czwartek, 10 marca 2016

Natchnieniem mym bądź :-D


   W Księgarni Cafe - Klub "Między Wierszami" dali koncert "Grzeczni Chłopcy" dedykowany kobitkom.
Uciszyły mnie dwie znane piosenki ale panowie też zaśpiewali własne kompozycje.Koncert był bardzo udany. Wzruszyłam się zupełnie kiedy dostałam tulipana przy wyjściu :-D





Naprawdę jaka jesteś nie wie nikt 
Bo tego nie wiesz nawet sama Ty 
W tańczących wokół szarych lustrach dni 
Rozbłyska Twój złoty śmiech 
Przerwany w pół czuły gest 
W pamięci składam wciąż 
Pasjans z samych serc .........

https://www.youtube.com/watch?v=B4QoOfZoJ78


Bądź moim natchnieniem, 
że świat zmienię przeświadczeniem 
pięknym bądź, bo skąd mam je wziąć? 
Zły czas unieważnij, 
daj blask mojej wyobraźni, 
myślom mym bądź, jak czuły rym. 

Improwizacją kolorową rządź, 
ekranizacją moich marzeń bądź. 
Bądź grą gdzie co los to fant, 
bądź listem na poste restante. 
Blondynką mi bądź niedużą 
i moją wielką muzą. 

Ja gram, śpiewam tworzę, 
a ty hoże me niebożę, 
przy mnie siądź, 
natchnieniem mym bądź. ......

https://www.youtube.com/watch?v=4ypl4HVk2Zk



Księgarnia Cafe - Klub "Między Wierszami" organizuje wiele ciekawych imprez,spotkań, koncertów.
Warto tam zaglądać.

 Warto też śledzić karierę "Grzecznych Chłopców" :-D

wtorek, 8 marca 2016

Kobiety jak te kwiaty hehe

https://www.youtube.com/watch?v=3rX_S9eoV7

Ale było fajnie :-D

      Dziś już siły mi wróciły po weekendowych zajęciach w Stowarzyszeniu Taoistycznego Tai Chi w Polsce.
 Bardzo się cieszę, że się zmobilizowałam i dotarłam na Broniewskiego.
 Było około 20 zupełnie nowych osób i podobało się wszystkim. Wszystkich nas było koło 80
 Motywem przewodnim zajęć był relaks i wygoda. Cenna rzecz w dzisiejszych czasach.  Warto na to zwrócić uwagę i się tego nauczyć w codziennej gonitwie.













 Oglądaliśmy film gdzie zobaczyliśmy ćwiczącego Mistrza Moy i lekarza mówiącego o zaletach zdrowotnych tai chi.

Polecam serdecznie !

piątek, 4 marca 2016

Zajęcia ...

    Ale się namęczyłam. Postanowiłam zmienić wygląd bloga i dopiero zauważyłam, że to nie takie proste. Nie wiem jak zamieścić na swoje zdjęcie jako tło, jak zmienić kolor czcionki, żeby był bardziej czytelny? Ale samo to, że już to zauważyłam , dobrze świadczy o moim mózgu hehe. Teraz to prędzej czy później się dowiem.
No właśnie tak to jest..... hehe
Przygotowując się do rehabilitacji, musiałam zrobić prześwietlenie płuc. Wszystko mam w porządku tylko wyjaśniło się czemu mam tak mało siły. Otóż po tak długim leżeniu w śpiączce, płuca się obkurczyły i dlatego powietrza brakuje, zatyka mnie jak mówię (ale to coraz mniej hehe), kręci się w głowie bo mózg się nie dotlenia. Na szczęście chodzę na tai chi, gdzie ćwiczenia powodują,że praca mięśni działa jak pompa, dzięki czemu krew lepiej,szybciej krąży i dostarcza tlen.
Najlepszy dowód na to: przestałam mieć częste zawroty głowy.
Ćwiczenia sprawiają, że mam więcej siły do życia, czyli do chodzenia,do robienia decoupage, filcowania, robienia na drutach itp.:-D Do czytania i pisania też, ale ciężko mi to idzie, zapominam o czym czytam i co chcę napisać hehe ale robię postępy.
Zafascynowana umiejętnością, pracowitością, pomysłowością ludzi min. na blogach chciałam i ja tak żyć. Wielu rzeczy nauczyła mnie koleżanka np. filcowania i decoupage. Zakochałam się w tej robocie i zapragnęłam coraz więcej i więcej robić, bo w dodatku fajnie mi to wychodzi i też rozwija umysł.
Ale niestety sił na wszystko brakuje. Dzięki ćwiczeniom mam więcej sił, rzucam się w wir zajęć co powoduje,że zaniedbuję ćwiczenia bo jestem zmęczona, taki paradoks. Myślałam, jak i wszyscy,że im więcej będę miała zajęć tym bardziej będę się wzmacniać i więcej będę mogła. Niestety tak szybko i prosto nie będzie. Muszę znowu zweryfikować sposób życia.
Najważniejsze !! jest dla mnie ćwiczenie tai chi tak jak nauczył Mistrz Moy.
Podstawą dnia codziennego są zajęcia w Stowarzyszeniu!
Reszta to jak sił wystarczy.
Więc jajek na Wielkanoc ozdobionych decoupage nie zrobię zbyt dużo. Ale powolutku będę sobie dziergać na drutach, na szydełku, filcować. Chociaż usprawnia to ręce to jednak głowa jest najważniejsza i muszę regularnie czytać (blogi to jest super forma:-)) i chciałabym też pisać.

Więc do przeczytania :-D zbieram siły, żeby dotrzeć na zajęcia

 


wtorek, 1 marca 2016

Świadomość

    Już wiem dlaczego nikt nie wpadł na to, żeby mnie złożyć porządnie.
   Takie przeznaczenie.
    Przecież przytrafia się człowiekowi to co dla niego najlepsze.
Przypomniała mi się sentencja: prosimy Boga, żeby wybawił  nas z trudnej sytuacji, a ona jest właśnie po to, aby odmieniła nas. hehe I właśnie ta sytuacja spowodowała, że odmieniłam się diametralnie. Oczywiście min.dlatego,że nie mogę wielu rzeczy zrobić, co czasem jest zaletą tego stanu ;-)ale czasem strasznie boli. I tu, o dziwo, dopatrzyłam się wsparcia z Góry. Może to był jedyny sposób, żebym usiadła na dupie i pomyślała. Żyłam w ciągłym biegu, tyle zajęć, dzieci, dom, mąż hehe. Ciągle zatroskana, szczęśliwa ale tylko trochę bo tyle spraw trzeba załatwić, bo kombinowałam, co tu zrobić,żeby mąż mnie pokochał z wzajemnością. hehe
Z tego wszystkiego nie miałam kiedy zastanowić się jak ja żyję, co ja robię. Oczywiście często się słyszy, że trzeba pozwolić płynąć życiu, nie rozpamiętywać wszystkiego, dopatrując się ciągle  nieszczęść i powodów do niezadowolenia. Tak pouczana nie myślałam, co tak naprawdę się dzieje. Kiedy już mnie dopadło, wpadałam w skrajną rozpacz, tylko ryczeć.
A tymczasem, kiedy nie mogłam się ruszać za bardzo i zostałam sama, pozostało jeszcze jedno, posłuchać co mówią mądrzy ludzie min. mój psycholog.
I np.dowiedziałam się, że trzeba być dla siebie dobrym, w odpowiedni sposób zaopiekować się sobą.
Dobrze też wiedzieć, zrozumieć, pomyśleć co się robi naprawdę i dlaczego, co się czuje. O dziwo, okazało się, że się do wielu rzeczy przyzwyczaiłam się ale też robiłam wiele rzeczy z przyzwyczajenia i nie dopuszczałam myśli, że może kto inny zrobi coś co ja potrzebuję dostać.
Często słyszymy slogany: żyć swoim życiem, wierzyć w słuszność tego co się robi, nie przejmowanie się tym co mówią inni... i takie tam. Od tego czułam jeszcze podlej, bo ja tak nie umiałam.
 (Taki Hitler to pewnie na tym budował swoje imperium. Krzywda ludzka nie przyniosła mu jednak sukcesu)  
Ale coś w tym jest oczywiście.
Inne powiedzenie głosi, że ludzie wartościowi powinni być pewni siebie. I to dla takich jest to nauka, bo Ci są nieśmiali czasem. hehe Tymczasem korzystają z tego śmiało egoiści.
Nauczyłam się wreszcie i ja!
Moje życie odmieniło się głównie dlatego, że rozebrałam swoje życie na części pierwsze. Chyba z nudów, zaczęło mi się przypominać dzieciństwo, lata szkolne, małżeństwo. I tu okazało się, że naprawdę spotykały mnie przykre rzeczy. Kiedy wyprowadziłam  się od dziadków zostałam sama. Małżeństwo jeszcze pogłębiło samotność.
I dzięki temu, że wreszcie na to wpadłam, mogłam opanować,pokonać swój strach przed samotnością.
 Psycholog, psychiatra, nauczyciele rozwoju duchowego ratowali mnie z opresji .Ale też jakaś siła we mnie nie pozwalała zawrócić, zaniechać tego.
I udało się. Dlatego śmiało mogę potwierdzić, że świadomość to nie tylko wiara w boskość ale też zrozumienie co robimy,co nami kieruje. Dzięki takiej wiedzy,  podejmiemy decyzję jacy chcemy być, jak chcemy żyć.
 Świadomość to też zauważenie wreszcie tych wspaniałych cech, których jesteśmy posiadaczami. :-D
Nie jest proste zmienić to co wypracowali nasi rodzice, nasi bliscy, co sami przyjęliśmy za fakt, że tacy jesteśmy, ale warto. Okazało się, że wiedząc to i owo, można podjąć decyzję, coś zrobić a nie tylko czekać na cud, albo z rozpaczą uznać, że ma się pecha, taki h.... los.
Jeszcze niedawno zgodziłabym się z tezą, że jakie jest przeznaczenie tak się wiedzie ale teraz już tak nie myślę. Oczywiście pewność będę miała na starość, stojąc nad grobem. Przekonałam się, że często sami sobie dokładamy cierpienia, skupiając się na tym czego mieć nie możemy. Znam i nawet wierzę w teorię, że trzeba marzyć i pragnąć to się to spełni ale dotyczy to nas, a nie, że ktoś coś dla nas zrobi. Są sposoby, że ktoś zrobi co chcemy np. kocha nas i wystarczy poprosić ale gwarancji nie ma. Inni ludzie mają swoje przeznaczenie,swoją karmę i nie musi pasować do nas.
Ale na pewno świadomej osoby nie będzie łatwo oszukać, manipulować nią, zastraszyć i wykorzystać.
Cokolwiek nie postanowi, podejmie ryzyko i przyjmie konsekwencje śmiało. 
Okazuje się, że przeznaczenie to nie kwestia, że otaczamy się takimi a nie innymi ludźmi tylko ,że nie wszyscy są odpowiedni dla nas i że mało może być tych przydatnych. Ale to czy będziemy poświęcać czas na tych czy innych, to już od nas zależy. I od nas zależy, czy to nam się odbije czkawką.

O, dziś taką sentencję znalazłam.
Jak chcemy, żeby tak nam było, wystarczy być świadomym.
To nie jest takie chop siup dla niektórych, ale opłaca się
:-D


A tak na koniec :

Czy zdanie okrągłe wypowiesz,
Czy księgę mądrą napiszesz,
Będziesz zawsze mieć w głowie tę samą pustkę i ciszę
Słowo to zimny powiew
Nagłego wiatru w przestworzach
Może orzeźwi cię, ale donikąd wejść nie pomoże
Zwieść cię może ciągnący ulicami tłum
Wódka w parku  wypita
Albo zachód słońca
Lecz pamiętaj,

 Naprawdę nie dzieje się nic  
I nie stanie się nic, aż do końca
....


Śpiewa Grzegorz Turnau ze Zbyszkiem Zamachowskim

 https://www.youtube.com/watch?v=-qJkAosmEZM




piątek, 26 lutego 2016

Być zdrowym

    Wczoraj poprowadziłam grupę początkującą Taoistycznego Tai Chi w zastępstwie koleżanki, która wyjechała na warsztat. Dzięki temu przypomniałam sobie jaka to wielka radość patrzeć jak ludzie zmieniają się na twarzy hehe. Na grupie początkującej zapoznajemy się z 108 ruchami, więc wprowadza to niepewność, zaciekawienie ale też niepokój czy to jest do ogarnięcia. Przychodzą osoby, które słyszały ile korzyści zdrowotnych  daje 108 ruch opracowanych przez Mistrza Moy ale przyswoić tę sztukę wydaje się trudne.
    Nie jest to  trudne. I nawet na najprostszym poziomie przynosi wiele satysfakcji, radości i spokoju. Kiedy wczoraj stanęłam przed dużą grupą skupionych ludzi pomyślałam sobie, że będzie nie lada wyzwanie dla mnie, zachęcić a nie zrazić do ćwiczeń tych ludzi.
     Ćwiczenia tak opracował Mistrz Moy, że ludzie się odprężają, relaksują dzięki czemu stres odchodzi. Z czasem poznajemy jak ćwiczyć, żeby uzdrowić miejsca w ciele szczególnie bolesne. Przede wszystkim spowodujemy, że kręgosłup będzie nam dobrze służył do śmierci. Min dlatego, seniorów szczególnie się zachęca do regularnego brania udziału w zajęciach. .Najstarszy członek Stowarzyszenia  ma 85 lat.
    Ortopedzie powiedziałam o tym, że ćwiczę tai chi. Doktor się ucieszył, ale powiedział, że to dobrze ale dla mojej psychiki. Ja mam źle zrośniętą miednicę. Szkoda, że rodzina nie kazała dobrze złożyć tuż po wypadku. Podobno w szpitalu mówią co się stało i co można zrobić, pozostawiając to do decyzji rodziny. No trudno, nie mam za złe, widocznie tak musiało się stać. I tak lekarz powiedział: że tam na Górze to mnie lubią. Przekonuję się o tym na każdym kroku, bo na Dole min. otacza mnie stado Aniołów Stróżów.
Rozczuliłam się łoj.... :-)
    A wracając do rzeczy.
Psychiczne dobre nastawienie do życia to podstawa szczęśliwego życia. Człowiek jest narażony ciągle na różne trudności, jak nie na brak zdrowia, to samotność czy brak pieniędzy itp ale wszystko  to mija, a min. tai chi pomaga przetrwać ciężkie chwile a nawet znaleźć nagle rozwiązanie. Kolega mi przypomniał o tym. Tak uczył też nauczyciel BON: kiedy właśnie dzieje się źle, nie farci się, trzeba praktykować, bo to jest po to, żeby pomóc przeżyć. (Tenzin uczy innej praktyki, ale myślę, że nie jest źle, że teraz o tym wspomniałam. Jego nauka tak jak nauka Mistrza Moy zrodziła się ze współczucia dla ludzi)
Podstawą jest spokój i wyciszenie. Sposób na to każdy, oczywiście, każdy znajdzie sam. Trzeba tylko  w to uwierzyć i nie zapomnieć, że to ważne.
Teraz mi się przypomniało, ile to rzeczy jest ważnych hehe.
Kiedy byłam w depresji dłuższy czas, jakimś cudem, chyba dzięki psychologowi zaczęłam szukać sposobu wyjścia z doła. Przede wszystkim ćwiczyłam codziennie i oglądałam w internecie nauki Tenzina i Ajahna Brahm :-D

Świadomość i współczucie te zalety na pewno doprowadzą do oświecenia :-D

      Przed wypadkiem też nie byłam w dobrej formie. Tak naprawdę było mi bardzo źle. Kiedy po wypadku, ledwo żyjąc, dostałam pocztówkę z życzeniami, ścisnęło mi serce ze wzruszenia. Oto co mi napisała koleżanka:



Byłam pomocnikiem na tej grupie i od tej strony się poznałyśmy.
Tym bardziej cenna dla mnie ta pocztówka, codziennie na nią patrzę.
(nie wiedziałam, że ją zalałam podlewając kwiatek, ale zrobiłam zdjęcie i już uwieczniłam te wspaniałe słowa)


Radość życia! No kto by to pomyślał i jeszcze zaraźliwa..hehe (wielkie dzięki Iwonko).
To właśnie robi z człowiekiem min. Taoistyczne Tai Chi. Oczywiście na wszystko trzeba czasu jak w każdej praktyce i jak tam komu pisane, ale intencja jest najważniejsza. Po mnie teraz widać, że to prawda. Wtedy to ja raczej śmiałam się przez łzy ale teraz śmieję się naprawdę. (jakieś 6 lat)

Już pod koniec pierwszej części zajęć, ludzie stali się weselsi, nawet sobie żartowaliśmy. A pod koniec, wszyscy mieli rozradowane miny. Uśmiechy od ucha do ucha niemalże. Dostałam dużo życzeń do zobaczenia. Wiele osób było zachęconych do kontynuacji ćwiczenia.

W marcu jest okazja wziąć udział w zajęciach weekendowych. Zapraszam wszystkich chętnych , żeby się zapoznali  ze 108 ruchami i zaczęli ćwiczyć. 
To naprawdę Dobre jest hehe


5 marca – 6 marcaStowarzyszenie Taoistycznego Tai Chi w PolsceWarszawa, Polska

Stowarzyszenie Taoistycznego Tai Chi w Polsce
ul. Broniewskiego 59 a, 01-847 Warszawa
Ps. Jednak wierzę też w to, że ćwiczenie Taoistycznego Tai Chi nastawi mi biodra
       Jak wszyscy wiedzą: wiara czyni cuda !! 
 :-D

Intencja i wiara dają ten sam efekt jak widać hehe

środa, 24 lutego 2016

Kiciuś śpi


Człowiek przesypia średnio jedną trzecią swojego życia. W przypadku kota taka ilość czasu nie wystarczyłaby nawet na krótką drzemkę, o porządnym wyspaniu się już nawet nie wspominając.. Sen jest dla kotów filarem ich egzystencji,ich głównym zajęciem, a w przypadku niektórych osobników - niemalże jedynym (inne czynności występują w znikomych ilościach, a głównym stanem umysłu takiego kota jest odpoczynek, to bardzo wyluzowany typ kota - śpi przez większą część doby, resztę czasu odpoczywa).Z jednej strony koty przykładają dużą wagę do wyboru miejsca na swój odpoczynek. Jak głosi pewna maksyma: "Jeśli szukasz najwygodniejszego miejsca w domu, poszukaj kota. Z drugiej jednak strony wygoda to nie jedyne kryterium, a przeciętny kot jest w stanie zasnąć w praktycznie dowolnym miejscu. Na przykład na pralce.Albo na kaloryferze, wciskając się w tą wąską szczelinę pod parapetem.Lub na monitorze. Nie chodzi tu o nowe, płaskie monitory, na których ciężko jest nawet na momencik sobie przysiąść, ale o te stare, dobre, na których można się porządnie wyciągnąć, a nawet na nie załatwić, jeśli zajdzie taka konieczność.Spokojnie można się wyspać na klawiaturze komputera, na dużym zegarze ściennym czy w doniczce.

Cytat z "Jak wytresować kota?"

Polecam tą książkę tym co lubią koty, tym co lubią koty i mają oraz tym co lubią koty i mają. Na pewno ubawią się setnie czytając o tych sierściuchach.

Ja wychowałam się z kotami i te stworzenia są przy mnie do teraz, Żyć bez nich nie mogę :-D


niedziela, 21 lutego 2016

Powiew wiosny...

      Poczułam już wiosenne klimaty na całego. Naoglądałam się zdjęć kwiatuszków czy wychodzących z ziemi roślinek, rozsłonecznionych wesoło lasów i mnie wzięło. 
Tak sobie pomyślałam, że pofilcuję i zrobię stworki podobne do motylków, żuczków, myszek, pszczółek, pajączków itp. 
Podstawą na razie są przepołowione bombki (bo mi zostały po Bożym Narodzeniu) i otrzymane od koleżanki resztki z jakiejś zabawki.
Dając mi to pół roku temu, powiedziała: na pewno coś z tego zrobisz, na pewno ci się przyda. hehe

      

I olśniło mnie co zrobić.
Pierwszy powstał jakiś owad, nie wiem jaki, ale śmieszny :-D


Króliczek


Marcia zrobiła mi żabkę. Ja filcowałam zielone kółka a Ona połączyła, bo mi zabrakło fantazji co ma być.


      Zrobiłam jeszcze dwa dziwaki, ale zupełnie nic nie przypominają i mam nadzieję, że mnie olśni i dodam coś co nada im charakter i będzie można pokazać.
Z bombek będę robić żuczki albo pajączki z pręcikowymi kończynami.
     Ze styropianowych jajek zrobię kurczaczka, zajączka filcowanego, to będzie świątecznie.
Kilka przekroję i będą urocze myszki. 
Oczywiście, obowiązkowo jaja ozdobię ducoupage, bo uwielbiam tą pracę i mam motylki, kwiatuszki, ptaszki, wyrwane już z serwetek w sanatorium hehe


Jakiś czas wspieram Stowarzyszenie "Wspólnymi siłami". Wiele osób to wie i od dawna wspiera ich razem ze mną. 
Gdyby ktoś mógł przekazać im 1% to bardzo proszę, oto dane:



Stowarzyszenie "Wspólnymi Siłami" (potocznie zwane Domem Samotnej Matki)
Drodzy Państwo jak co roku zwracamy się z prośbą o przekazanie dla nas 1% z podatku, KRS: 0000218573

Taką wiadomość zamieścili na facebooku

czwartek, 18 lutego 2016

Sweter

  
 Jeszcze na jesieni dostałam piękną, puchatą wełnę. Była taka ładna, że nie miałam śmiałości z niej robić, żeby nie zmarnować. Szkoda mi było. Ale w końcu się zabrałam za grube druty,
 chyba nr 6. Obmyśliłam, że zrobię prosto, bez przybierania oczek bo nie umiem, myli mi się. Ściągacz na dole dorobiłam na końcu, nabrałam oczka na połączonym przodzie z tyłem. Rękawy są w miarę obcisłe do łokcia a potem zwiększyłam dwukrotnie oczka i zrobił się wystarczająco duży obwód aby połączyć je z korpusem. Głównym ściegiem jest pojedynczy ryż.
Tym sposobem jestem właścicielką moherowego, miluśkiego, cieplutkiego sweterka, białego z bardzo delikatnymi odcieniami zielonego, różowego.
Kto by pomyślał.
Pierwszy sweter, który zrobiłam od początku do końca.
Nawet zeszyłam go sama. Korzystając z tego, że bardzo duży włos ma wełna i w związku z tym nie widać jak jest zeszyte, połączyłam części szydełkiem czyli robiąc półsłupki. 
Nie umiem nawlec igły więc zawsze prosiłam o pomoc koleżankę a tym razem poradziłam sobie.
Jestem z siebie dumna, że wpadłam na taki pomysł.
Już neurolog po rozmowie ze mną o różnych sprawach powiedziała z szerokim uśmiechem, że nie jest ze mną tak źle...
Okazuje się, że miała rację.
hehehe
   




Ze szczęścia, nie mogłam się oprzeć i kupiłam parę taśm do ozdabiania, bo takie śliczne.
Koleżanka już zauważyła, że jajka będą pięknie udekorowane. hehe
No to już zabieram się za decoupage na jajkach i inne ozdoby świąteczne


Po takich wydatkach obiadu dziś nie będzie hehehe


Taki cel to warto mieć. Przynosi ogromną radochę. :-D

poniedziałek, 15 lutego 2016

Utworzenie AK

     "W każdej grupie kiedy widzisz tam cel, ten cel związany ze wspólnymi wartościami - z tego nigdy nie powinno się rezygnować"

Tak się cieszę, że mi o tym przypomniano.
W nowej siedzibie Stowarzyszenia Taoistycznego Tai Chi robimy prace wykończeniowe, układamy, segregujemy, porządkujemy. Tworzymy miłą atmosferę równowagi i spokoju, propagując kulturę chińską bo o to prosił Mistrz Moy, twórca Stowarzyszenia.
Instruktorka zachęcała, żeby przyjść, dołączyć się do tych prac. Ujęło mnie stwierdzenie, że każda para rąk się przyda, nawet lewych, hehe. No to przyszłam. Jestem ogromnie wdzięczna instruktorce za te słowa, dzięki temu odważyłam się przyjść na wolontariat. Do tej pory sądziłam, że na nic się nie przydam więc moja obecność jest zbyteczna. A tu okazało się, że coś zamiotłam, coś podałam, coś przytrzymałam.
A przede wszystkim uzmysłowiłam sobie jak wiele zawdzięczam Stowarzyszeniu. Dzięki ludziom, którzy dbają i troszczą się o to miejsce, miałam gdzie przyjść, nie wstydziłam się kalectwa, depresji.
Znalazłam tu ukojenie ćwicząc i spokój będąc wśród życzliwych ludzi.
Najważniejsze, że Tai Chi Mistrza Moy postawiło mnie na nogi, sama chodzę i wierzę w to, że ćwiczenia te nastawią źle zrośnięte biodra.
Tak więc mam cel aby Stowarzyszenie Taoistycznego Tai Chi istniało, bo może ktoś znajdzie tam pomoc.
Przy okazji porządków znalazło się jeszcze trochę rzeczy przydatnych dla Stowarzyszenia "Wspólnymi siłami" zwane Domem Samotnej Matki. Np. dostałam patelnie, tostery, żarówki hehe
Pomoc tym kobietom też jest moim celem. Nie jestem bogata, ani nie mogę wiele zdziałać ale dzięki znajomej, która mnie namówiła, żeby się nie wstydzić tylko mówić o tym ośrodku innym, rozkręciłam lawinę życzliwości. Co chwila słyszę, że ktoś przekazał im a to rzeczy, a to meble, a to jedzenie, a to środki czystości.
Niedawno, koleżanka ze swoimi znajomymi zrobiła mega zbiórkę pieniędzy i rzeczy.
Ostatnio serdeczna znajoma oprócz rzeczy dla dzieci przywiozła zawekowane mięsko, które zrobiła specjalnie jej mama :-D
Inna znajoma wymienia meble, więc to co niezniszczone zawiezie do ośrodka.
A tu ciekawostka, okazało się, że mieszkała kiedyś na Kole na tej samej ulicy co ja :-D
A poznałyśmy się teraz, w zupełne innym miejscu, w niezwykłych okolicznościach.
Co prawda miałam się zająć zdobywaniem sponsorów, firm, ale na razie jestem w stanie tylko ludziom o "samotnych matkach" mówić, ale też okazuje się to bardzo przydatne.
Ludzie chętnie pomagają tylko muszą wiedzieć komu i co, to potrzebne.

Tak sobie myślę, że mam ogromne szczęście, że tyle wspaniałych ludzi jest wokół mnie.
Wspaniałych bo życzliwych, serdecznych dla ludzi dla zwierzaków.
Wszystkim przyniosę szczęście i ja  :-)

"Nie powinno się też rezygnować z indywidualnego celu. Robisz to inaczej. Może wyjdzie ci lepiej jeśli zrobisz to inaczej"
Indywidualne cele określają człowieka.
Ktoś chce osiągnąć to, a ktoś co innego, a już jaką to przyniesie korzyść i kiedy, to już inna sprawa. O dziwo, przynosi to pożytek innym, czasem w zaskakujący sposób.
Ale przede wszystkim, pokazuje to oblicze człowieka. Dzięki temu wiadomo jacy ludzie nam potrzebni do szczęśliwego życia. Co nas rozwija, co nas wzmacnia.
Dzięki takiej wiedzy można podjąć decyzję, czy z takim człowiekiem się zadawać.
Świadoma decyzja pozwoli uniknąć rozczarowań, żalów, pretensji nie wiadomo do kogo.
Przypomniała mi się nauka, że warto dbać i troszczyć się o różne rzeczy i ludzi ale ze świadomością, że mogą jednak ulec zniszczeniu, mogą odejść.

Uch, to dopiero sztuka..... :-)

"Jest tak wiele rzeczy, których ludzie nie potrafią kochać i którymi nie potrafią się cieszyć"
O, ja to się szkolę w tej umiejętności. Całkiem nieźle mi idzie hehe Zwłaszcza cieszą mnie manualne zdolności znajomych na blogu :-)
Dzięki temu, że zauważa się dobre rzeczy, nie jest się takim smutnym.


Ważne, żeby nie utracić motywacji do kochania, działania, pomagania... "
Cyt.



Emotikon grin




czwartek, 11 lutego 2016

Neurolog



Spędziłam pół dnia w szpitalu u neurologa, ale to był bardzo miły czas. Przyniosłam rezonans magnetyczny kręgosłupa szyjnego. Bardzo powykrzywiany ten kawałek, stąd boleści i drętwienie rąk, ale operacja nie będzie konieczna. Dostałam skierowanie na kolejną rehabilitację, Hura ! 
Co prawda czas oczekiwania około rok, ale nic to. Mam tyle rzeczy do nastawienia, że co parę miesięcy idę na jakieś zabiegi. A co najważniejsze, ćwiczę tai chi. Lekarze bardzo mnie za to chwalą i gorąco zachęcają, żeby w miarę możliwości nie odpuszczać, bo ćwiczenia są gwarancją sukcesu wszystkich innych zabiegów. 
Przede wszystkim doceniam taoistyczne tai chi za zmuszenie płuc do głębokiego oddychania :-D
Dzięki temu dotleniony jest mózg, więc lepiej myśli, dotlenione są wszystkie komórki i dzięki temu jest więcej siły i przede wszystkim uwalniany jest stres. 
Wierzę też, że dzięki delikatnym obrotom i rozciąganiu leczy się uszkodzony kręgosłup, więc wracam co i rusz do robienia donju. Co prawda nie jestem w stanie robić 30 niskich donju ale ile mogę i jak mogę to robię. Tu musi wystarczyć intencja hehe na razie .
Na stare lata, jeszcze zatańczę oberka, jak nic hehe  
Na razie dostałam silne leki przeciwbólowe, uj, zamiast tych przepisanych przez ortopedę. Dobrze, że w ogóle coś przynosi ulgę. 
Z żalem stwierdzam, że wiosna przestaje być moją ulubioną porą roku, ta wilgoć mnie dobija.
Może to zresztą chwilowa niechęć ? !
Jak kupię nowe baterie do aparatu i zacznę robić zdjęcia, świat stanie się piękniejszy.
Muszę nauczyć się własnymi oczami patrzeć tylko na ładne rzeczy :-D 

Kupiłam sobie jakiś czas temu kwitnącego grudnia. Ale już nie kwitnie. Nie chcą też kwitnąć pozostałe grudnie w domu. A to przecież pora.
Za to fuksja zakwitła jednym kwiatuszkiem.
 Takie to dziwy u mnie :-D



czwartek, 4 lutego 2016

Dedykuję..


.....nauczycielowi BON, Tenzinowi, który pomógł mi odzyskać duszę
i wszystkim ludziom !


     Po ostatnim poście, w komentarzu, koleżanka napisała, że jestem niesamowita. Oczywiście lubi mnie, pomaga mi robić ładne rzeczy np. decoupage,  jest świadkiem mojego zdrowienia i namówiła do pisania bloga, to jasne, ale....
Przypomniała mi tym określeniem, człowieka, który mi opowiadał jakieś niestworzone historie o ludziach, którzy byli w śpiączce. Śmiałam się z tego,  jaka ja tam wyjątkowa. Teraz wspominając wszystko co mi się przytrafiło przez ostatnich pięć lat, uważam, że przepowiedział mi przyszłość.

Odmieniłam się.

 Osiągnęłam kolosalne postępy w rozwoju duchowym, psychicznym, fizycznym.

I pomyśleć, że trzy lata temu, nie miałam siły aparatu fotograficznego, utrzymać w ręku, ba nawet nie miałam siły wycisnąć PINu w bankomacie hehe 

Może to być już koniec takich sukcesów bo zrobiły się nieodwracalne szkody w moim organizmie, ale i tak jestem stawiana za wzór przez lekarzy a w Kościele za cud


i kurcze, coś w tym może być

aż kot oko otworzył...














Straszne rzeczy jeszcze mogą się przytrafić.
Jeśli nagle nie będę mogła robić takich pięknych zdjęć bo mi urwie rękę.
Ale z drugiej strony, może to być przymus do ćwiczenia innych doskonałości.
Źle jest wpaść w rutynę bo nie cieszy albo przyzwyczaić się bo przez to się cierpi, lęk przed stratą.
A tak, znajdę sobie coś nowego, też satysfakcjonującego,
może nawet jeszcze bardziej... !

No takiego podejścia do życia to sama sobie zazdroszczę...... hehehehe


Sanatorium mnie zahartowało.
Najbardziej bałam się samotności, tam się z tym zmierzyłam i wygrałam.
To nie znaczy, że polubiłam.

Teraz już wierzę, że człowiek dostaje to co dla niego najlepsze.
Nie trzeba się bać.
Wszystko co złe może się przytrafić ale i wszystko co DOBRE
Czasem nawet trudno odróżnić jedno od drugiego hehehe

wtorek, 2 lutego 2016

Luty


      Ostatnio serce mi się rwało i umknęły mi z pamięci sukcesy zdrowotne. Ale nowy miesiąc rozpoczął się orzeźwiająco i dużo dobrego sobie przypomniałam.
     Pogoda jest wiosenna więc w kościach zaczęło jeszcze bardziej boleć. Poszłam do ortopedy po pomoc. Ten zaproponował nowy, silny lek ale zmartwił się czy ja w ogóle po tylu lekach jestem w stanie brać kolejny. Zrobiłam badanie wątroby i okazało się, że zdrowa !!! Mimo brania leków przeróżnych od tak długiego czasu nie uszkodziłam wątroby.
A to cud i wielka radość bo wiadomo, że wątroba się nie regeneruje więc uszkodzenia pozostają na całe życie. 
Nowe leki nie pomagają, to trzeba odstawić, po co narażać wątrobę bez potrzeby.
Zresztą od dawna ortopeda widzi ratunek tylko w rehabilitacji. Nawet operacja nie jest zapewnieniem  lepszej sprawności ruchowej.
A niebawem mam termin wizyty u neurologa, ciekawe co wynika z rezonansu kręgosłupa szyjnego?

    Ponieważ moi rodzice mieli raka, profilaktycznie lekarz kazał i mi się przebadać bo podobno mogę być genetycznie podatna. Okazało się, że nie mam komórek rakowych, na szczęście. A wiadomo, że rak to choroba cywilizacyjna min. od stresu. A ja żyłam w stresie, w depresji długo więc bałam się tym bardziej, że mnie to dopadnie.

    Pełnię szczęścia daje fakt, że zawsze miałam duże serce a teraz, ludzie mówią, mam wielkie ! serce.

    Dla mnie najważniejsze jest, że ogromnie zmądrzałam !

   Może to od orzechów, które dziadek kazał jeść, może od kota, który prze jakiś czas spał mi na głowie, a wiadomo, że kot się kładzie na chore miejsca :-D, może od leków na pamięć i koncentrację?
Ale sądzę, że spełniły się życzenia zdrowia wielu ludzi! Nie mówił nikt, ale wiadomo, że zdrowia psychicznego też hehe

    Wczoraj idąc ulicą taki oto plakat piwa przykuł moją uwagę 

I bardzo mnie to hasło ucieszyło :-D
Już od dawna z przestraszonego zwierzątka stałam się człowiekiem, a teraz w dodatku okazuje się, że   jestem kobietą, jakoś umknął mi ten fakt, a to przecież wspaniała sprawa !

Wiara w siebie i miłość do siebie sprawiły, że nie planuje za dużo, nie spędzam czasu na myśleniu co ja chcę tylko zauważam co dobrego się dzieje wokół mnie. Robię fajne rzeczy, np. teraz planuję ozdoby na Wielkanoc i życie stało się piękne......

Od jakiegoś czasu przynoszę szczęście. Mój syn, na takie stwierdzenie, kiwał tylko głową bo spotykały Go różne nieprzyjemności, aż w końcu dostał wymarzoną pracę. Teraz już zapewnia wyszczerzony w radosnym uśmiechu, że to prawda.

Oczywiście żremy się czasem okrutnie. Zachowuje się czasem znajomo, niefajnie i wówczas wściekam się. Ale ostro zwracam na to uwagę, może w końcu zauważy, że nawet w jaki sposób się mówi i co konkretnie, ma znaczenie.
Narazie to słyszę tylko, że źle zrozumiałam.
A nie wie jeszcze, że to On źle powiedział .

Ale w końcu to pojmie. W końcu geny ma też po mnie,  :-D mądrości i miłości. W końcu rozbłyśnie czystym, doskonałym światłem. Zwłaszcza, że On tego chce, a wiadomo, że intencja jest ważna i dlatego w końcu to odkryje.

niedziela, 31 stycznia 2016

Poezja

     Od dłuższego czau "chodzi za mną" piosenka Agnieszki Osieckiej "Białe zeszyty"
W dodatku usłyszałam w telewizji jak śpiewa ją Magda Umer. Bardzo się wzruszyłam.
Tym bardziej, że myślałam kiedyś, że to taka licentia poetica a okazuje się, że takie historie się zdarzają.
..............

A On był dla niej jak młody Bóg 
Żebyż on jeszcze kochać mógł...

---------Posłuchaj niewierny kochanku 
Co nienawidzisz poranków 
Wróci do Ciebie jeszcze ta trumna 
Gdzie leży Twoja kochanka dumna 
Bo taki co kochać nie umie 
Przegra choć wszystko rozumie 
Bóg Cię pokaże swą nieczułością 
Za to żeś gardził ludzką miłością 

 To tylko poezja

I ciekawe, czemu akurat teraz przypomniała mi się ta piosenka?








PS. Bardzo proszę nie komentować tego publicznie.

Pozdrawiam

sobota, 30 stycznia 2016

A może Święto Cioci ? :-)

   Jak świętować to świętować :-D
   Po szpitalu zamieszkałam u swojej mamy gdzie były też siostra z córeczką. Dzięki temu, oprócz całodobowej opieki dorosłych, umilała mi życie mała dziewczynka.
Przychodziła rano do mojego łóżka pytać jak się czuję, głaskała po głowie, po rączce, dawała buziaka.
Kiedy zaczęłam lepiej chodzić, wychodziłyśmy razem na spacery.  Siostra w jednej ręce trzymała mnie a w drugiej, córkę hehe. Nawet wtedy nie mogłam nadążyć kiedy Miki przyspieszała.  Nieraz mała odbiegła bo coś Ją zaciekawiło i siostra wpadała w panikę czy biec za Nią, czy trzymać mnie. Na ogół stawiała mnie przy drzewie i goniła za Misią wrzeszcząc : stój., hehe
Bardzo się zżyłyśmy. Miki nauczyła się dbać o mnie, troszczyć, opiekować. Jeszcze bardziej mnie pokochała, a ja Ją. Do tego stopnia, że kiedy pojechałyśmy do Włoch, Misia mnie oprowadzała po domu, tłumaczyła co mówią Włosi, a Włochom tłumaczyła co mówię ja.
Miło, że zadbała o to, żebym wiedziała co się dzieje i nie czuła się samotna.
Po jakimś czasie znów zamieszkałam na Kole. Tym razem siostrą i z dwójką Jej dzieciaczków.
Najpierw wychodziłam na spacery z dzieckiem w wózku, żeby odciążyć siostrę. Wózek był bezpieczny dla mnie bo się trzymałam, nie przewracałam i dziecko z wózka mi nie uciekło. Bardzo dobre ćwiczenie.

Potem zabierałam Miki do mnie, pogłaskać kotki i odwiedzić babcię.



Namówiona przez moją Marcię, zachęcałam dzieci do słuchania bajek, do rysowania. Miki była bardzo zainteresowana. Podobało Jej się to i szybko przestała gapić się tylko w telewizor ale robiła piękne rysunki i sama opowiadała wymyślone bajki.
Ze Stasiem było gorzej. Nudziły Go takie zajęcia. Generalnie psocił, bił, psuł. Córka prosiła, żeby się nie zrażać.  Małymi kroczkami, powolutku wdrożyłam malucha do rysowania, do słuchania.
Na początku sukcesem było jak Stasio kreskę czy kółeczko narysował naśladując mnie.
Przede wszystkim był to mój sukces bo miałam niesprawne ręce :-D
Po niedługim czasie, Stasio zrobił kolejny postęp, zaczął kolorować kwadraty, prostokąty itp.
Maluchowi tak się podobały zajęcia, że zaczął tylko mnie wołać. "Ciocia" to było jedno z czterech słów, które w ogóle mówił po polsku.
A raz zawołał: ciocia i ktoś zażartował : moja ciocia
A On na to oburzony, krzyknął: Stasia.
Wszystkich zatkało.
Pierwszy i ostatni raz powiedział swoje polskie imię.
Takie imię dostał po moim dziadku, bardzo o to prosiłam siostrę.
Pierwsze dziecko miało być Stasio, ale okazało się niespodziewanie, że to dziewczynka.
Przy drugiej ciąży, znów chciałam Stasia. Na co moja siostra się śmiała: już Ci tu jeden Stasio biega.. Teraz Stasio mówi trochę po włosku i tylko włoskie imię.
Nie szkodzi, ja mówię polskie imię :-D

Mała Miki płakała często z tęsknoty za domem sardyńskim, za tatą. Siostra się irytowała i krzyczała bo sama tęskniła i była przemęczona.
Chcąc je obie rozweselić, umilić czas oczekiwania na powrót taty/męża z delegacji, zajmowałam się maluchami ile mogłam. Zabierałam na spacery na zmianę raz jedno, raz drugie, czytałam, rysowałam, bawiłam się.
Moja siostra się śmiała i mówiła: do swoich dzieci to Ty nie miałaś tyle cierpliwości.

To prawda.

Inaczej jest się zajmować przez parę godzin, a inaczej cały czas mieć wszystko na głowie.

Teraz dzieci mnie uwielbiają, a ja je. Tęsknie za nimi, ale cieszę się, że są szczęśliwe w swoim domu.

Wyjątkowe ciocie się zdarzają. Też taką miałam. W przedszkolu mówiłam, że mam dwie mamy: jedną od ubierania, a drugą od kochania.
Ta od kochania to ciocia właśnie.
Długo tak pozostawało, dopiero po 30 latach poróżniłyśmy się i to dość poważnie.
Ale nigdy nie zapomnę, że była taka dobra dla mnie.
Mam nadzieję, że Ona gdzieś tam czuje, że wdzięczna jestem, że była przy mnie :-D



wtorek, 26 stycznia 2016

Będę znów świętować....

        Dzień Babci i Dziadka :-D
Mogę już spokojnie powspominać najukochańsze dla mnie osoby. Teraz zastępują ich w kochaniu mnie moje dzieci.Ale przez wiele lat nie mogłam przeboleć ich utraty. Teraz już cieszę się, że mają lepiej.  Żyli w ciężkich, okrutnych czasach a mieli dla mnie tyle miłości i mądrości.
Właśnie myślałam sobie co tak najbardziej było dla mnie cenne.  Generalnie wszystko co robili dla mnie było wspaniałe.
Pamiętam jak dziadek gruszki pierwsze zbierał i trzymał pod poduszką, żeby dojrzały, żebym mogła pojeść jak przyjadę na niedzielę. Zbierał też orzechy dla mnie. Kiedy złamałam nogę w drugiej klasie, woził mnie na taczce do szkoły, żebym nie straciła roku, bo nie chciało się goić a samochodu nikt nie miał więc byłam uziemiona na długo. Ale też pilnował, żebym czytała codziennie, taką podpórkę na książkę zrobił, żeby mi było wygodnie. Nauczył mnie tabliczki mnożenia. Śmiał się,  że będę miała pamiątkę po dziadku. I mam :-)
Babcia była bardziej zapracowana w domu więc kiedy byłam mała dziadek mnie często zabierał na spacery, do znajomych, żebym się nie nudziła i nie psociła, a i byłam jego chlubą więc się mną chwalił troszkę ;-) I co roku w Boże Narodzenie jeździliśmy na Miodową obejrzeć szopkę, taka była wyjątkowa (jak na tamte czasy).
Lubłam też być z babcią. Nauczyła mnie kochać prace ogrodowe, oprócz pielenia, ale też to robiłam z miłości do Niej. Zabierała mnie raz w miesiącu na Stare Miasto popatrzeć na kryształy na wyroby ze złota i takie tam cuda. Jeździłam z Nią na cmentarz, zapalić światełko pradziadkom. Najwięcej czasu spędzałam bawiąc się plastykowymi żołnierzykami. Babcia miała chałupnictwo i taką wielką maszynę do wyciskania wojska. To była ciężka robota, czasem syn Jej pomagał bo to silny chłop. Długo to robiła, a potem tylko gradowała czyli obcinała nierówności więc zabawy miałam i to nie tylko z ustawianiem równych szeregów ale poznawałam umundurowanie historyczne Wojska Polskiego.
Kiedy już przyjeżdżałam tylko na niedzielę jak inne wnuki, czekało na nas ciasto. Zachwycaliśmy się strasznie a babcia śmiała się i mówiła: smakuje wam?, to dobrze bo to nic takiego, taki pagajec...
I tak sobie myślę, że dodawała do niej wyjątkowej, cennej przyprawy: serca.
W dobie gdzie kupić można super wypieki, to ja tym bardziej muszę się nauczyć dodawać tego niepowtarzalnego składnika.
Muszę się już przygotowywać do babciowania.
Muszę nauczyć się w ogóle piec ciasto i to nie z torebki tylko takie moje.
Muszę usprawnić ręce, żeby nie bać się przytulić malucha.
Muszę rehabilitować nogi, żeby móc chodzić na spacery.
Muszę bo bardzo chcę, bo wiem, że dziecku trzeba poświęcać dużo czasu. I trzeba być cierpliwym.
A to akurat mam jakimś cudem
Bo to już te lata :-D
I mam nadzieję, że moje dzieci za jakiś czas założą rodziny.....

sobota, 23 stycznia 2016

No to jestem :-D

   Przeżyłam kolejny 21 stycznia. Tym razem tylko kicham i smarcze na potęgę ale pod kołderką leżę i oglądam TV. Skończył się Mentalista a zaczyna Madagaskar czyli wesoło całkiem...........



Na koniec Sherlock..... Powiało chłodem...
Ale przez cały dzień "tłucze" się po głowie piosenka

Jak po nocy przychodzi dzień
A po burzy spokój
Nagle ptaki budzą się
Budzą się do lotu

No i fajnie :-D


wtorek, 19 stycznia 2016

Czas


Zachwycający widok :-D uwieńczył 17 dzień miesiąca czyli dzień, w którym dzieją się niezwykłe rzeczy, przełomowe dla mnie, można powiedzieć. Tzn. nie w każdym miesiącu ale jak już, to akurat zdarzało się tak 17, albo blisko ;-). Niestety okrutne zazwyczaj. Chyba już wykorzystałam wszystkie straszności i teraz będą mnie spotykać bardzo miłe niespodzianki?
Wczoraj coś takiego zrobiłam co wprawiło mnie w taaakie szczęście, czyli stan ducha jakiego od dawna, ba, może nigdy (albo nie pamiętam) mi się nie zdarzył.
W każdym razie nie myślałam, że taki będzie efekt moich przedsięwzięć. A dziś jeszcze okazało się, że to co zrobiłam to przyniesie mi podwójną korzyść. To, że jedną to się spodziewałam, ale malutką, a tu się okazuje, że dwie i to ogromne :-D
Dziś na zajęciach spotkałam koleżankę, której nie widziałam parę miesięcy. Ogromnie się ucieszyłam na jej widok. Ona też lubi teatr :-D to może kiedyś wybierzemy się razem.
Powspominałyśmy dawne czasy, kiedy zaczynałam ćwiczyć po wypadku. Oj... Przypomniała mi się instruktorka u której dawno nie byłam na zajęciach bo za późno są i Ona ze wzruszeniem zauważyła moje postępy. Podobno jakieś 3 lata temu byłam przyprowadzana na zajęcia, stawiali mnie przy drążku i ja trzymając się robiłam jakieś 15 min. donju.
No nie powiem, sama nie mogę w to uwierzyć.
Wszyscy podziwiali, ba, podziwiają do dziś.

I to chyba nie jest wiara w siebie a raczej nie spinania się, nie starania się. W moim przypadku to kwestia braku oczekiwań. Po prostu nie spodziewałam się niczego, ja tylko robiłam coś żeby nie zwariować, żeby nie zdechnąć z rozpaczy. Na siłę często prowadzano mnie na zajęcia,  na spacer, do lekarzy. Odwiedzano mnie wspierając dobrym słowem, opowieściami o swoim życiu, czyli tak normalnie, udowadniając, że jestem potrzebna, że mnie lubią.... a ja chodziłam, słuchałam, płakałam czyli po prostu byłam.
Kap, kap.... wzruszyłam się...