sobota, 10 października 2015

Inny wymiar

    Zaczęłam zabawę w decoupage. Przymierzałam się do tego od jakiegoś czasu. Koleżanka, która mnie do tego zachęcała, mówiła, że to proste, łatwe i przyjemne. Ona mnie zna od dłuższego czasu i jest przekonana, że mi się to spodoba i będę miała radochę z pracy.
Pod jej kierownictwem przygotowałam pudełka po kapsułkach do prania, czyli plastikowych, pudełko po butach i słoik po kawie hehe. Dziś pierwszy dzień wyrywania wzorów z serwetek i naklejania.


Jestem zachwycona taką robotą. Strasznie mi się podoba. Jestem ogromnie wdzięczna i zobowiązana koleżance, że mnie tego nauczyła, że mi udostępniła materiały, miejsce, że pozwala mi się u siebie w to bawić, bo nie jest wskazane robić to w małym mieszkaniu z kotami na dokładkę.
Tak mi się decoupage podoba, że zrobię bombki w ten sposób (jeśli koleżanka pozwoli, oczywiście)
Pozwoli, bo Ona też się ogromnie cieszy, że mi takie ozdabianie przypadło do gustu :-D.

     Tak jak sobie obiecałam, byłam dziś na regularnych zajęciach tai chi. O dziwo, poszło mi rewelacyjnie w porównaniu z poprzednim razem. Mimo, że zimno daje już w kość, a dokładnie lewa strona boli bardzo to okazało się, że pewne ćwiczenia już same się robią i to w dodatku poprawnie.
Wpadłam w popłoch, tylko, przy nowym sposobie robienia jakiegoś ćwiczenia. Nie mogłam zapamiętać jak to się robi. Przeraziłam się, że nie będę umiała tego przekazać ludziom na mojej grupie początkującej. Aaa, bo dostałam nową grupę od listopada!! Ale na koniec zajęć już załapałam jak to się robi hehe

    A tak w ogóle od dwóch dni jestem w szoku. Ja bym w życiu nie przypuszczała, że jak uwierzę w siebie to tak diametralnie zmieni się moje życie.
Przede wszystkim nie rozumiałam co to znaczy, że mam uwierzyć w siebie.
Jak to ja nie wierzę?
Co to w ogóle jest?
Dopiero jak mnie olśniło, zrozumiałam co to znaczy.
Dookoła nie zmieniło się nic. 
Tak jak już siebie zapewniałam, dookoła mam mnóstwo życzliwych ludzi,
Robię fajne, pożyteczne rzeczy.
Mam farta, załatwiam sprawy co najmniej nieproste.
Lubią mnie ludzie i .... koty hehe
I teraz na dokładkę jestem szczęśliwa bo pewna, że sobie poradzę cokolwiek mi się nie przytrafi
Radziłam sobie i wcześniej, o czym przypominał mój Anioł Stróż, tylko, że nie widziałam w tym swojej zasługi.
Uzmysłowiłam sobie, że ja ciągle żyłam w strachu. Od kiedy dziadkowie przestali się mną zajmować spotykały mnie co i rusz przykrości. Co i rusz ktoś lub coś podcinało mi skrzydła i nie mogłam się wzbić zbyt wysoko. Bałam się , uj

I teraz, kiedy wreszcie się odbiłam, przypomniało mi się, że na początku pisania bloga, wyraziłam taką determinację, postanowiłam być szczęśliwa hehe
Spełniła się też obietnica instruktorki Carmen: najważniejsza jest intencja. Rób jak umiesz ale z intencją, co chcesz osiągnąć.
Wygląda na to, że wiara w siebie mnie doprowadzi do szczęścia bo przestanę się bać. Nie wiem, czy to niezbyt pochopne stwierdzenie ale powiedziałabym, że już doprowadziła :-D

Póki co przejawia się to w spokoju ducha, radości i odwadze
Słowa jakiegoś mądrego człowieka, że dobrzy ludzie powinni wierzyć w siebie ma dla mnie teraz zupełnie inny wymiar. Wcześniej myślałam o tym jak o gruszkach na wierzbie a teraz cieszę się z tego, bo dopiero teraz będę mogła pomagać ludziom, być wsparciem, radością czyli to co najbardziej lubię robić hehehe

Cud jest tylko albo aż taki, że ja do tego dożyłam

Niesamowite jest, że aż tak musiałam się w łeb pieprznąć, żeby zrozumieć jaką mam wielką siłę.

Ciekawe, kiedy czystą świadomość będzie mi towarzyszyć cały czas ?
Myślę, że niebawem, tylko troszkę się nacieszę sukcesem, który osiągnęłam 


Tak sobie też myślę, że czas mojego buntu, agresji nie był całkiem zbyteczny. Myślę, że dużo osób było przyzwyczajonych i nieźle korzystało z tego, że ja taka grzeczna, potulna, a jak coś chce na pewno to mało ważne albo bez sensu i dzięki temu, że postawiłam ostro parę razy na swoim, zaczęto się ze mną liczyć.
Teraz już nie zależy mi, żeby ktoś podzielał moje zdanie, rozumiał albo lubił. Miło by było oczywiście, ale jak nie to nie, Mogę się nie zadawać jak ktoś nie stara się o to.
Kiedyś byłam cichutko i uszy po sobie.
Trochę się wykłócałam, żeby udowodnić sobie, że potrafię.
A teraz znów mogę być cichutko, ale z pobłażliwości czy też szacunku dla drugiej osoby.
Ale jak trzeba będzie, uszy postawię. hehe 

   



3 komentarze:

  1. o kurka, dałam radę!!
    no, no, fiu, fiu

    OdpowiedzUsuń
  2. A czemu jesteś zdziwiona, przecież czły czas to powtarzam, że Ty silna BABA jesteś i diabłu jeszcze parę razy łeb urwiesz jak grzeczny nie będzie :) i o to w tym chodzi :)

    OdpowiedzUsuń