poniedziałek, 25 sierpnia 2025

Bolesław Prus


urodzony 20 sierpnia

Jego matka zmarła, gdy miał trzy lata, a ojciec, który go odrzucił, zmarł sześć lat później. Stał się balastem dla rodziny — przechodził spod opieki jednych krewnych do drugich. Brakowało mu poczucia bezpieczeństwa, czuł się odrzucony i samotny. Do tego dochodziła regularna przemoc fizyczna ze strony babci.

Nie był dobrym uczniem, co nie znaczy, że brakowało mu zdolności. Szukając akceptacji wśród rówieśników, próbował zdobyć pozycję w klasie wygłupami i łobuzowaniem. W starszych klasach zaczął osiągać dobre wyniki, ale one również były próbą zdobycia uznania rodziny u której wtedy mieszkał.
W wieku 16 lat uciekł ze szkoły, by dołączyć do powstania styczniowego. Został ranny i aresztowany. Wojenna trauma zmieniła go na zawsze. Cierpiał na agorafobię, bał się jeździć przez mosty, dlatego koleją podróżował wyłącznie nocą. Miewał ataki paniki, lęk wysokości, a różnego rodzaju niepokoje towarzyszyły mu przez całe życie.
Imał się różnych zajęć: był fotografem, ulicznym mówcą, murarzem, ślusarzem w fabryce Lilpopa i Raua, tłumaczem. Próbował też swoich sił jako dziennikarz, a potem pisarz.
Jego twórczość pełna jest wątków autobiograficznych i czytana z tej perspektywy nabiera dodatkowego znaczenia. W swoich utworach często wracał do ważnych, trudnych wydarzeń z życia, zmieniając ich bieg na bardziej korzystny — naprawiając błędy własne albo zaniedbania innych. Uważa się, że pisarstwo było dla niego formą terapii.
Pisał z przerwami, dlatego jego dorobek nie jest tak obfity jak u niektórych współczesnych mu twórców. Każde z jego dzieł jest jednak starannie przemyślane, a styl i głębia myśli — niezapomniane. „Lalka”, „Emancypantki”, „Faraon”, „Placówka” na stałe weszły do kanonu polskiej kultury. Znamy go pod pseudonimem Bolesław Prus, który miał podkreślać jego szlacheckie pochodzenie („Prus”) i nawiązywać do historycznego dziedzictwa Polski („Bolesław”). Naprawdę nazywał się Aleksander Głowacki.
Rodzina i bliscy, a także on sam, stali się pierwowzorami wielu jego bohaterów literackich. Cechy Izabeli Łęckiej można odnaleźć u jego żony, a postacie Rzeckiego i Wokulskiego uosabiają dwie różne strony osobowości Prusa.
Dziś obchodzimy rocznicę jego urodzin.
cyt.

piątek, 15 sierpnia 2025

Jan Brzechwa Sympatycy poezji i sztuki



15 sierpnia 1898 roku urodził się Jan Brzechwa, właśc. Jan Wiktor Lesman, poeta i adwokat żydowskiego pochodzenia, autor bajek i wierszy dla dzieci, satyrycznych tekstów dla dorosłych, a także tłumacz literatury rosyjskiej.
Dzieciństwo oraz wczesną młodość B. spędził w Rosji, przenosząc się często wraz z rodziną w związku ze zmieniającymi się miejscami zatrudnienia ojca, który pracował na kolei. W l. 1907–1913 uczył się w Kijowie. Następnie kształcił się w prestiżowym gimnazjum Zakładu Naukowo-Wychowawczego Ojców Jezuitów w Chyrowie. Egzamin dojrzałości zdał natomiast w Piotrogrodzie (Sankt-Petersburgu) w 1916. Debiutował w 1915 jako poeta w piotrogrodzkim piśmie „Sztandar”, redagowanym przez Remigiusza Kwiatkowskiego, oraz w tym samym czasie w „Kłosach Ukraińskich”, wydawanych w Kijowie. Pierwsze wiersze, w których B. odwoływał się do futuryzmu, surowo skrytykował jego kuzyn Bolesław Leśmian. Znacznie późniejsze utwory B. dla dzieci ocenił jednak jako wartościowe. Pseudonim „Brzechwa” wymyślił właśnie Leśmian .
W 1916 B. otrzymał nagrodę za umieszczony w kijowskim „Almanachu” wiersz, napisany w związku ze zgonem Sienkiewicza. W tym samym roku rozpoczął studia inżynierskie, które szybko przerwał i wstąpił na medycynę na uniwersytecie w gubernialnym Kazaniu, gdzie studiował dwa lata (1916–1918) u prof. Witolda Eugeniusza Orłowskiego, ale tych studiów również nie ukończył. Skoncentrował się na pracy literackiej i dziennikarskiej w założonym własnym sumptem piśmie „Przyszłość”, a także na występach w teatrze.
Pod koniec 1918 wraz z całą rodziną powrócił z Rosji do Polski. Rozpoczął studia na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Warszawskiego. Studia szybko przerwał i jeszcze przed końcem 1918 wstąpił ochotniczo do 36. Pułku Piechoty Legii Akademickiej. Służył jako medyk w szpitalu polowym, prowadził gazetę frontową oraz przygotowywał zajęcia kulturalno-oświatowe dla wojska. Brał udział w kampanii lwowskiej 1918 oraz walczył w wojnie polsko-bolszewickiej 1920 w wyprawie kijowskiej i obronie Warszawy. Za udział w niej został odznaczony Medalem Niepodległości.
Po demobilizacji w stopniu sierżanta sztabowego podjął w 1920 studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim. Po ich ukończeniu zajął się zrobieniem specjalizacji w prawie autorskim i po latach stał się jednym z wybitniejszych znawców tego prawa nie tylko w Polsce.
Okupację Brzechwa przetrwał, ukrywając się przed Niemcami. Uniknął zamknięcia w getcie warszawskim, padł jednak ofiarą szmalcowników i trafił na Gestapo, skąd zdołał się wydostać.
Zabrali go do siedziby gestapo w alei Szucha. Tam oświadczył, że Żydem wprawdzie nie jest, ale mogą go rozstrzelać, gdyż wcale nie zależy mu na życiu. A czemu? Bo kobieta, którą kocha, nie chce się z nim związać. Niemcy odreagowali wybuchem śmiechu, po czym wyrzucili go za drzwi.
Brał udział w konspiracyjnej działalności artystycznej. Podczas Powstania Warszawskiego publikował wiersze w „Barykadzie Powiśla”.
Po II wojnie przez ponad 30 lat zasiadał w Komisji Prawniczej Międzynarodowej Konfederacji Związków Autorów i Kompozytorów.
Największą sławę zyskał Brzechwa dzięki wierszom dla dzieci.
Były to m.in. Żuraw i czapla, Pomidor, Na straganie, W Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie, Samochwała, Leń, Skarżypyta, Ptasie radio, Pali się, opublikowane pod koniec lat trzydziestych. Wspomniany pierwszy ich większy zbiór, pt. Tańcowała igła z nitką, został wydany w 1938. Następny, Kaczka dziwaczka, opublikowano w 1939. Kolejne zbiory oraz wierszowane powieści wydawano po wojnie.
Brzechwa wraz z Tuwimem zainicjował nowy styl w twórczości dla dzieci. Były to satyryczno‑żartobliwe bajki zwierzęce z elementami groteski i satyry. Po wojnie, w związku z szybkim rozwojem technicznym i cywilizacyjnym, Brzechwa wymyślił baśń fantastyczno-naukową, pisząc cykliczną powieść fantastyczną, opisującą niesamowite przygody tytułowego Pana Soczewki. Innymi baśniami o takim charakterze była bez wątpienia seria powieści o panu Kleksie; stworzył także specjalny gatunek sceniczny szopek dla młodzieży o charakterze pedagogicznym. Brzechwa pisał też bądź współtworzył scenariusze filmowe, zarówno przed wojną, jak i po wojnie, np. do Parady rezerwistów w 1934 (wspólnie z E. Schlechterem), Opowiedział dzięcioł sowie w 1951, Wawrzyńcowego sadu w 1952, Koziołeczka i Historii o czyżykach w 1953, Janosika i Zbuntowanych rysunków w 1954, Przygód rycerza Szaławiły w 1956, i najbardziej znanego filmu w reżyserii Jana Batorego O dwóch takich, co ukradli księżyc w 1962, w którym tytułowe role zagrali Lech i Jarosław Kaczyńscy.
Publikował utwory dla dzieci i młodzieży w „Świerszczyku”, „Płomyczku” i „Płomyku”. W l. 1965–1966 w „Expresie Wieczornym” co tydzień ukazywał się jego felieton z cyklu Z piątku na sobotę. Pozostawił również wspomnieniową 500-stronicową powieść, napisaną pod koniec życia, pt. Gdy owoc dojrzewa.
Zmarł 2 lipca 1966 roku..


Piotr Łopuszański

 Jan Lesman (Brzechwa) był bratem stryjecznym Bolesława Leśmiana, który wymyślił mu pseudonim. Ich ojcowie, Józef, ojciec Bolesława i Aleksander, ojciec Jana, byli braćmi. Jan Lesman ożenił się z Marią Sunderland, z którą miał córkę Krystynę, późniejszą malarkę. Gdy porzucił żonę i córkę, Leśmian zerwał z nim kontakty. Jan Brzechwa był nie tylko autorem wierszy dla dzieci, ale i specjalistą od prawa autorskiego. Reprezentował m.in. Zenona Przesmyckiego (Miriama) w procesie o prawa do utworów Norwida. O Janie Brzechwie, Bolesławie Leśmianie i ich krewnych opowiem 23 sierpnia w Domu Kuncewiczów w Kazimierzu Dolnym (g. 14). Zapraszam.

wtorek, 12 sierpnia 2025

W obronie Puszczy Amazońskiej

     Miałam napisać coś od siebie. Chciałam podzielić się widokami z ogrodu, z koncertów W Łazienkach Królewskich, spostrzeżeniami otoczenia, ale doszła do mnie ważna sprawa. 

Prenumeruję Avaaz, oni stają w obronie głodujących ludzi i środowiska, które jest niszczone.

Może ktoś zechce się włączyć. Często jest to kwestia podpisu pod petycją.

 Wsparcie ich działań jest bardzo potrzebne.

Avaaz - Świat w Akcji 

Pozdrawiam serdecznie Wasze Otwarte Serca

Przyjaciółki i Przyjaciele!
Cześć!

Proszę, nie ignoruj tego e-maila – piszę do Ciebie ponownie, ponieważ Puszczy Amazońskiej grozi zagłada.

Wycięto już tak wiele drzew, że naukowcy mówią o punkcie załamania. Mimo to rządy państw Amazonii zdają się go tylko przyspieszać.

W tym niezwykle ważnym momencie możemy zrobić tylko jedno: stanąć po stronie ludzi, którzy od wieków strzegą lasu deszczowego.

Rdzenne społeczności nie tylko mieszkają na terenie Amazonii, ale są jej nieodłączną częścią. Ich sposób życia jest nierozerwalnie spleciony z przetrwaniem lasu deszczowego. Nieprzypadkowo najzdrowsze obszary Amazonii to te, które znajdują się pod ich opieką.

Zbyt często jednak pomija się lub kwestionuje ich prawo własności do ziemi, albo nie mają one aktów prawnych, które by je potwierdzały.

Rdzenne społeczności pilnie potrzebują więc typowo biurokratycznej pomocy – w nabyciu tytułów własności do swoich ziem, sporządzeniu map i uznaniu ich statusu prawnego. Dzięki temu Amazonia znów trafi pod ich pieczę, z dala od polityków i korporacji, które chcą ją ograbić, aż nie zostanie z niej zupełnie nic.

Z Twoim wsparciem rdzenne społeczności będą mogły zakupić duże połacie lasu deszczowego, pozyskać stosowne akty prawne, sfinansować utworzenie map, aby dowieść swoich praw do ziem przodków – i zorganizować protesty, które powstrzymają piły mechaniczne, zanim będzie za późno.

To, co stanie się z Amazonią, będzie miało wpływ na każdego i każdą z nas. Dlatego las deszczowy wymaga natychmiastowej ochrony. Nikt nie walczy o niego równie mocno jak rdzenne społeczności, dla których jest on jedynym domem.

Słyszałem siłę i determinację w ich głosach – nie możemy ich zawieść. Proszę, już teraz wpłać, ile możesz:
WPŁACĘ 8 zł
WPŁACĘ 15 zł
WPŁACĘ 30 zł
WPŁACĘ 59 zł
INNA KWOTA



To sprawa życia i śmierci dla kilkudziesięciu rdzennych społeczności. Wielkie koncerny wypalają i pustoszą las deszczowy. Wycieki ropy i rtęć pochodząca z nielegalnych odkrywek zatruwają tamtejsze rzeki, powodując choroby, a nawet śmierć dzieci i dorosłych. Przywódcy lokalnych społeczności są celem ataków, a za przeciwstawianie się zagładzie puszczy często płacą najwyższą cenę – są mordowani.

Jednak gdy tylko Amazonia stanie się ich prawną własnością, będą w stanie jej chronić. Rdzenne społeczności potrzebują teraz naszego wsparcia, aby móc zabezpieczyć prawa do dużych obszarów lasu – i zacząć ich odbudowę.

Oto, co będziemy mogli zrobić, jeśli zbierzemy wystarczające środki:
  • Umożliwić rdzennym społecznościom zabezpieczenie praw do ziem ich przodków poprzez kampanię na rzecz rozgraniczenia terytoriów w Brazylii oraz sfinansowanie zakupu ziem w Kolumbii i nie tylko.
  • Odbudować do 6 tys. hektarów lasu deszczowego poprzez wsparcie rdzennych rodzin w sadzeniu drzew i położenie podwalin pod rozszerzenie tego modelu na całe dorzecze Amazonki.
  • Podjąć walkę ze skrajną prawicą, która pozbawia rdzenną ludność praw, poprzez apelowanie do polityków o wprowadzenie zmian na obszarze całej Amazonii, walkę o sprawiedliwość w mediach i naciski na rozszerzenie praw rdzennej ludności do ziemi w Brazylii przed tegoroczną światową konferencją ds. klimatu.
  • Stworzyć mapę ziem rdzennych społeczności i ujawnić zagrożenia dla lasu deszczowego. Dokładna mapa sporów o ziemie, wylesiania i nielegalnego kopalnictwa dostarczy niezbędnych dowodów do powstrzymania pustoszenia Amazonii.
  • Przeznaczyć pozostałe fundusze na pilne kampanie na rzecz Amazonii, by móc szybko reagować na wydarzenia, pokryć koszty pomocy prawnej i organizować wielkie demonstracje w walce o las deszczowy i całe zamieszkujące go życie.
Dołącz do obrońców Amazonii i wpłać już teraz, ile możesz:
WPŁACĘ 8 zł
WPŁACĘ 15 zł
WPŁACĘ 30 zł
WPŁACĘ 59 zł
INNA KWOTA
Nasz ruch stoi po stronie rdzennych społeczności Amazonii od wielu lat. Przyczyniliśmy się do powstrzymania nowych odwiertów naftowych w Ekwadorze, pokryliśmy koszty całodobowej ochrony dla rdzennych przywódców, których życiu grozi niebezpieczeństwo, i zapewniliśmy przedstawicielom rdzennych społeczności możliwość zabrania głosu na najważniejszych światowych szczytach klimatycznych.

Rdzenne społeczności Amazonii mają nas za sojuszników. Nie możemy ich teraz zawieść.

Z niesłabnącą nadzieją i determinacją, dla całego życia na Ziemi,

Jon, Marek, Camille, Laura i Bert wraz z całym zespołem Avaaz
Dlaczego Twoje wsparcie jest tak ważne
  • Amazonia zbliża się do punktu krytycznego: Naukowcy ostrzegają, że dalsza wycinka lasu deszczowego może zamienić ją w suchą sawannę. To już się dzieje w częściach Brazylii i Boliwii.
  • Rdzenni strażnicy są skuteczni: Badania pokazują, że wszędzie tam, gdzie rdzenne społeczności mają prawo własności do swoich ziem, las jest zdrowszy i mniej skażony niż w innych miejscach.
  • To walka Dawida z Goliatem: Rdzenne społeczności traktują Amazonię jak żywy organizm i mają wiedzę niezbędną do tego, żeby jej bronić. Ale muszą walczyć z wielkimi pieniędzmi i wpływami polityków, agrobiznesu, przemysłu wydobywczego, naftowego i drzewnego. Dlatego potrzebują naszego wsparcia.
  • Stawką jest życie na całej Ziemi: To, co wydarzy się w Amazonii, wpłynie na życie nas wszystkich. Ochrona najcenniejszego lasu deszczowego na naszej planecie w rzeczywistości jest bitwą o przyszłość życia na Ziemi.
Dlatego rdzenne społeczności apelują o solidarność. Nasze wsparcie pozwoli im podjąć walkę, bronić swoich ziem i zapewnić Amazonii przetrwanie..
P.S. To może być Twoja pierwsza darowizna dla naszego ruchu – ale za to jak cenna! Czy wiesz, że Avaaz działa wyłącznie dzięki drobnym wpłatom od osób takich jak Ty? Nie przyjmujemy pieniędzy od nikogo innego, dlatego jesteśmy niezależni, elastyczni i skuteczni. Już ponad milion osób przekazało darowizny, by Avaaz mógł zmieniać świat na lepsze. Dołącz do nich!

czwartek, 7 sierpnia 2025

Doczekaliśmy takich czasów

 



PORTRET
Na moment udajmy, że nie wiemy, kto jest na tym zdjęciu. Przyjrzyjmy się tej fotografii bez uprzedzeń. Co widzimy?
Na pierwszym planie silny, uśmiechnięty, wytatuowany mężczyzna. To on dominuje na tym planie. On tu rządzi. On promienieje. Czuć, że jest pewny swego. Jest wyprostowany i czymś ewidentnie rozbawiony. To zdecydowanie On jest tu szefem. To z NIM robią sobie tutaj sweet focie.
Z tyłu za nim, przyklejony do jego pleców, taki jakby na doczepkę facet z miną przestraszonego portiera. To nerwowo zagryzający wargi PETENT. Niedogolony i jakby zaniedbany. Ma smutną minę zbitego kundla. Może nawet przestraszoną. Jakby chciał tego Dużego o coś poprosić, ale nie ma odwagi. Jakby chciał coś z nim załatwić, ale nie jest pewny czy Duży pozwoli, czy się zgodzi. Ewidentnie się znają, ale to Duży rozdaje karty w tej układance.
Widać, że to temu drugiemu zależy na wspólnym zdjęciu. Ten pierwszy ma dobry humor i łaskawie się godzi.
Ten pierwszy, Duży to Paweł Masiak pseudonim Wielki Bu. Kryminalista, sutener, zawodnik sztuk walki. Ma na koncie odsiadki w wiezieniu, torturowanie kobiet, zakładanie im toreb na głowę, przymuszanie do prostytucji.
Ten drugi to prezydent Polski Karol Nawrocki. Myślę że ta fotografia to najciekawszy portret "decyzji Prezesa Kaczyńskiego", która mówi wszystko o czekającej nas kibolskiej prezydenturze.
Putinizacja Polski w rozkwicie. Od dzisiejszego dnia, świat przestępczy dostaje dostęp do największych tajemnic państwa.

środa, 6 sierpnia 2025

Manuela Gretkowska Stowarzyszenie Nasz Bóbr


 Proszę popatrzcie na to zdjęcie, na ostatni fragment rzeki, a właściwie wód gruntowych po deszczu. Reszta spłynęła dzięki ludziom wierzącym, że bobry winne są powodziom i suszy. Jedno wyklucza drugie? Wystarczy na wszelki wypadek rozwalić bobrze tamy. Wody w Czarnej nie ma, są tylko zakwaszone kawałki w dolinach, kilkaset metrów i dalej piach, rów porośnięty już krzakami. A niedawno u źródeł rzeczki, w rezerwacie było rozlewisko i bobry.

MYLI SIĘ DŁUGOTRWAŁĄ SUSZĘ HYDROLOGICZNĄ Z SUSZĄ SEZONOWĄ. Brak mrozów nie trzyma wód w glebie, nie ma śniegu - nie ma zasilania, a gdy wreszcie spadnie deszcz spłynie jak z wanny.
Kiedyś były tu wodospady, rozlewiska dla żurawi, dziś resztę zakwaszonej wody trzyma ziemna tama bobrów, o którą walczyliśmy z dziurawiącym ją suwerenem. Moją tablicę o klątwie spadającej na niszczycieli tam połamano, wrzucono w trawę porastającą wyschnięte na pył koryto.
Wody znikają, demografia dołuje. Disco polo dudni ludziom w głowach, a w sercach faszystowski patriotyzm. Grupki nawiedzonych „ekologów” walczą o ideologię i naturę. Chociaż bóg kazał nam zaorać siebie i Polskę. Wody Polskie, dotychczas niszczące bez zezwoleń tamy będą więc wkrótce orać dno rzek, bo czyścić nie będzie z czego.

poniedziałek, 28 lipca 2025

Śmierć w świetle nauk Yungdrung Bön

     Sylwia matka ośmiorga dzieci zmarła niestety. Nasze modlitwy nie uratowały jej życia.

Wierzę w reinkarnację, w karmę, w siły natury, że nasze intencje zdołały nakierować na lepsze wcielenie.

Mój nauczyciel Chaphur Rinpoche udzieli niedługo nauk dotyczących świadomego umierania.

Może ktoś będzie zainteresowany. Ważne, żeby być świadomym, a czy zdołamy nad tym zapanować, trudno powiedzieć.

Myślę, że śmierć w tym kontekście będzie łagodniejsza dla konającego, jak i jego rodziny.


cyt.

Serdecznie zapraszamy na nauki dotyczące śmierci w świetle nauk Yungdrung Bön z Chaphurem Rinpoche 16-17 sierpnia w godzinach od 18:00 do 21:00.

Dla większości ludzi śmierć bywa źródłem lęku i niepewności. Jednak dla praktykujących ścieżkę jest to naturalna część cyklu życia – przejście, na które można się świadomie przygotować. Świadomość nietrwałości jest podstawą duchowej praktyki, a refleksja nad śmiercią i umieraniem towarzyszy nam przez całe życie, nie po to, by nas przygnębiać, lecz by otworzyć nas na głębszy sens istnienia.

Kiedy zbliża się moment śmierci – nasz własny lub osoby bliskiej – ważne jest, aby przypomnieć sobie kolejne etapy tego procesu. Wiedza o tym, co się wydarza podczas śmierci i po niej, może pomóc osobie umierającej rozluźnić się i zaufać naturalnemu przebiegowi oraz osiągnięcia wyzwolenia w Bardo.

W tradycji tybetańskiej, gdy ktoś wchodzi w proces umierania, rodzina lub przyjaciele natychmiast zapraszają lamę, aby udzielił wsparcia duchowego. Obecność lamy – tzw. Ngegoi Lamy – w tym czasie ma głębokie znaczenie: poprzez wskazania dotyczące natury umysłu i śmierci, pomaga on umierającemu pozostać świadomym i otwartym. Jeśli nie ma możliwości, by lama był obecny, osoba praktykująca Yungdrung Bön może pełnić tę rolę z oddaniem i uważnością.
Wkrótce po ustaniu zewnętrznego oddechu i oddzieleniu się umysłu od ciała, zostanie wykonany rytuał Powa, aby pomóc w przeniesieniu świadomości. Rytuał Powa będzie zazwyczaj wykonywany przez Lamę. Przez następne trzy dni, a następnie codziennie lub co najmniej raz w tygodniu, modlitwy Bardo będą recytowane zarówno przez Lamę, jak i przez rodzinę i przyjaciół. Oczyszczenie Du Tri Su będzie również wykonywane codziennie przez czterdzieści dziewięć dni przez lamę i sanghę.

Są to zwyczaje tradycji Yungdrung Bön – głęboko zakorzenione w starożytnych naukach i przekazach mistrzów. Podczas specjalnych nauk Chaphur Rinpoche szczegółowo omówi każdy z tych etapów, przekazując praktyczne wskazówki i duchowe zrozumienie niezbędne, by przygotować się do śmierci z mądrością i pokojem w sercu.
Zapraszamy do wspólnego studiowania i praktykowania tych nauk. Niech przygotowanie do odejścia z tego życia stanie się bramą do wyzwolenia z samsary i błogosławieństwem pomyślnego odrodzenia.

Prosimy o rejestrację do 14-tego sierpnia. Sesje będą nagrywane, tym niemniej bardzo zachęcamy do uczestniczenia na żywo.
Nauki będą tłumaczone na język polski.
Nauki odbędą się poprzez platformę Zoom.

Sugerowana darowizna to 120 zł.
W celu rejestracji prosimy o dokonanie wpłaty na konto fundacji oraz przesłanie swojego maila wraz z potwierdzeniem przelewu na adres: kontakt@chaphurfoundation.com
Cały dochód zostanie przeznaczony na wsparcie mnichów w klasztorze Nangzhig.
O ile twoja sytuacja na to pozwala, będziemy bardzo wdzięczni za każde zwiększone wsparcie.

Wpłaty prosimy kierować na konto:
Fundacja klasztoru Nangzhig
ul. Malmeda 5
15-440 Białystok

Przekazuję tą informację z miłości do Was. Zapewniam Was, że na tym skorzystać możemy skorzystać. Mniej cierpieć i mniej się bać.

piątek, 18 lipca 2025

Co w mojej duszy gra

 "Przychodzi taki dzień, kiedy nie czujesz już potrzeby, by komuś coś udowadniać. Nie dlatego, że się poddałeś, ale dlatego, że dorosłeś."

Stajesz się zmęczony — zmęczony tłumaczeniem, usprawiedliwianiem, kurczeniem się, aby dopasować się do życia innych ludzi.
Zmęczony czekaniem na wiadomości, które nigdy nie nadejdą, przeprosinami, które nigdy nie przychodzą, ludźmi, którzy nie wiedzą, jak kochać.
Prawda jest prosta:
Nie wszyscy cię zrozumieją.
Nie wszyscy zostaną.
Nie każdy będzie cię traktował tak, jak na to zasługujesz.
Ale nie muszą.
Bo nadchodzi taki moment, kiedy wybierasz spokój.
Wybierasz ciszę zamiast reakcji.
Przestajesz reagować na burze innych ludzi.
Bo czasem najbardziej dojrzałą odpowiedzią jest milczenie.
Najsilniejszym posunięciem jest odejść.
A największym aktem miłości do siebie jest przestać stawiać siebie na ostatnim miejscu.
To nie egoizm — to uzdrawianie.
To odwaga, aby wybrać siebie.
Aby odbudować swoją duszę bez czyjejś zgody.
By iść do przodu – nawet samemu – ale z godnością.
A kiedy to robisz... życie zaczyna się normować.
Bo właściwi ludzie nie proszą o wyjaśnienia.
Widzą cię.
Czują cię.
Szanują cię – bez konieczności błagania o to.
~ Morgan Freeman



wtorek, 15 lipca 2025

Piotr Pietrucha "Przywilej"

 cyt.

Starzenie się to nieuchronny proces, który dla wielu ludzi staje się bolesnym wyzwaniem. Jest testem na naszą kruchość i odporność, często staje się świadectwem naszego charakteru. Powiada się, że prawdziwego przyjaciela poznaje się w biedzie, równie dobrze możnaby stwierdzić: prawdziwego siebie poznaje się na stare lata.
Ten czas nie musi być znojny, biedny i okrutny, a nawet więcej - potrafi być ciepły, cierpliwy i mądrze szlachetny. Kurczą się nasze fizyczne, czasem psychiczne możliwości, ograniczają nasze plany i zamiary, mniej się rzucamy i szastamy, za to wydłuża się czas codziennego dnia. Pojawia się przestrzeń na bardziej świadome i swobodne zajmowanie się sobą. I nie mówię tutaj o jakimś egocentrycznym dogadzaniu sobie ale o trzeźwym sortowaniu przyjemności, łączenia ich z pożytecznym: smacznym gotowaniu, fajnych lekturach, uprawianiu działki czy ogródka, spotkaniach z rodziną czy przyjaciółmi, kultywowaniu jakiejś pasji czy odjechanego hobby. Takim świadomym dozowaniu obowiązków i radości, by nas już nie obciążały, nie zamęczały, nie frustrowały. Byśmy już nie musieli szukać wykrętów i tanich wymówek, że nie mamy czasu, energii, możliwości. Byśmy nie zapadali się w poczucie winy, że odmawiamy, że nie dostrajamy się do potrzeb i oczekiwań innych. Żebyśmy sami w te wymówki nie uwierzyli: że nie mamy zdrowia, ochoty, entuzjazmu na bardziej otwarte i fajne jutro.
Bo ta reszta naszego życia w dużym stopniu należy do nas i proszę tego nie traktować jako napomnienie, szantaż czy fałsz, ale jako obietnicę.
Pozdrówka dla wszystkich obecnych i przyszłych emerytów.

Obawiam się, że na takie podejście trzeba nastawić, nauczyć się tego za młodu.
Pozdrawiam niebawem emerytka. :-)




środa, 2 lipca 2025

Lato

    Dzień dobry, cześć i czołem....

Dawno nie pisałam nic osobistego, nie dlatego, że nie mam nic ciekawego do opowiedzenia, tylko na wszystko czasu mi brakuje. Ubolewam też, że nie czytam Waszych postów.

 Nadrobię sytuację niebawem. Tęsknię do Waszych przeżyć i spostrzeżeń. One nie raz otworzyły mi oczy.

Napływają do mnie informacje o cierpieniu przyjaznych mi osób.

Znam jeden sposób ratowania ludzi od złych sił i energii.

Pisałam o tym nie raz, ale coraz częściej widzę w tym jedyny ratunek.

Spotkałam się nie raz z opinią, że ludzie uciekają w problemy innych, żeby nie zajmować się swoimi.

Mam wrażenie, że ja poznałam siebie na tyle i zaakceptowałam swój los, swoją karmę, aby osiągnąć spokój, łagodność, współczucie, aby teraz patrzeć na świat z większą empatią.

Mam wrażenie, że teraz jestem bardziej wyczulona na cierpienie innych.

Odnoszę wrażenie, że ludzie, którzy stanęli na mojej drodze, nie są przypadkowi. 

Poznałam kiedyś w sanatorium jedną panią, która jedynie była mi przyjazna. Zwiedzałyśmy Krynicę Górską, przysiadałyśmy na murku, gdzie siadywał Nikifor, Słuchałyśmy Kiepury i o Kiepurze, chodziłyśmy szlakiem Stefana Wyszyńskiego, który tu wypoczywał. Chociaż była zima, było nam bardzo miło.

Okazało się, że jest skrzypaczką i obie uwielbiamy operę.

Pisałyśmy czasem do siebie, kilka słów i świątecznie. raz zaprosiłam ją na koncert Davida Garretta, którym ona mnie zafascynowała.

Ostatnio długo się nie odzywała, ale myślę zajęta, pewnie koncertuje z Filharmonią z Białegostoku.

Tymczasem pisze mi niedawno o tragedii jaka spotkała rodzinę. Jej przybrana córka urodziła córeczkę Ewę dużo za wcześnie, a sama Sylwia jest utrzymywana w śpiączce, bo ma rozległego guza mózgu. Czekają obie na operację. Sylwia ma już szóstkę dzieci, jest dobrą matką  

Pomyślałam, że Wam o tym napiszę, bo wierzę, że dobry człowiek, może wesprzeć modlitwą cierpiącego człowieka. Wszystkie dobre siły przeciw złym. O to jest walka w życiu i poza nim.


 


czwartek, 26 czerwca 2025

List otwarty do.....

 Wart przeczytania i przemyślenia moim zdaniem.

LIST OTWARTY DO WŁADYSŁAWA KOSINIAKA-KAMYSZA, SZYMONA HOŁOWNI, SŁAWOMIRA MENTZENA I JAROSŁAWA KACZYŃSKIEGO

NIE WALCZ Z KROPLAMI, KIEDY TO CHMURA JEST PROBLEMEM
Walka katolików z aborcją to tragiczne w skutkach pomylenie skutku z przyczyną.
Od lat próbujecie walczyć z aborcją:
– ustawami,
– wyrokami,
– zakazami,
– strażami sumienia,
– plakatami,
– krzykiem,
– karaniem lekarzy,
– karaniem pomocników,
– karaniem kobiet.
I co?
I nic.
Nic się nie zmienia.
Aborcje były. Są. I będą.
Liczba aborcji waha się między 80 a 120 tysięcy rocznie. Takie jest społeczne zapotrzebowanie na aborcję. Policzalne.
Co 4–5 żyjąca kobieta dokonała aborcji.
Liczba urodzonych dzieci z zespołem Downa się nie zwiększyła – to oznacza, że nadal wszystkie płody, które rodzice postanowili usunąć, zostały usunięte w podziemiu lub za granicą.
Dzietność kobiet spadła rekordowo(!)
Zastępowalność pokoleń wymaga dzietności na poziomie 2,1 dziecka na kobietę, a spadła do… uwaga: 1,1–1,2 (!). To oznacza, że nie będzie miał kto pracować na emerytury, jeśli nie zaprosimy obcokrajowców.
Dlaczego tak jest?
Bo walka z aborcją to walka z kroplami deszczu. A nikt nie zatrzyma ulewy, łapiąc pojedyncze krople do garnka.
Jeśli naprawdę chcesz zatrzymać ten deszcz — musisz zająć się chmurą.
A co jest tą chmurą?
– Lęk,
– brak wsparcia,
– brak edukacji seksualnej,
– brak wiedzy o antykoncepcji,
– brak znajomości zasad bezpiecznego seksu,
– przemoc domowa,
– ubóstwo finansowe,
– porzucenie przez partnera,
– wstyd,
– izolacja,
– gwałt,
– brak dostępu do antykoncepcji.
To są składowe „chmury”.
To z niej biorą się aborcje — „krople deszczu”.
Nie z „ideologii śmierci”.
Nie z lenistwa.
Nie z zepsucia.
Zdecydowana większość aborcji bierze się z rozpaczy, samotności i braku poczucia wpływu.
I tu leży Wasz błąd — próbujecie walczyć z objawem, a nie z przyczyną.
Wybraliście zły „punkt uchwytu”.
Chcecie zatrzymać wodospad, waląc pięściami w taflę wody.
Ile kobiet jeszcze chcecie zmusić, zastraszyć, upokorzyć — zanim zrozumiecie, że to, co robicie, to przemoc wobec kobiet?
Przemoc, która donikąd nie prowadzi i jest kompletnie nieskuteczna.
Nie musicie być zwolennikami aborcji, żeby rozumieć, że absurdem jest ciągle robić to samo i oczekiwać nowych efektów.
Jeśli naprawdę zależy Wam na zmniejszeniu liczby aborcji o 50 000–70 000 rocznie, to opowiedzcie się za rozwiązaniami, które rzeczywiście działają.
Jeśli naprawdę zależy Wam na tym, żeby było mniej aborcji — przestańcie walczyć z kobietami. Zacznijcie walczyć o nie.
Bo żadna ustawa nie zastąpi poczucia bezpieczeństwa.
Żadna kontrola nie zastąpi zaufania.
Żaden zakaz nie zastąpi rozmowy, wsparcia, obecności.
Chcecie na serio ratować życie poczęte? To zamiast zbierać podpisy pod kolejnym zakazem:
– Dajcie wszystkim kobietom (a szczególnie tym w trudnej sytuacji) darmowe wkładki domaciczne, implanty i inne środki antykoncepcyjne (pigułki, plastry, ringi),
– Dajcie ludziom rzetelną edukację seksualną prowadzoną przez lekarzy, seksuologów i certyfikowanych edukatorów seksualnych — tak, by przekazywana wiedza była rzetelna, a nie ideologiczna,
– Zadbajcie o dostęp 24h/dobę do psychologów, którzy pomogą kobietom w każdej sytuacji kryzysowej,
– Wyciągnijcie rękę do tych, które się boją — zamiast pokazywać im plakat z martwym płodem. Bo to NIE DZIAŁA.
Można się spotkać pośrodku. Ale musicie zejść z barykady.
Bo teraz to wygląda tak:
Wy będziecie walczyć z kobietami.
Kobiety będą walczyć z Wami.
I tak bez końca.
Bez efektu.
Bez sensu.
Nikt tej wojny nie wygra.
A wystarczyłoby zmienić kierunek:
Nie: „Wojna z aborcją”
Tylko: „Pokój z kobietą”
Nie: „Zatrzymać aborcję”
Tylko: „Zatrzymać powody aborcji”
Nie: „Prawo do życia płodu”
Tylko: „Prawo do godności i wyboru kobiety” — ona też jest dzieckiem poczętym. I do tego urodzonym.
Primum mater, deinde foetus!
Tak długo, jak długo płód wymaga do życia i rozwoju kobiecej macicy — nigdy płód nie może być ważniejszy niż kobieta.
Bez Niej nie ma dzieci. To o Nią trzeba zadbać w pierwszej kolejności.
Do czego prowadzi walka z aborcją?
– do przesunięcia aborcji do kryminogennego, niebezpiecznego podziemia,
– do wzrostu ceny aborcji,
– do wzrostu ceny tabletek poronnych,
– do wzrostu liczby powikłań i zgonów kobiet,
– do efektu mrożącego wśród lekarzy, skutkującego zgonami kobiet z powodu zbyt późno wykonanej aborcji w przypadku sepsy,
– do narastania nienawiści wobec katolików,
– do narastania nienawiści do Kościoła,
– do spadku dzietności,
– do spadku liczby wiernych w kościołach,
– do spadku szacunku ludzi do martwego prawa, które im nie pomaga żyć, tylko utrudnia decyzje, które i tak podejmą,
– do braku danych statystycznych na temat całego zjawiska aborcji i realnego zapotrzebowania na aborcję.
W żadnym państwie świata zakaz aborcji nie zmniejszył rzeczywistej liczby aborcji — jedynie usunął je z oficjalnych statystyk.
A do czego doprowadziłaby legalizacja aborcji?
– Liczba aborcji nie wzrośnie — ujawni się po prostu realne zapotrzebowanie.
– Każdy przypadek byłby zarejestrowany — naukowcy mogliby wreszcie przyjrzeć się przyczynom i opracować skuteczne metody profilaktyki aborcji.
– Podziemie aborcyjne uschłoby.
– Nielegalny handel tabletkami poronnymi również — bo każda kobieta mogłaby dostać tabletki legalnie na receptę.
– Możliwa byłaby naukowa analiza sprzedaży tych leków i identyfikacja obszarów największego problemu — co pozwoliłoby tworzyć programy zapobiegawcze na poziomie rządowym.
A zatem:
Nie walka z aborcją, a walka o kobiety.
– Promowanie antykoncepcji,
– Promowanie zasad bezpiecznego seksu,
– Promowanie rodziny i macierzyństwa jako wartości,
– Wsparcie finansowe rodzin w kryzysie,
– Redukcja ubóstwa intelektualnego przez edukację zdrowotną,
– Likwidacja mitów dotyczących zapłodnienia.
To działa. Naprawdę.
Nigdy nie zlikwidujemy aborcji do zera — to utopia.
Ale możemy ją realnie zmniejszyć o 50–70%, co przy założeniu średnio 100 000 aborcji rocznie oznacza uratowanie 50–70 tysięcy płodów rocznie (!)
Ale trzeba zacząć robić to, co działa — a nie desperacko i nieskutecznie próbować cofać czas. To niemożliwe.
Mamy XXI wiek. Rewolucję seksualną. Pornografię, którą oglądają nawet dzieci — czy Wam się to podoba, czy nie.
Dlatego musimy prowadzić edukację seksualną, zanim 11-latek weźmie do ręki smartfona i obejrzy porno.
Obecnie średni wiek pierwszego kontaktu dzieci z pornografią to 11–12 lat (!)
Pokazałem Państwu, co działa.
Pokazałem Państwu, jak w ciągu 10 lat można skutecznie zmniejszyć liczbę aborcji.
Bo deszcz przestanie padać dopiero wtedy, gdy zniknie chmura – a nie wtedy, gdy wystawicie tysiąc dziurawych garnków, by łapać 100 000 kropli.
To nie zadziała.
Aborcja była, jest i będzie — bo walczycie z objawem, a nie z przyczyną. Te drzwi są otwarte.
1. Legalne kliniki aborcyjne oddzielone od szpitali, by nikt nie musiał korzystać z klauzuli sumienia — to rozwiązuje problem i odciąża szpitale.
2. Systemowe wsparcie (finansowe, mieszkaniowe, edukacyjne, zawodowe) dla kobiet.
3. Dostępna, refundowana antykoncepcja.
Potrzebna jest zmiana sposobu myślenia — tylko tak rozwiążemy ten problem społeczny skutecznie.
Nie do zera — bo to niemożliwe.
Ale sukcesywny spadek liczby aborcji w ciągu 10 lat o 50–70% jest jak najbardziej realny.
Zapamiętajcie:
Jeśli kobieta chce być w ciąży, wyda każde pieniądze i podejmie największe ryzyko, by w niej być.
Ale jeśli nie chce być w ciąży — wyda każde pieniądze i podejmie każde ryzyko, by w niej nie być.
I żaden zakaz, żadna kontrola i żadna kara tego nie zmienią.
A martwe prawo niszczy społeczeństwo i obniża szacunek do władzy.
Pozdrawiam,
Dr Maciej Jedrzejko
Tata Ginekolog