czwartek, 12 marca 2020

Tybetańscy górale w tropikach

    Pamiętając o moim zainteresowaniu Tybetem, Krysia, o której wspominałam wielokrotnie, poinformowała mnie o wykładzie tybetologów i podróżników, połączonym z wystawą, projekcją filmu i pokazem slajdów.
Spotkanie odbywało  się w tajemniczym dla mnie miejscu w Czytelni na Solcu przy pomniku Jana Nowaka-Jeziorańskiego. Trudno mi było trafić do celu, bo przechodnie nie wiedzieli albo nie umieli wytłumaczyć jak dojść, ale na szczęście udało mi się.

Spotkanie zorganizowano z okazji rocznicy Powstania tybetańskiego 10 marca 1959 roku kiedy to Jego świętobliwość XIV Dalajlama przywódca Tybetańczyków emigrował do Indii.

O wielu znaczących informacjach będę przekierowania, abyście sobie mogli poczytać, bo to nie są informacje, które mieszczą się w kilku zdaniach. Za to są bardzo istotne i przybliżą zainteresowanym Tybetem to państwo, tą kulturę, tę niepowtarzalną tradycję.
Opowiem kilka historii z życia, które nie są do wyczytania w internecie.

Zdjęcia i slajdy robiła podróżniczka pani Elżbieta (nazwiska nie pamiętam), może jeszcze ją zobaczycie, np. w tv bo to znana osoba.







  Jestem rzecznikiem tych Tybetańczyków, którzy nie mogą przemówić

 Zdjęć było sporo, ale moją uwagę przykuły te.

Projekcja slajdów dotyczyła głównie warunków w jakich żyją uchodźcy w Indiach. Rząd Indii zgodził się na przyjęcie Tybetańczyków przeznaczając im ziemię na której była dżungla. Oni musieli ją sobie przysposobić do życia, pobudować domy, uzdatnić glębę pod uprawy i hodowlę zwierząt.
To nie były dobre warunki, a dodatkowo ustalono warunki pracy dla uchodźców zabraniające obejmowanie stanowisk państwowych, więc głównie są robotnikami, niezależnie od wykształcenia.
Pewnie dlatego Tybetańczycy rozchodzą się po świecie.
Bardzo dużo ciekawych informacji na ten temat znajdziecie w artykule Polityki

Pokazano nam  też Norbulingka Instytut w Indiach, gdzie stworzono 

NORBULINGKA TO WYJĄTKOWY INSTYTUT ZAJMUJĄCY SIĘ OCHRONĄ TYBETAŃSKIEJ SZTUKI I KULTURY. 


Norbulinka w Tybecie to pałac i park zbudowany w 1755 roku, służył jako rezydencja letnia dalajlamów. Jest wpisana na listę światowego Dziedzictwa UNESCO.

 W Indiach w Norbulince czekają na Panczenlamę, drugiego w hierarchii przywódcę duchowego  Tybetu , który został uprowadzony przez Chińczyków i przetrzymywany nie wiadomo gdzie.
Tybetańczycy mają nadzieję, że wróci, przygotowane są rzeczy osobiste, szata, pokoje.





Instytut zapewnia bardzo dobre wykształcenia, oboowiązkowa jest nauka języka angielskiego.

Sami się utrzymują, malując dzieła na płótnie, wykonując metaloplastyka i inne rękodzieło













Jak widzicie to są niepowtarzalne dzieła. Na nie czekają na całym świecie. Dlatego też świat pomaga finansowo w utrzymanie Norbuliki.





Szyją stroje na przedstawienia



Z tego miejsca nauk udziela Jego świętobliwość  Dalajlama XIV


Następnym razem opowiem o wsparciu z Polski dla narodu Tybetańskiego 

środa, 11 marca 2020

Pisanie...

     Jakiś czas temu spotkała mnie wielka niespodzianka. Do posta o Grzegorzu Kuźniewiczu z Brusna, który zamieściłam po przyjeździe z sanatorium w Horyńcu, czyli w 2018 roku napisała komentarz Ania. Okazało się, że nie znam tej Ani, a zajrzała do mnie szukając informacji o swoim prapradziadku. W wyszukiwarce w Grafice Grzegorza Kuźniewicza są zamieszczone moje zdjęcia z Horyńca,  min. jest pokazane jedyne zdjęcie  cokołu z wykutym napisem.

Zdjęcia są opisane, że pochodzą z bloga "jajołki pomysłowe" i jest przekierowanie do posta o słynnym kamieniarzu.




W życiu bym nie pomyślała, że moje pisanie się komuś przyda :-))
Nawet kiedyś znajomy, powiedział, że nie może czytać mojego bloga, bo jest za bardzo osobisty, za bardzo kobiecy i czuje się niezręcznie,dlatego, że mnie zna w wystarczającym stopniu, więcej mu nie trzeba. Doszliśmy do wniosku, że to ja na tym pisaniu  korzystam,  bo mi ulży.
No i rzeczywiście tak było. W takim stopniu się uzewnętrzniałam, ze doprowadzało to do rozpuszczenia bólu. Może taką ulgę przyniosłyby łzy, a że ich nie mam, to taką funkcję zrobiło pisanie.
I pomyśleć, że zachęciła mnie do pisania bloga Zurineczka mając zupełnie co innego na myśli, hehe
Ja też miałam inne wyobrażenie na ten temat.
Jak to nigdy nie wiadomo co się może przydać :-D

Mimo wszystko mam swoich czytelników. Widocznie na takie pisanie też jest zapotrzebowanie.

Pierwszy raz została doceniona opowieść o innym człowieku. Jego nazwisko było w tytule posta.

   Od razu mi się przypomniało co o pisaniu sądzi pani Olga Tokarczuk:

Są trzy drogi pisania: środkowa, najprostsza, "ufa tak zwanym faktom, zdarzeniom, jakby nie istniało żadne wahanie, ani niepewności, a rzeczy były takie, jakie zdają się być.
Droga lewa- skupiamy się na własnych doznaniach, jakby świat przed moimi oczami nie istniał, lecz był formowany prze moje zmysły. Ja, ja, ja......
Droga lewa - porzucając wyobrażenie o własnej mocy i oddając się ufnie komuś lub czemuś. Daję się prowadzić własnej Głowie, Głosom, Duchom Zmarłych, Bogu, Wielkiej Pannie, Literom. Moją przyjaciółką jest ta chwila, nabrzmiała godzina, najdroższy mi czas kiedy pojawia się znikąd nieoczekiwana łatwość pisania i wtedy wszystko wydaje się cudownie wyobrażalne. "

To są tylko fragmenty poświęcone teorii pisania, zachęcające do przeczytania "Księgi Jakubowe".
Nie powiem o czym każda z dróg świadczy zdaniem pisarki, bo nie chcę nikogo ukierunkowywać.
Moim zdaniem, niech każdy pisze jak umie, jak chce.

Pamiętam tylko z mojej praktyki Dzogczen, że rozwój zagwarantuje świadomość co się tak naprawdę robi i dlaczego. To nie jest takie oczywiste. Jednak nie ma innej metody jak próbować i swoim zwyczajem powiem:  medytować. W medytacji może przyjść oświecona myśl  jak uczył Mistrz Dzogczen.

Pani Olga pewnie nie medytuje, ma jakiś inny sposób na osiąganie łatwości pisania, genialnego pisania. Może nazbierała takich zdolności w poprzednim wcieleniu :-)  Z tego co zrozumiałam z lektury powieści, wierzy w reinkarnację. A z biografii, wiem, że zawsze chciała pomagać ludziom.

Wracając do patrzenia na świat przez pryzmat ja.
W jednym przypadku jaki znam jest to niezbędne. Właśnie dzięki temu, że "wejdzie" się  w swój ból, zostanie on rozpuszczony. Poznanie co się tak naprawdę robi nie może się odbyć bez skupieniu na sobie. Ja to praktykuję i wychodzi mi na dobre. Jestem łagodna jak nigdy, co nie znaczy, że bezradna.

Sądzę, że właśnie dlatego nie można przyjmować wszystkiego, bez zastrzeżeń, co wymyślił ktoś inny.

:-D


ps. Nie sądzę, że piszę dobrze, bo medytuję, ale na pewno lepiej, niż gdybym tego nie robiła, hehe




poniedziałek, 9 marca 2020

Ciekawostki o mojej okolicy

    Rehabilitacja od 7 rano wytrąciła mnie z rytmu. Nie miałam siły się dzielić nabytymi informacjami o okolicy. Dobrze, że sobie zrobiłam notatki, bo niewiele zostałoby mi w pamięci.
Jednej niedzieli była ładna pogoda, to postanowiłam wyjść na spacer i natknęłam się pod domem na wycieczkę. Przystanęłam, żeby posłuchać co mówi przewodnik. Akurat kończył opowiadać o Domu Słowa Polskiego, z  którego  pozostały tylko drzwi i napis nad nimi.
Nikt mnie nie przeganiał, to podreptałam z grupą dalej do Siennej róg żelaznej. Tam gdzie teraz jest nowoczesna kamienica mieściła się Izba Wytrzeźwień. Okazało się, że taksówkarz  zawiózł tam złośliwie wstawionego Marka Hłaskę, bo się kłócił., hehe.
Dalej szliśmy do Złotej 62 gdzie w podwórzu jest mur Getta Warszawskiego i kamienica jakiegoś sławnego rabina. Pierwszy raz tam byłam.

Przeszliśmy przez podwórze na ulicę Sienną, gdzie jest Szpital Dziecięcy Bersohnów i Baumanów – nieistniejąca żydowska placówka medyczna funkcjonująca w latach 1878–1942. Teraz będzie siedzibą Getta Warszawskiego.

Dowiedziałam się, że pracował tu kilka lat Janusz Korczak.


Idąc w kierunku ul.żelaznej po lewej stronie mijamy Osiedle Za Żelazną Bramą  warszawskie osiedle mieszkaniowe zbudowane w latach 1965–1972 
Tutaj kręcono serial" Czterdziestolatek". Minęliśmy  słynną tysiąclatkę. Szkoła Podstawowa im. Tupaca Amaru, króla Inków, a nie znanego rapera, była planem do kręcenia scen Mareczka w szkole. Teraz ta szkoła jest zamknięta i można rzec, że wisi na nią klątwa. O tym przeczytacie tu., Np. znaleziono tam dwa razy zwłoki.

Przy wysokim budynku na przeciwko szkoły jest jeden z pierwszych bloków, gdzie zamontowano ogrzewanie podłogowe. Blok zasiedlali muzycy z Filharmonii, żeby im się instrumenty nie rozstrajały:-)


Dochodzimy do Kamienicy Wolfa Krongolda – kamienica wzniesiona w latach 1896–1899 przy ul. Złotej 83 róg ul. Żelaznej w Warszawie. Budynek jest zwyczajowo nazywany „Pekinem”. Wikipedia
Kamienicę zamieszkiwali bogaci na niższych piętrach i bidni na wysokich.
Przeszliśmy do ulicy Pańskiej. W kamienicy na Pańskiej 66 złapano słynnego kasiarza Szpicbródkę.

Będąc na Pańskiej przewodnik wspomniał o kamienicy przy Rondzie Daszyńskiego. Ta kamienica została rozebrana niedawno i na jej miejscu budowany jest wieżowiec.W tej kamienicy mieszkałam.
Kręcono tutaj też serial Dom. Podobno zaprzestano kiedy się schody rozsypały pod Bożeną Dykiel i o mało nie zleciała.

Na koniec wycieczki dowiedziałam się,że organizuje miasto  "Butem po Wawie" i można na stronie sprawdzić jaka wycieczka jest planowana. Czasem spod PKiN zabiera ogórek w dalsze rojony miasta.
Bardzo mnie ucieszyła taka możliwość, zwłaszcza teraz kiedy idzie wiosna.

A Krysia od Filharmonii zachęciła mnie, żebym przyjechała do Domu Kultury Zacisze na spotkanie z Januszem Gajosem, który mieszka w okolicy.
Promowana była też książka

Przyczajony geniusz. Opowieści o Januszu Gajosie


Zrobiłam zdjęcie jak wchodził, bo obawiałam się,że potem się nie uda.



 Ale udało się, hehe.
Zawsze lubiłam Gajosa. Głównie Turecki z kabaretu Olgi Lipińskiej ujął moje serce. W poważnych rolach rzeczywiście pokazał mistrzowską klasę.
Uroczy :-)))))

Tak się cieszę, że Krysia pamięta o mnie. Opowiem o niej  przy następnej okazji, też jest niesamowita ta znajomość.
Nigdy nie byłyśmy na kawie, ale w tylu innych miejscach o których pojęcia nie miałam :-)

 Tak, to prawda, przyciągam niesamowitych ludzi, tyle osób mnie czyta. W życiu bym nie pomyślała :-))

To jest moja ulubiona książka, przyznaję się.
Szokuje 
ale jest genialna.

cytat na dziś
.... istnieją tacy, których mniemanie o sobie samych jest tak wysokie, że ich zupełnie zaślepia i wszędzie wokół widzą tylko siebie.
I przekonanie o własnej ważności odbiera im rozsądek i władzę sądzenia....


i co wy na to?

pozdrawiam serdecznie :-D

sobota, 29 lutego 2020

Dbanie o racjonalne odżywianie

Dzień dobry :-)

Kot ma za mało ruchu, urósł wielki mimo racjonalnego odżywiania :-)

     Zajęta sprawami wielkiej wagi zapomniałam wspomnieć o moich osiągnięciach w odżywianiu.
Mimo świątecznej rozpusty i jedzenia tradycyjnych potraw, słodszych i tłustszych niż zwykle, ale mniej, zgubiłam 1.2 tłuszczu. Pani dietetyk powiedziała, że takiego wyniku to nikt jeszcze nie miał, po świętach, z jej pacjentów :-)
Okazało się,ze taki wynik zawdzięczam Ewie, z którą robiłam nieraz po 20000 kroków, spacerując po Warszawie. Ten wysiłek nie zwiększył mięśni, ale za to spalił kalorie.
Jeśli ktoś ma apetyt na kaloryczne produkty to polecam chodzić do pracy, nie jeździć tramwajem i sprawa załatwiona :-)

Przy tej okazji wspomnę o kochanej Ewie, która czasem przyjeżdża do Warszawy i spędzamy wspaniale czas.
Ewa, jak już kiedyś wspomniałam, jest niesamowita, zaprzecza wszystkim typowym teoriom o zdrowiu. Patrzę na nią i nadziwić się nie mogę, ze kogoś takiego spotkałam. Uczona zasad, które zapewniają  korzystne zmiany,  ona robi takie rzeczy, których zdrowy często nie może zrobić.
Musze trochę jaśniej to opisać, mam nadzieję, że się nie pogniewa.
Kilka lat temu wykryto u niej niski cukier. Jakiś mechanizm w jej organizmie nie łączy się z tym odpowiedzialnym za spalanie cukru. Niedawno znów wylądowała na badaniach w szpitalu, bo słabo się czuła. Nadal nie wiedza dlaczego tak się dzieje. Lekarze nadziwić się nie mogą, ze przy tej dolegliwości nadal jest szczupła i pracuje. Zdaniem lekarzy mogłaby nie być zdolna do pracy, mogłaby leżeć i wymagać opieki, a nawet zapaść w śpiączkę. A ona pracuje, ma dziecko i jeszcze często jeździ z córką na turnieje szachowe w weekendy. Nie odpoczywa zanadto, bo córka ma duże osiągnięcia w tej dziedzinie i co rusz bierze udział w zawodach.
Kiedy się poznałyśmy, Ewa mówiła, że ma dużą wadę wzroku. Jej córeczka też się z taką urodziła, ale Ewa zdecydowała się na operacje u malucha, a potem dużo ćwiczyła oczko z córką i dziś już dziecko normalnie widzi. Kiedy Ewa była mała nie było takich możliwości, więc wzrok ma bardzo slaby.
Zachowuje się tak jakby nigdy nic, czyta etykiety na produktach, chodzi szybko, więc zapominam, że coś jej jest. Kiedyś nawet wypaliłam, ze może nuczy się robić kartki, bo to fajne jest i zawsze podziwiała moje. Ewa na to, ze nie może tego robić. Ja oczywiście zapewniałam, ze jak zacznie to samo wyjdzie.
Ewa pokręciła głową, uśmiechnęła się lekko i powiedziała jak dużą ma wadę, powiedziała, że czyta te etykiety bo robi sobie zdjęcie i powiększa litery, czyta książki na komputerze, żeby mogła powiększyć tekst. Ale nie widzi daleko i często niewyraźnie.. Na moje pokazywanie czasem kiwała głową i już, bo co miała powiedzieć.
To wszystko sprawiło, że ja często zapominałam o jej kłopocie, a to się mądrzyłam w jakiejś kwestii dając dobre rady, zupełnie nie rozumiejąc  komu ja to mówię, a to ciągnąc w tajemnicze miejsce, uważając,  że to bezie dla niej atrakcja, tymczasem tak naprawdę głównie stres.

Zapytałam w końcu, jak sobie radzi z ludźmi, którzy mają receptę na wszystko, np. na mnie?

Ewa, kochana Ewa, uśmiecha się i mówi: przyzwyczajona jestem.

łza mi się kręci w oku.

Podziwiam i zazdroszczę tego spokoju, tej mądrości.

Ewa    robi takie rzeczy, jakich często nie zrobi zdrowy człowiek. Opowiadała mi jak pomalowałam pokój, wymieniła zamek z drzwiach, żeby się otwierały w drugą stronę, a to sama myje okna. Zapewnia, ze to nie jest dokładne, równe, ale jest. Nie ma pieniędzy za dużo, więc musi sobie radzić.

Ja to nawet bym nie wiedziała jak się zabrać za wymianę zwykłego zamku, a co dopiero przerobienia.
Zostawiłabym jak jest i już. Wiele zostawiam takie jakie jest, hehe, czekam aż samo się zmieni :-)

Uważam, że to nie jest kwestia tego, ze Ewa coś musi, niesamowite jest to, że jej się  chce.

Kiedy wspominam o naukach tybetańskiego Bon, o Dzogczen, ona się śmieje i dziwi, nie wie o czym ja mówię.
Nigdy nie szukała wsparcia w żadnej wierze. Nie ma też pretensji do żadnej..

Moim zdaniem jest ona wybitnie dowodem na to, że świątynią jest nasz umysł, jak uczy Dalajlama XIV. U Ewy piękną świątynią pełną współczucia, bez zawiści, bez gniewu, łagodna i cierpliwa.
Musiała sobie nazbierać dobrej karmy w poprzednich wcieleniach :-)

Ona o tym w ogóle nie myśli, ale ja tak myślę, hehe. Ponieważ wszystko u mnie ma wymiar mistyczny, to i spodziewam się, że nasze spotkanie nie jest przypadkowe. Zwłaszcza, ze wyjechałam do Cieplic do sanatorium, bardzo słaba jeszcze, nieszczęśliwa i taką mnie polubiła.

     Wracając do odżywiania, ostatnie badania wykazały, że schudłam znów, ale tym razem straciłam mięśnie. Rehabilitacja nie pozostawia mi sił na tai chi, więc ćwiczę tylko w soboty. Coś za coś.
Ja, dla odmiany, nie martwię się, ze mi siły mi brak, bo jestem w domu i dbam o swoja świątynię, o swój umysł. Niewiele robię fizycznie, ale myślę, ze to jest  wieki DAR, taka nagroda.

To jeszcze tylko dodam, że mam wiek metaboliczny 36 lat. Odmłodniałam jeszcze, bo ostatnio było 38 :-)))

     Mam nadzieję, ze wszyscy jesteście świadomi jak niezwykłe zdolności ma wasz umysł!!


Mnie było bardzo trudno na początku, bo nie miałam wiary w siebie po ciężkich przeżyciach, ale dziś już jest łatwo.
Pamiętam, ze kiedy modliłam się do Jesze Łalmo mówiąc: ofiarujemy mnogość klejnotów, niewyczerpane bogactwo nektarów....
myślałam sobie, ja nie mam klejnotów, nektarów, nie mam co dać.
A teraz już mój umysł jest pełen klejnotów i wszystkim się dzielę.


Pozdrawiam serdecznie :-D



poniedziałek, 24 lutego 2020

Uniwersytet Muzyczny w Warszawie


3 tygodnie wstawania o 5.30, żeby zdążyć na rehabilitację, odbijało się na mnie ogólną niemocą. Ranne pobudki odsypiałam w południe, a potem snułam się ledwie przytomna. Sama sobie wybrałam tą godzinę, bo myślałam, że odpocznę i będę mogła potem chodzić na ćwiczenia tai chi, ale niestety nie byłam w stanie.
Nieoczekiwanie w środę zadzwoniła koleżanka, która dba o mój rozwój muzyczny od 4 lat i zaproponowała, żebym poszła z nią na recital fortepianowy. Ucieszyłam się i w sobotę rano dziarsko poszłam na ukochane tai chi, a wieczorem na koncert fortepianowy.
W ogóle nie wiedziałam, że jest Uniwersytet Muzyczny Fryderyka Chopina? Już samo poznanie tego miejsca było dla mnie odkryciem nie lada.

Okazało się, że odbywa się tam dużo koncertów wybitnych muzyków i najważniejsze, są bezpłatne wejściówki.
Zachęcam z całego serca, żeby przyjechać na taki koncert, korzystając z czasu wolnego od zajęć w ogrodach :-)
To naprawdę bardzo miłe, odprężające doświadczenie. Ja nie jestem melomanem, ale ta muzyka na żywo robi niesamowite wrażenie.

Zagrała Chopina Karolina Nadolska, wybitna osobowość artystyczna. w 2017 otrzymała tytuł doktora sztuk muzycznych. Zagrała  min. w USA, Japonii, Chinach, Australii, Argentynie, Niemczech, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Szwecji, Włoszech, Estonii, Francji, Szwajcarii, Holandii, Tunezji, Chorwacji, na Litwie i dla mnie w Warszawie!,


 Pani Karolina uczyła się w klasie fortepianu prof. Piotra Palecznego.

Zagrał tez sam Piotr Paleczny.
Piotr Paleczny należy do grona najwybitniejszych pianistów polskich. Laureat pięciu międzynarodowych konkursów pianistycznych.
Listę wszystkich nagród znajdziecie na stronie www., mnie najbardziej ucieszyła nagroda z Japonii.
W 2019 roku, Rząd Japonii, za zasługi dla rozwoju relacji japońsko-polskich w dziedzinie muzyki, przyznał Piotrowi Palecznemu jedno z najwybitniejszych japońskich odznaczeń państwowych - Order Wschodzącego Słońca, Złote promienie ze Wstęgą!

I ja usłyszałam jak gra taki pianista!!!

A wszystko to dzięki Krysi, która co jakiś czas, zadzwoni z propozycją, czy mogę się wybrać to tu, to tam za darmo, na zaproszenie. I pomyśleć, że uczyła się tai chi u mnie, kiedy byłam instruktorem :D
Ćwiczy już od dawna gdzie indziej, ale chyba ma do mnie sentyment.
 Kiedyś o niej napisze. Napiszę też o Ewie, bo to są niezwykłe osobowości, niemuzyczne, ale laury im się należą, hehe i obie się ze mną zadają na żywo, a to zupełnie inna bajka :-)))


 Tak mi się spodobało, że przyszłam tez w niedzielę. Wystąpiło trzech pianistów, ale mnie najbardziej urzekł recital Michała Olszaka. Pierwszy raz zajęłam wolne miejsce od lewej strony i mogłam popatrzeć jakim fenomenem są dłonie pianisty. Coś niezwykłego !!
Dodatkowo pan Michał ma ledwie 20 lat, a grał już w Estonii, w Wiedniu,często gra w Jeleniej Górze i na Zamku Królewskim w Warszawie


 W niedzielę u nas padało, niestety nie mogłam chodzić, ale też wszystko bolało bardziej. Na szczęście nie przeszkodziło mi to odpocząć, rozweselić  się.

Dopiero kiedy dotarłam do Uniwersytetu Muzycznego skojarzyłam, że nieopodal mieszka mój wujek. jak to ja, pomyślałam, że to znak, żeby go odwiedzić choć na chwilkę. Niestety nie było go w domu, ale akurat sąsiadka wchodziła i mnie wpuściła, żebym  zostawiła kartkę. Napisałam, że przyjdę jutro. Nawet jeśli nie będzie go, to na pewno się ucieszy, że o nim pamiętam.

Szczęśliwą niedzielę dopełniły słowa wypowiedziane przez papieża Franciszka:

"Współczucie jest najważniejsze. Współczucie ponad ideologią"
Na poparcie przytoczył słowa z Biblii!

Uwielbiam tego papieża :-)


wtorek, 18 lutego 2020

liczba 9

   Przez tyle lat żyłam w  lęku i niedowartościowaniu, to  pewnie muszę się utwierdzać w przekonaniu, że to co mnie spotkało było coś warte.
Doliczywszy się równych 9 lat przemian, nie omieszkałam poszukać w numerologii, co to może znaczyć.
I znalazłam coś co niezwykle pasuje do przeżytych sytuacji. Ci którzy mnie czytają od kilku lat, może się ze mną zgodzą  :-)

Dziś taki miałam widok z okna. Też niezwykły, hehe,widocznie  już tak mam. pewnie macie i Wy, tylko nie macie czasu, żeby popatrzeć tak naprawdę. 
I to nie znaczy jestem szczęśliwsza, bo to widzę. To znaczy tylko tyle, że jestem szczęśliwa, jak każdy, kto nie zmaga się z jakąś tragedią.
 Czasem też się boję, martwię, smutno mi., ale nauczyłam się przyjmować to takim jakie jest i w medytacji rozpuszcza  się ten ból.
:-)

 Padał deszczyk nad moją ulicą, stąd te zamglenia, poświaty, blaski .
Zachwycił mnie ten błękit. Oba zdjęcia zrobiłam w ciągu 10 min.


  Zobaczcie co wyczytałam :

W trakcie rozbijania starego systemu wielu z nas będzie się dusić, przeżywać wewnętrzne męki, będziemy huśtać się na własnej emocjonalnej huśtawce: góra - dół. Jesteśmy narażeni na osobiste i światowe wzloty i upadki, na długi okres niepewności. Będzie to najtrudniejsze doświadczenie w naszym życiu. Tam, gdzie nowa świadomość toruje sobie drogę wynika masa nieprzewidzianych konfliktów, a ludzkie emocje sięgają zenitu.

nasze emocje i fizyczne ciało są tylko pracownikami ducha. Do tej pory na świecie dominowała męska energia, teraz nadchodzi czas na wyrównanie sił. Męska i żeńska energia muszą być spójne jak dwie razem złączone muszelki, inaczej człowiek nie znajdzie prawdziwej wartości w duchowym świecie. W tym procesie pomoże nam wszystkim bezwarunkowa miłość. Tak jak w ciele ludzkim muszą wspólnie pracować wszystkie organy i my ludzie musimy być świadomi wszystkich swoich działań.


A to bardzo pasuje do moich świątecznych przeżyć:


Jest liczbą tolerancji i miłości, zrównoważona umie tolerować innych ludzi, liczy się z ich zdaniem, próbuje zrozumieć ich reakcje.

Hehe, Od kiedy zrozumiałam mamę,mam wrażenie,że zrozumiem każdego. I dzięki temu potrafię współczuć jak nigdy dotąd. Zrozumienie sprawia jednak, że nie mam złudzeń i to daje wolność. Nie ma obowiązku uszczęśliwiać innych.
Pomagamy innym przede wszystkim z pożytkiem dla siebie, więc nie liczymy na wdzięczność. Człowiek skorzysta z tego w mniejszym lub większym stopniu, a my na pewno nazbieramy dobrą karme.
Oczywiście pod warunkiem, że nie robi się tego z wyrachowania. Wtedy to nie będzie zasługa.
Abyśmy mieli pożytek ważne jest, żeby wiedzieć co się tak naprawdę robi i dlaczego.


 To nie jest takie oczywiste niestety, ale trzeba próbować i w końcu się uda.

Mistrz Moy pokazywał ruch 3 razy. Tłumaczył, że 3 razy wystarczy, żeby ktoś zrozumiał. Zrozumie tyle ile może, więcej nie,, choćby pokazywać 10 razy.
3 razy pokazuje się w jednej chwili, ale za jakiś czas pokazuje się znowu, bo ludzie się zmieniają, rozwijają przez doświadczenie. :-) Od samego gadania nic się nie zmienia. To tylko  wskazuje kierunek, intencję


Przypomniało mi się stwierdzenie Olgi Tokarczuk, które ogromnie mi się podoba i wiele wyjaśnia moim tego :

Słowo składa się z substancji i  istoty

A jak wiemy z Biblii. Na początku było Słowo.

Tak mi się wydaje, że te substancje to sposoby przekazania, że powinniśmy dążyć do odkrycia istoty.


Niestety substancje bywają często bardzo mętne, ale to już zależy kto te słowa wypowiada i tak naprawdę z jakiego powodu to robi.


Cytat wzięłam  z portalu o numerologii, ale oprócz tego nie przeczytałam wiele, więc nie wiem o czym tam jeszcze jest. jeśli macie ochotę to sami poczytajcie. Przypominam, że sama Biblia zawiera wiele symboli związanych z numerami bo wszechświat jest matematyką
A człowiek jest odbiciem wszechświata.

Tak zrozumiałam. :-)

Pozdrawiam serdecznie !

wtorek, 11 lutego 2020

Ulubiony dzień , uch

   Jak się domyślacie nadchodzi mój ulubiony dzień 14.02 :-)
I naprawdę zaczynam go lubić po obejrzeniu filmu Plan B. Genialny film jak dla mnie. Polecam wszystkim, zwłaszcza tym, którzy nie mają powodów do tradycyjnej radości w tym dniu. Uprzedzam, to nie jest komedia romantyczna.

 14,02,1942 powstała Armia Krajowa.
Pomyślałam od razu o żołnierzach wyklętych.
cyt,

Żołnierze wyklęci, żołnierze niezłomni, polskie powojenne podziemie niepodległościowe i antykomunistyczne – antykomunistyczny, niepodległościowy ruch partyzancki, stawiający opór sowietyzacji Polski i podporządkowaniu jej ZSRR, toczący walkę ze służbami bezpieczeństwa ZSRR i podporządkowanymi im służbami w Polsce

Kim byli... o  tym warto przeczytać ?

AK nie jest jednoznaczna z żołnierzem wyklętym. Walka o autonomię z sowieckim okupantem była najważniejsza, ale metody różne. Zdarzało się, że walka żołnierzy wyklętych czasem nosiły znamiona ludobójstwa, bestialskiego odwetu.
Kiedy teraz o tym przeczytałam pomyślałam sobie, że często obecna władza porównuje się do żołnierzy wyklętych, głosząc  hasła wolnościowe przeciwko komunizmowi, ale czy nie przypomina to czasem przede wszystkim podobnego sposobu walki?
Sposobu, który nie przystoi żołnierzowi, bez honoru, bez godności, fałszywy


Dziś spadł znowu grad. Wszystko mnie boli i nic mi się nie chce. Może dlatego, ze mam znów rehabilitację i to 7 rano, oj



czwartek, 6 lutego 2020

Taki wiersz

     Odnaleźliście już iskrę w ciemności?

Jakiś czas temu rzeczywiście wpadłam w jakąś przepaść głęboką. Wydawało się, że Bóg o mnie zapomniał, albo ukarał i tak już zostanie. A tymczasem okazało się fascynacja mojego męża to nie było przekleństwo dla mnie, ale wielki dar. Moje nieszczęście dogłębne, zmusiło mnie do spojrzenia w innym kierunku niż przez całe życie.
I okazało się, że to wymuszenie, to najlepsza rzecz jaką zrobił dla mnie mąż :-)

Nie spodziewał się, że tak to się skończy. Pewnie gdyby wiedział, zrobiłby to tym chętniej, jeszcze przypisywałby sobie zasługi i chwalił się tym , hehe
No ale chyba, nie on miał się tym chlubić, tylko ja, że jaśniejącą intensywnie iskrę dojrzałam.

I  tak zrobiłby coś złego, a tak na coś się to przydało :-)
A ciekawe, czy sprawca ciemności może liczyć na szybkie oświecenie, skoro jego uczynek na dobre się obrócił?
Pewnie tak, o ile uświadomi sobie co tak naprawdę zrobił i postanowi nie robić tego więcej, jak uczył nauczyciel.
Jednak to zrozumienie może potrwać kilka reinkarnacji, sądzę.

Bo gdyby to było takie proste, to ..........

A co myślicie?

Czujecie współczucie do mnie, czy do niego?
Do niego to ja dopiero od niedawna czuję, hehe, ale wy możecie szybciej to poczuć, bo was tak nie bolało.
Takie losy postaci z książki :-)

Przypomina mi się powiedzenie, że nigdy nie wiadomo co się może przydać, więc trzeba przyjąć wszystko takie jakie jest.
Dobrze, ze zrozumiałam jak to się robi :-)))

Bardzo mnie ujęła modlitwa, która napisała Olga Tokarczuk. Bardzo mi to przypomina moją ulubioną mądrość.
Może i wy w tym odkryjecie przepis na życie wieczne ?
Czego Wam serdecznie życzę :-))


Modlitwa:

Moja dusza
nie pozwoli się zamknać w więzieniu
w klatce z żelaza, czy klatce z powietrza.
Moja dusza chce być jak statek na niebie
i granice ciała nie mogą jej zatrzymać.
I żadne mury jej nie uwiężą:
ani te zbudowane ludzkimi rękami,
ani mury grzeczności,
ani mury uprzejmości,
czy dobrego wychowania.
Nie pochwycą jej dumne przemowy,
granice królestw,
wysokie uridzenie - Nic.
Dusza przelatuje nad tym wszystkim
z wielką łatwością.
jest ponad tym co mieści się w słowach
i poza tym, co się w ogóle w słowach nie mieści.
Jest poza przyjemnością i poza lękiem
Przekracza tak samo co to, co piękne i wzniosłe,
jak i to co podłe i straszne.

Pomóż mi dobry Boże, aby mnie życie nie raniło
Daj mi zdolność mówienia, daj mi język i słowa
a wtedy wypowiem prawdę

o Tobie"


Przy okazji znalazłam taki cytat, który wysyłam jako życzenia :-)

    " uczeń wie jednak, że to litery przechwycone przez jego myśli i wyobraźnię tak na niego działają swoim ruchem, zaprowadzają w jego umyśle porządki i otwierają drzwi do niewyobrażalnego uduchowienia"

U nas już wiele pąków :-)



Olga Tokarczuk twierdzi, że cytaty to rzucanie ziarenek, które wydadzą plon. No to cytuję trochę, bo jestem zachwycona genialnością spostrzeżeń.
Zapewniam jednak, że tylko w minimalnym stopniu cytuję. Trzeba samemu przeczytać i wyciągnąć własne wnioski.
Nie bez powodu dostała nagrodę nobla :-)

niedziela, 2 lutego 2020

Już jest spokojnie :-)

      Serdecznie witam czytelników, którzy się nie zrazili do mojego bloga :-)

Ostatnie wydarzenia w moim życiu na pewno wpłynęły na postrzeganie tego co się dzieje na świecie i zapaliła się iskierka wojownicza. Może nawet nie tyle wojownicza co irytacji ludzkim postępowaniem.
Pani Olga Tokarczuk jeszcze dolała oliwy do ognia.

      Zapewniam wszystkich, że ja wychowałam się chrześcijaninem, dorastałam i do wypadku nie sądziłam, że jest w ogóle inna opcja.
Wychowywana byłam w miłości do Boga, Pana Jezusa, Matki Bożej.
I babcia, na pewno, najcenniejsze wartości pokazywała na swoim przykładzie, więc mogłam w nie wierzyć, bo nie było w nich fałszu i hipokryzji.

     Po wypadku, obolała, w depresji, sama, jakimś cudem, zaczęłam słuchać nauk Bon Tenzina Wangyala Rinpocze przez internet.
Pierwszą zmianą było odzyskanie duszy. Kiedy mi się to udało i poczułam jak bardzo mi pomogło, postanowiłam uczyć się dalej.
 
     Dzisiaj na mój widok ludzie czasem żartują, że cuda się zdarzają :-)

Przyciągnęłam życzliwych ludzi, którzy mnie uratowali, zastosowałam się do zaleceń, do ćwiczeń, diety. To medytacja otworzyła mój umysł, to jest moje życie.  Jestem dziś wolnym człowiekiem. Nie muszę kłamać, kombinować, nie potrzebuję więcej niż mam.
Boli mnie bardzo lewa strona w taką pogodę, ale dziś myślę, że warto było, bo zatrzymałam się w galopie obłędu.


 Ale ja nie zamierzam nikogo agitować do zmiany religi, absolutnie,  ja po prostu mogłam rozwijać swój umysł w tym kierunku i z tego skorzystałam.
Ale każda religia ma iskrę boskości(Tokarczuk) i w tym kierunku trzeba iść, a nie wykorzystywać ją do niszczenia innych. Tworzyć ideologie jedynie korzystne dla wybranych, którzy podbudowują swoje chore ambicje, swoje ego.



Jestem zakochana w naszej noblistce Oldze Tokarczuk, to pozwolicie, że przytoczę kilka jej słów:

cyt.
      Niektórzy ludzie mają zmysł spraw nieziemskich, tak jak inni świetny węch, słuch, czy smak..
Czują subtelne poruszenia w wielkim, skomplikowanym ciele świata. A ponadto u niektórych z nich ów wewnętrzny wzrok jest tak dalece wyostrzony, że widzą gdzie upadła iskra, dostrzegają jej blask w najbardziej nieprawdopodobnym miejscu. Im gorsze miejsce, tym iskra świeci bardziej rozpaczliwie, tym silniej migocze, a jej światło gorętsze jest i czystsze.

   Lecz są i tacy, którzy zmysłu tego nie mają, muszą więc ufać pięciu pozostałym  i do nich sprowadzają cały świat. I tak jak ślepy od urodzenia nie wie, co to światło. a głuchy - co to muzyka, jak pozbawiony węchu nie ma pojęcia , co to zapach kwiatów, tak i oni nie rozumieją tych mistycznych dusz i biorą ludzi nimi obdarzonych za wariatów, nawiedzonych, którzy sobie to wszystko z niezrozumiałych powodów wymyślają."


hehe,

Ja tam widzę więcej iskier niż jest, to może rozczarować trochę
Na szczęście wariatowi nie tak łatwo krzywdę zrobić


I jak się macie?

Czy się ma taki zmysł czy inny, najważniejsze, żeby żyć z pożytkiem dla wszystkich czujących istot, to się ta Iskra Boża roznieci!

wtorek, 28 stycznia 2020

A co by to było?


         A co by to było, gdyby naprawdę otworzyć oczy? Gdyby ujrzeć jakimś cudem prawdziwie co nas otacza?
 cyt. Olga tokarczuk

      Już zaczęłam czytać prozę pani Olgi i pokochałam tą kobietę z całego serca. "Jakimś cudem" stwierdzenie zdobyło moje serce. To jest naprawdę cud jak tak popatrzeć wokół.
Chociaż może jestem pod wrażeniem ostatnich wydarzeń. Własnym uszom nie mogłam uwierzyć w to co słyszę. Choć po przemyśleniu, dochodzę do wniosku, że ten człowiek był zawsze wyrachowany,.Manipulant, który doskonale wie co na kim zrobi odpowiednie wrażenie.
Ale z drugiej strony czasem widzi się to co się chce widzieć i nawet ta druga osoba, nie musi się za bardzo starać.
Trzeba być wdzięcznym, że się przejrzało na oczy i przestało widzieć Boga w człowieku, który jest od niego daleko. A jeszcze nie dawno miałam wrażenie, że jest tak blisko, hehe.
Chociaż pani Olga Tokarczuk, uważa, że cyt." tylko z największego upadku można podnieść się na najwyższe" 

Kiedy zaczęło się mówić o twórczości noblistki, miałam nadzieję, że doszukam się  cenionych przeze mnie wartości. Mój zachwyt przeszedł wszelkie oczekiwania. Od pierwszych wersów spotykam genialnie spostrzeżenia ludzkich zachowań, które  nakłoniają czytelnika do wyzwolenia uczuć.
Ona nie pisze co to znaczy, że ktoś się tak zachowuje, co ma ktoś poczuć, ona tylko pisze co ktoś robi i dlaczego, a co kto poczuje to tylko jego osobista sprawa.

Czytelnicy mojego bloga wiedzą co to przypomina.

A to jest mądrość ponadczasowa, ponad podziałami.

Pani Tokarczuk tak napisała w książce:

Głupota ludzka sprowadza na świat smutek. Nie jest to grzech ani cecha, z którą się człowiek rodzi, ale zły pogląd na świat, błędna ocena tego , co widzą oczy. W rezultacie ludzie spostrzegają wszystko osobno, każdą rzecz w oderwaniu od pozostałych. 

Prawdziwa mądrość to sztuka łączenia wszystkiego ze wszystkim, wtedy wyłania się prawdziwy kształt rzeczy.

Ja już się trochę nauczyłam :-)
Po czterech latach np. zrozumiałam dlaczego coś przebiegło w taki sposób i jak wiele korzyści wynikło z tego, że musiałam do nich wrócić. :-)
Wtedy byłam zdruzgotana, niesprawiedliwe potraktowana, przestraszona, ale warto było poczekać.

Niektórzy mi się zwierzyli, że pojecie współczucia nie jest takie oczywiste.

 Ja tak zrozumiałam z nauki Bon i Dzogczen: osiągnięcie mądrości, spontanicznego współczucia itp. to są etapy rozwoju.
Gdyby to było takie łatwe, to wszyscy bylibyśmy oświeceni lub w Niebie jak kto woli.

Za to jest proste, trzeba żyć z intencją osiągnięcia  tego stanu rozwoju.

Aby to osiągnąć, nie potrzeba niczyjej łaski.

Pani Olga pisze o tym tak:

Uczeń zdobywa wiedzę  w dziedzinie np. teologii. Zaczyna rozumieć różne skomplikowane związki i jest przekonany, że to skutek poszerzenia i pogłębienia jego ludzkiej wiedzy. Nie wie jednak, że to litery wychwycone przez jego myśli i wyobraźnię tak działają, swoim ruchem zaprowadzają w jego umyśle porządki i otwierają drzwi do niewyobrażalnego uduchowienia.


hehe, bardzo mnie to stwierdzenie rozbawiło. 

No może i tak, ale chyba pod warunkiem, że uczeń rozumie co czyta.
A może im więcej czyta, tym większe szanse, ze zrozumie. hehe, no nie wiem? :-)


Przypomniał mi się program o Starym Testamencie, kiedy naukowcy wyjaśniali skąd się wzięły takie, czy inne nakazy. I np. "Nie miej Bogów cudzych przede mną"podobno dotyczyło, Abraham to wyjaśniał, żeby ludzie ówcześni nie wierzyli w gliniane posążki, którym oddawali cześć.To podobno było nagminne. ojciec Abrahama miał ich wiele naustawianych w domu.

Mnie rozśmieszyło stwierdzenie samego Abrahama na koniec: w ilu bogów byś nie wierzył i tak pogrzeb będzie zależał od pogody.

Wiele osób zupełnie inaczej rozumie to przykazanie.

10 Przykazań Bożych zaczyna się od słów" jam jest Pan Bóg twój, który Cię wywiódł z ziemi egipskiej z domu niewoli"
To do kogo to są słowa? Pamiętacie kogo wywiódł z Egiptu?

Polacy przyjęli chrzest bo władca tak zarządził, pewnie z powodów politycznych, no może miał takie objawienie. Ale gdyby nie przyjął, w Polsce by się taka tradycja nie przyjęła, uczylibyśmy się czego innego. Inne rytuały byśmy odprawiali na pomyślność na zdrowie, na długie życie

:-)

Ale już przykazania: Nie zabijaj, nie kradnij, nie cudzołóż, nie kłam, za bardzo się nie przyjęły.
Wiara chrześcijańska jest bardzo wygodna, przyklaskuje i utwierdza w przekonaniu, że człowiek jest ułomny, grzeszy, i w związku z tym trzeba chodzić do kościoła, modlić się o nawrócenie, a najlepiej dawać duże datki.
Ja pamiętam z dzieciństwa powiedzenie żartobliwe: kto ma księdza w rodzie, tego bieda nie ubodzie.

Ciekawe skąd się wzięło? :-)


 Tutaj przypomina mi się do czego namawia dzogczen: przyjmij to takie jakie jest, ale miej świadomość co tak naprawdę robisz i dlaczego :-)))



Oczywiście jest mnóstwo uduchowionych, powołanych do tej wiary ludzi. Księża, siostry i świeccy ludzie, którzy całym sercem są dobrzy dla innych, uczą miłości, współczucia i nie są obłudni, po prostu wierzą, że Bóg ich posłał, żeby uczyli innych jak dostać się do Nieba i złagodzić ciężkie życie na Ziemi
I chwała im za to!!!!

Bo o co tak naprawdę chodzi?, żeby wydobyć z człowieka jego prawdziwą naturę, istotę czystą i doskonałą, żeby nie cierpiał!

Tak zrozumiałam :-)


.............


Pewnie wiele osób już do mnie więcej nie zajrzy. No cóż, ja musiałam to napisać, żeby mieć szacunek do siebie.
I to mi  pozostanie na zawsze :-D

ps. u nas buro, ale ptaszki śpiewają bo wpadły na obiad, na kaszę jaglaną i cieszą się ogromnie :-)

To co, może trzeba iść na kawkę ?


To robili uczniowie na kiermaszu w szkole :-)

piątek, 24 stycznia 2020

Praktyka mocna jak ogień

    Jakiś czas temu byłam na naukach Mawe Senge. To była jedna z pierwszych nauk, w których uczestniczyłam na żywo.  Gesze Tenpa Darghye okazał mi dużo serdeczności, odpowiedział na wiele wątpliwości, wyjaśnił wiele nauk, które ktoś mylnie mi przekazywał i doprowadzał jedynie do niechęci do siebie i do nauk.
Na koniec napisał mi życzenie "oby twoja praktyka była mocna jak ogień"
I po roku, miałam okazję przekonać się, ze jest :-))))
Z takiej zaszczutej bidulki, stałam się osobą uważną, odważną, wolną i spokojną.

Wzbudziłam mocną energię miłości i współczucia, zadziałała tantra odrzucająca ataki strachu, niepewności, fałszu. 
21 stycznia mało nie straciłam życia, dziewięć lat później, 22 stycznia, zobaczyłam przez chwilę swoją prawdziwą naturę czystą i doskonałą.

Człowieka spotykają różne rzeczy, raz mu się powodzi, odnosi sukcesy z pracy, w życiu prywatnym, a innym razem wszystko się wali. No takie jest życie.
Ważne, aby we wszystkim co nas spotyka, być uważnym, obecnym, co  pozwoli na współczucie, najcenniejszej umiejętności człowieka. Tak zrozumiałam z nauki Bon i Dzogczen.
To jest prawda w moim przypadku. Udało mi się tyle zmienić, odrzucić nawyki, ze współczucia uczynić siłę.

Oczywiście nie na każdym zrobi to wrażenie, taka ich karma, ale już nie jest łatwo mnie skrzywdzić.
Nawet bym powiedziała, że nie radzę próbować, hehe


Początkiem przemian jest zrozumienie tego się tak naprawdę robi i dlaczego.
Wszyscy się uczymy od dziecka, że nie można nikomu źle życzyć.
Tak generalnie sprawa oczywista, nie przeklinamy osoby, która nas zraniła, życzymy jej szczęścia.
Jeśli ktoś komuś jest obojętny, to łatwo przychodzi.
Łatwo przychodzi, ale ja się okazuje do czasu.
Kiedy jednak ta osoba prosi o pomoc i trzeba coś od siebie dać, zrezygnować z własnej wygody, okazuje się, że nie przychodzi to łatwo.
Jak ktoś mówi wprost, że nie zrezygnuję ze swoich potrzeb, ma do nich prawo, ma prawo do zaspokajania tych potrzeba, sprawa jest jasna. Ale czy to nie jest życzenie komuś źle?

A jeśli ktoś mówi, że pomoże, ale jest mu ciężko, np. nie ma pieniędzy, tym samym wzbudza współczucie dla siebie, a potem dowiadujemy się, że dobrze zarabia, że sobie kupił samochód za dużo pieniędzy, za gotówkę, to o czym to świadczy ?

Wie co tak naprawdę robi, czy nie?

Pewnie czepiam się, hehe

Tak tylko sobie pomyślałam, ile to osób już żałuje, ze przeżyłam.
Jestem czasem tylko kulą u nogi, stoję na drodze wygodnego życia. Nauczyłam się prosić o pomoc i niestety trzeba się wypowiedzieć wprost, a to dopiero jest kłopotliwe. Czasem może popsuć nastrój zburzenie dobrego mniemania o sobie;-)
A czasem, dla odmiany, wspomnę o czym tak naprawdę świadczy takie a nie inne zachowanie.

I czar prysł, i humor zepsuty i po co do tego wracać.

Oczywiście ja wiem, że wiele osób myśli inaczej, np są manipulantami, fałszywi, bo taka jest ich praca. Ci co są poszkodowani, niech się bronią sami, ich sprawa. No tak bywa. Taka ich karma.

Czasem poruszy mój psot, zaboli w sercu.
Na pocieszenie powiem, ze lepiej tego nie spychać w kąt organizmu, bo może się przerodzić w chorobę.
Moja pani neurolog, kiedy przychodziłam jęcząca z bólu, powiadała nie raz: to w sumie bardzo dobrze, ze boli.
Zrozpaczona myślałam, że serca nie ma ta kobieta. Dopiero po latach do mnie dotarło, że jakbym nic nie czuła, to znaczyłoby, że jestem sparaliżowana. A teraz już chodzę całkiem sprawnie :-))

I podobnie jest z uczuciami. Jeśli poczujemy ból, to znak, ze jesteśmy na bardzo dobrej drodze do wyzdrowienia

Wyleczyć się trzeba samemu. Ale ja tu nie raz wspomniałam co pomaga :-)

Pamiętam, że ktoś mi tak mówił jak byłam bardzo nieszczęśliwa.
Doprowadzało mnie to do jeszcze większej rozpaczy. Takie niektórzy mają zdolności, hehe.

A teraz patrzę, że Ci co tak radzili, zachowują się niezdrowo, to chyba zdrowi nie są. Jakoś nie umieją się sami wyleczyć.

Ulubione powiedzenie mojej przyjaciółki: punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia.

Łatwo powiedzieć..... ;-))))

Dlatego współczucie pomoże każdemu :-))

wtorek, 21 stycznia 2020

Wszystko co się nam przytrafia jest darem, nie przekleństwem

     Pamiętam, ze będąc w rozpaczy, kiedy słyszałam te słowa, nie wierzyłam. Ot, takie gadanie ludzi którym się powodzi. Dopiero "Nacja" trafiła mi do serca.
Sama tez, już dawno się o tym przekonałam. A ostatnie wydarzenia pokazały jak wielkim darem.
    Kiedy opowiadałam koleżance o świątecznych przeżyciach, powiedziała: jak ty mamę zrozumiałaś to już każdego zrozumiesz.
:-)
I rzeczywiście, otworzyła się  przede mną kolejna brama do świadomości.
    Przed świętami zaskoczyły mnie niemiłe wieści. Wróciły wspomnienia, żal, strach. na szczęście już nie takie intensywne jak kiedyś, ale dość przykre. Przypominałam sobie nauki.
 
Wygląda na to, że na całej strasznej sytuacji, bardzo dużo zyskałam Nie wpadłabym na to, gdybym nie musiała znów zmierzyć się z wampirami przeszłości.
Okazało się, że już nie przeszkadza .mi powodzenie kogoś, kto chciałabym, żeby dzielił to powodzenie ze mną.

Przypomniał mi się wykład Ajahn Brahma, który namawiał, żeby nie dać satysfakcji osobie, która nam dokuczyła, Myśląc, roztrząsając przeżywając przykrości tym samym pozwalamy się nadal gnębić.
Oczywiście łatwo powiedzieć, weź i nie daj;-)

I to jest właśnie mój największy sukces.
Kto wie, może to jest w ogóle największy sukces.

Kiedy pomyślałam o tym jak czułam się przez tyle lat, zrozumiałam, że odpuściły te uczucia.
Chyba żal mi dokuczał najbardziej. Wreszcie dotarło, że nie mam czego żałować, nie straciłam żadnego diamentu, to tylko moje intencje, wyimaginowane wartości, których pragnęłam, ale  tak naprawdę ich tam nie było.

Odczułam ogromną ulgę.

Tym samym, mogę już popatrzeć ze współczuciem na osobę, która tego potrzebuje, o której nigdy tak nie pomyślałam. Niezadowolenie, nerwy, pragnienia, odzwierciedlają stan umysłu, zasługują na współczucie. Do tej pory powiedziałabym na ten temat dwa słowa, oba brzydkie.

I wreszcie poczułam prawdziwą łagodność, spokój i chyba jednak szczęście.

Warto było to wszystko straszne przeżyć, żeby zostać mistrzem :-D

 Zrozumieją to osoby, które mnie znają. Inni będą wiedzieli, w ciężkich chwilach, do czego dążyć. Gdyby ktoś nie mógł znaleźć swojego sposobu, polecam Dzogczen, czy Bon

Wczoraj mówiłam znajomemu o I Ching Księga przemian. Zajrzałam do posta, żeby przypomnieć sobie jaką sobie wywróżyłam przyszłość.

:-D



Sprawdziło się :-)

Sukces psychiczny nie musi iść w parze z sukcesem materialnym.

Ale jak to wszyscy wiedzą, fortuna kołem się toczy, za to nazbierane zasługi zaowocują w przyszłości.

I tym optymistycznym akcentem życzę pomyślności w zdobywaniu świadomości, żeby wiedzieć co się tak naprawdę robi i dlaczego :-D

czwartek, 16 stycznia 2020

Przyszła kartka świąteczna :-)

    Doszła do mnie kartka od blogowej przyjaciółki Karolinki :-)))
Bardzo dziękuję Karolinko!!!!




      Jakiś czas zwierzając się znajomemu z moich kłopotów z pamięcią, z koncentracją itp, zaproponował, żebym przeczytała i spróbowała ajurwedyjski detoks.
Tylko dlatego wspomniałam o swoich kłopotach, żeby się nie dziwił, ze nagle nie pamiętam co mówił, albo nie pamiętam, ze się do czegoś zobowiązałam. Tak na wszelki wypadek uprzedzam nowych znajomych.
Po jakimś czasie, mimo wiedzy od lekarzy, że nie pomoże, jednak do tego zajrzałam.
I to była świetna decyzja!!
Upewniłam się, że kłopoty z głową nie wynikają ze złego odżywiania, tylko dziur w mózgu po krwiaku . Mało tego, upewniłam się, że poznanie mojej pani dietek było wielkim szczęściem, bo ona mnie uświadomiła co się je, po co i dlaczego i powolutku odmieniła moją świadomość w tym względzie..
Przypomniałam sobie, że mój fizjoterapeuta od początku zachęcał do racjonalnego odżywiania.
Oczywiście zachęcało wiele osób, ale chyba autorytet na mnie podziałał najbardziej przekonująco..
Pewnie bez tej zmiany byłabym o połowę mniej sprawna fizycznie i psychicznie.
Teraz sobie przypominam jak mówił, ze to wszystko moja zasługa. Rzeczywiście jak o tym pomyśleć, to ja sama zrobiłam wszystko to co polecali nauczyciele we wszystkich dziedzinach, fizycznych, psychicznych i duchowych. Przede wszystkim odzyskałam duszę,-D, ale to zasługa mojej dobrej karmy, bo jeszcze jadłam wszystko. (dusza co innego znaczy w naszej kulturze :-)

Jeżeli ktoś chciałby bardziej wniknąć w temat to proszę o kontakt.

Przytoczę tylko parę słów, które wydają mi się ważne, ale tak naprawdę wszystko może być ważne.
Ajurwedyjski detoks napisał lekarz neurolog z Ameryki.


Słyszałeś może o barierze krew-mózg (nazywajmy ją BKM). Ta bariera oddziela szkodliwe śmieci pływające po ciele od centralnego układu nerwowego (CUN) tak, by nie wyrządziły szkód. 
BKM znajduje się przede wszystkim w mózgu i rdzeniu kręgowym (CUN) i składa się z komórek śródbłonkowych. Te komórki są splecione ze sobą po to, by tworzyć fizyczną barierę wzdłuż kanałów prowadzących do mózgu i rdzenia kręgowego, tak by te struktury były szczelne i nieprzepuszczalne dla białek i molekuł nierozpuszczalnych w tłuszczach. To zapobiega przedostawaniu się substancji neurotoksycznych do mózgu.

............................................

Jako neurologa fascynuje mnie to, jak zaburzenie w układzie pokarmowym może wpłynąć na zaburzenia w mózgu i vice ver-sa. Problemy trawienne, zapalenie układu pokarmowego, nie-szczelne jelito i skład flory bakteryjnej wpływają na zdrowie i funkcjonowanie mózgu, podczas gdy neuroadaptacja, wzburzenie emocjonalne i stres zmieniają trawienie, równowagę flo-ry bakteryjnej i skuteczność naturalnych systemów detoksykacji. 

.............................................


Sęk w tym, że zdrowie układu pokarmowego jest odzwierciedleniem zdrowia mózgu, a zaburzenia pracy jelit mogą spowodować zaburzenia pracy mózgu i teraz już wiesz, jak to się dzieje. Sądzę, że nerwy jelitowe działają jak „kanarek w kopalni” dla nerwów w mózgu. To co dzieje się z układem nerwowym w jelitach, może przytrafić się neuronom w mózgu, tylko z pewnym opóźnieniem. Dlatego właśnie mogę poprawić stan pacjenta z chorobą Parkinsona przez usprawnienie jego trawie-nia. Jeśli nie naprawisz urazów układu pokarmowego, mózg się nie wyleczy. Napraw jelita, zatrzymaj proces urazowy zaczynający się w jelitach, a mózg w czaszce będzie miał szansę wrócić do zdrowia. 


Pani doktór poleca dla leczenia jelit np. kurkumę, kmin rzymski, koper włoski, curry, błonnik, kolendrę i kilka specyfików obcych.

Mam nadzieję, że Was zainteresowałam tematem uwolnienia się od  uzależnienia od niedobrego jedzenia :-)

Pocieszę tylko, że jak człowiek zrozumie, to samo mu się odechciewa szkodzić sobie. 
Tak jak w dzogczen :-D


poniedziałek, 13 stycznia 2020

Na razie czytam Pilipiuka

        Usprawniłam już ręce na tyle, że mogę robić niezbyt precyzyjne rzeczy, ale wystarczające do zajmowania się sobą. Teraz czas na usprawnianie pamięci i koncentracji, więc obowiązkowo czytam codziennie.
I widzę już pewne postępy. Czytana kilka lat temu książka "Wieszać każdy może" okazała się całkiem dowcipna i nie ma nic wspólnego (chyba) z wieszaniem. Przygody egzorcysty Wędrowycza serdecznie polecam.
Teraz czytam "Wampir z MO". Czas akcji toczy się w latach PRL, więc wiele sytuacji bardzo mnie bawi, zwłaszcza, ze to już daleka przeszłość. Nie mniej powieść jest dość infantylna jak na mój gust, po prostu cieszę się, że wyłapuję śmieszne wypowiedzi, nie muszę się skupiać na fabule.
Takie książki zawsze wolałam od smutnych historii, cierpienia innych ludzi. Po prostu bałam się, że to jeszcze bardziej mnie pogrąży w smutku,a i tak słyszałam często, że ja. to  się lubię przejmować innymi i dlatego nie umiem cieszyć się życiem
      Teraz już się tego nie boję. Może dlatego, że nie cieszyłam się życiem, bo nie było się z czego cieszyć, a nie dlatego, że ciągle się martwię innymi.

      Bardzo jestem ciekawa powieści Olgi Tokarczuk, bo wyczytałam w jej biografii, że jest bardzo uważna, a taką zdolność polecał Mistrz Dzogczen, więc może i ja coś odkryję.

     Przypomina mi się wiersz naszego  noblisty Czesława Miłosza, w którym pisze, "jest taka cierpienia granica, w którym się uśmiech radosny zaczyna, i idzie tak człowiek i już zapomina, o co miał walczyć i po co."
Nie wszystko jest takie oczywiste i jednoznaczne.  Często to są tylko pozory. Dobrze wiedzieć co się tak naprawdę robi i dlaczego, żeby być szczęśliwym i nie krzywdzić innych.

    A to naprawdę nie jest takie proste. Niedawno rozmawiałam ze znajomym i pytam o to, mówię o tamtym i wreszcie uwierzyć nie mogę w to co słyszę. Zupełnie jakbyśmy uczyli się w dwu różnych szkołach. A uczyliśmy się w tej samej i od tego samego nauczyciela, hehe

    Jak to nigdy nie wiadomo, co się odkryje, jakie mechanizmy powodują, że człowiek tak robi, tak czuje, myśli w taki sposób. Naprawdę to pomaga zrozumieć, a tym samym, spontanicznie współczuć, a przede wszystkim poznać siebie.

    Można się zdziwić, można się przestraszyć, ale dzięki temu zmienić siebie.
Rzucanie każdego nałogu jest skuteczne tylko wtedy kiedy się samemu tego chce. Jak człowiek ma świadomość skąd i po co ma taką a nie inną potrzebę.od razu jest spokojniejszy i pewny siebie.

    U mnie samo, powolutku, zmieniało się zapotrzebowanie żywieniowe.
O tym następnym razem ;-)


Urwał mi się karmik. Ptaszki przylatywały i rozglądały się z niedowierzaniem. No to przywiązałam to co zostało :-D

Dobre odżywianie, podobno, wzmaga pracę mózgu :-D


Nie mylić mózgu z umysłem

Pozdrawiam serdecznie i życzę dobrego tygodnia :-D

czwartek, 9 stycznia 2020

Czy czytaliście Olgę Tokarczuk?

https://www.youtube.com/watch…


Nobel Lecture: Olga Tokarczuk, Nobel Prize in Literature 2018


Serdecznie polecam wysłuchanie  wywiadu Olgi Tokarczuk, który spotkał się z wielkim uznaniem w Sztokholmie.

Kilka wydarzeń z jej biografii bardzo dobrze oddaje charakter twórczości naszej noblistki.
Może wam też otworzy oczy na sprawy najważniejsze, do czego namawia również Dzogczen, zbadanie co człowiek tak naprawdę robi i dlaczego.

  cyt. " Hanna Wirecka-Zemsta zapamiętała, że Tokarczuk jak najszybciej chciała pomagać ludziom, zastosować psychologię praktycznie. Zgłosiła się na wolontariat do szpitala psychiatrycznego. Zajmowała się alkoholikami, schizofrenikami, osobami starszymi na psychoterapi.
Psychologia dała jej możliwość wejścia w człowieka, zrozumienia dogłębnych motywów jego działania."


Warto posłuchać tego wywiadu ! Warto mieć taką świadomość ! zwłaszcza jeśli się chce pomagać ludziom.

Przypomniał mi się fragment z filmu 7 lat w Tybecie.

Partnerka przyjaciela z Austrii głównego bohatera, powiedziała:
szczęście bliskich jest błogosławieństwem
jeśli jesteś zazdrosny o to szczęście, musisz być bardzo samotny


Nigdy nie myślałam o tym w ten sposób.  Z racji wychowania, nie brałam takiej ewentualności w ogóle pod uwagę. Gdzie ja zazdrosna, nie, na pewno nie.
A tymczasem zagłębiając się w to uczucie, przypomniałam sobie jak nie raz zakuło serce, na widok czyjejś radości. Dopiero ktoś kiedyś zwrócił mi uwagę, że muszę się czuć samotna.
I kiedy sobie zdałam z tego sprawę i przyznałam się  sobie do takich uczuć, wszystko zaczęło się odmieniać.

Pewnie wzbraniałam się przed przyznaniem do takich uczuć, bo często się słyszy jakie to proste: sam sobie wybierasz, czy jesteś wolny, czy samotny. innym razem, a to wystarczy tylko mieć silną wiarę. 
Jakie to proste, po co się tak czuć?, mówisz i masz.

Dla mnie to był krok milowy. 

To nie jest łatwe. 
A to, że znalazłam sposób jak to zrobić, to raczej cud :-) 

No może w teorii, jeśli ktoś żyje we względnym dostatku, łatwo sobie wyobrazić, że zachowa się tak jak trzeba i już. Wszystko diametralnie się zmienia, kiedy samemu doświadcza się jakiejś tragedii. 
Ja przeżyłam wielką tragedię i to mi otworzyło umysł.

Wracając do tego cudu. Ja nie medytowałam, nie mówiłam mantr, nie miałam świadomości, planów co robić. Byłam jedną wielką rozpaczą. 
Dziś sobie myślę, że musiałam nazbierać zasług na dobrą karme w poprzednich życiach.
Na szczęście współczucie jakie jest we mnie, naprowadziło mnie na właściwą dla mnie ścieżkę.

Z własnego doświadczenia polecam więc wszystkim zbieranie zasług, które spontanicznie wzbudzą współczucie, a to doprowadzi do szczęścia, do miłości do wszystkich czujących istot, do doskonałości, do .......... w efekcie, wiecie do czego :-))))




 A póki co, pada deszcz, wszystko mnie boli w środku, spłuczka znów mi się zepsuła... uch. ;-((((

Wronisko urwało karmik i dwa dni wróbelki przysiadywały na poręczy balkonu, wyglądając ziarenek. Wczoraj przywiązałam budkę sznurkiem do poręczy, ale już ptaszki wcale nie przylatują. 
No co robić? :-((
  
U mnie w tym roku grudzień wcale nie kwitł, za to kwitnie pelargonia. 

Różowa pelargonia i ja życzymy dobrego dnia :-D

niedziela, 5 stycznia 2020

Nowy Rok :-)

    Ewunia pojechała do domu.
Bardzo miło spędziłyśmy Sylwestra i Nowy Rok. Jak zwykle zlazłyśmy kawał Warszawy. Byłyśmy pod Kolumną Zygmunta, chwilę na Placu Bankowym, na Ząbkowskiej, w 19 Dzielnicy, w Ogrodzie Saskim w miejscu, którego jeszcze nigdy nie widziałam, hehe.

Na Ząbkowskiej byłyśmy w Koneserze. Pierwszy raz zobaczyłam jak pięknie wytwórnia spirytusu przeobraziła się w kompleks handlowy. To nie jest jedna galeria, to jest wiele budynków przystosowanych do pożytku publicznego w zabytkowym klimacie. Zakłady spirytusowe nie zostały całkiem zburzone w czasie wojny. To jest wielki kompleks przez który się spaceruje uliczkami jak po miasteczku.

Do !9 Dzielnicy szłyśmy ulicą Kolejową. Pokazałam gdzie się odbywają imprezy charytatywne dla samotnych matek na Białołęce. Trochę się zdziwiła, że na przeciwko nowoczesnego osiedla jest ciąg niskich budynków pamiętających wojnę.
Na Targówku też jest mnóstwo takich kontrastów. Zwłaszcza rozbawia marsz pijaczków wśród pięknych nowych kamienic.
Urocze, hehe
W zabytkowych kamienicach, często, mieszczą się teraz restauracje, kawiarnie, puby, ze stolikami tuż przy ulicy na wzór francuski.

Musiałam odpocząć po tym maratonie i dopiero dziś jestem jako tako przytomna. Już się przestraszyłam, że coś sobie zrobiłam w biodro, ale dziś już nie boli, uff.

      Zwrócono mi uwagę na post, który napisałam w 2016 roku, Czas pokaże.. Zajrzałam do niego i po prawie czterech latach, muszę przyznać, że to bardzo cenna wiedza z Tybetu i dziś kiedy myślę o zaczynającym się roku, jestem spokojna.
Od kiedy przestałam się nastawiać na realizację planów, jestem otwarta na to co przynosi los. Przydarzyło mi się parę niezwykłych sytuacji, które zapowiadały klęskę, a okazały się wielkim sukcesem.
Ja to wszystko tu napisałam.Wykorzystałam wskazówki życzliwych ludzi, wzmocniłam swoją psychiczną, duchową świadomość. Ile można było, wraz z fizjoterapeutą, dietetykiem, odbudowałam siłę fizyczną.
I te święta były ukoronowaniem mądrości współczucia, nieprzywiązywania się, zrozumienia co się tak naprawdę robi.
Odcięłam kilka pępowin.  Zabieg bolesny, ale naprawdę przywracający wolność wszystkim, więc okazało się, że zebrałam zasługi..

Nie powiedziałam bliskim o swoim problemie, bo nie chciałam im zepsuć świąt. Pierwszy raz w życiu, zachowałam przykrość dla siebie. Naprawdę stałam się dla siebie najlepszym przyjacielem. Super, że już mnie na to stać.  Myślę, ze to też jest zasługa :-)

Ale najważniejsze, pierwszy raz w życiu, a żyję już długo, wstawiłam się za swoją mamą.
Nagle zrozumiałam dlaczego coś zrobiła i nie pozwoliłam jej oczernić.
Ona tego nie wie, to raczej prezent dla mnie niż dla niej, hehe.

Przypomniał mi się film 7 lat w Tybecie.
cyt. Ludzie zachodu podziwiają, tych którzy zdobywają, w związku z tym, są bardzo zachłanni
Ludzie w Tybecie podziwiają tych, którzy poskramiają swoje ego.

I tym optymistycznym akcentem życzę Szczęśliwego Nowego Roku :-D