sobota, 11 lipca 2015

warsztat cz.3

    Poprawki od instruktorów uświadomiły mi, że potrzeba być otwartym, nie bać się zmian, wysiłku, chwilowych niedogodności. W moim przypadku jest to początek do wspaniałego, cennego życia, do mądrości, do uświadomienia ile dobrego można zrobić dla siebie i dla innych. Dzięki temu, że zmuszona zostałam (trochę) do zrobienia rzeczy, które wydały się niemożliwe, przekroczenia barier przekonałam się jak dużo mogę. I wiem, że jak udało się raz to zrobię to kolejny i kolejny raz. Rzeczywiście potwierdza się teza, że często bariera jest w głowie. Niektórzy mówią o tym z ironią. Bagatelizują trudność, zwłaszcza jak sami nie doświadczyli zbyt mocno takiego problemu. Super, gdy ktoś sobie dobrze radzi ale nie trzeba sobie żartować. Jak to mówi przysłowie: raz na wozie raz pod wozem. Los się może odmienić się w każdej chwili. I może trochę potrwać zanim się uporamy, nie musi być tak hop siup :-). Nie mniej jednak czasem trzeba się wysilić, żeby odkryć pożyteczne rzeczy w okuł nas. Na warsztacie przekroczyłam granice swojej niemocy.
  Przypomniało mi to, że swego czasu instruktor się uparł na mnie, żebym przenosiła cały ciężar ciała. Ja na to, że nie mogę bardziej, tracę równowagę, boję się, że się wywalę, nie będę ryzykować złamania ręki czy potłuczenia. Widocznie jeszcze nie czas i już. Ale w środku coś świdrowało i próbowałam po troszku.
Po jakimś czasie udało się raz. Potem znowu. I od tamtej pory coraz częściej. A teraz mogę z wielką wdzięcznością powiedzieć, że to była świetna rada, zastosowanie tej poprawki dało dużo pożytku.
Jakie to wyczucie musi mieć instruktor, żeby wiedzieć kiedy pogłaskać a kiedy ostrzej wyegzekwować, nakłonić do zmian. Generalnie ja lubię głaskanie, po dobroci więcej udaje mi się osiągnąć ale jak się przekonałam teraz bunt i odwaga powodują osiągnąć sukces. Może to oznaka, że robię się zdrowym człowiekiem też na umyśle. ;-)
Jest dużo rzeczy, które pomagają mi w zmaganiu z codziennością. Dziś myślę o tym jak dużo satysfakcji, cennej wiedzy w pokonywaniu słabości, kalectwa, bólu daje mi Szierab Cziamma, Tenzin Wangyal Rinpoche, Tai Chi Mistrza Moy, Ajahn Brahm.
Kiedy teraz o tym myślę to uważam, że wysoką cenę za tą mądrość zapłaciłam. Ale mówią, że im cena wyższa, tym cenniejszą rzecz zdobywamy.
Nie przepłaciłam w każdym razie hehehe
Przypomniało mi się: dawno temu kolega zabrał mnie do Wilgi na wycieczkę. Spacerując natknęliśmy się na ośrodek buddyjski. Kolega chciał tam coś zjeść, bo jest wegetarianinem, ale nie udało się, było tam pusto. Kto by przypuszczał, że w tym miejscu wydarzą się sytuacje, które odmienią moje życie, zmienią mnie diametralnie i to o dziwo na lepsze.
 Dziś do Wilgi przyjeżdża uczyć Tenzin
Ja nie jeżdżę do Wilgi już ale wykłady są dostępne w internecie.
Zaczęłam się ratować dzięki https://www.youtube.com/watch?v=5DhhwCBYN48
i często wracam do tego, bo to jak z Tai Chi jak się nie ćwiczy to ulatują umiejętności i wiedza.
Przekształcanie bólu w ścieżkę jest o tym min jak wykorzystać to co złego się przytrafi. Trzeba być otwartym na to co przynosi los. Pasuje mi tu bardzo nauka Carmen: najważniejsza jest intencja.
To co się wydarza trzeba przeżyć ale mieć intencję, żeby być spokojnym, cichym czyli szczęśliwym. I w końcu się to osiągnie.
W ostatnich czasach doświadczyłam strasznych rzeczy. Widocznie trzeba było, musiało potężnie zaboleć, musiałam sięgnąć dna, żebym zdecydowała się na diametralną zmianę. Gdyby było za lekko to bym się miotała samotna, nieszczęśliwa w oczekiwaniu, że może coś się zmieni.  Teraz tyłek boli ale w sercu lżej. Kiedyś było odwrotnie. Rozpacz, żal ukrywałam w duchu, starałam się nie myśleć bo po rozdrapywać rany, podmiatałam pod dywan, przysłowiowo. A przez to wyłaziły te uczucia co i rusz. Dopiero Tenzin nauczył, że drogą wyzwolenia jest zaopiekowanie się bólem, smutkiem. Kiedy zdaję sobie świadomie sprawę co czuję i dlaczego to rozpuszcza się to.
Teraz bolą wspomnienia
i tyłek
Ale moją intencją jest być szczęśliwą. Na razie z prozaicznych powodów, że ptaszki śpiewają, coś się udało zrobić itp. a potem w tym wszystkim odnajdę spokój, ciszę.
Przeżyję co mam przeżyć, przetrawię smutki i dojdę do szczęścia nie w tym to w przyszłym wcieleniu, nie na tym to na tamtym świecie. Widząc po szybkości postępów nie będę musiała długo czekać hehe

1 komentarz:

  1. Och ale bym chciała jak najszybciej wcielić to w życie.

    OdpowiedzUsuń