wtorek, 29 czerwca 2021

Po co rozwijamy współczucie?

            Od dziesięciu lat uczę się życia od nowa. Nigdy nie sądziłam, że takie będę miała widoki. Przede wszystkim nadziwić się nie mogę, że zrozumiem wszystko co mnie spotyka. A zaczęło się od tego, że będąc w totalnej rozpaczy nauczyłam się być sama dla siebie najlepszym przyjacielem, a co za tym idzie mogłam sama przed sobą bez wstydu wyznać największy żal. Kiedy już czułam się lepiej zaczęłam pisać bloga, aby podzielić się doświadczeniami, które pomagały wyjść z opresji, ćwiczenia tai chi, medytacja, psycholog, spacery, próby czytania, rękodzieło itp. Niebawem  okazało się, że pisanie takiego jakby pamiętnika miało dla mnie znaczenie terapeutyczne. Coraz więcej rzeczy z przeszłości przypominałam sobie i dzięki temu, że pisząc musiałam je dokładnie określić, ból serca rozpuszczał się. Będąc coraz bardziej otwarta zaczęłam dostrzegać cuda, sytuacje tak nieprawdopodobne, że aż nieziemskie, które malowały zupełnie inne obrazy od  tych oglądanych do tej pory.

I nie trzeba sobie wmawiać, że do tej pory wszystko dookoła było ok, tylko nam się zdawało, że źle. Wszystko było źle, żeby móc dostrzec różnicę i zacząć kreować swój świat z sensem.  

Ulubiona wymówka ludzi, którzy krzywdzą innych, że nic złego nie robią, to nieszczęśliwej osobie tak się zdaje, sama tak tylko myśli.

Teraz już wiem, jak sobie poradzić w tej sytuacji, ale akceptacja i wiara w siebie wcale nie oznacza zgody na czyjeś złe uczynki, jak to się niektórym wydaje. Fakt, ze człowiek czasem nie wie co tak naprawdę robi i dlaczego, stąd krzywdzące nieporozumienie. Taka jego karma. Trzeba mu o tym mówić, może zrozumie.

Mam wrażenie, że to co mnie dotknęło, było po to, aby zrozumieć co to jest wyzwolenie i pomagać cierpiącym ludziom :-)

       Przede wszystkim jestem pewna, że nazbierałam dużo zasług i to do mnie wraca. 

O dobrych ludziach, których pomoc jest dla mnie  bezcenna pisałam wielokrotnie.

Dziś napiszę o jeszcze jednej osobie, którą dziś uważam, że spadł mi z nieba, bo to jest niezwykłe, że się spotkaliśmy. 

Chodziłam na lody do pobliskiej kawiarenki, a że nie mogę jeść i chodzić to sobie przysiadałam przy stoliku. Czasem przysiadał do mnie sprzedawca, A że ja samotna gaduła jestem to sobie opowiadaliśmy. Raz miałam książkę Dzogczen XIV Dalajlamy i zainteresował się. Tak od słowa do słowa przypomniałam sobie, ze moje zetknięcie z buddyzmem wzięło się chyba od przeczytania książki Siddhartha. On rozpromienił się i mówi, że też czytał tę książkę. Ponieważ nie za bardzo ją pamiętam od razu sprostowałam, że to było jak miałam 20 lat. Roześmiał się jeszcze bardziej i powiedział, że też ma 20 lat. Polecił przeczytać Wielką Księgę Radości I Demiana Hermanna Hesse, niemieckiego noblistę, którego Siddhartha jest największym dziełem.

I tak o to okazało się, że Wielka Księga Radości Dalajlamy i arcybiskupa odpowiada na wszystkie moje wątpliwości, uspokaja i uczy radości, której się trochę bałam. W myśl zasady, że wyżej wejdziesz z większym hukiem spadniesz.

Już się nie boję, nie ma takiej możliwości, bo radość jest oparta na współczuciu dla siebie i innych.

Kiedy po roku spotkałam tego chłopaka, oczywiście opowiedziałam mu o wszystkich moich przeżyciach, przemyśleniach, uściskałam go, że taką książkę mi polecił. Bardzo się ucieszył i pytał kręcąc głową z niedowierzaniem: naprawdę pani tak zrobiła?, naprawdę tak pani powiedziała?  

Na koniec stwierdził, że musi przeczytać tą książkę jeszcze raz. 

Powiedziałam, że najważniejsza jest medytacja dzogczen i wtedy wszystko będzie dobrze 

Po to się spotkaliśmy :-)))

A ja podam jeszcze kilka dla mnie cennych cytatów. Może się przyda.

Choć cala książka jest genialna. Dwóch świętych ludzi i tłumacz napisali ją dla pożytku wszystkich czujących istot :-)) 

Nie zawiedziecie się


cyt Wielka Księga Radości:

Jś Dalajlama:

.. " Człowiek jest zwierzęciem społecznym. Zatem jeśli pragniemy szczęścia i chcemy mieć mniej problemów, trzeba w sobie rozwinąć większą troskę o innych.... Niesamowite jest, że pragnienie złagodzenia cierpienia u innych nam samym przynosi ulgę. To prawdziwy sekret szczęścia. To niezwykle pragmatyczne. Wynika ze zdrowego rozsądku."

" Naprawdę zostaliśmy zaprogramowani, aby dbać o innych. Kiedy zaś działamy wbrew podstawowemu prawu naszego jestestwa,czy nam się to podoba, czy nie, ma to na nas zgubny wpływ..... Zadane bliźniemu  pytanie: Jak mogę ci pomóc? w trakcie własnej udręki, niesie w sobie ogromną moc uśmierzania bólu"

"Skupianie myśli wyłącznie na sobie: ja,ja, ja, budzi lęk, poczucie niepewności i nieufności. W takim stanie nie da się być szczęśliwym."

" istnieje wreszcie lęk przed okazaniem współczucia samemu sobie, bo większość z nas postrzega to jako oznakę słabości, niedostatecznych starań, a wręcz narażenie się na zalew smutku i żalu.

Psycholog Paul Gilbert tłumaczy:

- Przypływ współczucia będzie naturalny, gdy tylko uświadomimy sobie nasze lęki, blokady i wewnętrzne opory i zaczniemy pracować nad nimi. Współczucie jest jednym z najtrudniejszych motywatorów, bo wymaga najwięcej odwagi, ale przy okazji przynosi uzdrowienie i zapewnia duchowy wzrost.

  Współczesna kultura utrudnia okazywanie współczucia sobie. Przez większość życia pniemy się po drabinie osiągnięć, cały czas poddawani sądom i i ocenom,często też słyszymy, że nie spełniamy oczekiwań. Przyswajamy komentarze rodziców, nauczycieli, społeczeństwa.... Mamy  skłonność do depresji czy niepokoju, bo uważamy, że powinniśmy mieć więcej, być bardziej, sięgać dalej.

         ***************************************************

U nas upał. Zaniosłam kwiatuszki w doniczce do babci Jasi i teraz jeżdżę podlewać. Na Cmentarz Bródnowski z babcią jeździłam od dziecka. Zdążyłam go pokochać. teraz jeżdżę do babci.

Ale tam jest pięknie :-)




 Jan Himilsbach żydowskie dziecko ukrywał się w wojnę na cmentarzu.

środa, 16 czerwca 2021

Startujemy ;-)

       Udało mi się uchwycić kamerą wróbelka jak startował do lotu z karmnika. Nie lada sukces, jak dla mnie. Do tej pory trudno mi było w ogóle zdążyć zrobić zdjęcie ptaszkom w malutkiej budce, a tu proszę, jakie piękne ujęcie. 




 Pomyślałam sobie, że dobrze jest nauczyć się takiego spojrzenia na świat. Dookoła nie jest idealnie, obdrapane poręcze, czy rozlatujący się daszek, dziury w jezdni, mogą zawstydzać, odrażać, ale odnaleźć między tym coś pięknego daje radość, nadzieję, sens. 

Wróbelek jest extra :-))


Pogoda dopisuje, więc chodzę na spacery do parku. Znalazłam takie miejsce gdzie jest mnóstwo pszczółek. Zakłady Miejskie dbają o pszczółki, dużo jest kwiatuszków na trawnikach. Nawet między ulicą a tramwajami jest mnóstwo kocimiętki. Ale tam jeszcze pszczółki nie spotkałam. Hałas, ruch, spaliny chyba definitywnie odstraszają owady. Dobrze jednak, że ulice się zmieniają.



Pszczółkę widzicie ? :-)


Fruwały jak szalone, chyba ze szczęścia :-)

 Dla każdego przychodzi taki czas. Myślałam, że zawsze już będzie jakaś zadra w sercu, a okazuje się, że nie. Wiele rad zawartych w Wielkiej Księdze Radości zastosowałam i w końcu poczułam radość, ze robię co mogę dla innych, myślę o sobie, jak o jednej z wielu, które borykają się z cierpieniem i już mój ból nie jest taki duży. Wymyślam różne wzory, różne rękodzieło, zapełniam czas tak jak lubię, medytuję, żeby znalazło się miejsce na nowe drogocenne myśli, rozwiązania, ukojenie emocji.

Radzę sobie i choć nie jest to idylla, w jakiś cudowny sposób jest doskonałe. Ale to już taka poezja , hehe, żeby nie powiedzieć, ze zwyczajnie zupę ugotowałam jakiej jeszcze nigdy nie jadłam.

Jednak lekka bieda jest zdrowa i na nagi i na głowę.

Z całego serca polecam zupę brokułową z ciecierzycą. Jest bogata w żelazo, kwas foliowy, witaminę C.

Przepis 


     Oglądałam ostatnio wywiad z reżyserem Krzysztofem Zanussim. Kończył wtedy 80 lat i wspominał ciężkie czasy komuny, cenzurę, strach. Zapamiętałam bardzo cenną wypowiedź: człowiek żyjący w trudnych czasach jest zmuszony do podejmowania decyzji, do określenia siebie, dowiaduje się wtedy  jaki jest, dobry, zły i może coś z tym zrobić, może pracować nad swoim charakterem. Człowiek, który żyje w czasach bez kantów, jak to nazywał, w budyniu, nie wie jaki jest. Nie musi ryzykować, podejmować prób, bo to taka wygoda, więc po co?

    Bardzo modne teraz wychowywanie bezstresowe chyba temu sprzyja. Uczy się dzieci, żeby były asertywne, empatyczne owszem, ale nie współczujące. A taka jest różnica, ze człowiek empatyczny położy się obok tego przyciśniętego walcem, a współczujący pomoże ten walec usunąć, żeby ulżyć. (cyt. nie pamiętam kogo, ale bardzo trafny. Też miałam kilka razy odczuć czyjąś empatię. Usłyszałam, ze to mój problem, mojej głowy. Nieźle co. Ale pewnie nie wiedział co robić, a może jednak nie chciał oddać nic od siebie)

Pan Zanussi wspomniał też, że ludzie którzy już wiedzą jak dzieciństwo ich ukształtowało zwalają wszystkie swoje kłopoty na ten czas, tym samym nie biorąc na siebie odpowiedzialności i nie zmieniają charakteru, bo tacy są i już.

Rzeczywiście kiedyś nie było w zwyczaju na kogoś zwalać, hehe

    Oczywiście, to bardzo pożyteczna sprawa zrozumieć jacy jesteśmy, co naprawdę robimy i dlaczego, ale to po to żeby ta świadomość nas uwolniła od negatywnych cech, nie po to, by je zachować, ale czuć się niewinnym.

   Ludzie po jakiś strasznych przeżyciach na ogół są agresywni, ale przecież możliwe jest, aby stać się łagodnym.

Opowiem następnym razem, czego się nauczyłam z Wielkiej Księgi Radości. Nie wiem jak wy, ale dla mnie zwrócenie uwagi na rzeczywistość pod odpowiednim kątem, bardzo zmienia widoki :-)

Polecam całego serca: Wielka Księga Radości, 

życzę pogody ducha :-)


niedziela, 6 czerwca 2021

Wreszcie odpoczynek :-)

    Tyle świąt, tyle spraw do załatwienia osłabiło mnie nieco. Cztery dni spokoju bardzo dobrze mi zrobiło. Przypomniałam sobie, że mogę pokazać kilka nowych przedsięwzięć. Oprócz obowiązkowych widzeń u lekarzy i w urzędach, zajmowałam się też bardzo przyjemnymi pracami. Nie zaniedbywałam ćwiczeń, spacerowania i zdrowego żywienia. Szkoda, że tak szybko się męczę i na wiele nie starcza siły, ech. Ale pewnie jak bym miała siłę, zajęłabym się innymi rzeczami niż dbanie o zdrowie. Tak to już jest. Jak w tym powiedzeniu: najpierw człowiek traci zdrowie, aby zdobyć pieniądze. A potem wydaje te pieniądze, aby odzyskać zdrowie.

            Moje Stowarzyszenie Taoistycznego Tai Chi wspiera nas członków, aby ćwiczyć regularnie i samemu odkrywać coraz lepsze i coraz to inne postępy w powtarzaniu zapoznanych ruchów. Tak uczył Mistrz Moy, tak uczą nauczyciele buddyzmu o rozwoju umysłu. Tylko praktyka może coś w nas zmienić, nie tylko słuchanie, czy patrzenie. 

Jak już wspominałam, dużo możliwości ciała dostrzegłam ćwicząc same ćwiczenia podstawowe. Na ten rok jest wyznaczony cel, 365 razy w roku ;-) 

No cóż ..., na szczęście nie ważne przez ile czasu, więc samo wstanie z krzesła do ćwiczenia już jest sukcesem. 

Nie jest tak, że zawsze jest chęć, jest siła, ale już się nauczyłam, robiąc brzuszki, że najtrudniej jest zejść z krzesła. Jak już się zacznie, to siła przychodzi i zrobi się więcej niż minimum, które było w planie.

Nie ukrywam, że najpierw musiałam się do wszystkiego zmuszać, nawet żeby wyjść z domu. I teraz choć boli, czasem strasznie i muszę brać proszki, to lekarze zapewniają, że gdyby nie moja praca, byłoby dużo gorzej i teraz trzeba dbać, aby tego nie stracić. A przecież chcę pożyć, bo tak generalnie już mi się podoba na świecie. Widzę dużo możliwości, min. żeby się przygotować do śmierci, czyli żyć z sensem. Zawsze lubiłam zbieranie zasług, a teraz wiem jak to robić lepiej.

Ludzie mają różne zainteresowania :-)).

Właśnie sobie przypomniałam, że ja lubię też pofilozofować :-)) 

Wczoraj słyszałam taki żart : refleksja sprzyja, żeby bimbru się napić, hehehe Ech, pamiętam takie czasy :-)))

      Pogoda  zrobiła się piękna, więc wychodzimy na spacery nawet z kotami. Wierne jak psy, ale wcale się nie łaszą do ludzi, więc nikt ich nie zabierze. Tylko wielkie wrony jakby na nie polują, aż strach. I zobaczyłam jedną sikorkę. Myślałam, ze takie dobre dla nich miejsce i będą następne, ale nie było :-(


Myślałam, że to krowa:-))

Lubię te klimaty. Przypomniał mi się program o Grzesiuku i tam często były stare zdjęcia na których nowe osiedla budowane były obok chałup z ogródkiem i praniem między drzewami. Urocze :-)))
Takie ptaszki często widać. Niestety zapomniałam jak się nazywają.


Polubiłam koktajle warzywne i owocowe też, tylko rzadziej je robię ze względu na cukier. Super, ze zaczyna się czas na arbuza. Chociaż arbuz ma wysoki indeks glikemiczny, to mały ładunek glikemiczny i dzięki temu nie tuczy.

Teraz też doceniłam pasty warzywne do kanapek Zasmakowała mi pasta z czerwonej fasoli z suszonymi pomidorami (przepis  odpowiadający gustom znajdziecie)

 Do kanapek wszelkich dodaję kiełki, pycha i w dodatku bardzo zdrowe.


W po wizycie na stoisku dla Korabek zachorowałam na lampiony. Dopytywałam Zurineczki mojego mentora artystycznego jak zrobić tak jak Manufaktura dla Korabek. Ona jednak poradziła zrób po swojemu. Pierwsza praca w plaster miodu tak mnie wciągnęła, ze Zurineczka przypomniała, że umiem kwiatuszki robić i że będzie jeszcze ciekawiej.

Taka była pierwsza próba. Uj ;-(((
A tak to się skończyło :-)


 
Narobiłam się, mało mi ręka nie odpadła, ale jestem zadowolona. Koleżanka zapewnia, że będę robiła coraz łatwiej, bo dojdę do wprawy. Trzymam za słowo, bo zaraziłam się taką robotą. Wszyscy zbierają odpowiednie słoiki, mama dała torbę wełny, super. Tylko nie mogę długo siedzieć. Nogi drętwieją, aż spać nie mogłam. Ech, widocznie tak ma być :-) 

    Właśnie, żeby często wstawać zrobiłam mały ogródek na balkonie. Zakwitła mi mała lilia, frezje wypuściły kwiatuszki, a już myślałam, że nic z tego, kupiłam sobie pomidorka koktajlowego i ....mam warszawianki tak jak na działce. Kosmos :-)) One rosną same, więc za rok będzie wszędzie różowo - biało. Lubię sobie wychodzić i popatrzeć na te śliczności. Ja wiem, ze to trochę nędzne uprawy, ale za to moje :-)) Tak się cieszę,ze wpadłam na to, zwłaszcza, że mam w końcu czas na podlewanie, a to podstawa. Skromnie, ale radośnie :-)))






A takie drzewo wyrosło z kalanchoe! Pozostałe zdechły. Ciekawe, czy zakwitnie?

Wieczorem ulewa ze słońcem :-)
Zapowiedź słonecznego dnia :-)

Wszystkiego dobrego :-)))


 

       

środa, 26 maja 2021

Prezenty :-)

        Janeczka z Janeczkowa zrobiła mi prezent. 

Bardzo, ale to bardzo Ci dziękuję Janeczko. Wszystkie Twoje prace podziwiam od kilku lat, ale nie spodziewałam się, że będę aż tak obdarowana.

Narzutka jak w sam raz na lato, delikatna i w moich kolorach :-) A pudełkowa karta bardzo mnie rozbawiła. Piękne prezenty.




Przesyłka była do odebrania na poczcie obok Dworca Głównego. Przeżyłam niemałe zaskoczenie, kiedy zobaczyłam, że dworzec funkcjonuje. Dworzec Główny to   stacja Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej powstała 1874. Historia tego miejsca jest bardzo ciekawa, zapraszam do poczytania o niej. Dworzec funkcjonował do 1972 roku. 
Dziś patrzę z niedowierzaniem pasażerowie wsiadają do pociągów. 
Przez tyle lat od ulicy Towarowej odgradzał blaszany mur oblepiony plakatami.

I ta niespodzianka też dzięki Janeczce. Chyba Cię kocham Janeczko :-)))

Po prawej stronie jest Muzeum Kolejnictwa. Nigdy tam nie byłam, a to na pewno jest bardzo ciekawe miejsce, pełne zabytków sprzed prawie trzystu lat.

Tu widać stację Dworzec Główny jeszcze nie odrestaurowany i kawałek muru zabytkowego.

Mnie oczywiście bardzo zainteresowało, jak bardzo popularne było to miejsce dla Warszawiaków.

Przeczytałam o tym na stronie stacjamuzeum   Kameralną pamiętacie, o Tyrmandzie pisałam :-)))

cyt."Dworzec przy Towarowej zaprojektowany był jako dworzec tymczasowy, mimo to pełnił rolę Dworca Głównego przez ponad 40 lat i na zawsze zapadł w pamięć mieszkańcom Warszawy. Stał się rozpoznawalnym jej symbolem z charakterystycznym neonem górującym nad miastem - WARSZAWA GŁÓWNA. Olbrzymią rolę w życiu ówczesnej Warszawy odgrywał bufet dworcowy.Olbrzymią rolę w życiu ówczesnej Warszawy odgrywał bufet dworcowy. Był to jedyny lokal gastronomiczny – obok „Zieleniaka” - czynny całą dobę wtedy, gdy jedyną nocną restauracją stolicy była „Kameralna”. Istniało coś w rodzaju transportu wahadłowego między obu tymi ośrodkami towarzyskimi. Gdy zamykano „Kameralną” i wychodzili ostatni goście, dorożkarze i nieliczni wówczas taksówkarze odwozili ich prosto na Dworzec Główny – do bufetu na piwo. Około 5 rano można tu było spotkać niejedną ze sław ówczesnego świata artystycznego

Pytany o wspomnienia związane z Dworcem Głównym mieszkaniec Warszawy tak go zapamiętał: Barek na Głównym był legendarny. Pracował całą dobę! Bywało tak, że różne imprezy na swój koniec lądowały właśnie tutaj, na dworcu. Ci spragnieni, zamawiali piwo, inni głodni - schaboszczaka. Tutaj także, przeczekiwali maruderzy, których różne powody sprawiły, że nie zdążyli na ostatnie pociągi. Wtedy, w dworcowym barze przy pomidorowej zupce i mielonym odliczali czas do pierwszego rannego pociągu do swojej miejscowości ... Można tu było spotkać znane twarze..., ale też i zakazane gęby.

 

O Dworcu Głównym pisali Tyrmand, Konwicki, Nowakowski. Śpiewano o nim piosenki:

...Oto, najlepszy jest relaks - Niedziela na Głównym, na Głównym niedziela!
Na wszystkie smutki - Niedziela na Głównym!
Na oddech krótki - niedziela na Głównym!
Na sypkość uczuć i brak przyjaciela
- niedziela na Głównym! Na Głównym niedziela!
 (słowa: W. Młynarski)



Autor: Beata Zofia Młynarska

wtorek, 18 maja 2021

Nienawiść - Władca Pierścieni

    cyt. J.R.R Tolkiena 

"Jeden, by wszystkimi rządzić, Jeden, by wszystkie odnaleźć,

Jeden, by wszystkie zgromadzić i w ciemności związać'

        Zawsze uwielbiałam czytać i oglądać trylogię Tolkiena. Myślałam, że to taka piękna, wzruszająca historia walki ze złem. Teraz dopiero zrozumiałam, że Nienawiść jest tym pierścieniem, który wszystkimi włada,  którego zniszczyć można tylko w Górze Przeznaczenia, czyli ludzkim umyśle.
Bardzo ceniłam wyobraźnię pisarza, a teraz uważam, że napisał bardzo mądrą powieść. Zniszczymy nienawiść w swojej głowie, to zazdrość, pożądanie, strach, gniew i inne takie emocje łatwiej będzie opanować. W każdym razie Tolkien bardzo obrazowo i wiarygodnie przedstawił o co jest ta wojna. Oczywiście mogę  się tylko domyślać co autor miał na myśli, nie zdziwiłabym się, gdyby co innego, w każdym razie najważniejsze co ludzie zrozumieją ;-) Jeśli zniszczymy nienawiść odrodzi się współczucie, dobro, radość. 

Patrząc na nasz kraj, nienawiść nic dobrego nie przynosi. Szczuje się ludzi na siebie. 

****

 Pierwszy raz w życiu zwróciłam uwagę ile jest odcieni zieleni w budzącej się do życia przyrodzie. Długo się jedzie autobusem na Cmentarz Komunalny i z nudów patrzyłam sobie za okno. Nagle zachwycił mnie ten widok. Zanim przyszedł mi do głowy pomysł, by uwiecznić taki obraz już dojechaliśmy do Warszawy, więc zdjęć mam kilka. 




           Cały czas w głowie mam rozmowę Jego świątobliwości Dalajlamy i arcybiskupa TuTu o radości jak sprawić, żeby nasze życie takie było.

 Wzruszyłam się kiedy chłopiec zadał pytanie .."czy Wasza świątobliwość potrafi wybaczyć Chinom wszystkie krzywdy i ból, które spadły na Tybet i jego mieszkańców"

Wśród wielu odpowiedzi przytoczę dla mnie najistotniejsze, dzięki, którym zrozumiałam do czego dążę i po co?

cytaty z Wielkiej Księgi Radości

   "Nasza walka polega na świadomym nie rozwijaniu w sobie złości i nienawiści."

   "- Zazwyczaj, kiedy mówimy o pielęgnowaniu w sobie współczucia wobec konkretnej osoby, mamy na myśli człowieka, który w tym momencie cierpi i odczuwa dotkliwy ból. Można także rozwijać w sobie współczucie do osoby, która teraz nie cierpi ani nic jej  nie boli, to stwarza warunki do przyszłych cierpień.

- Wiemy, ze ludzie dopuszczają się bardzo złych rzeczy - ciągnął Dalajlama - krzywdzą innych, sprawiają innym niewyobrażalny ból. Chrześcijanie mówią o takich, ze pójdą do piekła, prawda?

Arcybiskup potwierdził skinieniem głowy.

- W naszej perspektywie ludzie dopuszczają się okrucieństw, w tym morderstw, tworzą karmana, który pociąga za sobą poważne, negatywne konsekwencje. Stad jest wiele powodów, aby troszczyć się o ich los. Kiedy martwimy się o ich dobro, wtedy nie starcza miejsca na rozrost złości i nienawiści. 

Przebaczenie - ciągnął Dalajlama - nie oznacza, że zapominamy. Trzeba pamiętać złe rzeczy. Ale gdy pojawia się możliwość zboczenia na ścieżkę nienawiści, nie możemy sobie pozwolić, aby pójść w tym kierunku, wtedy świadomie wybieramy przebaczenie.

Arcybiskup także nie miał najmniejszej wątpliwości......Powstrzymywanie się od negatywnych reakcji, czy zalewu negatywnych emocji nie oznacza, że nie mamy przeciwstawiać się złu lub pozwalać na kolejne krzywdy. Wybaczenie nie oznacza, że nie będziemy domagać się sprawiedliwości, ani że winowajca nie będzie ukarany 

Dalajlama nie kroczy drogą gniewu i nienawiści, ale nie znaczy to wcale, że będzie milczał w sprawie chińskiej okupacji, ani tego,co się dzieje w jego ojczyźnie, gdzie Tybetańczyków niewoli się i odziera z godności.

 Nasze zdecydowane kroki nie wynikają jedynie z chęci obrony tych, którzy są krzywdzeni, chcemy także ochronić winowajcę, bo koniec końców na niego również spadnie cierpienie.

Wybaczanie jest oznaką siły , nie słabości.!!!

Brak przebaczenia prowadzi do niekończących się pretensji, gniewu, wrogości, nienawiści, które mogą okazać się skrajnie destrukcyjne....."

*****************************************

Wielka księga Radości - chciałam się tym podzielić, bo każdy jest narażony na negatywne odruchy. Myślę, że bardzo wspierające jest wiedzieć jak wielką zasługą jest poradzenie sobie z takimi trudnościami. 

Pomyślałam sobie, że warto wiedzieć o co tak naprawdę chodzi tym, którzy tylko pozornie bronią słabszych, w rzeczywistości rozpalają w ich umysłach nienawiść do wroga, co przyniesie jeszcze większą szkodę. Trzeba szukać konstruktywnych sposobów, aby nie stracić zalet człowieczeństwa.  

     Przy okazji powspominam swoje doświadczenia z trudnych czasów. Nie czułam nigdy nienawiści, gniewu, a jedynie rozpacz z niespełnionych marzeń, z samotności, niezrozumienia, spowodowanej krzywdzącymi oskarżeniami, przed którymi nie mogłam się obronić, bo nikt nie chciał słuchać, zazdrość, że inni zasługują na uczucie, o które ja się starałam.

Ale fakt, miałam satysfakcję, że kto na co zasłuży, to do niego w końcu wróci. O tyle to było dobre na początek, że powstrzymywało od rozdrapywania ran ciągle i ciągle.

Dopiero gdy w książce Dzogczen przeczytałam fragment o cierpieniu, jakie sobie zapewniamy robiąc innym krzywdę, pierwszy raz odczułam prawdzie współczucie do człowieka co krzywdzi innych, nawet tego nie rozumiejąc. I to był ogromny krok  do przodu. Potem ktoś mnie oczerniał za plecami, wszyscy się odsunęli. Na pewno wiecie co to za uczucie. Ja nigdy wcześniej nie byłam w takiej sytuacji, więc szok, wszyscy myślą o mnie jakim złym człowiekiem się stałam, nie umiałam się wytłumaczyć, nie miałam siły, zresztą prawie wszyscy w to uwierzyli. Ech, serce mi pękało, krew się lała. Ale nagle sobie pomyślałam, jak bardzo nieszczęśliwa, niepewna musi być osoba, która się posuwa do takiego kroku i wtedy zrobiło mi się jej strasznie żal. 

O dziwo wszystko się wyjaśniło, bez mojego udziału. Choć miałam wrażenie, ze raczej zapanowało rozczarowanie;-). To byłoby takie proste, gdyby się okazało, że oszalałam z zawiści;-) I tak już zostałam sama.

Okazało się później, że samotność, to była najlepsza rzecz, która mi się wtedy przytrafiła. Dała czas na zrozumienie siebie, zrozumienie świata, nabrania dystansu, totalną likwidację oczekiwań..

Dziś już trochę mnie to bawi, ale tylko dlatego, ze widzę jaką próbę przeszłam i to niezwykle korzystnie. Kiedyś wspomniałam, ze mój jidam to Takla Mebar to jedno z gniewnych, w pełni oświeconych bóstw tradycji Yungdrung Bon. Myślałam, że broni mnie przed złymi ludźmi, tymczasem broni mnie przed negatywnym reagowaniem na zło. Stąd rozkwitło we mnie współczucie, które jest reakcją dość oczywistą dla ludzi skrzywdzonych, ale jest bardzo cenną, bo nieczęstą, do ludzi, którzy ranią.

      Po tylu przykrościach zmienił się mój stosunek do świata. Zawsze byłam dobrym człowiekiem, ale teraz jestem inaczej dobrym człowiekiem. Już często mi się zdarza, że niczego nie oczekuję. To ma uwolnić mnie od przywiązania przez co daje więcej radości

Czego wszystkim serdecznie życzę !

Kupując kwiatki na cmentarz kupiłam i sobie bratki. Teraz przylatują do mnie pszczółki :-)



 


  

 

środa, 12 maja 2021

Akceptacja - Wielka Księga Radości

   Myślałam, że już nic nie napiszę, ale podzielę się słowami z Wielkiej Księgi Radości, które dodają wielkiego wsparcia, więc szkoda by było zachować je dla siebie. Cała książka została z tą intencją napisana, warto ją mieć :-)

Akceptacja - niezależnie od tego, czy wierzymy w Boga - pozwala nam zbliżyć się do pełni radości. Pozwala nam uczestniczyć w życiu na jego zasadach. Unikamy wtedy złorzeczenia, że wszystko dzieje się na przekór temu, czego sobie życzymy. Pozwala bez zbędnej szamotaniny poddać się nurtowi codzienności. Dalajlama wyjaśnił, że źródłem stresu i niepokoju są oczekiwania na temat tego, jak powinno wyglądać życie. Kiedy pogodzimy się z tym, że życie jest takie jakie jest, a nie takie jak uważamy, że być powinno, nasza podróż okaże się łatwiejsza, bo unikniemy wyboistej przejażdżki i związanych z nią : cierpienia, niepokoju i rozczarowań. Czeka nas wówczas przyjemna jazda odprężająca, wygodna i radosna.  

Wiele cierpienia bierze się z naszych reakcji na ludzi, miejsca, rzeczy i życiowe okoliczności, kiedy nie potrafimy się pogodzić z tym co mamy przed oczami. Każda tego typu reakcja jest ograniczająca, zamyka nas w pewnym osądzie, krytyce, niepokoju, rozpaczy, a wręcz negacji czy uzależnieniu. Uwikłani w ten właśnie sposób, nie doświadczamy radości. Akceptacja jest mieczem przecinającym krępujące nas więzy, pozwalającym na odprężenie, zrozumienie i podjęcie właściwej decyzji.

Trzeba podkreślić, ze akceptacja jest przeciwieństwem wycofania się i kapitulacji, Arcybiskup i Dalajlama należą do najbardziej niezmordowanych aktywistów na rzecz lepszego świata dla wszystkich ludzi, a ich działania wynikają ze świadomego potwierdzenia, że jest jak jest. Arcybiskup nie zgadzał się z ideą nieuchronności apartheidu, ale przyjął do  wiadomości fakt jego istnienia.

- Zostaliśmy stworzeni, aby radować się życiem - zauważył arcybiskup - Nie oznacza to wcale, że będzie łatwo i bezboleśnie. Chodzi o to by zwrócić twarz w stronę wiatru i pogodzić się z tym, że idzie burza. nie uda się, jeśli będziemy zaprzeczać rzeczywistości. Pogodzenie się z tym co jest, to pierwszy krok w stronę zmiany.

**************

 Ale proste co :-)

Jak cenna jest akceptacja zrozumiałam podczas medytacji. Kiedy człowiek nie chwyta myśli, tylko pozwala im przepłynąć,  robi się miejsce na przypłynięcie oświeconej myśli, jak mówił Namkhai Norbu, np. myśli z rozwiązaniem problemu, jeśli da się rozwiązać, bądź ukojeniem.  

Mam nadzieję, ze spróbujecie choć troszkę wcielić w życie zwyczaj akceptacji i przyjmowanie wszystkiego jakie jest, co przyniesie los.

Małymi kroczkami, powolutku też się wejdzie na górę. A może już to umiecie, tylko ja taka zacofana jestem? Nie zdziwiłabym się :-) choć jednak często słyszę, że ktoś jest rozczarowany, albo zawiedziony.

Trudno się pogodzić z chorobą, z odejściem kogoś bliskiego, czy niepowodzeniem w pracy, z krzywdą, którą ktoś nam wyrządził. I właśnie ten ból trzeba przyjąć,  pozwolić na to cierpienie, to wtedy się rozpłynie.

Ja przez całe życie miałam jedną potrzebę, wydawało się tak mało. Dawno bym sobie z tym poradziła, gdybym wiedziała o co chodzi i czym to jest powodowane.Tłumaczono mi raczej, ze mam za duże oczekiwania. trzeba się cieszyć z tego co mam. A tak naprawdę to był strach przed samotnością, taka trauma z dzieciństwa

Tak naprawdę pogodzenie się z tym co jest, takie jak mi proponowano, oznaczało kapitulację, spuszczenie głowy i to z radością, oczekiwaną przez innych, żeby nie mieli wyrzutów sumienia. 

A trzeba było zrozumieć, że jest źle, że jestem sama i zaakceptować to cierpienie. 

Nikt nie odważył się zobaczyć, co tak naprawdę się dzieje i dlaczego.  Wiadomo, że tym którym jest lepiej na tym nie zależy. Zmieniać się mają Ci, którym gorzej.

No fakt, mi było gorzej. I może gdybym wiedziała, co to jest tak naprawdę akceptacja, oszczędziłabym sobie wielu lat cierpienia. 

       Jak to mówią nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, w końcu wystawiłam twarz na wiatr, burza mnie nieźle wytargała, wiele lat mi zajęło, ale w końcu zaakceptowałam wszyściutko. Musiałam się nauczyć mówić, chodzić, myśleć od nowa

Teraz te sprawy, które na bieżąco niepokoją, staram się przyjmować takie jakie są, zapoznaną metodą i zdecydowanie łatwiej się żyje.

Medytacja to taka cudowna sprawa. 

Najtrudniejsze było zrozumieć, zaakceptować, ze mogę być nieszczęśliwa. Nie wyszukiwać racjonalnego pocieszenia ludzkim zwyczajem, a pozwolić, żeby samo się ułożyło. I zaufać, że to co się dzieje jest najlepszym dla nas rozwiązaniem. Często od razu niedostrzeżonym, a po czasie okazuje się, że człowiek sam by tego nie wymyślił.

Tak samo jest ze strachem, z gniewem, z buntem, z nienawiścią itp.. Trzeba to przyjąć jakie jest. Nawet jak rozrywa serce, w końcu przyjdzie ukojenie, znajdzie się jakaś pociecha, jakiś genialny pomysł i zrobi się lekko na sercu.

     Wczoraj odebrałam rentgen kręgosłupa, doktor powiedział, ze od tego się nie umiera, ale naprawdę trzeba się cieszyć, że tak sobie radzę i dbać, żeby nie było gorzej, to będzie super.

    No cóż, jak pomyśleć, ze mogłam być rośliną, a nie jestem, to co ja mogę jeszcze chcieć :-)))

   I dziś byłam na szczepieniu na Stadionie Narodowym. Przypomniało mi się, ze 5 lat temu na Społecznych Siłaczach poznałam pana Piotra Małachowskiego, dzięki któremu jestem pod opieką cudownego fizjoterapeuty. Po tych wszystkich badaniach widać, że to naprawdę cudotwórca.  

Choć sam mówił wielokrotnie, ze najważniejsza jest kondycja psychiczna i to zawdzięczam już sobie ;-)) Pewnie też dlatego, ze przy okazji robiłam coś dla innych. To też Dalajlama poleca, żeby się nie skupiać tylko na sobie, zmienić perspektywę, popatrzeć na świat. Wszyscy ludzie mają podobne trudności.

W życiu bym nie przypuszczała, ze tak to się wszystko potoczy.

 No i na starość mogę powiedzieć,ze życie jest piękne ;-)



Tłum się przewinął, ale trzeba przyznać wielki obiekt  :-)



 


piątek, 7 maja 2021

Podsumowując wspomnę o Konstytucji 3-go Maja

      Kilka razy pisałam o współczesnych autorach i choć wydawało mi się całkiem niewinnie, bo nie nastawiałam do  odbioru ich znanych i docenionych na świecie utworów, spotkałam się z ostrą krytyką, że promuję ludzi, którzy działają na niekorzyść polskości. Nie rozumiałam tego, bo przecież była to fikcja literacka umiejscowiona w realiach historycznych.

Jestem Polakiem i jestem z tego dumna, szczycę się z bohaterstwa zaczerpniętego z okresu oświecenia i romantyzmu. Pewnie dzięki temu co jakiś czas staję do walki mimo strachu i okazuje się, że jestem odważna. :-))

Ale zdaję sobie sprawę z tego co się dzieje i nie pochwalam, że wspaniałą wiarę wykorzystuje się do nienawiści, manipulacji, kupując słabych ludzi, wmawiając konieczność zupełnie  niemiłosiernych posunięć dla dobra. 

   Przestraszyłam się, że może źle pamiętam co to znaczy patriotyzm, honor, bohater.

Znalazłam moim zdanie prawdziwe wiadomości i podzielę się tym, co dla mnie najważniejsze. Może przyda się przypomnienie o co walczyli nasi przodkowie. Rzeczywiście warto pamiętać historię Polski, aby się wzorować na bohaterach, którzy Matce Boskiej polecali się w opiekę przed walką o wolność narodu. 

Nie ulegać hipokrytom i egoistom, których też mieliśmy w historii Polski. 

Konstytucję 3-Maja 1791 - uchwalona przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego była krokiem milowych regulującym ustrój prawny Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Pierwsza  konstytucja w Europie. Ale to nie wszystkim Polakom się podobało. Byli tacy co zdradzili Polskę dla własnego dobrobytu. Takich przodków też mamy .

 Konstytucja 3-maja ewidentnie nie była w smak wszystkim Polakom, nie była w smak szlachcie, magnatom, bo ograniczała ich prawa. Zniesiono Liberum Veto, uchwały Targowicy.

Takie słowa padały od niezadowolonych:
 cyt.
Anonimowy autor Zastanowienia się nad Konstytucją polską pisał: Polsko już nie jesteś Polską, bo nie jesteś wolną.
Seweryn Rzewuski pisał do króla: kajdany nasze są zawsze kajdanami, a włożone ręką obcą lub domową równie ciężą. Zarzucano, że Sejm Czteroletni dokonał zdrady, sprzeniewierzając się aktowi konfederacji z 1788 roku, który gwarantował zachowanie najświątobliwsze rządu wolnego republikanckiego .
 Poseł Ignacy Chomińskiostrzegał: widzisz już, że sejm stał się panem twojej woli, a ty narodzie, nadawczą moc reprezentantom mając dotychczas, już ją utraciłeś."

Co to znaczy wolność narodu?
Ewidentnie widać, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Bardzo mi to przypomina dzisiejsze czasy. Jak można mówić o szczęściu i dobrobycie, kiedy się odbiera prawo do równouprawnienia?

Targowiczanie utrzymywali, że „Intencjami wprowadzenia armii Jej Wysokości Cesarzowej Rosji Katarzyny Wielkiej, sojuszniczki Rzeczypospolitej, są i zawsze były przywrócenie wolności Polakom i Rzeczypospolitej, a w szczególności zapewnienie wszystkim obywatelom bezpieczeństwa i szczęścia.”

18 maja 1792 roku poseł rosyjski Jakow Bułhakow wręczył ministrowi spraw zagranicznych Joachimowi Litaworowi Chreptowiczowideklarację dworu petersburskiego, w której oskarżano Polskę o prześladowania prawosławnych i knowania z Portą osmańską. Tego samego dnia ponad 20 tysięcy konfederatów wkroczyło do Polski wraz z zaprawioną w bojach rosyjską piechotą w sile 97 tysięcy.


Bohaterami byli tacy jak Józef Poniatowski, Tadeusz Kościuszko, nie wszyscy Polacy. 

Może teraz to i król Stanisław August Poniatowski też byłby na czarnej liście, bo zabrał wolność magnatom, a zaopiekował się chłopami ?

Konstytucja 3 Maja ujęta była w 11 artykułach. Wprowadzała prawo powszechnej niepodległości (dla szlachty i mieszczaństwa) oraz trójpodział władzy na ustawodawczą (dwuizbowy parlament), wykonawczą (król) i sądowniczą.

Konstytucja ograniczała nadmierne immunitety prawne i polityczne przywileje szlachty zagrodowej. Ograniczała również demokrację, pozbawiając część społeczeństwa (szlachtę gołotę, tzn. nieposiadającą dóbr ziemskich) praw politycznych. We wcześniejszym (18 kwietnia1791) akcie prawnym „Miasta Nasze Królewskie wolne w państwach Rzeczypospolitej” prawa te nadano mieszczaństwu. W jego artykule III zastrzeżono, że będzie on integralną częścią Konstytucji. Akt ten nadawał mieszczaństwu prawo do bezpieczeństwa osobistego (neminem captivabimus nisi iure victum), prawo do posiadania majątków ziemskich, prawo zajmowania stanowisk oficerskich i stanowisk w administracji państwowej, prawo nabywania szlachectwa. W akcie tym obejmowano pospólstwo opieką „prawa i administracji rządowej”. Był to pierwszy krok w kierunku zniesienia poddaństwa chłopów i nadania praw wyborczych tej największej, a zarazem najbardziej wyzyskiwanej klasie społecznej. 

Na szczęście większością głosów przyjęto Konstytucję

  7 maja marszałkowie sejmowi wydali uniwersał, ogłaszający uchwalenie konstytucji. Głosił on m.in.: Ojczyzna nasza już jest ocalona. Swobody nasze zabezpieczone. Jesteśmy odtąd narodem wolnym i niepodległym. Opadły pęta niewoli i nierządu


:-)))

cyt. „Jakim być powinien prawdziwy patriota? Prawdziwy patriota o dobro powszechne jedynie dbały, wszystkie prywatne interesu względy temu zamiarowi poświęca, w nim korzyść, w nim chwałę, w nim ukontentowanie swoje mieści i na dokup powszechnego uszczęśliwienia ani życia, ani majątku, ani trudów nie żałuje.

A jakim fałszywy patriota? Bez żadnej z tych cnót, w którym powierzchowność okazywać się usiłuje dla pewniejszego ludzi zwodzenia; pod tym ujmującym pozorem ukrywa ambicje, miłość własną, własny interes. Tym jest zdradliwszą zasłoną hipokryzji, obłudy, nieszczerości, albo udawania cnót, im trudniejszą jest do przeniknienia”


Moim zdaniem to bardzo ważne, aby nie dać sobie oczu mydlić jakimiś obowiązkami religii.

cyt. Patriotyzm jest często przeciwstawiany szowinizmowi[20]. Patriotyzm odróżnia się od szowinizmu otwartością na inne narody, uznaniem ich prawa do suwerenności i niepodległości, a naród definiuje jako wspólnotę kulturową i obywatelską (jak w Konstytucji RP), a nie etniczno-rasową. Według Episkopatu Polski, chrześcijański patriotyzm jest przeciwstawny nacjonalizmowi[21]. Przedmiotem patriotyzmu jest przywiązanie i troska o ojczyznę, na którą składa się wiele elementów ukształtowanych historycznie, takich jak: państwowość, język, naródkultura i tradycja, a także dziedzictwo wnoszone przez poszczególne regiony danego kraju, z ich lokalną specyfiką (poczucie patriotyzmu lokalnego i regionalnego jest traktowane jako uzupełnienie patriotyzmu ogólnokrajowego). Natomiast według nacjonalistów najwyższym dobrem jest sam naród. Nacjonalizm jest więc przeciwieństwem patriotyzmu

Podejście marksistów do patriotyzmu jest zróżnicowane. Karol Marks napisał w Manifeście partii komunistycznej, że „robotnicy nie mają ojczyzny”, jak również że panowanie proletariatu spotęguje zanikanie „odgraniczeń i przeciwieństw narodowych”[18]. W podobnym duchu, współcześni trockiści, tacy jak Alan Woods, również opowiadają się za zniesieniem granic i stworzeniem ogólnoświatowej socjalistycznej wspólnoty[19]. Z drugiej strony staliniści i maoiści głosili często patriotyzm socjalistyczny, niejednokrotnie ocierający się o nacjonalizm (odpowiednio rosyjski i chiński).



Na koniec o wierze w Konstytucji 3 maja 1791

Religią narodową panującą jest i będzie wiara święta rzymska katolicka ze wszystkiemi jej prawami. Przejście od wiary panującej do jakiegokolwiek wyznania jest zabronione pod karami apostazji 1). Że zaś ta sama wiara święta przykazuje nam kochać bliźnich naszych, przeto wszystkim ludziom, jakiegokolwiek bądź wyznania, pokój w wierze i opiekę rządową winniśmy i dlatego wszelkich obrządków i religij wolność w krajach polskich, podług ustaw krajowych, warujemy  


I skąd taka nienawiść, podsycana przez władze i naszych purpuratów, którzy swoim dobrobytem, niemoralnymi uczynkami hańbią imię takiego wspaniałego bohatera jak Kardynał Stefan Wyszyński i  wiarę, która ma jednoczyć, pomagać, być wsparciem w ciężkich chwilach i miłością, pokorą przekonywać do siebie ? 

To jest chrześcijańskie miłosierdzie, to jest szacunek dla całego narodu?


Moim zdaniem właśnie oni działająą na szkodę Polski, na szkodę religii. Nie ci co to zauważyli.

Ja tam się czuję patriotą, bohaterem, że o tym napisałam. 

Pewnie  mnie nie zamkną, nic nie ryzykuję, no może, że nikt już do mnie nie zajrzy.

Właśnie sobie uświadomiłam, że ja już napisałam wszystko, co chciałam napisać. Opowiedziałam o swojej walce z niepełnosprawnością, o mojej walce o życie z honorem, o przebaczeniu, o radości, o mojej praktyce dzogczen w drodze do oświecenia.

Mam nadzieję, że jakiś tam przyniosłam pożytek czującym osobom

:-) w każdym razie intencja się liczy :-)))


Dobrego weekendu kochani. Nie dajmy się zwariować, wszystko się zmienia, my się zmieniamy,trzeba się dostosowywać, ważne, aby znaleźć w tym co nas spotyka nie przekleństwo, ale dar i to wykorzystać do wzmocnienia zalet.

Tak radzi Dalajlama XIV , arcybiskup TUTU, mój ulubiony Terry Pratchett w książce Nacja, którą przeczytałam jakimś cudem po wypadku, kiedy żyć nie chciałam.


Najwyraźniej nazbierałam dużo zasług na dobrą karmę,to wszystko raczej nie było zbiegiem okoliczności.

Naprawdę opłaca się być dobrym człowiekiem :-))



Rośnie jak szalona :-))

wtorek, 27 kwietnia 2021

Zatoczyłam krąg

     Od dłuższego czasu dzielę się moimi przeżyciami związanymi z dzogczen, z kontrolą umysłu, bo dzięki temu odmienia się moje życie. Celem takiej praktyki jest wzbudzenie spontanicznego współczucia. To postawa, która nie oczekuje poklasku, nie powoduje przywiązania, dlatego jest tak cenna. 

     Wspomniana wcześniej książka bardzo mnie poruszyła. Wywołała ogromne wzburzenie i uczucie nienawiści, jakiego jeszcze nigdy nie czułam. Autorzy, natomiast, kilkakrotnie wspominają, że pisząc tą książkę zostawiają świat lepszym niż zastali. Długo nie mogłam zrozumieć jakim to trzeba być człowiekiem, żeby wywołując nienawiść, uważać to za lepszy stan umysłu.

W końcu zrozumiałam, że rzeczywiście, ta książka może spowodować, ze świat będzie lepszy. Jeśli zauważy się jaki mechanizm uruchamia w ludzkiej w głowie, wywołując uczucie, które przesłania rzeczywistość. 

    Nienawiść to jest produkt ego, więc nie jest dobrym uczuciem. Jezus Chrystus uczył miłosierdzia, nie gniewu i nienawiści. 

Na tablicy w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach są wyryte słowa, które zapewniają, że  prośby człowieka o czystym sercu i intencjach będą spełnione. Dla takiego człowieka cuda obiecuje też tantra w tradycji Bon.

 Moim zdaniem nienawiść nie jest czystym uczuciem i ktoś powodowany takim uczuciem nie zrobi nic dobrego. Rodzi się ze ono strachu, nie z odwagi.

Wspominając Wielkanoc, przeczytałam: 

co oznacza słowo "Alleluja"?

kto do kogo powiedział : "Alleluja i do przodu"?

Na łamach bloga pisałam o między innymi o komunizmie, o faszyzmie, nazizmie, post chrześcijaństwie. Tego  wszystkiego doświadczamy w Polsce. 

Systemy te opierają swoją popularność na poparciu społeczeństwa, któremu obiecuje się poprawę warunków, jeśli się usunie wroga. 

Przypomniały mi się słowa młodego człowieka studiującego nauki polityczne, który przed wyborami powiedział, że jednoczy się naród przez obarczanie winą za problemy ekonomiczne jakiejś grupy społecznej. Piętnuje się postawy uznane za złe, więc mają zgubny wpływ i poprawa nastąpi przez wyeliminowanie ich. Wszystko po to, by odciągnąć uwagę od prawdziwego sensu prowadzonych działań. Wzbudza się nienawiść do poprzedniego systemu politycznego, do emigrantów, do mniejszości narodowych, do LGBT  itp.

      Ta książka idealnie pokazuje jak to się robi. Dałam ponieść się fali, nie zważając na logikę, na wiedzę jaką mam, zatrzęsłam się z gniewu. 

Już się otrząsnęłam z tego stanu i pomyślałam jak cenna jest nauka o kontroli umysłu. Dobrze jest wiedzieć, co się tak naprawdę dzieje, co się tak naprawdę robi i dlaczego. Wówczas człowiek nie da się zmanipulować, wykorzystać.

      Moim zdaniem to jest największy cud, który pozwala przeżyć życie z honorem, z godnością (nie mylić z dumą) dla pożytku wszystkich czujących istot, nie krzywdząc nikogo. 

I tego wszystkim nam życzę. 

 W końcu się uda, najważniejsza jest intencja.

:-)

     Znowu kałuża na drodze. To chyba dobry znak ;-)



wtorek, 20 kwietnia 2021

A jednak

       Po nocy przychodzi dzień.

Ciężki czas minął, już się rozjaśnia :-) 

Dawno miałam pokazać kilka uroczych zdjęć, żeby ocieplić nastroje, ale nie byłam w stanie. Wreszcie to zrobię.:-) Miałam wielki dylemat, ale już zrozumiałam co się dzieje i ulżyło mi.

 

W piękny dzień upolowałam cudownego motylka na miejskim kwiatku :-)
Przylatują znowu ptaszki na kaszę jaglaną. Są wróbelki, nie ma sikorek. Ciekawe czemu?

Nieoczekiwanie któregoś dnia zrobiła się śnieżyca. U Was też był taki dzień ? 


Na szczęście w domu ciepło i humor dopisuje :-)



W weekend spacery w wiosennym klimacie.


10000 kroków zrobione, dochodzę do mety, czeka na mnie tłum kibiców. Też miło :-)


W domu czeka kawka i towarzystwo. Oby tak zawsze się udało :-) 


  Przeczytałam niesamowitą książkę. W pierwszej chwili pomyślałam, że ją polecę, to na pewno odmieni pogląd na historię. Potem uznałam, że taka wiedza może przynieść więcej szkody, bo wzbudzi strach i nienawiść, więc nie powinnam.

Kilka dni męczyły mnie myśli na ten temat i w końcu zdecydowałam napisać co o tym sądzę.

Zastanawiam się po co ktoś napisał taką książkę? Oczywiście, żeby powiedzieć prawdę jakiej się dowiedział, jak interpretuje, jak czuje. Ale co tak naprawdę wywoła tak podana prawda? Jedni uwierzą, inni nie, jak zawsze. Bez względu na to w głowie zalęgnie się myśl, która wzbudzi uczucie, a ono spowoduje emocje. 

Moim zdaniem  nic pożytecznego. 

We mnie, choć jestem łagodnym człowiekiem, na ogół usprawiedliwiającym innych, momentalnie wzbudziło strach i nienawiść, bo zobaczyłam fałsz i intrygę szkodzącą mojej ojczyźnie.

       Długo nie mogłam przeboleć.

W końcu przypomniał mi się Tybet, któremu Chiny odbierają wolność nawet do życia. 

Chiny są potęgą i tak naprawdę podbijają świat zalewając swoimi produktami, bez których nie ma np.przemysłu. Przeciw temu nikt się nie burzy. Na prośbę, żeby bojkotować chińskie produkty, rozkłada się ręce.

Ponieważ są daleko nie wydaje się być szkodliwe dla nas.

Fakt jest jednak taki, że żadne państwo nie jest teraz niezależne. Każdy podlega układowi sił.

Czy aż tak jest istotne, czy ktoś obłudny, fałszywy, oczernia i podstępem się bogaci, czy siłą bierze co chce?

To sprawa honorowa. 

Ale i Polacy są coraz bardziej obywatelami świata, dość słabymi obywatelami, ale na granicy, więc jesteśmy istotni.

  Przypomniało mi się powiedzenie z Tybetu: jeśli da się coś zrobić, to trzeba zrobić, jeśli się nie da nic zrobić, też nie ma się co martwić. Po polsku mówi się: będzie co ma być :-)

Nie można nic zrobić w warunkach jakich jesteśmy, więc wzbudzenie nienawiści  nie przyniesie dobrego rozwiązania.  W pewnych kręgach współczucia się nie wzbudzi, trzeba liczyć na dobry obrót sprawy, czyli na cud:-) 

       Takie jest moje zdanie. Może czegoś nie zrozumiałam?  Nie zauważyłam jakiegoś ważnego sensu tej książki? dam kilku starszym osobom do przeczytania, zobaczymy co powiedzą. Jeśli coś innego niż ja, podam tytuł.

A może przeczytaliście coś co wydaje wam się  szkodliwe i nie polecacie?

ps. własnie usłyszałam o przygotowaniach Wielkiej Brytanii do walki z Rosją w obronie Ukrainy. Putin nic sobie nie robi z oburzenia Zachodu. Jak to określono jest bandytą doskonałym i dba o poparcie swego ludu tak jak Lenin, Stalin, Breżniew.  

Ktoś zawsze będzie na nas czyhał. :-(((