sobota, 28 marca 2020

"Księgi Jakubowe" - Prawda

       Długo odwlekałam pisanie o "Księgach Jakubowych" Olgi Tokarczuk. Jestem pod wielkim wrażeniem tej powieści i miałam wrażenie, że za bardzo osobiście ją odbieram.
Jest w niej mnóstwo genialnych spostrzeżeń ludzkich zachowań, mechanizmów, którym człowiek ulega, prawd o istnieniu świata.  Bardzo polecam, aby ją przeczytać. Nie chodzi mi o to, aby się zgadzać, ale żeby o tym pomyśleć, aby to wiedzieć.
 
Dziś, kiedy usłyszałam o głosowaniu nad zmianami w Ustawie Wyborczej, wróciły do mnie "Księgi Jakubowe"


Każdy patriota, każdy Polak może ją przeczytać i uczyć młodzież, aby kształtowały się wolne, otwarte umysły, zdolne do obrony przed frankizmem.

Tak jak napisała pani Olga "Historia Jakuba Franka jest tak zdumiewająca, że trudno uwierzyć, iż naprawdę się zdarzyła"

Rozumiem dlaczego pani Olga napisała też: cyt.
 " Każdy żywot w innej postaci dawałby nam więcej możliwości do doskonalenia. A odkupienie grzechów wieczną karą w piekle rzadko bywa zadośćuczynieniem za całe zło, jakie się wyrządziło"

Moim zdaniem Jakub Frank się odrodził.

Pani Olga dodała, i to może przekonać chrześcijan, "Skazanie na piekło nie jest miłosierne "

  Mój ulubiony cytat pośród setki genialnych:

 :PRAWDA - to jest takie coś, co można wyrażać wieloma opowieściami, bo jest jak ten ogród, do którego weszli mędrcy i każdy widział co innego.

      Ja zobaczyłam taką prawdę:
Bardzo łatwo jest manipulować biednym, udręczonym człowiekiem, obiecując mu zbawienie,  pozwalając na małe zadowolenie, aby chwilowo lepiej się poczuł. miał taką namiastkę raju. A tak naprawdę tylko po to, żeby spokojnie zgadzał  się i pomagał w zrealizowani czyichś chorych ambicji, czyichś wizji.
Takich mesjaszy spotyka się czasem na swojej drodze.
I nie jest wcale tak, że wierzy się w to czego człowiek potrzebuje (to jest bardzo zmyślne spychanie winy, żeby czuł się gorszy), jest bardzo sprytnie do tego przekonywany, po troszeczku odbierana jest mu pewność siebie, wiara w siebie. Przedstawia się sytuację w taki sposób, aby nigdy nie miał racji, aby potulnie słuchał się.
 Czasem nadziwić się nie mogę, że można aż tak obrócić znaczenie, skierować uwagę na coś innego, co zupełnie zmienia sens.

Jedno jest pewne, człowiek musi sam wzmacniać świadomość tego co się tak naprawdę dzieje i dlaczego.
To nie jest takie oczywiste, ale jedno jest pewne na sto procent i każdy to pozna: Mesjasz i zbawiciel co wyrządza krzywdę innym, nie jest Mesjaszem i Zbawicielem.

Taka świadomość daje odwagę.

      "A brak lęku to niczym aureola - można się w niej ogrzać, Można zapewnić trochę ciepła małej, zziębniętej, wystraszonej duszy"

Mam nadzieję, ze ostatecznie zachęciłam do lektury.
Dodam tylko, że szokuje czasem, przeraża, jak pomyśli się, ze tak to bywa z ludźmi. Ostatecznie wszystko się dobrze kończy. "śmierć nie jest zła"cyt.

Po przeczytaniu 900 stron, przeżywając ludzkie losy, olśniło mnie. Przypomniało mi się, ze w czasach PRL i cenzury, o czym by nie było i tak wszyscy wiedzieli o kogo chodzi.
Nie dziwię się,że nasze władze bez entuzjazmu odniosły się Nagrody Nobla dla pisarki :-P

środa, 18 marca 2020

Jego Świątobliwość XIV Dalajlama – dla mnie

Jego Świątobliwość XIV Dalajlama – życie na wygnaniu

Postaci XIV Dalajlamy poświęciła audycję Marzanna de Latour. Do programu z cyklu"Ludzie i idee" autorka zaprosiła: profesora Stanisława Godzińskiego, specjalistę w dziedzinie mongolistyki i tybetologii, doktora Krzysztofa Dębnickiego, doktora Marka Mejora oraz Marka Sawickiego, ówczesnego przewodniczącego Stowarzyszenia Buddyjskiego Karma Kagyu w Polsce. Audycja powstała po przyznaniu Dalajlamie Pokojowej Nagrody Nobla.  cyt

   Byłam pod ogromnym wrażeniem prelekcji o Tybecie. Kiedy napisałam posta o terrorze jakiemu podawanie są Tybetańczycy, sama się przestraszyłam. Ewa mnie uspokoiła, że u mnie jest niewiele i delikatnie przestawione warunki w Tybecie. Podała mi stronę o Wolnym Tybecie. Dopiero jak to przeczytałam żołądek mi się ścisnął. Nie zdawałam sobie sprawy co tam się tak naprawdę dzieje. Chińczycy już mordują Tybetańczyków systematycznie, niszczą klasztory miejsca święte, zabytki kultury, nie pozwalają na wolność religijną,  przedstawiają światu swoją wersję zajść. Wygnano 500 000 mniszek i mnichów z klasztorów. Wielu z nich było torturowanych, zgwałconych, spalonych.
Tybetańczycy poddawani są torturom, obozom pracy, sterylizacji, usuwane są ciąże i zabijane noworodki, które nie dostały pozwolenia na urodzenie.

    Rządy państw nie chcą ingerować, bo Chińczycy są potęgą, są członkiem NATO i gospodarka światowa jest zależna od Chin.  Społeczeństwo wzburzone informacjami, które docierają, wywierają presję na rządy, ale  w znikomym stopniu.

Zginęło milion dwieście tysięcy  Tybetańczyków!!!!!! Jedna piąta społeczeństwa, porównywalna z Okupacją Hitlera w II Wojną światową.


  Dalajlama XIV przywódca duchowy Tybetu, 1959 był zmuszony do ucieczki, wyemigrowała do Indii.

cyt, Prawa Człowieka/Wolny Tybet
Tuż po dotarciu do Indii, Dalajlama powołał rząd emigracyjny. Głównymi zadaniami było organizowanie pomocy dla uchodźców i zabieganie o wsparcie społeczności międzynarodowej. Sam Dalajlama stanowczo sprzeciwia się stosowaniu przemocy w walce o wolność, prawa i godność swojego narodu. Z swoją pokojową postawę, została przyznana mu w 1989 roku pokojowa Nagroda Nobla. Jednakże, świat chrześcijański słabo protestuje albo milczy, bo jakoś inkwizycyjna natura chrześcijaństwa woli jak innowierców, buddystów wymordują ateistyczni maoiści z Chińskiej Republiki Ludowej. Przypomina się Polska pod zaborami trzech chrześcijańskich, krzyżowych mocarstw, przypomina się zbrodniczy zakon krzyżacki Marii Panny...


     Dzięki staraniom Jego Świątobliwość XIV Dalajlamy wieści o warunkach w Tybecie, o cierpieniu, o krzywdzie docierają do świata i prośby o pomoc.
Dzięki niemu rozpowszechniła się medycyna tybetańska, kultura, sztuka Tybetu. We wspomnianym już Instytucie Norbulinka wytwarzane są wyroby artystyczne, lekarstwa powstałe  z leczniczych ziół, które są wysłane do szpitali, aby wspomagały leczenie nowoczesnymi metodami. Podejście lekarzy jest niepowtarzalne  i przynoszące wielkie korzyści w leczeniu.

O tym przeczytacie, jeśli macie chęć np. na tych stronach.

Medycyna tybetańska jest ceniona na całym świecie.

https://studybuddhism.com/pl/studia-zaawansowane/historia-i-kultura/medycyna-tybetanska/medycyna-tybetanska-podstawowe-zasady

     Opowiem trochę o swoich wrażeniach, odczuciach, spostrzeżeniach, może mało precyzyjnie,  fachowo, ale w moim odczuciu celnie.

      Dalajlama to min.znaczy mądrość wielka jak ocean i w moim odczuciu Dalajlama XIV jest tego odzwierciedleniem.
W tak tragicznych warunkach zadbał aby Tybetańczycy w Indiach uczyli się o Tybecie, języka tybetańskiego, uczyli się języka angielskiego, wystarał się o sponsorowanie chętnych do nauki na  wyższych uczelniach, do praktyki, nauki zawodu na zachodzie .
Tak właśnie przyjechał do Polski i zdobył wykształcenie mój lekarz Losar.
Z całego świata przychodzą zamówienia na dzieła sztuki, ziołowe lekarstwa, co zapewnia utrzymanie klasztorów i uczniów w nich mieszkających.

    Usłyszałam na wykładzie, że psychologia tybetańska jest na dużo wyższym poziomie, niż zachodnia.

I tu sama jestem najlepszym tego przykładem.
Z nauk Tenzia Wangya Rinpoche, udało mi się wyjść z depresji. Już opisywałam to nie raz, więc teraz chciałam tylko podkreślić, że to jest wielka mądrość. Oczywiście moja pani psycholog, wszystkich chyba było trzy, rozpoczęły uwalnianie się od ukrytych traumatycznych przeżyć. I to jest niezbędne. Uświadomienie cierpienia jest potrzebne, aby ból  mógł się  rozpuścić., Ponieważ chodziłam na terapię i w tym czasie słuchałam wykładów i dzięki medytacji, okazywało się, że ten ból nie jest powodowany przez jedno wydarzenie. Duża intensywność zagłębiana się w siebie, spowodowała, jak to określiła pani psycholog wyjątkowo szybkie zdrowienie :-)
A to dzięki temu, ze Tenzin wielokrotnie przypominał: zrozum co tak naprawdę robisz? i dlaczego?.
Pani psycholog bardzo mi pomogła nazwać to co ja czułam, co przeżywałam.
Ona pierwsza zwróciła mi uwagę na samotność, która mi doskwierłaa od dziecka.
To mnie zaskoczyło, a okazało się, że to kluczowy problem, i to miało  największy wpływ na wybory, decyzje w życiu.
Kiedy wreszcie zrozumiałam co tak naprawdę robię i dlaczego, otrząsnęłam się i zaczęłam zdrowieć. Stosowałam polecane przez Nauczyciela Bon, 9 oczyszczających oddechów, trochę tsa lungi (ale wybrałam ćwiczenia zdrowotnego tai chi), medytację, która jest relaksem, czyli , pozwolenie myślom płynąć swobodnie bez napięć,  leczyło mnie psychicznie i fizycznie.

Ile czasu to trwało to wiecie, będzie 5 lat prowadzenia bloga :-)

A już największym moim osiągnięciem do tej pory jest zrozumienie dzogczen.
Pamiętam moje zdziwienie kiedy usłyszałam: przyjmij to takie jakim jest.
Zaczęło się od tego, że musiałam przyjąć gniew, rozpacz, zazdrość itp. do czego w ogóle się nie przyznaje przed sobą, tak wychowani jesteśmy
Ale okazało się, że przyjęcie takich emocji to nie wszystko, nie należy ich roztrząsać, dywagować, przeżywać, trzeba pozwolić im przepłynąć dalej.
Możliwe to jest dzięki temu,że staniemy się swoim najlepszym przyjacielem, przed którym jest się otwartym, nie wstydzi się, nie kłamie.

Przypomina mi się słynny cytat naszego Kardynała Wyszyńskiego: "wybaczenie jest kluczem do drzwi naszego więzienia" Ten klucz znalazłam dzięki nauczycielowi Bon !!
A potem jeszcze kilka kluczy do innych drzwi więzienia znalazłam. Znajduję do dziś.

Szczegóły i rozmyślania nad tym przekazuje Nauczyciel Bon, i Mistrz Dzogczen, ja tylko mogę powiedzieć nieudolnie co sama przeżyłam.

Dodam tylko, że ta praca przyniosła rewelacyjne efekty jak dla mnie. Przypominam, ze lekarze przewidywali, że będę rośliną

Ja wiem, jest teoria, że wiara czyni cuda. I ok, życzę każdemu takiej wiary, która uczyni cuda, tak jak mnie.

Ujęło mnie bardzo stwierdzenie Tenzina Wangyala Rinpocze na jakimś webcaście; Ja proponuję taką metodę, ktoś ma lepszą, nie ma problemu, niech robi po swojemu.
Jak się okazało dla mnie zaproponowana metoda była najlepsza i nadziwić się nie mogę, że reset był mi aż tak potrzebny i tak się stało.
Niektórzy mówią przeznaczenie, hehe, ja myślę, ze taka karma .

      Wracając do Jego Świątobliwości XIV Dalajlamy, najbardziej jest zdumiewająca jego postawa, aby nie stosować przemocy. Dzięki temu oczy świata są zwrócone na Tybet.

Moim zdaniem jako Przywódca Duchowy Tybetańczyków, buddysta, nauczyciel dzogczen nie może inaczej postąpić. Nie może polecić, aby zabijać, niszczyć, krzywdzić ktoś kto wierzy w reinkarnację, w karmę w oświecenie, ktoś kto uczy: przyjmij to takie jakie jest.

Mam nadzieję, że wielu ludzi znajdzie światełko w tej ciemności, zbliży się, albo osiągnie oświecenie. Może świat się przekona, że wielka mądrość płynie z dachu świata.

Księżyc w pełni :-)
 Dalajlama w buddyzmie tybetańskim, to tulku,,istota, która manifestuje się w postaci ludzkiej przez wiele kolejnych inkarnacji, 

niedziela, 15 marca 2020

Dla Tybetu

     Na prelekcji o Tybecie dowiedziałam się jak potężna jest siła nacisku wywierana na ten naród przez Chiny. Niszczone są klasztory, święte miejsca, ludność jest gnębiona i zmuszana do uległości.
Komunistyczne Chiny głoszą światu, że są dobroczyńcami, przynoszą nowoczesność w ten zacofany region, żyjący w ciemnocie i zabobonie. Na każdym kroku są szpiedzy, którzy pilnują, aby nie rozwijała się tamtejsza kultura, religia. Dla turystów są udostępnione niektóre tylko ośrodki kultu.
Turyści indywidualni są rzadkością i są pilnowani, szpiegowani. Niemalże od razu przyłącza się ktoś, kto oferuje pomoc przy zwiedzaniu, chce oprowadzać. Pewne miejsca się odradza, albo wręcz mówi, że nie można się tam dostać. Pewni turyści uparli się, żeby gdzieś dotrzeć, wynajęli taksówkę, a on dojechał do jakiegoś miasteczka i powiedział, że dalej nie pojedzie, może zabrać ich z powrotem. Wysiedli, licząc,że znajdą kogoś kto pojedzie dalej, ale nikt nie chciał, a po jakimś czasie podszedł do nich burmistrz  i powiedział, że jest zabronione dotrzeć do tego miejsca.
Przy takim rozwoju technologii, pilnowanie obcych jest proste i przeznaczone są na to wielkie pieniądze.
Pewna para odwiedzając stolicę Tybetu po raz kolejny po dwudziestu latach, natrafili na tą samą "życzliwą" parę.
Pewien emigrant z Tybetu brał udział tu w Polsce w jakiejś demonstracji i kiedy po kilkudziesięciu latach pojechał do swego kraju, został od razu wezwany do urzędu i musiał się z tego wytłumaczyć. Pokazali mu przetłumaczoną na chiński Gazetę Wyborczą ze zdjęciem.
   Nawet trudno sobie wyobrazić jak wielki aparat szpiegowski działa w Tybecie.
Emigranci, którzy mają rodzinę w Tybecie, a nie są osobami publicznymi, unikają zdjęć, nie pozwalają się fotografować, żeby ich rodzina nie była prześladowana.
Mój lekarz jest tutaj osobą publiczną, przewodniczący społeczności tybetańskiej w Polsce, powiedział, że nie kontaktuje się z rodziną, żeby ich nie narażać, ale i tak mają co jakiś czas trudności z załatwianiem jakiś spraw.
Dzięki tej organizacji nasze władze zezwoliły na powstanie Ronda Wolnego Tybetu. Ale ta nazwa się nie spodobała Chińczykom i kazali zmienić.
Pisałam kiedyś o rondzie Wolnego Tybetu i o moim lekarzu pierwszego kontaktu, który bardzo pomógł mnie po wypadku i mojej rodzinie. Niestety Lhosar już nie jest w mojej przychodni , ale na szczęście, że był w najtrudniejszej chwili mojego życia.
Pamiętam, jego zaskoczenie, że proszę o wsparcie strażniczkę Szierab Cziammę i bardzo się ucieszył :-D

Yeshi Loshar powiedział w wywiadzie, który podałam, że Tybetańczycy mogą się  uczyć od Polaków, utrzymali język, kulturę pod zaborami. Podobno "Solidarność" jest znana w Tybecie.
Wywiadu udzielił w 2012, ciekawe co by powiedział teraz o naszej społeczności?
Na obchodach rocznicy Postania Tybetańskiego w Indiach,  zabrakło delegacji rządu z Polski. Za to była czeska na przykład.

Najbardziej znaną Polką w Tybecie jest Wanda Dynowska, której postawiono stupę. Buddyjska stupa symbolizuje oświecony stan Buddy. Wanda Dynowska wspierała dzieci uchodźców w Indiach.






Polka, filozofka, teozofka i hinduistka. Znała największych politycznych i duchowych liderów XX wieku: Piłsudskiego, Gandhiego, Dalajlamę i Wojtyłę, a swoje miejsce na Ziemi znalazła w osadzie tybetańskiej w południowych Indiach.
 Prowadzący wykład opowiedział o współczesnym stomatologu z Warszawy, który założył w osadzie tybetańskiej w Indiach gabinet dentystyczny. Wyposażył gabinet i sponsorował przeszkolenie dwóch dentystów. 
Tybetańczycy mają bardzo ciężki los. Na szczęście świat o nich wie, w końcu będą wolni, jestem tego pewna.
Chińczycy są zdumieni, ze maja tyle wsparcia ze świata. Pewnie dlatego, nie mogą ich zgładzić po cichu i choć opowiadają kłamstwa jacy to są dobrzy, prawda wychodzi na jaw. Bardzo dba o to ich duchowy przywódca, który dostał Pokojową Nagrodę Nobla 
Opowiem o nim następnym razem.
Mam nadzieję, że będzie następny raz, bo na pewno w Chinach już jestem na czarnej liście. Nie mogę dużo zrobić dla Tybetu, ale może ktoś wyszuka mojego bloga, tak jak Grzegorza Kuźniwcza i pokocha Tybet, pokocha niepowtarzalną mądrość tego świata i znajdzie jakiś sposób ratunku.


Mam nadzieję, że nie sprowadzę jakiegoś nieszczęścia na rodziny w Tybecie!! Z Tybetu jest coraz trudniej uciec, granice są usilnie strzeżone przez okupanta.

czwartek, 12 marca 2020

Tybetańscy górale w tropikach

    Pamiętając o moim zainteresowaniu Tybetem, Krysia, o której wspominałam wielokrotnie, poinformowała mnie o wykładzie tybetologów i podróżników, połączonym z wystawą, projekcją filmu i pokazem slajdów.
Spotkanie odbywało  się w tajemniczym dla mnie miejscu w Czytelni na Solcu przy pomniku Jana Nowaka-Jeziorańskiego. Trudno mi było trafić do celu, bo przechodnie nie wiedzieli albo nie umieli wytłumaczyć jak dojść, ale na szczęście udało mi się.

Spotkanie zorganizowano z okazji rocznicy Powstania tybetańskiego 10 marca 1959 roku kiedy to Jego świętobliwość XIV Dalajlama przywódca Tybetańczyków emigrował do Indii.

O wielu znaczących informacjach będę przekierowania, abyście sobie mogli poczytać, bo to nie są informacje, które mieszczą się w kilku zdaniach. Za to są bardzo istotne i przybliżą zainteresowanym Tybetem to państwo, tą kulturę, tę niepowtarzalną tradycję.
Opowiem kilka historii z życia, które nie są do wyczytania w internecie.

Zdjęcia i slajdy robiła podróżniczka pani Elżbieta (nazwiska nie pamiętam), może jeszcze ją zobaczycie, np. w tv bo to znana osoba.







  Jestem rzecznikiem tych Tybetańczyków, którzy nie mogą przemówić

 Zdjęć było sporo, ale moją uwagę przykuły te.

Projekcja slajdów dotyczyła głównie warunków w jakich żyją uchodźcy w Indiach. Rząd Indii zgodził się na przyjęcie Tybetańczyków przeznaczając im ziemię na której była dżungla. Oni musieli ją sobie przysposobić do życia, pobudować domy, uzdatnić glębę pod uprawy i hodowlę zwierząt.
To nie były dobre warunki, a dodatkowo ustalono warunki pracy dla uchodźców zabraniające obejmowanie stanowisk państwowych, więc głównie są robotnikami, niezależnie od wykształcenia.
Pewnie dlatego Tybetańczycy rozchodzą się po świecie.
Bardzo dużo ciekawych informacji na ten temat znajdziecie w artykule Polityki

Pokazano nam  też Norbulingka Instytut w Indiach, gdzie stworzono 

NORBULINGKA TO WYJĄTKOWY INSTYTUT ZAJMUJĄCY SIĘ OCHRONĄ TYBETAŃSKIEJ SZTUKI I KULTURY. 


Norbulinka w Tybecie to pałac i park zbudowany w 1755 roku, służył jako rezydencja letnia dalajlamów. Jest wpisana na listę światowego Dziedzictwa UNESCO.

 W Indiach w Norbulince czekają na Panczenlamę, drugiego w hierarchii przywódcę duchowego  Tybetu , który został uprowadzony przez Chińczyków i przetrzymywany nie wiadomo gdzie.
Tybetańczycy mają nadzieję, że wróci, przygotowane są rzeczy osobiste, szata, pokoje.





Instytut zapewnia bardzo dobre wykształcenia, oboowiązkowa jest nauka języka angielskiego.

Sami się utrzymują, malując dzieła na płótnie, wykonując metaloplastyka i inne rękodzieło













Jak widzicie to są niepowtarzalne dzieła. Na nie czekają na całym świecie. Dlatego też świat pomaga finansowo w utrzymanie Norbuliki.





Szyją stroje na przedstawienia



Z tego miejsca nauk udziela Jego świętobliwość  Dalajlama XIV


Następnym razem opowiem o wsparciu z Polski dla narodu Tybetańskiego 

środa, 11 marca 2020

Pisanie...

     Jakiś czas temu spotkała mnie wielka niespodzianka. Do posta o Grzegorzu Kuźniewiczu z Brusna, który zamieściłam po przyjeździe z sanatorium w Horyńcu, czyli w 2018 roku napisała komentarz Ania. Okazało się, że nie znam tej Ani, a zajrzała do mnie szukając informacji o swoim prapradziadku. W wyszukiwarce w Grafice Grzegorza Kuźniewicza są zamieszczone moje zdjęcia z Horyńca,  min. jest pokazane jedyne zdjęcie  cokołu z wykutym napisem.

Zdjęcia są opisane, że pochodzą z bloga "jajołki pomysłowe" i jest przekierowanie do posta o słynnym kamieniarzu.




W życiu bym nie pomyślała, że moje pisanie się komuś przyda :-))
Nawet kiedyś znajomy, powiedział, że nie może czytać mojego bloga, bo jest za bardzo osobisty, za bardzo kobiecy i czuje się niezręcznie,dlatego, że mnie zna w wystarczającym stopniu, więcej mu nie trzeba. Doszliśmy do wniosku, że to ja na tym pisaniu  korzystam,  bo mi ulży.
No i rzeczywiście tak było. W takim stopniu się uzewnętrzniałam, ze doprowadzało to do rozpuszczenia bólu. Może taką ulgę przyniosłyby łzy, a że ich nie mam, to taką funkcję zrobiło pisanie.
I pomyśleć, że zachęciła mnie do pisania bloga Zurineczka mając zupełnie co innego na myśli, hehe
Ja też miałam inne wyobrażenie na ten temat.
Jak to nigdy nie wiadomo co się może przydać :-D

Mimo wszystko mam swoich czytelników. Widocznie na takie pisanie też jest zapotrzebowanie.

Pierwszy raz została doceniona opowieść o innym człowieku. Jego nazwisko było w tytule posta.

   Od razu mi się przypomniało co o pisaniu sądzi pani Olga Tokarczuk:

Są trzy drogi pisania: środkowa, najprostsza, "ufa tak zwanym faktom, zdarzeniom, jakby nie istniało żadne wahanie, ani niepewności, a rzeczy były takie, jakie zdają się być.
Droga lewa- skupiamy się na własnych doznaniach, jakby świat przed moimi oczami nie istniał, lecz był formowany prze moje zmysły. Ja, ja, ja......
Droga lewa - porzucając wyobrażenie o własnej mocy i oddając się ufnie komuś lub czemuś. Daję się prowadzić własnej Głowie, Głosom, Duchom Zmarłych, Bogu, Wielkiej Pannie, Literom. Moją przyjaciółką jest ta chwila, nabrzmiała godzina, najdroższy mi czas kiedy pojawia się znikąd nieoczekiwana łatwość pisania i wtedy wszystko wydaje się cudownie wyobrażalne. "

To są tylko fragmenty poświęcone teorii pisania, zachęcające do przeczytania "Księgi Jakubowe".
Nie powiem o czym każda z dróg świadczy zdaniem pisarki, bo nie chcę nikogo ukierunkowywać.
Moim zdaniem, niech każdy pisze jak umie, jak chce.

Pamiętam tylko z mojej praktyki Dzogczen, że rozwój zagwarantuje świadomość co się tak naprawdę robi i dlaczego. To nie jest takie oczywiste. Jednak nie ma innej metody jak próbować i swoim zwyczajem powiem:  medytować. W medytacji może przyjść oświecona myśl  jak uczył Mistrz Dzogczen.

Pani Olga pewnie nie medytuje, ma jakiś inny sposób na osiąganie łatwości pisania, genialnego pisania. Może nazbierała takich zdolności w poprzednim wcieleniu :-)  Z tego co zrozumiałam z lektury powieści, wierzy w reinkarnację. A z biografii, wiem, że zawsze chciała pomagać ludziom.

Wracając do patrzenia na świat przez pryzmat ja.
W jednym przypadku jaki znam jest to niezbędne. Właśnie dzięki temu, że "wejdzie" się  w swój ból, zostanie on rozpuszczony. Poznanie co się tak naprawdę robi nie może się odbyć bez skupieniu na sobie. Ja to praktykuję i wychodzi mi na dobre. Jestem łagodna jak nigdy, co nie znaczy, że bezradna.

Sądzę, że właśnie dlatego nie można przyjmować wszystkiego, bez zastrzeżeń, co wymyślił ktoś inny.

:-D


ps. Nie sądzę, że piszę dobrze, bo medytuję, ale na pewno lepiej, niż gdybym tego nie robiła, hehe




poniedziałek, 9 marca 2020

Ciekawostki o mojej okolicy

    Rehabilitacja od 7 rano wytrąciła mnie z rytmu. Nie miałam siły się dzielić nabytymi informacjami o okolicy. Dobrze, że sobie zrobiłam notatki, bo niewiele zostałoby mi w pamięci.
Jednej niedzieli była ładna pogoda, to postanowiłam wyjść na spacer i natknęłam się pod domem na wycieczkę. Przystanęłam, żeby posłuchać co mówi przewodnik. Akurat kończył opowiadać o Domu Słowa Polskiego, z  którego  pozostały tylko drzwi i napis nad nimi.
Nikt mnie nie przeganiał, to podreptałam z grupą dalej do Siennej róg żelaznej. Tam gdzie teraz jest nowoczesna kamienica mieściła się Izba Wytrzeźwień. Okazało się, że taksówkarz  zawiózł tam złośliwie wstawionego Marka Hłaskę, bo się kłócił., hehe.
Dalej szliśmy do Złotej 62 gdzie w podwórzu jest mur Getta Warszawskiego i kamienica jakiegoś sławnego rabina. Pierwszy raz tam byłam.

Przeszliśmy przez podwórze na ulicę Sienną, gdzie jest Szpital Dziecięcy Bersohnów i Baumanów – nieistniejąca żydowska placówka medyczna funkcjonująca w latach 1878–1942. Teraz będzie siedzibą Getta Warszawskiego.

Dowiedziałam się, że pracował tu kilka lat Janusz Korczak.


Idąc w kierunku ul.żelaznej po lewej stronie mijamy Osiedle Za Żelazną Bramą  warszawskie osiedle mieszkaniowe zbudowane w latach 1965–1972 
Tutaj kręcono serial" Czterdziestolatek". Minęliśmy  słynną tysiąclatkę. Szkoła Podstawowa im. Tupaca Amaru, króla Inków, a nie znanego rapera, była planem do kręcenia scen Mareczka w szkole. Teraz ta szkoła jest zamknięta i można rzec, że wisi na nią klątwa. O tym przeczytacie tu., Np. znaleziono tam dwa razy zwłoki.

Przy wysokim budynku na przeciwko szkoły jest jeden z pierwszych bloków, gdzie zamontowano ogrzewanie podłogowe. Blok zasiedlali muzycy z Filharmonii, żeby im się instrumenty nie rozstrajały:-)


Dochodzimy do Kamienicy Wolfa Krongolda – kamienica wzniesiona w latach 1896–1899 przy ul. Złotej 83 róg ul. Żelaznej w Warszawie. Budynek jest zwyczajowo nazywany „Pekinem”. Wikipedia
Kamienicę zamieszkiwali bogaci na niższych piętrach i bidni na wysokich.
Przeszliśmy do ulicy Pańskiej. W kamienicy na Pańskiej 66 złapano słynnego kasiarza Szpicbródkę.

Będąc na Pańskiej przewodnik wspomniał o kamienicy przy Rondzie Daszyńskiego. Ta kamienica została rozebrana niedawno i na jej miejscu budowany jest wieżowiec.W tej kamienicy mieszkałam.
Kręcono tutaj też serial Dom. Podobno zaprzestano kiedy się schody rozsypały pod Bożeną Dykiel i o mało nie zleciała.

Na koniec wycieczki dowiedziałam się,że organizuje miasto  "Butem po Wawie" i można na stronie sprawdzić jaka wycieczka jest planowana. Czasem spod PKiN zabiera ogórek w dalsze rojony miasta.
Bardzo mnie ucieszyła taka możliwość, zwłaszcza teraz kiedy idzie wiosna.

A Krysia od Filharmonii zachęciła mnie, żebym przyjechała do Domu Kultury Zacisze na spotkanie z Januszem Gajosem, który mieszka w okolicy.
Promowana była też książka

Przyczajony geniusz. Opowieści o Januszu Gajosie


Zrobiłam zdjęcie jak wchodził, bo obawiałam się,że potem się nie uda.



 Ale udało się, hehe.
Zawsze lubiłam Gajosa. Głównie Turecki z kabaretu Olgi Lipińskiej ujął moje serce. W poważnych rolach rzeczywiście pokazał mistrzowską klasę.
Uroczy :-)))))

Tak się cieszę, że Krysia pamięta o mnie. Opowiem o niej  przy następnej okazji, też jest niesamowita ta znajomość.
Nigdy nie byłyśmy na kawie, ale w tylu innych miejscach o których pojęcia nie miałam :-)

 Tak, to prawda, przyciągam niesamowitych ludzi, tyle osób mnie czyta. W życiu bym nie pomyślała :-))

To jest moja ulubiona książka, przyznaję się.
Szokuje 
ale jest genialna.

cytat na dziś
.... istnieją tacy, których mniemanie o sobie samych jest tak wysokie, że ich zupełnie zaślepia i wszędzie wokół widzą tylko siebie.
I przekonanie o własnej ważności odbiera im rozsądek i władzę sądzenia....


i co wy na to?

pozdrawiam serdecznie :-D

sobota, 29 lutego 2020

Dbanie o racjonalne odżywianie

Dzień dobry :-)

Kot ma za mało ruchu, urósł wielki mimo racjonalnego odżywiania :-)

     Zajęta sprawami wielkiej wagi zapomniałam wspomnieć o moich osiągnięciach w odżywianiu.
Mimo świątecznej rozpusty i jedzenia tradycyjnych potraw, słodszych i tłustszych niż zwykle, ale mniej, zgubiłam 1.2 tłuszczu. Pani dietetyk powiedziała, że takiego wyniku to nikt jeszcze nie miał, po świętach, z jej pacjentów :-)
Okazało się,ze taki wynik zawdzięczam Ewie, z którą robiłam nieraz po 20000 kroków, spacerując po Warszawie. Ten wysiłek nie zwiększył mięśni, ale za to spalił kalorie.
Jeśli ktoś ma apetyt na kaloryczne produkty to polecam chodzić do pracy, nie jeździć tramwajem i sprawa załatwiona :-)

Przy tej okazji wspomnę o kochanej Ewie, która czasem przyjeżdża do Warszawy i spędzamy wspaniale czas.
Ewa, jak już kiedyś wspomniałam, jest niesamowita, zaprzecza wszystkim typowym teoriom o zdrowiu. Patrzę na nią i nadziwić się nie mogę, ze kogoś takiego spotkałam. Uczona zasad, które zapewniają  korzystne zmiany,  ona robi takie rzeczy, których zdrowy często nie może zrobić.
Musze trochę jaśniej to opisać, mam nadzieję, że się nie pogniewa.
Kilka lat temu wykryto u niej niski cukier. Jakiś mechanizm w jej organizmie nie łączy się z tym odpowiedzialnym za spalanie cukru. Niedawno znów wylądowała na badaniach w szpitalu, bo słabo się czuła. Nadal nie wiedza dlaczego tak się dzieje. Lekarze nadziwić się nie mogą, ze przy tej dolegliwości nadal jest szczupła i pracuje. Zdaniem lekarzy mogłaby nie być zdolna do pracy, mogłaby leżeć i wymagać opieki, a nawet zapaść w śpiączkę. A ona pracuje, ma dziecko i jeszcze często jeździ z córką na turnieje szachowe w weekendy. Nie odpoczywa zanadto, bo córka ma duże osiągnięcia w tej dziedzinie i co rusz bierze udział w zawodach.
Kiedy się poznałyśmy, Ewa mówiła, że ma dużą wadę wzroku. Jej córeczka też się z taką urodziła, ale Ewa zdecydowała się na operacje u malucha, a potem dużo ćwiczyła oczko z córką i dziś już dziecko normalnie widzi. Kiedy Ewa była mała nie było takich możliwości, więc wzrok ma bardzo slaby.
Zachowuje się tak jakby nigdy nic, czyta etykiety na produktach, chodzi szybko, więc zapominam, że coś jej jest. Kiedyś nawet wypaliłam, ze może nuczy się robić kartki, bo to fajne jest i zawsze podziwiała moje. Ewa na to, ze nie może tego robić. Ja oczywiście zapewniałam, ze jak zacznie to samo wyjdzie.
Ewa pokręciła głową, uśmiechnęła się lekko i powiedziała jak dużą ma wadę, powiedziała, że czyta te etykiety bo robi sobie zdjęcie i powiększa litery, czyta książki na komputerze, żeby mogła powiększyć tekst. Ale nie widzi daleko i często niewyraźnie.. Na moje pokazywanie czasem kiwała głową i już, bo co miała powiedzieć.
To wszystko sprawiło, że ja często zapominałam o jej kłopocie, a to się mądrzyłam w jakiejś kwestii dając dobre rady, zupełnie nie rozumiejąc  komu ja to mówię, a to ciągnąc w tajemnicze miejsce, uważając,  że to bezie dla niej atrakcja, tymczasem tak naprawdę głównie stres.

Zapytałam w końcu, jak sobie radzi z ludźmi, którzy mają receptę na wszystko, np. na mnie?

Ewa, kochana Ewa, uśmiecha się i mówi: przyzwyczajona jestem.

łza mi się kręci w oku.

Podziwiam i zazdroszczę tego spokoju, tej mądrości.

Ewa    robi takie rzeczy, jakich często nie zrobi zdrowy człowiek. Opowiadała mi jak pomalowałam pokój, wymieniła zamek z drzwiach, żeby się otwierały w drugą stronę, a to sama myje okna. Zapewnia, ze to nie jest dokładne, równe, ale jest. Nie ma pieniędzy za dużo, więc musi sobie radzić.

Ja to nawet bym nie wiedziała jak się zabrać za wymianę zwykłego zamku, a co dopiero przerobienia.
Zostawiłabym jak jest i już. Wiele zostawiam takie jakie jest, hehe, czekam aż samo się zmieni :-)

Uważam, że to nie jest kwestia tego, ze Ewa coś musi, niesamowite jest to, że jej się  chce.

Kiedy wspominam o naukach tybetańskiego Bon, o Dzogczen, ona się śmieje i dziwi, nie wie o czym ja mówię.
Nigdy nie szukała wsparcia w żadnej wierze. Nie ma też pretensji do żadnej..

Moim zdaniem jest ona wybitnie dowodem na to, że świątynią jest nasz umysł, jak uczy Dalajlama XIV. U Ewy piękną świątynią pełną współczucia, bez zawiści, bez gniewu, łagodna i cierpliwa.
Musiała sobie nazbierać dobrej karmy w poprzednich wcieleniach :-)

Ona o tym w ogóle nie myśli, ale ja tak myślę, hehe. Ponieważ wszystko u mnie ma wymiar mistyczny, to i spodziewam się, że nasze spotkanie nie jest przypadkowe. Zwłaszcza, ze wyjechałam do Cieplic do sanatorium, bardzo słaba jeszcze, nieszczęśliwa i taką mnie polubiła.

     Wracając do odżywiania, ostatnie badania wykazały, że schudłam znów, ale tym razem straciłam mięśnie. Rehabilitacja nie pozostawia mi sił na tai chi, więc ćwiczę tylko w soboty. Coś za coś.
Ja, dla odmiany, nie martwię się, ze mi siły mi brak, bo jestem w domu i dbam o swoja świątynię, o swój umysł. Niewiele robię fizycznie, ale myślę, ze to jest  wieki DAR, taka nagroda.

To jeszcze tylko dodam, że mam wiek metaboliczny 36 lat. Odmłodniałam jeszcze, bo ostatnio było 38 :-)))

     Mam nadzieję, ze wszyscy jesteście świadomi jak niezwykłe zdolności ma wasz umysł!!


Mnie było bardzo trudno na początku, bo nie miałam wiary w siebie po ciężkich przeżyciach, ale dziś już jest łatwo.
Pamiętam, ze kiedy modliłam się do Jesze Łalmo mówiąc: ofiarujemy mnogość klejnotów, niewyczerpane bogactwo nektarów....
myślałam sobie, ja nie mam klejnotów, nektarów, nie mam co dać.
A teraz już mój umysł jest pełen klejnotów i wszystkim się dzielę.


Pozdrawiam serdecznie :-D



poniedziałek, 24 lutego 2020

Uniwersytet Muzyczny w Warszawie


3 tygodnie wstawania o 5.30, żeby zdążyć na rehabilitację, odbijało się na mnie ogólną niemocą. Ranne pobudki odsypiałam w południe, a potem snułam się ledwie przytomna. Sama sobie wybrałam tą godzinę, bo myślałam, że odpocznę i będę mogła potem chodzić na ćwiczenia tai chi, ale niestety nie byłam w stanie.
Nieoczekiwanie w środę zadzwoniła koleżanka, która dba o mój rozwój muzyczny od 4 lat i zaproponowała, żebym poszła z nią na recital fortepianowy. Ucieszyłam się i w sobotę rano dziarsko poszłam na ukochane tai chi, a wieczorem na koncert fortepianowy.
W ogóle nie wiedziałam, że jest Uniwersytet Muzyczny Fryderyka Chopina? Już samo poznanie tego miejsca było dla mnie odkryciem nie lada.

Okazało się, że odbywa się tam dużo koncertów wybitnych muzyków i najważniejsze, są bezpłatne wejściówki.
Zachęcam z całego serca, żeby przyjechać na taki koncert, korzystając z czasu wolnego od zajęć w ogrodach :-)
To naprawdę bardzo miłe, odprężające doświadczenie. Ja nie jestem melomanem, ale ta muzyka na żywo robi niesamowite wrażenie.

Zagrała Chopina Karolina Nadolska, wybitna osobowość artystyczna. w 2017 otrzymała tytuł doktora sztuk muzycznych. Zagrała  min. w USA, Japonii, Chinach, Australii, Argentynie, Niemczech, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Szwecji, Włoszech, Estonii, Francji, Szwajcarii, Holandii, Tunezji, Chorwacji, na Litwie i dla mnie w Warszawie!,


 Pani Karolina uczyła się w klasie fortepianu prof. Piotra Palecznego.

Zagrał tez sam Piotr Paleczny.
Piotr Paleczny należy do grona najwybitniejszych pianistów polskich. Laureat pięciu międzynarodowych konkursów pianistycznych.
Listę wszystkich nagród znajdziecie na stronie www., mnie najbardziej ucieszyła nagroda z Japonii.
W 2019 roku, Rząd Japonii, za zasługi dla rozwoju relacji japońsko-polskich w dziedzinie muzyki, przyznał Piotrowi Palecznemu jedno z najwybitniejszych japońskich odznaczeń państwowych - Order Wschodzącego Słońca, Złote promienie ze Wstęgą!

I ja usłyszałam jak gra taki pianista!!!

A wszystko to dzięki Krysi, która co jakiś czas, zadzwoni z propozycją, czy mogę się wybrać to tu, to tam za darmo, na zaproszenie. I pomyśleć, że uczyła się tai chi u mnie, kiedy byłam instruktorem :D
Ćwiczy już od dawna gdzie indziej, ale chyba ma do mnie sentyment.
 Kiedyś o niej napisze. Napiszę też o Ewie, bo to są niezwykłe osobowości, niemuzyczne, ale laury im się należą, hehe i obie się ze mną zadają na żywo, a to zupełnie inna bajka :-)))


 Tak mi się spodobało, że przyszłam tez w niedzielę. Wystąpiło trzech pianistów, ale mnie najbardziej urzekł recital Michała Olszaka. Pierwszy raz zajęłam wolne miejsce od lewej strony i mogłam popatrzeć jakim fenomenem są dłonie pianisty. Coś niezwykłego !!
Dodatkowo pan Michał ma ledwie 20 lat, a grał już w Estonii, w Wiedniu,często gra w Jeleniej Górze i na Zamku Królewskim w Warszawie


 W niedzielę u nas padało, niestety nie mogłam chodzić, ale też wszystko bolało bardziej. Na szczęście nie przeszkodziło mi to odpocząć, rozweselić  się.

Dopiero kiedy dotarłam do Uniwersytetu Muzycznego skojarzyłam, że nieopodal mieszka mój wujek. jak to ja, pomyślałam, że to znak, żeby go odwiedzić choć na chwilkę. Niestety nie było go w domu, ale akurat sąsiadka wchodziła i mnie wpuściła, żebym  zostawiła kartkę. Napisałam, że przyjdę jutro. Nawet jeśli nie będzie go, to na pewno się ucieszy, że o nim pamiętam.

Szczęśliwą niedzielę dopełniły słowa wypowiedziane przez papieża Franciszka:

"Współczucie jest najważniejsze. Współczucie ponad ideologią"
Na poparcie przytoczył słowa z Biblii!

Uwielbiam tego papieża :-)


wtorek, 18 lutego 2020

liczba 9

   Przez tyle lat żyłam w  lęku i niedowartościowaniu, to  pewnie muszę się utwierdzać w przekonaniu, że to co mnie spotkało było coś warte.
Doliczywszy się równych 9 lat przemian, nie omieszkałam poszukać w numerologii, co to może znaczyć.
I znalazłam coś co niezwykle pasuje do przeżytych sytuacji. Ci którzy mnie czytają od kilku lat, może się ze mną zgodzą  :-)

Dziś taki miałam widok z okna. Też niezwykły, hehe,widocznie  już tak mam. pewnie macie i Wy, tylko nie macie czasu, żeby popatrzeć tak naprawdę. 
I to nie znaczy jestem szczęśliwsza, bo to widzę. To znaczy tylko tyle, że jestem szczęśliwa, jak każdy, kto nie zmaga się z jakąś tragedią.
 Czasem też się boję, martwię, smutno mi., ale nauczyłam się przyjmować to takim jakie jest i w medytacji rozpuszcza  się ten ból.
:-)

 Padał deszczyk nad moją ulicą, stąd te zamglenia, poświaty, blaski .
Zachwycił mnie ten błękit. Oba zdjęcia zrobiłam w ciągu 10 min.


  Zobaczcie co wyczytałam :

W trakcie rozbijania starego systemu wielu z nas będzie się dusić, przeżywać wewnętrzne męki, będziemy huśtać się na własnej emocjonalnej huśtawce: góra - dół. Jesteśmy narażeni na osobiste i światowe wzloty i upadki, na długi okres niepewności. Będzie to najtrudniejsze doświadczenie w naszym życiu. Tam, gdzie nowa świadomość toruje sobie drogę wynika masa nieprzewidzianych konfliktów, a ludzkie emocje sięgają zenitu.

nasze emocje i fizyczne ciało są tylko pracownikami ducha. Do tej pory na świecie dominowała męska energia, teraz nadchodzi czas na wyrównanie sił. Męska i żeńska energia muszą być spójne jak dwie razem złączone muszelki, inaczej człowiek nie znajdzie prawdziwej wartości w duchowym świecie. W tym procesie pomoże nam wszystkim bezwarunkowa miłość. Tak jak w ciele ludzkim muszą wspólnie pracować wszystkie organy i my ludzie musimy być świadomi wszystkich swoich działań.


A to bardzo pasuje do moich świątecznych przeżyć:


Jest liczbą tolerancji i miłości, zrównoważona umie tolerować innych ludzi, liczy się z ich zdaniem, próbuje zrozumieć ich reakcje.

Hehe, Od kiedy zrozumiałam mamę,mam wrażenie,że zrozumiem każdego. I dzięki temu potrafię współczuć jak nigdy dotąd. Zrozumienie sprawia jednak, że nie mam złudzeń i to daje wolność. Nie ma obowiązku uszczęśliwiać innych.
Pomagamy innym przede wszystkim z pożytkiem dla siebie, więc nie liczymy na wdzięczność. Człowiek skorzysta z tego w mniejszym lub większym stopniu, a my na pewno nazbieramy dobrą karme.
Oczywiście pod warunkiem, że nie robi się tego z wyrachowania. Wtedy to nie będzie zasługa.
Abyśmy mieli pożytek ważne jest, żeby wiedzieć co się tak naprawdę robi i dlaczego.


 To nie jest takie oczywiste niestety, ale trzeba próbować i w końcu się uda.

Mistrz Moy pokazywał ruch 3 razy. Tłumaczył, że 3 razy wystarczy, żeby ktoś zrozumiał. Zrozumie tyle ile może, więcej nie,, choćby pokazywać 10 razy.
3 razy pokazuje się w jednej chwili, ale za jakiś czas pokazuje się znowu, bo ludzie się zmieniają, rozwijają przez doświadczenie. :-) Od samego gadania nic się nie zmienia. To tylko  wskazuje kierunek, intencję


Przypomniało mi się stwierdzenie Olgi Tokarczuk, które ogromnie mi się podoba i wiele wyjaśnia moim tego :

Słowo składa się z substancji i  istoty

A jak wiemy z Biblii. Na początku było Słowo.

Tak mi się wydaje, że te substancje to sposoby przekazania, że powinniśmy dążyć do odkrycia istoty.


Niestety substancje bywają często bardzo mętne, ale to już zależy kto te słowa wypowiada i tak naprawdę z jakiego powodu to robi.


Cytat wzięłam  z portalu o numerologii, ale oprócz tego nie przeczytałam wiele, więc nie wiem o czym tam jeszcze jest. jeśli macie ochotę to sami poczytajcie. Przypominam, że sama Biblia zawiera wiele symboli związanych z numerami bo wszechświat jest matematyką
A człowiek jest odbiciem wszechświata.

Tak zrozumiałam. :-)

Pozdrawiam serdecznie !

wtorek, 11 lutego 2020

Ulubiony dzień , uch

   Jak się domyślacie nadchodzi mój ulubiony dzień 14.02 :-)
I naprawdę zaczynam go lubić po obejrzeniu filmu Plan B. Genialny film jak dla mnie. Polecam wszystkim, zwłaszcza tym, którzy nie mają powodów do tradycyjnej radości w tym dniu. Uprzedzam, to nie jest komedia romantyczna.

 14,02,1942 powstała Armia Krajowa.
Pomyślałam od razu o żołnierzach wyklętych.
cyt,

Żołnierze wyklęci, żołnierze niezłomni, polskie powojenne podziemie niepodległościowe i antykomunistyczne – antykomunistyczny, niepodległościowy ruch partyzancki, stawiający opór sowietyzacji Polski i podporządkowaniu jej ZSRR, toczący walkę ze służbami bezpieczeństwa ZSRR i podporządkowanymi im służbami w Polsce

Kim byli... o  tym warto przeczytać ?

AK nie jest jednoznaczna z żołnierzem wyklętym. Walka o autonomię z sowieckim okupantem była najważniejsza, ale metody różne. Zdarzało się, że walka żołnierzy wyklętych czasem nosiły znamiona ludobójstwa, bestialskiego odwetu.
Kiedy teraz o tym przeczytałam pomyślałam sobie, że często obecna władza porównuje się do żołnierzy wyklętych, głosząc  hasła wolnościowe przeciwko komunizmowi, ale czy nie przypomina to czasem przede wszystkim podobnego sposobu walki?
Sposobu, który nie przystoi żołnierzowi, bez honoru, bez godności, fałszywy


Dziś spadł znowu grad. Wszystko mnie boli i nic mi się nie chce. Może dlatego, ze mam znów rehabilitację i to 7 rano, oj



czwartek, 6 lutego 2020

Taki wiersz

     Odnaleźliście już iskrę w ciemności?

Jakiś czas temu rzeczywiście wpadłam w jakąś przepaść głęboką. Wydawało się, że Bóg o mnie zapomniał, albo ukarał i tak już zostanie. A tymczasem okazało się fascynacja mojego męża to nie było przekleństwo dla mnie, ale wielki dar. Moje nieszczęście dogłębne, zmusiło mnie do spojrzenia w innym kierunku niż przez całe życie.
I okazało się, że to wymuszenie, to najlepsza rzecz jaką zrobił dla mnie mąż :-)

Nie spodziewał się, że tak to się skończy. Pewnie gdyby wiedział, zrobiłby to tym chętniej, jeszcze przypisywałby sobie zasługi i chwalił się tym , hehe
No ale chyba, nie on miał się tym chlubić, tylko ja, że jaśniejącą intensywnie iskrę dojrzałam.

I  tak zrobiłby coś złego, a tak na coś się to przydało :-)
A ciekawe, czy sprawca ciemności może liczyć na szybkie oświecenie, skoro jego uczynek na dobre się obrócił?
Pewnie tak, o ile uświadomi sobie co tak naprawdę zrobił i postanowi nie robić tego więcej, jak uczył nauczyciel.
Jednak to zrozumienie może potrwać kilka reinkarnacji, sądzę.

Bo gdyby to było takie proste, to ..........

A co myślicie?

Czujecie współczucie do mnie, czy do niego?
Do niego to ja dopiero od niedawna czuję, hehe, ale wy możecie szybciej to poczuć, bo was tak nie bolało.
Takie losy postaci z książki :-)

Przypomina mi się powiedzenie, że nigdy nie wiadomo co się może przydać, więc trzeba przyjąć wszystko takie jakie jest.
Dobrze, ze zrozumiałam jak to się robi :-)))

Bardzo mnie ujęła modlitwa, która napisała Olga Tokarczuk. Bardzo mi to przypomina moją ulubioną mądrość.
Może i wy w tym odkryjecie przepis na życie wieczne ?
Czego Wam serdecznie życzę :-))


Modlitwa:

Moja dusza
nie pozwoli się zamknać w więzieniu
w klatce z żelaza, czy klatce z powietrza.
Moja dusza chce być jak statek na niebie
i granice ciała nie mogą jej zatrzymać.
I żadne mury jej nie uwiężą:
ani te zbudowane ludzkimi rękami,
ani mury grzeczności,
ani mury uprzejmości,
czy dobrego wychowania.
Nie pochwycą jej dumne przemowy,
granice królestw,
wysokie uridzenie - Nic.
Dusza przelatuje nad tym wszystkim
z wielką łatwością.
jest ponad tym co mieści się w słowach
i poza tym, co się w ogóle w słowach nie mieści.
Jest poza przyjemnością i poza lękiem
Przekracza tak samo co to, co piękne i wzniosłe,
jak i to co podłe i straszne.

Pomóż mi dobry Boże, aby mnie życie nie raniło
Daj mi zdolność mówienia, daj mi język i słowa
a wtedy wypowiem prawdę

o Tobie"


Przy okazji znalazłam taki cytat, który wysyłam jako życzenia :-)

    " uczeń wie jednak, że to litery przechwycone przez jego myśli i wyobraźnię tak na niego działają swoim ruchem, zaprowadzają w jego umyśle porządki i otwierają drzwi do niewyobrażalnego uduchowienia"

U nas już wiele pąków :-)



Olga Tokarczuk twierdzi, że cytaty to rzucanie ziarenek, które wydadzą plon. No to cytuję trochę, bo jestem zachwycona genialnością spostrzeżeń.
Zapewniam jednak, że tylko w minimalnym stopniu cytuję. Trzeba samemu przeczytać i wyciągnąć własne wnioski.
Nie bez powodu dostała nagrodę nobla :-)