czwartek, 23 lipca 2015

Love story ;-)

      Niedawno zadzwonił do mnie mąż w jakiejś sprawie i przy okazji zapytał jak się mam, jak się czuję?  Opowiedziałam trochę co mi się przytrafiło i nieopatrznie, z rozpędu spytałam co u Niego? Pierwszy raz od półtora roku zadałam to pytanie. Mąż zdradził swoje plany. W jednej sekundzie przypomniało mi się dlaczego nigdy o Niego nie pytałam. Bałam się, że usłyszę coś co mnie zrani. No i właśnie dowiedziałam się, że planuje coś co mi było kiedyś bardzo potrzebne ale słyszałam tylko poglądy o zbyteczności tej rzeczy. Przykro mi się zrobiło ale i tak byłam z siebie dumna, że krew mnie nie zalała.
Jednak długo wierciło w środku. Przypomniały mi się bardzo nieprzyjemne historie, które się wydarzyły po moim wypadku. Min. mój mąż poszedł z koleżanką z pracy robić kurs na prawo jazdy na motor. Może to z rozpaczy, jakoś się ratował a może miał nadzieję, że nie przeżyję i sobie z koleżanką na motorze pojeździ.
I tak sobie uświadomiłam jak niewiele dla tej osoby znaczę.
Nagle mnie olśniło. Jak ten człowiek się starał dla mnie przez tyle lat. Zaopiekował się moją siostrą, dzieckiem z problemami, pomógł mojej matce spłacić dług, dawał kasę dla mojego ojca, chorego i biednego. Jest bardzo kochany dla dzieci. Docenia, że też ciężko pracowałam i daje mi pieniądze, żebym miała na leczenie, na jedzenie.
Przede wszystkim ożenił się ze mną i przez długi czas to była dla mnie piękna bajka. Jak się okazuje, On naprawdę miał dobre intencje. Tylko nasze charaktery bardzo się różniły i nie wiem skąd pomysł, żeby razem być.
A, już wiem, był dla mnie wybawicielem, ucieczką ze strasznego domu.
Pewnie też ożenił się ze mną bo byłam w ciąży.
Ale to tym bardziej chwała mu za to, że przez długi czas całkiem fajnie mi się żyło. Pewnie w porównani z tym co miałam ;-) ale też dobrze.
Tak czy siak to w sumie fascynujące, że nie raz sprawił, że byłam ogromnie szczęśliwa.
       Teraz tak sobie myślę, że super, że mnie na to stać, żeby dać mu wolność i w dodatku źle nie życzyć. Nie raz słyszałam, że chcę uszczęśliwiać ludzi na siłę. No i w końcu uszczęśliwię mojego męża, bo tak sobie kiedyś postanowiłam ;-)
       Dziś już jestem w świetnym nastroju ale od wtorku rozpacz mnie ogarniała. Jak zwykle w ciężkich chwilach, sięgnęłam po webcasty Tenzina. I ostatnio właśnie dostałam od męża " Czerpanie wzmacniających duszę sił z międzyludzkich relacji". Wysłuchałam raz, drugi, trzeci aż w końcu zaczęłam rozumieć co On mówi. Otworzyło się moje serce, otworzył się mój umysł. Myślę, że wiele osób tak ma, że nie od razu rozumieją, trzeba tylko na to zwrócić uwagę bo jak się zauważy to już początek zrozumienia Nie raz kiedy coś mnie gnębiło, zaczęłam mówić mantrę i świat robił się piękniejszy, urocze były chmury, słoneczko, deszcz, ludzie na ulicy, naprawdę ogromna zmiana.
       I po którymś odsłuchaniu, zrozumiałam co Tenzin radzi. Współczucie do tej osoby uleczy zranioną duszę, wzmocni nas. No tak, ale mam współczuć, że ten człowiek dopiero beze mnie będzie szczęśliwy, że nie będzie musiał się tak starać, żebym nie dokuczała mu z zazdrości? Przecież teraz to będzie radosny człowiek, w końcu może robić co mu się zachce.
Od myślenia o Nim, zeszłam na myślenie o sobie. Co ja zyskuję. Przecież smuty mijają i coraz częściej jestem uśmiechnięta, wesoła, no po prostu szczęśliwa. A na dokładkę przez ten wypadek i przez kolejne bolesne doświadczenia zyskałam mądrość, spokój.
       Dzięki mężowi poznałam Tenzina. Jeśli taką cenę trzeba było zapłacić, żeby mieć takiego nauczyciela, żeby odkryć sens mojego życia to warto było to wszystko przeżyć.
       A właśnie, kiedy wyszłam ze śpiączki, nie byłam zadowolona, że przeżyłam, ale tak sobie pomyślałam, że widocznie mam jeszcze coś do zrobienia.
I już przygotowuję ze znajomymi, którzy obiecali pomoc, transport do Ośrodka "Wspólnymi siłami"
Od kolegi dostałam namiary gdzie i jak można starać się o dofinansowanie dla "samotnych mam " i się tym zajmę po wakacjach. Może coś mi się uda. Na pewno mi się uda, koleżanka mówi, że mam w sobie coś, że się chce pomagać hehehe. I w ogóle ludzie mnie lubią. Dziś byłam na Ogrodowej w administracji to zajrzałam na zajęcia Tai Chi. Na mój widok podniósł się taki radosny rwetes. Aż nie przypuszczałam, że tyle osób się ucieszy z mojego powodu.
      Wracając do współczucia. Jednak odkryłam czego mogę współczuć. Mój mąż ma dużą wiedzę, ale nie wszystko rozumie. Stąd o tym wiem, bo gdyby rozumiał to nie zrobiłby wielu rzeczy mnie krzywdzących choćby ze współczucia.
      I tak jak obiecał Tenzin, od razu zrobiłam się szczęśliwa, spokojna, to może nie bo kipię radością od wczoraj, ale jednak spokojniejsza o swój los.
      Mój mąż stara się być dobrym człowiekiem i w końcu będzie. Przecież intencja jest najważniejsza.
      Może jeszcze nie raz szlag mnie trafi,  ale mam naukę Tenzina więc odrodzę się ponownie, silniejsza, mądrzejsza z pożytkiem dla siebie i innych.
      Jeszcze będzie tak, że będę trzymała kciuki za nową koleżankę męża hehehe.
      "Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia" - Tenzin namawia, żeby być świadomym, co się dzieje z nami, w jakich jesteśmy relacjach np. ze sobą, do spojrzenia na sprawę z różnych stron, to naprawdę czyni cuda.
      Dzięki temu wczoraj zamknęłam drzwi za tamtym życiem. Będą się czasem przypominać różne historie, w końcu sklerozy jeszcze nie mam, ale będą to już tylko wspomnienia.
         Oczywiście nie będę udawać, że nie znam tego pana, ale myślę, że może będziemy budować nową relację
      Już się nawet przekonałam, że jako mąż i żona to kiepski układ ale jako uczeń i nauczyciel może być nieźle. Przy czym, tym razem, to ja będę nauczycielem.

      Eeee nie, Jemu to się kategorycznie nie spodoba
hehehehehe
         

1 komentarz:

  1. Powiem tak: Wow! Nic więcej nie jestem wstanie skomentować. Zatkało mnie...tyle mądrości i taka historia....podziwiam...

    OdpowiedzUsuń