wtorek, 7 czerwca 2016

Odnajdywanie :-D

      Co za rok....., mam nadzieję, że do końca będzie taki niezwykły ale pozytywnie, oczywiście :-D
Z piętnaście lat temu posadziłam peonie, które dostałam od wujka. Ponieważ był to prezent od wyjątkowej osoby, nie wywaliliśmy ich, chociaż nie kwitły, tylko przesadzaliśmy w kolejne miejsca szukając odpowiedniej ziemi i nasłonecznienia. I wreszcie po tylu latach zakwitł jeden krzak. Radości dając co niemiara i satysfakcji, że wreszcie dopasowaliśmy warunki.
Peonie jak peonie, ale nasze wytęsknione więc przepiękne ;-)
    Tata z kolei zawziął się na złotokap. Ratowali razem z mamą a to od mszyc a to od mrówek, które sobie zrobiły kopiec w korzeniach. Już ręce opadały. I w końcu też po kilkunastu latach zakwitł. I to jak !! To dobry znak?! Mąż się ucieszy, bo to głównie Jego krzak :-D
 Zakwitła też jarzębinka, którą tata hodował od małego krzaczka
W sobotę byłam sama to na czereśnię zleciały się ptaki, było gwarno i wesoło. Głównie przyleciały szpaki biesiadować ale przyleciały też wróbelki, sikorki, sójki i ... dwa dzięcioły! Może to był jeden tylko kursował tam i  z powrotem. Nie jadł z czereśni tylko przysiadywał na drzewie nieopodal. Szkoda, że nie miałam aparatu. Telefonem to tylko z bliska mogę robić zdjęcia. Pomyślałam sobie, że nic nie szkodzi, ptakom zrobię zdjęcia jutro. A tymczasem popatrzyłam sobie, ile kwiatuszków się otworzyło.







Niedawno okazało się,że koleżanka blogerka  lubi i podziwia robaczki oraz ziela polne. Akurat miałam dużo czasu na popatrzenie tu i tam i zrobiłam zdjęcia tym co mnie zachwycili.
Dedykuję Agatce :-D











W niedzielę śladu po czereśniach nie było, tylko na ziemi leżały wydziobane resztki. W tym roku nie zjedliśmy nawet jednej czereśni. Tydzień temu były zielone a teraz nie ma czerwonych .buuu
Jedna sójka przysiadła na jabłoni i tęsknie wypatrywała czeresienki a ponieważ miałam aparat to zrobiłam jej pamiątkowe zdjęcie.


Niedziela i tak była wspaniała. Mama przywiozła super kompot z truskawek i rabarbaru oraz racuchy. łoj jakie pyszne :-D.

Dodatkowo pieliliśmy troszkę w kątach i dokonaliśmy zaskakujących odkryć.
Okazało się, że tam gdzie same wysiały się warszawianki, wykiełkowało stado amarantusów, ulubionych kwiatów teścia. Strasznie się ucieszył bo myślał, że wyginęły.


Z mamą znalazłyśmy kępkę orlików i łubinów młodziutkich. Mama jeszcze jakieś kwiatki  zobaczyła, których się nie spodziewała. Myślała, że zmarzły. A tu proszę, taka niespodzianka :-D






 Wspaniały weekend, odpoczęłam, nacieszyłam oczy i brzuszek. Teraz znowu chodzę , a właściwie zawożą mnie na rehabilitację. Wczoraj to jakby lepiej a dziś jakaś drętwota bolesna męczy. Coś się przestawiło nie tak bo wiszę na wyciągu rozciągającym, buuu.

Ponieważ mam dużo czasu to myślę hehehe
I przypomniała mi się konwersacja żywa z koleżanką na spacerze o powiedzeniu "nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki".
Słyszałam to wielokrotnie i tym razem w tym samym znaczeniu, czyli nie należy wchodzić w związek po raz drugi z tym samym człowiekiem.
???
Szczerze mówiąc, nie wiem co ma piernik do wiatraka hehe
Moim zdaniem, i zdaje się zgodnym z intencją twórcy powiedzenia, nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki bo woda w rzece płynie i jest cały czas inna.Więc nie wchodzi się nie dlatego, że nie wolno tylko dlatego, że jest to po  prostu nie możliwe.
Doszukując się powiązania między nurtem rzeki a losem człowieka, nasuwa mi się tylko jeden wniosek. Rzeka płynie, cały czas się zmienia i człowiek się zmienia. Dziś jest wspaniały a jutro może być podły i na odwrót ;-)
Na co znajomy powiedział: ale koryto zostaje takie samo hehe
Coś w tym jest. Do Narwi to nie wchodzę bo tam co i rusz się zmienia głębokość. Dziś płytko a za rok głęboko i te nurty szalone. Straszne, zwłaszcza, że ja nie umiem pływać, blee
Koleżanka stwierdziła wreszcie, że mój przypadek jest jednak dowodem, żeby nie wchodzić do tej samej rzeki!!
Niestety to nie jest żaden dowód. To jest tylko dowód na to, że trzeba wiedzieć do jakiej rzeki się wchodzi i wtedy albo się na to zdecydować bo lubi się sporty ekstremalne albo nie. W razie niepowodzenia nie jest się jakoś strasznie nieszczęśliwym.


Córka mówi: że skoro się wyszło bo się nie podobało to nie wchodzi się drugi raz.

No ciekawe.

Co znaczy : nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki?
Jak to rozumiecie, jakieś sugestie?

Pozdrawiam czytelników :-D


piątek, 3 czerwca 2016

Czas pokaże..

    Przeczytałam już dwie sporaśne książki. Jestem z siebie dumna. Tak jak przypuszczałam, niebawem będę czytała jak kiedyś i mój świat stanie się jeszcze ciekawszy.
Zabrałam się teraz do czytania albumu o Tybecie. Koleżanka już dawno mi go pożyczyła bo wie, że ten temat mnie interesuje ale do tej pory tylko zdjęcia obejrzałam. Jestem uszczęśliwiona ogromnie, że wreszcie czytam o wspaniałej kulturze, religii, kraju.

Justem dopiero na początku albumu, ale na każdej stronie niemalże, jest jakaś ciekawa historia.
Mnie poruszyła opowieść, której sens bardzo przydaje się w dzisiejszym świecie w naszych czasach.

"Maripa, dożywszy sędziwego wieku, mieszkał wraz z synem w niewielkiej glinianej chacie.
Pewnego razu zginął im rumak. Cała wieś  opłakiwała stracone zwierzę, tylko stary Maripa ze spokojem kręcił młynkiem i wciąż odmawiał mantrę. Każdemu, kto współczuł mu z powodu straty jedynego konia,odpowiadał:
- skąd możesz wiedzieć co jest dobre a co złe? Czas pokaże.
Po kilku dniach, ku zdumieniu całej wioski, koń powrócił wraz z kilkoma dzikimi końmi. Wszyscy gratulowali mu powiększenia stada. a staruszek obracając młynkiem wciąż powtarzał:
- Wdzięczny jestem losowi, ale cóż można wiedzieć. Czas pokaże.
Niebawem dosiadając ognistego, narowistego rumaka, syn Maripy wyleciał z siodła i upadając złamał nogę. Tym razem cała wioska współczuła starcowi z powodu nieszczęścia jakie spotkało jego jedynego syna. Maripa, nie rozstając się ze swoim młynkiem modlitewnym recytował mantrę i mówił:
- Budda jest łaskawy. Jestem wdzięczny za życie syna. Zobaczymy co przyniesie czas.
Niebawem do wioski zawitał oddział oficerów poszukujący rekrutów. Zebrano wszystkich chłopców, tylko syn Maripy - z pogruchotaną nogą - pozostał
A starzec wciąż powtarzał:
- Om mani padme hum.
Tym razem mieszkańcy wioski gremialnie stwierdzili, że to dzięki nagromadzonej dobrej mocy, powstałe przez ciągłe odmawianie mantr los jest przychylny Maripie "


Moja babcia dużo się modliła, była katoliczką, ale też miała swoje powiedzenie uspokajające:
- Masz - nie ciesz się,  nie masz- nie smuć się.

:-D




Kumbum to najbardziej znany czorten w całym Tybecie. Pierwszy Kumbum został założony za rok ognia owcy 1427. Kumbum w wolnym tłumaczeniu oznacza "Sto tysięcy świętych wizerunków". Ma wysokość dziewięciu pięter, ma symbolizować mistyczną łączność między makrokosmosem a mikrokosmosem i człowiekiem który odbywając korę przez kolejne piętra Kumbum, skraca swoją duchową drogę do zbawienia . Dziewięć to magiczna liczba.
Na drugim piętrze znajduje się szesnaście kaplic. Odwiedzanie tych kaplic pomaga buddystom żyć zgodnie z ich wiarą. Muszą oni, by osiągnąć całkowite oświecenie: uwolnić się od pożądania, pragnień, wszystkich nawyków, kłamstwa i fałszu, które wynikają z ich przywiązania do rzeczy materialnych, doczesnych.

Mnie też tego uczyli na religii, no może za wyjątkiem przywiązania do rzeczy materialnych, doczesnych.

Bardzo się cieszę, że dostałam album o Tybecie.  Chciałabym, żeby nie zginął ten świat, ta kultura,ta mądrość.

Czas pokaże......

wtorek, 31 maja 2016

Doczekalismy się :-D

   Przyszedł taki dzień .....
W Dzień  Matki spotkała mnie WIELKA niespodzianka.
Do ostatniej chwili nie wiedziałam co to będzie. Pojechaliśmy w zupełnie nieznane mi miejsce. Kiedy wchodziliśmy pomyślałam,że idziemy do super kawiarni. Bardzo się ucieszyłam bo słodycze mogę jeść tylko od święta więc już byłam szczęśliwa. Zeszliśmy niżej i okazało się, że jest scena.
Dopiero się dowiedziałam, że będzie przedstawienie w nowoczesnej formie, coraz bardziej popularnej, całkowicie niearanżowane z udziałem  publiczności. Proponowano temat, widzowie, kto chciał, mogli opowiedzieć swoją historię, która im się z tym hasłem skojarzyła, a potem cztery dziewczyny na przemian adekwatnie do zasłyszanego wydarzenia, spontanicznie to przedstawiały.
Już na samym początku powiedziano,że każde przedstawienie jest wyjątkowe, czy lepsze, czy gorsze nic się nie da powtórzyć,zmienić czyli jedyne w swoim rodzaju.
Na początku byłam zaskoczona i nawet nie bardzo mi było wesoło ale kiedy już się oswoiłam z nowym miejscem, bawiłam się świetnie. 

cyt. Klub Komediowy jest prawdopodobnie pierwszym miejscem w Polsce z codziennym repertuarem komediowym, prezentującym młode formy, takie jak impro czy stand-up, ale również nadające nowe (a może właśnie dawne?) znaczenie słowom kabaret i skecz.







Dziewczyny wygrały warsztaty w Nowym Yorku i zbierają pieniądze na jedzenie w związku z tym organizują wieczór z którego dochód będzie przeznaczony na ten wyjazd.
Zainteresowani znajdą szczegóły przedsięwzięcia na ich stronie


I tym sposobem spędziłam wyjątkowo ten dzień.
Zawsze w ten dzień chwytało mnie za serce bo dostawałam przede wszystkim czułość, serdeczność i .. prezenty :-D
Ale tym razem oprócz tradycyjnych oznak jaka jestem kochana, pomyśleli co wyjątkowo sprawi mi radość.
Nie przypuszczali tylko, że wspólnie spędzony wieczór tak nietypowo, będzie MEGA świetnym prezentem. 
Oczywiście do teatru chodziłam już z córką, bo Ona też lubi teatr.
Kiedy nie mogłam sama, zaprowadzał mnie syn. Najpierw z dobrego serca, bo trochę go teatr nudził ale chciał mi zrobić przyjemność, a potem z zainteresowaniem, a teraz to już podoba mu się.
Ale zatkało mnie ze wzruszenia gdy sobie uświadomiłam, że pierwszy raz jesteśmy razem w takim miejscu.
Przypomniałam sobie jak będąc w pracy darłam się przez telefon: "Mateusz nie bij Marysi!!!!!!"
A teraz dwoje dorosłych, wspaniałych, mądrych ludzi troszczy się o mnie.

Pomyślałam sobie, że jeśli mąż był w pakiecie do takich dzieci to warto było.
Mąż pewnie powiedziałby podobnie,  sądzę ;-)
A to znaczy, że mamy szczęście, można śmiało powiedzieć hehehe




Tak się cieszę, że dożyłam takiej chwili.





Gotowi są, żeby iść w świat. 
I już się wyrywają.

Na szczęście już nikomu nie będę zawadzać, radzę sobie i to coraz lepiej.
Właśnie wzięłam kolejny kredyt na łóżko bo stare się rozleciało.hehe 
i powolutku sobie ponaprawiam stare sprzęty.

Muszę się pilnować, żeby nie doradzać, nie pomagać, nie dopytywać bez wyraźnego poproszenia mnie o to.
 Oni są już wychowani !
 Teraz muszą żyć po swojemu, popełniać swoje błędy i odnosić swoje sukcesy.

Korci mnie strasznie!! Wczoraj coś tam się wydarzyło i w pierwszej chwili już chciałam zadzwonić, zagadać z kimś, żeby załatwić  ale resztami sił zamknęłam się i poczekałam. W końcu to nie moja sprawa. A syn załatwi po swojemu. Jak dobrze wyjdzie to super, jak źle to się czegoś nauczy.

I tak dotarliśmy do dziś. Wszystko się ułożyło bez mojej ingerencji. Czyli się da. Są tego zalety: zajmę się sobą !. No po prostu teraz muszę.
I super, bo mam tyle planów a i czekam na coś niezwykłego i niebanalnego od losu. hehe

Ten post to mój prezent dla kochanego potomstwa na Dzień Dziecka.

Też nieprzeciętny :-)

Niezwykłych darów losu życzę wszystkim z okazji Dnia Dziecka !

Sekrety ....

Chiński sekret długowieczności. Co daje tai-chi


lhttp://wyborcza.pl/TylkoZdrowie/1,137474,20129833,chinski-sekret-dlugowiecznosci-co-daje-tai-chi.html



Członkowie Stowarzyszenia Taoistycznego Tai Chi w Łazienkach Królewskich w Warszawie. Grupa spotyka się w każdą niedzielę


Gazeta Wyborcza w dodatku "Tylko Zdrowie" zamieściła artykuł  :-D

sobota, 28 maja 2016

Zdjęcia

    Super, że umiem cieszyć się z małych rzeczy i mam życzliwych ludzi wokół siebie. Można powiedzieć, że szczęście mi sprzyja, a że czasem blask zasłonią czarne chmury to normalna rzecz. Zresztą umiem już przeczekać burzę i zauważać kiedy słonko wychodzi :-)
Całe życie miałam takie zdolności, tylko zamiast widzieć zaletę tego, ludzie czasem podpuszczali, hehe, czemu nie chcieć więcej. Taka paranoja, ktoś tam mówił, że i tak dużo mam, wręcz powinno wystarczyć do życia a ktoś inny twierdził, że im więcej się chce, tym więcej można osiągnąć.
!!! ???

Jestem jaka jestem, ale jakby co to gotowa do zmian, żeby czuć się jeszcze lepiej czyli być bardziej pożytecznym człowiekiem dla świata czyli i dla siebie.
Przypomniało  mi się, że jedynym takim większym marzeniem był pierścionek z brylantem.
I tak sobie myślę, że brylant to ma znaczenie symbolu po prostu.
Moją ulubioną postacią baśniową jest Gandalf.
(Znajoma spytała kiedyś:czemu nie Wiedźmin?
Myślę, że Żebrowski tak działa na wyobraźnię niektórych kobiet ;-))
Może ideał to jest moje najskrytsze pragnienie?
Pewnie wielu osób.
Wierząc, że intencja jest najważniejsza to w końcu to osiągnę :-D
Nie wróży to bogactwa materialnego niestety ale duszy na pewno.
Oczywiście teraz bywa różnie. Na razie słucham np., że trzeba tak uwierzyć w siebie, żeby nikt nie mówił mi co jest dobre, co złe.
Jasna sprawa.
Tylko osoba, która jest taka "silna", nie bierze pod uwagę, że nie chodzi o to, że sama mam wiedzieć najlepiej. A raczej to, że nikt nie będzie mi mówił bo to nie ma wielkiego znaczenia. Najważniejsze jest to, że samemu się zrozumie co jest dobre co złe. A to wcale nie jest takie proste i takie oczywiste.
Kiedyś instruktorka opowiadała o swoich przeżyciach z kolejnego warsztatu. Miała już duże doświadczenie i wiele rzeczy rozumiała i czuła, więc kiedy prowadzący powiedział, żeby "pchać stopami", śmiało zaczęła to robić, bo przecież wie o co chodzi i umie to zrobić. I nagle przy którymś z kolei ćwiczeniu, poczuła zupełnie coś innego, coś nowego niż zwykle i zrozumiała, że teraz dopiero to jest "pchanie stopami".
Myślę, że dzięki temu, że ma się wspaniałe ideały, że próbuje się wielu rzeczy, zrozumie się, odkryje to co najważniejsze.

Już się trochę zregenerowałam i na działkę popędziłam i jak zwykle uszczęśliwiona
I nawet jedna pszczółka dała pokaz zapylania. Poleciałam szybko, żeby to uwiecznić bo mało tych pożytecznych owadów i trzeba ratować gatunek.


 Czosnek

 Orliki
 Burza wczoraj była, lało porządnie.
 Irys !
  Kiedyś zupełnie nie lubiłam i w związku z tym nie umiałam robić zdjęć. Po wypadku bardzo mi się ręce trzęsły, nawet nie mogłam sobie herbaty posłodzić, żeby cukru nie rozsypać. Przy jedzeniu strasznie się namęczyłam. Lekarz uspokajał, że to się wyćwiczy i tak dla żartu powiedział, żebym spróbowała zdjęcia robić.
I proszę, teraz to już nie można się ode mnie opędzić, wszystko mi się podoba i ogromnie dużo chciałabym uwiecznić.
Robienie zdjęć nauczyło mnie też lepiej patrzeć na świat. Umiem skupić się na tym co piękne.:-D

                                             I tego życzę tym co uczą się dopiero!
                                              A tym co umieją, żeby obiektów do zachwytu było więcej i więcej !

środa, 25 maja 2016

Wiosna jest i u mnie

  i tak wygląda

Takich krzaczków truskawek to jeszcze nigdy nie mieliśmy. Mam nadzieję, że i owoców będzie mnóstwo!!
 Białe maki!

 To to nie wiem ale urocze :-)
 Bratek
 Kocimiętka


 Poziomki w trawie się zadomowiły
 Na kucałam się wypatrując maluszków ślicznych aż padłam na leżak i w końcu popatrzyłam w niebo.
Pierwsze co zobaczyłam to..... oczywiście kocią mordkę hehe

 :-)
 Tutaj to chyba .. serduszko sięzmywa ;-)
 Usiadłam pod czereśnią i ucieszyłam się widząc, że tyle owoców ma.
Nic dziwnego, że nieopodal szpaczki sobie gniazdo zrobiły, cwaniaki.
Znowu będziemy się ścigać, kto pierwszy ten sobie poje  :-)

Dziś był ostatni dzień czterotygodniowej rehabilitacji. W ostatnie dni, to już resztkami sił chodziłam. 
Ale nie poddałam się.
Już widzę, że wyprostowałam się bardzo, dzięki wzmocnieniom mięśni.
Niestety niezmiennie bardzo boli lewa strona..


No cóż 

I zmęczona bardzo jestem
I ta pogoda burzowa nie służy
łoj

Mam nadzieję, że jutro wstanę pełna chęci do życia i pojadę na działeczkę.

A od poniedziałku wracam do ćwiczeń mojego ulubionego tai chi. Na warsztaty w lipcu chcę pojechać to muszę mieć kondycję. Szkoda by było przesiedzieć pod ścianą.
Na szczęście na warsztaty międzynarodowe przyjeżdża koło 200 osób, a taka grupa to wciąga, byle tylko zacząć to już pójdzie. Najwyżej po 5 dniach padnę plackiem na tydzień minimum, jak to bywało w poprzednie lata. Duży to jest wysiłek ale dzięki temu robi się ogromny postęp.
Tak się cieszę  na samą myśl, że pojadę !

piątek, 20 maja 2016

Otwieram okna, drzwi na nowe.... :-D

   Zamknęłam za sobą kolejne drzwi :-D
Zaczynam nową podróż i chcę, żeby była całkiem inna niż poprzednie. Zresztą, czy chcę czy nie, będzie inna bo ja jestem innym człowiekiem muszę się tylko do tego przyzwyczaić.
Ku zaskoczeniu wielkiemu, stałam się silna i mogę wszystko (z dedykacją dla bardzo bliskiej mi osoby hehe) tzn. góry nie przesunę ale poruszę niebo i ziemie gdy będzie trzeba wyjść z depresji, z jakiegoś obłędu. Ale nawet nie ma szans, żebym tego jeszcze raz doświadczyła.
Nie jest tak, że zapomnę o wszystkim i będę się tylko cieszyć z życia. To wręcz, nie jest normalne a nawet niezdrowe. Przecież każdy ma złe dni i nic mu się nie chce.
Taki ktoś kto przeżył wojnę ma do końca życia przed oczami okrutne obrazy. Przeciętny człowiek nie doświadcza takich tragedii ale jeśli coś mocno odcisnęło się na jego psychice to wspomnienia będą wracały i nie ma co na siłę je odpychać , bo to wstyd przecież ludzie mają gorzej.
Ale zwrócono mi uwagę, że wygląda na to, że na wiele spraw mogę już spojrzeć inaczej. Nie dlatego mogę, że ktoś uznał, że czas najwyższy, hehe, tylko dlatego, że jestem na to gotowa.
Mam tę zdolność, że pamiętam dużo dobrego co mnie w życiu spotkało. Pamiętam ogromnie dużo dobroci  ludzkiej. I umiem się cieszyć, że deszcz pada, bo roślinki potrzebują, że słonko świeci bo humor poprawi, że kwiatuszki zakwitły i jest pięknie... itd,itp.
Pisząc bloga uświadomiłam sobie ile potrafię zdziałać, ile ludzi podało mi rękę i ile wspaniałych, dobrych, radosnych ludzi jest koło mnie.
Na szczęście zauważyłam, tych co mi szkodzili, wystawiali na ciężkie próby udowadniając, że nie umiem sobie poradzić bo za kiepska jestem, więc odsunęłam ich od siebie dzięki czemu odzyskałam wiarę w siebie,
(ps. już tu zaczęłam się nad takimi rozwodzić, ale na szczęście dałam sobie spokój, hehe, już na to mnie stać )
Na początek, myślę, mogę zacząć się cieszyć, że widzę tyle dobrego w ludziach i wokół siebie bo to znaczy, że taka jestem, a to też znaczy, że dużo takich ludzi przyciągam!
Złe rzeczy, które mnie spotkały, to wszyscy wcześniej widzieli niż ja, i tylko się w głowę pukali, że ja taka naiwna.
Ale już nie jestem naiwna,w każdym razie nie dam sobie wmawiać, że przesadzam, hehe
Tak ma być jak ja chcę i koniec !


A reszta, to tak jak w życiu,trochę dobrego, trochę złego,trochę blasków, trochę cieni ....

I tak nadziwić się nie mogę, że mam tyle szczęścia.
Więcej szczęścia niż rozumu.
Taka karma widocznie hehe


Zachwycam się ostatnio zdjęciami ogrodów,  sadów, lasów, pól na wiosnę.
Na naszej działeczce jest skromnie ale teściowie dbają, żeby było miło i żeby można było odpocząć :-)


  Kochani ! Fajnie, że się lubimy i dzięki Nim jest tam pięknie:-)







 Kiedyś, kiedyś, uparłam się, żeby posadzić peonie, bo to ulubione kwiaty ogrodowe mojej babci i mam do nich sentyment.
I po tylu latach jest kilka małych pączusiów,. Yes, Yes, Yes :-D
Ciepełka w weekend życzę:-D