środa, 1 lipca 2015

Miki

    Postanowiłam obdarować parę osób jajołkami w Krakowie. Chciałam zdążyć zrobić trzy sztuki przed wyjazdem na warsztat. I udało się. Moim zdaniem są fajne :-D
Przy tej okazji wpadłam w trans i zrobiłam jeszcze dwa inne dla znajomych, którym kiedyś obiecałam
Robiąc te rzeczy, przypomniałam sobie o małej Misi, córeczce mojej siostry, której już nie widuję bo wyjechali na Sardynię.
Był czas, że mieszkała w Polsce rodzinka mojej siostry z wyjątkiem męża, który dostał pracę w Holandii. Siostra uwijała się przy dwójce maluchów z trzecim w ciąży. Ciężko jej było fizycznie a w dodatku doskwierała tęsknota. Przejawiało się to brakiem cierpliwości i tolerancji dla dzieciaków, a przede wszystkim dla dziewczynki, bo starsza i powinna być grzeczna itp. A przecież mała Misia też bardzo tęskniła i do dzieci z przedszkola na Sardynii i do taty. Smutna była, płakała, marudziła i nie chciała chodzić do zerówki, czuła się samotna. Ponieważ trochę mieszkałam z nimi, zajmowałam się dzieciaczkami ile mogłam.  Na stole zrobiłam miejsce do rysowania, rano wychodziłam na spacer ze Stasiem, a potem z Miki przyjeżdżałyśmy do mnie pogłaskać kotka, porozmawiać z babcią, pobawić się z Mateuszem, poodwiedzać znajomych. Dużo spacerowałyśmy i gadałyśmy. Nauczyłam Miki cieszyć się tym co się udało, co było przyjemne. Tłumaczyłam, że fajnie będzie przede wszystkim wtedy kiedy Ona sama zrobi coś fajnego. Poczucie zadowolenia uzależniłam od Niej. Ale to mądre hehehe. Ale Misia załapała. Coraz częściej była uśmiechnięta. Szybko okazało się, że ze szkoły dużo umie, tylko nie pokazywała jaka jest bystra. Moja córka, którą poprosiliśmy, żeby pomogła w nauce, zauważyła, że Miki jest zdolna, super rysuje, w ogóle mądre dziecko. Miki robiła się szczęśliwym dzieckiem.
Któregoś dnia na spacerze, Misia nagle zgadała:
 to był fajny dzień?
Ja na to, że tak, ja byłam dobra dla Niej, a Ona była dobra dla mnie, przecież.  
Misia, że to nie był fajny dzień
eeee ?????
To był dobry dzień
uuuuu, moja kochana Misia, dla Tych słów z ust małej dziewczynki, warto było tyle trudu ponieść.
hehehe zwłaszcza, że tyle spacerów dobrze się na moim zdrowiu odbiło. Tylko to ubieranie to męka. Zima była i musiałam tyle ciuchów założyć, buty.... bleee  
Przypomniałam sobie o tym robiąc aniołki w prezencie. Uświadomiłam sobie, że chcę radochę komuś zrobić, bo będzie i mi weselej. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że moje dłubaninki nie muszą się wszystkim podobać, ale na pewno prezencik mały od serca sprawi przyjemność i na pewno cieplej się zrobi na sercu.
W każdym razie ja tak mam i dobrze, że to odkryłam.
A właśnie a"propos świadomości, miałam ostatnio super odkrycie. Koleżanka, która czyta mojego bloga, powiedziała, że Ona nie będzie się zagłębiać co z czego i dlaczego wynika. Powiedziałam, że może jest szczęśliwa i nie ma co się rozwodzić nad tym. Ona na to, że nie zawsze. No to już nic poradzić nie mogę. Nie to nie. Ale jednak coś tam zawierciło w środku. Wczoraj wpadam wykończyć jajołki ( Ona mi pomaga dokleić oczka, oski itp.) i słyszę, że przemyślała sprawę i doszła do wniosku, jest zdecydowana i powzięła decyzję, że jest SZCZĘŚLIWA.
Hehehe, ja tu widzę wyraźnie, potęgę nauki Trnzina. Świadomość to jest klucz do szczęścia. Zdanie sobie sprawy z tego co smuci to jedno, ale uświadomienie sobie, że jest dobrze, to drugie i nie ma co szukać dziury w całym. Nie ma życia idealnego, ale coś tam jest wspaniałe. Tu bardzo pasuje, nauka dla Miki. Okazuje się, że sama się muszę tego nauczyć.
 
Widzę i słyszę, że czytacie o mich przeżyciach. Nie będę ukrywać, że tego nie wiem i że to dla mnie bez znaczenia. Zaczęłam pisać namówiona przez koleżankę, która mnie zna od niedawna. Zgadałyśmy się dzięki Tai Chi. Jej lekarz zalecił takie ćwiczenia i akurat ja mogłam te ten temat dużo dobrego powiedzieć. Zaczęła chodzić na ćwiczenia i tam się nasłuchała jak zbawczo to na mnie podziałało. Jestem stawiana za wzór, żywa reklama Taoistycznego Tai Chi. Koleżanka zaproponowała, żeby pisała o tym, żeby się ludzie dowiedzieli, nie poddawali się w ciężkiej sytuacji.
Nie wiedziałam jak to pójdzie ale spróbowałam.
Okazało się, że to był genialny pomysł. Pisanie bloga to jest dla mnie również terapeutyczna sprawa.
Pisząc o czymś, co przeżyłam, co czuję, wspominając coś, jestem zmuszona sprecyzować, określić dokładnie, uporządkować myśli, emocje. Okazało się to zbawcze. To podstawa, tak uczy Tenzin, do tego namawiała delikatnie moja psycholog. Hehehe niesamowite jest to, że wsparcie mam bardzo podobne od psychologa, który jest przedstawicielem świata teraźniejszego i Tenzina, który uczy BON, wiedzy nie z tej ziemi.
Wracając do pisania bloga, nie raz słyszę, że jestem otwarta, szczera aż do bólu i ..... że się nie wstydzę. hehehe no tak, nie wstydzę się. To pewnie dlatego, że długo leżałam bez sił ale już przytomna i widziałam jak zmieniają mi pampersa. To jest wstyd, a ja musiałam się z tym pogodzić a nawet byłam wdzięczna, że nie leżę w sikach długo.
Słyszałam też, że lubicie mnie czytać. Super. Nie wiedziałam, że mam zdolności do pisania ciekawego i mądrego. Jak już wspomniałam, piszę przede wszystkim co mi tam w duszy
gra i dlatego może być to cenne dla mnie i dla innych ale ponieważ wypływa to serca nie zawsze musi być mądre hehehe.
Ale spełnia najważniejszą rolę : namawia do szczerości wobec siebie i uczy jakie to pożyteczne. 

1 komentarz:

  1. Moja Droga jak Ty już coś napiszesz to po prostu jak to się mówi kopara opada nawet nie wiadomo co tu można jeszcz dodać my wszyscy ciągle narzekamy, że nam żle i byle jako, że wszyscy są nie dobrzy i się czepiają a my to tacy biedni i nie winni to wszystko oczywiście jedna wielka bzdura ale narzekanie to taki inny nasz sport narodowy niestety. Zapominamy cieszyć się tym co dobre co nas spotyka nie doceniamy drobnych przyjemności nie widzimy tego całego piękna do okoła nas bo łatwiej jest narzekać i szukać dziury w całym. Po przeczytaniu óżnych rzeczy o których piszesz można nabrać dystansu do wielu swoich wielkich! problemów i może nauczyć sie chociaż odrobiny pokory :)

    OdpowiedzUsuń