Ostatni dzień rehabilitacji w nowej przychodni bardzo mnie wzruszył. Tyle zainteresowania i ćwiczeń dostałam na odchodne. Kiedy ja to wszystko mam robić, hehe. Ja to bym chciała posiedzieć i żeby mnie nic nie bolało. Uch ...
Dobrze,że ćwiczę tai chi, czyli wszystko co potrzeba mi, żebym wracała do sprawności. Powolutku, powolutku wszystko się nastawi, Mam nadzieję, że dożyję ;-). Oczywiście prądy, kąpiele rozgrzewające, masaże, konkretne ćwiczenia są bardzo przydatne ale na rehabilitacje jest długi czas oczekiwania a prywatnie skorzystać nie mogę bo to dużo pieniędzy kosztuje.
Tym razem, fizjoterapeuta zwrócił uwagę na rozciąganie powięzi i uruchamianie receptorów typu c (chyba) odpowiadających za dobry nastrój (tak to zapamiętałam, hehe, ale nie wiem, czy czegoś nie poplątałam). Czyli mam ćwiczyć na rolce. Okazało się, że rolowanie mięśni to bardzo dobrze znane sportowcom ćwiczenie czyli mojemu synowi też. Pytam więc, z lekką pretensją, czemu mi tego nie polecił robić? Syn zdziwiony odparł, że nie przypuszczał, że będę chciała, że się nie obrażę i nie pokłócę, że się znęca nade mną. Jak to? Przecież pomalutku robię dużo ćwiczeń, nie obijam się, przecież. Po paru dniach, pani rehabilitantka, pokazała ćwiczenia i zachęciła do popróbowania. O ja, co za ból! Syn dobrze przeczuwał, że nie będę chciała robić tak dla Jego widzimisię. Ucieszył się, że fachowiec mi to polecił, skwitował to stwierdzeniem: teraz to ja cię przypilnuję. Strasznie przy tym uradowany.??
Na szczęście, po paru dniach, stwierdzono, że to jeszcze za wcześnie dla mnie. A rozciąganie mam na tai chi i najwyraźniej pobudzam receptory, bo ja i wszyscy po ćwiczeniach są szczęśliwi, zrelaksowani.
Polecono mi jeszcze pływanie. W Cieplicach chodziłam do term i nawet polubiłam masaże wodne, ćwiczyłam nawet aerobic w wodzie , ale tu w Warszawie to wypadałby się nauczyć pływać, łoj
O właśnie, kończąc poprzedniego posta, zapytałam czy wszyscy szczęśliwi. Potem sobie zdałam sprawę, że to częste pytanie, które zadawałam prowadząc zajęcia. Swego czasu łapałam każdą chwilę dobrego samopoczucia, i nakłaniałam wszystkich na zwrócenie na to uwagi hehe. Po jakimś czasie spotkałam na zajęciach osobę, która ucieszyła się na mój widok i mówi: pamiętam Cię, kiedyś miałaś zastępstwo i pytałaś co jakiś czas, czy my się dobrze czujemy, czy już szczęśliwi? hehe Zapytała jak się mam. Tak jak widać, mówię. Ona na to, że po mnie to nie widać bo ja się zawszę śmieję. No tak, to u mnie normalne, boli mnie porządnie często ale tak się cieszę, że wyszłam z domu, że uśmiecham się szeroko.
Dzięki temu, że ludzie na wózkach, niepełnoprawni, chorzy na raka, na cukrzycę, na depresję itp ćwiczą w grupie lepiej się czują i dokonują wielkich osiągnięć.
W Warszawie w Łazienkach Królewskich co niedziela ćwiczymy i ludzie się przyłączają.
Otwarty jest też nowy klub w Gdańsku. Podobno jest dużo zainteresowanych :-D
Tak się nauczyłam wychwytywać wszystko co choć trochę korzystne, że pomimo smutku ucieszyłam się na widok chmur zapowiadających deszcz. W Warszawie od wczoraj burzowo.
Dziś lunęło, burza powyrywała drzewa. Jedno przewaliło się na miejsce gdzie stawiamy samochód, całe szczęście, że córka odjechała w porę. Zdążyłam wrócić od lekarza, uff :-D
Padał wielki grad.
Ale wyszło jeszcze słonko :-D
Ciekawe jak tam roślinki na działce?
A u Was? Roślinki opite?
:-D
sobota, 18 czerwca 2016
środa, 15 czerwca 2016
Na balkonie
Ciężki dzień miałam, uff. Burza wisi w powietrzu i czuję to w kościach i w głowie. Smutno jakoś. Nawet wilgotno w oczach choć powodów do płaczu nie ma. Może to zasługa fizjoterapeuty, który masował wokół oczu,żeby udrożnić kanały łzowe. Przy okazji udrożnił chyba kanał żalu. Mam nadzieję, że to tylko dziś taki zły nastrój.
Byłam też na kontroli u neurologa. Niestety bez zmian.
Po powrocie do domu, żeby odetchnąć, usiadłam sobie na balkonie.
Jakby na zawołanie, żeby mnie rozweselić, przyleciały wróbelki na pobliskie drzewo i wesoło ćwierkały.
Rzeczywiście zrobiło mi się weselej.
Siedząc sobie tak popatrzyłam dookoła i zobaczyłam,że u mnie na balkonie jest działka w miniaturze. Wyrosło sporo roślinek ozdobnych i zioła,
Pietrucha :-)
Nie wiem co to, ale jeden kwiatuszek jest
Kobea
W donicy jest też posadzony milin z działki przywiezionyCynie miniatury kupiłam, ale tak sobie rosną.
Pelargonia przezimowała w domu i ma się świetnie :-)
Pelargonia inna
Nie wiem co to ale fajne
MiętaMajeranek
Mam dwa karmiki, ulubione miejsce ptaków i kota...
Drugi kot czeka też wypatruje obiaduDuża donica mieści kobee, milin i .... kota
Kot przyjechał ze wsi to dobrze mu na ziemi
Mam kocimiętkę ale koty nie chcą jeść , za to z upodobaniem obgryzają pelargonię, begonię i bratki.
No co poradzisz ?!
Ale uchwyciłam minę ! A to taki milaszek na co dzień:-D
Chyba się zachwyciła widokiem? ;-)
Mały balkon a tyle atrakcji na nim.
Tak się cieszę,że wybraliśmy takie mieszkanie.
Nie padało.
A u Was? Roślinki szczęśliwe? a Wy?
Oby..!
:-D
niedziela, 12 czerwca 2016
Perukowiec
Koleżanka blogerka podsunęła drugie powiedzenie:
nie daje się drugiej szansy związkowi bo to jak supeł na nici, który zawsze gdzieś tam się zahacza, zadziera. I już nigdy nie będzie tak jak z gładką, pięknie sunącą nicią :)))
O, to to jest przekonywujące, moim zdaniem. Może gdybym takie usłyszała 10 lat temu to zmieniłabym zdanie. E nie, na pewno nie, pomyślałabym, że u mnie jest inaczej tak jak pomyślałam. W sumie było inaczej, okazało się, że to co wzięłam za miłość to tylko wygoda więc nic się nie zdążyło zadzierać po prostu się rozpadło.
No nic, było minęło i o dziwo na tym zyskałam mądrość, spokój duszy.
W dodatku cud, że tego dożyłam hehe Wszystko boli oprócz serca i głowy więc jednak mniej dokucza ten ból.
Odnośnie tego powiedzenia, przypomniała mi się nauka nauczyciela BON, żeby się nie ranić, trzeba otworzyć się na nowe. Już coś poznaliśmy, doświadczyliśmy bólu, a teraz trzeba się od tego odciąć, żeby dać sobie szansę na szczęście, na rozwój.
Skorzystam z tych mądrości następnym razem ;-)
W Warszawie i okolicach popadało w piątek. Wczoraj było pieruńsko zimno. A dziś cieplutko, słoneczko więc pojechałam na działkę nacieszyć oczy i duszę przyrodą i .. teściami. Coś tam porobiłam ale głównie zajęłam się podziwianiem roślinek na trawniku. mamy spory trawnik, prawie łączka dopóki tata nie skosi.
nie daje się drugiej szansy związkowi bo to jak supeł na nici, który zawsze gdzieś tam się zahacza, zadziera. I już nigdy nie będzie tak jak z gładką, pięknie sunącą nicią :)))
O, to to jest przekonywujące, moim zdaniem. Może gdybym takie usłyszała 10 lat temu to zmieniłabym zdanie. E nie, na pewno nie, pomyślałabym, że u mnie jest inaczej tak jak pomyślałam. W sumie było inaczej, okazało się, że to co wzięłam za miłość to tylko wygoda więc nic się nie zdążyło zadzierać po prostu się rozpadło.
No nic, było minęło i o dziwo na tym zyskałam mądrość, spokój duszy.
W dodatku cud, że tego dożyłam hehe Wszystko boli oprócz serca i głowy więc jednak mniej dokucza ten ból.
Odnośnie tego powiedzenia, przypomniała mi się nauka nauczyciela BON, żeby się nie ranić, trzeba otworzyć się na nowe. Już coś poznaliśmy, doświadczyliśmy bólu, a teraz trzeba się od tego odciąć, żeby dać sobie szansę na szczęście, na rozwój.
Skorzystam z tych mądrości następnym razem ;-)
W Warszawie i okolicach popadało w piątek. Wczoraj było pieruńsko zimno. A dziś cieplutko, słoneczko więc pojechałam na działkę nacieszyć oczy i duszę przyrodą i .. teściami. Coś tam porobiłam ale głównie zajęłam się podziwianiem roślinek na trawniku. mamy spory trawnik, prawie łączka dopóki tata nie skosi.
Zaproponowałam, żebyśmy posadzili magnolię i .... perukowca.
Teściowie obiecali kupić i wyszukali miejsce, żeby roysły i kwitł.
:-D
Teraz jest fioletowy.
Śliczny, zapowiada wszystkim dobry tydzień ! :-D
piątek, 10 czerwca 2016
Powiedzenia
Rozważenia na temat powiedzenia skończyły się na dywagacjach o czym innym. Myślałam,że wiąrze się z nim jakaś mądrość ludowa, ciekawa byłam po prostu.
Tak jak koleżanka stwierdziła: nie ma znaczenia czy to ma sens czy nie, wszyscy wiedzą o co chodzi :-D
Kojarzymy, głównie, zakaz wchodzenia do tej samej rzeki, z zakazem wchodzenia w związek z tą samą osoba.
Ale są też inne zdania co do słuszności wysnutych wniosków. Niektórzy uważją, że w tym powiedzeniu nie ma zakazu. Rzeka się zmienia i człowiek się zmienia więc jest możliwe, że wreszcie przypasuje.
Pokonywanie przeszkód w związku możne też człowieka uszlachetnić.
Jednak te pozytywne aspekty, zdarzają się to jakoś rzadko. Często kończy się porażką, jeszcze większym cierpieniem, wydaje się,że po prostu nie warto.
Jesteśmy pamiętliwi, nie przebaczamy, a jeśli już, to łatwo różne rzeczy się z tym bólem kojarzą.
Ale chyba najtrudniejsze jest zaufać ponownie, zwłaszcza jeśli ktoś kłamał wcześniej.
Tak samo z dobrem jak i ze złem, jeśli zrobi się coś raz, to jest duża szansa, że zrobi się to ponownie.
Niemniej ludzie i ich związki to sprawa indywidualna. Nie ma złotego środka, recepty gdzie jest napisane jak żyć, żeby być, szczęśliwym, pięknym, bogatym i mądrym, a na końcu jeszcze pójść do nieba.
Chociaż są ćwiczenia,żeby się udoskonalić tylko nie wiadomo kiedy zadziałają.
Przypomina mi się powiedzenie: racja jest jak dupa, każdy ma swoją.(podobno to powiedział Piłsudski)
Fajnie, ja też mam swoją :-D
Z tego wszystkiego nie pogadałam o peoniach z Esterą, która zapewniała, że krzak rozrośnie się i będzie coraz więcej kwiatów.
Mnie zauroczył krzew spotkany na drodze i chętnie bym zasadziła u siebie tylko nie wiem jak się nazywa. Ale może ktoś podpowie?
Burzowo w Warszawie ! Roślinki się ucieszą z deszczu!
:-D
Ludzie niekoniecznie ....... weekend przecież
Tak jak koleżanka stwierdziła: nie ma znaczenia czy to ma sens czy nie, wszyscy wiedzą o co chodzi :-D
Kojarzymy, głównie, zakaz wchodzenia do tej samej rzeki, z zakazem wchodzenia w związek z tą samą osoba.
Ale są też inne zdania co do słuszności wysnutych wniosków. Niektórzy uważją, że w tym powiedzeniu nie ma zakazu. Rzeka się zmienia i człowiek się zmienia więc jest możliwe, że wreszcie przypasuje.
Pokonywanie przeszkód w związku możne też człowieka uszlachetnić.
Jednak te pozytywne aspekty, zdarzają się to jakoś rzadko. Często kończy się porażką, jeszcze większym cierpieniem, wydaje się,że po prostu nie warto.
Jesteśmy pamiętliwi, nie przebaczamy, a jeśli już, to łatwo różne rzeczy się z tym bólem kojarzą.
Ale chyba najtrudniejsze jest zaufać ponownie, zwłaszcza jeśli ktoś kłamał wcześniej.
Tak samo z dobrem jak i ze złem, jeśli zrobi się coś raz, to jest duża szansa, że zrobi się to ponownie.
Niemniej ludzie i ich związki to sprawa indywidualna. Nie ma złotego środka, recepty gdzie jest napisane jak żyć, żeby być, szczęśliwym, pięknym, bogatym i mądrym, a na końcu jeszcze pójść do nieba.
Chociaż są ćwiczenia,żeby się udoskonalić tylko nie wiadomo kiedy zadziałają.
Przypomina mi się powiedzenie: racja jest jak dupa, każdy ma swoją.(podobno to powiedział Piłsudski)
Fajnie, ja też mam swoją :-D
Z tego wszystkiego nie pogadałam o peoniach z Esterą, która zapewniała, że krzak rozrośnie się i będzie coraz więcej kwiatów.
Mnie zauroczył krzew spotkany na drodze i chętnie bym zasadziła u siebie tylko nie wiem jak się nazywa. Ale może ktoś podpowie?
Burzowo w Warszawie ! Roślinki się ucieszą z deszczu!
:-D
Ludzie niekoniecznie ....... weekend przecież
Subskrybuj:
Posty (Atom)



