiej będzie opanować. W każdym razie Tolkien bardzo obrazowo i wiarygodnie przedstawił o co jest ta wojna. Oczywiście mogę  się tylko domyślać co autor miał na myśli, nie zdziwiłabym się, gdyby co innego, w każdym razie najważniejsze co ludzie zrozumieją ;-) Jeśli zniszczymy nienawiść odrodzi się współczucie, dobro, radość. 

Patrząc na nasz kraj, nienawiść nic dobrego nie przynosi. Szczuje się ludzi na siebie. 

****

 Pierwszy raz w życiu zwróciłam uwagę ile jest odcieni zieleni w budzącej się do życia przyrodzie. Długo się jedzie autobusem na Cmentarz Komunalny i z nudów patrzyłam sobie za okno. Nagle zachwycił mnie ten widok. Zanim przyszedł mi do głowy pomysł, by uwiecznić taki obraz już dojechaliśmy do Warszawy, więc zdjęć mam kilka. 




           Cały czas w głowie mam rozmowę Jego świątobliwości Dalajlamy i arcybiskupa TuTu o radości jak sprawić, żeby nasze życie takie było.

 Wzruszyłam się kiedy chłopiec zadał pytanie .."czy Wasza świątobliwość potrafi wybaczyć Chinom wszystkie krzywdy i ból, które spadły na Tybet i jego mieszkańców"

Wśród wielu odpowiedzi przytoczę dla mnie najistotniejsze, dzięki, którym zrozumiałam do czego dążę i po co?

cytaty z Wielkiej Księgi Radości

   "Nasza walka polega na świadomym nie rozwijaniu w sobie złości i nienawiści."

   "- Zazwyczaj, kiedy mówimy o pielęgnowaniu w sobie współczucia wobec konkretnej osoby, mamy na myśli człowieka, który w tym momencie cierpi i odczuwa dotkliwy ból. Można także rozwijać w sobie współczucie do osoby, która teraz nie cierpi ani nic jej  nie boli, to stwarza warunki do przyszłych cierpień.

- Wiemy, ze ludzie dopuszczają się bardzo złych rzeczy - ciągnął Dalajlama - krzywdzą innych, sprawiają innym niewyobrażalny ból. Chrześcijanie mówią o takich, ze pójdą do piekła, prawda?

Arcybiskup potwierdził skinieniem głowy.

- W naszej perspektywie ludzie dopuszczają się okrucieństw, w tym morderstw, tworzą karmana, który pociąga za sobą poważne, negatywne konsekwencje. Stad jest wiele powodów, aby troszczyć się o ich los. Kiedy martwimy się o ich dobro, wtedy nie starcza miejsca na rozrost złości i nienawiści. 

Przebaczenie - ciągnął Dalajlama - nie oznacza, że zapominamy. Trzeba pamiętać złe rzeczy. Ale gdy pojawia się możliwość zboczenia na ścieżkę nienawiści, nie możemy sobie pozwolić, aby pójść w tym kierunku, wtedy świadomie wybieramy przebaczenie.

Arcybiskup także nie miał najmniejszej wątpliwości......Powstrzymywanie się od negatywnych reakcji, czy zalewu negatywnych emocji nie oznacza, że nie mamy przeciwstawiać się złu lub pozwalać na kolejne krzywdy. Wybaczenie nie oznacza, że nie będziemy domagać się sprawiedliwości, ani że winowajca nie będzie ukarany 

Dalajlama nie kroczy drogą gniewu i nienawiści, ale nie znaczy to wcale, że będzie milczał w sprawie chińskiej okupacji, ani tego,co się dzieje w jego ojczyźnie, gdzie Tybetańczyków niewoli się i odziera z godności.

 Nasze zdecydowane kroki nie wynikają jedynie z chęci obrony tych, którzy są krzywdzeni, chcemy także ochronić winowajcę, bo koniec końców na niego również spadnie cierpienie.

Wybaczanie jest oznaką siły , nie słabości.!!!

Brak przebaczenia prowadzi do niekończących się pretensji, gniewu, wrogości, nienawiści, które mogą okazać się skrajnie destrukcyjne....."

*****************************************

Wielka księga Radości - chciałam się tym podzielić, bo każdy jest narażony na negatywne odruchy. Myślę, że bardzo wspierające jest wiedzieć jak wielką zasługą jest poradzenie sobie z takimi trudnościami. 

Pomyślałam sobie, że warto wiedzieć o co tak naprawdę chodzi tym, którzy tylko pozornie bronią słabszych, w rzeczywistości rozpalają w ich umysłach nienawiść do wroga, co przyniesie jeszcze większą szkodę. Trzeba szukać konstruktywnych sposobów, aby nie stracić zalet człowieczeństwa.  

     Przy okazji powspominam swoje doświadczenia z trudnych czasów. Nie czułam nigdy nienawiści, gniewu, a jedynie rozpacz z niespełnionych marzeń, z samotności, niezrozumienia, spowodowanej krzywdzącymi oskarżeniami, przed którymi nie mogłam się obronić, bo nikt nie chciał słuchać, zazdrość, że inni zasługują na uczucie, o które ja się starałam.

Ale fakt, miałam satysfakcję, że kto na co zasłuży, to do niego w końcu wróci. O tyle to było dobre na początek, że powstrzymywało od rozdrapywania ran ciągle i ciągle.

Dopiero gdy w książce Dzogczen przeczytałam fragment o cierpieniu, jakie sobie zapewniamy robiąc innym krzywdę, pierwszy raz odczułam prawdzie współczucie do człowieka co krzywdzi innych, nawet tego nie rozumiejąc. I to był ogromny krok  do przodu. Potem ktoś mnie oczerniał za plecami, wszyscy się odsunęli. Na pewno wiecie co to za uczucie. Ja nigdy wcześniej nie byłam w takiej sytuacji, więc szok, wszyscy myślą o mnie jakim złym człowiekiem się stałam, nie umiałam się wytłumaczyć, nie miałam siły, zresztą prawie wszyscy w to uwierzyli. Ech, serce mi pękało, krew się lała. Ale nagle sobie pomyślałam, jak bardzo nieszczęśliwa, niepewna musi być osoba, która się posuwa do takiego kroku i wtedy zrobiło mi się jej strasznie żal. 

O dziwo wszystko się wyjaśniło, bez mojego udziału. Choć miałam wrażenie, ze raczej zapanowało rozczarowanie;-). To byłoby takie proste, gdyby się okazało, że oszalałam z zawiści;-) I tak już zostałam sama.

Okazało się później, że samotność, to była najlepsza rzecz, która mi się wtedy przytrafiła. Dała czas na zrozumienie siebie, zrozumienie świata, nabrania dystansu, totalną likwidację oczekiwań..

Dziś już trochę mnie to bawi, ale tylko dlatego, ze widzę jaką próbę przeszłam i to niezwykle korzystnie. Kiedyś wspomniałam, ze mój jidam to Takla Mebar to jedno z gniewnych, w pełni oświeconych bóstw tradycji Yungdrung Bon. Myślałam, że broni mnie przed złymi ludźmi, tymczasem broni mnie przed negatywnym reagowaniem na zło. Stąd rozkwitło we mnie współczucie, które jest reakcją dość oczywistą dla ludzi skrzywdzonych, ale jest bardzo cenną, bo nieczęstą, do ludzi, którzy ranią.

      Po tylu przykrościach zmienił się mój stosunek do świata. Zawsze byłam dobrym człowiekiem, ale teraz jestem inaczej dobrym człowiekiem. Już często mi się zdarza, że niczego nie oczekuję. To ma uwolnić mnie od przywiązania przez co daje więcej radości

Czego wszystkim serdecznie życzę !

Kupując kwiatki na cmentarz kupiłam i sobie bratki. Teraz przylatują do mnie pszczółki :-)