poniedziałek, 27 lipca 2020

z portalu Free Tibet

        Bardzo mi miło,ze spodobała wam się moja twórczość. Bardzo dziękuję za pochwały, miłe słowa. Działam dalej :-)))


Cieszę,ze znów przypomniałam sobie o patrzeniu w niebo :-) Niby zawirowania życiowe dookoła są, ale jak patrzę w górę to rozjaśnia mi się w głowie, :-))

Wy pewnie też patrzycie w niebo ? :-)


      Przeczytałam wiadomości o Tybecie i nie mogę się oprzeć przekazaniu choć trochę z nich dalej. 
Wy też już pewnie pokochaliście Tybet i będziecie kibicować aby się odmienił ich los.
Dusza nigdy nie umiera , mam nadzieję, ze niebawem odnajdą swoją. Sam Dalajlama zapewnia, że potrzebna jest demokracja na świecie.

 cytat. fragment " ....Do Tybetu napłynęło 7 milionów Chińczyków, na 6 milionów Tybetańczyków. Potem Chiny zrobiły wszystko by zabić tybetańską kulturę. Około 6000 klasztorów zostało zniszczonych. Wiele innych zostało przekształconych w więzienia lub zamkniętych. Rząd tybetański na uchodźstwie że od 27 lutego 2009 co najmniej 154 Tybetańczyków dokonało samospalenia, aby zaprotestować przeciwko chińskiemu ludobójstwu, które kosztowało życie miliona Tybetańczyków. Wielu z nich zostało porwanych i ich narządy sprzedawane. Chiny prowadzą systematyczną zagładę dziedzictwa kulturowego Tybetu i zniszczenia buddyzmu tybetańskiego i tradycji religijnych, systemu edukacji, poprzez podziały społeczne, bezprawie.. Wszystkie szkoły tybetańskie muszą uczyć w języku chińskim......"


Niestety Indie bardzo się przyczyniły do takiego postępowania Chin. Teraz o tyle się wzdragają przed potęgą Chin, bo Tybet był takim buforem, a teraz są bardziej narażone na bezpośredni atak.

Zdumiałam się na te wieści, a mój znajomy Nepalczyk powiedział, że nawet bardziej się boją Indii.  Pytam: jak to?. Myślałam, ze to tak samo wysoko rozwinięty duchowo kraj?. A on na to, że to tylko ludzie. Tak samo jest zazdrość, zawiść, pazerność....   takie czasy nastały.

Co świat zrobił z Chinami trzymającymi milion  Ujgurów, w tak zwanych obozach reedukacyjnych, wiedząc, że są to komory tortur zarówno fizyczne jak i psychiczne oraz handlem organami?


W tym jest nadzieja , trzeba o tym pamiętać

cyt, ..."Jednak zmiana reżimu i uwolnienie Tybetu , mogą zdarzyć się tylko wtedy, gdy nastąpi implozja Chin, globalna interwencja. Nie ulega wątpliwości,że wygląda to niemożliwie, ale historia jest doskonałym przykładem, że to się może stać, tak jak upadek dyktatury Adolfa Hitler, czy podział Związku Radzieckiego.



W Tybecie są ogromne złoża miedzi, cynku i ołowiu. art..  i dzięki nim Chiny są taką potęgą gospodarczą.

Płaskowyż Tybetański, nazywany często "trzecim biegunem",
to olbrzymi - zdaniem niektórych największy na świecie - 
magazyn wody pitnej. Czy Chiny powinny być jedynym państwem, 
które sprawuje nad nim kontrolę? - podaje Onet wiadomości.
Jak widzicie religia nie jest problemem, pazerność na bogactwa naturalne jest problemem.



cyt.

środa, 22 lipca 2020

Jest, jest... :-)


Przy bardzo ruchliwej ulicy oddzielono chodnik i drogę dla rowerów pasażem około 1,5 metra taką oto zieloną łączką. Jak żyje, nigdy trasę szybkiego ruchu, nie ozdabiał taki piękny trawnik. Zawsze sadzono drzewa. A teraz proszę jakie cudo rośnie. I tam zobaczyłam pierwszy raz w tym roku w mieście motylka!!! :-)))








Mam nadzieję, ze łączka spodobała się i wam. Ten zielony kolor też jest niezwykły moim zdaniem.

Zrobiłam kolejne kartki  i karneciki . Myślę,że mój trener osobisty może czuć się spełniony, hehe



Motylki, które kiedyś dostałam od Szarej Sowy są genialne na Zaproszenia ślubne, moim zdaniem. A jak wam się podoba?

 Karneciki to coś nowego dla mnie.:-D Rozwijam się ;-) Przygotowuje tez słoiki do oklejenia, zupełnie nowym sposobem. To już chyba będą zestawy prezentowe pod choinkę, hehe




Pozdrawiam serdecznie :-) Udanych wakacji !!

piątek, 17 lipca 2020

Wracam do działania

   Zrobiłam wszystkie kartki z zestawu i po ich rozdaniu, zostały mi puste koperty. Doradzono mi dorobienie kartek.Okazało się, że wymiar kartek jest dopasowany do szerokości bloku technicznego. Wykorzystałam swoją maszynę do przycięcia papieu do odpowiedniej szerokości i zagięcia w środku. Kartki przygotowałam idealnie i zaczęłam tworzyć.
Jak zwykle musiałam podpytać moją muzę Zurineczkę, od czego zacząć, jakie techniki wypróbować. Tak już jest, że jak Zurineczka powie, że dam radę, to znaczy, ze dam. Za jej namową, pierwszy raz, wycinałam wzory z kolorowych kart. Zajęło mi to mnóstwo czasu, ale nie zniechęciłam się. Zurineczka żartowała: no i o z tego, że długo, przecież Ci się nie śpieszy, a efekt będzie, warto się pomęczyć.
No i się pomęczyłam :-)))
 A kiciuś spał w beztrosko :-))
Powstały takie kartki.
Jak zwykle, nie mają okolicznościowych haseł, można je wykorzystać na wszelkie okazje. Nawet się zastanawiałam, czy można by dopiąć hasła z napisem "Zaproszenie ślubne".
Na to zdobyłaby się bardzo awangardowa para,, czyli z takimi znajomymi, aby nikt się nie obraził.
A może w ogóle one się nie nadają na taką okoliczność?






Te kartki już całkiem sama skomponowałam. Znalazłam ptaszki z cekinów. To mi się ogromnie podoba, zwłaszcza, ze nie naćkałam wzorów jak zwykle, są przejrzyste.
Zurineczka była dumna ze mnie :-)))


A wam jak się podobają? Która najbardziej? Może podpowiecie, co waszym zdaniem, robi najlepsze wrażenie?

     Mistrz Moy, uczył, że ważne jest puścić luźno mięśnie ćwicząc tai chi, puszczać napięcia w dniu codziennym. Być jak woda, która wypełnia przestrzeń. W tym swobodnym ruchu, jest ogromna siła.

Mnie się przypomniała wskazówka instruktora. Intencja jest najważniejsza, w końcu się uda.
Wiem, ze niektórym już się udaje :-)


I tym optymistycznym akcentem pozdrawiam was serdecznie :-))


sobota, 11 lipca 2020

Urodziny Dalajlamy XIV

Z okazji swoich urodzin Dalajlama zamieścił wiadomość w internecie, w której między innymi  zachęcił do mówienia mantry om mani padme hum,


 MAN TRA oznacza “dźwięk ochronny”. W jaki sposób jest on ochronny? Ochrona ta działa na dwóch poziomach: zewnętrznym i wewnętrznym, na zewnątrz mantra jest jakby “numerem telefonicznym” konkretnej energii Buddy (nigdy nie jest on zajęty). W każdym momencie gdy tylko pomyślimy sobie o jakiejś konkretnej formie Buddy – jest ona na miejscu /tzn. przy nas/, ponieważ Prawda jest jak przestrzeń – wszędzie gdzie się tylko o tym pomyśli, tam się manifestuje /przejawia/

Na poziomie wewnętrznym te sześć sylab też ma dużo znaczenia. Z uwagi na wibracje, jakie sylaby te w sobie zawierają – mają one moc usuwania różnych kłopotów i zablokowań psychicznych. I tak wibracja:
OM – zmniejsza dumę
MA – usuwa zazdrość
NI – usuwa przywiązanie i pożądanie
PE – odcina niewiedzę i przywiązanie
ME – usuwa chciwość i przywiązanie
HUNG – sprawia, że całe centrum serca wibruje – usuwa złość i nienawiść
Przypomniał mis sie fragment z filmu 7 lat w Tybecie. Postaram się jaknajlepiej oddać myśl przewodnią. Młody Dalajlama pyta zaprzyjaźnionego alpinistę: co Ty lubisz w tej wspinaczce w góry. Alpinista opowiada, ze gdy wchodzi na szczyt jest tak skupiony, tak uważny, tak skoncentrowany, że czuje zapach, widzi blask światła, ssłyszy dźwięk jak niegdzie, jest szczęśliwy. Tylko raz poza górami to czułem, w Twojej obecności.
Takiej uważności, obecności, koncentracji uczą nauki dzogczen.
Mnie sie już udawało widzieć wyjątkowe obrazy na niebie, czy wokół,. To był właśnie ten czas, kiedy musiałam się skupić na tym co jest tu i teraz. 
Dziś już jestem bardziej pochłonięta planowaniem, troską o zaspokojonie potrzeb, rozmyślaniem co, kto i dlaczego?, czyli gonitwą i lękiem czy to się powodzie.
A przecież wszystko się działo beze mojej dużej ingerencji. Nagle wiedziałam co mam zrobić, Coś nieoczekiwanie obróciło się na moją korzyść. Pomyślnie rozwiązały się problemy moje i moich bliskich.
Gdyby nie urodziny Dalajlamy nawet bym nie zauważyła, jak łatwo wciągam się  w złe nawyki, które doprowadzą do nieszczęścia.
Chcąc przekazać jak pożyteczne jest mówienie mantry, uświadomiłam sobie właśnie, że to ja mam ją mówić jak najczęściej, że potrzebuję ochrony. !
Pozdrawiam serdecznie

Może byłam  w poprzednim wcieleniu Tybetańczykiem.... :-)


Z wręczenia nagrody Nobla w 1989



czwartek, 9 lipca 2020

6.07 - 85 urodziny Dalajlamy XIV

cytat z Wikipedii

Om mani padme hum – buddyjska sześciosylabowa mantra bodhisattwy współczucia, Awalokiteśwary. Dalajlama jest uważany za inkarnację Awalokiteśwary, więc mantra ta jest szczególnie często używana przez ludzi mu oddanych

sobota, 4 lipca 2020

Uszkodzenie płata czołowego

    Już nie raz miałam o tym napisać, ale zapominałam :-)
 Udowodniono naukowo, ze uszkodzenie płata czołowego wpływa na zmianę osobowości. Psychiatra ostrzegała mnie, ze mogę stać się agresywna, bo na ogół tak to się kończy, a tymczasem, zmiana osobowości poszła w inna stronę. I to dopiero mogę uznać za cud. Nieoczekiwanie moja osobowość odkryła ścieżkę dzogczen, bon, buddyzmu i sama zaczęła czerpać z tej wiedzy nauki do rozwoju. Taka karma c:-)
Agresja też pojawiła się w moich odczuciach, bunt, sprzeciw. Z osoby wiecznie łagodnej, ugodowej, wyrozumiałej, a w efekcie bezradnej, bo niepewnej, stałam się wojownikiem o swój honor, o siebie.

Przypominam sobie, że nagle zapragnęłam szacunku, żeby się mną nikt nie mógł dowartościować, żeby się bali mnie skrzywdzić, urazić, zlekceważyć. Pierwszy raz w życiu stałam się gniewna i bezkompromisowa.
No nie powiem, dzięki temu, wiele razy wywołałam taki szok, że inni zmiękli i opadli z sił, więc jakąś tam satysfakcję mam. Ale tak generalnie, dziś umiałabym to osiągnąć innymi sposobami. Sprawiłabym, aby moja łagodność, nie była postrzegana jako słabość, ale jako siła, jak życzył Dalajlama XIV.
Nauczyłam się mówić ludziom o tym co mi się dzieje, z jakiego powodu, ale nie szkalując wrogów, lecz pokazując wartości, które osiągnęłam, umiejętności, postępy dzięki mojej praktyce, którą mi odradzano. I tym samym udowadniając, że to co robię jest cenne, że warto, aby nie zostało zniszczone.
Tak jak o Tybecie, i naukach dzogczen mówi Dalajlama na całym świecie.
Mądrość wielka jak ocean przemówiła mi do serca, a tym samym do rozumu :-))

     Honor, z racji wychowania i przebywania w takim środowisku, kojarzyła mi się z ambicją. A ponieważ nie byłam ambitna, czułam się gorsza i w sumie chyba tak traktowana. Tzn. bez względu na to byłam lubiana, ale nie ceniona. Tymczasem honor, moim zdaniem, to jest efekt odnalezienia duszy, odnalezienie pewności siebie.
Bardzo mi się spodobał cytat z filmu: trzeba mieć odwagę, żeby mieć honor.

 Honor to postawa, dla której charakterystyczne jest połączenie silnego poczucia własnej wartości z wiarą w wyznawane zasady moralne, religijne lub społeczne. Naruszenie zasad honoru przez siebie lub innych odbierane bywa jako „dyshonor” lub „hańba”

Honor etyka  - 
uznawane za honorowe-
  • przyznanie się do błędu
  • dotrzymanie słowa
  • bronienie podwładnego
  • zwrot długu
  • bezinteresowna pomoc w nagłych wypadkach (wolontariusze).
  • obrona ojczyzny (patrioci)
  • zemsta za doznane krzywdy
  • zakończenie walki w przypadku przeciwnika konającego lub bezbronnego (według niektórych koncepcji honoru, zasada ta nie obowiązuje jeżeli walka jest zemstą)
  • podtrzymywanie swoich racji (z zastrzeżeniem punktu pierwszego)
  • obrona słabszych

Uznawane za niehonorowe to np. kłamanie 

Czy niehonorowo można żyć szczęśliwie?
Pewnie można. 

Bardzo mi się spodobał komentarz blogowej przyjaciółki, który bardzo pasuje do tego jak się przeżywa życie. Mam nadzieję,ze nie ma nic przeciwko, że zacytuję fragment, który mi się spodobał: (Tak w ogóle myślę trochę inaczej))
  Doceniamy to co mamy na podstawie kontrastów.

Wrócę pamięcią, do odczuć w ćwiczeniach tai chi. Bardzo wyraźnie czuje się różnicę, dzięki kontrastowi odczuć. Kiedy słyszymy rozluźnij biodra, nie wiadomo co to trzeba poczuć. Wczoraj robiąc najważniejsze ćwiczenie Mistrza Moy Don yu, pierwszy raz w życiu, jak ćwiczę tyle lat, poczułam kiedy puściło napięcie w biodrach. Poczułam taką ulgę, takie szczęście, że trudno sobie wyobrazić. Wiele razy słyszałam  o tym od instruktorów tai chi, dzogczen, czy bon, że trzeba puścić przywiązanie, niechęć, pragnienie, żeby lepiej żyć, szczęśliwie żyć. I dopiero na zasadzie kontrastu człowiek jest w stanie to zrozumieć, poczuć różnicę. Stąd właśnie zbawienne jest nie skupiać się na tym odczuwaniu.
Nie czuć się nieszczęścia, bo czuję się szczęście, jest tylko chwilą, bo świat się zmienia, jest zależnością, jest przywiązaniem.

Hehe, dziś słyszałam taki dowcip Halamy: jak ktoś głupoty gada, to zamiast przestać, zaczyna pisać bloga. I pewnie wiele osób, by teraz przytaknęło.:-)))


Na szczęście, Tereska zauważyła, każdy ma swoją drogę, żeby sposób na szczęście odnaleźć i ja nie piszę tego wszystkiego, żeby zniechęcić do innych praktyk, tylko,żeby pokazać, że taka ścieżka jest. Dopóki się nie poczuje różnicy, nawet nie można sobie wyobrazić, ze może być coś więcej niż jest.

Ja znów jestem łagodna, bardzo się cieszę, ale nie potrzebuję do tego czyjegoś szacunku, czyjegoś strachu, czy podziwu.
Myślę, że dlatego, że jestem pewna siebie,ze wiem co tak naprawdę robię i dlaczego.

Jakiś czas temu przeczytałam opinię  Eckharta Tolle o dziękowaniu. Otóż zaleca sprawdzić co tak naprawdę kryje się za tym, że mówimy komuś dziękuję.
Zdaniem tego pana tak naprawdę mówiąc dziękuję, oczekujemy, ze ktoś tym chętniej będzie dla nas robił pożyteczne dla nas rzeczy. Czyli tak naprawdę manipulujemy ludźmi. 
?????
Ja mówię dziękuję, kiedy ktoś coś dla mnie zrobi, bo nie jestem chamem. Ale jak się tak dobrze zastanowić to ludzie na ogół starają się być lubiani .Nie chcemy dezaprobaty.
Ja na pewno tak, bo bałam się samotności.
Ale kiedy przestałam się tego bać, to już sobie pozwalam na swoje zdanie :-))) 



W dzogczen nie trzeba nic zmieniać, samo się zmieni jeśli będziemy świadomi, co tak naprawdę robimy  Człowiek w swej istocie jest czysty i doskonały i jak nie będziemy się trzymać swoich nawyków, to się sprawdzi.

Mnie się to ogromnie podoba. Zmieniać na siłę to syzyfowa praca, ale spowodować, żeby samo się odmieniło to jest taki cud, na który każdego może być stać

:-))) Uściski serdeczne




  

czwartek, 25 czerwca 2020

Uda się .. :-)

     Pogoda mnie dobija jak się domyślacie. Burze są na pewno moim wrogiem. Nie mogę myśleć, nie mogę chodzić, nie mogę ćwiczyć. Myśli burzową nawałnicą kłębią się w głowie, rozważania waszych spostrzeżeń. Niektóre genialne, ale tak szybko przepływają, że zdążyłam zapisać, a na ich miejsce pojawiają się jeszcze bardziej cenne. One, najwyraźniej nie są potrzebne ludziom, są potrzebne mi :-)
     Koleżanka wspomniała o tym, że warto sobie życie uprzyjemniać i zadbać o to, aby jak najbardziej  takie było. Ja oczywiście zgadzam  się z tym. Nie trzeba się umartwiać. Z tą różnicą, że zbytne zajmowanie się swoim zadowoleniem, doprowadza do przywiązania, co w efekcie sprawia ból. 
Z mojej praktyki pamiętam, że udało mi się w końcu nie łapać nieszczęśliwych myśli,i medytacja stała się spokojna  i miła. Bardzo miła, bo na miejsce bólu pojawiły się przyjemne wspomnienia, osiągnięcia, perspektywy. I dopiero zrozumiałam jak trudno jest oderwać się od przyjemności, bo od niej człowiek nie chce się oderwać. Chce, żeby tak było zawsze.Bo komu przeszkadza taka klatka?
   A klatka to jest zawsze klatka. To nie jest wolność. Oświecenie to jest wolność. Wolność od przywiązania.

   Modlitwa  w intencji wraz ze współczuciem i tak przyniesie pomyślne rozwiązania. Tak zapewniają nauczyciele. 

  Nowo poznana koleżanka stwierdziła, że tak nie jest, samo nic się nie chce stać. Ona sobie musi wszystko zaplanować, systematycznie pracować, żeby w ogóle mieć szansę osiągnąć zamierzony cel.
Na początku pokręciłam głową, nie ma co wyznaczać celu, bo przecież nie wiadomo, czy to jest dla nas najlepsze. Potem przypomniałam sobie od czego zaczynałam. Ledwie chodziłam, miałam depresję, byłam bezradna, zagubiona, przerażona, samotna.
Czekałam na śmierć. W tym oczekiwaniu zaczęłam przyjmować głosy wsparcia. Zaczęłam medytować, potem cudotwórca fizjoterapeuta naprawiał mi uszkodzenia ciała, wróciłam do ćwiczeń tai chi, zajęłam się odżywianiem. To wszystko złożyło się na to, że dziś doceniam to że żyję i to jak żyję :-)
   Ta systematyczność, to zaangażowanie było niezbędne, żeby osiągnąć taki efekt. Tyle tylko, że nikt nie wiedział jaki tak naprawdę będzie efekt. Coś robiłam z nudów chyba i tak krok po kroku doszłam do tego, że nie chce więcej cierpieć i to jest mój cel. :-)
 Czyli tak jak wszyscy, z tą różnicą tylko, że rozumiem już,że przyjemność to nie jest szczęście. Przyjemność  jest uwarunkowane, a szczęście jest niezależne.
To nie znaczy, ze nie chcę nic robić. Ależ chcę! Chcę żyć dla pożytku wszystkich czujących istot, jestem człowiekiem, mam ciało i duszę. Korzystam z tego co mam i dbam o to co mam.
     Odkryłam, ze mam wielkie możliwości. Możliwości , żeby zbierać dobrą karme, żeby zrozumieć naturę umysłu.
   
     Przypomniała mi się jedna z pierwszych wskazówek. Kiedyś na warsztatach Tai Chi w Krakowie instruktorka z Hiszpanii, uczennica Mistrza Moy opowiadała jak uczyła się robić jakieś ćwiczenie i długo dostawała poprawki, że musi rozluźnić biodra. Nie mogła zrozumieć o co chodzi, przecież jest rozluźniona, już bardziej nie może. I ćwiczyła, ćwiczyła, ćwiczyła, aż któregoś dnia  rozradowany instruktor  powiedział: teraz dobrze. I kiedy pomyślałam o tym jak robi, zauważyła, że naprawdę jest różnica :-)))
.
Puenta była taka : rób z intencją i w końcu się uda zrobić jak trzeba.

Od tamtej pory moje doświadczenia spowodowały ogromne zmiany poglądów, odkrycia świadomości.

Pozdrawiam serdecznie :-)


sobota, 13 czerwca 2020

Trudno zrozumieć, ale jak już się zrozumie..... :-)

    cyt. Dzogczen Esencja serca Dalajlama XIV

W obecnym życiu nie stajemy się ofiarą nadziei, strachu oraz innych negatywnych okoliczności, zamiast tego przekształcamy je w duchową ścieżkę, dzięki czemu w przyszłych żywotach będziemy doświadczać coraz większego szczęścia.


     Nie pomyślałabym o tym, gdyby nie fakt, ze coraz częściej podejmuję próby poprawienia mich warunków egzystencji. Zauważam już różne niedociągnięcia, usterki i mam chęć to zmienić. Oczywiście moje osobiste możliwości są niewielkie. Cieszę się, że chociaż posprzątać mogę i okleiłam ramę. Umęczyłam się przy tym, bo równo trzeba było, a jednak ręce nie są zdolne do precyzyjnej pracy, ale udało się:-)) Generalnie muszę polegać na innych.
      Poprosiłam znajomego, żeby coś mi tam zrobił. Jak zaczęła się robota, zaczęły mnie ogarniać wątpliwości, czy zrobi tak jak ja bym chciała?, czy to będzie dobrze?, czy ładnie? i co tak długo? moze koszty wzrosną?
uch.
Z tego wszystkiego zdenerwowana byłam. Tak jak cieszyłam się, ze wpadł mi taki pomysł, tak zaczęłam żałować, że  w ogóle się tym zajęłam.
       Wczoraj mój roztrój doszedł zenitu jak usłyszałam o trudnościach w wykonaniu.
I kiedy przeczytałam te słowa zdałam sobie sprawę jakie to byłoby szczęście nic nie chcieć, nie mieć oczekiwań.

      I nagle przypomniało mi się jak leżałam bez sił i zdana byłam na los, na ludzi w okół. Nic nie mogłam zrobić, a wszystko jakoś się toczyło. W dodatku potoczyło się pomyślnie.

      Na myśl o tym odetchnęłam. Zrobiłam co w mojej mocy, teraz już nie mogę nic poradzić.Wtrącanie swoich pięciu groszy mogłoby tylko pogorszyć sprawę.
Trzeba zaufać i już.
Przecież tyle rzeczy skończyło się pomyślnie, choć wbrew moim wyobrażeniom, jak to ma przebiegać.

To i ta tak się skończy :-))

 Nocą



Za dnia :-))




Przypomniało mi się jak kiedyś podziwiałam pracowitość mojej przyjaciółki Ewy. żartowałam sobie, że ja to bym poczekała, aż mi się samo zrobi. Oczywiście nie samo samo, tylko ktoś pomyśli i mi zrobi. I teraz trochę żałuję, że tak nie mam.
Bardzo zadowolona, ze zaplanowałam, zorganizowałam i jest pięknie, ale teraz dopiero widzę ile to kosztuje strachu, nadziei, niepewności.

Ja wiem, ludzie uwielbiają pokazywać swoją siłę, swoją determinację w pokonywaniu trudności. Z tego czerpią radość. Dowartościowują się.
Ale to naprawdę jest duży ból. Ile to kosztuje nerwów? ile nocy nie przespanych? Ile radości nie dostrzeżonych?


Czy nie chcielibyśmy? :

cyt. Dalajlamy XIV

Umysł pozostawiony w rozluźnieniu i bez jakichkolwiek sztuczności jest już sam w sobie mądrością przejrzystego światłą. Duchowe ścieżki oparte na wysiłku i mentalnych konstruktach, nigdy cię nie doprowadzą do urzeczywistnienia twojej prawdziwej natury.


Ja bym chciała, żeby się urzeczywistniła moja czysta i doskonała prawdziwa natura ! :-))

Przypomniało mi się, że często mowa jest o tym, żeby uwolnić umysł od myśli. Ja zrozumiałam, że to nie jest powstrzymywanie myśli, to jest sztuczne. Pozwalamy myślom płynąć, a niemyślenie oznacza nie podążanie za nimi. Nie chwytamy myśli, nie rozpatrujemy, nie roztrząsamy miłych i niemiłych. Myśli są różne i wzbudzają emocje, nie należy ich odpychać, same miną.
W każdym razie mi się to udaje. Dzięki temu przypłynie czasem oświecona myśl, dzięki której wiem co zrobić, albo problem okazuje się nie być problemem, rozpuszcza się ból.
O tym z wielką radością czytałam już w książce Namkhai Norbu. Nauczyłam się tak od początku mojej praktyki i nie uwierzyłabym, ze to nie jest wskazane. To mi uratowało życie nie raz :-)))

No właśnie, okazuje się, że wypadek był potrzebny, żebym zrozumiała, że szczęście jest w zasięgu.
I to szczęście jakiego bym się nie spodziewała. Okazało się, że zawsze chciałam być zadowolona zwyczajnie, żeby nie być małostkowym.

Tylko tyle, a proszę jaka niespodzianka :-))

Przychodzi taki moment, że myśli już nie pojawiają  się tak często, to naprawdę przynosi wielką  ulgę.
Mój pierwszy nauczyciel Tenzin Wangyal Rinpocze mówił, p ile dobrze pamiętam, że umysł jest jak niebo czyste, myśli jak chmury i świadomość jak słońce..



ps. Przypomniało mi się jak kiedyś mi tłumaczono,ze nie ma zła i dobra. Dalajlama mówi o negatywnych okolicznościach, niewłaściwych. Rozumiem, ze to oznacza, że jednak trzeba uważać co się robi, a nie bezmyślnie czuć się usprawiedliwionym wyrządzając komuś krzywdę..


Dzogczen opiera się na czystej przejrzystości. Praktyka skupia się na tym co się tak naprawdę robi i dlaczego.

Rzeczywiście,o t nie jest to takie łatwe, takie oczywiste,,więc mam szczęście, że mam taką zdolność.. Zwłaszcza wysłuchując opinie podważające, umniejszające moje cenne, jak się okazało, umiejętności.


Dzięki praktyce udało mi się w dużym stopniu  przekształcić te nieczyste aspekty!! jak określił Dalajlama
I spełnia się obietnica :
dzięki czemu w przyszłych żywotach będziemy doświadczać coraz większego szczęścia.

Czego wszystkim życzę :-)

W czerwcu mija pięć lat prowadzenia bloga. Jestem pewna, że Ci co mnie czytają czasem, nie robią tego bez powodu. Przyciąga ich współczucie, bo też je mają, a jest ono drogą do ..... .. :-)

ps. a znajomy już prawie zrobił co obiecał, hehe

poniedziałek, 8 czerwca 2020

Kto może...

     " ..... Kto może się udać na samotne odosobnienie, aby - odłożywszy na bok światowe troski i zajęcia doczesnego życia - skupić się wyłącznie na praktyce, odnajdzie wyzwolenie w podstawie pierwotnej czystości jeszcze w tym życiu. Stąd ma szansę osiągnąć oświecenie jeszcze w tym życiu..."

"A nawet jeśli nie osiągnie oświecenia, to przez samo zwrócenie umysłu w stronę tak rozumianego poglądu, medytacji i działania zdoła przekształcić wszelkie życiowe trudności w duchową ścieżkę, uwolnić się od nadziei i obaw dotyczących trosk obecnego życia, a w kolejnym odrodzeniu czekać nań będzie cały szereg pomyślnych zdarzeń. Dlatego " A nawet jeśli nie - co za szczęście! Co za radość! "

cyt. Dzogczen Esencja serca Wielkiej Doskonałości


     To ten dobry znak!!! Kiedy udało mi się zdobyć książkę XIV Dalajlamy :-))


Moje odosobnienie nie było zamierzone. Byłam bardzo nieszczęśliwa, kiedy zostałam sama. Serce mi pękało z bólu fizycznego i psychicznego. Myślałam, że to bezlitosna kara, że przeżyłam aby czuć tę rozpacz.
I tak mijał dzień za dniem.
Pisałam sobie każdy pozytywny odruch, żeby nie zapomnieć, że to się zdarza. Przez długi czas  zdarzał się taki tylko raz dziennie.
Powtarzałam sobie mantry, które miałam napisane na kartce i Inwokacje do Jesze Łalmo
Potem zaczęłam oglądać weebcasty Tenzina Wangyala Rinpocze. Pamiętam tytuł jednego, który mi ktoś polecił "ścieżka bólu" 
Nie rozumiałam.
Ale po  setnym obejrzeniu innych nauk, umiałam  je stosowa, bo przynosiły obiecane rezultaty.
Po kilku latach przeczytałam książkę "Przebudzenie świetlistego umysłu". Okazało się, ze  bardzo dużo umiejętności opanowałam jakimś cudem.
Niemniej długo nie mogłam zrozumieć, dlaczego jestem sama ze sobą, przecież zawsze miałam ludzi koło siebie????
Aż do znalezienia tego fragmentu.

Pierwszą książką jaką przeczytałam po chyba 2-3 latach od wypadku była Nacja T. Pratchetta . Wtedy pomyślałam, ze napisał ją dla mnie, taką otuchą mnie natchnął.
Dzogczen Esencja serca.... Dalajlamy XIV jest drugą książką napisaną dla mnie :-)


   Myślę, że to nie bez znaczenia;

Fragment ten przeczytałam na drugi dzień po napisaniu poprzedniego posta. Napisałam tam, dlaczego ludzie robią różne rzeczy. Pierwszy raz tak naprawdę poczułam współczucie dla ludzi udręczonych słabościami.
Do tej pory współczułam jedynie konsekwencji ich postępowania, ale tak naprawdę miałam satysfakcję, że nic dobrego ich za to nie spotka.
I kiedy naprawdę ogarnęło mnie współczucie, poczułam ulgę, odpuścił wszelki żal.

Po tylu latach ogarnęła mnie czysta radość.

I to jest właśnie Dzogczen Esencja serca Wielkiej Doskonałości, !!!
Tak myślę :-))))




To narysował na skrawku papieru lewą ręką zaprzyjaźniony bokser. Zrobiłam zdjęcie na pamiątkę a teraz idealnie psuje do nastroju :-)))

      Napisałam kiedyś posty "Nigdy nie wiadomo co się może przydać" Czas pokaże", a zresztą wszystkie posty napisałam o tym jaką drogę przeszłam. To naprawdę była "ścieżka bólu"
Już wiele razy myślałam, ze już osiągnęłam ukojenie. Ale taką radość czuję po raz pierwszy.
                 To dobry znak :-))))

Wszystkim życzę odnalezienia na swojej ścieżce prawdziwego szczęści, który przyniesie pożytek wszystkim czującym istotom!!!!!

niedziela, 31 maja 2020

To wszyscy lubią

   Skąd ja to znam?
Często słyszałam, że to co mi się przytrafia to moja wina, sama sobie to wymyśliłam.
Sama odpowiadam, że  odbieram to co  widzę w sposób krzywdzący dla mnie.

I proszę, znalazłam cytat w książce Dalajlamy XIV potwierdzający tą teorię w jakimś stopniu.

 '.... To sam umysł  niezliczoną ilość bytów w świecie. jak i sam zawierający je świat.
Nie istnieje  żaden inny czynnik stwórczy poza samym umysłem..."

"    Budda uważał, że wszystkie istoty wywodzą się z karmy, a zatem, gdyby nie było umysłu, nie byłoby karmy "


U nas się mówi: jak czegoś bardzo chcesz to ci się spełni.

 :-))

Doprowadzało mnie to powiedzenie do szału, zwłaszcza, że nic czego chciałam mi się nie sprawdziło, tak dosłownie.
Za to niewiarygodnie cudowne spotkałam osoby i wydarzyły się niewiarygodne korzystne sytuacje.

Myślę, że to jest zasługa nazbieranej dobrej karmy, czyli umysł, który jest współczujący, tworzy współczujące wizje, które się przejawiają w życiu.

Człowiek jest w swej istocie czysty i doskonały, czyli zdolny do takich wizji, ale nie koniecznie to przejawiając. Dlatego każdy żyje w takiej wizji jaką sobie stworzył. Ale nie dlatego, że tak sobie zapragnął, tylko dlatego, że taką sobie wypracował. 

Różnica jest taka, że każdy chce, żeby mu się powodziło, żeby był kochany, żeby był zdrowy, ale nie każdy sam potrafi na to  wpłynąć, nie ma takiej mocy, nie ma takiej karmy.

    Po wypadku, na skraju wyczerpania, koleżanka wysłała mnie do specjalisty od ezosfery. Pan za pomocą różdżki, wahadełek itp. sprzętów, zdejmował z mojej psychiki blokady.
Uczył też afirmacji. Prosił, żebym sobie wyobraziła czego pragnę, jak sobie wyobrażam upragnioną  sytuację, i powtarzała to sobie kilka razy dziennie, z wielką wiarą, jakby już się to działo.
Często pytał mnie co ja bym chciała, a ja za każdym razem, chciałam żeby mnie mąż kochał. Za którymś razem, pan się uśmiał i mówi, co pani znowu z tym mężem... No dobrze, niech pani to afirmuje.
Ale widział zdjęcie męża i chyba wiedział, ze to się nie uda, stąd jego powściągliwość w zachętach.

W sklepie ezoterycznym jest dużo przyrządów,które mają odstraszać złe moce, złe energie. I choć pan o tym nie mówił, ale myślę, ze stosuje się dużo środków, żeby nie robić nikomu krzywdy, żeby wzbudzać spontaniczne współczucie i dzięki temu nazbierać jak najwięcej dobrej karmy.

Przyszedł moment, w którym pan powiedział, ze już puściły blokady, zrobił co mógł, teraz już wszystko zależy ode mnie. Trochę byłam przerażona, ze znów sama zostanę, ale powiedział, żebym się nie martwiła, wygląda na to,że jestem na drodze mistrzowskiej.

Trochę się uśmiechnęłam, bo to było całkowite przeciwieństwo tego co słyszałam  Ja wiecznie musiałam nad czymś pracować, coś opanować i w ogóle, w ogóle słabiutko.
A teraz myślę,ze może coś w tym jest :-))))

Stała się rzecz niezwykła. Przeszłam wielką rozpacz, ogromny ból,okazało się, że wszystko po to, żeby zrobić najcenniejsze odkrycie.
\ Dopóki się to nie wydarzyło, nie wiedziałam co będzie dla mnie najlepsze. Chciałam miłości, a tymczasem dostałam wolność od tego pragnienia.
Okazało się, że nie miłość innego człowieka jest mi potrzebna do szczęścia, tylko wolność od strachu przed samotnością.

Nigdy bym na nie wpadła, ze tego mi trzeba, nigdy bym nie wymyśliła takiej afirmacji,

Moje otwarte serce, otworzyło umysł, który stworzył najkorzystniejszą dla mnie wizję.

 Od tamtej pory tak mi się zdarza, że niespodziewanie pomyślnie potoczą się jakieś sprawy.

Ale nigdy nie chciałam nowych butów i nie chcę  się skupiać na takich potrzebach.
Zarzucano mi kiedyś, że nie jestem ambitna.

I to wielkie szczęście!!
Nie cierpię że mam mniej, gorzej niż inni, co w obecnej sytuacji mogłoby mnie zupełnie zniszczyć.

I tak okazuje się, że jak na taką osobę, dużo mi spada z nieba :-)

Wszystko wskazuje na to, że najważniejsze jest zrozumieć, czego tak naprawdę nam potrzeba.
Psychologowie mówią, że np. ambicja bierze się z kompleksów, agresja z samotności,, gniew ze strachu.
Moim zdaniem znalezienie przyczyny naszego nieszczęścia, uwolni nas od niego, nie samo myślenie co to ja bym chciała, żeby się stało.

Pan od ezosfery nie jest buddystą. Chociaż wierzy w umysł, uczy o karmie, uczy o medytacji i bardzo poleca, to widzi inne zastosowanie takich umiejętności.

Bardzo mi się podoba stwierdzenie Pani Olgi Tokarczuk: prawda to jest taki ogród, w którym, każdy widzi co innego.


    Moje pragnienie miłości nabrało zupełnie innego wymiaru. I jak sobie wspomnę pragnienia miłości sprzed 5 lat to były bardzo nieszczęśliwe od samego początku. Rzeczywiście, bardzo skrzywdzona osoba łatwo zauważa krzywdzące symptomy.
Jest nieszczęśliwa spodziewając się nieszczęścia. Oczywiście ktoś mógłby sprawić, aby życie było przyjemne. Ale przyjemność to nie jest szczęście. Taka subtelna różnica, ale bardzo istotna w osiągnięciu oświecenia. To jest cenna wizja umysłu.

Krzywdzące symptomy nie wróżą nic dobrego. Jeśli nie stać człowieka, żeby się przekonać, lepiej zostawić to, najpierw uleczyć swój umysł, swoje serce..

Samotność jest potrzebna aby zrozumieć

co się robi i dlaczego.

aby otworzyć serce, otworzyć umysł, aby zobaczyć  pojawiające się cuda :-)))

I można się zdziwić, że uszczęśliwia nas to, o czym w życiu byśmy nie pomyśleli.

Zaufaj  sobie


O słonko wyszło :-)))


Widzicie kiciusia?

:-))


Wczoraj przeczytałam, że Tramp chce uznania przez Chiny  wolnego Tybetu.Państwa ościenne mają bojkotować Chiny, aż uszanują niezależność Tybetu. Indie zostały zaproszone do grupy najbogatszych państw G7.

 " Jednym z najważniejszych motywów w życiu Dalajlamy jest krzewienie szacunku i porozumienia między wszystkimi religiami świata."

z wykładów 1982-1989
   " Dla wielu ludzi na całym świecie Jego świątobliwość jest żyjącym uosobieniem wszystkiego tego co dla nich prawdziwe i święte. - To w nim historia Tybetu i losy świata boleśnie splatają się w jedną całość"


Coraz bardziej widać jak się splatają, jak cenna jest nauka pokoju, przebaczenia i unikania przemocy.

niedziela, 24 maja 2020

To dobry znak :-)

     Jak już wspomniałam, oglądany wielokrotnie film 7 lat w Tybecie, uświadamia mi coraz to nowe wartości naszej natury. Z dnia nadzień zauważam przydatność tych spostrzeżeń.
Przede wszystkim pokochałam Jego świątobliwość XIV Dalajlamę i kiedy udało mi się wreszcie kupić książkę Dzogczen Esencja serca Wielkiej Doskonałości,wszędzie mówiono, że nakład  jest wyczerpany. potraktowałam to jako bardzo dobry znak.

Książka, kiedy jej nie czytam stoi na półce, aby Dalajlama XIV patrzył na mnie. Jego uśmiechnięta serdeczna twarz dodaje mi odwago.
Na filmie główni bohaterzy, Niemcy, alpiniści, uciekali do Tybetu z obozu. Wybuchła II Wojna światowa. Do Tybetu nie wpuszczano obcokrajowców, nakazano im iść do Indii. Odprowadzający ich do granicy, strażnik dał zdjęcie młodego Dalajlamy, błogosławieństwo .na szczęście. Alpinista nie chciał wziąć, mówi, że nie wierzy, że nie potrzebuje. Natrętny strażnik wciskał mu zdjęcie i ten dla świętego spokoju wziął.
Potem inna straż chciała zabić intruzów i kiedy zobaczyli zdjęcie, puścili alpinistów wolno.

Pewnie i ja wierzę w błogosławieństwo Dalajlamy :-)

Książkę czytam bardzo powoli, nie tylko dlatego, ze nie jest prosta, ale jest mnóstwo terminologii. Kidy zaczynam wnikać co określenie, słowo w sanskrycie znaczy, zapominam o czym była mowa.
Znam ludzi, którzy doskonale pamiętają terminologię, podziwiam, ale ja jestem prostym człowiekiem, więc skupię się na rozumieniu choć trochę  tego co czytam.
Oczywiście, zdaję sobie sprawę, ze nie bez powodu zostały użyte te słowa i że mogę stracić pomijając ich znaczenie. Myślę sobie jednak, ze to i tak cud, że w ogóle coś rozumiem.
Już kilka razy zauważyłam, ze książka choć napisana inaczej, potwierdza wiedzę, którą zdobyłam czytając Namkhai Norbu Mistrza Dzogczen.
Teraz mam nadzieję zrozumieć jeszcze więcej :-)

Do tej pory nie było okazji, skupiona na własnych przeżyciach, nie napisałam najważniejszego, moim zdaniem,   o  co chodzi w buddyzmie.?
Nie dawno napisałam komuś, co ja o tym myślę i wczoraj z radością przeczytałam, że Dalajlama na samym początku o tym podobnie napisał. (Tylko, ze ja tak prosto, napisałam ale sens taki sam)

cyt "Dzogczen Esencja serca Wielkiej Doskonałości"
  ...nasz umysł, jest z nami od niepamiętnych czasów, a zatem jego natura jest z konieczności dość subtelna. Na nieprzerwanej ciągłości tej subtelnej natury zasadza się potencjał osiągnięcia oświecenia, potencjał, który nazywamy nasieniem stanu buddy, pierwotną naturą. Każdy z nas ją posiada. I tak na przykład przepiękny posąg Buddy, przed którym właśnie siedzimy jest wizerunkiem stworzonym na cześć kogoś kto osiągnął oświecenie, kto przebudził się, ponieważ jego prawdziwą naturą była, jest i zawsze będzie natura buddy. Podobnie jest w naszym przypadku, i tak jak Budda osiągnął kiedyś oświecenie, my również możemy w przyszłości zostać buddami..."

wykład w Paryżu.


Wiedząc o tym już rozumiemy po co zbiera się dobrą karme, czemu chce się odkupić złe uczynki, dlaczego tak ważne jest obudzenie w sobie spontanicznego współczucia.


Cytat Buddy zamieszczony w moim poprzednim poście, poruszył serca. Zauważyłam jak różnie zareagowaliśmy. Działanie z pożytkiem dla czujących istot nie jest takie jednoznaczne i światopogląd wynikający z religii ma tu niemałe znaczenie.
Ja ucieszyłam się, ze taki przykład znalazłam, bo ktoś kto mi o nim mówił, chyba nie usłyszał, nie zrozumiał do końca, czemu taka była decyzja, to chciałam wytłumaczyć.
Teraz już rozumiem, że  wspomniano mi o takim przypadku, usprawiedliwiając siebie, pocieszając, ze może  ludzie myślą, ze zrobili złe uczynki ,a tak naprawdę nic złego nie zrobili.

Zapomniał ,chyba tylko o tym, że musiałoby to co zrobił przysporzyć dużo pożytku.

I kurcze, przysporzyło !!! :-))))).

   I chociaż sprawiony ból, prowokuje do złego myślenia o kimś kto ten ból sprawił, przypominają mi się słowa Buddy, które przytoczył Dalajlama w filmie:

      Chcesz być zbawiony?
      Nie patrz na mnie.
      Zapracuj na zbawienie..

A w książce jest cytat :Buddy, który powiedział:

   Podobnie jak złotnik,
   Który testuje swój kruszec,
   Opalając go, trąc i pocierając,
  Tak i wy musicie sprawdzić moje słowa
   I nie przyjmować ich jedynie z szacunku,
   Którym mnie darzycie"

No i wypróbowałam, próbuję cały czas.

Zrozumiałam z tego, ze nie potrzeba się ograniczać, tresować, ale żyć i reagować na to co się dzieje.
Wiedza o wartości naszego życia, o karmie, o sposobach pokonywania  naszych błędnych działań, ma nam pomóc je przekształcić w stan oświecony, ma nam pomóc to zrobić.
Dzogczen uczy, ze trzeba być obecnym, świadomym tego co się dzieje.i dlaczego.
A bardzo często przydaje mi się, aby nie być zazdrosnym, zawistnym, rada :Trzeba przyjąć to takie jakie jest! Każdy sam zapracuje na swoją karme, nie trzeba nikomu źle życzyć. Jak to mówiła moja babcia : jak sobie pościelesz tak się wyśpisz.
Tylko, że jak sobie pościelesz teraz, tak będziesz się wyspiać przez długi, długi czas.

 O intencji naszego postępowania pamiętajmy
I z moich doświadczeń wynika, że w końcu nie trzeba się pilnować, spontanicznie mamy czyste reakcje.


Przypomniał mi się jeszcze fragment z filmu, w którym tłumaczy się, że ludzie w Tybecie chodzą na pielgrzymkę do świętych miejsc. Im droga trudniejsza tym lepiej. Mają nadzieję, że ten wysiłek zmyje ich złe uczynki.

   


Pozdrawiam serdecznie :-))


 

wtorek, 19 maja 2020

To się na pewno przyda

     cyt.

"..... W końcu nie widział innego wyjścia jak zabić przyszłego rabusia, mimo iż wcześniej złożył przed Buddą ślubowanie, że nie będzie odbierał życia innym istotom. Bardzo zawstydzony tym, co uczynił, po powrocie z wyprawy, udał się do Buddy i wyznał mu swój zły czyn. Budda jednak powiedział mu, że nie uczynił nic złego, gdyż jego intencją nie było zabieranie, lecz ratowanie życia. Co więcej, ponieważ, faktycznie  ocalił on życie setkom ludzi oraz ocalił złodzieja od bardzo negatywnej karmy,  zamordowania wielu ludzi i od nieuchronnej konsekwencji takiego złego czynu, Budda wyjaśnił, że to co zrobił kupiec, było w istocie działaniem pozytywnym. Ponieważ intencje leżące u podstaw działania, uważane są za tak istotne, ponieważ wszelka praktyka w mahajanie podejmowana jest dla dobra innych..."

Namkhai Norbu "Kryształ i ścieżka światła"

Kiedyś ktoś zapewniał, ze można zostać oświeconym jak się kogoś zabije. No i znalazłam cytat potwierdzający tą tezę. Z naszej rozmowy nie wynikało, żeby ten ktoś zrozumiał dlaczego. Co prawda, nie dałam mu dokończyć wypowiedzi, więc może wie. Tak czy siak, albo się dowiedział teraz, albo ja się dowiedziałam. Tylko się cieszyć.

Praktyka podejmowana dla dobra innych.........! - tak uczył Budda

    Oglądam wielokrotnie film "Siedem lat w Tybecie" i za każdym razem zapamiętuję nowe cenne  wypowiedzi, Buddy, Dalajlamy, Tybetańczyków, świadomości dla nas ludzi zachodu odmiennej.

Ostatnio utkwiła mi teza, że wrogowie są po to byśmy  ćwiczyli się w tolerancji i współczuciu.

Niedawno okazało się, że od wielu lat mam jednego i jedynego wroga. O, to dopiero był niezwykły związek, hehe, a ja myślałam, ze to takie romantyczne. :-))
Rzeczywiście współczucie jeszcze bardziej mi się rozwinęło, nie jem mięsa. Po prostu, mój organizm na samą myśl się buntuje. Co prawda zaczęło się od racjonalnego odżywiania, ale wtedy nie zabrania się, tylko ogranicza takiego białka.. Ale poszło dalej.
Tolerancja - może to zrozumienie dla mamy, którego nigdy wcześniej nie było.

W każdym razie, zmiana jest jedna, ale ogromna w moim odczuciu. Ja wszystko zrozumiem, ja wszystko przyjmę takie jakie jest, ale podoba mi się to co pełne miłości, uczciwości, szacunku czyli mądrości, reszta mi się nie musi podobać. A zwłaszcza nie będę stać obojętnie jak inni są krzywdzeni. Uczulona jestem zwłaszcza na pouczanie przez tych, co nie rozumieją o czym mówią i pokazują swoim zachowaniem, na swoim przykładzie, ze są dalekie od istoty czystej i doskonałej.
Chociaż uważają, że blisko.
I to właśnie trzeba przyjąć takie jakie jest, ale być świadomym co tak naprawdę się dzieje i dlaczego.

Nieoczekiwanie stałam się wojownikiem, hehe



Miałam jeszcze wiele cytatów, ale mi wyleciały z głowy. Znak, że koniec na dziś.. :-))

U nas zimno, pada, ale ruszyli ludzie z domów.
Tak sobie myślę,ze dobrze, ze nie jest gorąco, bo byśmy się ugotowali w maseczkach. I dzieci leciały by na place zabaw. A tak siedzimy w domu jak trzeba.

A co u was słychać?


Spacer nad Wisłą :-))

wtorek, 12 maja 2020

Dzień Zwycięstwa

    8 maja imieniny Stanisława, przede wszystkim wielkie święto, kiedy żył mój najukochańszy dziadek Stanisław. Imieniny mojej mamy, która dostała imię po swoim ojcu. I mój siostrzeniec dostał tak na imię na moją prośbę. Ponieważ jest Włochem to drugie imię ma po dziadku z Włoch i tam używa włoskiego imienia.
Okazało się, że urodził się w dniu swoich imienin w listopadzie. Nikt z nas nie wiedział, że takie imieniny są dwa razy w roku. Ale ponieważ tylko my używamy imienia Stanisław, to my decydujemy, ze imieniny obchodzi jak wszyscy z naszej rodziny, czyli w maju.
Jak był mały mówiliśmy Stasiu królu złoty.
I rzeczywiście robi się podobny z charakteru do króla: uczciwy, szczery, odważny, uparty.
Ponieważ w święta bardzo doceniłam swoją mamę, jestem zdania, że może być do babci podobny :-))
Rzeczywiście na króla by się nadaje !!!
Mam nadzieję, że nikt nie zabije w nim takich cech.

Kiedyś honor kojarzył mi się z ambicją, ale honor to przecież uczciwość.
.
     9 maja były urodziny cioci.

     Przede wszystkim 9 maja obchodzimy zwycięstwo nad faszyzmem, pokonanie III Rzeszy.


Dla Polaków 10 maja może okazać się zatrzymaniem faszystowskich metod, czy tez komunistycznych, jak oceniają niektórzy, dzięki niedopuszczeniu do przeprowadzenia Wyborów.
Faszyzm i komunizm dwa totalitaryzmy przeciwne demokracji.

W ostatniej chwili Wybory zostały odwołane. Jesteśmy na ustach całego świata.
Wiele osób twierdzi, że przeprowadzenie wyborów korespondencyjnych zaprzecza konstytucyjnym prawem do głosowania, ale ja uważam, ze samo ugięcie się władzy przed opinią publiczną, to już jest wielki sukces.
Im dłuższy czas do Wyborów tym większa szansa, że zobaczymy wszyscy jak traktowani są ludzie, jakie znaczenie ma demokracja i jakie są konsekwencje kupowania opinii. Ten rząd co dawał, będzie musiał sam zabrać.
Już widać, że tak naprawdę nie chodzi o pomoc ludziom chodzi, co manipulację, żeby osiągnąć cel, władzę.
Kryzys ekonomiczny i tak się na coś zwali.
Innych się zastrasza.

Trzeba mówić, trzeba słuchać, to jest patriotyzm.
Oczywiście może tak być, że ktoś ceni totalitaryzm, oby tylko wiedział co to tak naprawdę znaczy, co to tak naprawdę jest i czy to jest wolność?

Totalitaryzm (dawniej też: totalizmłac. totalis – cały, całkowity) – system rządów (reżim polityczny) oparty na obowiązującej wszystkich ideologii, w którym państwo w pełni kontroluje społeczeństwo i stara się nadzorować wszystkie aspekty życia publicznego i prywatnego na tyle, na ile jest to możliwe[1][2].


Ktoś powiedział, ze nie każdy jest gotowy być wolnym.

A czy Polacy są?


niedziela, 10 maja 2020

"Dzogczen. Esencja serca Wielkiej Doskonałości" XIV Dalajlama Tenzin Gjatso

cyt. z portalu Rogaty Budda

To najobszerniejsza, a zarazem najbardziej szczegółowa praca ze wszystkich dostępnych publikacji poświęconych tematyce dzogczen. Nauki te dotyczą Wielkiej Doskonałości, esencji serca pradawnej tradycji njingma buddyzmu tybetańskiego. Podejmując ten ezoteryczny temat – po raz pierwszy w formie drukowanej – Jego Świątobliwość ukazuje czytelnikom tajniki jednego z najgłębszych i najdonioślejszych systemów buddyjskiej medytacji. Omawia przy tym filozoficzne podwaliny tego systemu oraz obecne na jego gruncie praktyki, uwzględniając podejścia różnych szkół i różnych nauczycieli.
W swojej pracy Jego Świątobliwość składa hołd wyjątkowości dzogczen i umieszcza te nauki w szerszym kontekście ogólnie pojętego buddyzmu tybetańskiego. Prezentuje również esencję praktyki dzogczen i udziela odpowiedzi na takie pytania jak to, dlaczego Wielka Doskonałość nazywana jest zwieńczeniem wszystkich pojazdów, jakie są jej szczególne właściwości i z jakimi podstawowymi zasadami innych ścieżek powinni być zaznajomieni adepci dzogczen.
Jego Świątobliwość XIV Dalajlama uważany jest za czołowego buddyjskiego przywódcę naszych czasów. Jako przebywający na uchodźstwie duchowy zwierzchnik narodu tybetańskiego jest zarazem wyjątkowym nauczycielem, uczonym, laureatem pokojowej nagrody Nobla i autorem ponad stu książek.
Recenzja z Publishers Weekly:
Jak wszystkie tradycje mądrości, buddyzm korzysta z przekazu swych licznych doktryn i metod z pokolenia na pokolenie. W swej tybetańskiej odmianie przywiązuje również wielką wagę do tego, aby linia nauk pozostawała żywym, ludzkim doświadczeniem. Dzogczen, dosłownie ‘wielka doskonałość’, to kluczowe nauki szkoły njingma buddyzmu tybetańskiego, sprowadzone do Tybetu w VIII wieku przez Padmasambhawę, uważanego do dziś za drugiego Buddę. Jego imponujący dar przekazany zostaje w postaci niniejszego zbioru publicznych wykładów, udzielonych przez Jego Świątobliwość XIV Dalajlamę w latach 1982-1989. Jak ujął to Sodzial Rinpocze (autor Tybetańskiej księgi życia i umierania) w swojej przedmowie, „Otrzymanie tego rodzaju nauk od Jego Świątobliwości jest czymś niezwykłym”.
To rzeczywiście szczególny dar dla doświadczonych adeptów buddyzmu tybetańskiego, dar który nie tylko jawi się jako wyjątkowy akt szczodrości największego żyjącego mistrza tej tradycji, ale również pobrzmiewa pełnym współczucia autorytetem nieskalanej czystości, która zdołała zachować się przez ponad dwa tysiące lat tybetańskich dziejów. Dla początkujących, ten złożony system będzie prawdziwym wyzwaniem – o ile nie okaże się ponad ich siły – jednak większość czytelników z radością przeczyta dwa krótkie wykłady zamieszczone w apendyksie, i z pewnością odnajdzie w nich wiele mądrości. Njoszul Khenpo Dziamjang Dordże oraz Dalajlama przemawiają tam łagodnie, acz w pełen mocy sposób, do ludzi żyjących w tym krzykliwym, chaotycznym, rozpędzonym świecie – jeśli tylko zatrzymają się oni na chwilę, by posłuchać.

Książka Dzogczen Esencja serca Wielkiej Doskonałości - Dalajlama XIV - zdjęcie 1

poniedziałek, 4 maja 2020

To jest dopiero "Love story"

      Mam  trzeciego kota. Straszna łobuzica. Prycha, warczy, drapie, ale myślę, że nas polubi. Mieszkała tu jak była malutka i czuje się tutaj dość swobodnie. Wszyscy muszą uważać, żeby się nie rzuciła. Chyba jest odważna, łapie muchy, włazi w kąty.
 Przywieźli mi na majówkę pięć kotów, ale ten tylko przychodził, reszta się schowała. Wyszły dopiero jak usłyszały głos swojej pani. Wtedy dopiero pobiegły do miski i do kuwety :-)
Domownicy, dwa koty, utknęły na szafie i to dwa na raz, tak jeszcze nigdy nie było.




Tak się złożyło, że po moim ostatnim wpisie, ktoś przypomniał post z lipca 2015 roku "Love story"

No i przypomniałam sobie od czego się zaczęła, moja rozpacz z niespełnionej miłości.
Po tylu latach wreszcie się uwolniłam od smutku z tego powodu. Doceniłam wszystko co dzięki temu zrozumiałam. Dlatego też wiem, że musiałam poczuć to co poczułam. Moim zdaniem nie jest tak, ze trzeba się wyzbywać tych uczuć, takich przeżyć, jako coś niewłaściwego.I pewnie dlatego, że mi odbierano prawo do tego, zrozumienie trwało tak długo i boleśnie.
Mijanie miłości zdarza się i raczej nie to mnie zdołowało, tym bardziej, że byli chętni, żeby to zrekompensować.
Czułam się gorsza i ciągle chciałam sprostać oczekiwaniom, kogoś  lepszego.
Taki błędny wizerunek drugiej osoby, można powiedzieć, moja wina, sama sobie taki tworzyłam.
Ale, ale....
Jeśli ktoś miłości nie czuje, to czemu nie odchodzi, tylko korzysta ze swojej boskość w mich oczach, i oczekując dostosowania się do warunków jakie wyznacza ?
Robienie, od czasu do czasu, wyjątkowo hojnych przedsięwzięć, z perspektywy czasu, okazuje się, poprawianiem sobie nastroju, nie mi. Pewnie ego od tego lepiej się czuło:taki dobry jestem, a ona niech korzysta, cieszy się życiem.
No ciekawe jakim życiem tak naprawdę?
Pamiętam, ze kiedyś po mojej dość burzliwej reakcji na "nielojalność" pojechaliśmy do Rzymu. Kiedy pokazywałam zdjęcia koleżankom, stwierdziły, ze wyjazd był bardzo udany. Starałam się doceniać i cieszyć widokami, ale serce pękało niestety.
Teraz widzę, ze moje uczucia wcale się nie liczyły.A ja łudziłam się, że jest jakiś tajemniczy związek między nami, taka miłość romantyczna. hehe.

Nie chodziło o miłość.
Ja musiałam to wszystko przeżyć, mieć taki związek, żeby zrozumieć dzogczen, żeby zrozumieć przywiązanie. I to jest dopiero sukces!!

Przyjmij to takie jakie jest.
Ale najważniejsza jest jednak świadomość, co się tak naprawdę robi i dlaczego.

Cyt z ulubionej piosenki "pokaż na co cię stać i to nie jeden raz", okazało się, że na to mnie stać :-)))


Takie czasy
    Okazuje się, że łamanie Konstytucji to jest symbol obecnego rządu. Ludzie się boją, a brak kontaktów osobistych z powodu kwarantanny, ogranicza konsultacje, rozmowy na temat jak się przeciwstawiać dyktaturze.
Teraz możemy sami się poczuć powstańcem. Ile to wymaga odwagi. Jaka to musi być wola bycia wolnym człowiekiem w wolnym państwie.
Powstańcy szli na śmierć, ale stanęli do walki. Teraz śmierć nam nie grozi, będziemy patrzeć jak zabierają nam godność, wiarę w siebie.

Powstańcy staruszkowie 1 sierpnia, przypomnieli, że są przeciwni faszyzmowi.

Już wszyscy wiedzą, ze wybory będą sfałszowane. Moim zdaniem, jeśli ktoś nie chce nikogo poprzeć, bo nikomu nie ufa, to niech skreśli ze trzy osoby, żeby głos był nieważny. Nie głosowanie ułatwi postawienie krzyżyka tam gdzie będzie komuś odpowiadało. Słyszałam, ze oddanie pustej karty, oznacza, ze się zgadza z teraźniejszą władzą.

Też się boję, co to będzie, ale jestem starej daty, pamiętam przeciwstawianie komunizmowi, Polacy zawsze cenili demokrację. Mam nadzieję, ze chwilowa wygoda, nie stępi realnej oceny tego co się dzieje.
Kryzys ekonomiczny, wirus, susza nas dręczy, to choć wolność niech zostanie

piątek, 1 maja 2020

o Tai Chi w Dzień Dobry TVN

   Czas pandemii  to dobry moment na to, żeby zacząć ćwiczyć Tai Chi.

W wywiadzie w TVN przedstawiono zalety ćwiczenia Tai Chi.
 Na moim przykładzie widać jak bardzo są prawdziwe. Uszkodzenie mózgu spowodowane krwiakiem, nie wróżyło dobrze. Radzę sobie i to jest najważniejsze, to jest cud, na który sama miałam wpływ.

 Nie jest to recepta dla każdego. Urazy mózgu zabliźniają się indywidualnie. Niektórzy zostają rośliną, nie wiedzą co się dzieje i nie dowiedzą się nigdy, albo nowe komórki bardzo powoli tworzą.
Ja po prostu miałam ogromne szczęście. Dodatkowo trafiłam na niezmiernie pomocne osoby, fachowców, ale każdy bardzo się cieszył, że ćwiczę Tai Chi i bardzo zachęcał! Leki biorę, ale dopiero teraz widać, że trochę działają.
To jest recepta dla wszystkich innych!

Warsztaty w 2015 roku w Krakowie, po wypadku. Ledwie chodziłam, ręce mi się trzęsły,wszyscy mi pomagali. To było szaleństwo, ze pojechałam. Od razu widać, że byłam niespełna rozumu i rozsądku. Ale  w tym przypadku, to akurat było zbawienne :-))







cyt,

 "Odprężenie, relaks, większa sprawność fizyczna, poprawa równowagi, poprawa koncentracji i funkcjonowania mózgu.

Tai Chi jest chińską sztuką medytacji w ruchu. Jest system ćwiczeń ruchowo-oddechowych wywodzących się z chińskich sztuk walki, mających dobroczynny wpływ na ciało i umysł.


Największe korzyści, jakie płyną z Tai Chi:
- odprężenie
-relaks
- wyciszenie
- większa sprawność fizyczna i lepsza koordynacja ruchowa
- poprawa równowagi
- pogłębianie świadomości ciałą
- poprawa koncentracji i funkcjonowania mózgu
- wzmacnianie mięśni, ścięgien, stawów
- poprawianie funkcjonowania układu krążenia i oddechowego


Obchody światowego  Dnia Tai Chi zapoczątkowane zostały w USA w 1999 roku. W Polsce święto jest obchodzone od 2003 roku. Tego dnia "fala Tai Chi" przetacza się przez cały glob. Podstawą formą obchodów stały się otwarte plenerowe spotkania."


Taoistyczne Tai Chi jest ćwiczone w 25 krajach.

Jestem członkiem Stowarzyszenia Taoistycznego Tai Chi od 16 lat i dziś myślę, ze to było przeznaczenie, ale żeby się o tym przekonać trzeba było spróbować.
Mój nieletni syn, chciał chodzić na tai chi,  bo myślał, ze uczą sztuki walki. Instruktor się zgodził,, żeby przychodził, ale z opiekunem. Siedziałam w kącie patrząc jak ćwiczą. Mój syn kiedy się zorientowała, że nie uczą walki, zrezygnował, zaczęłam ćwiczyć ja :-)))
Ze sztuki walki na pewno jest wypracowanie mięśni bez użycia przyrządów. Dzięki temu, niektórzy wstają z wózka, bo nogi robią się silne.

A to jest mój Mistrz Moy Lin Shin założyciel Stowarzyszenia Taoistycznego Tai Chi, które w tym roku obchodzi 50 lat. :-)))
Mistrz Moy  był chory, ale całe życie nauczał i praktykował sztuki taoistyczne. Można o nim przeczytać np. tu.

Mistrz Moy miał wiele współczucia i chciał pomóc wszystkim ludziom:
cyt.
Wizja mistrza Moy pomagania ludziom  wyrażała głęboką znajomość sztuk taoistycznych zarówno fizycznych jak i duchowych.
 Zachęcał swoich uczniów aby  zdrowie traktowali całościowo. 
W taoizmie harmonijne współdziałanie ciała, umysłu i ducha jest środkiem do osiągnięcia dobrego zdrowia. 
Kiedy uczniowie stają się wewnętrznie harmonijni  mogą wzbudzać harmonię w innych i w otaczającym ich świecie.
 Osobisty przykład mistrza Moy bezinteresowności dawania i współczucia pomógł wielu osobom, 
a głębia jego rozumienia sztuk taoistycznych pomogła odzyskać wiele utraconej mądrości starożytnych mędrców taoistycznych

https://www.youtube.com/watch?v=f9BFWJsrmSY


Taoistyczne tai Chi nie jest jedynym miejscem uczenia, ale Stowarzyszenie nie jest nastawione na zysk, płaci się tylko składkę na utrzymanie lokalu, wody, środków czystości itp., bo takie zasady wprowadził Mistrz Moy, po to, to, aby ćwiczenie było dostępne dla wszystkich ludzi. Instruktorzy są wolontariuszami.

Serdecznie polecam :-) Nigdy nie wiadomo kiedy się może przydać, Najlepiej zacząć, kiedy jest się zdrowym,  to często chroni przed zachorowaniem.