Bardzo, ale to bardzo Ci dziękuję Janeczko. Wszystkie Twoje prace podziwiam od kilku lat, ale nie spodziewałam się, że będę aż tak obdarowana.
Narzutka jak w sam raz na lato, delikatna i w moich kolorach :-) A pudełkowa karta bardzo mnie rozbawiła. Piękne prezenty.
Przesyłka była do odebrania na poczcie obok Dworca Głównego. Przeżyłam niemałe zaskoczenie, kiedy zobaczyłam, że dworzec funkcjonuje. Dworzec Główny to stacja Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej powstała 1874. Historia tego miejsca jest bardzo ciekawa, zapraszam do poczytania o niej. Dworzec funkcjonował do 1972 roku.
Dziś patrzę z niedowierzaniem pasażerowie wsiadają do pociągów.
Przez tyle lat od ulicy Towarowej odgradzał blaszany mur oblepiony plakatami.
I ta niespodzianka też dzięki Janeczce. Chyba Cię kocham Janeczko :-)))
Po prawej stronie jest Muzeum Kolejnictwa. Nigdy tam nie byłam, a to na pewno jest bardzo ciekawe miejsce, pełne zabytków sprzed prawie trzystu lat.
Tu widać stację Dworzec Główny jeszcze nie odrestaurowany i kawałek muru zabytkowego.
Mnie oczywiście bardzo zainteresowało, jak bardzo popularne było to miejsce dla Warszawiaków.
Przeczytałam o tym na stronie stacjamuzeum Kameralną pamiętacie, o Tyrmandzie pisałam :-)))
cyt."Dworzec przy Towarowej zaprojektowany był jako dworzec tymczasowy, mimo to pełnił rolę Dworca Głównego przez ponad 40 lat i na zawsze zapadł w pamięć mieszkańcom Warszawy. Stał się rozpoznawalnym jej symbolem z charakterystycznym neonem górującym nad miastem - WARSZAWA GŁÓWNA. Olbrzymią rolę w życiu ówczesnej Warszawy odgrywał bufet dworcowy.Olbrzymią rolę w życiu ówczesnej Warszawy odgrywał bufet dworcowy. Był to jedyny lokal gastronomiczny – obok „Zieleniaka” - czynny całą dobę wtedy, gdy jedyną nocną restauracją stolicy była „Kameralna”. Istniało coś w rodzaju transportu wahadłowego między obu tymi ośrodkami towarzyskimi. Gdy zamykano „Kameralną” i wychodzili ostatni goście, dorożkarze i nieliczni wówczas taksówkarze odwozili ich prosto na Dworzec Główny – do bufetu na piwo. Około 5 rano można tu było spotkać niejedną ze sław ówczesnego świata artystycznego
Pytany o wspomnienia związane z Dworcem Głównym mieszkaniec Warszawy tak go zapamiętał: Barek na Głównym był legendarny. Pracował całą dobę! Bywało tak, że różne imprezy na swój koniec lądowały właśnie tutaj, na dworcu. Ci spragnieni, zamawiali piwo, inni głodni - schaboszczaka. Tutaj także, przeczekiwali maruderzy, których różne powody sprawiły, że nie zdążyli na ostatnie pociągi. Wtedy, w dworcowym barze przy pomidorowej zupce i mielonym odliczali czas do pierwszego rannego pociągu do swojej miejscowości ... Można tu było spotkać znane twarze..., ale też i zakazane gęby.
O Dworcu Głównym pisali Tyrmand, Konwicki, Nowakowski. Śpiewano o nim piosenki:
...Oto, najlepszy jest relaks - Niedziela na Głównym, na Głównym niedziela! Na wszystkie smutki - Niedziela na Głównym! Na oddech krótki - niedziela na Głównym! Na sypkość uczuć i brak przyjaciela - niedziela na Głównym! Na Głównym niedziela! (słowa: W. Młynarski)
"Jeden, by wszystkimi rządzić, Jeden, by wszystkie odnaleźć,
Jeden, by wszystkie zgromadzić i w ciemności związać'
Zawsze uwielbiałam czytać i oglądać trylogię Tolkiena. Myślałam, że to taka piękna, wzruszająca historia walki ze złem. Teraz dopiero zrozumiałam, że Nienawiść jest tym pierścieniem, który wszystkimi włada, którego zniszczyć można tylko w Górze Przeznaczenia, czyli ludzkim umyśle.
Bardzo ceniłam wyobraźnię pisarza, a teraz uważam, że napisał bardzo mądrą powieść. Zniszczymy nienawiść w swojej głowie, to zazdrość, pożądanie, strach, gniew i inne takie emocje łatwiej będzie opanować. W każdym razie Tolkien bardzo obrazowo i wiarygodnie przedstawił o co jest ta wojna. Oczywiście mogę się tylko domyślać co autor miał na myśli, nie zdziwiłabym się, gdyby co innego, w każdym razie najważniejsze co ludzie zrozumieją ;-) Jeśli zniszczymy nienawiść odrodzi się współczucie, dobro, radość.
Patrząc na nasz kraj, nienawiść nic dobrego nie przynosi. Szczuje się ludzi na siebie.
****
Pierwszy raz w życiu zwróciłam uwagę ile jest odcieni zieleni w budzącej się do życia przyrodzie. Długo się jedzie autobusem na Cmentarz Komunalny i z nudów patrzyłam sobie za okno. Nagle zachwycił mnie ten widok. Zanim przyszedł mi do głowy pomysł, by uwiecznić taki obraz już dojechaliśmy do Warszawy, więc zdjęć mam kilka.
Cały czas w głowie mam rozmowę Jego świątobliwości Dalajlamy i arcybiskupa TuTu o radości jak sprawić, żeby nasze życie takie było.
Wzruszyłam się kiedy chłopiec zadał pytanie .."czy Wasza świątobliwość potrafi wybaczyć Chinom wszystkie krzywdy i ból, które spadły na Tybet i jego mieszkańców"
Wśród wielu odpowiedzi przytoczę dla mnie najistotniejsze, dzięki, którym zrozumiałam do czego dążę i po co?
cytaty z Wielkiej Księgi Radości
"Nasza walka polega na świadomym nie rozwijaniu w sobie złości i nienawiści."
"- Zazwyczaj, kiedy mówimy o pielęgnowaniu w sobie współczucia wobec konkretnej osoby, mamy na myśli człowieka, który w tym momencie cierpi i odczuwa dotkliwy ból. Można także rozwijać w sobie współczucie do osoby, która teraz nie cierpi ani nic jej nie boli, to stwarza warunki do przyszłych cierpień.
- Wiemy, ze ludzie dopuszczają się bardzo złych rzeczy - ciągnął Dalajlama - krzywdzą innych, sprawiają innym niewyobrażalny ból. Chrześcijanie mówią o takich, ze pójdą do piekła, prawda?
Arcybiskup potwierdził skinieniem głowy.
- W naszej perspektywie ludzie dopuszczają się okrucieństw, w tym morderstw, tworzą karmana, który pociąga za sobą poważne, negatywne konsekwencje. Stad jest wiele powodów, aby troszczyć się o ich los. Kiedy martwimy się o ich dobro, wtedy nie starcza miejsca na rozrost złości i nienawiści.
Przebaczenie - ciągnął Dalajlama - nie oznacza, że zapominamy. Trzeba pamiętać złe rzeczy. Ale gdy pojawia się możliwość zboczenia na ścieżkę nienawiści, nie możemy sobie pozwolić, aby pójść w tym kierunku, wtedy świadomie wybieramy przebaczenie.
Arcybiskup także nie miał najmniejszej wątpliwości......Powstrzymywanie się od negatywnych reakcji, czy zalewu negatywnych emocji nie oznacza, że nie mamy przeciwstawiać się złu lub pozwalać na kolejne krzywdy. Wybaczenie nie oznacza, że nie będziemy domagać się sprawiedliwości, ani że winowajca nie będzie ukarany
Dalajlama nie kroczy drogą gniewu i nienawiści, ale nie znaczy to wcale, że będzie milczał w sprawie chińskiej okupacji, ani tego,co się dzieje w jego ojczyźnie, gdzie Tybetańczyków niewoli się i odziera z godności.
Nasze zdecydowane kroki nie wynikają jedynie z chęci obrony tych, którzy są krzywdzeni, chcemy także ochronić winowajcę, bo koniec końców na niego również spadnie cierpienie.
Wybaczanie jest oznaką siły , nie słabości.!!!
Brak przebaczenia prowadzi do niekończących się pretensji, gniewu, wrogości, nienawiści, które mogą okazać się skrajnie destrukcyjne....."
*****************************************
Wielka księga Radości - chciałam się tym podzielić, bo każdy jest narażony na negatywne odruchy. Myślę, że bardzo wspierające jest wiedzieć jak wielką zasługą jest poradzenie sobie z takimi trudnościami.
Pomyślałam sobie, że warto wiedzieć o co tak naprawdę chodzi tym, którzy tylko pozornie bronią słabszych, w rzeczywistości rozpalają w ich umysłach nienawiść do wroga, co przyniesie jeszcze większą szkodę. Trzeba szukać konstruktywnych sposobów, aby nie stracić zalet człowieczeństwa.
Przy okazji powspominam swoje doświadczenia z trudnych czasów. Nie czułam nigdy nienawiści, gniewu, a jedynie rozpacz z niespełnionych marzeń, z samotności, niezrozumienia, spowodowanej krzywdzącymi oskarżeniami, przed którymi nie mogłam się obronić, bo nikt nie chciał słuchać, zazdrość, że inni zasługują na uczucie, o które ja się starałam.
Ale fakt, miałam satysfakcję, że kto na co zasłuży, to do niego w końcu wróci. O tyle to było dobre na początek, że powstrzymywało od rozdrapywania ran ciągle i ciągle.
Dopiero gdy w książce Dzogczen przeczytałam fragment o cierpieniu, jakie sobie zapewniamy robiąc innym krzywdę, pierwszy raz odczułam prawdzie współczucie do człowieka co krzywdzi innych, nawet tego nie rozumiejąc. I to był ogromny krok do przodu. Potem ktoś mnie oczerniał za plecami, wszyscy się odsunęli. Na pewno wiecie co to za uczucie. Ja nigdy wcześniej nie byłam w takiej sytuacji, więc szok, wszyscy myślą o mnie jakim złym człowiekiem się stałam, nie umiałam się wytłumaczyć, nie miałam siły, zresztą prawie wszyscy w to uwierzyli. Ech, serce mi pękało, krew się lała. Ale nagle sobie pomyślałam, jak bardzo nieszczęśliwa, niepewna musi być osoba, która się posuwa do takiego kroku i wtedy zrobiło mi się jej strasznie żal.
O dziwo wszystko się wyjaśniło, bez mojego udziału. Choć miałam wrażenie, ze raczej zapanowało rozczarowanie;-). To byłoby takie proste, gdyby się okazało, że oszalałam z zawiści;-) I tak już zostałam sama.
Okazało się później, że samotność, to była najlepsza rzecz, która mi się wtedy przytrafiła. Dała czas na zrozumienie siebie, zrozumienie świata, nabrania dystansu, totalną likwidację oczekiwań..
Dziś już trochę mnie to bawi, ale tylko dlatego, ze widzę jaką próbę przeszłam i to niezwykle korzystnie. Kiedyś wspomniałam, ze mój jidam to Takla Mebar to jedno z gniewnych, w pełni oświeconych bóstw tradycji Yungdrung Bon. Myślałam, że broni mnie przed złymi ludźmi, tymczasem broni mnie przed negatywnym reagowaniem na zło. Stąd rozkwitło we mnie współczucie, które jest reakcją dość oczywistą dla ludzi skrzywdzonych, ale jest bardzo cenną, bo nieczęstą, do ludzi, którzy ranią.
Po tylu przykrościach zmienił się mój stosunek do świata. Zawsze byłam dobrym człowiekiem, ale teraz jestem inaczej dobrym człowiekiem. Już często mi się zdarza, że niczego nie oczekuję. To ma uwolnić mnie od przywiązania przez co daje więcej radości
Czego wszystkim serdecznie życzę !
Kupując kwiatki na cmentarz kupiłam i sobie bratki. Teraz przylatują do mnie pszczółki :-)
Myślałam, że już nic nie napiszę, ale podzielę się słowami z Wielkiej Księgi Radości, które dodają wielkiego wsparcia, więc szkoda by było zachować je dla siebie. Cała książka została z tą intencją napisana, warto ją mieć :-)
Akceptacja - niezależnie od tego, czy wierzymy w Boga - pozwala nam zbliżyć się do pełni radości. Pozwala nam uczestniczyć w życiu na jego zasadach. Unikamy wtedy złorzeczenia, że wszystko dzieje się na przekór temu, czego sobie życzymy. Pozwala bez zbędnej szamotaniny poddać się nurtowi codzienności. Dalajlama wyjaśnił, że źródłem stresu i niepokoju są oczekiwania na temat tego, jak powinno wyglądać życie. Kiedy pogodzimy się z tym, że życie jest takie jakie jest, a nie takie jak uważamy, że być powinno, nasza podróż okaże się łatwiejsza, bo unikniemy wyboistej przejażdżki i związanych z nią : cierpienia, niepokoju i rozczarowań. Czeka nas wówczas przyjemna jazda odprężająca, wygodna i radosna.
Wiele cierpienia bierze się z naszych reakcji na ludzi, miejsca, rzeczy i życiowe okoliczności, kiedy nie potrafimy się pogodzić z tym co mamy przed oczami. Każda tego typu reakcja jest ograniczająca, zamyka nas w pewnym osądzie, krytyce, niepokoju, rozpaczy, a wręcz negacji czy uzależnieniu. Uwikłani w ten właśnie sposób, nie doświadczamy radości. Akceptacja jest mieczem przecinającym krępujące nas więzy, pozwalającym na odprężenie, zrozumienie i podjęcie właściwej decyzji.
Trzeba podkreślić, ze akceptacja jest przeciwieństwem wycofania się i kapitulacji, Arcybiskup i Dalajlama należą do najbardziej niezmordowanych aktywistów na rzecz lepszego świata dla wszystkich ludzi, a ich działania wynikają ze świadomego potwierdzenia, że jest jak jest. Arcybiskup nie zgadzał się z ideą nieuchronności apartheidu, ale przyjął do wiadomości fakt jego istnienia.
- Zostaliśmy stworzeni, aby radować się życiem - zauważył arcybiskup - Nie oznacza to wcale, że będzie łatwo i bezboleśnie. Chodzi o to by zwrócić twarz w stronę wiatru i pogodzić się z tym, że idzie burza. nie uda się, jeśli będziemy zaprzeczać rzeczywistości. Pogodzenie się z tym co jest, to pierwszy krok w stronę zmiany.
**************
Ale proste co :-)
Jak cenna jest akceptacja zrozumiałam podczas medytacji. Kiedy człowiek nie chwyta myśli, tylko pozwala im przepłynąć, robi się miejsce na przypłynięcie oświeconej myśli, jak mówił Namkhai Norbu, np. myśli z rozwiązaniem problemu, jeśli da się rozwiązać, bądź ukojeniem.
Mam nadzieję, ze spróbujecie choć troszkę wcielić w życie zwyczaj akceptacji i przyjmowanie wszystkiego jakie jest, co przyniesie los.
Małymi kroczkami, powolutku też się wejdzie na górę. A może już to umiecie, tylko ja taka zacofana jestem? Nie zdziwiłabym się :-) choć jednak często słyszę, że ktoś jest rozczarowany, albo zawiedziony.
Trudno się pogodzić z chorobą, z odejściem kogoś bliskiego, czy niepowodzeniem w pracy, z krzywdą, którą ktoś nam wyrządził. I właśnie ten ból trzeba przyjąć, pozwolić na to cierpienie, to wtedy się rozpłynie.
Ja przez całe życie miałam jedną potrzebę, wydawało się tak mało. Dawno bym sobie z tym poradziła, gdybym wiedziała o co chodzi i czym to jest powodowane.Tłumaczono mi raczej, ze mam za duże oczekiwania. trzeba się cieszyć z tego co mam. A tak naprawdę to był strach przed samotnością, taka trauma z dzieciństwa
Tak naprawdę pogodzenie się z tym co jest, takie jak mi proponowano, oznaczało kapitulację, spuszczenie głowy i to z radością, oczekiwaną przez innych, żeby nie mieli wyrzutów sumienia.
A trzeba było zrozumieć, że jest źle, że jestem sama i zaakceptować to cierpienie.
Nikt nie odważył się zobaczyć, co tak naprawdę się dzieje i dlaczego. Wiadomo, że tym którym jest lepiej na tym nie zależy. Zmieniać się mają Ci, którym gorzej.
No fakt, mi było gorzej. I może gdybym wiedziała, co to jest tak naprawdę akceptacja, oszczędziłabym sobie wielu lat cierpienia.
Jak to mówią nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, w końcu wystawiłam twarz na wiatr, burza mnie nieźle wytargała, wiele lat mi zajęło, ale w końcu zaakceptowałam wszyściutko. Musiałam się nauczyć mówić, chodzić, myśleć od nowa
Teraz te sprawy, które na bieżąco niepokoją, staram się przyjmować takie jakie są, zapoznaną metodą i zdecydowanie łatwiej się żyje.
Medytacja to taka cudowna sprawa.
Najtrudniejsze było zrozumieć, zaakceptować, ze mogę być nieszczęśliwa. Nie wyszukiwać racjonalnego pocieszenia ludzkim zwyczajem, a pozwolić, żeby samo się ułożyło. I zaufać, że to co się dzieje jest najlepszym dla nas rozwiązaniem. Często od razu niedostrzeżonym, a po czasie okazuje się, że człowiek sam by tego nie wymyślił.
Tak samo jest ze strachem, z gniewem, z buntem, z nienawiścią itp.. Trzeba to przyjąć jakie jest. Nawet jak rozrywa serce, w końcu przyjdzie ukojenie, znajdzie się jakaś pociecha, jakiś genialny pomysł i zrobi się lekko na sercu.
Wczoraj odebrałam rentgen kręgosłupa, doktor powiedział, ze od tego się nie umiera, ale naprawdę trzeba się cieszyć, że tak sobie radzę i dbać, żeby nie było gorzej, to będzie super.
No cóż, jak pomyśleć, ze mogłam być rośliną, a nie jestem, to co ja mogę jeszcze chcieć :-)))
I dziś byłam na szczepieniu na Stadionie Narodowym. Przypomniało mi się, ze 5 lat temu na Społecznych Siłaczach poznałam pana Piotra Małachowskiego, dzięki któremu jestem pod opieką cudownego fizjoterapeuty. Po tych wszystkich badaniach widać, że to naprawdę cudotwórca.
Choć sam mówił wielokrotnie, ze najważniejsza jest kondycja psychiczna i to zawdzięczam już sobie ;-)) Pewnie też dlatego, ze przy okazji robiłam coś dla innych. To też Dalajlama poleca, żeby się nie skupiać tylko na sobie, zmienić perspektywę, popatrzeć na świat. Wszyscy ludzie mają podobne trudności.
W życiu bym nie przypuszczała, ze tak to się wszystko potoczy.
No i na starość mogę powiedzieć,ze życie jest piękne ;-)
Tłum się przewinął, ale trzeba przyznać wielki obiekt :-)
Kilka razy pisałam o współczesnych autorach i choć wydawało mi się całkiem niewinnie, bo nie nastawiałam do odbioru ich znanych i docenionych na świecie utworów, spotkałam się z ostrą krytyką, że promuję ludzi, którzy działają na niekorzyść polskości. Nie rozumiałam tego, bo przecież była to fikcja literacka umiejscowiona w realiach historycznych.
Jestem Polakiem i jestem z tego dumna, szczycę się z bohaterstwa zaczerpniętego z okresu oświecenia i romantyzmu. Pewnie dzięki temu co jakiś czas staję do walki mimo strachu i okazuje się, że jestem odważna. :-))
Ale zdaję sobie sprawę z tego co się dzieje i nie pochwalam, że wspaniałą wiarę wykorzystuje się do nienawiści, manipulacji, kupując słabych ludzi, wmawiając konieczność zupełnie niemiłosiernych posunięć dla dobra.
Przestraszyłam się, że może źle pamiętam co to znaczy patriotyzm, honor, bohater.
Znalazłam moim zdanie prawdziwe wiadomości i podzielę się tym, co dla mnie najważniejsze. Może przyda się przypomnienie o co walczyli nasi przodkowie. Rzeczywiście warto pamiętać historię Polski, aby się wzorować na bohaterach, którzy Matce Boskiej polecali się w opiekę przed walką o wolność narodu.
Nie ulegać hipokrytom i egoistom, których też mieliśmy w historii Polski.
Konstytucję 3-Maja 1791 - uchwalona przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego była krokiem milowych regulującym ustrój prawny Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Pierwsza konstytucja w Europie. Ale to nie wszystkim Polakom się podobało. Byli tacy co zdradzili Polskę dla własnego dobrobytu. Takich przodków też mamy .
Konstytucja 3-maja ewidentnie nie była w smak wszystkim Polakom, nie była w smak szlachcie, magnatom, bo ograniczała ich prawa. Zniesiono Liberum Veto, uchwały Targowicy.
Anonimowy autor Zastanowienia się nad Konstytucją polską pisał: Polsko już nie jesteś Polską, bo nie jesteś wolną.
Seweryn Rzewuski pisał do króla: kajdany nasze są zawsze kajdanami, a włożone ręką obcą lub domową równie ciężą. Zarzucano, że Sejm Czteroletni dokonał zdrady, sprzeniewierzając się aktowi konfederacji z 1788 roku, który gwarantował zachowanie najświątobliwsze rządu wolnego republikanckiego .
Poseł Ignacy Chomińskiostrzegał: widzisz już, że sejm stał się panem twojej woli, a ty narodzie, nadawczą moc reprezentantom mając dotychczas, już ją utraciłeś."
Co to znaczy wolność narodu?
Ewidentnie widać, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Bardzo mi to przypomina dzisiejsze czasy. Jak można mówić o szczęściu i dobrobycie, kiedy się odbiera prawo do równouprawnienia?
Targowiczanie utrzymywali, że „Intencjami wprowadzenia armii Jej Wysokości Cesarzowej Rosji Katarzyny Wielkiej, sojuszniczki Rzeczypospolitej, są i zawsze były przywrócenie wolności Polakom i Rzeczypospolitej, a w szczególności zapewnienie wszystkim obywatelom bezpieczeństwa i szczęścia.”
18 maja 1792 roku poseł rosyjskiJakow Bułhakow wręczył ministrowi spraw zagranicznych Joachimowi Litaworowi Chreptowiczowideklarację dworu petersburskiego, w której oskarżano Polskę o prześladowania prawosławnych i knowania z Portą osmańską. Tego samego dnia ponad 20 tysięcy konfederatów wkroczyło do Polski wraz z zaprawioną w bojach rosyjską piechotą w sile 97 tysięcy.
Bohaterami byli tacy jak Józef Poniatowski, Tadeusz Kościuszko, nie wszyscy Polacy.
Może teraz to i król Stanisław August Poniatowski też byłby na czarnej liście, bo zabrał wolność magnatom, a zaopiekował się chłopami ?
Konstytucja 3 Maja ujęta była w 11 artykułach. Wprowadzała prawo powszechnej niepodległości (dla szlachty i mieszczaństwa) oraz trójpodział władzy na ustawodawczą (dwuizbowy parlament), wykonawczą (król) i sądowniczą.
Konstytucja ograniczała nadmierne immunitety prawne i polityczne przywileje szlachty zagrodowej. Ograniczała również demokrację, pozbawiając część społeczeństwa (szlachtę gołotę, tzn. nieposiadającą dóbr ziemskich) praw politycznych. We wcześniejszym (18 kwietnia1791) akcie prawnym „Miasta Nasze Królewskie wolne w państwach Rzeczypospolitej” prawa te nadano mieszczaństwu. W jego artykule III zastrzeżono, że będzie on integralną częścią Konstytucji. Akt ten nadawał mieszczaństwu prawo do bezpieczeństwa osobistego (neminem captivabimus nisi iure victum), prawo do posiadania majątków ziemskich, prawo zajmowania stanowisk oficerskich i stanowisk w administracji państwowej, prawo nabywania szlachectwa. W akcie tym obejmowano pospólstwo opieką „prawa i administracji rządowej”. Był to pierwszy krok w kierunku zniesienia poddaństwa chłopów i nadania praw wyborczych tej największej, a zarazem najbardziej wyzyskiwanej klasie społecznej.
Na szczęście większością głosów przyjęto Konstytucję
7 maja marszałkowie sejmowi wydali uniwersał, ogłaszający uchwalenie konstytucji. Głosił on m.in.: Ojczyzna nasza już jest ocalona. Swobody nasze zabezpieczone. Jesteśmy odtąd narodem wolnym i niepodległym. Opadły pęta niewoli i nierządu
:-)))
cyt. „Jakim być powinien prawdziwy patriota? Prawdziwy patriota o dobro powszechne jedynie dbały, wszystkie prywatne interesu względy temu zamiarowi poświęca, w nim korzyść, w nim chwałę, w nim ukontentowanie swoje mieści i na dokup powszechnego uszczęśliwienia ani życia, ani majątku, ani trudów nie żałuje.
A jakim fałszywy patriota? Bez żadnej z tych cnót, w którym powierzchowność okazywać się usiłuje dla pewniejszego ludzi zwodzenia; pod tym ujmującym pozorem ukrywa ambicje, miłość własną, własny interes. Tym jest zdradliwszą zasłoną hipokryzji, obłudy, nieszczerości, albo udawania cnót, im trudniejszą jest do przeniknienia”
Moim zdaniem to bardzo ważne, aby nie dać sobie oczu mydlić jakimiś obowiązkami religii.
cyt.Patriotyzm jest często przeciwstawiany szowinizmowi[20]. Patriotyzm odróżnia się od szowinizmu otwartością na inne narody, uznaniem ich prawa do suwerenności i niepodległości, a naród definiuje jako wspólnotę kulturową i obywatelską (jak w Konstytucji RP), a nie etniczno-rasową. Według Episkopatu Polski, chrześcijański patriotyzm jest przeciwstawny nacjonalizmowi[21]. Przedmiotem patriotyzmu jest przywiązanie i troska o ojczyznę, na którą składa się wiele elementów ukształtowanych historycznie, takich jak: państwowość, język, naród, kultura i tradycja, a także dziedzictwo wnoszone przez poszczególne regiony danego kraju, z ich lokalną specyfiką (poczucie patriotyzmu lokalnego i regionalnego jest traktowane jako uzupełnienie patriotyzmu ogólnokrajowego). Natomiast według nacjonalistów najwyższym dobrem jest sam naród. Nacjonalizm jest więc przeciwieństwem patriotyzmu
Religią narodową panującą jest i będzie wiara święta rzymska katolicka ze wszystkiemi jej prawami. Przejście od wiary panującej do jakiegokolwiek wyznania jest zabronione pod karami apostazji 1). Że zaś ta sama wiara święta przykazuje nam kochać bliźnich naszych, przeto wszystkim ludziom, jakiegokolwiek bądź wyznania, pokój w wierze i opiekę rządową winniśmy i dlatego wszelkich obrządków i religij wolność w krajach polskich, podług ustaw krajowych, warujemy
I skąd taka nienawiść, podsycana przez władze i naszych purpuratów, którzy swoim dobrobytem, niemoralnymi uczynkami hańbią imię takiego wspaniałego bohatera jak Kardynał Stefan Wyszyński i wiarę, która ma jednoczyć, pomagać, być wsparciem w ciężkich chwilach i miłością, pokorą przekonywać do siebie ?
To jest chrześcijańskie miłosierdzie, to jest szacunek dla całego narodu?
Moim zdaniem właśnie oni działająą na szkodę Polski, na szkodę religii. Nie ci co to zauważyli.
Ja tam się czuję patriotą, bohaterem, że o tym napisałam.
Pewnie mnie nie zamkną, nic nie ryzykuję, no może, że nikt już do mnie nie zajrzy.
Właśnie sobie uświadomiłam, że ja już napisałam wszystko, co chciałam napisać. Opowiedziałam o swojej walce z niepełnosprawnością, o mojej walce o życie z honorem, o przebaczeniu, o radości, o mojej praktyce dzogczen w drodze do oświecenia.
Mam nadzieję, że jakiś tam przyniosłam pożytek czującym osobom
:-) w każdym razie intencja się liczy :-)))
Dobrego weekendu kochani. Nie dajmy się zwariować, wszystko się zmienia, my się zmieniamy,trzeba się dostosowywać, ważne, aby znaleźć w tym co nas spotyka nie przekleństwo, ale dar i to wykorzystać do wzmocnienia zalet.
Tak radzi Dalajlama XIV , arcybiskup TUTU, mój ulubiony Terry Pratchett w książce Nacja, którą przeczytałam jakimś cudem po wypadku, kiedy żyć nie chciałam.
Najwyraźniej nazbierałam dużo zasług na dobrą karmę,to wszystko raczej nie było zbiegiem okoliczności.
Od dłuższego czasu dzielę się moimi przeżyciami związanymi z dzogczen, z kontrolą umysłu, bo dzięki temu odmienia się moje życie. Celem takiej praktyki jest wzbudzenie spontanicznego współczucia. To postawa, która nie oczekuje poklasku, nie powoduje przywiązania, dlatego jest tak cenna.
Wspomniana wcześniej książka bardzo mnie poruszyła. Wywołała ogromne wzburzenie i uczucie nienawiści, jakiego jeszcze nigdy nie czułam. Autorzy, natomiast, kilkakrotnie wspominają, że pisząc tą książkę zostawiają świat lepszym niż zastali. Długo nie mogłam zrozumieć jakim to trzeba być człowiekiem, żeby wywołując nienawiść, uważać to za lepszy stan umysłu.
W końcu zrozumiałam, że rzeczywiście, ta książka może spowodować, ze świat będzie lepszy. Jeśli zauważy się jaki mechanizm uruchamia w ludzkiej w głowie, wywołując uczucie, które przesłania rzeczywistość.
Nienawiść to jest produkt ego, więc nie jest dobrym uczuciem. Jezus Chrystus uczył miłosierdzia, nie gniewu i nienawiści.
Na tablicy w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach są wyryte słowa, które zapewniają, że prośby człowieka o czystym sercu i intencjach będą spełnione. Dla takiego człowieka cuda obiecuje też tantra w tradycji Bon.
Moim zdaniem nienawiść nie jest czystym uczuciem i ktoś powodowany takim uczuciem nie zrobi nic dobrego. Rodzi się ze ono strachu, nie z odwagi.
Wspominając Wielkanoc, przeczytałam:
co oznacza słowo "Alleluja"?
kto do kogo powiedział : "Alleluja i do przodu"?
Na łamach bloga pisałam o między innymi o komunizmie, o faszyzmie, nazizmie, post chrześcijaństwie. Tego wszystkiego doświadczamy w Polsce.
Systemy te opierają swoją popularność na poparciu społeczeństwa, któremu obiecuje się poprawę warunków, jeśli się usunie wroga.
Przypomniały mi się słowa młodego człowieka studiującego nauki polityczne, który przed wyborami powiedział, że jednoczy się naród przez obarczanie winą za problemy ekonomiczne jakiejś grupy społecznej. Piętnuje się postawy uznane za złe, więc mają zgubny wpływ i poprawa nastąpi przez wyeliminowanie ich. Wszystko po to, by odciągnąć uwagę od prawdziwego sensu prowadzonych działań. Wzbudza się nienawiść do poprzedniego systemu politycznego, do emigrantów, do mniejszości narodowych, do LGBT itp.
Ta książka idealnie pokazuje jak to się robi. Dałam ponieść się fali, nie zważając na logikę, na wiedzę jaką mam, zatrzęsłam się z gniewu.
Już się otrząsnęłam z tego stanu i pomyślałam jak cenna jest nauka o kontroli umysłu. Dobrze jest wiedzieć, co się tak naprawdę dzieje, co się tak naprawdę robi i dlaczego. Wówczas człowiek nie da się zmanipulować, wykorzystać.
Moim zdaniem to jest największy cud, który pozwala przeżyć życie z honorem, z godnością (nie mylić z dumą) dla pożytku wszystkich czujących istot, nie krzywdząc nikogo.
Dawno miałam pokazać kilka uroczych zdjęć, żeby ocieplić nastroje, ale nie byłam w stanie. Wreszcie to zrobię.:-) Miałam wielki dylemat, ale już zrozumiałam co się dzieje i ulżyło mi.
W piękny dzień upolowałam cudownego motylka na miejskim kwiatku :-)
Przylatują znowu ptaszki na kaszę jaglaną. Są wróbelki, nie ma sikorek. Ciekawe czemu?
Nieoczekiwanie któregoś dnia zrobiła się śnieżyca. U Was też był taki dzień ?
Na szczęście w domu ciepło i humor dopisuje :-)
W weekend spacery w wiosennym klimacie.
10000 kroków zrobione, dochodzę do mety, czeka na mnie tłum kibiców. Też miło :-)
W domu czeka kawka i towarzystwo. Oby tak zawsze się udało :-)
Przeczytałam niesamowitą książkę. W pierwszej chwili pomyślałam, że ją polecę, to na pewno odmieni pogląd na historię. Potem uznałam, że taka wiedza może przynieść więcej szkody, bo wzbudzi strach i nienawiść, więc nie powinnam.
Kilka dni męczyły mnie myśli na ten temat i w końcu zdecydowałam napisać co o tym sądzę.
Zastanawiam się po co ktoś napisał taką książkę? Oczywiście, żeby powiedzieć prawdę jakiej się dowiedział, jak interpretuje, jak czuje. Ale co tak naprawdę wywoła tak podana prawda? Jedni uwierzą, inni nie, jak zawsze. Bez względu na to w głowie zalęgnie się myśl, która wzbudzi uczucie, a ono spowoduje emocje.
Moim zdaniem nic pożytecznego.
We mnie, choć jestem łagodnym człowiekiem, na ogół usprawiedliwiającym innych, momentalnie wzbudziło strach i nienawiść, bo zobaczyłam fałsz i intrygę szkodzącą mojej ojczyźnie.
Długo nie mogłam przeboleć.
W końcu przypomniał mi się Tybet, któremu Chiny odbierają wolność nawet do życia.
Chiny są potęgą i tak naprawdę podbijają świat zalewając swoimi produktami, bez których nie ma np.przemysłu. Przeciw temu nikt się nie burzy. Na prośbę, żeby bojkotować chińskie produkty, rozkłada się ręce.
Ponieważ są daleko nie wydaje się być szkodliwe dla nas.
Fakt jest jednak taki, że żadne państwo nie jest teraz niezależne. Każdy podlega układowi sił.
Czy aż tak jest istotne, czy ktoś obłudny, fałszywy, oczernia i podstępem się bogaci, czy siłą bierze co chce?
To sprawa honorowa.
Ale i Polacy są coraz bardziej obywatelami świata, dość słabymi obywatelami, ale na granicy, więc jesteśmy istotni.
Przypomniało mi się powiedzenie z Tybetu: jeśli da się coś zrobić, to trzeba zrobić, jeśli się nie da nic zrobić, też nie ma się co martwić. Po polsku mówi się: będzie co ma być :-)
Nie można nic zrobić w warunkach jakich jesteśmy, więc wzbudzenie nienawiści nie przyniesie dobrego rozwiązania. W pewnych kręgach współczucia się nie wzbudzi, trzeba liczyć na dobry obrót sprawy, czyli na cud:-)
Takie jest moje zdanie. Może czegoś nie zrozumiałam? Nie zauważyłam jakiegoś ważnego sensu tej książki? dam kilku starszym osobom do przeczytania, zobaczymy co powiedzą. Jeśli coś innego niż ja, podam tytuł.
A może przeczytaliście coś co wydaje wam się szkodliwe i nie polecacie?
ps. własnie usłyszałam o przygotowaniach Wielkiej Brytanii do walki z Rosją w obronie Ukrainy. Putin nic sobie nie robi z oburzenia Zachodu. Jak to określono jest bandytą doskonałym i dba o poparcie swego ludu tak jak Lenin, Stalin, Breżniew.
Ten film pierwszy raz był wyświetlany na małym ekranie. Bardzo mnie to ucieszyło, bo pamiętam, ze Churchill grany przez Gary Oldmana zrobił na mnie ogromne wrażenie. Co do postaci historycznej premiera nie będę rozprawiać, to można przeczytać w opracowaniach, dla mnie sam charakter postaci w filmie zrobił bardzo dobre wrażenie. Widzimy premiera, który podejmuje walkę z nazizmem, toczy bitwę o Anglię i jest ona pełna uznania, geniuszu strategicznego. Ten film nie jest jednak dokumentem, jest wizją twórcy opartą na pewnych faktach.
W kwietniu 2018 roku zostałam zaproszona na projekcję tego filmu przez koleżankę, która miała wejściówki z Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Napisałam do niej z podziękowaniem, zwłaszcza, że dzięki niej byłam w Operze, Filharmonii, w teatrach po wypadku. Byłam jej instruktorem początkującym na tai chi i tak mnie polubiła, że choć ledwie chodziłam i właściwie zajęcia tai chi były jedynym moim fizycznym wysiłkiem, zabierała mnie do takich miejsc, kiedy dowiedziała się, ze jestem sympatykiem sztuki od lat.
Napisałam posta 12 kwietnia 2018 po obejrzeniu filmu i teraz chętnie go przeczytałam, żeby zobaczyć jakie wrażenia miałam wówczas, kiedy byłam sama w stanie wojny, można powiedzieć i nabranie hartu ducha było mi potrzebne :-) Po kilku latach mam już inne spojrzenie na te sprawy. Przede wszystkim wynika to z tego, że już nie walczę o życie. Teraz walczę o to, żeby moje życie miało sens. Ta perspektywa zmienia diametralnie moje sposoby walki. Pewne zachowania są zrozumiałe w walce o przetrwanie Te same mogą stać na przeszkodzie zwycięstwu w walce o sens życia.
Porównałam cytaty na jakie zwróciłam uwagę wtedy, a jakie teraz :-)
Moim zdaniem ten jest najlepszy i jak sądzę zgadza się też z nauką bon:
Zwycięstwo nigdy nie jest ostateczne
Porażka nigdy nie jest totalna
Liczy się tylko odwaga
Dopiero teraz to rozumiem. Wszystko się zmienia, więc to co doświadczany jest wyzwaniem. Można to potraktować jako egzamin. Dziś doceniam, że zrobiłam coś czego się bałam, niezależnie od efektu, ale to pozwoliło mi poczuć szacunek do siebie. I tak się zaczęło. Spodobało mi się to, że mam wpływ na to co się dzieje ze mną, choć nie w taki oczywisty sposób. Jak to dziś powiedział Wojtek Malajkat w TVN Fabuła: najgorsza jest dosłowność, trzeba pozostawić coś do interpretacji. Olga Tokarczuk nazwała dosłowność wręcz zabójstwem dla sztuki.
Jeśli ktoś mnie zaatakuje, zechce skrzywdzić, wiem gdzie szukać pomocy, zastępy dobrych ludzi, moich aniołów, będzie ratować. Ale dziś już stać mnie na to żeby spojrzeć szerzej na aspekt pokonania wroga. Dziś już rozumiem co to godność, co to współczucie, co jest dla mnie najważniejsze i dlaczego.
Dziś już nie myślę o poddaniu się i kapitulacji jak o porażce. Odpuszczenie komuś może być sukcesem. Jak nie chce czegoś robić z dobrego serca, to nie. Na pewno znajdzie się jakaś pomoc, jakieś wyjście z sytuacji.
Odpuszczenie czy wywalczenie "sprawiedliwości" nie jest decyzją już zaplanowaną. To wszystko zależy od okoliczności. Jedno w tym wszystkim jest najważniejsze, uświadomienie sobie, co mną będzie kierowało. Czy poczuję współczucie odpuszczając, czy współczuciem będzie walka, która zmusi kogoś do przemyślenia co robi i wybicie z rutyny?
Ufam, medytuję, modlę się, staram się być dobrym człowiekiem i wiem, że wybiorę dobrą drogę, tak jak udawało mi się do tej pory. Już wiem, że sukcesem będzie, gdy pojawiające się uczucia zazdrości, pokrzywdzenia, zawiści, gniewu będę umiała rozpuścić i nie pozostawią śladu zbierając złą karmę
I takich zwycięstw wszystkim życzę :-))
Z bieżących wojen potrzebna jest mi walka z lenistwem, aby zdrowo się odżywiać, ruszać się, ćwiczyć tai chi, medytować, żeby umysł był dotleniony, oczyszczony, dożywiony. To jest dla mnie trudne, bo słaba jestem fizycznie, ale małymi krokami robię co mogę. Dzięki temu jestem coraz bardziej otwarta na świat i widzę dobre, pożyteczne rzeczy, aby zbierać zasługi, zbierać dobrą karmę. Łatwiej sobie uświadamiam czym mogę szkodzić innym. Doceniam na przykład, że łagodnością prędzej się łagodność uzyska, a nawet dobroć.
Takie są moje doświadczenia.
Co jakiś czas wydarza się coś takiego, co spędza sen z powiek. W pierwszej chwili ogarnia mnie strach, potem chcę się użyć siły, potem litości, a na końcu modlę się ufając, że wszystko się dobrze skończy, taki cud już wiele razy się zdarzył :-)
cyt Churchilla
" Gdy młodość przeminie musi starczyć mądrość "
Premier miał wielu przeciwników, dobre decyzje w filmie kwitowano stwierdzeniem że " nawet zepsuty zegar dwa razy na dobę się nie myli"
:-)
Filmowy premier otoczony dziennikarzami pokazał znak V czyli zwycięstwo, jednak palce skierował do siebie co okazało się, ze w slangu znaczy to "odwalcie się" o czym nie wiedział.
:-))))
Piszę o moich przeżyciach, żeby wszyscy odnieśli zwycięstwo nad swoimi utrapieniami, ale jeśli u was to się nie sprawdzi, to nie moja wina :-) Bez obrazy :-)
ps. Wracając do Winstona Churchilla zbrojnie walczył z protestującymi tak samo w kraju jak w koloniach. Pierwszy użył broni i gazu na cywilów. Stworzył obozy podobne do nazistowskich w Kenii, nie zgadzał się na prawo do wyborów dla kobiet. Nie wiem na jakiej podstawie ktoś mógł napisać, ze krzewił najwyższe wartości ludzkie?
Odwaga może być wykorzystana do krzywdzenia innych, trzeba być czujnym, jak zawsze :-)
Taki komentarz dostałam do "Niewidzialnych kobiet...."
ps. Kobieta, która bardzo polubi się, doceni i dopomina się szacunku, choć nikogo nie krzywdzi, czasem spotyka się z dezaprobatą opinii publicznej. Wydaje mi się, że też przede wszystkim kobiet
bo nie mieści się w normach.
Jak myślicie?
Robi się cieplutko, słonko świeci, idzie dobry czas na spacery. Mnie ze szczęścia hiacynt też się rozrósł ponad normę, muszę kwiaty podtrzymywać :-)
Bardzo dziękuję Janeczko za tak radosną kartę świąteczną :-)))
Pucują mój symbol, żeby słoneczko pięknie się odbijało :-))
Człowiek w trudnej sytuacji pokazuje na co go stać. Można się zdziwić. Doznać wręcz szoku, jak się okaże, że nie wierzy w co wierzy
Piękne niebo prawda :-)))
Wiosna, święta sprzyjają rozpoczęciu jakiś nowych przedsięzięć
Urosły kiełki w moim naczyniu i robię sałatki z roszponką, piję koktajle ze szpinaku. Oczywiście dodaję dużo zalecanych różności, żeby było smacznie.
Jestem z siebie dumna, bo nauczyłam się dbać o to, żeby zawsze dodawać siemię lniane albo nasiona chia, płatki owsiane, zmielone jagody goi, komosę ryżową wymiennie. Dzięki temu jest to pełnowartościowy posiłek i jem taki na drugie śniadanie czy na kolację. Nigdy bym nie przypuszczała, że będę szczęśliwa, bo mi się chce to robić.
Ostatnio bardzo mnie zainteresował program Szkoła Filmowa na TVN Fabuła. Gośćmi programu byli np. Jerzy Stuhr, Tomasz Kot, Magda Cielecka, Iza Kuna, Magdalena Boczarska. Zaproszeni opowiadają mnóstwo ciekawych historii, przeżyć z pracy w teatrze, w filmie. Odcinki zostały nagrane w 2018 roku, teraz są często powtarzane. Zachęcam serdecznie.
Najbardziej utkwił mi w pamięci wywiad z Agnieszką Holland. Już kiedyś o tym wspominałam, ale za każdym razem dociera do mnie coraz to inne spostrzeżenie.
Teraz zapadło mi w pamięć stwierdzenie, że kobieta po czterdziestce robi się niewidzialna dla mężczyzn, dla społeczeństwa. Zaskoczyło mnie to, ale rzeczywiście bardzo często tak jest, że kobieta nie wiedzieć kiedy realizując się jako matka i żona w pewnym momencie staje się wystrojem wnętrza. A jak mąż odejdzie, to już całkiem tragedia.
To przekleństwo może stać się błogosławieństwem. Kobieta jest zmuszona odnaleźć szczęście w samorealizacji, w zaopiekowaniu się sobą, w radości, że zrobiła coś co ją samą zwyczajnie zadowoliło. Nikt nie zauważa, nikt nie podziwia, bo często to są drobiazgi. Szczęście polega na tym, że same zauważą jakie są, docenią zalety i tyle rzeczy ich cieszy.
A wy co myślicie?
Ja dopiero teraz doszukałam się tej radości. Szczęśliwa jestem, że odnalazłam tyle radości, nawet w szukaniu wiadomości o tym co się dzieje na świecie, w ojczyźnie. I pomyśleć, że ja tylko chciałam, żeby mąż mnie kochał. Z powodu takich ograniczeń, kobieta sobie sama odbiera szczęście. Los poskąpił jednego, ale dał dużo innych możliwości.
Szkoda, ze nie pomyślałam tak dziesięć lat temu. No cóż, lepiej późno niż wcale, stare przysłowie pszczół mówi :-)
W jednym z odcinków usłyszałam niezły dowcip: człowiek jest tylko człowiekiem, a i to rzadko.
Bardzo często czytany jest mój post "Myślenie ma kolosalną przyszłość" pomyślałam sobie, że po pół roku "myślenia' mogę sprawdzić jakie zmiany zaszły w moim postrzeganiu świata.
W tamtym czasie moim przewodnikiem była książka Dzogczen, a teraz czytam "Wielką Księgę Radości". Dopiero teraz zrozumiałam w pełni słowa Buddy " Umysł tworzy rzeczywistość".
Dalajlama opowiada o ucieczce z Tybetu 17 marca 1959 jak o nowych możliwościach Jego rozwoju. Zauważył, że bardzo dużo korzystnych zmian nastąpiło dzięki zamieszkaniu w Indiach. Musiał otworzyć się na świat, nauczyć funkcjonować w nowych realiach, znaleźć możliwości ratunku dla nauki bon, dla mnichów, dzięki czemu o Tybecie dowiedział się cały świat. Dalajlama dostał Pokojową Nagrodę Nobla.
Wypędzenie z kraju nie było wytworem umysłu, dopiero przyjęcie tego faktu zależało od niego.
Dalajlama radzi
- Na każdą sytuację, czy problem musimy spojrzeć z przynajmniej sześciu stron: z przodu, z tyłu, z góry i z dołu oraz z obu boków. To pozwoli nam na pełniejszy i bardziej całościowy wgląd w rzeczywistość, a dzięki temu nasza reakcja będzie o wiele bardziej konstruktywna"
Największy wpływ na szczęście : umiejętność zmiany perspektywy, spoglądanie na sytuację pod bardziej pozytywnym kątem. Następnie zdolność do wyrażania wdzięczności i wybór ścieżki dobra oraz hojność wobec innych.
Zdrowa perspektywa jest w istocie fundamentem radości i szczęścia, bo to jak patrzymy na świat, określa sposób w jaki go przeżywamy. Zmiana kąta patrzenia na rzeczywistość pociąga za sobą transformację odczuć i działań, które znowu modelują świat. -cyt z Wielkiej Księgi Radości
Uważam, że udała mi się zmian perspektywy. Nauka przez ostatnie kilka lat nie poszła na marne :-)
Zawsze byłam dobrym człowiekiem, hojnym, serdecznym, troskliwym, na pewno byłam pozytywnie nastawiona do świata, brakowało mi tylko tej perspektywy.
Pragnęłam jednej rzeczy w życiu, żeby być kochaną. Pragnienie było spowodowane przeżyciami z dzieciństwa, które wpłynęły na rodzaj tej miłości. Strach przed samotnością determinował wszystkie uczucia, a jeszcze wychowanie w tradycji romantycznej miłości narzucała pewne wymagania.
Dwa razy miałam złamane serce. Za każdym razem nie pomyliłam się wyciągając wnioski, z tego co widziałam. Za pierwszym razem buntowałam się, protestowałam, cierpiałam strasznie.
Za drugim razem nie chciałam przechodzić tego samego. Ale w końcu cierpiałam tak samo.
O ile w pierwszym przypadku, nie trzeba było się upierać, odpuścić i dać wolność, zamiast się mordować na własną prośbę, bo to takie romantyczne;-)). O tyle za drugim razem mogłam docenić co było, bo to i tak było dużo, nie zakładać najgorszego. Gdybym umiała spojrzeć na to z innej perspektywy, stworzyłabym inną rzeczywistość.
No ale stało się jak się stało, przeżyłam piekło, ale gdyby nie to, nigdy bym nie zrozumiała co to znaczy, że umysł tworzy rzeczywistość. Nie zrozumiałabym jaką trucizną jest przywiązanie.
Od jakiegoś czasu bardzo samotna osoba, nieco się do mnie otworzyła. Bardzo mnie chwali i mówi, ze podziwia. Znam ją kilka lat, więc wzruszyłam się, ze tak się zwierzyła z problemów i miałam śmiałość kilka osobistych słów powiedzieć. To nas zbliżyło.
Z drugiej strony polubiłam samotność i wcale nie mam potrzeby częstych kontaktów, więc zastanowiłam się, jak pomóc, żeby jednak czuła wsparcie.
Pamiętam jak mi było mi przykro, ze nikt się nie odzywa.
A teraz zrozumiałam, ze opieka drugiego człowieka tylko trochę pomoże, może wskazać drogę, ale trzeba samemu zaopiekować się sobą.
I do tego potrzebne są odpowiednie warunki. Samotność, przestrzeń, w której sam musi się odnaleźć, wzmocnić, uniezależnić, żeby prawdziwie pokochać, żeby się nie bać i w każdej sytuacji odnaleźć dobro.
Przypomniało mi się jak zaczynałam leczenie z depresji. Każdego dnia stawiałam sobie jakiś cel, choćby wyjść na dwór, kupić kwiatuszka do domu, cokolwiek co było jakimś wysiłkiem, żeby na koniec dnia móc pomyśleć, że coś mi się udało. To nie przynosiło żadnej radości. Chyba po roku zobaczyłam ile ja już rzeczy robię. Jak na zdrową osobę mało, ale jak dla mnie dużo i dlatego zaczęłam być szczęśliwa.
Teraz kiedy miałam coś doradzić, powiedziałabym fajnie jest jak ktoś się opiekuje, ale jestem szczęśliwa, bo tyle umiem robić sama. A to koktajl warzywny, a to ćwiczenia tai chi, a to rzeżuchę posiałam itd. hehe. Radości z takiego spojrzenia na świat w ogóle nie spodziewałam się. Robiłam bardzo dużo rzeczy będąc zdrowa, ale nie ceniły tego osoby dla mnie najważniejsze, a tym samym i ja.
Ludzie robią takie rzeczy i mnóstwo innych i nie robią z tego hecy, ja wiem, ale ja doceniam, ze w ogóle coś mi się chce robić, że dzięki tej radości mogę spokojnie czekać na obrót losu, a nie smucić się niespełnieniem marzeń. Bo ja już nie mam marzeń. po co się ograniczać :-) Na przykład teraz obejrzałam film dokumentalny na TV Kultura o Beethovenie i usłyszałam jego Ode do Radości,teraz to hymn Unii Europejskiej :
O braterstwie ludzi bez podziałów mówi też arcybiskup: wszyscy jesteśmy dziećmi Bożymi przecież. Dalajlama wspomniał, że Gandhi na pytanie czy jest wyznawcą hinduizmu, odpowiedział:
"- Tak jestem, Jestem także chrześcijaninem, muzułmaninem, buddystą i żydem.
Szukając prawdy wspólnej wszystkim ludziom, powinno się czerpać ze studni mądrości niezależnie od tego, które źródło je zasila."
Zauważenie takich zależności, uważam za bardzo dobrą passę, a nawet szczęśliwe przeznaczenie. To o czym tu jeszcze marzyć? Przecież nie o przemijających wartościach.
cyt. "Surowy nakaz Santidewy: Jeśli jest sposób na wyjście z sytuacji, wtedy zamiast poddawać się fali smutku, strachu, czy złości, ze wszystkich sił postaraj się wpłynąć na okoliczności. jeśli natomiast żadnego wyjścia nie ma, wtedy strach, smutek czy złość nie mają najmniejszego sensu.
Wówczas powiedziałem sobie, że cokolwiek się ze mną nie stanie, będzie dobrze. Trzeba stawić czoło faktom, rzeczywistości"
Robię różne rzeczy, żeby życie miało sens. Ale ten sens jest zupełnie inny niż kiedyś i to na pewno kreuje lepszą rzeczywistość niż kiedyś :-)
cyt. Wielka Księga Radości:... wyróżniliśmy osiem filarów radości. Cztery należą do sfery umysłu: perspektywa, pokora, poczucie humoru (o super:-))), akceptacja. Pozostałe zaś związane są z domeną serca: wybaczanie, wdzięczność, współczucie i szczodrość.
No to ja te filary zbudowałam, pewnie dlatego mam tyle radości mimo wszystko, mimo tego, ze nie jestem sprawna fizycznie, że boli tyle części ciała i nie mam siły, żeby z łóżka wstać, nawet to okazuje się być dobrym zrządzeniem losu, mam czas na przemyślenia, na przewartościowanie priorytetów :-))
Idą święta. Zakwitła cebula, którą posadziłam w lutym. Kurczaczek już spogląda wesoło. Rzeżucha rośnie jak szalona. :-)
Okna myją na moim ulubionym wieżowcu :-) Szkoda, ze nie u mnie, ech
Niedawno obejrzałam film i przypomniała mi się bardzo fajna piosenka, takiego chłopaka mogłabym mieć :-) i takiego na pewno uszczęśliwię :-)))