niedziela, 2 lutego 2020

Już jest spokojnie :-)

      Serdecznie witam czytelników, którzy się nie zrazili do mojego bloga :-)

Ostatnie wydarzenia w moim życiu na pewno wpłynęły na postrzeganie tego co się dzieje na świecie i zapaliła się iskierka wojownicza. Może nawet nie tyle wojownicza co irytacji ludzkim postępowaniem.
Pani Olga Tokarczuk jeszcze dolała oliwy do ognia.

      Zapewniam wszystkich, że ja wychowałam się chrześcijaninem, dorastałam i do wypadku nie sądziłam, że jest w ogóle inna opcja.
Wychowywana byłam w miłości do Boga, Pana Jezusa, Matki Bożej.
I babcia, na pewno, najcenniejsze wartości pokazywała na swoim przykładzie, więc mogłam w nie wierzyć, bo nie było w nich fałszu i hipokryzji.

     Po wypadku, obolała, w depresji, sama, jakimś cudem, zaczęłam słuchać nauk Bon Tenzina Wangyala Rinpocze przez internet.
Pierwszą zmianą było odzyskanie duszy. Kiedy mi się to udało i poczułam jak bardzo mi pomogło, postanowiłam uczyć się dalej.
 
     Dzisiaj na mój widok ludzie czasem żartują, że cuda się zdarzają :-)

Przyciągnęłam życzliwych ludzi, którzy mnie uratowali, zastosowałam się do zaleceń, do ćwiczeń, diety. To medytacja otworzyła mój umysł, to jest moje życie.  Jestem dziś wolnym człowiekiem. Nie muszę kłamać, kombinować, nie potrzebuję więcej niż mam.
Boli mnie bardzo lewa strona w taką pogodę, ale dziś myślę, że warto było, bo zatrzymałam się w galopie obłędu.


 Ale ja nie zamierzam nikogo agitować do zmiany religi, absolutnie,  ja po prostu mogłam rozwijać swój umysł w tym kierunku i z tego skorzystałam.
Ale każda religia ma iskrę boskości(Tokarczuk) i w tym kierunku trzeba iść, a nie wykorzystywać ją do niszczenia innych. Tworzyć ideologie jedynie korzystne dla wybranych, którzy podbudowują swoje chore ambicje, swoje ego.



Jestem zakochana w naszej noblistce Oldze Tokarczuk, to pozwolicie, że przytoczę kilka jej słów:

cyt.
      Niektórzy ludzie mają zmysł spraw nieziemskich, tak jak inni świetny węch, słuch, czy smak..
Czują subtelne poruszenia w wielkim, skomplikowanym ciele świata. A ponadto u niektórych z nich ów wewnętrzny wzrok jest tak dalece wyostrzony, że widzą gdzie upadła iskra, dostrzegają jej blask w najbardziej nieprawdopodobnym miejscu. Im gorsze miejsce, tym iskra świeci bardziej rozpaczliwie, tym silniej migocze, a jej światło gorętsze jest i czystsze.

   Lecz są i tacy, którzy zmysłu tego nie mają, muszą więc ufać pięciu pozostałym  i do nich sprowadzają cały świat. I tak jak ślepy od urodzenia nie wie, co to światło. a głuchy - co to muzyka, jak pozbawiony węchu nie ma pojęcia , co to zapach kwiatów, tak i oni nie rozumieją tych mistycznych dusz i biorą ludzi nimi obdarzonych za wariatów, nawiedzonych, którzy sobie to wszystko z niezrozumiałych powodów wymyślają."


hehe,

Ja tam widzę więcej iskier niż jest, to może rozczarować trochę
Na szczęście wariatowi nie tak łatwo krzywdę zrobić


I jak się macie?

Czy się ma taki zmysł czy inny, najważniejsze, żeby żyć z pożytkiem dla wszystkich czujących istot, to się ta Iskra Boża roznieci!

wtorek, 28 stycznia 2020

A co by to było?


         A co by to było, gdyby naprawdę otworzyć oczy? Gdyby ujrzeć jakimś cudem prawdziwie co nas otacza?
 cyt. Olga tokarczuk

      Już zaczęłam czytać prozę pani Olgi i pokochałam tą kobietę z całego serca. "Jakimś cudem" stwierdzenie zdobyło moje serce. To jest naprawdę cud jak tak popatrzeć wokół.
Chociaż może jestem pod wrażeniem ostatnich wydarzeń. Własnym uszom nie mogłam uwierzyć w to co słyszę. Choć po przemyśleniu, dochodzę do wniosku, że ten człowiek był zawsze wyrachowany,.Manipulant, który doskonale wie co na kim zrobi odpowiednie wrażenie.
Ale z drugiej strony czasem widzi się to co się chce widzieć i nawet ta druga osoba, nie musi się za bardzo starać.
Trzeba być wdzięcznym, że się przejrzało na oczy i przestało widzieć Boga w człowieku, który jest od niego daleko. A jeszcze nie dawno miałam wrażenie, że jest tak blisko, hehe.
Chociaż pani Olga Tokarczuk, uważa, że cyt." tylko z największego upadku można podnieść się na najwyższe" 

Kiedy zaczęło się mówić o twórczości noblistki, miałam nadzieję, że doszukam się  cenionych przeze mnie wartości. Mój zachwyt przeszedł wszelkie oczekiwania. Od pierwszych wersów spotykam genialnie spostrzeżenia ludzkich zachowań, które  nakłoniają czytelnika do wyzwolenia uczuć.
Ona nie pisze co to znaczy, że ktoś się tak zachowuje, co ma ktoś poczuć, ona tylko pisze co ktoś robi i dlaczego, a co kto poczuje to tylko jego osobista sprawa.

Czytelnicy mojego bloga wiedzą co to przypomina.

A to jest mądrość ponadczasowa, ponad podziałami.

Pani Tokarczuk tak napisała w książce:

Głupota ludzka sprowadza na świat smutek. Nie jest to grzech ani cecha, z którą się człowiek rodzi, ale zły pogląd na świat, błędna ocena tego , co widzą oczy. W rezultacie ludzie spostrzegają wszystko osobno, każdą rzecz w oderwaniu od pozostałych. 

Prawdziwa mądrość to sztuka łączenia wszystkiego ze wszystkim, wtedy wyłania się prawdziwy kształt rzeczy.

Ja już się trochę nauczyłam :-)
Po czterech latach np. zrozumiałam dlaczego coś przebiegło w taki sposób i jak wiele korzyści wynikło z tego, że musiałam do nich wrócić. :-)
Wtedy byłam zdruzgotana, niesprawiedliwe potraktowana, przestraszona, ale warto było poczekać.

Niektórzy mi się zwierzyli, że pojecie współczucia nie jest takie oczywiste.

 Ja tak zrozumiałam z nauki Bon i Dzogczen: osiągnięcie mądrości, spontanicznego współczucia itp. to są etapy rozwoju.
Gdyby to było takie łatwe, to wszyscy bylibyśmy oświeceni lub w Niebie jak kto woli.

Za to jest proste, trzeba żyć z intencją osiągnięcia  tego stanu rozwoju.

Aby to osiągnąć, nie potrzeba niczyjej łaski.

Pani Olga pisze o tym tak:

Uczeń zdobywa wiedzę  w dziedzinie np. teologii. Zaczyna rozumieć różne skomplikowane związki i jest przekonany, że to skutek poszerzenia i pogłębienia jego ludzkiej wiedzy. Nie wie jednak, że to litery wychwycone przez jego myśli i wyobraźnię tak działają, swoim ruchem zaprowadzają w jego umyśle porządki i otwierają drzwi do niewyobrażalnego uduchowienia.


hehe, bardzo mnie to stwierdzenie rozbawiło. 

No może i tak, ale chyba pod warunkiem, że uczeń rozumie co czyta.
A może im więcej czyta, tym większe szanse, ze zrozumie. hehe, no nie wiem? :-)


Przypomniał mi się program o Starym Testamencie, kiedy naukowcy wyjaśniali skąd się wzięły takie, czy inne nakazy. I np. "Nie miej Bogów cudzych przede mną"podobno dotyczyło, Abraham to wyjaśniał, żeby ludzie ówcześni nie wierzyli w gliniane posążki, którym oddawali cześć.To podobno było nagminne. ojciec Abrahama miał ich wiele naustawianych w domu.

Mnie rozśmieszyło stwierdzenie samego Abrahama na koniec: w ilu bogów byś nie wierzył i tak pogrzeb będzie zależał od pogody.

Wiele osób zupełnie inaczej rozumie to przykazanie.

10 Przykazań Bożych zaczyna się od słów" jam jest Pan Bóg twój, który Cię wywiódł z ziemi egipskiej z domu niewoli"
To do kogo to są słowa? Pamiętacie kogo wywiódł z Egiptu?

Polacy przyjęli chrzest bo władca tak zarządził, pewnie z powodów politycznych, no może miał takie objawienie. Ale gdyby nie przyjął, w Polsce by się taka tradycja nie przyjęła, uczylibyśmy się czego innego. Inne rytuały byśmy odprawiali na pomyślność na zdrowie, na długie życie

:-)

Ale już przykazania: Nie zabijaj, nie kradnij, nie cudzołóż, nie kłam, za bardzo się nie przyjęły.
Wiara chrześcijańska jest bardzo wygodna, przyklaskuje i utwierdza w przekonaniu, że człowiek jest ułomny, grzeszy, i w związku z tym trzeba chodzić do kościoła, modlić się o nawrócenie, a najlepiej dawać duże datki.
Ja pamiętam z dzieciństwa powiedzenie żartobliwe: kto ma księdza w rodzie, tego bieda nie ubodzie.

Ciekawe skąd się wzięło? :-)


 Tutaj przypomina mi się do czego namawia dzogczen: przyjmij to takie jakie jest, ale miej świadomość co tak naprawdę robisz i dlaczego :-)))



Oczywiście jest mnóstwo uduchowionych, powołanych do tej wiary ludzi. Księża, siostry i świeccy ludzie, którzy całym sercem są dobrzy dla innych, uczą miłości, współczucia i nie są obłudni, po prostu wierzą, że Bóg ich posłał, żeby uczyli innych jak dostać się do Nieba i złagodzić ciężkie życie na Ziemi
I chwała im za to!!!!

Bo o co tak naprawdę chodzi?, żeby wydobyć z człowieka jego prawdziwą naturę, istotę czystą i doskonałą, żeby nie cierpiał!

Tak zrozumiałam :-)


.............


Pewnie wiele osób już do mnie więcej nie zajrzy. No cóż, ja musiałam to napisać, żeby mieć szacunek do siebie.
I to mi  pozostanie na zawsze :-D

ps. u nas buro, ale ptaszki śpiewają bo wpadły na obiad, na kaszę jaglaną i cieszą się ogromnie :-)

To co, może trzeba iść na kawkę ?


To robili uczniowie na kiermaszu w szkole :-)

piątek, 24 stycznia 2020

Praktyka mocna jak ogień

    Jakiś czas temu byłam na naukach Mawe Senge. To była jedna z pierwszych nauk, w których uczestniczyłam na żywo.  Gesze Tenpa Darghye okazał mi dużo serdeczności, odpowiedział na wiele wątpliwości, wyjaśnił wiele nauk, które ktoś mylnie mi przekazywał i doprowadzał jedynie do niechęci do siebie i do nauk.
Na koniec napisał mi życzenie "oby twoja praktyka była mocna jak ogień"
I po roku, miałam okazję przekonać się, ze jest :-))))
Z takiej zaszczutej bidulki, stałam się osobą uważną, odważną, wolną i spokojną.

Wzbudziłam mocną energię miłości i współczucia, zadziałała tantra odrzucająca ataki strachu, niepewności, fałszu. 
21 stycznia mało nie straciłam życia, dziewięć lat później, 22 stycznia, zobaczyłam przez chwilę swoją prawdziwą naturę czystą i doskonałą.

Człowieka spotykają różne rzeczy, raz mu się powodzi, odnosi sukcesy z pracy, w życiu prywatnym, a innym razem wszystko się wali. No takie jest życie.
Ważne, aby we wszystkim co nas spotyka, być uważnym, obecnym, co  pozwoli na współczucie, najcenniejszej umiejętności człowieka. Tak zrozumiałam z nauki Bon i Dzogczen.
To jest prawda w moim przypadku. Udało mi się tyle zmienić, odrzucić nawyki, ze współczucia uczynić siłę.

Oczywiście nie na każdym zrobi to wrażenie, taka ich karma, ale już nie jest łatwo mnie skrzywdzić.
Nawet bym powiedziała, że nie radzę próbować, hehe


Początkiem przemian jest zrozumienie tego się tak naprawdę robi i dlaczego.
Wszyscy się uczymy od dziecka, że nie można nikomu źle życzyć.
Tak generalnie sprawa oczywista, nie przeklinamy osoby, która nas zraniła, życzymy jej szczęścia.
Jeśli ktoś komuś jest obojętny, to łatwo przychodzi.
Łatwo przychodzi, ale ja się okazuje do czasu.
Kiedy jednak ta osoba prosi o pomoc i trzeba coś od siebie dać, zrezygnować z własnej wygody, okazuje się, że nie przychodzi to łatwo.
Jak ktoś mówi wprost, że nie zrezygnuję ze swoich potrzeb, ma do nich prawo, ma prawo do zaspokajania tych potrzeba, sprawa jest jasna. Ale czy to nie jest życzenie komuś źle?

A jeśli ktoś mówi, że pomoże, ale jest mu ciężko, np. nie ma pieniędzy, tym samym wzbudza współczucie dla siebie, a potem dowiadujemy się, że dobrze zarabia, że sobie kupił samochód za dużo pieniędzy, za gotówkę, to o czym to świadczy ?

Wie co tak naprawdę robi, czy nie?

Pewnie czepiam się, hehe

Tak tylko sobie pomyślałam, ile to osób już żałuje, ze przeżyłam.
Jestem czasem tylko kulą u nogi, stoję na drodze wygodnego życia. Nauczyłam się prosić o pomoc i niestety trzeba się wypowiedzieć wprost, a to dopiero jest kłopotliwe. Czasem może popsuć nastrój zburzenie dobrego mniemania o sobie;-)
A czasem, dla odmiany, wspomnę o czym tak naprawdę świadczy takie a nie inne zachowanie.

I czar prysł, i humor zepsuty i po co do tego wracać.

Oczywiście ja wiem, że wiele osób myśli inaczej, np są manipulantami, fałszywi, bo taka jest ich praca. Ci co są poszkodowani, niech się bronią sami, ich sprawa. No tak bywa. Taka ich karma.

Czasem poruszy mój psot, zaboli w sercu.
Na pocieszenie powiem, ze lepiej tego nie spychać w kąt organizmu, bo może się przerodzić w chorobę.
Moja pani neurolog, kiedy przychodziłam jęcząca z bólu, powiadała nie raz: to w sumie bardzo dobrze, ze boli.
Zrozpaczona myślałam, że serca nie ma ta kobieta. Dopiero po latach do mnie dotarło, że jakbym nic nie czuła, to znaczyłoby, że jestem sparaliżowana. A teraz już chodzę całkiem sprawnie :-))

I podobnie jest z uczuciami. Jeśli poczujemy ból, to znak, ze jesteśmy na bardzo dobrej drodze do wyzdrowienia

Wyleczyć się trzeba samemu. Ale ja tu nie raz wspomniałam co pomaga :-)

Pamiętam, że ktoś mi tak mówił jak byłam bardzo nieszczęśliwa.
Doprowadzało mnie to do jeszcze większej rozpaczy. Takie niektórzy mają zdolności, hehe.

A teraz patrzę, że Ci co tak radzili, zachowują się niezdrowo, to chyba zdrowi nie są. Jakoś nie umieją się sami wyleczyć.

Ulubione powiedzenie mojej przyjaciółki: punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia.

Łatwo powiedzieć..... ;-))))

Dlatego współczucie pomoże każdemu :-))

wtorek, 21 stycznia 2020

Wszystko co się nam przytrafia jest darem, nie przekleństwem

     Pamiętam, ze będąc w rozpaczy, kiedy słyszałam te słowa, nie wierzyłam. Ot, takie gadanie ludzi którym się powodzi. Dopiero "Nacja" trafiła mi do serca.
Sama tez, już dawno się o tym przekonałam. A ostatnie wydarzenia pokazały jak wielkim darem.
    Kiedy opowiadałam koleżance o świątecznych przeżyciach, powiedziała: jak ty mamę zrozumiałaś to już każdego zrozumiesz.
:-)
I rzeczywiście, otworzyła się  przede mną kolejna brama do świadomości.
    Przed świętami zaskoczyły mnie niemiłe wieści. Wróciły wspomnienia, żal, strach. na szczęście już nie takie intensywne jak kiedyś, ale dość przykre. Przypominałam sobie nauki.
 
Wygląda na to, że na całej strasznej sytuacji, bardzo dużo zyskałam Nie wpadłabym na to, gdybym nie musiała znów zmierzyć się z wampirami przeszłości.
Okazało się, że już nie przeszkadza .mi powodzenie kogoś, kto chciałabym, żeby dzielił to powodzenie ze mną.

Przypomniał mi się wykład Ajahn Brahma, który namawiał, żeby nie dać satysfakcji osobie, która nam dokuczyła, Myśląc, roztrząsając przeżywając przykrości tym samym pozwalamy się nadal gnębić.
Oczywiście łatwo powiedzieć, weź i nie daj;-)

I to jest właśnie mój największy sukces.
Kto wie, może to jest w ogóle największy sukces.

Kiedy pomyślałam o tym jak czułam się przez tyle lat, zrozumiałam, że odpuściły te uczucia.
Chyba żal mi dokuczał najbardziej. Wreszcie dotarło, że nie mam czego żałować, nie straciłam żadnego diamentu, to tylko moje intencje, wyimaginowane wartości, których pragnęłam, ale  tak naprawdę ich tam nie było.

Odczułam ogromną ulgę.

Tym samym, mogę już popatrzeć ze współczuciem na osobę, która tego potrzebuje, o której nigdy tak nie pomyślałam. Niezadowolenie, nerwy, pragnienia, odzwierciedlają stan umysłu, zasługują na współczucie. Do tej pory powiedziałabym na ten temat dwa słowa, oba brzydkie.

I wreszcie poczułam prawdziwą łagodność, spokój i chyba jednak szczęście.

Warto było to wszystko straszne przeżyć, żeby zostać mistrzem :-D

 Zrozumieją to osoby, które mnie znają. Inni będą wiedzieli, w ciężkich chwilach, do czego dążyć. Gdyby ktoś nie mógł znaleźć swojego sposobu, polecam Dzogczen, czy Bon

Wczoraj mówiłam znajomemu o I Ching Księga przemian. Zajrzałam do posta, żeby przypomnieć sobie jaką sobie wywróżyłam przyszłość.

:-D



Sprawdziło się :-)

Sukces psychiczny nie musi iść w parze z sukcesem materialnym.

Ale jak to wszyscy wiedzą, fortuna kołem się toczy, za to nazbierane zasługi zaowocują w przyszłości.

I tym optymistycznym akcentem życzę pomyślności w zdobywaniu świadomości, żeby wiedzieć co się tak naprawdę robi i dlaczego :-D

czwartek, 16 stycznia 2020

Przyszła kartka świąteczna :-)

    Doszła do mnie kartka od blogowej przyjaciółki Karolinki :-)))
Bardzo dziękuję Karolinko!!!!




      Jakiś czas zwierzając się znajomemu z moich kłopotów z pamięcią, z koncentracją itp, zaproponował, żebym przeczytała i spróbowała ajurwedyjski detoks.
Tylko dlatego wspomniałam o swoich kłopotach, żeby się nie dziwił, ze nagle nie pamiętam co mówił, albo nie pamiętam, ze się do czegoś zobowiązałam. Tak na wszelki wypadek uprzedzam nowych znajomych.
Po jakimś czasie, mimo wiedzy od lekarzy, że nie pomoże, jednak do tego zajrzałam.
I to była świetna decyzja!!
Upewniłam się, że kłopoty z głową nie wynikają ze złego odżywiania, tylko dziur w mózgu po krwiaku . Mało tego, upewniłam się, że poznanie mojej pani dietek było wielkim szczęściem, bo ona mnie uświadomiła co się je, po co i dlaczego i powolutku odmieniła moją świadomość w tym względzie..
Przypomniałam sobie, że mój fizjoterapeuta od początku zachęcał do racjonalnego odżywiania.
Oczywiście zachęcało wiele osób, ale chyba autorytet na mnie podziałał najbardziej przekonująco..
Pewnie bez tej zmiany byłabym o połowę mniej sprawna fizycznie i psychicznie.
Teraz sobie przypominam jak mówił, ze to wszystko moja zasługa. Rzeczywiście jak o tym pomyśleć, to ja sama zrobiłam wszystko to co polecali nauczyciele we wszystkich dziedzinach, fizycznych, psychicznych i duchowych. Przede wszystkim odzyskałam duszę,-D, ale to zasługa mojej dobrej karmy, bo jeszcze jadłam wszystko. (dusza co innego znaczy w naszej kulturze :-)

Jeżeli ktoś chciałby bardziej wniknąć w temat to proszę o kontakt.

Przytoczę tylko parę słów, które wydają mi się ważne, ale tak naprawdę wszystko może być ważne.
Ajurwedyjski detoks napisał lekarz neurolog z Ameryki.


Słyszałeś może o barierze krew-mózg (nazywajmy ją BKM). Ta bariera oddziela szkodliwe śmieci pływające po ciele od centralnego układu nerwowego (CUN) tak, by nie wyrządziły szkód. 
BKM znajduje się przede wszystkim w mózgu i rdzeniu kręgowym (CUN) i składa się z komórek śródbłonkowych. Te komórki są splecione ze sobą po to, by tworzyć fizyczną barierę wzdłuż kanałów prowadzących do mózgu i rdzenia kręgowego, tak by te struktury były szczelne i nieprzepuszczalne dla białek i molekuł nierozpuszczalnych w tłuszczach. To zapobiega przedostawaniu się substancji neurotoksycznych do mózgu.

............................................

Jako neurologa fascynuje mnie to, jak zaburzenie w układzie pokarmowym może wpłynąć na zaburzenia w mózgu i vice ver-sa. Problemy trawienne, zapalenie układu pokarmowego, nie-szczelne jelito i skład flory bakteryjnej wpływają na zdrowie i funkcjonowanie mózgu, podczas gdy neuroadaptacja, wzburzenie emocjonalne i stres zmieniają trawienie, równowagę flo-ry bakteryjnej i skuteczność naturalnych systemów detoksykacji. 

.............................................


Sęk w tym, że zdrowie układu pokarmowego jest odzwierciedleniem zdrowia mózgu, a zaburzenia pracy jelit mogą spowodować zaburzenia pracy mózgu i teraz już wiesz, jak to się dzieje. Sądzę, że nerwy jelitowe działają jak „kanarek w kopalni” dla nerwów w mózgu. To co dzieje się z układem nerwowym w jelitach, może przytrafić się neuronom w mózgu, tylko z pewnym opóźnieniem. Dlatego właśnie mogę poprawić stan pacjenta z chorobą Parkinsona przez usprawnienie jego trawie-nia. Jeśli nie naprawisz urazów układu pokarmowego, mózg się nie wyleczy. Napraw jelita, zatrzymaj proces urazowy zaczynający się w jelitach, a mózg w czaszce będzie miał szansę wrócić do zdrowia. 


Pani doktór poleca dla leczenia jelit np. kurkumę, kmin rzymski, koper włoski, curry, błonnik, kolendrę i kilka specyfików obcych.

Mam nadzieję, że Was zainteresowałam tematem uwolnienia się od  uzależnienia od niedobrego jedzenia :-)

Pocieszę tylko, że jak człowiek zrozumie, to samo mu się odechciewa szkodzić sobie. 
Tak jak w dzogczen :-D


poniedziałek, 13 stycznia 2020

Na razie czytam Pilipiuka

        Usprawniłam już ręce na tyle, że mogę robić niezbyt precyzyjne rzeczy, ale wystarczające do zajmowania się sobą. Teraz czas na usprawnianie pamięci i koncentracji, więc obowiązkowo czytam codziennie.
I widzę już pewne postępy. Czytana kilka lat temu książka "Wieszać każdy może" okazała się całkiem dowcipna i nie ma nic wspólnego (chyba) z wieszaniem. Przygody egzorcysty Wędrowycza serdecznie polecam.
Teraz czytam "Wampir z MO". Czas akcji toczy się w latach PRL, więc wiele sytuacji bardzo mnie bawi, zwłaszcza, ze to już daleka przeszłość. Nie mniej powieść jest dość infantylna jak na mój gust, po prostu cieszę się, że wyłapuję śmieszne wypowiedzi, nie muszę się skupiać na fabule.
Takie książki zawsze wolałam od smutnych historii, cierpienia innych ludzi. Po prostu bałam się, że to jeszcze bardziej mnie pogrąży w smutku,a i tak słyszałam często, że ja. to  się lubię przejmować innymi i dlatego nie umiem cieszyć się życiem
      Teraz już się tego nie boję. Może dlatego, że nie cieszyłam się życiem, bo nie było się z czego cieszyć, a nie dlatego, że ciągle się martwię innymi.

      Bardzo jestem ciekawa powieści Olgi Tokarczuk, bo wyczytałam w jej biografii, że jest bardzo uważna, a taką zdolność polecał Mistrz Dzogczen, więc może i ja coś odkryję.

     Przypomina mi się wiersz naszego  noblisty Czesława Miłosza, w którym pisze, "jest taka cierpienia granica, w którym się uśmiech radosny zaczyna, i idzie tak człowiek i już zapomina, o co miał walczyć i po co."
Nie wszystko jest takie oczywiste i jednoznaczne.  Często to są tylko pozory. Dobrze wiedzieć co się tak naprawdę robi i dlaczego, żeby być szczęśliwym i nie krzywdzić innych.

    A to naprawdę nie jest takie proste. Niedawno rozmawiałam ze znajomym i pytam o to, mówię o tamtym i wreszcie uwierzyć nie mogę w to co słyszę. Zupełnie jakbyśmy uczyli się w dwu różnych szkołach. A uczyliśmy się w tej samej i od tego samego nauczyciela, hehe

    Jak to nigdy nie wiadomo, co się odkryje, jakie mechanizmy powodują, że człowiek tak robi, tak czuje, myśli w taki sposób. Naprawdę to pomaga zrozumieć, a tym samym, spontanicznie współczuć, a przede wszystkim poznać siebie.

    Można się zdziwić, można się przestraszyć, ale dzięki temu zmienić siebie.
Rzucanie każdego nałogu jest skuteczne tylko wtedy kiedy się samemu tego chce. Jak człowiek ma świadomość skąd i po co ma taką a nie inną potrzebę.od razu jest spokojniejszy i pewny siebie.

    U mnie samo, powolutku, zmieniało się zapotrzebowanie żywieniowe.
O tym następnym razem ;-)


Urwał mi się karmik. Ptaszki przylatywały i rozglądały się z niedowierzaniem. No to przywiązałam to co zostało :-D

Dobre odżywianie, podobno, wzmaga pracę mózgu :-D


Nie mylić mózgu z umysłem

Pozdrawiam serdecznie i życzę dobrego tygodnia :-D

czwartek, 9 stycznia 2020

Czy czytaliście Olgę Tokarczuk?

https://www.youtube.com/watch…


Nobel Lecture: Olga Tokarczuk, Nobel Prize in Literature 2018


Serdecznie polecam wysłuchanie  wywiadu Olgi Tokarczuk, który spotkał się z wielkim uznaniem w Sztokholmie.

Kilka wydarzeń z jej biografii bardzo dobrze oddaje charakter twórczości naszej noblistki.
Może wam też otworzy oczy na sprawy najważniejsze, do czego namawia również Dzogczen, zbadanie co człowiek tak naprawdę robi i dlaczego.

  cyt. " Hanna Wirecka-Zemsta zapamiętała, że Tokarczuk jak najszybciej chciała pomagać ludziom, zastosować psychologię praktycznie. Zgłosiła się na wolontariat do szpitala psychiatrycznego. Zajmowała się alkoholikami, schizofrenikami, osobami starszymi na psychoterapi.
Psychologia dała jej możliwość wejścia w człowieka, zrozumienia dogłębnych motywów jego działania."


Warto posłuchać tego wywiadu ! Warto mieć taką świadomość ! zwłaszcza jeśli się chce pomagać ludziom.

Przypomniał mi się fragment z filmu 7 lat w Tybecie.

Partnerka przyjaciela z Austrii głównego bohatera, powiedziała:
szczęście bliskich jest błogosławieństwem
jeśli jesteś zazdrosny o to szczęście, musisz być bardzo samotny


Nigdy nie myślałam o tym w ten sposób.  Z racji wychowania, nie brałam takiej ewentualności w ogóle pod uwagę. Gdzie ja zazdrosna, nie, na pewno nie.
A tymczasem zagłębiając się w to uczucie, przypomniałam sobie jak nie raz zakuło serce, na widok czyjejś radości. Dopiero ktoś kiedyś zwrócił mi uwagę, że muszę się czuć samotna.
I kiedy sobie zdałam z tego sprawę i przyznałam się  sobie do takich uczuć, wszystko zaczęło się odmieniać.

Pewnie wzbraniałam się przed przyznaniem do takich uczuć, bo często się słyszy jakie to proste: sam sobie wybierasz, czy jesteś wolny, czy samotny. innym razem, a to wystarczy tylko mieć silną wiarę. 
Jakie to proste, po co się tak czuć?, mówisz i masz.

Dla mnie to był krok milowy. 

To nie jest łatwe. 
A to, że znalazłam sposób jak to zrobić, to raczej cud :-) 

No może w teorii, jeśli ktoś żyje we względnym dostatku, łatwo sobie wyobrazić, że zachowa się tak jak trzeba i już. Wszystko diametralnie się zmienia, kiedy samemu doświadcza się jakiejś tragedii. 
Ja przeżyłam wielką tragedię i to mi otworzyło umysł.

Wracając do tego cudu. Ja nie medytowałam, nie mówiłam mantr, nie miałam świadomości, planów co robić. Byłam jedną wielką rozpaczą. 
Dziś sobie myślę, że musiałam nazbierać zasług na dobrą karme w poprzednich życiach.
Na szczęście współczucie jakie jest we mnie, naprowadziło mnie na właściwą dla mnie ścieżkę.

Z własnego doświadczenia polecam więc wszystkim zbieranie zasług, które spontanicznie wzbudzą współczucie, a to doprowadzi do szczęścia, do miłości do wszystkich czujących istot, do doskonałości, do .......... w efekcie, wiecie do czego :-))))




 A póki co, pada deszcz, wszystko mnie boli w środku, spłuczka znów mi się zepsuła... uch. ;-((((

Wronisko urwało karmik i dwa dni wróbelki przysiadywały na poręczy balkonu, wyglądając ziarenek. Wczoraj przywiązałam budkę sznurkiem do poręczy, ale już ptaszki wcale nie przylatują. 
No co robić? :-((
  
U mnie w tym roku grudzień wcale nie kwitł, za to kwitnie pelargonia. 

Różowa pelargonia i ja życzymy dobrego dnia :-D

niedziela, 5 stycznia 2020

Nowy Rok :-)

    Ewunia pojechała do domu.
Bardzo miło spędziłyśmy Sylwestra i Nowy Rok. Jak zwykle zlazłyśmy kawał Warszawy. Byłyśmy pod Kolumną Zygmunta, chwilę na Placu Bankowym, na Ząbkowskiej, w 19 Dzielnicy, w Ogrodzie Saskim w miejscu, którego jeszcze nigdy nie widziałam, hehe.

Na Ząbkowskiej byłyśmy w Koneserze. Pierwszy raz zobaczyłam jak pięknie wytwórnia spirytusu przeobraziła się w kompleks handlowy. To nie jest jedna galeria, to jest wiele budynków przystosowanych do pożytku publicznego w zabytkowym klimacie. Zakłady spirytusowe nie zostały całkiem zburzone w czasie wojny. To jest wielki kompleks przez który się spaceruje uliczkami jak po miasteczku.

Do !9 Dzielnicy szłyśmy ulicą Kolejową. Pokazałam gdzie się odbywają imprezy charytatywne dla samotnych matek na Białołęce. Trochę się zdziwiła, że na przeciwko nowoczesnego osiedla jest ciąg niskich budynków pamiętających wojnę.
Na Targówku też jest mnóstwo takich kontrastów. Zwłaszcza rozbawia marsz pijaczków wśród pięknych nowych kamienic.
Urocze, hehe
W zabytkowych kamienicach, często, mieszczą się teraz restauracje, kawiarnie, puby, ze stolikami tuż przy ulicy na wzór francuski.

Musiałam odpocząć po tym maratonie i dopiero dziś jestem jako tako przytomna. Już się przestraszyłam, że coś sobie zrobiłam w biodro, ale dziś już nie boli, uff.

      Zwrócono mi uwagę na post, który napisałam w 2016 roku, Czas pokaże.. Zajrzałam do niego i po prawie czterech latach, muszę przyznać, że to bardzo cenna wiedza z Tybetu i dziś kiedy myślę o zaczynającym się roku, jestem spokojna.
Od kiedy przestałam się nastawiać na realizację planów, jestem otwarta na to co przynosi los. Przydarzyło mi się parę niezwykłych sytuacji, które zapowiadały klęskę, a okazały się wielkim sukcesem.
Ja to wszystko tu napisałam.Wykorzystałam wskazówki życzliwych ludzi, wzmocniłam swoją psychiczną, duchową świadomość. Ile można było, wraz z fizjoterapeutą, dietetykiem, odbudowałam siłę fizyczną.
I te święta były ukoronowaniem mądrości współczucia, nieprzywiązywania się, zrozumienia co się tak naprawdę robi.
Odcięłam kilka pępowin.  Zabieg bolesny, ale naprawdę przywracający wolność wszystkim, więc okazało się, że zebrałam zasługi..

Nie powiedziałam bliskim o swoim problemie, bo nie chciałam im zepsuć świąt. Pierwszy raz w życiu, zachowałam przykrość dla siebie. Naprawdę stałam się dla siebie najlepszym przyjacielem. Super, że już mnie na to stać.  Myślę, ze to też jest zasługa :-)

Ale najważniejsze, pierwszy raz w życiu, a żyję już długo, wstawiłam się za swoją mamą.
Nagle zrozumiałam dlaczego coś zrobiła i nie pozwoliłam jej oczernić.
Ona tego nie wie, to raczej prezent dla mnie niż dla niej, hehe.

Przypomniał mi się film 7 lat w Tybecie.
cyt. Ludzie zachodu podziwiają, tych którzy zdobywają, w związku z tym, są bardzo zachłanni
Ludzie w Tybecie podziwiają tych, którzy poskramiają swoje ego.

I tym optymistycznym akcentem życzę Szczęśliwego Nowego Roku :-D

niedziela, 29 grudnia 2019

Serdeczne Święta Bożego Narodzenia z rodziną

     Bardzo dziękuję za dobre życzenia.
Wszystkie się sprawdziły :-)))
Już dawno takich nie miałam.
Wszyscy się postaraliśmy i udało się.

Moja mama, jako jedyna, zna wiele historii naszej rodziny i opowiedziała kilka o moim pradziadku.
Pradziadek zmarł kiedy miałam roczek w wieku 88 lat. Był oficerem w wojsku carskim na wojnie rusko - japońskiej. Był zesłany na Sybir, tam pobił się ze Stalinem i przed śmiercią zastanawiał się, czy go Stalin do Nieba przepuści.
W czasie II Wojny światowej z obozu koncentracyjnego w Treblince wykupił go mój dziadek.
 Ale to już inna historia.
Ja już słyszałam o tym, ale mój syn zaniemówił z wrażenia.
    Pomyślałam, że moja mama wychowana w szacunku, w hołdzie dla odwagi, dla walki z przeciwnościami, mogła nie rozumieć, a wręcz nie znosić uległości, roztkliwiania się, czyli takiego mięczaka jak ja. Nie mówiąc już o tym, że nie można nie wiedzieć co się dzieje  politycznie w Polsce
Pierwszy raz spojrzałam na nią ze współczuciem.
Byłam bardzo miła, uściskałam serdecznie i zachęcałam do opowiadała, żeby dzieci wiedziały.
Teraz mi przyszło do głowy, żeby namawiać ją  do spisywania tego co pamięta, bo inaczej przepadnie. Ja już wiem tylko piąte przez dziesiąte, a reszta sióstr i braci nie wie prawie nic.
Opowiedziała też o tym jaki piękny jest Piotrogród i niesamowite białe noce.
Z Lenką już planujemy wycieczkę.
Babcia planuje wycieczkę na Syberię

Zadzwoniła córka z zagranicy, podzieliła się dobrymi wieściami i kazała mi się szykować
na wycieczkę do Włoch, hehe .
Wspaniały czas Bożego Narodzenia :-)))

W euforii umówiliśmy się znów.   
Ochłonąwszy w domu, zastanawiałam się, czy to nie za dużo i nie skończy się jakimiś nieporozumieniami? Siostra pisała, żebym nie słuchała za bardzo. Od razu sobie przypominałam, jakich tematów nie poruszać, nie wspominać, hehe
I rzeczywiście było parę sytuacji, gdzie mamy groźne spojrzenie ostrzegało :-)

Kiedy to zobaczyłam, uświadomiłam sobie, że już bym stanęła do walki, hehe, ale uśmiechnęłam się tylko, zagadałam wesoło.
I to był mój największy sukces w te święta.
Pomyślałam też, że to co człowiek przeżyje to jedno, a co z tego wywnioskuje to drugie.
Pamiętam, że moja mama miała ksywkę, nadaną przez mojego ukochanego dziadka jej ojca, Dzierżyński.
A żaden z nich taki nie był, więc tego jej nie uczyli.
Ale na pewno nauczyli honoru i ambicji.

I to jej wybór i myślę, że całkiem świadomy. tak sobie radziła z przeciwnościami losu.
Taki człowiek po prostu
I tak super, że łagodnieje, hehe, a może to ja łagodnieję znowu?
To jest dopiero super !!!



  Koniec roku jak zwykle nakłania do posumowań.
To może jutro o tym napisze kilka słów, ale na pewno rodzina się nie musi się mnie wstydzić.
 Nie jestem tchórzem, jestem odważna i całkiem mądra, hehe !!!!
Łagodność wcale w tym nie przeszkadza!!!

hehe, właśnie gotuję barszcz czerwony na przyjazd mojej przyjaciółki z Cieplic, która uwielbia go w moim wykonanie.
Cała kuchnia już jest w czerwonych kropkach, uch, ręce mi odpadną przy sprzątaniu, uch.

Mam nadzieję, że wszyscy odpoczęliście i jesteście szczęśliwi od uścisków, serdeczności rodzinnych.
:-)))


poniedziałek, 23 grudnia 2019

Takie prezenty :-)

    Dzisiaj rano dostałam przesyłkę od Janeczki z Janeczkowa..
Wzruszyłam się ogromnie, ze od tylu lat sprawia mi taką radość. Janeczka robi mnóstwo pięknych prac. podziwiam ją, bo jest taka pracowita i niezmiernie utalentowana. Janeczka robi swetry, koronki, serwety, biżuterię, no i oczywiście kartki :-)
Właśnie dzięki niej miałam mikołaja, bombki i gwiazdki do wykonania tegorocznych kilku kartek.
Niestety moje zapasy się skończyły i pieniędzy nie miałam, żeby kupić, na szczęście, odnalazłam zeszłoroczny prezent.
W karcie były życzenia min.zagojenia ran i w tym roku się sprawdzą, jadę do mamy na Wigilię. Gniew został rozpuszczony.
Jak o tym pomyśleć, zagoiło się jeszcze kilka ran. Zmuszona do wspomnień przypomniałam sobie szczegółowo przyczyny mojej depresji. I ucieszyłam się ogromnie, że już nie myślę o sobie w kategoriach bidulki zdanej na łaskę i niełaskę, jak to miało miejsce przez lata.. Mój umysł zaczął pracować i odbiło się w nim co naprawdę się działo. Teraz już nie musiałabym liczyć na zrozumienie lojalności, a przedstawiłabym dokładnie co mnie spotykało. Oczywiście, czy ktoś się tym przejmie, zawsze jest niewiadomą, ale nie czułabym się taka zagubiona, niepewna., zastraszona.
Na szczęście, tym bardziej, szacunek mam do swojej odwagi :-D Gdyby nie ona, pewnie już dziś nie miałabym co jeść
Jak uczył Mistrz Dzogczen: przyjmij to takie jakie jest.
Nie ma się nad czym zastanawiać, widocznie tak miało być, widocznie miało boleć, żeby zmusić do  poszukania lekarstwa.

Wysłałam też serdeczne podziękowania za lata pomocy do osób, które już pomagać nie mogą. Kolejna pępowina została przecięta. To jednak zdrowy zabieg :-D
Dzięki temu listowi, nie będzie się "babrać", mam nadzieję.







Ja dla odmiany zrobiłam niezwykłego aniołka. Filcowany był już w zeszłym roku, ale nie dałam nikomu, bo taki bez wyrazu mi wyszedł. W tym roku, dorobiłam aureolę, sukienkę w różyczki i zrobił się bardzo wesoły, jak dla mnie :-)

Choinka stoi na balkonie z moimi pierwszymi wyrobami  i  lampkami na baterię.


Niestety leje już drugi dzień . Te ozdoby chyba się zniszczą :-(



 O pamiętacie? , obcy, moja pierwsza zabawka.:-)



 Jakiś czas temu byłam świadkiem rozmowy o oddaniu, lojalności, szczerości do nauczyciela, które gwarantują postępy w rozwoju, czy to psychicznym, czy fizycznym.

Rozumienie tych właściwości jest dla nas trudne.
O ile pamiętam, Nauczyciel Bon, zachęcał, żeby uczyć się od jednego nauczyciela i nie zrażać się chwilowymi niedogodnościami, brakiem efektów, czy ciągłym ocenianiem.
Z oddaniem stosować polecane wskazówki.
Szczerze mówić o odczuciach, trudnościach.

Ja naprawdę w to wierzę. Tenzin  Wangyal Rinpocze mówił co robić, jak wyzwolić w sobie prawdzie uczucia, zrozumieć co się naprawdę robi i w końcu zobaczyłam efekty.tej nauki.
Na szczęście szczerze mogłam mówić u psychologa a później u fizjoterapeuty.
Rozwinęłam się na tyle, ze rozumiem Dzogczen i chcę tak żyć.
Tak samo  z ćwiczeniami od Mistrza Moy, mam efekty

Ale zapewniam Was, że podstawą do osiągnięcia postępów w rozwoju jest intencja i jakiego sobie wybierzemy nauczyciela.

Jeśli się trafi na kogoś kto sam tak naprawdę nie rozumie, co mówi, to może jedynie zrazić, a nie pomóc w budowaniu naszej świątyni.

Ja też nie jestem nauczycielem, ja tylko dzielę się tym co mi pomogło.

Zrozumiałam tylko, że wszystko się może przydać.

Jak już wspomniałam kiedyś, każdy kogo spotkamy może nas czegoś nauczyć. Dobrze potrafić otworzyć umysł zanim się zamknie w niechęci. Jeśli nie, to tylko znak, że jeszcze nie czas.
Ale na pewno nie jest prawdą, że Ci co się uczą na takiej ścieżce, maja rację, bo najlepiej wiedzą.

Nie wiedzą, a to, że czasem muszą decydować i są niesprawiedliwi, trzeba po prostu przyjąć takie jakie jest.

To jest życie po prostu.

Jakiś czas temu, zobaczyłam jak ktoś zostawił jedzenie dla bezdomnych na murku.
Myślę, że więcej taki człowiek wie o współczuciu, niż ktoś kto donosi, bo został urażony i uważa, ze to  źle świadczy o osobie, która go uraziła.



Wesołych świąt moi drodzy. :-))))

Pan Jezus uczył miłosierdzia przez cale swoje życie, niestety nie wszyscy katolicy uważają, że to najważniejsze.

środa, 18 grudnia 2019

Strach nie jest potrzebny

     Dziś świeciło słonko cały dzień. Kilka spraw się wyjaśniło i można już z radością pomyśleć o spotkaniu z rodziną. Chyba już nie jestem odludkiem, bo cieszę się, że nie będę sama.
Niemniej doceniam samotność. Kiedy zaczynałam swoje przymusowe  odosobnienie, myślałam, że większy pożytek jest z człowieka szczęśliwego, czyli jak mu się spełnia, to co sobie wymyślił. Tymczasem, okazuje się, człowiek może się mylić co do przyczyn szczęścia i jego realizacji.
Jak to już nie raz wspominałam, człowiek nie wie co jest dla niego tak naprawdę dobre.


Zmuszona do wspomnień,  przypomniałam sobie jak taką samą sytuację można opisać w dwojaki sposób, w zależności jak komu pasuje.

Pomyślałam sobie o niesprawiedliwości, z tego wynikającej.

Budynki jak budynki, tu nie można ich skrzywdzić opisując tak czy inaczej, ale ludzkie przeżycia można przedstawić zupełnie przeciwnie, do tego, jakie były naprawdę.

Człowiek może wykorzystać taką możliwość na swoją korzyść, ale też może to robić, wierząc w słuszność swoich poglądów.

Tego nie wie czasem sam zainteresowany, bo po co ma sobie zaprzątać tym głowę. Robi co może i jak umie, aby wygrać, zyskać, mieć satysfakcję. Na koniec uwierzy sam w swoje fantazje.

Męczyło mnie, bo sama nie umiałam przekazać co się ze mną działo, jak do tego doszło i długo będę odczuwać skutki słabej orientacji.

        Za każdym razem kiedy siadam do komputera, patrzę na zdjęcia bezdomnego siedzącego w zimę przy przejściu, które zrobiłam w zeszłym roku.
Przypomniało mi się, co wtedy sobie myślałam: on tam siedzi dla mnie, żeby poruszyć moje serce.
I tak jest ze wszystkim co nas spotyka.
To jest po to, żeby poruszyć nasze serce, nasz umysł.
Miałam chęć napisać parę słów, co o tym myślę jak mnie potraktowano. Myślałam, że powinni wiedzieć, może ich to poruszy. Na szczęście, zaniechałam tego i to ze względu na to, że nie chciałam popsuć humoru na święta. Tylko pozornie, mogłyby być zignorowane moje słowa, ale gdzieś w środku, drążyłoby dziurkę i troszkę bolały.
Jestem z siebie strasznie dumna, bo to znak, że współczucie we mnie nabiera mocy.
Tak się cieszę, że już mnie na to stać.
Po to właśnie potrzebna jest samotność. W  natłoku spraw, można by nie zauważyć co się tak naprawdę robi i dlaczego.

Potem sobie przypomniałam słowa

Ajahn Brahm


Każdy zbiera swoją karmę, to co zrobi, przyniesie odpowiedni efekt.

Ulżyło mi zupełnie. Nie wiem tylko, czy to jest oznaka współczucia.
No tak, współczuję efektów, tu nikt nikomu nie robi łaski, jak sobie  pościelisz tak się wyśpisz.

Dziś byłam na ćwiczeniach, zrobiłam długi spacer i natknęłam się na kwitnącą różę w ogródku.
Przypominam, że jest grudzień!!
Niestety to zły znak.



Macie już zaplanowane przysmaki warzywne na święta?

:-)

czwartek, 12 grudnia 2019

Jednak przejaśnia się ;-)


Taki trochę  szekspirowski dowcip

uch

W dwóch odcieniach zachodzące słońce.
Na żywo robiło większe wrażenie, ale nie mogłam się oprzeć widokowi :-) 


Niespodziewanie zrobiło się różowo. Od rana zrobiłam przyjemność docenianej przez mnie osobie,  której już nie widuję, załatwiłam dokumenty, które wydawały się zapodziane, wyciągnęłam rękę do ludzi, którzy się tego po mnie nie spodziewali. (Nie wiadomo, czy oni też wyciągną :-))

Takie głupstwa trochę, ale dla mnie postęp ogromny. Bycie odludkiem już mnie trochę znudziło. Czas, aby spróbować czegoś nowego.
Po przeczytaniu posta koleżanki Karoliny, zaczęłam myśleć jak chcą być postrzegani ludzie niepełnosprawni, którzy piszą bloga?

Doszłam do wniosku, że tak samo jak zdrowi. Jedni potrzebują troski, zainteresowania, miłości, jeśli rodzice ich nie wychowali na pewnych siebie, zaopiekowanych ludzi, a inni chcą tylko opowiadać o sobie, bo to im sprawia przyjemność i już. Ale czytelnik tego nie wie, czytelnik ma swoje wyobrażenie i nie można nikogo zaprogramować

Jak na zawołanie  dziś jest głośno o wykładzie jaki wygłosiła Olga Tokarczuk w Sztokholmie.
Olga między innymi mówi o znaczeniu literatury, o znaczeniu pisania, odbierania emocji, które tworzy literatura, bo po to ona jest. Stąd jest jej siła, wartość, sens i może być wykorzystywana z pożytkiem, ale też niszczyć.
Olga powiedziała, że to co wyobrażone to pierwsze stadium istnienia. Literatura wzbudza uczucia.

Pomyślałam sobie, że w tym wykładzie jest odpowiedź na niepokoje Karolinki.
Jeśli się opowiada o doświadczeniach, one zawsze będą wzbudzały uczucia, refleksje, emocje.

Olga mówiła cyt. Mówiła o roli literatury, Bogu, fizyce, zmianach klimatycznych i generalnie – naturze współczesnego świata

Na koniec dodała:
Kryzys klimatyczny i polityczny nie wziął się znikąd. Często zapominamy, że nie jest to fatum, ale rezultat bardzo konkretnych posunięć ekonomicznych, społecznych, politycznych i światopoglądowych a w tym religijnych Chciwość, brak szacunku do natury, egoizm, brak wyobraźni, niekończące się współzawodnictwo, brak odpowiedzialności, sprowadziły nasz świat do statusu przedmiotu, który można ciąć na kawałki, używać i niszczyć.

Bardzo polecam wysłuchanie tej wypowiedzi. Olga Tokarczuk to bardzo mądra, świadoma osoba i jeśli mister mówi, że nie zamierza jej czytać, to najlepiej świadczy jaki poziom reprezentuje.

I ona tak pisze, żeby poruszyć ludzi, skłonić do refleksji

świadomość świata Olgi bardzo przypomina mi nauki Bon. :-)

Przypomniało mi się, że ktoś kiedyś napisał mi,że skoro egoizm jest, to widocznie musi być.
powiedzenie jest takie,że są dwie rzeczy pewne śmierć i podatki.
Coś w tym jest, nie sądzę tylko, czy to dobrze i czy jednak nie powinien się człowiek z tego wyzwalać?


Wracając do rozważań, po co niepełnosprawni piszą bloga?

Zaczęłam pisać w ramach rehabilitacji. Tak samo w ramach rehabilitacji robię kartki, ćwiczę, chodzę.
Dla zdrowych ludzi, prosta sprawa, dla mnie wielkie osiągnięcie.
Mało nie umarłam lub nie zostałam rośliną, więc wszystko co zrobię jest wielkim szczęściem, osiągnięciem i chcę się tym chwalić.
Mam nadzieje, że moje psychiczne i fizyczne postępy wrócą komuś nadzieję, optymizm, zainspirują, wzbudzą nieodkryte do tej pory możliwości.
Zwłaszcza, ze dolegliwości różne są nadal, ale przy tworzeniu, schodzą jakby na plan drugi.

Oczywiście czasem strach mnie oblatuje. Pamiętacie,  to taka wiara, śmiał się Terry Pratchett i mogłabym  siedzieć cicho, żeby nie zapeszać.
Ale ja to, chyba, jestem winna losowi, ja muszę dawać nadzieję innym, potrzebującym ludziom. A niepotrzebującym nadziei, daję dobry humor.
Bo domyślam się, ze Ci co mnie  nie lubią w ogóle  nie czytają :-)

A co ma być to i będzie

Uściski mocne moi drodzy :-)

niedziela, 8 grudnia 2019

Nadeszły czarne chmury

    Spać nie mogę, jeść nie mogę, bardzo mi przykro.  Myślałam, ze już rozpuściłam ból dawnych czasów, ale niestety zmuszono mnie do wspomnień. Niestety przeżywam od nowa, ale chyba jednak łagodniej. Najbardziej boli mnie niesprawiedliwość i wynikający z tego strach.
No cóż, właściwie to nie ja powinnam się martwić, to nie jest moja karma.
To jest dla mnie wielka okazja do reakcji i zebrania dobrej karmy. Przekonam się jak daleko posunęła się nauka Dzogczen w mojej świadomości.

Największym moim osiągnięciem, w tej chwili, są spontaniczne dobre życzenia dla osób, które mogłyby wywołać zazdrość, zawiść, a może nawet nienawiść.

Odczułam dzięki temu, wielką ulgę i zapewniam, że jest to bardzo cenne uczucie. Nie ma takiej korzyści materialnej, która by była więcej warta.
Może, żeby to zrozumieć trzeba przeżyć ból spowodowany takimi uczuciami, a potem ulgę, kiedy nas opuszczą.


Pisanie to świetny sposób na uporządkowanie myśli, a ponieważ staram się jak najlepiej pisać o prawdziwym moim życiu, muszę precyzyjnie określić co chcę przekazać. A że nie umiem pisać ręcznie to piszę na komputerze bloga ;-)
Trwa to długo bo, przypominają mi się nieoczekiwanie różne historie, sto razy zmieniam słowo, bo nie mogę znaleźć właściwego. gramatykę czasem mi dzieci sprawdzają.
Ale jak już się uda, to właśnie powoduje wielokrotnie, odnalezienie tej oświeconej myśli, która przynosi ulgę, rozwiązanie problemu, spokój.
Sprawdza się nauka  Nauczyciela Bon i Nauczyciela Dzogczen.

Człowiek musi doświadczać wszystkiego, żeby przekonać się na co go stać :-)

Gdyby nie moja przykra sytuacja, nie dowiedziałabym się ile już osiągnęłam w rozwoju umysłu, coraz piękniejsza moja świątynia!
Będę dziś spać, kanapeczkę zjem, o i kawki się napiłam :-)

Zauważyłam, że kilka osób mnie czyta, rozumie i polubiło, więc to też wielki sukces :-)

Zasiadłam do porządkowania torby, uzupełniania kalendarza na 2020 rok, oglądałam sobie zdjęcia, bo kiedyś obiecałam pokazać ładne widoki z budującej się okolicy.

 Dużo widoków pokazywałam na bieżąco.
 To są zdjęcia jeszcze z lata, ale widać jak posunęły się budowy.

Jakoś na żywo ładniej się odbijało różowe niebo w wieżowcu, ale podoba mi się :-)

Rok temu szłam z koleżanką do Polskiego radia wieczorem i bramka do przejścia na budowę wieżowca była odsłonięta, więc zajrzałam i mam niepowtarzalne zdjęcie fundamentów na miejscu kamienicy w której mieszkałam wiele lat





O pamiętacie bezdomnego z zeszłego roku? Jeszcze go nie widziałam, może mu się jednak odmienił los? :-)



Na fundamentach na wiosnę stał już  taki dom (ten po prawo)



 Nie ma już tych drzew




A tu wracamy z imprezy charytatywnej w 19 Dzielnicy

Po prawo widać księżyc nad Pałacem Kultury., którego prawie nie widać, a widać wieżowiec na Rondo  ONZ

 światło na skrzyżowaniu, pałac Kultury taki niebieski malutki, zegar na nim rozświetlony dla rozpoznania.
 światło się zmieniło na jeszcze ładniejsze .



Dziś już Rondo Daszyńskiego i wieżowiec na Pańskiej wygląda tak. Drugi wieżowiec niedługo zasłoni mój ulubiony "słoik" Warsaw  Spire.



To  nie sa piękne widoki z lasu, uroczych wsi, ścieżek rowerowych, zabytków, ale dla mnie bardzo wzruszające.
Pewnie dlatego, ze cieszę się, że chodzę i mogę popatrzeć.
I  rzeczywiście, jak pomyśleć, ze mogłoby tak nie być, jest się z czego cieszyć :-)

Nie robię kartek bo nie mam produktów, ale jak dostanę pieniądze, to kupię i coś tam porobię, bo  talent mi wrócił i dopóki pamiętam jak to się robi :-)

Rozdałam kilka bombek, z zeszłego roku, cały czas się podobają, więc co mają leżeć.
Ja w tym roku postawię małą choineczkę na balkonie, kupiłam lampki na baterię w Tigerze za 10 zł .
Koty będą sobie szaleć po domu bez przeszkód.

Obiecałam kiedyś pokazać broszkę od babci :-)


Odbiły już narcyzy co stały na balkonie i warszawianka, przyniosłam do domu, tak doradziła blogowa koleżanka.


.

W zapiskach miałam, tez pamiątkę ze ślubu przyjaciółki,, cytat o miłości. Wszyscy go znają

"Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku,
 nie unosi się pychą; nie jest bezwstydna, nie szuka swego, nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje."

Wszystko jasne, teraz to nawet myślę, że to możliwe, bo do tego sprowadza się nauka Dzogczen.

Na jedno zwróciłam szczególną uwagę. To się raczej pomija. Ja przynajmniej nie słyszałam nigdy, żeby ktoś o tym mówił,
Napisane jest w Biblii;  Nie cieszy się z niesprawiedliwości.

Można się nie zgadzać, można to zauważać, zwracać uwagę.
Dobrze zrozumiałam?

Miłość nigdy nie ustaje.

Okazuje się tylko, że miłości nie ma za dużo w ludziach.

No nic, napisałam posta takiego trochę pożegnalnego, ale to niespecjalnie, tak się ułożyło
Po prostu koniec roku, porządkowanie, zawsze powoduje podsumowania..

Znalazłam jeszcze notatki z żywieniu. Ale to innym razem.

papa :-)




wtorek, 3 grudnia 2019

Jednak mam to :-)

   Słyszałam, że na jazz można przerobić wiele utworów, o czym przypomniała Karolinka, blogowa koleżanka, ale nie przypuszczałam, że takie :-)
 Przypomniało mi się, że koncercie na Politechnice, wykonano utwór "Prawo i Pięść", którą w oryginale śpiewał Edmund Fetting. No naprawdę świetnie zabrzmiał.

    Zadzwoniła koleżanka, czy mam kartki w tym roku, bo chciała wysłać zagranicę? Zaskoczyła mnie i ucieszyłam się, że moja twórczość przypadła do gustu. Chociaż wydawało mi się, że  talentu już nie mam, na te słowa, połączyły się styki w mózgu, Muza zainspirowała i powstały karteczki, które już szczęśliwie rozdałam życzliwym mi ludziom. Dwie poleciały na Sardynię z siostrą :-)
Do powstania kartek przyczyniła się też ulga z załatwienia pomyślnie sprawy, która się ciągnęła z rok, w urzędzie :-)
ufff






Ta spodobała się panu, który prowadzi małą kawiarenkę na Twardej 66. Przychodzę tam na ciastko wegańskie, które piecze żona.


Bardzo polubiłam tam chodzić jeszcze w lato na lody i tak zostało do dziś, bo jest to bardzo przyjazne miejsce dla mnie.
 Pan jest żonaty od trzydziestu lat i często zachwala żonę, podziwia i wcale nie jest znudzony związkiem. To, że czasem coś nie pasuje, wcale nie jest przeszkodą, żeby ją kochać :-)
To jest balsam na moją poranioną dusze:-) Takie rzeczy się naprawdę zdarzają.
Pan kiedyś powiedział, że o to trzeba zadbać, nie niszczyć szukając atrakcji na świecie, nie ulegać fascynacji, złudzie.
O, i tym mnie po prostu zachwycił.
Przypomniało mi się, że to co człowieka spotyka to przypadek, ale to jak zareaguje, to karma.
Ten pan ma na pewno bardzo dobrą karmę i zbiera dobrą karmę!!!
Pewnie już się kiedyś spotkaliśmy. To też jest bardzo dobry znak :-)

I to, że my się spotykamy na blogu, też dobry znak :-)

Moja babcia mówiła: swój do swego po swoje.
A ja jestem dobrym człowiekiem, to takich przyciągam :-)

Innych pewnie wkurzam, hehe

Uściski mocne :-)))




ps. Mój związek, nie był od tego,żebym w nim była beztrosko bezpieczna. Wydobył ze mnie inne umiejętności. każdy ma swoją droge do oświecenia. Każdemu jest co innego potrzebne w danej chwili :-)))
Ja uporałam się ze swoim strachem przed samotnością. Teraz czekają inne wyzwania. Kto wie, może teraz dbanie o dobrego partnera? :-)